Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Rekomendowane odpowiedzi

Badając szkielety koni z pochówków, które pozostały po kulturze twórców tzw. kamieni jeleni (ok. 1300-1700 p.n.e.), archeolodzy z zespołu Williama Taylora z Max-Planck-Institut für Menschheitsgeschichte odkryli najstarsze dowody weterynaryjnej opieki stomatologicznej. Okazuje się, że usuwano wtedy zęby, które mogły sprawiać młodym koniom ból lub utrudniać jedzenie.

Autorzy publikacji z pisma PNAS wyjaśniają, że kamienie jeleni (mong. bugan czuluu) to skalne bloki, na których przedstawiono wizerunki zwierząt, głównie jeleni i reniferów, lecących do nieba. Obiekty te występują zarówno pojedynczo, jak i w grupach, często w pobliżu kurhanów pochówkowych (tzw. chirgisüür).

Bazując na ustaleniach kolegów z Mongolii, Jamsranjava Bayarsaikhana i Tumurbaatara Tuvshinjargala z Muzeum Narodowego Mongolii, Taylor uważa, że rozwój jazdy konnej i pasterskiej gospodarki opartej na koniach doprowadziły ostatecznie do pojawienia się opieki weterynaryjnej dla koni.

Możemy uznawać opiekę weterynaryjną za zachodni wynalazek, ale dzisiejsi pasterze z Mongolii wykonują całkiem złożone zabiegi za pomocą bardzo prostego sprzętu. Wyniki naszego badania pokazują, że dogłębne zrozumienie końskiej anatomii i tradycja opieki pojawiły się najpierw nie w osiadłych cywilizacjach Chin czy Morza Śródziemnego, ale o wiele wcześniej w wędrownych ludach, u których dostępność środków do życia zależała od dobrostanu koni.

Niemcy odkryli, że zmiany w praktykach stomatologicznym towarzyszyły ważnym wynalazkom związanym z kontrolą nad końmi, w tym pojawieniu się metalowych elementów ogłowia. Takie wyposażenie pojawiło się we wschodniej Eurazji na początku I tysiąclecia p.n.e. i dawało jeźdźcom bardziej zaawansowaną kontrolę nad wierzchowcami. W związku z tym mogły one być wykorzystywane do nowych celów, zwłaszcza podczas walk.

U niektórych koni rozwinęły się jednak przez to problemy z występującymi w formie szczątkowej zębami wilczymi. Dlatego gdy pasterze zaczęli wykorzystywać metalowe wędzidła, opracowali też metodę ekstrakcji tych problematycznych zębów (przypomina ona metodę współczesną).


« powrót do artykułu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Nicolas Delsol, naukowiec z Florida Museum of Natural History, postanowił napisać rozprawę doktorską o historii udomowionego bydła w Amerykach. Zajął się więc sekwencjonowaniem mitochondrialnego DNA z krowich zębów sprzed wieków. W pewnym momencie zauważył, że DNA jednego z zębów różni się od innych.
      Różnica wynikała z faktu, że fragment zęba trzonowego należał do konia, a nie krowy. Ząb pochodził z jednej z pierwszych hiszpańskich osad w Amerykach, miasta Puerto Real na Hispanioli. Miasto zostało założone w 1507 roku i przez dekady było ostatnim amerykańskim przystankiem dla statków płynących z Karaibów do Europy. Jednak coraz bardziej intensywne piractwo i rozwój nielegalnego handlu zmusiły Hiszpanów do przeniesienia osady. W 1578 roku Puerto Real ewakuowano, a w 1579 zostało zniszczone przez hiszpańskich urzędników. Szczątki zaginionego miasta odkrył w 1975 roku amerykański lekarz-ochotnik William Hodges. W latach 1979–1990 Florida Museum prowadziło tam badania archeologiczne.
      Zarówno w Puerto Real, jak i w innych podobnych miejscach z tego okresu, bardzo rzadko znajduje się szczątki koni. Natomiast szczątki krów są bardzo powszechne. Konie były zarezerwowane dla osób o wysokim statusie społecznym, były wyznacznikiem ich prestiżu. Krowy były zaś typowymi zwierzętami gospodarczymi, hodowanymi dla mięsa i skór. Ich kości zwyczajowo wyrzucano na wysypiska. Dla archeologów takie składowiska odpadów to bezcenne źródło informacji na temat tego, jak żyli ludzie przed wiekami. Nic więc dziwnego, że znaleziony wśród krowich szczątków kawałek zęba został w przeszłości sklasyfikowany jako ząb krowy.
      Jednak największa niespodzianka czekała Delsola gdy porównał DNA ze zidentyfikowanego przez siebie końskiego zęba z DNA współcześnie żyjących koni. Naukowiec spodziewał się, że najbliższymi żyjącymi krewniakami konia z Puerto Real będą konie z Półwyspu Iberyjskiego. W końcu to stamtąd hiszpańscy kolonizatorzy przywozili konie do Ameryki. Jednak koń z Puerto Real okazał się najbliżej spokrewniony z dzikimi końmi żyjącymi... 2000 kilometrów na północ, na wyspie Assateague u wybrzeży stanu Delaware.
      Dzikie konie na Assateague żyją od setek lat. Nie wiadomo jednak, skąd się tam wzięły. Jedna hipoteza mówi, że zostały tam przywiezione z kontynentu przez angielskich kolonistów, którzy chcieli w ten sposób uniknąć podatków nakładanych na stada oraz przepisów dotyczących grodzenia ziemi. Zgodnie z drugą hipotezą, to potomkowie koni, które po zatonięciu hiszpańskiego galeonu dopłynęły na brzeg. Ta historia została spopularyzowana w 1947 roku w książce dla dzieci „Misty of Chincoteague”. Książeczka doczekała się filmowej adaptacji, co jeszcze bardziej zwiększyło zasięg historii o galeonie.
      Jednak na poparcie żadnej z hipotez nie było dowodów. Zwolennicy hipotezy o hiszpańskim galeonie podkreślali, że jest mało prawdopodobne, by koloniści zapomnieli o swoim cennym stadzie koni i pozostawili je na wyspie. Zaś zwolennicy hipotezy o angielskich kolonistach przypominali, że w okolicy nigdy nie znaleziono szczątków galeonu, a historyczne zapiski nic nie wspominają o dzikich koniach z Assateague.
      Wyniki badań przeprowadzonych przez Delsola jednoznacznie wskazują na prawdziwość hipotezy o hiszpańskim galeonie. Musimy pamiętać, że już na początku XVI wieku hiszpańscy koloniści eksplorowali położone nad środkowym Atlantykiem wybrzeża obu Ameryk. I mimo, że wczesna literatura kolonialna jest bardzo niekompletna, rzadko przekazuje informacje o tych podróżach i nie wspomina o koniach, to nie znaczy, że badający wybrzeża Hiszpanie nie zabierali koni ze sobą.
      Zwierzęta z Assateague to nie jedyne konie kolonistów, które zdziczały. Szacuje się, że obecnie na ternie USA żyje 86 000 dzikich koni. Głównie zamieszkują one zachodnie stany. Delsol ma nadzieję, że przyszłe badania DNA pozwolą opisać ich historię.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      By przetransportować ze stromego żlebu na bardziej płaski teren ponad 2-metrową kość ramienną brachiozaura, poszukiwacze skamieniałości z pustyni w Utah posłużyli się zaprzęgiem i końmi rasy Clydesdale. Wg obserwatorów, przypominało to sceny z okresu pionierskiego z XVIII i XIX w.
      To niezwykle ekscytujące, bo od ostatniego razu, gdy ktoś znalazł kość ramienną brachiozaura, minęło ok. 60 lat - podkreśla John Foster z Natural History State Park Museum, gdzie kość trafiła na wystawę.
      Najbardziej jak dotąd kompletną kość ramienną brachiozaura odkryto w słynnej formacji Morrison. W pobliżu znajdowały się inne kości, w tym kilka fragmentów żeber, a także kopalne rośliny. Kilka stóp dalej natrafiliśmy na pasującą lewą kość ramienną w kawałkach - ujawnił Mathew Wedel z Western University.
      Brachiozaura odkrył w maju zeszłego roku paleoartysta, właściciel witryny Don't Mess with Dinosaurs Brian Engh. Uzyskanie pozwoleń na wydobycie zajęło jednak parę miesięcy (ekipa dysponowała kompletem dokumentów dopiero w październiku). Jak się okazuje, nasz brachiozaur jest zaledwie 11. znanym okazem, a wszystkie są mocno niekompletne. Zważywszy na to, gdzie znaleziono skamieniałości, może być najstarszy.
      Pozwolenie pozwoleniem, pozostało jednak pytanie, jak dostać się do kości, by zdążyć przed zimowymi deszczami. Dr Forster opowiada, że nie można było wykorzystać samochodu, a na zebranie pieniędzy na wynajęcie helikoptera brakowało zwyczajnie czasu. Musieliśmy więc znaleźć inny sposób. Jak powiedzieli, tak zrobili i do października "zwerbowali" do pomocy dwie klacze rasy Clydesdale Wesa i Reshy Bartlettów - Molly i Darlę.
      Na początku kość trzeba było zabezpieczyć za pomocą "opatrunku" z gipsu i jutowej tkaniny. Po przewiezieniu do muzeum ładunek ważył prawie 460 kg, co oznacza, że gdy gips był jeszcze mokry, ciężar musiał być jeszcze większy. Kość w otulinie ściągnięto do wozu, a konie przetransportowały ją na równiejszy teren.
      Jak zaznacza Engh, wydobycie było możliwe dzięki współpracy Matta Wedela, Johna Fostera, ReBeki Hunt-Foster z Dinosaur National Monument, paleontolożki Yary Haridy, przyjaciółek Engha Casey Cordes i Mallerie Niemann, a także rodziny Bartlettów i, oczywiście, Molly oraz Darli.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Dr Alex Yip z nowozelandzkiego Uniwersytetu Canterbury pracuje nad przekształcaniem odpadów spożywczych w cenne składniki, które będzie można wykorzystać do produkcji bioplastiku. Naukowcy z Politechniki Hongkońskiej mają pomóc w zaprojektowaniu i uzyskaniu odpowiedniego katalizatora.
      Celem jest uzyskiwanie cennego produktu z odpadów spożywczych. Jak dotąd wykazaliśmy, że jest to wykonalne.
      Akademikom zależy na wyekstrahowaniu ze strumienia odpadów 3 kluczowych związków, w tym heterocyklicznego aldehydu 5-hydroksymetylofurfuralu (5-HMF). Potem można by je wykorzystać jako budulec do wyprodukowania zrównoważonych bioplastików o różnych właściwościach.
      Bioplastiki z odpadów spożywczych byłyby w 100% zdatne do recyklingu lub w pełni biodegradowalne. Nowozelandczycy wspominają o ich wykorzystaniu np. w biodegradowalnych workach na śmiecie.
      Yip podkreśla, że dzięki zagospodarowaniu odpadów spożywczych można by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych i obłożenie wysypisk niebiodegradowalnymi polimerami.

      « powrót do artykułu
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...