Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

W pobliżu znanego rezerwatu przyrody w Botswanie znaleziono 87 ciał zabitych słoni (Loxodonta africana).

Organizacja Elephants Without Borders, która prowadzi badania z powietrza, podkreśla, że to kłusownictwo na niespotykaną skalę. Zbiega się ono w czasie z rozbrojeniem botswańskiej jednostki antykłusowniczej.

Naukowcy opowiadają, że za "świeże ofiary" uznaje się zwierzęta pozbawione życia w ciągu ostatnich 3 miesięcy, tymczasem wiele tych zwierząt zabito w ostatnich tygodniach. Oprócz tego w ciągu 3 miesięcy łupem kłusowników padło aż 5 nosorożców białych.

Jestem zszokowany i zdumiony. To największa skala kłusownictwa na słonie w Afryce, jaką widziałem lub o jakiej kiedykolwiek czytałem - podkreśla dr Mike Chase z Elephants Without Borders.

Podczas Wielkiego Spisu Słoni z 2015 r. oszacowano, że w ostatniej dekadzie zabito 1/3 afrykańskich słoni. W ciągu 5 lat utracono aż 60% słoni z Tanzanii.

Botswana słynie jako kraj "niewybaczający" kłusownikom, dlatego w dużej mierze udało się tu uniknąć spadków liczebności słoni typowych dla innych regionów. Dane z obroży telemetrycznych pokazały, że L. africana wycofują się z Angoli, Namibii i Zambii, by zostać właśnie w Botswanie. Dotąd dzięki uzbrojonemu oddziałowi antykłusowniczemu przypadki zabijania słoni w Botswanie były rzadkie.

Do pewnego momentu wydawało się, że Botswana to bezpieczny dom dla 130 tys. słoni. Niestety, 2 lata temu podczas lotu z BBC w pobliżu granicy z Namibią Chase dostrzegł oznaki zbliżającej się zmiany. Po raz pierwszy odkryto wtedy ciąg zwłok słoni z odciętymi ciosami. Ostatnia rzeź miała jednak miejsce w głębi Botswany, niedaleko rezerwatu w delcie Okawango.

Ponieważ to dopiero połowa tegorocznej inwentaryzacji (2018 Wildlife Aerial Survey), obrońcy przyrody obawiają się, że liczba zabitych słoni jest jeszcze większa.

By upewnić się, że niczego nie przeoczono, samolot przelatuje w tę i z powrotem nad obszarem podzielonym na transekty.

Przedstawiciele Elephants Without Borders sądzą, że problem z kłusownikami jest ignorowany, by nie zszargać reputacji kraju. Tymczasem wydarzenia wymagają natychmiastowej interwencji rządu. Nasz nowy prezydent musi utrzymać w mocy dziedzictwo Botswany i szybko zaradzić problemowi.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej odstrzał kłusowników. Mokgweetsi Masisi, który niewątpliwie przygarnął coś w kieszeń za wydanie rozkazu rozbrojenia anty-kłusowników, także ktoś powinien się zająć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Podczas badań w Botswanie naukowcy z Columbia University doszli do wniosku, że istnieje związek pomiędzy zjawiskiem La Niña a występowaniem biegunki. To bardzo ważne spostrzeżenie, gdyż w ubogich krajach biegunka jest drugą najważniejszą przyczyną zgonów wśród dzieci poniżej 5. roku życia.
      Badania, których wyniki opublikowano w Nature Communications, pozwolą na stworzenie systemu wczesnego ostrzegania, który pozwoliłby nawet z 7-miesięcznym wyprzedzeniem przygotować się na zwiększoną liczbę przypadków biegunki u najmłodszych.
      Wśród Afrykańskich dzieci biegunka występuje wyjątkowo często. Przeciętne dziecko poniżej 5. roku życia doświadcza w ciągu roku 3,3 epizodów biegunki, a 25% przypadków zgonów w tej grupie powodowanych jest właśnie przez tę przypadłość.
      El Niño i La Niña to skrajne stadia oscylacji południowej. Pogoda na Pacyfiku zmienia się pomiędzy tymi zjawiskami co 3–7 lat. W czasie El Niño powierzchnia wody w równikowej strefie Pacyfiku jest ponadprzeciętnie ciepła, w czasie La Niña temperatura wody jest ponadprzeciętnie niska.
      Badacze przeanalizowali związki pomiędzy ENSO, warunkami klimatycznymi oraz przypadkami biegunki wśród dzieci w regionie Chobe w północno-wschodniej Botswanie. Okazało się, że La Nina, powiązana z niższymi temperaturami, zwiększonymi opadami i powodziami, była również powiązana z 30-krotnym wzrostem przypadków biegunki u dzieci poniżej 5. roku życia w porze deszczowej od grudnia po luty. Jako, że pomiędzy pojawieniem się La Niña a rozpoczęciem pory deszczowej może mijać nawet 7 miesięcy, władze będą miały czas – przynajmniej czasami – bo wcześniej przygotować służbę zdrowia.
      Nasze badania pokazują, że możliwe jest wykorzystanie ENSO do długoterminowego przewidywania biegunki u dzieci w południowej Afryce, mówi główna autorka badań Alexandra K. Heaney. Można będzie wcześniej zgromadzić leki, przygotować łóżka w szpitalach, zorganizować pracę służby zdrowia.
      Już wcześniej powiązano ENSO z epidemiami biegunki w Peru, Bangladeszu, Chinach i Japonii. Jednak dotychczas badania dotyczące Afryki skupiały się na wpływie ENSO na występowanie cholery, która odpowiada za niewielką część przypadków biegunki.
      Biegunka może być powodowana przez wiele różnych patogenów, w szczególności takich, które przenoszą się za pośrednictwem wody. Zwiększone opady mogą zanieczyścić źródła wody pitnej, z kolei w okresach suszy aktywność zwierząt może się koncentrować na wybranych obszarach, gdzie ich ekskrementy zanieczyszczają powierzchniowe źródła wody. Rzeczywiście zauważono, że liczba przypadków biegunki rośnie w czasie obu ekstremów – w porach wyjątkowo suchych i wyjątkowo wilgotnych.
      Naukowcy obawiają się, że w przyszłości problem może stać się jeszcze poważniejszy, gdyż modele klimatyczne przewidują zmniejszenie opadów w regionie. To zaś oznacza, że ludzie i zwierzęta będą mocniej eksploatowali mniejszą ilość dostępnych źródeł wody pitnej, co może zwiększyć transmisję patogenów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Autorzy nowych badań twierdzą, że ojczyzną współczesnych ludzi jest Botswana. To właśnie tam, w delcie rzeki Okawango, miała przed 200 000 laty pojawić się i rozwijać pierwsza populacja człowieka współczesnego.
      W artykule, opublikowanym na łamach Nature, czytamy: anatomicznie współcześni ludzie pojawili się w Afryce około 200 000 lat temu. Chociaż niektóre najstarsze szczątki sugerują, że pochodzili oni ze wschodu Afryki, to południe Afryki jest domem populacji, która reprezentuje najwcześniejszą gałąź filogenetyczną. W ramach naszej pracy stworzyliśmy największą, o ile nam wiadomo, bazę słabo reprezentowanej macierzystej gałęzi L0 mitochondrialnego DNA pobranego od współczesnych mieszkańców południa Afryki. Dzięki odtworzeniu w czasie częstotliwości oraz rozkładu występowania, wykazaliśmy, że gałąź L0 pojawiła się na mokradłach Makgadikgadi-Okawango przed około 200 000 lat. Autorzy badań stwierdzili, że przedstawiciele tej linii genetycznej pozostawali na wspomnianym obszarze przez około 70 000 lat, następnie zaczęli się rozprzestrzeniać. Jest to zgodne z tym, co wiemy o ówczesnym klimacie. W tym bowiem czasie stawał się on coraz bardziej wilgotny, dzięki czemu powstały korytarze sprzyjające migracji.
      Ci pierwsi anatomicznie współcześni ludzie byli niewielką grupą łowców-zbieraczy ludu Khoisan. Zamieszkiwali oni obszar wielkości współczesnej Szwajcarii. Wówczas cały region Makgadikgadi-Okawango stanowiły mokradła. Jak mówi główna autorka badań, Vanessa M. Hayes, genetyk z australijskiego Garvan Institute of Medical Research, tamtejsza społeczność była wyjątkowo stabilna i przez 70 000 lat zamieszkiwała niemal niezmienione tereny przypominające dzisiejszą deltę Okawango.
      Autorzy badań oparli je na mitochondrialnym genomie 1217 współczesnych mieszkańców południa Afryki. Skupili się na badaniu najstarszej znanej linii mitochondrialnej L0. Badanie akumulowania się mutacji pozwala na określenie czasu, w jakim zachodziły zmiany. Zmiany takie zostały zidentyfikowane i datowane. Okazało się, że datowanie koreluje z datowaniem zmian klimatycznych oraz z archeologicznymi dowodami na migrację człowieka.
      Jak mówią naukowcy, najpierw przed około 130 000 laty, w wyniku zwiększania się opadów, otworzył się korytarz, który umożliwił migrację na północny-wschód. Około 110 000 lat temu obszar Makgadikgadi-Okawango stawał się coraz bardziej suchy, a jednocześnie otworzył się korytarz do migracji na południe. Dowodami na takie migracje są, zdaniem uczonych, istniejące do dzisiaj izolowane linie genetyczne L0k i L0d1'2.
      Te nowe badania pasują do wcześniej zdobytych dowodów genetycznych, wskazujących na istnienie migracji z południa do Afryki Wschodniej, do mieszania się z tamtejszymi populacjami i migracji poza Afrykę. Jeszcze inne, tegoroczne badania, sugerują, że migracja z południa Afryki na wschód bezpośrednio poprzedzała dużą migrację poza Afrykę.
      James Cole, archeolog z angielskiego University of Brighton, który nie brał udziału w badaniach grupy Hayes, chwali Australijczyków za ich osiągnięcia. Jednak zauważa, że nie uwzględnili oni w swojej pracy tak ważnych dowodów, jak np. liczący sobie 315 000 lat szkielet człowieka współczesnego znaleziony w Maroku. Hayes odpowiada, że w swoich badaniach skupiła się wyłącznie na populacji bezpośrednich przodków współcześnie żyjących ludzi, a wobec braku DNA ze szkieletu z Maroka nie znamy jego związków z dzisiejszymi H.sapiens.
      Na braki zwraca też uwagę Milford Wolpoff, paleonatropolog z University of Michgan. Jego zdaniem zespół Hayes zbyt wąsko podszedł do problemu. Opieranie się jedynie na dowodach mitochondrialnych może wprowadzić w błąd. Na przykład nasze związki genetyczne z neandertalczykami są widoczne wyłącznie w DNA jądrowym, a zupełnie brak ich w DNA mitochondrialnym. DNA jądrowe składa się z trzech miliardów par zasad i może ono opowiadać zupełnie inną historię o pochodzeniu człowieka współczesnego niż to, czego możemy dowiedzieć się z mitochondrialnego DNA składającego się z 16 000 par.
      Jak obrazowo powiedział James Cole: mamy do czynienia z puzzlami składającymi się z miliona części. Ułożyliśmy może 100 pierwszych. Paleogenetyka znacząco zwiększyła skalę problemu. Gdy mieliśmy do czynienia z danymi paleontologicznymi i archeologicznymi, wydawało się, że to układanka z 1000 puzzli. Genetyka miała pozwolić na ich całkowite ułożenie. Zamiast tego okazało się, że ten obraz jest znacznie bardziej skomplikowany niż sądziliśmy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Duński rząd kupił 4 ostatnie słonie, Ramboline, Larę, Djungę i Jenny, które występowały w tamtejszych cyrkach. Na ten cel wydano 11 mln koron, czyli ok. 1,6 mln dol.
      W Danii jedynymi zwierzętami, które mogą występować w cyrkach, są słonie, lwy morskie i zebry. Jak zaznacza Ministerstwo Rolnictwa i Rybołówstwa, wkrótce parlament ma się jednak zająć nowym prawem, które zakazywałoby występów jakichkolwiek dzikich zwierząt. Miałoby ono wejść w życie w przyszłym roku.
      Trzy słonie wykupiono z cyrku Arena, a czwarty pochodzi z cyrku Trapez. Zanim zostaną dla nich znalezione stałe domy, opiekuje się nimi organizacja Animal Protection Denmark. Do 30 września Ministerstwo czeka na aplikacje; zgłaszać się mogą wyłącznie ogrody zoologiczne i podobne instytucje.
      Warto przypomnieć, że jakiś czas temu berliński cyrk Roncalli zaczął wykorzystywać w swoich występach hologramy zwierząt. Spektakularne efekty są osiągane dzięki zamontowaniu specjalnych projektorów z nowoczesnymi obiektywami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na wyspie Kotielnyj w rosyjskiej Arktyce znaleziono dowody, że 10 tys. lat temu, a może i wcześniej, ludzie odpreparowywali fragmenty ciosów mamutów, by uzyskać narzędzia do cięcia i zabijania. Naukowcy wykopali szkielet mamuta z topniejącej wiecznej zmarzliny.
      Na fragmentach ciosów wykryliśmy ślady obróbki [...] - opowiada Innokientij Pawłow, ekspert od mamutów z Akademii Nauk Jakucji, który znalazł szczątki.
      Okrawki ciosów miały ostre krawędzie, przydatne do cięcia, a także zadawania śmiertelnych ran (np. po wykorzystaniu w grotach strzał).
      Stan szczątków ciosów jasno wskazuje, że ludzie cięli je, by wyprodukować narzędzia i broń.
      Paleontolodzy nie są pewni, czy mamut został zabity podczas polowania, ale na żebrze widać ślad, który mógłby sugerować, że tak właśnie było.
      Szczątki mamuta, które ważą 23,6 kg, zostały zabrane na badania do Jakucka. Przeprowadzimy datowanie radiowęglowe, ale już teraz możemy powiedzieć, że wiek ciosów to co najmniej 10 tys. lat - mówi Pawłow.
      Ekspedycję zorganizowano dzięki wsparciu Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego i Ministerstwa Obrony.
      W plejstocenie wyspa Kotielnyj była połączona ze stałym lądem. Dziś jest znana jako nekropolia mamutów. Od 2013 r. znajduje się tu baza lotnicza Temp (Темп).

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...