Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Ostrzeżenie przed spadającymi chińskimi dronami

Recommended Posts

Holenderski Inspektorat Środowiska Człowieka i Transportu ostrzega przed dronami chińskiej firmy DJI. Niektóre akumulatory wykorzystywane w modelach DJ Matrice 200 i DJ Inspire 2 mogą ulec nagłej awarii, co prowadzi do utraty zasilania i upadku drona. Szczególnie narażone na awarie są akumulatory TB50 i TB55. W związku z tym holenderski urząd apeluje do właścicieli urządzeń z tymi akumulatorami, by ich nie używali. Ostzreżenie wydano po tym, jak kilkanaście dronó spadło w Wielkiej Brytanii.

Podobne zalecenia wydała wcześniej British Civil Aviation Authority. Czytamy w nich, że doszło do "niewielkiej liczby incydentów, podczas których dron w czasie lotu doświadczył całkowitej utraty zasilania, pomimo tego, iż w akumulatorach pozostała wystarczająca ilość energii".

Dotychczas nie odnotowano żadnego przypadku zranień ludzi. Zniszczeniu uległy tylko drony. Stało się tak dzięki temu, że najwyraźniej ich piloci przestrzegali brytyjskich przepisów, które zabraniają przelotu nad ludźmi oraz w odległości mniejszej niż 50 metrów od ludzi, samochodów i łodzi oraz w odległości mniejszej niż 150 metrów od obszarów zaludnionych.
Firma DJI oferuje wymianę wadliwych akumulatorów.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Potężna burza geomagnetyczna, która spowoduje wyłączenia prądu, awarie satelitów i urządzeń elektrycznych jest nie do uniknięcia. Prawdopodobnie tego typu wydarzenia mają miejsce częściej, niż nam się wydaje i, bazując na najnowszych badaniach, można przypuszczać, że takiego uderzenia ze strony Słońca możemy spodziewać się prawdopodobnie w ciągu najbliższych 100 lat. Nikt nie jest jednak w stanie powiedzieć, czy nastąpi ono w następnej dekadzie czy w następnym wieku.
      Jako, że w coraz większym stopniu jesteśmy uzależnieni od technologii, burze gaomagnetyczne – związane z aktywnością Słońca – są coraz groźniejsze dla naszej cywilizacji.
      Już przed 10 laty informowaliśmy o raporcie NASA i Narodowej Akademii Nauk opisującym katastrofalne skutki, jakie mogłaby przynieść burza geomagnetyczna, czyli gwałtowna zmiana pola magnetycznego Ziemi spowodowana koronalnymi wyrzutami masy na Słońcu. Autorzy raportu szacują, że same tylko Stany Zjednoczone poniosłyby w ciągu pierwszego roku straty rzędu 2 bilionów dolarów. Przywrócenie stanu sprzed katastrofy potrwałoby 4-10 lat. Mało prawdopodobne, by nawet tak potężne państwo było w stanie całkowicie się z niej podnieść, informowaliśmy.
      Dotychczas najsilniejszą znaną nam burzą geomagnetyczną była ta z września 1859 roku, kiedy to zorza polarna była widoczna na Karaibach, doszło do awarii sieci telegraficznych i pożarów. Sądzono jednak, że tak silne wydarzenia mają miejsce raz na 500 lat. Okazuje się jednak, że zdarzają się znacznie częściej.
      Jeffrey Love i jego koledzy ze Służby Geologicznej Stanów Zjednoczonych informują na łamach Space Weather o wynikach analizy, jakiej poddali New York Railroad Storm, burzę magnetyczną z 1921 roku.
      Tego typu wydarzenia ocenia się według skali Dst (disturbance short time). To skala oceny uśrednionej aktywności pola magnetycznego Ziemi. Jeśli ulega ono osłabieniu, a tak się dzieje przy koronalnych wyrzutach masy ze Słońca, pojawiają się na niej wartości ujemne. Wartość bazowa Dst Ziemi wynosi około -20 nanotesli (nT). Wartości poniżej -250 nT są uznawane za superburzę.
      Naukowcy dysponują bardzo ograniczonym zestawem danych dotyczących burzy z 1859 roku i na tej podstawie uznają, że w tym czasie Dst wynosiło pomiędzy -850 a -1050 nT. Tymczasem, jak wynika z badań Love'a i jego zespołu, Dst podczas burzy z 1921 roku wynosiło około -907 nT. Burza z roku 1921 mogła być bardziej intensywna niż ta z roku 1859. Zanim przeprowadziliśmy badania wiedziano, że było to gwałtowne zjawisko, jednak nie wiedziano, do jakiego stopnia.
      Pomiary historycznych burz geomagnetycznych nie są proste. Obecnie dysponujemy całym szeregiem instrumentów monitorujących, jednak nasza wiedza od wydarzeniach sprzed roku 1957, kiedy to pojawił się indeks Dst, jest bardzo uboga, a dane opierają się na informacjach z różnych magnetometrów rozmieszczonych na całym świecie. Przed badaniami Love'a cała nasza wiedza o burzy z 1921 roku była oparta na danych z jednego obserwatorium na Samoa. Jednak autorom najnowszej analizy udało się dotrzeć do notatek wykonanych przez specjalistów z Australii, Hiszpanii i Brazylii. Dzięki temu mogli ocenić intensywność tego wydarzenia bardziej precyzyjnie niż wcześniej. Ich wyliczenia są też bardziej precyzyjne niż te, dotyczące burzy z 1859 roku, które opierają się na daych z jednego magnetometru w Indiach.
      Burza z 1921 roku została nazwana New York Railroad Storm od pożaru kolejowej wieży kontrolnej w Nowym Jorku, który wówczas wybuchł. Obecnie wiemy, że dowody na związek pomiędzy burzą, a tym pożarem są słabe. Jednak wiemy również, że tego samego dnia wybuchły też trzy inne wielkie pożary, które dotychczas przeoczono. Do jednego z nich doszło w wyniku pojawienia się silnych prądów indukcyjnych w telegrafach na stacji kolejowej w Brewster w stanie Nowy Jork. Stacja całkowicie spłonęła. Drugi z pożarów zniszczył centralę telefoniczną w Karlstad w Szwecji, a trzeci wybuchł w Ontario.
      Wiemy też, że burza ta przebiegła dwuetapowo. W Karlstad operatorzy centrali najpierw informowali o awarii i dymie. A gdy dym się rozwiał, nastąpił nagły pożar okablowania. Autorzy najnowszych badań dotarli tez do zapisków wskazujących, że zorzę polarną obserwowano wówczas na Samoa, w Arizonie i w pobliżu Paryża, a do awarii sieci telegraficznych i telefonicznych doszło w Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, Danii, Japonii, Brazylii i Kanadzie. Wszystko zaś wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z wydarzeniem o średniej intensywności, które w ciągu kilku godzin znacznie się wzmocniło, powodując liczne problemy.
      Gdyby taka burza jak w 1921 roku miała miejsce dzisiaj, doszłoby to zakłócenia pracy wielu systemów. Doświadczylibyśmy wyłączeń prądu, awarii sieci telekomunikacyjnych, być może utraty niektórych satelitów. Nie twierdzę, że byłby to koniec świata, ale doszłoby do zniszczeń na wielką skalę, stwierdza Love.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jeszcze w bieżącym miesiącu urzędnicy w Los Angeles mają zatwierdzić projekt, który dostarczy miastu energię taniej, niż jakiekolwiek paliwa kopalne. W jego ramach ma powstać potężna instalacja fotowoltaiczna wyposażona w jedne z największych akumulatorów. W roku 2023 farma ma dostarczać 7% energii zużywanej przez Los Angeles, a koszt jej wytworzenia ma wynieść 1,997 centa za kilowatogodzinę (to cena paneli) oraz 1,3 centa za kWh (cena akumulatorów). W sumie więc koszt produkcji kilowatogodziny to niecałe 3,3 centa.
      Ze względu na efekt skali, ceny urządzeń do energetyki odnawialnej i ceny akumulatorów ciągle spadają, mówi Mark Jacobson z Uniwersytetu Stanforda. W przeszłości przeprowadził on badania, w których stwierdził, że większość państw może przejść na energię odnawialną.
      Nowa instalacja słoneczna ma powstać w hrabstwie Kern w Kalifornii i zostanie wybudowana przez firmę 8minute Solar Energy. Jej moc wyniesie 400 MW, co zapewni energię dla 65 000 gospodarstw domowych. Z instalacją zostaną połączone akumulatory o pojemności 800 MWh, dzięki którym po zmierzchu zmniejszy się zużycie gazu.
      Szybki spadek cen energii odnawialnej oraz akumulatorów pomaga w coraz większym rozprzestrzenianiu się nowej technologii. W marcu Bloomberg New Energy Finance przeprowadził analizę ponad 7000 projektów, w których zakłada się przechowywanie energii i stwierdził, że od roku 2012 koszt przemysłowych akumulatorów litowo-jonowych zmniejszył się o 76%. W ciągu ostatnich 18 miesięcy spadł on o 35% do poziomu 187 USD za MWh. Z kolei firma analityczna Navigant przewiduje, że do roku 2030 koszty takich urządzeń spadną o kolejnych 50%, znacznie poniżej kwot obiecywanych przez 8minute.
      Inżynier Jane Long, ekspertka ds. polityki energetycznej z Lawrence Livermore National Laboratory mówi, że akumulatory litowo-jonowe to tylko część rozwiązania problemu. Zapewniają one bowiem energię jedynie przez kilka godzin. Potrzebujemy bardziej długoterminowego rozwiązania, stwierdza.
      Zainteresowanie energetyką odnawialną napędzają też władze lokalne, które coraz częściej mówią o całkowitym porzuceniu nieodnawialnych źródeł. Jak informuje Jacobson, już 54 hrabstwa i 8 stanów wyraziło chęć przejścia w 100% na energetykę odnawialną. W 2010 roku Kalifornia przyjęła przepisy, zgodnie z którymi do roku 2024 dostawcy energii muszą zainstalować systemy pozwalające na przechowanie 2% szczytowego zużycia energii przez stan.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amazon pokazał swojego najnowszego drona z serii Prime Air. Celem koncernu jest stworzenie drona, który w czasie krótszym niż 30 minut dostarczy zamówiony towar na odległość do 12 kilometrów. Waga zamówienia przenoszonego przez drona ma wynieść do 2 kilogramów. Firma ma nadzieję, że Amazon Prime Air zostanie uruchomiona już w najbliższych miesiącach.
      Koncern Jeffa Bezosa poinformował, że w najnowszej wersji elektrycznego drona poprawiono wydajność, stabilność i bezpieczeństwo. Dron startuje i ląduje pionowo, z łatwością przechodzi do trybu lotu poziomego. Ze względów bezpieczeństwa śmigła zostały otoczone zabezpieczającą poprzeczką, która jednocześnie pełni rolę skrzydła, poprawiają efektywność lotu.
      Nowy Prime Air ma sześć stopni swobody. W porównaniu z tradycyjnymi dronami korzystającymi z czterech stopni swobody jest znacznie bardziej stabilny i łatwiej radzi sobie z wiatrem. Drona wyposażono też w algorytmy sztucznej inteligencji odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Jeśli warunki zewnętrzne się zmienią lub pojawi się nieprzewidziane przeszkoda, dron przerwie lot.
      Urządzenie wyposażono w liczne czujniki i zaawansowane algorytmy, które wykrywają zarówno obiekty nieruchome, jak komin, jak i te poruszające się w powietrzu, jak śmigłowiec czy lotnia. Ponadto dron dostarczy zamówienie tylko wówczas, gdy wykryje fragment terenu wolnego od ludzi, zwierząt i innych przeszkód. Urządzenie nie będzie lądowało. Obniży się na około pół metra i zrzuci paczkę w umówionym miejscu.
      Wkrótce po tym, jak Amazon pokazał nowego Prime Air amerykańska Administracja Lotnictwa Cywilnego (FAA) wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że Amazon uzyskał roczną zgodę na testowanie swoich dronów. Wydana zgoda nie obejmuje zezwolenia na dostawy towarów i jest obwarowana licznymi obostrzeniami.
      Jeden z głównych konkurentów Amazona, firma Wing należąca do konglomeratu Alphabet (Google) stała się w kwietniu pierwszym operatorem dronów, który uzyskał od FAA licencję na prowadzenie niewielkiej firmy lotniczej. Wing planuje rozpoczęcie własnych testów dostarczania towarów za pomocą dronów. Z kolei firma UPS we współpracy ze startupem Matternet Inc. od marca prowadzą testy, w ramach których próbki medyczne są transportowane dronami pomiędzy szpitalami w mieście Raleigh.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mniej niż tydzień po tym, jak doszło do awaryjnego przejścia Teleskopu Hubble'a w tryb bezpieczny, to samo spotkało kolejny z kosmicznych teleskopów NASA – Chandra X-ray Observatory. Amerykańska agencja poinformowała, że Chandra, prawdopodobnie z powodów problemów z żyroskopem, wprowadził się w tryb bezpieczny. Kilka dni wcześniej również problemy z żyroskopem spowodowały włączenie trybu bezpiecznego w Teleskopie Hubble'a.
      Oba kosmiczne teleskopy to niezwykle ważne, zasłużone narzędzia naukowe. Oba są też mocno leciwe i służą już wielokrotnie dłużej, niż planowano. Hubble liczy sobie 28 lat, a Chandra – 19. Obecnie kontrolerzy lotu pracują nad przywróceniem ich do normalnej pracy.
      Gdy awarii uległ podstawowy żyroskop Hubble'a, włączono żyroskop zapasowy. Jednak okazało się, że nie pracuje on jak należy. Co prawda prawidłowo śledzi on ruchy teleskopu, ale informuje, że urządzenie obraca się o rząd wielkości szybciej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Jest to o tyle problemem, że gdy Hubble jest precyzyjnie wycelowany w jakiś obiekt, żyroskop pracuje w bardziej czułym trybie, niż podczas zmiany położenia Hubble'a. Jako, że źle przekazuje on informacje o obrotach teleskopu, to w tym bardziej czułym trybie nie jest w stanie wyłapać minimalnych ruchów teleskopu, które powinien w tym czasie badać.
      Jeśli operatorom Hubble'a uda się naprawić problem z żyroskopami, to urządzenie powróci do pracy w standardowym trybie, w którym korzysta z 3 żyroskopów. Jeśli się nie uda, Hubble będzie korzystał z 1 żyroskopu, co, jak zapewnia NASA, pozwoli mu na przekazywanie doskonałej jakości obrazów przez kolejne lata.
      W 2009 roku, podczas ostatniej misji serwisowej na Hubble'a, astronauci zamontowali tam 6 żyroskopów. Od tamtej pory zawiodły trzy z nich. Przewidywano, że po tej misji Hubble będzie pracował jeszcze przez 5 lat. Minęło już 9 lat, a NASA obiecuje, że znany teleskop posłuży jeszcze przez wiele lat.
      Jeśli zaś chodzi o Chandra X-ray Observatory, to jeszcze nie wiadomo, co się stało, ale prawdopodobnie mamy do czynienia z awarią żyroskopu. Analizy wykazały, że przejście w tryb bezpieczny odbyło się bez problemów, panele słoneczne skierowane są w stronę Słońca, więc teleskop ma zapewnioną energię, a jego lustra są odsunięte od Słońca.
      Chandra został zaprojektowany tak, by pracować przez 5 lat. Także i on, jak zapewnia NASA, ma przed sobą jeszcze wiele lat pracy,.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wczoraj (11 października) doszło do awarii rakiety Sojuz, którą podróżowała nowa załoga Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Kapsuła załogowa bezpiecznie oddzieliła się od rakiety i opadła na Ziemię. Jak poinformowała NASA, obaj członkowie załogi, Rosjanin i Amerykanin, bezpiecznie opuścili kapsułę.
      Rakieta Sojuz i kapsuła Sojuz MS-10 wystartowały z kosmodromu Bajkonur o godzinie 8:47. Na pokładzie znajdowali się Nick Hague i Aleksiej Owczynin. Mieli oni dołączyć do trzech osób, które już stanowią załogę Stacji. Jednak kilka minut po starcie doszło do awarii i kapsuła załogowa opadła na Ziemię. "Potwierdzamy, że dzisiaj kilka minut po starcie kapsuła Sojuz MS-10 włączyła tryb lotu balistycznego. To oznacza, że załoga  nie dotrze dzisiaj na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Zamiast tego doszło do awaryjnego lądowania", oświadczyła rzecznik prasowa NASA Brandi Dean.
      Podczas awaryjnego lądowania Hague i Owczynin doświadczyli przeciążenia około 6,7 G. Kapsuła wylądowała w odległości około 20 kilometrów na wschód od miasta Żezkazgan.
      NASA nie podała zbyt wielu szczegółów na temat awarii. Potwierdziła jedynie, że pojawiły się problemy z oddzieleniem rakiety nośnej. Amerykanie poinformowali, że Roskosmos powołał komisję do zbadania wypadku. Tymczasem Habue i Owczynin zostali zabrani do Moskwy. Rosjanie potwierdzają, że obaj są bezpieczni.
      Warto przypomnieć, że 29 sierpnia w kapsule MS-09, która przywiozła na Stację jej obecną załogę, odkryto niewielką dziurę o średnicy 2 milimetrów. Dziura ta spowodowała niewielki wyciek powietrza ze Stacji. Został on wykryty przez kontrolerów naziemnych i naprawiony przez załogę ISS. Obecnie trwa śledztwo mające wyjaśnić, jak powstała wspomniana dziura.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...