Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Islandzki lodowiec uwalnia duże ilości metanu

Recommended Posts

Z jednego z islandzkich lodowców przedostają się do atmosfery duże ilości metanu. Naukowcy odkryli, że z lodowca Sólheimajökull, który spływa z wulkanu Katla, w miesiącach letnich do atmosfery przedostaje się do 41 ton metanu dziennie.

Badania, prowadzone pod kierunkiem uczonych z Lancaster to pierwsze badnia terenowe pokazujące taką skalę emisji metanu z lodowców. To olbrzymia ilość, która z wody z roztapiającego się lodowca trafia do atmosfery. Emisja te jest znacząco wyższa niż średnia emisja metanu z rzek niepochodzących z lodowców. Jest ona porównywalna z emisją z niektórych uwalniających najwięcej metanu terenów podmokłych. W sumie wulkan tem emituje ponad 20-krotnie więcej metanu niż wszystkie europejskie wulkany razem wzięte, mówi doktor Peter Wynn.

Metan to 28-krotnie silniejszy gaz cieplarniany niż CO2. Jest zatem niezwykle ważne, byśmy wiedzieli jak najwięcej o źródłach emisji metanu i o tym, jak mogą się one zmienić w przyszłości, dodaje uczony.

Środowisko naukowe sprzecza się, czy lodowce emitują metan czy też nie. U podnóża lodowców istnieją idealne warunki do produkcji metanu, są ta mikroorganizmy, materia organiczna, woda i mało tlenu oraz nieprzenikalna pokrywa lodowa, która pozwala na uwięzienie metanu. Nikt jednak dotychczas nie badał szczegółowo tego zagadnienia, więc dostarczyliśmy najsilniejszych dowodów, że lodowce emitują metan.

Nowe badania bazują na wcześniejszych prowadzonych przez doktor Rebeccę Burns w czasach, gdy była jeszcze doktorantką. Uczona pobierała próbki wody z jeziora znajdującego się na krawędzi lodowca Sólheimajökull i badała w nich stężenie metanu. Chcąc zaś upewnić się, że metan nie został uwolniony ze środowiska, porównywała jego poziom z poziomem w okolicznych osadach i innych rzekach. Uzyskane wyniki wskazywały, że metan powstaje pod lodowcem. Największą koncentrację gazu odkryto w miejscu, gdzie wypływa woda spod lodowca, która następnie zasila jezioro. To wskazuje, że źródło metanu musi znajdować się pod lodowcem, wyjaśnia Wynn.

Naukowcy wykorzystali spektrometrię gazową by uzyskać unikatowy odcisk palca metanu, co potwierdziło, że jest on produkowany przez mikroorganizmy znajdujące się pod lodowcem. Jednak tutaj dodatkowo mamy wulkan. Sądzimy, że mimo iż sam wulkan nie emituje metanu, to zapewnia on warunki, dzięki którym mikroorganizmy mogą się rozwijać i produkować metan.
W normalnych warunkach gdy metan styka się z tlenem powstaje dwutlenek węgla, a metan znika. W przypadku lodowców źródłem tlenu jest woda i po kontakcie z nią metan również znika.

Jednak w lodowcu Sólheimajökull zachodzą inne procesy. Gdy woda z topiącego się lodowca dociera do podłoża styka się tam z gazami wulkanicznymi, które obniżają w niej zawartość tlenu. Przez to nie cały metan, który się z nią zetknie jest zmieniany na CO2. Ciepło z Katli może znacząco wspomagać generowanie metanu przez mikroorganizmy, możemy postrzegać ten wulkan jako gigantyczny inkubator mikroorganizmów, stwierdza współautor badań doktor Hugh Tuffen.

Niedawno odkryto, że Katla emituje olbrzymie ilości CO2. Znajduje się w pierwszej piątce światowych wulkanów emitujących ten gaz. Katla to bardzo, bardzo interesujący wulkan, dodaje Tuffen.

Doktor Burns dodaje, że na Islandii i Antarktyce znajduje się wiele pokrytych lodem wulkanów i systemów geotermalnych. Jeśli, z powodu globalnego ocieplenia, zgromadzony pod lodem metan znajdzie drogę ucieczki, to w najbliższej przyszłości możemy obserwować znaczący wzrost emisji metanu z mas lodowych. Naukowcy dodają jednak, że wciąż dobrze nie rozumiemy pochodzenia i wpływu na atmosferę metanu pochodzącego z takich właśnie źródeł. Sądzą, że o ile może dojść do znacznych wzrostów emisji metanu spod lodów, to może być to krótkotrwałe zjawisko, gdyż w miarę jak lód będzie zanikał, zanikały będą też warunki, w jakich metan ten powstaje.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

do 41 ton metanu dziennie

 

4 godziny temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

Katla emituje olbrzymie ilości CO2

Miejmy nadzieję, że ma na to koncesję i opłacone limity emisji w EU. A nie sorry, on nie jest w EU, już mi ulżyło :( A gdyby tak polskie CO2 z węgla podprowadzić do wulkanu rurociągiem, to prąd znów byłby tani.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Licząc że metan jest 28-krotnie silniejszym gazem cieplarnianym niż CO2 mnożymy 41 ton metanu który się wydobywa z tego wulkanu razy 28 to daje  ekwiwalent 1 148 CO2 na dobę 

Elektrownia Opole moc (tylko nowch "czystych" bloków)  950 MW , emisja CO2 = 691 kg/MWh ( patrz tabela poniżej) co przy maksymalnej mocy daje 656,45 tony na godzinę lub 15754,8 ton  na dobę.

Wniosek: 13 takich nieaktywnych wulkanów nie starczyły by  ukryć "moc" gazów cieplarnianych jednej elektrowni w Polsce.

 

image.png.742a5bbe4fbd0bfde8803035024d876a.png

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dywersyfikację wg mnie priorytet powinien być nastepujacy: atom, slońce wiatr, woda,  baterie dla 3 wczesniejszych, długo, długo nic, gaz, długo, długo nic, węgiel.

  • Haha 1
  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, BOXIN napisał:

Skutki węgla są odwracalne w kilku pokoleniach,

Może jakiś filmik z youtuba,  jako "naukowy" dowód rzeczowy?:D 

  • Downvote (-1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, 3grosze napisał:

Może

Arkę Noego zbudował amator, a Titanica profesjonaliści. A tobie sama wiara nie wystarczy, zawsze potrzebujesz linka? Na istnienie Boga też?

Edited by BOXIN

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proponuje zestawienie regionów gdzie jest zwiększona wykrywalność nowotworów do regionów gdzie są elektrownie atomowe podejrzewam że trend będzie wręcz odwrotny niż przewidujesz. Później zrób to samo zestawienie z regionami gdzie przemysł jest oparty o węgiel. 

Oczywiście że elektrownie atomowe mają wady, i to jest wyzwanie dla inżynierów. Węgiel jako paliwo jest prymitywny, szkodliwy i w naszych warunkach drogi.

Z wikipedii o najwiekszej kopalni (odkrywkowa) w USA

"Annual Production at North Antelope Rochelle was 107.7 million tons in 2012 ..."

"Coal mining in Poland produced 144 million metric tons of coal in 2012 ... "

W tej kopalni z USA pracuje nieco ponad 1000 osób 

w Polsce ponad  w 2012 ponad 50 tysiecy  ( i działało około 200 związków zawodowych) 

Wniosek jest prosty powinno się zrezygnować z węgla w Polsce i powoli wygaszać kopalnie a nie inwestować w elektrownie węglowe. Niestety z OZE jeszcze w tej chwili nie można podtrzymać produkcji energii elektrycznej dlatego własnie Atom jest u mnie na pierwszym miejscu.

Znalezione obrazy dla zapytania zatrudnienie w górnictwie wÄgla kamiennego

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, dexx napisał:

trend będzie wręcz odwrotny

Poproszę o dane trendu a nie przypuszczenia. Ja też jestem za energetyką jądrową, ale fuzyjną, a ta obecna jest niestety do bani. Zapomniałeś o geotermii na jakiej stoi Polska. Z samej geotermii możemy mieć tyle prądu i ciepłej wody, że tak naprawdę nie potrzebujemy jakichkolwiek innych elektrowni.

Share this post


Link to post
Share on other sites
48 minutes ago, BOXIN said:

Poproszę o dane trendu a nie przypuszczenia. Ja też jestem za energetyką jądrową, ale fuzyjną, a ta obecna jest niestety do bani. Zapomniałeś o geotermii na jakiej stoi Polska. Z samej geotermii możemy mieć tyle prądu i ciepłej wody, że tak naprawdę nie potrzebujemy jakichkolwiek innych elektrowni.

Czytałem opracowanie na ten temat, ale nie mogłem teraz na szybko znaleźć. Wnioski były dosyć oczywiste, elektrownie atomowe budowane są głownie w rozwiniętych regionach gdzie opieka lekarska jest dobra i pozostałe gałęzie przemysłu w miarę czyste. Co za tym idzie, nawet jeśli jest jakikolwiek wpływ reaktorów atomowych na występowanie nowotworów, to jest mniejszy niż przy energetyce węglowej.

W pozostałej kwestii Krzychoo mnie uprzedził :). Można sobie bajać o alternatywach, ale do rozwoju kraju potrzebna jest energia elektryczna i geotermia nic w tej kwestii nie pomoże, a fuzja to może za 30 - 40 lat. 

Elektrownie atomowe powinny być podstawą  energetyki i pracować cały czas w pełni obciążone resta zapotrzebowania powinna być pokryta przez OZE + baterie a dodatkowo powinniśmy budować elektrownie gazowe które potrafią w miarę szybko reagować na zmiany zapotrzebowania. Bezwładność procesu w elektrowniach węglowych jest zbyt duża przez co i duża część energii cieplej idzie w komin.

Edited by dexx

Share this post


Link to post
Share on other sites

Atom jest dobry dla przemysłu i dużych aglomeracji, moim zdaniem przyszłościowe są rozwiązania mieszane i rozproszone.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

5 hours ago, Krzychoo said:

Atom jest dobry dla przemysłu i dużych aglomeracji, moim zdaniem przyszłościowe są rozwiązania mieszane i rozproszone.

Ja widzę to tak

Sieci energetyczne są połączone, jest pewien minimalny poziom zużycia i ten powinien być prawie w całości pokryty z atomu, tak żeby elektrownie te pracowały w swoim optymalnym punkcie nawet przy najniższym zużyciu energii.  Następnie powinniśmy dążyć żeby OZE + baterie pokrywało resztę zapotrzebowania a w razie braku słońca / wiatru elektronie gazowe przejmują obciążenie sieci. 

Dodatkowo państwo powinno wspierać rozproszone instalacje OZE  tak żeby każde gospodarstwo / firma produkowały tle energii ile średnio zużywają tak żeby minimalizować straty na przesyle. Powiedzmy ze obecny program prosumenta próbuje coś takiego wdrożyć, ale w początkowym okresie wydaje się zasadne umożliwienie jednak sprzedaży tej energii, a jak osiągniemy jak kraj jakiś rozsądny poziom procentowy można wycofać się do zwykłego prosumenta,  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Sadzenie drzew i zapobieganie pożarom lasów niekoniecznie prowadzi do uwięzienia większej ilości węgla w glebie. Autorzy badań opublikowanych na łamach Nature Geoscience odkryli, że planowane wypalanie sawann, użytków zielonych oraz lasów strefy umiarkowanej może pomóc w ustabilizowaniu węgla uwięzionego w glebie, a nawet zwiększenia jego ilości.
      Kontrolowane wypalanie lasów, którego celem jest zmniejszenie intensywności przyszłych niekontrolowanych pożarów, to dobrze znana strategia. Odkryliśmy, że w takich ekosystemach jak lasy strefy umiarkowanej, sawanny i użytki zielone, ogień może ustabilizować, a nawet zwiększyć ilość węgla uwięzionego w glebie, mówi główny autor badań, doktor Adam Pellegrini z University of Cambridge.
      Wynikiem dużego niekontrolowanego pożaru lasu jest erozja gleby i wypłukiwanie węgla do środowiska. Mogą minąć nawet dziesięciolecia, nim uwolniony w ten sposób węgiel zostanie ponownie uwięziony. Jednak, jak przekonują autorzy najnowszych badań, ogień może również prowadzić do takich zmian w glebie, które równoważą utratę węgla i mogą go ustabilizować.
      Po pierwsze, w wyniku pożaru powstaje węgiel drzewny, który jest bardzo odporny na rozkład. Warstwa węgla zamyka zaś wewnątrz bogatą w węgiel materię organiczną. Ponadto ogień może zwiększyć ilość węgla ściśle powiązanego z minerałami w glebie. Jeśli odpowiednio dobierze się częstotliwość i intensywność pożarów, ekosystem może uwięzić olbrzymie ilości węgla. Chodzi tutaj o zrównoważenie węgla przechodzącego do gleby w postaci martwych roślin i węgla wydostającego się z gleby w procesie rozkładu, erozji i wypłukiwania, wyjaśnia Pellegrini.
      Gdy pożary są częste i intensywne, a tak się dzieje w przypadku gęstych lasów, wypalane są wszystkie martwe rośliny. Ta martwa materia organiczna rozłożyłaby się i węgiel trafiłby do gleby. Tymczasem w wyniku pożaru zostaje on uwolniony do atmosfery. Ponadto bardzo intensywne pożary mogą destabilizować glebę, oddzielając bogatą w węgiel materię organiczną od minerałów i zabijając bakterie oraz grzyby.
      Bez obecności ognia martwa materia organiczna jest rozkładana przez mikroorganizmy i uwalniana w postaci dwutlenku węgla lub metanu. Gdy jednak dochodzi do niezbyt częstych i niezbyt intensywnych pożarów, tworzy się węgiel drzewny oraz dochodzi do związania węgla z minerałami w glebie. A węgiel w obu tych postaciach jest znacznie bardziej odporny na rozkład, a tym samym na uwolnienie do atmosfery.
      Autorzy badań mówią, że odpowiednio zarządzane wypalanie może doprowadzić do zwiększenia ilości węgla uwięzionego w glebie. Gdy rozważamy drogi, jakimi ekosystem przechwytuje węgiel z atmosfery i go więzi, zwykle uważamy pożary za coś niekorzystnego. Mamy jednak nadzieję, że nasze badania pozwolą odpowiednio zarządzać pożarami. Ogień może być czymś dobrym, zarówno z punktu widzenia bioróżnorodności jak i przechowywania węgla, przekonuje Pellegrini.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z symulacji przeprowadzonych przez naukowców ze Stanford University dowiadujemy się, że globalne ocieplenie wydłuży okresy stagnacji atmosfery. To bardzo niebezpieczne zjawisko dla mieszkańców miast i obszarów uprzemysłowionych.
      Liczne modele, wykorzystane na Stanfordzie, wykazały, że wydłużonych okresów stagnacji doświadczy aż 55% ludzkości. O stagnacji mówi się, gdy masa powietrza pozostaje przez dłuższy czas w jednym miejscu i gdy nie ma opadów.
      Podczas normalnych procesów atmosferycznych powietrze jest oczyszczane przez opady oraz mieszane dzięki wiatrowi. Jednak w czasie stagnacji powietrze nie jest oczyszczane, a nad obszar, który jej doświadczył, nie napływa nowe, czystsze powietrze i nie wypycha stamtąd powietrza zanieczyszczonego. To oznacza, że rośnie poziom koncentracji zanieczyszczeń w powietrzu. Jest to zjawisko szczególnie niebezpieczne na gęsto zaludnionych obszarach.
      Uczeni ze Stanforda uważają, że średnia liczba dni stagnacji w atmosferze wzrośnie o 40 dni rocznie. W ich wyniku będziemy prawdopodobnie mieli ze zwiększoną liczbą zachorowań na choroby płuc i układu krążenia. To z kolei przełoży się na zwiększoną umieralność. Ofiarami tak zmienionego klimatu mogą paść miliony osób rocznie.
      Najbardziej dotkniętymi stagnacją atmosfery obszarami będą Meksyk, Indie i zachodnia część USA. To gęsto zaludnione obszary, więc tam może pojawić się najwięcej problemów.
      Głównym sposobem walki z tak niekorzystnymi zjawiskami powinna być próba uniknięcia wystąpienia takich zjawisk czyli radykalna redukcja emisji gazów cieplarnianych.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Big Bear Solar Observatory, Instituto de Astrofísica de Canarias oraz New York University poinformowali, że Ziemia pociemniała w wyniku zmian klimatycznych. Główną zaś przyczyną zmniejszonego współczynnika odbicia naszej planety są ogrzewające się oceany. Na potrzeby swoich badań uczeni wykorzystali dane z 20 lat (1998–2017) pomiarów światła popielatego oraz pomiary satelitarne. Okazało się, że w tym czasie doszło do znacznego spadku albedo – stosunku światła padającego do odbitego – Ziemi.
      Światło popielate to światło odbite od Ziemi, które pada na nieoświetloną przez Słońce powierzchnię Srebrnego Globu. Możemy z łatwością zaobserwować je w czasie, gdy Księżyc widoczny jest jako cienki sierp o zmierzchu lub świcie. Widzimy wtedy słabą poświatę na pozostałej części jego tarczy. To właśnie światło popielate, odbite od naszej planety światło słoneczne, które dotarł do Księżyca.
      Obecnie, jak czytamy na łamach pisma Geophysical Research Letters wydawanego przez American Geophysical Union, Ziemia odbija o około 0,5 W na m2 mniej światła niż przed 20 laty, a do największego spadku doszło na przestrzeni 3 ostatnich lat badanego okresu. Taka wartość oznacza, że współczynnik odbicia naszej planety zmniejszył się o około 0,5%. Ziemia odbija około 30% padającego na nią światła słonecznego.
      Taki spadek albedo był dla nas zaskoczeniem, gdyż przez wcześniejszych 17 lat utrzymywało się ono na niemal stałym poziomie, mówi Philip Goode z Big Bear Solar Observatory.
      Na albedo planety wpływają dwa czynniki, jasność jej gwiazdy oraz współczynnik odbicia samej planety. Badania wykazały zaś, że obserwowane zmiany albedo Ziemi nie są skorelowane ze zmianami jasności Słońca, a to oznacza, że przyczyna zmian albedo znajduje się na samej Ziemi.
      Jak wykazały dalsze analizy, satelity pracujące w ramach projektu Clouds and the Earth’s Radiant Energy System (CERES) zarejestrowały spadek pokrywy nisko położonych jasnych chmur tworzących się nad wschodnią częścią Pacyfiku. Do spadku tego doszło u zachodnich wybrzeży obu Ameryk. Z innych zaś badań wiemy, że w tamtym regionie szybko rośnie temperatura wód powierzchniowych oceanu, a zjawisko to spowodowane jest zmianami w dekadowej oscylacji pacyficznej (PDO). Zaś zmiany te są najprawdopodobniej wywołane globalnym ociepleniem.
      Zmniejszenie współczynnika odbicia oznacza również, że w całym ziemskim systemie zostaje uwięzione więcej energii słonecznej niż wcześniej. To może dodatkowo napędzać globalne ocieplenie.
      Specjaliści zauważają, że to niepokojące zjawisko. Jakiś czas temu naukowcy meli nadzieję, że globalne ocieplenie doprowadzi do pojawienia się większej ilości chmur i zwiększenia albedo Ziemi, co złagodzi wpływ człowieka na klimat i go ustabilizuje. Tymczasem okazało się, że chmur tworzy się mniej, przez co albedo spada.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na Islandii trwa najdłuższa erupcja wulkaniczna od ponad pół wieku. Rozpoczęła się 19 marca, gdy ze szczeliny w pobliżu wulkanu Fagradalsfjall na półwyspie Reykjanes zaczęła wypływać lawa. Widowiskowe zjawisko przyciągnęło do tej pory około 300 000 turystów.
      Dotychczas na powierzchnię wydobyły się 142 miliony metrów sześciennych lawy, która pokryła 4,6 km2 i utworzyła pole lawowe Fagradalshaun. Nazwę, nawiązującą do góry Fagradalsfjall, można przetłumaczyć jako „piękna dolina lawy”.
      W ciągu ostatnich 20 lat na Islandii miało miejsce 6 erupcji wulkanicznych. Najdłuższa z nich, spowodowana przez wulkan Holuhraun, trwała od 31 sierpnia 2014 do 27 lutego 2015. Ten rekord został właśnie pobity. Jednak z Holuhraun wypłynęło 10-krotnie więcej – 1,4 km3 – lawy, najwięcej od 230 lat.
      Specjaliści zauważają, że obecnie trwająca erupcja jest nie tylko bardzo długa, ale też wyjątkowa pod tym względem, że wypływ jest stabilny. Wulkany na Islandii zwykle na początku są bardzo aktywne, a z czasem lawy płynie coraz mniej, aż erupcja się zatrzymuje, mówi Halldor Geirrson z Instytutu Nauk o Ziemi. Obecnie ze szczeliny wypływa około 8,5 m3 lawy na sekundę.
      Zdaniem specjalistów, nie można przewidzieć, jak długo erupcja jeszcze potrwa. Nic nie wskazuje, by się miała ona skończyć, dodaje geofizyk Pall Einarsson. Przypomina, że w pewnym momencie lawa przestała wypływać i sądzono, że to koniec. Jednak po 9 dniach erupcja powróciła z tą samą siłą co wcześniej.
      Einarsson mówi, że specjaliści wiele już się nauczyli z najnowszej erupcji. Jednocześnie przyznaje, że wydarzyła się ona w najmniej prawdopodobnym miejscu półwyspu Reykjanes. Jeszcze rok temu nikt by nie przypuszczał, że dojdzie tutaj do czegoś takiego. Geofizyk zauważa, że wokół znajdują się znacznie bardziej aktywne tereny wulkaniczne. To pokazuje, że od czasu do czasu mają miejsce najmniej prawdopodobne wydarzenia.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Polarnicy z Uniwersytetu Śląskiego zakończyli właśnie kolejną – 56. – wyprawę na Spitsbergen. Na podstawie zebranych danych chcą wskazać różnice w mechanizmie odrywania się mas lodu z lodowców wspartych o dno morza oraz lodowców częściowo pływających.
      Do tych porównań wykorzystane zostaną wyniki badań Lodowca Paierla oraz Lodowca Hansa – z sierpnia br. oraz z wieloletniej serii obserwacyjnej – poinformował PAP kierownik pierwszego etapu wyprawy, glacjolog prof. Jacek Jania z Centrum Studiów Polarnych UŚ.
      Wieloletnie badania ekspedycji naukowych UŚ zmierzają do określenia prawidłowości w reakcji lodowców Svalbardu na przyśpieszone ocieplanie Arktyki i globu. Lodowce uchodzące do morza są bardzo wrażliwe na ocieplanie klimatu. Większe topnienie dostarcza wód roztopowych do ich podłoża, co ułatwia poślizg po dnie. Tym samym przyśpiesza ruch, a w konsekwencji +produkcję+ gór lodowych. Takie lodowce zmniejszają swój zasięg dramatyczne, unaoczniając silne ocieplanie Arktyki. Ponadto, lodowce cielące się dostarczają do morza znacznie więcej masy niż te lądowe (wody roztopowe + góry lodowe). A tym samym znacząco oddziałują na wzrost poziomu oceanu światowego – podkreślił.
      Prof. Jania wskazał, że badanie lodowców uchodzących do morza jest jednym z najtrudniejszych zagadnień glacjologicznych, ze względu na niebezpieczeństwa związane ze zbliżaniem się do „cielących się” klifowych czół lodowców, od których odrywają się góry lodowe – szczególnie w lecie. Z kolei wejście na lodowiec w pobliżu czoła jest równie niebezpieczne z powodu licznych, głębokich szczelin w lodzie.
      Jednak nasi badacze od kilku dekad specjalizują się w ilościowych studiach szybkości ruchu i utraty masy tych lodowców. Stosowane są coraz nowsze metody – obok obrazów satelitarnych konieczne są również pomiary bezpośrednie w terenie obejmujące m.in. naziemny skaning laserowy dalekiego zasięgu, dający obraz dynamiki niedostępnych czół lodowcowych z dokładnością kilku, kilkunastu cm. Niezbędne są także dane oceanograficzne sprzed czół lodowców kończących się w morzu. Ponadto dla obliczenia intensywności utraty masy lodu traconej na kontakcie z wodą morską istotne są dokładna głębokość i topografia dna fiordu – opowiadał prof. Jania.
      W tym roku podwodne dane badacze uzyskali dzięki współpracy z amerykańskim statkiem oceanograficznym r/v OceanXplorer 1, który wykonał precyzyjne kartowanie dna zatoki Vestre Burgerbukta przed czołem Lodowca Paierla oraz części podwodnej jego klifu. Wyniki potwierdziły, że ten lodowiec jest częściowo pływający, w najgłębszych partiach fiordu. Jest zatem podobny do bardzo trudnodostępnych lodowców Grenlandii – produkujących wielką ilość gór lodowych i oddziałując na wzrost poziomu oceanu światowego. Może więc stać się pewnym modelem dla nich – wskazał glacjolog.
      Od lodowców wspartych o dno odłamują się mniejsze góry lodowe. Najnowsze badania pracowników UŚ wykazały, że intensywność ich cielenia zależy od termiki sezonu letniego, ilości wód roztopowych i od temperatury wody morskiej na kontakcie z klifem lodowym. Natomiast lodowce pływające lub częściowo pływające nie są jeszcze dobrze zbadane pod tym względem. Co pewien czas pojawiają się epizody +masywnego cielenia+, kiedy szeroki na 80-100 m pas czoła lodowca odrywa się od jęzora i dostarcza armadę dużych gór lodowych i masę drobnych brył druzgotu lodowego; wtedy nie da się wpłynąć do zatoki przed lodowcem. Przyczyny tych epizodów wymagają zbadania – dodał prof. Jania.
      Tegoroczna wyprawa na Spitsbergen (a dokładniej – w rejon fiordu Hornsund na południowym Spitsbergenie) była już 56. ekspedycją polarników z Uniwersytetu Śląskiego.
      Jak wskazał prof. Jania, przez pandemię COVID-19 ciągłość ich długich, wieloletnich serii obserwacyjnych została zagrożona, ponieważ ani w tym, ani poprzednim roku nie udało się zorganizować wiosennej ekspedycji, przypadającej na koniec arktycznej zimy.
      Lodowce cielące się dostarczają do morza znacznie więcej masy niż te lądowe (wody roztopowe + góry lodowe). A tym samym znacząco oddziałują na wzrost poziomu oceanu światowego
      Wyprawy w sezonie letnim starają się zapełnić te luki. Jednakże niektóre instrumenty niedoglądane na koniec zimy przestały pracować lub uległy zniszczeniu. Aparaturą interesują się białe niedźwiedzie, a lisy polarne lubią izolację kabli zasilających instrumenty z akumulatorów i powodują zwarcia instalacji – wyjaśnił. Dodał, że tegoroczne prace były dodatkowo utrudnione przez często pojawiające się w rejonie Polskiej Stacji Polarnej niedźwiedzie polarne, stanowiące poważne zagrożenie podczas prac badawczych.
      Tegoroczna ekspedycja realizowana była w dwóch etapach. W sierpniu badacze prowadzili badania terenowe dla monitoringu ewolucji lodowców arktycznych pod wpływem zmian klimatu. W skład tego zespołu weszli: dr inż. Małgorzata Błaszczyk – geodeta i glacjolog, dr Michał Ciepły – glacjolog, prof. Jacek A. Jania - glacjolog, geomorfolog, kierownik wyprawy, mgr Kamil Kachniarz – glacjolog, doktorant, mgr Aleksandra Osika – geomorfolog, doktorantka, mgr Katarzyna Stachniak – hydrolog, doktorantka oraz lic. Dawid Saferna – magistrant geografii.
      W drugim etapie, czyli na początku września, kontynuowano badania klimatu i lodowców, poszerzając je o wstępne badania wkraczania roślinności na tereny opuszczone przez topniejący lodowiec. Drugi zespół tworzyli: mgr Tomasz Budzik – klimatolog, kierownik grupy, mgr Mariusz Wierzgoń – botanik, doktorant w Instytucie Biologii, Biotechnologii i Ochrony Środowiska UŚ oraz lic. Natalia Łatacz – magistrantka kierunku geografia.
      Kolejna wyprawa planowana jest na przyszły rok.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...