Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Ludzie nie pozwalają odrodzić się populacji walenia biskajskiego

Recommended Posts

Waleń biskajski został w przeszłości niemal wytępiony przez człowieka. Po wielu dziesięcioleciach od wprowadzenia zakazu polowań populacja tego majestatycznego stworzenia zaczęła się powoli odradzać, zwiększając się od roku 1990 do 450 osobników. Jednak około roku 2010 zanotowano kolejny spadek. Jego przyczyną jest znowu działalność człowieka.

Gdy samica walenia przez całe miesiące i lata usiłuje uwolnić się od sieci, w którą się zaplątała, nie pozostaje jej zbyt wiele energii na rozród i wychowanie młodych. Coraz większe zanieczyszczenie środowiska plastikowymi odpadami, kolizje ze statkami i inne formy działalności człowieka ponownie zagrażają waleniom.

Naukowcy pracujący pod kierunkiem Petera Corkerona z NOAA stwierdzili, że gdyby w ciągu ostatnich 25 lat wody należące do USA i Kanady były wolne od żeglugi, to obecna populacja waleni biskajskich wynosiłaby niemal 900 osobników. Przede wszystkim zaś byłoby dwukrotnie więcej samic. Szanse na odrodzenie gatunku są uzależnione od śmiertelności wśród samic, stwierdzają naukowcy.

Działalność człowieka wciąż nie pozwala odrodzić się gatunkowi, który niemal wytępiliśmy. Spośród 122 waleni biskajski, o których wiemy, że padły w latach 1970–2009 aż 80% zginęło wskutek działalności człowieka. Waleń nie może się odrodzić, mimo że od ponad 50 lat nie wolno na niego polować.

Corkeron i jego zespół chcieli też dowiedzieć się, czy oprócz takich zjawisk jak kolizje ze statkami, ludzie mają jakiś inny negatywny wpływ na populację walenia biskajskiego. W tym celu przyjrzeli się blisko spokrewnionemu waleniowi południowemu. Populacja tych zwierząt liczy około 15 000 osobników, jest w znacznie lepszym stanie i znacznie mniej jest narażona na działalność człowieka. Zbierane od trzech dekad dane na temat narodzin młodych pozwoliły na określenie ich liczby w trzech podpopulacjach. Okazało się, że walenie południowe żyjące u wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej, południowych wybrzeży Afryki i południowo-zachodnich wybrzeży Australii rodzą dwukrotnie więcej młodych niż ich krewni z północy. Dalsze badania wykazały, że to zanieczyszczenie środowiska powoduje problemy u waleni biskajskich.

Od dawna wiadomo, że samice różnych gatunków rezygnują z reprodukcji jeśli są w złej kondycji fizycznej, stwierdzają autorzy. Co zaś może przyczyniać się do niższej wagi ciała i licznych ran u samic waleni biskajskich? Naukowcy stwierdzili, że najprawdopodobniej winne są porzucone sieci i inny sprzęt do połowów. Wykonany jest on z tworzyw sztucznych, jest bardzo wytrzymały i przez długi czas unosi się w wodzie.

Wcześniejsze badania wykazały, że ponad 80% waleni biskajskich co najmniej raz w życiu zaplątało się w takie porzucone sieci, a około 50% doświadczyło tego co najmniej 2 razy. Mogą minąć miesiące lub lata zanim zwierzę uwolni się z takiej sieci. Powrót do zdrowia trwa drugie tyle, czytamy w Royal Society Open Science. Problemu z porzuconymi sieciami nie mają walenie południowe.

Szacuje się, że zanim ludzie zaczęli je masowo zabijać, populacja waleni biskajskich liczyła setki tysięcy osobników.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Avenida Poznań przeprowadzi relokację populacji ropuchy zielonej (Bufotes viridis) ze zbiornika retencyjnego do nowego siedliska, które zostało stworzone specjalnie dla płazów. Relokacja ponad 300 osobników z ulicy Matyi na teren Hipodromu Wola rozpocznie się na przełomie marca i kwietnia. Pomogą przy niej eksperci z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Jak podkreślono w komunikacie prasowym UPP, będzie to jedna z największych akcji ratujących ten zagrożony gatunek w Polsce zorganizowana przez prywatną firmę.
      Jest to gatunek ściśle chroniony i zanikający. Głównym powodem tego procesu jest postępująca urbanizacja i zanikanie ich siedlisk oraz miejsc rozrodu. Ropuchy zielone wpisały się na stałe w koloryt Poznania. Można je spotkać w Rosarium na Cytadeli czy w Parku Rataje – mówi Mikołaj Kaczmarski z Katedry Zoologii UPP.
      Płazy czeka przeprowadzka, bo teren, na którym obecnie mieszkają, musi zostać przywrócony do stanu pierwotnego. W wyniku planowanego podłączenia centrum handlowego do nowej infrastruktury wód opadowych zwrócimy teren jego właścicielowi, Spółce PKP SA Oddział Gospodarowania Nieruchomościami, w stanie pierwotnym, czyli bez zbiornika wody deszczowej – wyjaśnia Krzysztof Fijałkowski z ECE Projektmanagement, firmy zarządzającej Avenidą Poznań.
      Przygotowując się do tego przedsięwzięcia, nawiązano ścisłą współpracę z naukowcami z Katedry Zoologii UPP i wykonawcą nowego zbiornika - firmą Aqua. Katarzyna Korpak, dyrektorka Avenidy Poznań, mówi, że dzięki temu udało się opracować rozwiązania, które zapewnią optymalne warunki przeniesienia i późniejszego bytowania [...] ropuch.
      Dr Mikołaj Kaczmarski wyjaśnia, że naukowcy z UPP będą systematycznie odławiać ropuchy. Nowe siedlisko na terenie Hipodromu Wola jest tak przygotowane, że eksperci liczą na to, że już w tym roku nastąpi pierwszy rozród przeniesionych płazów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dziesięciolecia rządowych regulacji dotyczących jakości powietrza dają wymierne wyniki, dowodzą naukowcy z Uniwersytetu Harvarda. Informują oni na łamach PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences), że dzięki obniżeniu emisji z silników samochodowych w latach 2008–2017 i związanej z tym poprawie jakości powietrza, zaoszczędzono setki miliardów dolarów oraz uratowano życie tysięcy ludzi.
      Naukowcy ocenili korzyści, jakie społeczeństwo odniosło ze zmniejszonej emisji pyłu PM2.5 zarówno jeśli chodzi o ludzkie zdrowie, jak i koszty dla środowiska naturalnego. A korzyści te, jak się okazuje, są ogromne. Z szacunków wynika bowiem, że na wszelkich kosztach związanych z zanieczyszczeniem środowiska, w tym z chorobami i zgonami, zaoszczędzono w samym tylko 2017 roku aż 270 miliardów dolarów (rozpiętość szacunków wahała się od 190 do 480 mld). Jednocześnie spadła liczba zgonów, które można przypisać PM2.5 emitowanym przez silniki samochodowe. Jeszcze w roku 2008 w całych Stanach Zjednoczonych z powodu tej emisji zmarło 27 700 osób. W roku 2017 było to 19 800 osób. To jednak nie wszystko. Naukowcy wyliczyli, że gdyby emisja nie uległa zmniejszeniu i w przeliczeniu na każdą przejechaną milę pozostała taka sama, jak w roku 2008, to w roku 2017 z jej powodu zmarłoby 48 200 osób.
      Wpływ transportu na zdrowie publiczne to jeden z najpoważniejszych problemów w USA. Różne grupy naukowe, stosując różne metody do oceny tego wpływu, szacują, że w ostatnich latach z powodu zanieczyszczenia powietrza spalinami umiera od 17 do 20 tysięcy Amerykanów rocznie. Główną przyczyną zgonów jest zaś właśnie PM2.5.
      Rządowe regulacje mają znaczący wpływ na poprawę jakości powietrza. Od roku 1970 dzięki odgórnie narzucanym coraz ostrzejszym normom emisja najbardziej powszechnych zanieczyszczeń z z przeciętnego silnika samochodowego zmniejszyła się aż o... 99%. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) szacuje, że Clean Air Act Amandements z 1990 roku spowodowała, że w roku 2020 wszystkie sektory gospodarki łącznie zaoszczędziły 2 biliony dolarów, czyli zyski z wprowadzenia tej ustawy były 30-krotnie wyższe niż koszty.
      Widoczne w badaniach duże rozbieżności dotyczące odniesionych korzyści finansowych, wahające się od 190 do 480 miliardów dolarów, wynikają z niepewności co do wpływu konkretnych wartości koncentracji PM2.5 na zgony, niepewności dotyczącej społecznych kosztów emisji węgla do atmosfery oraz trudności z określeniem współczynnika ekonomicznej wartości uniknięcia zgonu czyli materialnego kosztu uniknięcia śmierci w zależności od okoliczności.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Norwegowie i Szwedzi doprowadzili do całkowitej zagłady żyjącej na wolności rodzimej populacji wilka. Wilki, żyjące obecnie w obu krajach, to populacja fińska. I jej grozi zagłada w wyniku chowu wsobnego. Ostatni w Norwegii wolny wilk zginął około roku 1970.
      Pierwotna norwesko-szwedzka populacja wilków prawdopodobnie nie pozostawiła po sobie żadnego śladu w genomie współczesnych wilków żyjących w Norwegii i Szwecji, mówi Hans Stenøien, dyrektor Muzeum Uniwersyteckiego Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii (NTNU). Jeszcze do niedawna mogliśmy się łudzić, że około 400 wilków żyjących na pograniczu szwedzko-norweskim to pozostałość lokalnej populacji, która jakimś cudem uszła z życiem przed myśliwymi. Jednak najnowsze badania genetyczne rozwiały wszelkie wątpliwości.
      Wilki zamieszkujące Norwegię i Szwecję najprawdopodobniej pochodzą od wilków, które emigrowały tutaj z Finlandii, mówi profesor Stenøien. Przeprowadziliśmy największe na świecie badania genetyczne wilków, dodaje. Uczony nie wyklucza, że w ogrodach zoologicznych poza Norwegią można znaleźć oryginalne norwesko-szwedzkie wilki.Jednak nie mają one już nic wspólnego z tymi, które żyją na terenie obu krajów. Wilk pojawił się w Norwegii około 12 000 lat temu. Ludzie wytępili lokalną populację około 1970 roku.
      Co interesujące, obecna populacja norwesko-szwedzka różni się od fińskiej. Jednak nie na tyle, by mówić tutaj o osobnych populacjach. Nie znaleźliśmy żadnej wskazówki na istnienie jakiejś specjalnej unikatowej cechy adaptacyjnej u tych wilków, mówią badacze. Przyczyna różnicy jest bardzo prozaiczna. Jest nią chów wsobny. Populacja żyjąca w Norwegii i Szwecji jest bardzo mała, z ograniczonym dopływem genów z zewnątrz. To najprawdopodobniej oznacza, że pochodzi ona od bardzo małej liczby zwierząt, które przybyły z Finlandii. Małe zróżnicowanie genetyczne oznacza zaś, że wszelkie wady łatwiej rozpowszechniaj się w takiej populacji. Brak różnorodności powoduje, że wilki te są bardziej podane na różne choroby i dziedziczenie wad genetycznych, dodaje Stenøien.
      Projekt badań nad norweskimi wilkami rozpoczął się przed pięcioma laty na zamówienie Stortingu, norweskiego parlamentu. Jest on prowadzony przez NTNU we współpracy z Uniwersytetem w Kopenhadze. Badacze mieli do dyspozycji materiał genetyczny od ponad 1800 wilków z całego świata, przede wszystkim z Europy. Około 500 próbek nie było wystarczająco dobrej jakości. Badania oparto więc na około 1300 próbkach. Naukowcy porównywali całe genomy zwierząt.
      Dodatkowym spostrzeżeniem, obok wytępienia przez ludzi oryginalnej populacji norwesko-szwedzkiej, jest stwierdzenie, że obecnie zamieszkująca tam zwierzęta mogą stanowić najczystszą pod względem genetycznym populację wilka na świecie. Uczeni przeanalizowali bowiem próbki pobrane od 56 ras psów, by zbadać, jak wiele psiej domieszki jest w norwesko-szwedzkim wilku. Wilki w naszym kraju są wśród posiadających najmniejszą domieszkę psich genów. A może nawet są najczystszą na świecie wilczą populacją, dodaje Stenøien.
      Kwestia wilków wywołuje w Norwegii wiele emocji. Wszyscy pamiętają bowiem ciągnące się przez wiele dekad kłótnie, gdy pojawiła się plotka, jakoby wilki z ogrodów zoologicznych zostały wypuszczone na wolność. Dlatego Stenøien, pytany o możliwość wzbogacenia puli genetycznej obecnej populacji norwesko-szwedzkiej wilkami oryginalnej populacji mieszkającymi obecnie w ogrodach zoologicznych, w ogóle nie chce o tym rozmawiać. Mówi jedynie, że takie wzbogacenie byłoby możliwe, jednak wymagałoby to dużych zasobów, wiele pracy i byłoby kosztowne. Jednak trudno wyobrazić sobie awantury, jakie przetoczyłyby się przez Norwegię, gdyby z ogrodów zoologicznych rzeczywiście przywieziono wilki i wypuszczono je na wolność.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy chcą lepiej poznać mopki zachodnie (Barbastella barbastellus) - zamierzają je policzyć i zbadać ich aktywność. Na ochronę tego leśnego nietoperza do badaczy i praktyków działających w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Nietoperzy trafi ponad 800 tys. zł z funduszy norweskich (Mechanizm Finansowy EOG 2014-2021). Projekt "Czynna ochrona mopka zachodniego na wybranych obszarach leśnych w Polsce" koordynuje dr hab. Andrzej Węgiel z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP).
      Status gatunku
      Jak podkreślono na stronie UPP, mopek zachodni jest nietoperzem objętym ścisłą ochroną gatunkową. Podlega zapisom Konwencji Berneńskiej, Konwencji Bońskiej oraz Porozumienia o ochronie populacji europejskich nietoperzy (EUROBATS). Na mocy dyrektywy siedliskowej jest gatunkiem wskaźnikowym w procesie wyznaczania obszarów Natura 2000.
      Na Czerwonej liście zwierząt ginących i zagrożonych w Polsce B. barbastellus figuruje w kategorii DD (o statusie słabo poznanym). Mimo że występuje na terenie całej Polski, nawet szacunkowo nie wiadomo, jak liczna jest jego populacja.
      Mopek jest gatunkiem trudno policzalnym o rozproszonym występowaniu, co uniemożliwia rozpoznanie stanu jego populacji i planowanie skutecznej ochrony. Jego ochrona wymaga podjęcia szeroko zakrojonych działań na rozległym obszarze, najlepiej w lasach całej Polski.
      Uzupełnienie stanu wiedzy o mopku
      W tym celu w kilkunastu obszarach leśnych kraju naukowcy rozwieszą po 100 budek szczelinowych - będą one letnimi schronieniami zastępczymi dla mopków. Zespół będzie kontrolował, czy są w nich nietoperze, a także prowadził nowoczesny detektorowy monitoring ich aktywności. Nowatorski sposób próbkowania populacji B. barbastellus pozwoli ocenić zmiany jej dynamiki.
      Projekt zakłada, że wypracowane metody - dobre praktyki - znajdą naśladowców. Jest to niezwykle ważne, bo choć wiele nadleśnictw prowadzi czynną ochronę nietoperzy, podejmowane działania w niewielkim stopniu dotyczą mopka. Realizując projekt, naukowcy planują więc przygotować i rozpowszechniać "Poradnik praktycznej ochrony mopka zachodniego".
      Podstawowym celem projektu jest uzupełnienie wiedzy nt. aktywności tego gatunku w lasach i poprawa warunków jego bytowania. Projekt ochrony mopka będzie realizowany w 12 obszarach leśnych. Są one położone w różnych regionach Polski.
      W projekcie biorą udział naukowcy z kilku instytucji: wspomnianego już Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, a także Uniwersytetu Wrocławskiego, Uniwersytetu Łódzkiego, Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz Instytutu Nauk Biologicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dieta jest czynnikiem ograniczającym wielkość społeczności łowiecko-zbierackich. Naukowcy przyjrzeli się wielkości niemal 300 istniejących do niedawna społeczności łowiecko-zbierackich i doszli do wniosku, że wiele z nich jest mniejszych niż mogłoby być biorąc pod uwagę produktywność lokalnego ekosystemu. A czynnikiem ograniczającym wielkość grup jest konieczność polegania na mięsie tam, gdzie zmiany pór roku ograniczają dostępność roślin jadalnych.
      Krótko mówiąc, jeśli społeczności takie żyją na terenach, gdzie mamy długie pory suche lub zimne, to ich przeżycie jest uzależnione od polowania na bardzo ograniczoną liczbę zwierząt, wyjaśnia profesor Eric Galbraigh z kanadyjskiego McGill University. Mamy tutaj sytuację sezonowego pojawiania się wąskiego gardła ograniczającego liczebność populacji niezależnie od tego, jak dużo żywności jest dostępne w dobrych porach roku.
      Specjaliści od dawna wiedzieli, że społeczności łowiecko-zbierackie są uzależnione od produktywności pierwotnej netto obszaru, na którym żyją. Obserwacje współczesnych łowców-zbieraczy wykazywały silną zależność pomiędzy produkcją pierwotną netto a zagęszczeniem łowców-zbieraczy na danym terenie. Jednak nie potrafiono wyjaśnić pojawiającej się w badaniach nawet 1000-krotnej różnicy zagęszczenia populacji i produktywności netto na różnych obszarach.
      Autorzy najnowszych badań, w tym Dan Zhu z Uniwerytetu w Pekinie, Victoria Reyes-García z Universitat Autònoma de Barcelona i Philippe Ciais z Laboratoire des Sciences du Climat et de l’Environnement, stworzyli globalny model populacji łowców-zbieraczy połączony z modelem ziemskiej biosfery. Uzyskane wyniki pokazują silny, nierozpoznany wcześniej, wpływ zmian pór roku na zagęszczenie populacji. Odbywa się on za pośrednictwem zmiany diety. Tam, gdzie okres dostępności roślin jest krótki i łowcy-zbieracze muszą w dużej mierze polegać na mięsie, zagęszczenie populacji jest znacznie mniejsze, gdyż poleganie na mięsie jest nieefektywnym sposobem odżywiania się, czytamy na łamach Nature.
      Byliśmy zaskoczeni, że to tak silny czynnik, przyznaje Galbraith. Podobnie jak w świecie współczesnym, pozyskanie z mięsa takiej samej ilości kalorii co z roślin wymaga znacznie większego obszaru, dodaje.
      Naukowcy postanowili zweryfikować wyniki uzyskane ze swojego modelu i przeanalizowali dane etnograficzne. Mimo, iż wcześniej tego nie zauważono, badania etnograficzne – prowadzone czy to na Ache z lasu tropikalnego, Hiwi żyjących na sawannach czy Buszmenów z pustyni Kalahari – potwierdziły wyniki uzyskane z modelu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...