Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Japonia rozpocznie komercyjne połowy wielorybów

Recommended Posts

Japonia ogłosiła, że wycofuje się z Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa (IWC) i od przyszłego roku rozpoczyna komercyjne polowania na wieloryby. Jednocześnie Tokio przerywa swój program naukowy, w ramach którego, pod pozorem prowadzenia badań naukowych i pod nadzorem IWC, przez lata japońscy rybacy zabijali setki wielorybów. Obecnie japońska flota poluje na płetwale karłowate, ale już ogłoszono, że to ostatni sezon polowań w Antarktyce.

Japonia przyłączyła się do IWC w 1951 roku i przestanie być członkiem tej organizacji w lipcu 2019 roku. Pozostanie obserwatorem.

Japoński rząd zapewnił, że nadal będzie współpracował z organizacjami zarządzającymi międzynarodowymi zasobami morskimi. Dodał, że decyzja o opuszczeniu IWC i rozpoczęciu komercyjnych połowów jest oparta na faktach naukowych oraz została podjęta w interesie "utrzymania równowagi w zasobach morskich".

Rządy Nowej Zelandii i Australii z zadowoleniem przyjęły decyzję o zakończeniu przez Japonię polowań na Oceanie Południowym, jednak zachęcają Kraj Kwitnącej Wiśni, by pozostał pełnoprawnym członkiem IWC.

Wycofanie się Japonii z członkostwa w IWC będzie miało konsekwencje dla tej organizacji, gdyż Japonia jest, po USA, drugim najważniejszym źródłem jej finansowania.

Decyzja Japonii to wynik coraz większego podziału w łonie IWC. Część krajów chce, by Komisja zgodziła się na komercyjne połowy wielorybów. Jednak zwolennicy moratorium mają przewagę, pomimo tego, że w ciągu ostatnich lat nieco państw przeszło na stronę zwolenników połowów.

IWC została początkowo powołana w celu regulacji połowów wielorybów, jednak gdy okazało się, że wielu gatunkom wielorybów grozi całkowita zagłada, wprowadzono moratorium na polowania, które trwa od lat 80. ubiegłego wieku. Od tamtej pory liczebność wielu gatunków wzrosła, ale kilka z nich wciąż jest zagrożonych.

Podczas ostatniego spotkania IWC w Brazylii Japonia zaproponowała wznowienie komercyjnych połowów. Wniosek został z łatwością odrzucony przez przeciwników polowań. Jakby tego było mało, większość członków IWC opowiedziała się za całkowitym zakazem polowań, dla jakichkolwiek celów, a nie tylko za moratorium. Potępiono też Japonię za jej rzekomy program naukowy, w wyniku którego Japończycy zabijają rocznie setki wielorybów, których mięso jest sprzedawane w sklepach i restauracjach. IWC wydała też zgodę rodzimym społecznością Arktyki na zabijanie tylu wielorybów, by mogły przeżyć.

Japończycy oskarżyli IWC o hipokryzję twierdząc, że organizacja dopuszcza wyjątki kulturowe w przypadku ludów Arktyki i im pozwala zabijać wieloryby, a dla Japonii czy Skandynawii takich wyjątków nie robi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie rozumiem po co im są te wieloryby? po co je zabijać? mięso raczej nadaje się jedynie na karmę dla zwierząt, może ta rozwinięta gospodarka dalej używa lamp olejowych w długie zimowe wieczory? Jeszcze jakiegoś eskimosa bym zrozumiał, brak pastwisk, świń,krów, to zje się wszystko co ma tłuszcz i białko, nawet jeśli ma to słaby smak.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, tempik napisał:

mięso raczej nadaje się jedynie na karmę dla zwierząt

Nie, oni to jedzą: "Japończycy zabijają rocznie setki wielorybów, których mięso jest sprzedawane w sklepach i restauracjach."

Zakaz połowu (polowań?) powoduje, że to mięso staje się cenione. Intensywne polowania spowodują, że będzie jeszcze cenniejsze. :(Najlepiej byłoby przekonać ludzi, że wieloryby są  trujące, ich mięso powoduje zmarszczki, raka i zmniejszenie libido.

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Jajcenty napisał:

Nie, oni to jedzą

Tak czytam, że po mięso wielorybów sięgnięto dopiero podczas okresów głodu i zamiast wyrzucać odpady czyli wszystko poza wytopionym olejem zaczęto to zjadać. Ale jak po rogu nosorożca można się poczuć jurnym to prawdopodobnie po mięsie waleni można cmokać jakie to pyszne i egzotyczne.

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, tempik napisał:

Nie rozumiem po co im są te wieloryby? po co je zabijać? mięso raczej nadaje się jedynie na karmę dla zwierząt, może ta rozwinięta gospodarka dalej używa lamp olejowych w długie zimowe wieczory? Jeszcze jakiegoś eskimosa bym zrozumiał, brak pastwisk, świń,krów, to zje się wszystko co ma tłuszcz i białko, nawet jeśli ma to słaby smak.

Zaraz zrozumiesz:

Cytat

 

Mięso wieloryba jest elementem norweskiej kuchni od przeszło tysiąca lat i może dlatego tutejsze społeczeństwo tak bardzo broni swojego prawa do połowu tego ssaka. Kiedyś jedzono go w ten sposób, że gotowało się go i jadło z chrupkim pieczywem.

Wędzony wydobywa z siebie lekko metaliczny oraz rybi aromat, co jest efektem diety płetwala.

Dziś popularnym daniem jest po prostu smażony kawał mięcha. Jest ono bardzo ciemne, niemal czarne. Jest przy tym bardzo chude i łatwe w obróbce. Jest też na tyle elastyczne, że można je podawać praktycznie ze wszystkim.

Niektórzy mówią, że mięso wieloryba „jedzie” tranem. Może kiedyś tak było, ale teraz opracowano technologię rozbioru mięsa, dzięki czemu mięso jest czyste i pozbawione tranowej pozostałości.

 

http://www.mojcodziennik.pl/norweska-kuchnia-czyli-stek-wieloryba/

3 godziny temu, Jajcenty napisał:

Najlepiej byłoby przekonać ludzi, że wieloryby są  trujące, ich mięso powoduje zmarszczki, raka i zmniejszenie libido.

Obawiam się, że jest dokładnie odwrotnie:

Cytat

Z jednego wieloryba uzyskujemy 1,5 tony najlepszej polędwicy. Jest to wspaniałe i zdrowe mięso bogate w tłuszcz Omega-3. Można je przyrządzać na wiele sposobów, jako befsztyk, carpaccio, kotleciki, gołąbki, pizze, a nawet kebab.

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Befsztyk-z-wieloryba-1855656.html

W dniu 27.12.2018 o 12:46, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Wycofanie się Japonii z członkostwa w IWC będzie miało konsekwencje dla tej organizacji, gdyż Japonia jest, po USA, drugim najważniejszym źródłem jej finansowania.

Warto jednak zdać sobie sprawę, jakie są rzeczywiste możliwości IWC:

Cytat

W 1947 roku weszła w życie Konwencja o Uregulowaniu Wielorybnictwa; jej organem wykonawczym była Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza (IWC; International Whaling Commission). Niestety, nie istniały żadne mechanizmy pozwalające na egzekwowanie ustaleń Konwencji. Wielorybnictwo podlegało prawom wolnego rynku, co już w latach 60. XX wieku doprowadziło do zdziesiątkowania populacji największych gatunków wielorybów: płetwala błękitnego, finwala, sejwala i humbaka. Podobnie rzecz się miała również z kaszalotem, na którego polowano przecież dopiero od XVIII wieku. Poza zarejestrowanymi flotami wielorybniczymi grasowały po morzach liczne jednostki polujące nielegalnie. W 1994 roku okazało się, że radzieckie floty wielorybnicze wykazywały jedynie 90% swoich połowów, co więcej nagminnie polowały na zwierzęta otoczone ochroną gatunkową. Podobnie rzecz się miała z Japonią, która tradycyjnie polowała również na mniejsze walenie. 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielorybnictwo#Nowoczesne_wielorybnictwo_a_ochrona_waleni 

Możliwe, że IWC upadnie, ale to naprawdę niczego nie zmieni. Już większe możliwości mają rozbójnicy spod znaku Greenpeace.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Michael Packard, zawodowy poławiacz homarów, znajdował się około 14 metrów pod wodą, gdy nagle poczuł uderzenie, wokół zapadła ciemność i poczuł, że się przemieszcza. Pięćdziesięciosześciolatek sądził, że został zaatakowany przez jednego z rekinów, które powszechnie występują w pobliżu Cape Cod w stanie Massachusetts. Szybko jednak zdał sobie sprawę, że nie czuje ani ugryzienia, ani bólu.
      Wtedy zdał sobie sprawę, że znalazł się w paszczy wieloryba. Mężczyzna ocenia, że był współczesnym Jonaszem przez około 30 sekund. Nagle waleń wypłynął na powierzchnię wystawił głowę i zaczął nią potrząsać, wyrzuciło mnie w powietrze i wylądowałem w wodzie, mówił po wyjściu ze szpitala. Packarda z wody wyciągnął kolega, Josiah Mayo, z którym łowili homary.
      Charles Mayo, ojciec Josiaha, ekspert ds. waleni w Center for Coastal Studies mówi, że tego typu wydarzenia są bardzo rzadkie. Humbaki, bo to właśnie z tym gatunkiem Packard miał bliskie spotkanie, nie są agresywne. Zwierzę najprawdopodobniej polowało właśnie na ryby, gdy na drodze jego otwartej paszczy znalazł się nurek.
      Jooke Robins, również z Center for Coastal Studies, dodaje, że odżywiające się humbaki otwierają paszczę i przemieszczają się szybko, starając się wchłonąć jak najwięcej pożywienia. W tym czasie mogą nie widzieć wszystkiego, co mają przed sobą. Myślę, że dla zwierzęcia to było również zaskakujące zdarzenie, dodaje.
      Zdaniem Robbins Packardowi nie groziło połknięcie. Humbaki nie mają wystarczająco dużego przełyku, by mógł przezeń przejść dorosły człowiek. Nie oznacza to jednak, że był całkowicie bezpieczny. Gdyby wstrzymał oddech w momencie, gdy humbak go wypluł na powierzchni, mogłoby dojść do zatoru. Musiał zachować zimną krew. Żeby wyjść cało z takiej sytuacji trzeba być profesjonalistą. Przeżył, bo jest mądry, twardy i ma szczęście.
      Ani Mayo, ani Robbins nigdy wcześniej nie słyszeli o przypadku, by człowiek znalazł się w paszczy humbaka.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W bieżącym roku islandzka flota nie zabije żadnego wieloryba. Dwie największe islandzkie firmy odwołały tegoroczny sezon polowań. Firma IP-Utgerd, która specjalizuje się w polowaniach na płetwale karłowate, oznajmiła, że w ogóle ma zamiar zaprzestać działalności na tym rynku. Z kolei największa islandzka firma, Hvalur hf, która wyspecjalizowała się w zabijaniu płetwali zwyczajnych, odwołała polowania już drugi rok z rzędu. Od 2003 roku, kiedy to po przerwie Islandczycy znowu zaczęli polować na wieloryby, zabili co najmniej 1500 tych zwierząt.
      Decyzja o niewypływaniu na polowania ma podłoże ekonomiczne, a nie wynika ze zmiany stosunku do zwierząt. Kristjan Loftsson, dyrektor wykonawczy Hvalur hf powiedział, że jego firmie trudno jest konkurować z japońskimi wielorybnikami, którzy są dotowani przez rząd. Dodatkowy problem stanowi epidemia COVID-19. Z kolei Gunnar Bergmann Jonsson, dyrektor IP-Utgerd mówi, że rozszerzenie przybrzeżnej strefy zakazu połowów spowodowało, że biznes stał się nieopłacalny. Nigdy więcej nie wypłynę na wieloryby. Kończę z tym na dobre, powiedział przed kilkoma dniami.
      Islandia jest – obok Norwegii i Japonii – jednym z niewielu krajów, które omijają moratorium na komercyjne połowy Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa twierdząc, że polują na wieloryby dla celów naukowych.
      Polowaniu na wieloryby sprzeciwia się wiele osób, państw i organizacji. Mimo tego, że płetwale karłowate nie są zagrożone, polowanie na nie jest zakazane i wywołuje liczne kontrowersje. Jeszcze bardziej kontrowersyjne jest zabijanie drugich największych zwierząt na ziemi, płetwali zwyczajnych, które osiągają długość do 27 metrów.
      W 2018 roku Hvalur hf byał oskarżana o zabicie 109 płetwali zwyczajnych, w tym 14 ciężarnych samic, oraz 2 rzadkich hybryd płetwala zwyczajnego i płetwala błękitnego. Organizacja Sea Shepherd sfilmowała, jak ciało jednego z rzadkich wielorybów zostało dostarczone do stacji wielorybniczej. Wydarzenie to dowiodło, że wielorybnicy nie zawsze potrafią rozpoznać gatunek, który zabijają. W reakcji na krytykę Loftsson oskarżył obrońców środowiska o manipulacje i stwierdził, że ma prawo zabić 161 wielorybów, a nie – jak zaplanował – 150.
      Obrońcy środowiska mają nadzieję, że flota Islandii w końcu przestanie zabijać wieloryby.
      Wierzę, że przyszedł kres działalności największego na świecie zabójcy wielorybów, Kristjana Loftssona i jego firmy Hvalur hf. Najwyższy czas, by Loftsson odwiesił swoje harpuny, a Islandia została krajem, który zajmuje się etycznym obserwowaniem wielorybów, a nie ich zabijaniem, mówi Rob Read z organizacji Sea Shepherd, która walczy o środowisko morskie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kilkanaście gatunków małych wielorybów i delfinów jest zagrożonych wyginięciem, a wszystko przez współczesne sieci rybackie, które zabijają rocznie setki tysięcy zwierząt. Takie informacje przynosi najnowszy numer Endangered Species Research.
      Niewielkie walenie, jak vaquita czy baiji, żyły obok ludzi przez tysiące lat. Jednak po II wojnie światowej zostały dotknięte przekleństwem plastiku – rybacy na całym świecie zaczęli wymieniać sieci z włókien naturalnych – jak bawełna czy konopie – na bardziej trwałe sieci z tworzyw sztucznych. Sieci skrzelowe nie wymagają użycia kosztownego sprzętu czy dużych łodzi, przez co są szczególnie atrakcyjne dla rybaków łowiących na małą skalę. Jednak przez to giną walenie, inne ssaki morskie i żółwie, które nie są w stanie przegryźć takich sieci, gdy się w nie złapią. Mogły zaś uwolnić się z sieci z włókien naturalnych.
      Naukowcy i obrońcy środowiska od 30 lat próbują opracować nowy typ sieci, z których ssaki czy żółwie mogłyby uciec lub ich uniknąć. Dotychczas się to nie udało. Podobnie jak nie udało się przekonać rządów poszczególnych państw, by zakazały i wyegzekwowały zakaz stosowania sieci skrzelowych. W międzyczasie zaś zagłada grozi kolejnym gatunkom.
      Powszechny niegdyś w chińskich rzekach niewielki delfin baiji niemal z pewnością wyginął, donoszą autorzy najnowszego opracowania. Na skraju zagłady jest też morświn kalifornijski, którego pozostało kilkanaście osobników. Dla krytycznie zagrożonego garbogrzbieta atlantyckiego prognozy długoterminowe są bardzo złe. Niebezpieczeństwo wisi też nad niewielkim delfinem Maui, którego liczebność wynosi około 60 osobników. Specjaliści obawiają się również o przetrwanie garbogrzbieta chińskiego, morświnka bezpłetwego z rzeki Jangcy, trzech gatunków azjatyckich delfinów rzecznych oraz bałtyckiej populacji morświna zwyczajnego.
      Dla każdego z wymienionych gatunków największym zagrożeniem jest stosowanie sieci skrzelowych z tworzyw sztucznych.
      Robin Bird, biolog morski i ekspert od waleni z Cascadia Research Collective mówi, że wiele z tych gatunków wyginie, jeśli ludzie nie przestaną stosować takich sieci. Uczony pesymistycznie zapatruje się na przyszłość. Ocalenie tych gatunków wymagałoby bowiem podjęcia odważnych niepopularnych decyzji o ustanowieniu obszarów ścisłej ochrony, gdzie nie wolno byłoby poławiać ryb. Współcześni politycy boją się zaś podejmowania decyzji, które mogą odebrać im poparcie części wyborców.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Japonia chce odzyskać miano kraju, w którym znajduje się najpotężniejszy superkomputer świata. Chce być też pierwszym państwem, które uruchomi eksaflopsową maszynę.
      Nad takim właśnie superkomputerem, o nazwie Fugaku, pracuje firma Fujitsu PRIMEHPC. Fugaku, nazwany tak od góry Fuji, ma zastąpić K Computer, maszynę, która do sierpnia bieżącego roku pracowała w instytucie badawczym Riken.
      Japończycy zapowiadają debiut Fugaku na około roku 2021. Muszą się spieszyć, bo w tym samym terminie w USA i Chinach mają również staną eksaflopsowe maszyny.
      Pojawienie się maszyn o wydajności liczonej w eksaflopach będzie oznaczało olbrzymi skok mocy obliczeniowej.
      Obecnie najpotężniejszym superkomputerem na świecie jest amerykański Summit, którego maksymalna zmierzona moc obliczeniowa wynosi 148,6 TFlop/s. Na drugim miejscu znajdziemy również amerykańską maszynę Sierra (94,64 TFlop/s), a dwa kolejne miejsca należą do superkomputerów Państwa Środka. Są to Sunway TaihyLight (93,01 TFlop/s) i Tianhe-2A (61,44 TFlop/s). Najszybszy obecnie japoński superkomputer, AI Bridging Cloud Infrastructure (ABCI) uplasował się na 8. pozyci listy TOP500, a jego wydajność to 19,88 TFlop/s.
      Warto też wspomnieć, że prototyp Fugaku, maszyna A64FX i mocy obliczeniowej 1,99 TFlop/s trafił na 1. miejsce listy Green500. To lista maszyn, które dostarczają najwięszej mocy obliczeniowej na jednostkę energii. Wynik A64FX to 16,876 GFlops/wat.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Japonia przygotowuje się do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich, a przygotowania te obejmują też zagadnienia związane z bezpieczeństwem medycznym. W ubiegłym miesiącu do Japonii przywieziono próbki jednych z najbardziej niebezpiecznych wirusów: Ebola, Marburg, Lassa, Arenawirusy powodujące południowoamerykańskie gorączki krwotoczne oraz wirusa CCHF powodującego krymsko-kongijską gorączkę krwotoczną. Po raz pierwszy w historii wirusy klasyfikowane jako BSL-4 (biosafety level 4) trafiły do laboratorium Japońskiego Nardoowego Instytutu Chorób Zakaźnych (NIID), jedynego miejsca w Kraju Kwitnącej Wiśni, w której takie wirusy można przechowywać.
      Laboratorium, które znajduje się w mieście Musashimurayama w aglomeracji Tokio, już w 1981 roku było gotowe, by pracować z najbardziej niebezpiecznymi mikroorganizmami. Jednak działało na poziomie BSL-3, gdyż okoliczni mieszkańcy nie chcieli, by znajdowały się tam środki, będące śmiertelnym zagrożeniem. Dopiero w roku 2015, w wyniku umowy pomiędzy Ministerstwem Zdrowia z władzami miasta, poziom laboratorium zwiększono do BSL-4. Teraz trafiły tam superniebezpieczne wirusy.
      Decyzja taka została z zadowoleniem przywitana przez japońskich naukowców, którzy mówią, że dostęp do żywych wirusów zwiększy możliwości kraju w radzeniu sobie z epidemiami oraz poprawi stopień przygotowania na ewentualny atak bioterorystyczny.
      Japonia odstaje od wielu innych rozwiniętych krajów pod względem możliwości badania najbardziej niebezpiecznych patogenów. W USA i UE znajduje się kilkanaście laboratoriów BSL-4, Chiny budują sieć co najmniej 5 takich laboratiów z czego jedno już działa.
      Jednak część mieszkańców Musashimurayamy uważa, że rząd wykorzystał Igrzyska Olimpijskie jako pretekst, by sprowadzić do kraju najbardziej niebezpieczne wirusy. Richard Ebright, biolog i specjalista ds. bezpieczeństwa biologicznego z Rutgers University mówi, że laboratorium BSL-4 może przygotować się do wybuchu epidemii bez konieczności sprowadzania przed czasem niebezpiecznych wirusów. Uczony zauważa, że przechowywanie takich mikroorganizmów zawsze wiąże się z ryzykiem przypadkowego lub celowego ich uwolnienia.
      Jak mówi Masayuki Sajio, dyrektor departamentu NIID odpowiedzialnego za gorączki krwotoczne, posiadanie żywych wirusów pozwoli na zweryfikowania działania posiadanych już testów diagnostycznych.
      Specjaliści z jednej strony zgadzają się, że wirusy takie mogą być użyteczne podczas różnego rodzaju badań i przygotowywania się do ewentualnych epidemii. Tym bardziej, że w ostatnim czasie okazało się, że wirusy podobne do Eboli są znacznie bardziej rozpowszechnione, niż sądzono. Na przykład w ubiegłym roku u nietoperzy z Chin znaleziono wirus Mengla, a u dwóch gatunków ryb z Morza Południowochińskiego zidentyfikowano wirusy podobne do Eboli. Nie wiadomo, czy wirusy takie mogą zarażać ludzi.
      Naukowcy zauważają jednocześnie, że na całym świecie rośnie liczba laboratoriów BSL-4, a to zwiększa ryzyko wydostania się na zewnątrz najbardziej niebezpiecznych wirusów.
      Elke Mühlberger, mikrobiolog z Boston University uważa, że niektóre rządy, w tym japoński, używają laboratoriów BSL-4 do składowania niebezpiecznych wirusów w celu odstraszania przed atakiem biologicznym innych państw, które również takie laboratoria posiadają.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...