Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

Narodowe Centrum Badań Jądrowych światowym potentatem medycyny nuklearnej

Recommended Posts

Duża część radioaktywnego jodu 131 stosowanego w medycynie nuklearnej na świecie jest produkowana w Polsce. Działający w Narodowym Centrum Badań Jądrowych Ośrodek Radioizotopów Polatom eksportuje odczynniki jodowe i gotowe produkty lecznicze do odbiorców na sześciu kontynentach. Izotopy potrzebne do produkcji radiofarmaceutyków powstają w reaktorze badawczym Maria. Preparaty zawierające jod 131 używane są przede wszystkim w terapii i diagnostyce chorób tarczycy.

Nadczynność tarczycy produkującej dwa ważne hormony (T3 i T4) to problem ok. 1%  ludzi. Choroba powoduje szereg nieprzyjemnych dolegliwości, a w niektórych przypadkach może stanowić zagrożenie dla życia. Choroba może być leczona radioizotopami, poprzez podawanie preparatów z radioaktywnym jodem oraz farmakologicznie lub chirurgicznie. Przewodnik Amerykańskiego Towarzystwa Tarczycy z 2016 r. w 7 na 15 rozważanych sytuacji klinicznych choroby Gravesa-Basedowa, będącej w 50-80%  przypadków przyczyną nadczynności tarczycy, wskazuje terapię radioizotopami jako najbardziej wskazaną (w 5 przypadkach, preferuje się interwencję chirurgiczną, a w trzech pozostałych farmakologiczną). Za przeciwwskazania do użycia radiofarmaceutyków uznaje się jedynie ciążę i zapalenie tarczycy.

Do terapii radioizotopowej, a także do wcześniejszej diagnostyki zmian chorobowych, wykorzystuje się preparaty zawierające izotopy radioaktywne jodu – przede wszystkim jod 131 o ośmiodniowym czasie połowicznego rozpadu. Jod w naturalny sposób jest gromadzony w tarczycy. Jeśli jest to jod promieniotwórczy, to promieniowanie beta emitowane podczas rozpadów jego jąder, niszczy część komórek tkanki w swoim najbliższym otoczeniu i w ten sposób zmniejsza intensywność produkcji hormonów.

Jod 131 otrzymuje się przede wszystkim w reaktorach jądrowych. Najczęściej stosowana technologia polega na napromieniowaniu telluru. Dwutlenek  telluru umieszczany jest w specjalnych zasobnikach, które następnie wkładane są do kanałów izotopowych reaktora – wyjaśnia mgr inż. Ireneusz Owsianko, kierownik reaktora badawczego Maria w NCBJ w Świerku. Neutrony pochodzące z reakcji rozszczepienia paliwa jądrowego (U235) w reaktorze, są absorbowane przez jądra telluru 130. Powstały tellur 131 w ciągu kilkudziesięciu minut rozpada się do jodu 131 poprzez rozpad beta. Proces napromieniania materiału trwa kilka dni, przy czym czas ten dobierany jest tak, by osiągnąć możliwie najbardziej optymalne nasycenie jodu. Otrzymany materiał jest silnie promieniotwórczy. Przeładowujemy go w komorach izotopowych do specjalnych pojemników i tak przygotowany wędruje kilkaset metrów dalej do naszego Ośrodka Radioizotopów Polatom, gdzie jest poddawany dalszej obróbce.

OR Polatom jest koordynatorem i gospodarzem całego procesu wytwarzania produktów zawierających jod 131 w NCBJ w Świerku. Zajmuje się przygotowaniem materiału do napromieniania, a następnie wyodrębnianiem jodu z napromieniowanego materiału i nadawaniem mu użytkowych form w postaci odczynników chemicznych i finalnych preparatów radiofarmaceutycznych, a także sprzedażą do odbiorców na sześciu kontynentach. Jod wytworzony w reaktorze oddzielamy od pozostałości dwutlenku telluru w procesie sublimacji - opisuje dr Dariusz Socha, dyrektor OR Polatom. Większość uzyskanego radioaktywnego jodu 131 przekształcamy do postaci jodku sodu i w głównie tej formie dostarczany jest klientom. Służy on jako prekursor do wytwarzania radiofarmaceutyków w krajach odbiorców. Produkujmy także gotowe produkty lecznicze stosowane zarówno w zaawansowanej diagnostyce, jak i terapii.

NCBJ jest ważnym światowym dostawcą jodu 131 i producentem radiofarmaceutyków, które go zawierają. Nasza tygodniowa produkcja jodu 131 zapewnia dawki terapeutyczne i diagnostyczne dla pół miliona pacjentów – podkreśla mgr inż. Krzysztof Bańko,  zastępca dyrektora OR Polatom ds. handlowych. Jesteśmy głównym producentem: dostarczamy na rynek światowy mniej więcej tyle jodu, ile w sumie dostarczają trzy pozostałe największe firmy. W całości zaspokajamy polskie zapotrzebowanie na gotowe preparaty jodowe, choć oczywiście dostawy na polski rynek to tylko część naszej produkcji. Niesłychanie ważną okolicznością w produkcji i dystrybucji jodu, jest fakt, że czas połowicznego rozpadu jodu 131 wynosi zaledwie 8 dni. Krótki czas rozpadu izotopu to bardzo dobra okoliczność dla pacjentów, gdyż źródła niszczącego promieniowania wprowadzonego do ich organizmów szybko tracą aktywność – wyjaśnia dyrektor Bańko. Jednocześnie jest to duże wyzwanie dla producentów i lekarzy, gdyż preparaty promieniotwórcze muszą być podane pacjentom w ciągu kilku dni od ich produkcji, a ich aktywność przypadająca na konkretny dzień musi być precyzyjnie znana. Radiofarmaceutyki tym różnią się od leków takich jak aspiryna, że nie można zgromadzić ich zapasów. Nasze produkty na bieżąco są rozwożone samolotami do odbiorców na obu półkulach. Produkcja musi odbywać się w sposób ciągły, a kilka tygodni ewentualnego przestoju oznacza, że kilka milionów pacjentów na całym świecie nie dostanie w tym czasie swoich leków.

Jod 131 nie jest jedynym radioizotopem produkowanym w reaktorze Maria. NCBJ jest także m.in. znaczącym producentem izotopu molibdenu wykorzystywanego do otrzymywania technetu - najpopularniejszego pierwiastka stosowanego w medycynie nuklearnej.

Nie wszystkie izotopy mające znaczenie medyczne można otrzymać w reaktorze. Niektóre powstać mogą jedynie poprzez napromienianie odpowiednich materiałów wiązkami cząstek naładowanych, takich jak protony, jądra deuteru czy cząski alfa. W zeszłym roku rozpoczęliśmy realizację projektu CERAD dofinansowanego ze środków Unii Europejskiej - mówi prof. Krzysztof Kurek, dyrektor NCBJ.  W Świerku powstanie nowe centrum badawczo-produkcyjne radiofarmaceutyków wyposażone w cyklotron pozwalający nam otrzymywać dotychczas niedostępne izotopy. Będziemy mogli wytwarzać między innymi jod 123, którego czas połowicznego rozpadu wynosi zaledwie pół dnia i dlatego jest zalecany w przypadku chorób tarczycy u dzieci. Nasz Ośrodek Radioizotopów już dziś produkuje radiofarmaceutyki zawierające ten izotop, ale na razie prekursory do jego produkcji musimy sprowadzać z Niemiec.

Działania na rzecz ochrony zdrowia to ważny obszar pracy NCBJ. Jesteśmy instytutem badawczym więc naszym zadaniem jest także opracowywanie nowych radiofarmaceutyków – uzupełnia profesor Kurek. Od lat to robimy, a laboratoria CERAD będą dla nas nieocenioną pomocą. Wygraliśmy też wraz z partnerami konkurs na prowadzenie interdyscyplinarnych studiów doktoranckich Radiofarmaceutyki dla ukierunkowanej molekularnie diagnostyki i terapii medycznej. Pierwsi studenci będą mogli rozpocząć naukę w nowym roku akademickim. Pod koniec czteroletnich studiów CERAD będzie już na nich czekał.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Kolekcjoner z Walencji zapłacił renowatorowi mebli i luster ok. 1200 euro za oczyszczenie kopii malowidła Murilla. Ku jego zaskoczeniu, twarz Marii na zwróconym przez "fachowca" obrazie przedstawiającym niepokalane poczęcie była zniekształcona i w dużym stopniu przypominała zniszczony jakiś czas temu XIX-wieczny fresk Ecce Homo z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Borja koło Saragossy. Nie wiadomo, jaka jest wartość dzieła. Nie ujawniono również tożsamości kolekcjonera.
      Gdy zleceniodawca zażądał wyjaśnień, renowator mebli zobowiązał się, że naprawi zniszczenia. Efekt jego działań trudno, niestety, nazwać naprawą. Hiszpańskie media doniosły, że kolekcjoner postanowił wreszcie zatrudnić profesjonalistę. Nie da się jednak powiedzieć, czy przy tylu zniszczeniach uda mu się coś wskórać.
      W tym miejscu warto przypomnieć inne tego typu zdarzenia, do których doszło w ostatnich latach w Hiszpanii. W 2012 r. ofiarą konserwatora-amatora padł wspomniany fresk Ecce Homo, zaś w 2018 r. na prośbę proboszcza lokalny nauczyciel zajął się XVI-w. rzeźbą przedstawiającą świętego Jerzego na koniu (zabytek znajduje się w kościele Sam Miguel de Estella w miejscowości Estella w Nawarze).
      W opublikowanym oświadczeniu Asociación Profesional de Conservadores Restauradores de España (ACRE) nazwało incydent aktem wandalizmu. Brak uregulowań prawnych [...] pozwala ludziom bez przygotowania [zawodowego] ingerować w nasze dziedzictwo kulturowe.
      María Borja podkreśla, że słyszymy tylko o części takich przypadków, gdy od czasu do czasu sprawę nagłaśniają media i serwisy społecznościowe.
      Wg mnie, tego człowieka czy, szerzej rzecz ujmując, tych ludzi nie powinno się nazywać renowatorami. To oszuści, którzy niszczą - powiedział w wywiadzie udzielonym Guardianowi prof. Fernando Carrera, były szef ACRE.
      Carrera uważa, że w pewnym sensie odnawianie dzieł sztuki bez koniecznych umiejętności można by porównać do przeprowadzania operacji przez ludzi niebędących chirurgami czy projektowania/konstruowania budynków bez uprawnień architekta. Sektor powinien podlegać uregulowaniom prawnym, bo stawką jest dziedzictwo kulturowe Hiszpanii. Musimy inwestować w swoje dziedzictwo. Nim zaczniemy rozmawiać o pieniądzach, najpierw powinniśmy się upewnić, że ludzie, którzy wykonują tego typu prace, przeszli odpowiednie szkolenie.
      Na razie amatorzy odnawiania na własną rękę mogą się czuć praktycznie bezkarni (grożą im wyłącznie kary administracyjne), a czasem nawet liczyć na społeczne wsparcie. Tak było np. w przypadku Cecilii Giménez (staruszki od fresku Ecce Homo), która w sierpniu 2013 r. świętowała otwarcie własnej wystawy obrazów, głównie pejzaży.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Piątego czerwca Fernando Brey Quintela łowił pstrągi w rzece Sar niedaleko Santiago de Composteli. W pewnym momencie potknął się o coś, co powinno być kamieniem. Szybko jednak zauważył, że kamień nie wygląda tak, jak powinien: był zbyt kanciasty. Przeczucia nie myliły wędkarza, bo to, jak się okazało, rzeźba - statua siedzącej na tronie Marii z Dzieciątkiem - która w dodatku, wg wstępnych analiz, pochodzi najprawdopodobniej z XIV w.
      Zauważyłem, że kamień był kanciasty, a to coś nietypowego w rzece. To nie była zwykła skała, mimo że tak jak inne porastał ją mech. [...] Powiedziałem sobie: coś tu jest.
      Następnego dnia mężczyzna wrócił, by zrobić zdjęcia. Przesłał je ekspertce od dziedzictwa kulturowego Anie Pauli Castro Jiménez, która jest też członkinią Asociación para a Defensa do Patrimonio Cultural Galego (Apatrigal). Wstępne analizy wykazały, że figura datuje się na XIV w., ma więc ok. 700 lat.
      W oświadczeniu Apatrigalu napisano, że statuę wykonano z granitu. Waży ona ponad 150 kg i przedstawia Marię na tronie. Na jej kolanie siedzi Dzieciątko, a na ramieniu anioły przytrzymujące pelerynę albo podobny obiekt. Podstawa rzeźby jest ozdobiona czteropłatkowym kwiatem i liśćmi akantu. Ich umiejscowienie zasugerowało badaczom, że niegdyś figura była przymocowana do ściany. Jedna z hipotez mówi, że to może Virxe da Cuncha de Conxo, patronka pobliskiego klasztoru mercedariuszy, w którym obecnie znajduje się szpital psychiatryczny.
      Zarówno Marii, jak i Jezusowi brakuje twarzy. Niewykluczone, że ktoś celowo zatarł rysy ich twarzy, by zdesakralizować rzeźbę.
      W poniedziałek technicy podnieśli rzeźbę z rzeki i przetransportowali ją do Museo Das Peregrinacións e de Santiago do oczyszczenia i zbadania. Analizy pokażą nam, czy to bardzo cenna gotycka rzeźba. Poza oceną wartości kulturowej i historycznej, zależy nam także na odtworzeniu jej losów: co się wydarzyło, jak to możliwe, że przeleżała niezauważona stulecia, w dodatku tak blisko miasta - podkreśla Román Rodríguez, "minister" kultury Galicji (Conselleiro de Cultura e Turismo).

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...