Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Niepewna przyszłość kanadyjskich niedźwiedzi polarnych

Recommended Posts

Komitet ds. Statusu Zagrożenia Dzikiej Przyrody w Kanadzie (Committee on the Status of Endangered Wildlife in Canada, COSEWIC) alarmuje, że topnienie lodu w Arktyce i problemy związane z polowaniem zagrażają kanadyjskim niedźwiedziom polarnym.

To jasne, że musimy się bacznie przyglądać temu gatunkowi - podkreśla Graham Forbes, wiceszef COSEWIC. Kanadyjczyk wyjaśnia, że niedźwiedzie zaczajają się na foki podobnie do ludzi łowiących z lodu ryby.

Przewiduje się wydłużenie arktycznych lat, co oznacza, że polowania będą dla niedźwiedzi trudniejsze. Odnosząc się do zdolności przystosowawczych tych drapieżników, Inuci zachowują ostrożny optymizm.

W ramach swojej ostatniej oceny COSEWIC uwzględnił zarówno podejście naukowe, jak i wiedzę Inuitów. W raporcie napisano, że choć nie ma obecnie zagrożenia wyginięciem, przyszłość gatunku jest niepewna. Komitet ds. Statusu Zagrożenia Dzikiej Przyrody wyraził również swoje zaniepokojenie spadkiem liczebności populacji czawyczy (Oncorhynchus tshawytscha) wzdłuż wybrzeża pacyficznego, a także losem jesionów Fraxinus nigra (w rejonie Wielkich Jezior opiętek jesionowiec zniszczył już 2 mld drzew).

Podczas ostatniego liczenia niedźwiedzi polarnych w 2011 r. ustalono, że w Kanadzie mieszka 15,5 tys. tych zwierząt. W tym samym roku niedźwiedzie objęto Ustawą o gatunkach zagrożonych (Species at Risk Act).


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy Europy żyjący w epoce lodowcowej – ok. 30 tys. lat temu – jadali mięso wilków. Dowody takiej praktyki odkryli w Czechach polscy archeozoolodzy. Do tej pory dominował pogląd, że m.in. ze względu na smak mięsa, z drapieżników tych pozyskiwano głównie skóry.
      Nowych ustaleń na temat znaczenia wilków w życiu paleolitycznych łowców dokonano dzięki badaniom, prowadzonym już od kilku lat w Pavlovie i w Dolnych Vestonicach (niedaleko Brna w Czechach). Około 30 tys. lat temu w tej okolicy istniały jedne z pierwszych znanych na świecie „wsi” – zasiedlanych przez wiele sezonów, sąsiadujących skupisk szałasów.
      Podczas wykopalisk na tym terenie czescy archeolodzy odkryli tysiące zabytków krzemiennych, liczne narzędzia oraz ozdoby wykonane między innymi z kości renifera, zębów lisa polarnego oraz mamucich ciosów, a także kilkadziesiąt tysięcy innych fragmentów kości zwierzęcych, które były porozrzucane wśród pozostałości szałasów.
      Do tej pory wśród naukowców panowało przekonanie, że wilki i inne drapieżniki były celem polowań przede wszystkim ze względu na skóry – a już na pewno nie po to, by pozyskać z nich mięso. Tymczasem w czasie badań ich kości natknęliśmy się na kilkadziesiąt okazów, na których widoczne są wyraźne ślady cięcia. Część pozostawili paleolityczni łowcy podczas zdejmowania skór, ale są też takie, które można wiązać tylko z podziałem tuszy, czyli dzieleniem jej na mniejsze porcje – mówi PAP dr hab. Piotr Wojtal z Instytutu Systematyki i Ewolucji Zwierząt PAN w Krakowie. Badania prowadził wspólnie z dr. hab. Jarosławem Wilczyńskim. Wojtal dodaje, że na kościach są również ślady filetowania, czyli oddzielania mięsa od kości przed spożyciem.
      Zaskakująco liczne na stanowiskach morawskich były również szczątki innych drapieżników. Oprócz wilków naukowcy opisali też kości upolowanych rosomaków, lisów polarnych i lisów rudych. Mniej więcej połowę szczątków stanowiły jednak kości roślinożerców, głównie zajęcy i reniferów.
      Z reguły najczęściej w obrębie osad ludzkich z tego okresu dominują kości zwierząt roślinożernych, bo te były zapewne chętniej spożywane – dodaje Wojtal. Wydaje się jednak zrozumiałe, że w przypadku upolowania wilka porzucenie mięsa było sporą stratą, zwłaszcza w okresach mniejszej dostępności pożywienia. Dlatego, jak się wydaje, wszystkie elementy ciała drapieżników wykorzystywano w sposób maksymalny – podkreśla.
      Na stanowisku w Pavlovie oprócz szczątków małych i średnich zwierząt drapieżnych znaleziono również kości i zęby największych drapieżników plejstoceńskiej stepotundry – lwa jaskiniowego oraz niedźwiedzi (jaskiniowego i brunatnego).
      Choć szczątki lwów i niedźwiedzi nie są zbyt liczne, również na nich znaleziono ślady potwierdzające, że ówcześni łowcy wykorzystywali maksymalnie tusze zabitych mięsożerców. Podobnie jak w przypadku wilków, rosomaków i lisów ślady cięcia także na kościach lwów i niedźwiedzi wskazują, że powstały one podczas zdejmowania skór i porcjowania tuszy – wskazuje naukowiec. Mięso tych dużych drapieżników było więc również zjadane przez paleolitycznych łowców – uważa.
      Pavlov nie jest wyjątkowe pod tym względem. Naukowcy ustalili w czasie kwerendy bibliotecznej, że niezbyt liczne szczątki niedźwiedzi i lwów jaskiniowych są znajdywane na wielu stanowiskach z tego okresu.
      Pokazuje to, że polowania na te duże i bardzo niebezpieczne zwierzęta były nieprzypadkowe a dokonywane celowo i z rozmysłem – uważa Wojtal.
      Zdaniem naukowca dla górnoplaeolitycznych myśliwych lew jaskiniowy z pewnością był najbardziej imponującym drapieżnikiem, bo powszechnie przedstawiano go w sztuce już 40 tysięcy lat temu. Wojtal przypomina, że w Pavlovie znaleziono jedną z najbardziej wyjątkowych figurek tego zwierzęcia.
      Jest to duża rzeźba lwa, przedstawiająca zwierzę przygotowujące się do skoku. Paleolityczny artysta przedstawił nawet napięte do skoku mięśnie zwierzęcia – opisuje. Podczas wykopalisk na tym stanowisku znaleziono również kilka miniaturowych głów lwów wykonanych z wypalonej gliny. Również figurki niedźwiedzi zostały odkryte w Pavlovie i leżącym nieopodal stanowisku Dolni Vestonice.
      Jednak jego znaczenie dla myśliwych było prawdopodobnie mniejsze, ponieważ figurki tego drapieżnika nie są tak liczne jak lwa jaskiniowego – uważa.
      Najnowsze wyniki badań szczątków drapieżników z graweckich stanowisk Europy Środkowej ukazały się w Journal of Anthropological Archaeology. Współautorami artykułu są Jiří Svoboda z czeskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Masaryka oraz Martina Roblíčková z Muzeum Ziemi Morawskiej w Brnie

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki ujęciom z drona, nagranym u wybrzeży południowo-wschodniej Florydy, po raz pierwszy uwieczniono jedyne w swoim rodzaju zachowanie unikowe żarłaczy czarnopłetwych (Carcharhinus limbatus), które próbują umknąć dużym drapieżnikom. Okazuje się, że spotykając głowomłoty Sphyrna mokarran, dorosłe C. limbatus wpływają na płytkie wody.
      Wiele gatunków rekinów wykorzystuje płytkie wody jako rodzaj podwodnej szkółki, w której można spokojnie rosnąć i ćwiczyć różne umiejętności przy zmniejszonym ryzyku ataku ze strony większych drapieżników. Przed upublicznieniem tych nagrań takiej strategii szukania ochrony nie odnotowano jednak u dorosłych rekinów. Nagrania stanowią część badania, którego wyniki ukazały się w Journal of Fish Biology.
      Posługiwanie się dronem pozwoliło obserwować naturalne zachowanie ofiar i drapieżników (statek badawczy mógłby wpłynąć na ich aktywność).
      Żarłacz czarnopłetwy osiąga maksymalnie 2,6 m, przy wadze ok. 123 kg (zwykle jednak dorosłe osobniki mają ok. 1,5 m długości). Dziewięćdziesiąt procent jego diety stanowią ryby, m.in. sardynki, śledziowate czy sardelowate. Na C. limbatus polują z kolei większe drapieżniki, takie jak głowomłoty. S. mokarran osiągają maksymalnie 6,1 m długości. Odżywiają się płaszczkami, a także innymi rekinami. Wabią je duże grupy żarłaczy czarnopłetwych, które stanowią dla nich doskonały posiłek.
      Nagrania z drona uchwyciły 3 sytuacje, gdy głowomłot zbliżał się do skupiska żarłaczy czarnopłetwych u wybrzeży hrabstwa Palm Beach (zdobyto je 28 lutego 2018 r., 28 lutego 2019 r. i 3 marca 2019 r.). We wszystkich trzech przypadkach, by uniknąć drapieżników, żarłacze wycofywały się na płytsze wody. Okazało się, że żarłacze niemal wypływają na plażę, podczas gdy głowomłot ma problemy z pływaniem w coraz płytszej wodzie.
      W dwóch przypadkach na trzy głowomłot aktywnie ścigał jednego bądź więcej żarłaczy w kierunku brzegu, ale nie udawało mu schwytać ofiary. Pogonie kończyły się tym, że głowomłot wykonywał ostry zwrot od ofiary i brzegu w kierunku głębszej wody. Widać było, że głowomłot walczy, bo podążając za żarłaczem na płycizny, napotyka na trudności - opowiada prof. Stephen Kajiura z Florida Atlantic University.
      Średnia długość nagranych żarłaczy wynosiła ok. 1,8 m. Dane te zostały wykorzystane przez biologów do skalibrowania skali w nagraniach wideo i oszacowania, w jakiej odległości od brzegu dochodziło do interakcji. Bazując na tych oszacowaniach, naukowcy stwierdzili, że wszystkie wideo nakręcono w odległości mniej niż 45 m od plaży, w wodzie sięgającej co najwyżej do pasa.
      Za każdym razem żarłacz wykorzystywał płycizny jako azyl. Głowomłoty z nagrań były co najmniej 2-krotnie większe od żarłaczy (mierzyły ok. 3,6 m).
      Głowomłoty są znane z wyjątkowo wysokiej pierwszej płetwy grzbietowej, dłuższej od płetw piersiowych. Duża płetwa grzbietowa ma generować siłę nośną podczas pływania na boku. Jak jednak widać na filmach, podczas pościgów na płyciznach górny płat płetwy ogonowej, która zwykle zapewnia rybie siłę ciągu, i płetwa grzbietowa wystawały nad wodę.
      Płytka woda ogranicza zatem ruch głowomłota, a dzięki mniejszym rozmiarom żarłacz może nadal skutecznie płynąć i manewrować, by oddalić się od drapieżnika - wyjaśnia Kajiura.
      Niektóre z przeanalizowanych przez biologów filmów zostały nagrane przez miłośnika nauki obywatelskiej Joshuę Jorgensena.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uwieczniono parę bielików białobrzuchych (Haliaeetus leucogaster), które raz po raz wrzucały rudawkę zmienną (Pteropus hypomelanus) do oceanu. Naukowcy nazywają to zachowanie nową strategią polowania. Obserwowano je na wyspie Tioman w Malezji 28 września 2017 r.
      Jeden z ptaków pochwycił nietoperza z drzewa, na którym H. leucogaster przysiadł w pobliżu morza. Nie widzieliśmy tego, ale słyszeliśmy kakofonię wokalizacji (prawdopodobnie stada rudawek). Później zauważyliśmy lecącego bielika, w którego szponach szarpał się nietoperz. Gdy bielik znajdował się ok. 100 m od brzegu, upuścił rudawkę do wody. Drugi z bielików krążył w pobliżu - napisali autorzy publikacji z Journal of Bat Research and Conservation.
      Rudawce udało się wydostać na powierzchnię i dopłynąć do brzegu. Bieliki poleciały na ląd, usiadły na drzewie i obserwowały poczynania nietoperza. Po 20 minutach (tyle właśnie płynął nietoperz, pokonując fale) jeden z ptaków ponownie upuścił rudawkę do wody, tym razem o wiele bliżej niż za pierwszym razem. H. leucogaster i teraz się nie poddał. Udało mu się wygramolić na brzeg. Na jego lewej błonie lotnej (patagium) widać było dziurkę.
      W tym momencie musieliśmy przerwać obserwację, by przenieść się w inne miejsce. [...] Nie ma zatem pewności, czy bieliki powtarzały swój zabieg, a jeśli tak, to ile razy.
      Mieszkańcy wyspy potwierdzili, że opisane zachowanie dość często występuje w tym miejscu. Naukowcy przypuszczają, że bieliki białobrzuche wykorzystują wodę, by zmęczyć lub utopić dużą ofiarę, która inaczej mogłaby się bronić/walczyć.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czternastego lutego podczas wyrywkowej kontroli przeprowadzanej za Blue Water Bridge, który łączy amerykańskie miasto Port Huron (Michigan) i Sarnię w Kanadzie (Ontario), w ciężarówce poczty kanadyjskiej znaleziono przesyłkę z ludzkim mózgiem.
      Przesyłka była opisana jako "Zabytkowa pomoc naukowa" (Antique Teaching Specimen) i miała zostać przetransportowana z Toronto do Kenoshy w Wisconsin.
      Po otwarciu paczki celnicy stwierdzili, że w środku znajduje się słój, a w nim ludzki mózg. Nie było żadnej [...] dokumentacji, która potwierdzałaby legalność wwozu do USA - napisano w komunikacie US Customs and Border Protection (CBP).
      Michael Fox z CBP podkreśla, że ludzie muszą pamiętać, że amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) mają ścisłe zasady dot. pozwoleń na sprowadzanie takich materiałów (Import Permit Program). Obecnie trwają konsultacje CBP i CDC. Dotyczą one regulacji importowych (42 CFR 71.54, Import regulations for infectious biological agents, infectious substances, and vectors).

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki amerykańsko-chińskiej współpracy powstała hydrożelowa powłoka, która zapobiega tworzeniu się lodu aż na trzy sposoby. Naukowcy podkreślają, że inspirowali się naturalnymi mechanizmami, które nie dopuszczają do zamarzania krwi kilku gatunków ryb z Antarktyki.
      Autorzy artykułu z pisma Matter sugerują, że nowa powłoka będzie tanim i wszechstronnym sposobem na zapobieganie oblodzeniu skrzydeł samolotów czy rur. To pierwszy materiał, który zapobiega tworzeniu się lodu, wpływając na 3 różne procesy.
      Choć dysponujemy rozmaitymi rozwiązaniami antyoblodzeniowymi, są one tak pomyślane, by wpływać tylko na niektóre aspekty tego złożonego procesu albo działać tylko na pewnych rodzajach powierzchni. Nowa powłoka jest rozwiązaniem kompleksowym, które zapobiega powstawaniu lodu na wielu różnych powierzchniach, od tworzyw, przez metale, po ceramikę, w dodatku w różnych warunkach - opowiada Ximin He z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Poza tym materiał łatwo uzyskać i jest ponoć bardzo wytrzymały.
      Żel składa się głównie z wody, ale jego kluczowym składnikiem jest poli(dimetylosiloksan), polimer z grupy silikonów, używany m.in. do produkcji soczewek kontaktowych czy jako dodatek do kosmetyków (E900).
      Gdy nasprejuje się go na powierzchnię, tworzy cienką przezroczystą powłokę, która zapobiega oblodzeniu na 3 różne sposoby: obniża temperaturę zamarzania wody na powierzchni (hamuje nukleację), opóźnia wzrost kryształów lodu (rozprzestrzenianie się lodu), a także utrudnia jego przywieranie, czyli adhezję.
      Akademicy przetestowali powłokę na różnych materiałach, w tym na plastiku, szkle, ceramice i metalach. Ustanowili rekord, zapobiegając tworzeniu się lodu do momentu, aż temperatura osiągnęła -31°C. Poprzedni rekord padł w 2016 r. i wynosił -28°C; różne powłoki nanoszono m.in. na szkło. Pracami zespołu kierował wtedy Jianjun Wang z Chińskiej Akademii Nauk; jest on współautorem również ostatniego badania.
      Oprócz tego hydrożel pozwolił na ustanowienie rekordu odnośnie do czasu odroczenia tworzenia lodu w temperaturze -25°C. By na spryskanych nim powierzchniach z tworzywa, szkła, ceramiki i metalu utworzył się w tej temperaturze lód, musiało minąć ponad 65 min, a więc o ponad 40 min więcej niż przy poprzednim rekordzie, który także padł podczas studium z 2016 r.
      Nawet jeśli na powierzchni, na której zastosowano hybrydowy antyoblodzeniowy hydrożel, utworzy się lód, łatwo go usunąć za pomocą szczotki czy dmuchawy (nie trzeba skrobać czy podgrzewać).
      W latach 60. naukowcy odkryli, że kilka gatunków ryb antarktycznych wytwarza białka zapobiegające zamarzaniu (ang. anti-freeze proteins, AFP) krwi. Później stwierdzono, że także owady wytwarzają AFP, dzięki czemu ich płyny ustrojowe nie zamarzają. U bakterii AFP stwierdzono po raz pierwszy w 1993 r. W następnych latach opisano wiele bakterii zdolnych do syntezy takich białek. Wiadomo, że dysponują nimi także rośliny.
      Nowa powłoka jest bioinspirowana (działa po części dlatego, że naśladuje molekularną strukturę tych białek).
      Większość eksperymentów przeprowadzono w laboratorium, ale jeden test odbył się na dworze, w Pekinie, w temperaturach ujemnych.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...