Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Na Uniwersytecie Australii Zachodniej (UWA) powstał preparat farmaceutyczny z midazolamem, lekiem podawanym jako premedykacja przez zabiegami chirurgicznymi, w którego skład wchodzi maskująca gorzki smak czekolada. Dzięki temu dzieci chętnie go zażywają, a skuteczność leku nie odbiega od wersji standardowej.

Jak tłumaczą Australijczycy, oczywiście w tabletce znajduje się nie tylko czekolada. Kilka składników działa synergicznie, by jednocześnie zamaskować gorzki lek i zapewnić stabilność w temperaturze pokojowej.

Zespół UWA testował 150-osobową grupę. Okazało się, że większość dzieci dostających tabletkę smakującą jak czekolada wyrażała chęć ponownego zażycia.

Dr Sam Salman podkreśla, że niekorzystny smak wielu leków, w tym midazolamu, stanowi poważną trudność w terapii dzieci. Wiele dzieci ma opory przed zażyciem leków, w tym wykorzystywanych do premedykacji (mają one bardzo gorzki smak, który często trudno zamaskować). To może powodować niepokój u chorych maluchów, rodziców i personelu medycznego oraz narażać na szwank skuteczność leku, a także i tak już nadwątlone zdrowie. Nieważne, jak silny jest lek: jeśli dziecko nie będzie go chciało przyjąć, nie będzie skuteczny.

Salman dodaje, że stworzenie dobrze smakującego leku nie jest proste i nie polega po prostu na stopieniu czekolady i włożeniu do niej leku. Potrzeba dopracowanej formuły, który m.in. zamaskuje smak, będzie miała długi czas przydatności do spożycia i nie zmniejszy skuteczności substancji czynnej.

Prof. farmacji Lee Yong Lim i anestezjolog dziecięcy Britta Regli-von-Ungern-Sternberg podkreślają, że preparat odniósł sukces (smak czekoladowej formy wolało 5-krotnie więcej dzieci) i został dobrze przyjęty także przez pielęgniarki i rodziców.

W Szpitalu Pediatrycznym w Perth prowadzone są wstępne testy tej samej formuły z innym lekiem. Tutaj wyniki również są dobre, więc Australijczycy myślą o badaniach z antybiotykami.

Do plusów opisywanego preparatu zalicza się dokładność dawkowania (w porównaniu do płynów), a także możliwość roztopienia czy przeżucia w przypadku dzieci z zaburzeniami połykania. Oprócz tego preparat można długo przechowywać w warunkach niechłodniczych.

Obecnie ekipa szuka partnera przemysłowego, który pomoże w komercjalizacji produktu.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Quesang na Wyżynie Tybetańskiej znaleziono serię odcisków dłoni i stóp, które – jak się wydaje – zostały celowo odciśnięte w miękkim trawertynie. Materiał został naniesiony przez gorące źródło, które obecnie jest nieaktywne, więc doszło do lityfikacji i utrwalenia śladów. Naukowcy doszli do wniosku, że pozostawiło je dwoje dzieci. Jako, że mamy tutaj z celowym działaniem, a trawertyn pochodzi sprzed 169–226 tysięcy lat, badacze interpretują ślady jako najstarszy znany przykład sztuki.
      Jednocześnie są to najstarsze ślady bytności ludzi na tym obszarze. Przypomnijmy, że w 2017 roku informowaliśmy, iż sekwencje genetyczne specyficzne dla Tybetańczyków liczą sobie od 38 do 62 tysięcy lat. Niewykluczone, że są one pozostałościami po najwcześniejszej kolonizacji Wyżyny. Rok później pisaliśmy, że na stanowisku Nwya Devu znaleziono kamienne narzędzia sprzed 30–40 tysięcy lat.
      Autorzy najnowszych badań piszą, że ich odkrycie dostarcza kolejnych dowodów, że dzieci były jednymi z pierwszych artystów rodzaju Homo. Pytanie brzmi, co to oznacza? Jak interpretować te odciski? Z pewnością nie powstały one przypadkowo, mówi Thomas Urban z Tree Ring Laboratory na Cornell University. Pięć odcisków dłoni i pięć odcisków stóp jest znacznie starszych niż odciski ludzkich dłoni z jaskiń Hiszpanii, Francji czy Indonezji.
      Wspomniane odciski znaleziono w 2018 roku. Pozostawiły je dzieci prawdopodobnie w wieku 12 i 7 lat. Co prawda zwykle sztuka naskalna pojawia się na ścianach, jednak znamy też jej przykłady z podłoża. Dobrze rozumiemy, jak powstają odciski stóp podczas normalnego chodzenia, skakania czy biegania. Tutaj mamy do czynienia z celowo i starannie zrobionymi odciskami. Zestawiono je w linii obok siebie, dodaje Urban.
      Naukowcy sądzą, że dzieci, które zostawiły odciski, były denisowianami lub neandertalczykami. Raczej nie należały do gatunku Homo sapiens.
      Nie wszyscy są przekonani, że możemy tutaj mówić o sztuce. Trudno mi tutaj stwierdzić, że w układzie odcisków jest jakieś celowe działanie. I nie sądzę, by istniały naukowe kryteria, które pozwoliłyby to jednoznacznie ocenić. To kwestia wiary, co chcemy tutaj zobaczyć, stwierdził Eduardo Mayoral, paleontolog z Uniwersytetu w Huelvie (Hiszpania), który nie brał udziału w badaniach.
      Urban uważa jednak, że odkrycie pokazuje, iż konieczne jest poszerzenie definicji sztuki. Z pewnością nie mamy tutaj do czynienia z zachowaniem utylitarnym. Tutaj chodziło o zabawę, kreację, być może o jakąś symbolikę. To zaś każe nam zadać podstawowe pytanie o to, co znaczy być człowiekiem.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się w artykule Earliest parietal art: hominin hand and foot traces from the middle Pleistocene of Tibet opublikowanym na łamach Science Bulletin.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpoczęli prace nad stworzeniem terapii ograniczającej niepełnosprawność i cierpienie dzieci z nerwiakowłókniowatością typu 2 (NF-2). Zespół pracujący pod kierunkiem doktor Marka Marwackiego z Katedry i Kliniki Onkologii, Hematologii Dziecięcej, Transplantologii Klinicznej i Pediatrii UCK WUM przeprowadzi badania kliniczne leczenia dzieci kryzotynibem.
      NF-2 to rzadka genetyczna choroba, która pierwotnie jest nowotworem. U dzieci pojawia się bardzo rzadko, ale jej skutki są cięższe niż u dorosłych. W jej wyniku w ośrodkowym i obwodowym układzie nerwowym pojawiają się guzy, które prowadzą do niedowładów i porażeń. Guzy naciskają bowiem na mózg i nerwy obwodowe. Osoby dotknięte NF-2 cierpią na głuchotę z dolegliwymi szumami w uszach, mają zaburzenia równowagi, niedowłady nerwu twarzowego i trójdzielnego. Pojawieniu się i wzrostowi guzów towarzyszy silny przewlekły ból, który bardzo trudno jest leczyć.
      Dotychczasowe metody leczenia NF-2 nie dają dobrych wyników. Nie sprawdza się ani chirurgia, ani leki. Zawodzą też nowoczesne metody radioterapii. Dlatego też specjaliści skupiają się na onkologicznych terapiach ukierunkowanych. Prowadzone wcześniej przedkliniczne badania eksperymentalne z wykorzystaniem selektywnych inhibitorów kinazy tyrozynowej ALK (RTK) dały obiecujące wyniki. Jako, że żaden z producentów tego typu leków nie przeprowadził badań klinicznych pod kątem wykorzystania ich u dzieci cierpiących na NF-2, postanowili zrobić to uczeni z Warszawy. Opracowali protokół leczenie kryzonitybem, który jest inhibitorem RTK, i uzyskali dofinansowanie od Agencji Badań Medycznych.
      Celem prowadzonego badania będzie nie tylko ocena skuteczności i bezpieczeństwa stosowania kryzotynibu u dzieci z NF-2, ale przede wszystkim próba znalezienia skutecznej terapii ograniczającej niepełnosprawność dzieci i cierpienie powodowane przez guzy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czteroletni Eros, 5-letnia Mira i 7-letnia Mya są ratownikami wodnymi. W niedzielę (8 sierpnia) po południu w miejscowości Sperlonga w południowym Lacjum labradory uratowały aż 14 osób, w tym ośmioro dzieci w wieku od 6 do 12 lat.
      Członkowie 3 rodzin pływali na materacach, pontonach i na desce surfingowej. W pewnym momencie warunki nagle się zmieniły i odpoczywający zostali wyniesieni dalej od brzegu. Gdy powpadali do wody i nie mogli wrócić na plażę, wszczęli alarm.
      Wtedy do akcji wkroczyły psy z SICS Scuola Italiana Cani Salvataggio-Tirreno. Akcja ratunkowa, podczas której musiały kilkakrotnie przepłynąć w tę i z powrotem, trwała 20 minut. Jej przebieg śledziło z zapartym tchem ok. 400 osób. Na końcu czworonożni ratownicy zostali powitani gromkimi brawami.
       

      Gratulacje psom i ich opiekunom złożył również burmistrz Sperlongi Armando Cusani. Coraz bardziej przekonuję się, że decyzja o wykorzystaniu psów w roli ratowników wodnych była słuszna. Potwierdzeniem jest interwencja na szczególnie zatłoczonym odcinku plaży [między Spiaggia dell'Angolo a Lido Altamarea].

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przeciętne 12-miesięczne dziecko w Danii ma w swojej florze jelitowej kilkaset genów antybiotykooporności, odkryli naukowcy z Uniwersytetu w Kopenhadze. Obecność części tych genów można przypisać antybiotykom spożywanym przez matkę w czasie ciąży.
      Każdego roku antybiotykooporne bakterie zabijają na całym świecie około 700 000 osób. WHO ostrzega, że w nadchodzących dekadach liczba ta zwiększy się wielokrotnie. Problem narastającej antybiotykooporności – powodowany przez nadmierne spożycie antybiotyków oraz przez masowe stosowanie ich w hodowli zwierząt – grozi nam poważnym kryzysem zdrowotnym. Już w przeszłości pisaliśmy o problemie „koszmarnych bakterii” czy o niezwykle wysokim zanieczyszczeniu rzek antybiotykami.
      Duńczycy przebadali próbki kału 662 dzieci w wieku 12 miesięcy. Znaleźli w nich 409 różnych genów lekooporności, zapewniających bakteriom oporność na 34 rodzaje antybiotyków. Ponadto 167 z tych genów dawało oporność na wiele typów antybiotyków, w tym też i takich, które WHO uznaje za „krytycznie ważne”, gdyż powinny być w stanie leczyć poważne choroby w przyszłości.
      To dzwonek alarmowy. Już 12-miesięczne dzieci mają w organizmach bakterie, które są oporne na bardzo istotne klasy antybiotyków. Ludzie spożywają coraz więcej antybiotyków, przez co nowe antybiotykooporne bakterie coraz bardziej się rozpowszechniają. Kiedyś może się okazać, że nie będziemy w stanie leczyć zapalenia płuc czy zatruć pokarmowych, ostrzega główny autor badań profesor Søren Sørensen z Wydziału Biologii Uniwersytetu w Kopenhadze.
      Bardzo ważnym czynnikiem decydującym o liczbie lekoopornych genów w jelitach dzieci jest spożywanie przez matkę antybiotyków w czasie ciąży oraz to, czy samo dziecko otrzymywało antybiotyki w miesiącach poprzedzających pobranie próbki.
      Odkryliśmy bardzo silną korelację pomiędzy przyjmowaniem antybiotyków przez matkę w czasie ciąży oraz przejmowanie antybiotyków przez dziecko, a obecnością antybiotykoopornych genów w kale. Wydaje się jednak, że w grę wchodzą też tutaj inne czynniki, mówi Xuan Ji Li.
      Zauważono też związek pomiędzy dobrze rozwiniętym mikrobiomem, a liczbą antybiotykoopornych genów. U dzieci posiadających dobrze rozwinięty mikrobiom liczba takich genów była mniejsza. Z innych badań zaś wiemy, że mikrobiom jest powiązany z ryzykiem wystąpienia astmy w późniejszym życiu.
      Bardzo ważnym odkryciem było spostrzeżenie, że Escherichia coli, powszechnie obecna w jelitach, wydaje się tym patogenem, który w największym stopniu zbiera – i być może udostępnia innym bakteriom – geny lekooporności. To daje nam lepsze rozumienie antybiotykooporności, gdyż wskazuje, które bakterie działają jako gromadzące i potencjalnie rozpowszechniające geny lekooporności. Wiedzieliśmy, że bakterie potrafią dzielić się opornością na antybiotyki, a teraz wiemy, że warto szczególną uwagę przywiązać do E. coli, dodaje Ji Li.
      Wyniki badań opublikowano na łamach pisma Cell Host & Microbe.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dwudziestego drugiego kwietnia dzieci, które chciały zbudować bazę na skraju wsi, odkryły w Mierkowie (woj. lubuskie) grób ciałopalny sprzed ok. 2,5 tys. lat. Jak podkreślił mgr Marcin Aleksander Kosowicz, starszy inspektor ochrony zabytków w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Zielonej Górze, mając świadomość, że to coś dawnego, dzieci powiadomiły nauczyciela historii z Lubska, który zabezpieczył zabytki oraz miejsce odkrycia i powiadomił służby konserwatorskie.
      Wg wstępnych ustaleń, dzieci odkryły grób grupy białowickiej kultury łużyckiej z okresu halsztackiego D. W skład grobu wchodziły jajowaty garnek (popielnica), misa nakrywająca popielnicę, duży kubek z taśmowatym uchem, a także dwa czerpaki i miniaturowe naczynie. W trakcie eksploracji wysypano przepalone ludzkie szczątki; zostały zebrane do osobnego pojemnika.
      W komunikacie Urzędu poinformowano, że dotąd cmentarzysko nie było ujęte w wojewódzkiej ewidencji zabytków, ale ponoć już w latach 70. ubiegłego stulecia mieszkańcy Mierkowa natrafiali w trakcie wydobywania piasku na zabytki archeologiczne. By zweryfikować te doniesienia, trzeba będzie przeprowadzić kwerendę archiwalną.
      Grupa białowicka kultury łużyckiej, przez badaczy niemieckich traktowana jako osobna jednostka taksonomiczna (niem. Billendorfer Kultur), funkcjonowała na obszarze dorzecza pomiędzy Łabą, Nysą Łużycką i Odrą od V okresu epoki brązu do początkowych faz okresu lateńskiego (około 800-450 p.n.e.). Najbardziej znanym stanowiskiem archeologicznym tego ugrupowania są pozostałości osady obronnej w Wicinie oraz liczne cmentarzyska [...] - wyjaśnia Kosowicz.
      Specjaliści zapowiadają przeprowadzenie ratunkowych badań archeologicznych. Ich celem ma być zabezpieczenie ewentualnych zabytków przeoczonych przez dzieci i naukowe opracowanie grobu.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...