Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Laureatka Nobla krytykuje Internet

Recommended Posts

Doris Lesing, tegoroczna laureatka literackiej Nagrody Nobla, stwierdziła, że Internet skusił całą generację swoją głupkowatością i stworzył świat, w którym ludzie niczego nie wiedzą. Pani Lessing zwraca uwagę na to, jak wielkie zapotrzebowanie na książki istnieje w krajach rozwijających się (np. Zimbabwe), a jak niewielkie w krajach rozwiniętych.

Żyjemy w pofragmentowanej kulturze. To, co było pewnikiem jeszcze kilka dekad temu, jest kwestionowane, a młodzi ludzie, którzy mają za sobą lata nauki, nie wiedzą o świecie nczego. Niczego nie czytają i nieco orientują się tylko w pewnych bardzo wąskich zakresach, np. wiedzą coś o komputerach – powiedziała 88-letnia laureatka.

Wspominała swoją podróż do Zimbabwe, gdzie dzieci prosiły o to, by poczytać im książkę, a same uczyły się czytać np. z etykiet na słoikach. Tymczasem, gdy była w londyńskich szkołach, wielu nauczycieli mówiło jej, że olbrzymia liczba uczniów nigdy nie przeczytała żadnej książki, a biblioteki świecą pustkami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sama prawda. Niedługo w krajach rozwiniętych będzie większy analfabetyzm niż w tych najbiedniejszych :]

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może po prostu młodzi ludzie nie mają czasu czytać książek. Sam się ograniczam do czytania książek technicznych, bo chce w życiu coś osiągnąć. Nie mam czasu na czytanie większości pustych lektur. Dla mnie więcej cennych informacji zawiera MSDN niż np. "Dziady". Nie zmuszajcie do czytania zbędnych książek bo jest to tylko marnowanie cennego czasu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aż przykro czytać takie komentarze. Nieczytanie książek powoduje ograniczenie umysłowe. Co z tego, że czytasz książki techniczne i jesteś świetny w swoim fachu? A ze znajomymi o czym rozmawiasz? Pewnie tylko i wyłącznie o piłce nożnej/dziewczynach/samochodach itp... No i na pewno oglądasz "Taniec na lodzie" lub inne głupawe show - hahaha.

Nie przypuszczam, żeby Doris Lesing była równie ograniczona i miała takie zdanie o Internecie jako całości. W Internecie można dokopać się do wielu cennych informacji ale niestety jest tam także cały ogrom szmiry porównywalnej z najgorszymi gazetami brukowymi i do tego akurat jest najłatwiejszy dostęp.

Radziłbym jednak, drogi itneron spróbować zagłębić się co jakiś czas w jakąś lekturę. Jeśli Cię znudzi po dwudziestu stronach to sobie ją odpuść i spróbuj z następną. Gwarantuję Ci, że po kilku próbach odnajdziesz coś dla siebie i poszerzy to Twoje horyzonty myślowe

Share this post


Link to post
Share on other sites

W dzisiejszych czasach pozycji do czytania jest tak wiele że nawet jeśli by chcieć z każdej przeczytać choć stronę to braknie życia. Trzeba wybierać co czytać a internet z wyszukiwarkami znacznie ułatwia dostęp do informacji. Dzieci w Zimbabwe tak lubią książki bo nie mają dostępu do internetu . Fakt ludzie stają się 'głupsi' bo nie posiadają wiedzy w wielu dziedzinach ,ale tej wiedzy jest tak dużo że i tak nie są w stanie wiedzieć wszystkiego. Dużo ważniejsze od suchej wiedzy jest umiejętność znajdowania informacji i tego powinni uczyć w szkołach. Gdy się zabierze europejczykowi komputer ,gazety i inne media to będzie on pewnie dużo mniej wiedział od ludzi czytających książki w Zimbabwe ale puki co mamy dostęp do internetu .

Inną kwestią jest to że masa informacji zawartych w internecie to bzdury i nie ma łatwych sposobów weryfikacji zdobytej wiedzy bo zarówno profesor jak i uczeń z podstawówki mają równy dostęp do szerzenia swych mądrości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Yasioo, powtarzasz zasłyszane "skróty myślowe". Jeśli celem edukacji miałoby być wskazanie, gdzie szukać informacji, to wystarczy Jasiowi pokazać Google i to, wraz z nauczeniem Jasia składania literek, powinno wystarczyć.

 

Niestety, na edukację już dawno nie ma dobrego pomysłu. Póki co kontestuję pomysł, jakoby edukacja miała na celu nauczyć nas kopać w wyszukiwarkach. Byłabym za ty, aby dzieci, młodzież, uczyły się w szkołach, jak żyć, ale ponieważ to może zbyt górnolotny postulat, to pozostanę przy skromniejszym, aby szkoła dawała szansę (i motywację), aby nauczyć się myśleć. Tego niestety techniczne podręczniki obsługi uczą słabo.

 

PS Czy ktoś przeczytał cokolwiek z D. Lessing?

Share this post


Link to post
Share on other sites

A może po prostu młodzi ludzie nie mają czasu czytać książek.

 

Na wszystko znajdzie się czas, jak się zechce. Dla przykładu, taka 14-latka woli posiedzieć przy "blogasku", albo na fotce ludzi z całej Polski oglądać, nie wiadomo po co. Ma czas ? Ma. Ale go marnuje.

Ja sam mam 17 lat i często marnuję czas, siedząc przed kompem (też nie wiadomo po co) ale czasami nie chce mi się przed nim siedzieć i wtedy łapię za książkę.

 

  Nie zmuszajcie do czytania zbędnych książek bo jest to tylko marnowanie cennego czasu.

Lektury nie są zbędne. Zresztą, kwestia gustu. Niedawno przeczytałem "Pana Tadeusza" i to nawet fajna książka.

Są też książki rozrywkowe, nie martw się, nie są tylko po to by truć i moralizować.

Np. seria "Wiedźmin" jest genialna jeśli chodzi o rozrywkę :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
yasioo napisał(a):

Jeśli Cię znudzi po dwudziestu stronach to sobie ją odpuść i spróbuj z następną.

 

Powtarzam, że nie ograniczam się w czytaniu książek z powodu braku zainteresowania, tylko z braku czasu. A ograniczony umysłowo nie jestem, bo w swoim życiu przeczytałem "kilka" książek, nie tylko technicznych. Wiele dalej czeka na mojej półce na przeczytanie. Ale przed nimi czekają książki o programowaniu. A TY drogi yasioo, skoro uważasz, że jestem dobry w swojej dziedzinie, to chyba sam(a) nie wierzysz w to co o mnie napisłeś(aś). Osobiście nie znam młodej osoby, która jeździ samochodem na mecze, albo na dyskoteki "powyrywać" dziewczyny i jednocześnie coś osiągnęła lub chce coś osiągnąć w życiu. A telewizji nie oglądam też z powodu braku czasu, a na discovery coś ciekawego by się znalazło. Przytoczony przez Ciebie program pozostawię bez komentarza ::). Zgodzę się z tym, że Internet za wyjątkiem "skarbnicy wiedzy" zawiera ogromne ilości "śmieci". Niestety, Internet jest dla wszystkich, nie tylko dla mądrych ludzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i dobrze robisz. Najważniejsze są książki które uczą czegoś konkretnego, a nie jakieś powieści, w których nie wynosi się żadnej wiedzy (choć na swój sposób dowartościowują człowieka)

 

Yasioo: skoro ty tak czytasz te książki, to ciekawe o czym Ty rozmawiasz ze znajomymi? :) Pewnie o literaturze i bohaterach twoich powieści. To tak samo jak o samochodach/dziewczynach/piłce nożnej. Z resztą każdy rozmawia o tym o czym chce, każdy czyta siążki jakie chce. Kwestia charakteru i mentalności. Ja na przykład nie czytam żadnych powieściowych książek, wymyślonych historyjek, za to wolę przeczytać coś konkretnego dzięki czemu będę mądrzejszy (w sensie wiedzy). Również te o programowaniu :P A "Dziady", "Pan Tadeusz" - przypuszczam że to pierwsze szybko by mi się znudziło, zaś czytając drugą z tych książek, zasypiam będąc na 5 stronie. Nie wiem jak wy, ale ja wolę poczytać np o genetyce niż o tym co zrobił Zbyszko czy kto tam jeszcze...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znajomość dzieł Platona, Sienkiewicza nie jest celem samym w sobie. Celem jest rozwinięcie moralności, poglądów, zrozumienia epoki/realiów czy ogólnie otaczającego świata, rozwinięcie wrażliwości... Warto przy tym zaznaczyć, że cele te można osiągnąć również na inne sposoby, na czele z dobrym wychowaniem w domu.

 

Znajomość prac naukowych ma zupełnie inny cel. Ma dostarczyć wiedzy, nauczyć poprawnego rozumowania i przede wszystkim uporządkować fakty dotyczące otaczającego świata w oderwaniu od ich aspektów światopoglądowych. Tej wiedzy nie da się zdobyć w inny sposób, niż poprzez sprawdzone i w pewien sposób autoryzowane źródła. To oznacza, że sukces zawodowy w dziedzinie, która wymaga ciągłego rozwoju wiedzy i umiejętności, jest absolutnie jednoznacznie uzależniony od czytania literatury fachowej. To bardzo mocno odróżnia literaturę fachową od literatury pięknej, która choć piękna, niezastąpiona nie jest (i jestem bardzo daleki od wartościowania tego faktu).

 

 

Z tego powodu atakowanie człowieka tylko za to, że nie przeczytał tej czy innej książki, gdy nawet się tego człowieka nie zna (a z tego miejsca muszę zaznaczyć, że znając co prawda słabo sebaci, mam o Nim bardzo dobrą opinię), to stanowczo przesada. Podobnie stawianie znaku równości pomiędzy nieprzeczytaniem choćby dzieł Szekspira oraz oglądaniem telewizyjnej szmiry. A ponad wszystko atakowanie człowieka przez osobę, która przyjmuje inny pogląd na czytanie klasyki, to raczej objaw tego, że ten ktoś przesunął oczami po literkach, a nie wyciągnął z tego najprostszych przesłań. Przeczytał, odstawił, a choćby przeczytał cała zawartość biblioteki nie nauczy się, że w dyskusji należy być rzeczowym zamiast uprawiać osobiste wycieczki. Szkoda.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"W życiu przeczytałem tylko dwie książki, jedną z nich był OJCIEC CHRZESTNY"

Cytat z filmu PORANEK KOJOTA  :P

 

W sumie nie zgadzam się z panią...jak jej tam było na imię (;D) ...ale każdy ma prawo do własnego zdania :)

Ludzie! Dla niej internet jest trochę nie do zrozumienia - to inne pokolenie!!!

Jak dla mnie bez internetu trudno by było o dyskusję i wymianę informacji choćby między informatykami - specjalistami. A co oni robią? Pracują by nowemu pokoleniu żyło się lepiej. Jej póki co pewnie też. To tylko przykład. Przecież internet nie musi być alternatywą dla czytania powieści.

Chyba mało kto siedzi tylko na youtube.com całymi dniami, a gdyby nie gg to nie miałbym ani w połowie takiego kontaktu z moimi znajomymi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szerokie rozpowszechnienie się internetu i technologii komunikacyjnych przyciąga ludzi do centrów miast. Zachodzi więc zjawisko odwrotne, niż przewidywano u zarania internetu i ery informacyjnej, informują naukowcy z Uniwersytetu w Bristolu.
      Pomimo tego, że internet pozwala nam na niezwykle łatwy dostęp do wszelkich informacji i umożliwia łatwe i szybkie nawiązanie kontaktu z osobami z drugiego końca świata, jego rozwój nie doprowadził do odpływu ludności z miast. Wręcz przeciwnie, specjaliści zauważyli odwrotne zjawisko. Coraz większe rozpowszechnienie się technologii informacyjnych prowadzi zwiększenia koncentracji ludzi w miastach.
      Nie od dzisiaj wiemy, że np. przedsiębiorstwa działające na uzupełniających się polach, mają tendencje do grupowania się na tym samym obszarze, gdyż zmniejsza to koszty działalności. Technologie informacyjne miały to zmienić.
      Doktor Emmanouil Tranos z Univeristy of Bristol i Yannis M. Ioannides z Tufts Univeristy przeanalizowali skutki zachodzących w czasie zmian dostępności i prędkości łączy internetowych oraz użytkowania internetu na obszary miejskie w USA i Wielkiej Brytanii. Geografowie, planiści i ekonomiści miejscy, którzy na początku epoki internetu rozważali jego wpływ na miasta, dochodzili czasem do dziwacznych wniosków. Niektórzy wróżyli rozwój „tele-wiosek”, krajów bez granic, a nawet mówiono o końcu miasta.
      Dzisiaj, 25 lat po komercjalizacji internetu, wiemy, że przewidywania te wyolbrzymiały wpływ internetu i technologii informacyjnych w zakresie kontaktów i zmniejszenia kosztów związanych z odległością. Wciąż rosnąca urbanizacja pokazuje coś wręcz przeciwnego. Widzimy, że istnieje komplementarność pomiędzy internetem a aglomeracjami. Nowoczesne technologie informacyjne nie wypchnęły ludzi z miast, a ich do nich przyciągają.
      Artykuł Ubiquitous digital technologies and spatial structure; an update został opublikowany na łamach PLOS One.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Iskra
      Dokładnie 50 lat temu, późnym wieczorem 29 października 1969 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles (UCLA) dwóch naukowców prowadziło pozornie nieznaczący eksperyment. Jego konsekwencje ujawniły się dopiero wiele lat później, a skutki pracy profesora Leonarda Kleinrocka i jego studenta Charleya Kline'a odczuwamy do dzisiaj.
      Kleinrock i Kline mieli do rozwiązania poważny problem. Chcieli zmusić dwa oddalone od siebie komputery, by wymieniły informacje. To, co dzisiaj wydaje się oczywistością, przed 50 laty było praktycznie nierozwiązanym problemem technicznym. Nierozwiązanym aż do późnego wieczora 29 października 1969 roku.
      Jeden ze wspomnianych komputerów znajdował się w UCLA, a drugi w oddalonym o 600 kilometrów Stanford Research Institute (SRI) w Menlo Park. Próby nawiązania łączności trwały wiele godzin. Kline próbował zalogować się do komputera w SRI, zdążył w linii poleceń wpisać jedynie  „lo”, gdy jego maszyna uległa awarii. Wymagała ponownego zrestartowania i ustanowienia połączenia. W końcu około godziny 22:30 po wielu nieudanych próbach udało się nawiązać łączność i oba komputery mogły ze sobą „porozmawiać”. Wydaje się jednak, że pierwszą wiadomością wysłaną za pomocą sieci ARPANETu było „lo”.
       

       
      Trudne początki
      Początków ARPANETU możemy szukać w... Związku Radzieckim, a konkretnie w wielkim osiągnięciu, jakim było wystrzelenie Sputnika, pierwszego sztucznego satelity Ziemi. To był dla Amerykanów policzek. Rosjanie pokazali, że pod względem technologicznym nie odstają od Amerykanów. Cztery lata zajęło im nadgonienie nas w technologii bomby atomowej, dziewięć miesięcy gonili nas w dziedzinie bomby wodorowej. Teraz my próbujemy dogonić ich w technice satelitarnej, stwierdził w 1957 roku George Reedy, współpracownik senatora, późniejszego prezydenta, Lyndona Johnsona.
      Po wystrzeleniu Sputnika prezydent Eisenhower powołał do życia Advanced Research Project Agency (ARPA), której zadaniem była koordynacja wojskowych projektów badawczo-rozwojowych. ARPA zajmowała się m.in. badaniami związanymi z przestrzenią kosmiczną. Jednak niedługo później powstała NASA, która miała skupiać się na cywilnych badaniach kosmosu, a programy wojskowe rozdysponowano pomiędzy różne wydziały Pentagonu. ARPA zaś, ku zadowoleniu środowisk naukowych, została przekształcona w agencję zajmującą się wysoce ryzykownymi, bardzo przyszłościowymi badaniami o dużym teoretycznym potencjale. Jednym z takich pól badawczych był czysto teoretyczny sektor nauk komputerowych.
      Kilka lat później, w 1962 roku, dyrektorem Biura Technik Przetwarzania Informacji (IPTO) w ARPA został błyskotliwy naukowiec Joseph Licklider. Już w 1960 roku w artykule „Man-Computer Symbiosis” uczony stwierdzał, że w przyszłości ludzkie mózgi i maszyny obliczeniowe będą bardzo ściśle ze sobą powiązane. Już wtedy zdawał on sobie sprawę, że komputery staną się ważną częścią ludzkiego życia.
      W tych czasach komputery były olbrzymimi, niezwykle drogimi urządzeniami, na które mogły pozwolić sobie jedynie najbogatsze instytucje. Gdy Licklider zaczął pracować dla ARPA szybko zauważył, że aby poradzić sobie z olbrzymimi kosztami związanymi z działaniem centrów zajmujących się badaniami nad komputerami, ARPA musi kupić wyspecjalizowane systemy do podziału czasu. Tego typu systemy pozwalały mniejszym komputerom na jednoczesne łączenie się z wielkim mainframe'em i lepsze wykorzystanie czasu jego procesora. Dzięki nim wielki komputer wykonywać różne zadania zlecane przez wielu operatorów. Zanim takie systemy powstały komputery były siłą rzeczy przypisane do jednego operatora i w czasie, gdy np. wpisywał on ciąg poleceń, moc obliczeniowa maszyny nie była wykorzystywana, co było oczywistym marnowaniem jej zasobów i pieniędzy wydanych na zbudowanie i utrzymanie mainframe’a.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dokładnie przed 50 laty, 29 października 1969 roku, dwaj naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, wykorzystali nowo powstałą, rewolucyjną sieć ARPANET, do przesłania pierwszej wiadomości. Po wielu nieudanych próbach około godziny 22:30 udało się zalogować do komputera w oddalonym o 600 kilometrów Stanford Research Institute.
      Wieloletnia podróż, która rozpoczęła się od... wysłania Sputnika przez Związek Radziecki i trwa do dzisiaj w postaci współczesnego internetu, to fascynująca historia genialnych pomysłów, uporu, porażek i ciężkiej pracy wielu utalentowanych ludzi. Ludzi, wśród których niepoślednią rolę odegrał nasz rodak Paul Baran.
      To, co rozpoczęło się od zimnowojennej rywalizacji atomowych mocarstw, jest obecnie narzędziem, z którego na co dzień korzysta ponad połowa ludzkości. W ciągu pół wieku przeszliśmy od olbrzymich mainframe'ów obsługiwanych z dedykowanych konsol przez niewielką grupę specjalistów, po łączące się z globalną siecią zegarki, lodówki i telewizory, które potrafi obsłużyć dziecko.
      Zapraszamy do zapoznania się z fascynującą historią internetu, jednego z największych wynalazków ludzkości.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie udostępni całe archiwum Alberta Einsteina. Dzięki internetowi będziemy mogli zapoznać się zarówno z listami miłosnymi uczonego, jak i z jego notatkami, które tworzył pracując nad swoimi teoriami.
      Od 2003 roku w sieci dostępnych jest około 900 zdjęć manuskryptów oraz niekompletny spis obejmujący około połowy archiwum. Teraz, dzięki pieniądzom z Polonsky Foundation, która wcześniej pomogła zdigitalizować prace Izaaka Newtona, zapoznamy się z 80 000 dokumentów i innych przedmiotów, które zostawił Einstein.
      Projekt digitalizacji całości archiwów rozpoczęto 19 marca 2012 roku. Uruchomiono witrynę alberteinstein.info, na której można będzie zapoznawać się ze spuścizną fizyka. Obecnie można na niej oglądać 2000 dokumentów, na które składa się 7000 stron.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      BEREC, agenda Unii Europejskiej odpowiedzialna za regulacje na rynku telekomunikacyjnym poinformowała, że w UE powszechnie blokuje się dostęp do internetu. Według BEREC w ramach praktyk zarządzania ruchem najczęściej ogranicza się przepustowość lub blokuje w ogóle protokół P2P oraz telefonię internetową (VoIP). Ta ostatnia jest blokowana przede wszystkim w sieciach telefonii komórkowej i wynika to z zapisów w umowach zwieranych z klientami.
      Badania przeprowadzone przez BEREC pokazują, że około 25% dostawców internetu usprawiedliwia blokowanie czy ograniczanie ruchu względami „bezpieczeństwa i integralności“ sieci. Około 33% stosuje różne techniki zarządzania ruchem, gdyż obok standardowych usług świadczą też usługi wyspecjalizowane, np. oferują obok internetu telewizję czy telefonię.
      Obecnie BEREC prowadzi analizę uzyskanych danych. Zostaną one sprawdzone, skonsolidowane i na ich podstawie powstanie szczegółowy raport, który zostanie przedstawiony w drugim kwartale bieżącego roku.
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...