Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Firma analityczna Gartner informuje, że I kwartał 2018 roku był 14. z kolei kwartałem, w którym sprzedaż pecetów spadała. W ciągu pierwszych trzech miesięcy bieżącego roku sprzedano 61,7 miliona pecetów, czyli o 1,4% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Producentów komputerów może pocieszyć fakt, że ich średnia cena rośnie.

Najwięcej maszyn sprzedało HP, do którego w I kwartale bieżącego roku należało 20,8% rynku pecetów. Na drugiej pozycji (20,0%) uplasowało sie Lenovo. Na miejscu trzecim (16,0%) znajdziemy Della, a na czwartym Apple'a (6,9%). Te cztery pierwsze firmy zanotowały wzrosty sprzedaży w porównaniu z rokiem ubiegłym. O największym sukcesie może mówić Dell, który sprzedał o 6,5% maszyn więcej. Sprzedaż HP wzrosła o 2,8%, Apple'a o 1,5%, a Lenovo o 0,3%.

Największe spadki odnotował za to Asus. Sprzedaż komputerów tej firmy zmniejszyła się o 12,5%, a jego udział w rynku wyniósł 6,3%, wobec 7,1% w roku ubiegłym. Powodów do radości nie ma też Acer. Tutaj spadek sprzedaży to 8,6%, a udziały rynkowe zmniejszyły się z 6,7 do 6,2%.

Za spadki odpowiedzialne są rynku Azji/Pacyfiku i USA. W innych regionach miały miejsce minimalne wzrosty, ale nie były one na tyle duże, by utrzymać sprzedaż.

Rośnie średnia cena pecetów. Producenci komponentów, wobec spowolnienia na rynku smartfonów i niepewnej przyszłości rynku komputerów osobistych nie zwiększają swoich możliwości produkcyjnych. Przez to co jakiś czas dochodzi do niedoborów, co w połączeniu z rosnącą ceną materiałów prowadzi do podniesienia cen podzespołów. W obliczu rosnących cen komponentów producenci komputerów nie zmniejszają zamówień, a przerzucają ceny na konsumentów. Jako, że mniej ludzi kupuje nowe komputery, ich producenci muszą osiągnąć maksymalny zysk z każdej sprzedanej sztuki. Zwiększają więc cele sprzedażowe i starają się skupić nie na niskich cenach, a na postrzeganej przez konsumenta wartości sprzętu, mówi analityk Mikako Kitagawa.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
27 minut temu, KopalniaWiedzy.pl napisał:

starają się skupić nie na niskich cenach, a na postrzeganej przez konsumenta wartości sprzętu

Przy obecnych cenach i możliwościach laptopów trzeba mieć dobry powód do stawiania blaszaka. Sam mam siedmiolatka 6 rdzeni i 16 GB RAMu (miał być pod wirtualizację), ale coraz częściej myślę o wywaleniu go bo strasznie szumi, a maszyn wirtualnych mogę mieć ile chcę w chmurze. Byle jaki laptop go może zastąpić. Właściwie tylko ceny przestrzeni dyskowej mnie powstrzymują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja mam blaszaka bo jest tańszy w stosunku do możliwości, łatwiej coś podmienić gdy przestaje wystarczać, a poza domem i tak swojego kompa nie używam.

Miałem laptopa jakiś czas ale okazało się, że wiecznie leży w jednym miejscu, a jak go zabieram to raz na 10 wycieczek go otwieram... Komórka daje rade w takich sytuacjach, a w razie czego jeszcze można skorzystać z cudzego kompa.

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, pogo napisał:

Komórka daje rade

Pewnie dlatego największym przegranym są tablety. Po imponującym wejściu zaczynają dołować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tablety są przydatne, ale za dużo ludzi się na nie rzuciło na marketing. Większość z tych ludzi potrzebowało małego laptopa lub większego telefonu, a nie tabletu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj blaszak ma sens jeszcze w biurze i do mocniejszego grania. Ja zmigrowałem do dużego telefonu który jeszcze się mieści w kieszeni. Komputer w domu włączam okazjonalnie. Tablety >8" nie mieszczą się w kieszeni więc są przegrane. Głupio żeby facet nosił torebkę specjalnie na tablet :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komputery, tablety, ale i czytniki ebooków to wszystko w sporej części zastępują smartfony. Zwłaszcza z ekranem >5,5 "

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ludzie, ale o czym ta dyskusja ? Gartner nie bierze pod uwagę firm o obrocie niższym niż 1mld $

W artykule jest mowa o gotowych kompach, do których zaliczają się między innymi laptopy. Maszyny takie w krajach jak USA miały kiedyś nawet 90% udziałów,  od prawie dwóch dekad ich udziały spadają, pecety "składają" coraz mniejsze firmy a ich sprzedaż nigdy nie była brana pod uwagę.

Dowodem na to o czym piszę, jest ciągle rosnąca sprzedaż komponentów idących kanałami "detalicznymi". Lokalnie (przy skali o jakiej mowa) działające firmy podobne do naszych Moreli, Komputronika itp obecnie mają co raz większe udziały rynkach.

Edited by rahl
  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, rahl napisał:

Dowodem na to o czym piszę, jest ciągle rosnąca sprzedaż komponentów idących kanałami "detalicznymi".

Pewnie masz rację, moje otoczenie to głównie ludkowie IT i tu pecety są w odwrocie. Sam mam 2laptopy per capita bo nie nadążam złomować :D 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za 2k można kupić jednostkę centralną o 2 razy lepszych parametrach niż w laptopie za  2k. Dlatego ja wolę nadal stacjonarne komputery. Zresztą jest też tak, że po prostu stacjonarny jest wygodny. Duży monitor, pełna klawiatura i stanowisko jest bardziej ergonomiczne. W razie potrzeby dodajemy drugi dysk twardy i mamy niezłą bazę danych małym kosztem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mie wygodne urządzenie to takie które mogę obsługiwać na kanapie, leżaku. Więc pecet nie bardzo. Sensownie moc i atuty peceta można (poza biurem)do grania wykorzystać, całą resztę można na wirtualne maszyny przenieść i małe urządzenia które zrobią to co blaszak

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie rozumiem tych głupich sprzeczek PC vs. laptop (lub konsola). Przypomina mi to czasy szkolnych Commodore vs. Atari czy Reebok vs. Adidas. Why not both? Jedno nadaje się do normalnej pracy i ma sensowną wydajność, drugie do nieco luźniejszej lub przeglądania netu na kanapie. Jedno nie wyklucza drugiego. A do gier z kumplami przy piwku pasują konsole.

Share this post


Link to post
Share on other sites

M-A-K-S-Y-M-A-L-I-Z-A-C-J-A . . . Z-Y-S-K-U

Jedynym napędem działania firm jest zysk. Przestańmy się łudzić że dojdzie kiedykolwiek do jakiejkolwiek rewolucji skoro z małych kroków robionych powoli można wyciągnąć kilka razy więcej. O konkurencję nie trzeba się bać bo przecież konkurencji zależy na tym samym. Ten tekst doskonale to pokazuje. Już dawno moglibyśmy rozwinąć się znacznie, gdyby nie to że producentom zależy tylko na zysku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 14.04.2018 o 10:24, Rowerowiec napisał:

Za 2k można kupić jednostkę centralną o 2 razy lepszych parametrach niż w laptopie za  2k. Dlatego ja wolę nadal stacjonarne komputery. Zresztą jest też tak, że po prostu stacjonarny jest wygodny. Duży monitor, pełna klawiatura i stanowisko jest bardziej ergonomiczne. W razie potrzeby dodajemy drugi dysk twardy i mamy niezłą bazę danych małym kosztem.

Do laptopa też można podpiąć dowolną klawiaturę i monitor - ja tak robię. Ergonomia? Podłączasz laptopa do monitora i klawiatury i pracujesz dokładnie tak samo jak na stacjonarnym - odpinasz i możesz ćwiczyć z laptopem (kanapową) jogę :)

Edited by nantaniel

Share this post


Link to post
Share on other sites

W pracy mam laptopa ze stacją dokującą, 2 monitorami i zewnętrzną klawiaturą.

W domu blaszak, 2 monitory i wiadomo.

W pracy nie potrzebuję mocnej grafiki do gier, w domu tak.

W pracy muszę czasem przenieść laptopa do salki konferencyjnej... w domu jak muszę zanieść kompa do innego pokoju to zabieram służbowego laptopa.

Uważam, że leżenie na kanapie i grzanie sobie jajek laptopem jest mało przyjemne i niezbyt zdrowe. Wolę dobry fotel i biurko.

Gdybym częściej potrzebował mobilnego sprzętu miałbym i blachę i lapka, a tak to nawet nie często służbowego zabieram do domu.

Wciąż myślę o zakupie konsoli... Tablet też pewnie niedługo kupię. Także nie neguję sensu żadnego urządzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

O! To ciekawa koncepcja:

W dniu 14.04.2018 o 22:44, Ergo Sum napisał:

moglibyśmy rozwinąć się znacznie, gdyby nie to że producentom zależy tylko na zysku

Ale, że jak? Duchowo?

Jeśli możesz, rozwiń proszę tę myśl nieznacznie.

Edited by Jarkus

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Jarkus napisał:

O! To ciekawa koncepcja:

Ale, że jak? Duchowo?

Jeśli możesz, rozwiń proszę tę myśl nieznacznie.

Chodzi o to że bardzo dużo wynalazków, szczególnie tych które dokonują znacznego postępu uzyskuje patent tylko po to aby .. go zamknąć w szafie. Wyobraźmy sobie postęp jako budowanie coraz większych telefonów komórkowych (no dziwne - ale będzie prosto wyobrazić sobie). Obecnie telefony mają 10 cm ale ktoś wymyśla 110cmtrowy. Myśli sobie że jak sprzeda miliard sztuk po 100 zł to uzyska 100 mld. Ale kombinuje i stwierdza że zamiast robić rewolucję zrobi ... 10 rewolucji - co 10 cm. OK, może nie sprzeda za każdym razem miliard, może pół miliarda, może nie za 100 zł tylko za 50. Podlicza i wychodzi mu że zarobi 50x500mln*10 = 250 miliardów (i to przy mniejszych nakładach na badania)

Ekonomia uczy nas że gracze dążą do wygranej i zniszczenia konkurencji, ale jak ostatnio udowodnili studenci w bardzo szerokim eksperymencie z teorii gier graczom grającym na prawdę nie chodzi o to lecz o zarobek. Jeśli mają do wyboru wygraną lub zarobek, wybierają to drugie. Kalkulują wliczając to że przeciwnik myśli podobnie i też zależy mu na tym samym. Ta podstawa ekonomii ustanowiona przez J. Nasha, za którą zresztą dostał nagrodę Nobla, jest błędna. I to nie jest moja opinia, lecz wynika bardzo szerokich badań. Założenie sprawdza się w teorii gier, ale nie sprawdza w świecie ekonomii. Więc Nash ma słusznie nagrodę Nobla, lecz niesłusznie jest ta teoria użyta do ekonomii.

Widzimy to u nas na rynku np. telefonii mobilnej, gdzie kilku wielkich graczy wciąż trwa na mniej więcej tych samych pozycjach i żaden drugiego nie wykańcza. Nie opłaca się to. Lepiej jest zakładać podobne dążenie do maksymalizacji i doić klientów.

W konsekwencji mamy więc zamiast skokowego postępu technicznego, 10 małych kroczków - we wszystkim. Nie następuje gwałtowny rozwój, lecz na tyle mały żeby się maksymalnie opłacał. Wynikiem tego np. w świecie komputerów jest Prawo Moora. To nie jest jakieś tajemnicze prawo technicznych możliwości, lecz idealna wypadkowa najlepszej opłacalności. Gdyby nie to - już dawno mielibyśmy super-komputery.

Edited by Ergo Sum

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Ergo Sum napisał:

Ekonomia uczy nas że gracze dążą do wygranej i zniszczenia konkurencji, ale jak ostatnio udowodnili studenci w bardzo szerokim eksperymencie z teorii gier graczom grającym na prawdę nie chodzi o to lecz o zarobek

Pokonanie konkurencji jest właśnie jednym ze sposobów na maksymalizację zysku przez monopolizację rynku albo zwiększenie swoich udziałów na nim (jeśli mamy do czynienia z liczbą podmiotów większą od dwóch).

Godzinę temu, Ergo Sum napisał:

Widzimy to u nas na rynku np. telefonii mobilnej, gdzie kilku wielkich graczy wciąż trwa na mniej więcej tych samych pozycjach i żaden drugiego nie wykańcza.

Zbyt duże uproszczenie.

Wykończenie kogoś w przypadku tzw technologii "bleeding-edge" to naprawdę nie jest łatwa sprawa. Zasadniczo wszyscy gracze mają dostęp do tych samych technologii produkcyjnych, wojny patentowe najczęściej kończą się albo ugodą albo ciągną latami nikomu nie przynosząc zysku (poza prawnikami). Jedynym sposobem jest dokonanie jakiegoś przełomowego wynalazku albo nowego podejścia do klienta i produktów(pokazuje to ładnie przykład Apple), które pozwoli na uzyskanie przewagi na pewien czas. Ale konkurenci nie śpią, uczą się na błędach swoich i przeciwników oraz ściągają i często podkradają innowacje. 

Poza tym, "wykańczanie" utrudniają jeszcze takie drobiazgi jak prawa danych krajów, przepisy antymonopolowe itp.

Godzinę temu, Ergo Sum napisał:

W konsekwencji mamy więc zamiast skokowego postępu technicznego, 10 małych kroczków - we wszystkim. Nie następuje gwałtowny rozwój, lecz na tyle mały żeby się maksymalnie opłacał. Wynikiem tego np. w świecie komputerów jest Prawo Moora. To nie jest jakieś tajemnicze prawo technicznych możliwości, lecz idealna wypadkowa najlepszej opłacalności. Gdyby nie to - już dawno mielibyśmy super-komputery.

Ręce opadają. Skoro to taka prosta sprawa - to dlaczego nie opracujesz własnego procesora we własnej fabryce i nie "zniszczysz" konkurencji.

 

P.S. Superkomputery mamy już dawno w kieszeni - współczesny smartfon ma moc obliczeniową na poziomie superkomputerów sprzed około 20 lat.

Edited by rahl

Share this post


Link to post
Share on other sites

@rahl nie da się z Tobą dyskutować.  Piszę że zostało udowodnione że w sytuacji wyboru między wygraną a zarobkiem  "gracze" wybierają zarobek a Ty piszesz że dążą do jednego i drugiego

sprawa wojen patentowych i doganiania wynalazku - właśnie to dokładnie co piszesz jest dowodem na to że nie opłaca się robić dużych kroków, lecz balansować z konkurencją w pewnej niepisanej "zmowie mikrorewolucyjnej".

ręcę opadają - argument o opracowaniu własnego procesora położył mnie na łopatki - hahahaha - już pędzę (nie będę ciągnąć tej dyskusji bo się zabieram za obcinanie płytki krzemowej)

ps. Prawo Moora działa od przeszło 20 lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@rahl sam sobie strzelasz w stopę tymi argumentami.

Mamy świat gdzie jest powiedzmy 5 producentów procesorów. Mają podobną technologię, podobne możliwości produkcyjne, trochę róże architektury. Jednego drugim nie zastąpisz w 100%, ale zwykle coś się da. Zależy czego potrzebujesz.

Wszyscy mają tę samą technologię podnoszącą wydajność ich układów x10. Który z nią wyskoczy? Podpowiem: NIKT. Jak któryś wyskoczy to zostanie ubity przez resztę i sprowadzony do poprzedniego poziomu sprzedaży. Problem w tym, że przez następne 5 lat nie będzie miał nic nowego... Nikt nie będzie miał nic nowego... Finansowo upadnie cała piątka.

Z czymś tak nowym może wejść ktoś z zewnątrz, ale koszt wejścia w ten rynek to optymistycznie jakieś $1010

@Ergo Sum to też nie takie proste... są koszty zakupu sprzętu do produkcji tego. Jest proces testów. To zajmuje czas.

Nie znam konkretnie rynku procesorów czy czegoś porównywalnego, ale uważam, że to bez sensu.

Gdyby AMD powiadało technologię i możliwości produkcji procesorów choćby o 10% lepszych od obecnie sprzedawanych Inteli, to nie kryłoby się z tym, tylko poszło w marketing jak za czasów "Athlonów 3000+" itp.

 

Nikt normalny nie wyda 400mld $ aby uzyskać z tego 100mld $ przychodu brutto...
To, że mamy laboratorium, które umie wyprodukować jeden plaster mega wydajnych procesorów na miesiąc nie znaczy, że da się to w rozsądnych kosztach przeskalować na tysiące plastrów dziennie...

Edited by pogo

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Ergo Sum napisał:

Obecnie telefony mają 10 cm ale ktoś wymyśla 110cmtrowy

 

No, wymyślenie 11 cm telefonu to jednak nie jest postęp.

Jeśli takiego postępu oczekujesz to proszę: wymyślam od razu seryjnie: 12 cm, 13 cm, 14 cm, 15 cm, 16 cm :D
 

Ekonomia uczy nas że gracze dążą do wygranej i zniszczenia konkurencji, ale jak ostatnio udowodnili studenci w bardzo szerokim eksperymencie z teorii gier graczom grającym na prawdę nie chodzi o to lecz o zarobek

Niczego takiego ekonomia nas nie uczy.

 

3 godziny temu, pogo napisał:

Mamy świat gdzie jest powiedzmy 5 producentów procesorów.

i

3 godziny temu, pogo napisał:

Z czymś tak nowym może wejść ktoś z zewnątrz

Znaczy że z zaświatów? Odlot. Wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Wprawdzie Ayn Rand myliła się prawie we wszystkim ale czasem jednak w coś trafiała: polecam "Atlas zbuntowany" :)

5 godzin temu, Ergo Sum napisał:

ps. Prawo Moora działa od przeszło 20 lat.

Tak. Po wielokrotnych modyfikacjach - działa :D

Edited by thikim

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście można sprawę wyśmiewać ad absurdum - taki @thikim w zasadzie głównie tak tutaj pisze - ale nie zmienia to faktu że tak działa rynek. Owszem w podręcznikach do ekonomi tego nie ma, bo jak napisałam wyżej są to podstawy ekonomii postawione błędnie na początku XX wieku na teorii gier. W tamtych czasach nie wiedziano jeszcze jak wygląda rynek o tzw wysokiej stopie wejścia (czyli wielkich ogólnoświatowych koncernów), a po drugie prawo sprawdza się w dużym przybliżeniu na lokalnych rynkach. Jesteśmy przyzwyczajeni że działa reguła 4P Kothlera, podczas gdy przy ustalonych pozycjach wielkich "graczy" owi gracze ... nie zachowują się jak gracze. Jest jasne że jeśli mają do wyboru wygraną lub zysk wybiorą zysk. "Wygrana" jest im nie potrzebna. Nawet w dłuższej perspektywie. Tego nie uczą w ekonomii i to jest coś co się człowiek uczy dopiero gdy zarządza wielkimi firmami. W zasadzie jedynym wyznacznikiem jest zysk. Jeśli opłaca się zrobić duży krok w rozwoju to się go robi, ale najczęściej bardziej się opłaca podzielić go na kilka małych "rewolucji".
Pisząc o kimś "z zewnątrz" nie miałam na myśli kosmitów (boszszs jak nie lubię dyskutować z takimi prostackimi argumentami), lecz kogoś bardziej niezależnego i to na wyjątkowym rynku - np. takim przykładem jest Musk. Jego sektory rynku w większości pozwalają na duże kroki rozwojowe, dlatego widzimy działania dość rewolucyjne. On takich rynków szuka gdzie może sobie na to pozwolić.
Setki doniesień z dziedziny np. komputerów pokazuje zjawisko typu "na razie nie zajmiemy się budowaniem linii produkcyjnej nowego typu, bo obecna daje jeszcze możliwość dobrych zysków przy niewielkich modyfikacjach"
 

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Ergo Sum napisał:

Setki doniesień z dziedziny np. komputerów pokazuje zjawisko typu "na razie nie zajmiemy się budowaniem linii produkcyjnej nowego typu, bo obecna daje jeszcze możliwość dobrych zysków przy niewielkich modyfikacjach"
 

Dla mnie to zdrowy rozsądek, a Ty piszesz jakby to było coś złego. Firmy takie jak Intel czy AMD i tak pompują ogromne pieniądze w rozwój, więc nie jest tak źle. Ja wiem, że chciałoby się mieć komputer kwantowy w zegarku na ręce i lekarstwo na raka w kiosku ruchu, ale trzeba sporo małych kroków, żeby osiągnąć taki poziom rozwoju.  Po prostu jesteś tu za wcześnie. Trzeba było poczekać na NFR.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jedna z najpopularniejszych obecnie aplikacji, Tik Tok, może paść ofiarą wielkiej polityki, a konkretnie wojny handlowej i sporów o bezpieczeństwo pomiędzy USA a Chinami. Najpierw administracja prezydenta USA zapowiedziała blokadę Tik Toka jeśli firma pozostanie w rękach chińskich, a gdy rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania nabywcy, okazało się, że nie wiadomo, czy na sprzedaż firmy pozwalają chińskie przepisy.
      Problemy Tik Toka zaczęły się w chwili, gdy Biały Dom zaczął wysyłać sygnały, że z obawy o bezpieczeństwo narodowe może zakazać używania aplikacji. Tik Toka pobrano w USA dziesiątki milionów razy i administracja prezydencka zaczęła obawiać się, iż dane jej użytkowników trafiają do rządu w Pekinie, a sama aplikacja wykorzystywana jest do szpiegowania użytkowników. Po groźbach przyszedł czas na czyny i 6 sierpnia prezydent Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, w którym nakazał zablokowanie Tik Toka w dniu 20 września. Tydzień później okres ten przedłużono do początku października. Zatem za około 3 tygodnie Tik Tok albo zostanie sprzedany przedsiębiorstwu, które nie budzi zastrzeżeń Białego Domu, albo zostanie zablokowany w USA.
      Jako, że wartość Tik Toka jest szacowana nawet na 30 miliardów USD, wiadomym było, że zainteresowane mogą być tylko wielkie koncerny. Swoje oferty złożyły podobno Microsoft z Walmartem oraz Oracle z jeszcze jedną, nieujawnioną z nazwy, firmą z USA. Podobno pod koniec sierpnia niemal osiągnięto porozumienie o sprzedaży, gdy nagle na przeszkodzie stanęły nowe chińskie przepisy.
      Rząd w Pekinie przyjął otóż rozwiązania, zgodnie z którymi na sprzedaż technologii wykorzystujących sztuczną inteligencję, a z takich technologii korzysta Tik Tok, zgodę musi wyrazić chiński rząd. To stanowi olbrzymią przeszkodę, gdyż obecnie nie wiadomo, ani czy technologie Tik Toka są objęte tymi przepisami, ani czy rząd w Pekinie wyrazi zgodę na sprzedaż. A jeśli nawet tak, to jak szybko taką zgodę można zdobyć. Tymczasem prezydent Trump zapowiedział właśnie, że nie przewiduje kolejnego wydłużenia terminu, w którym Tik Tok zostanie zablokowany. Obecnie nie wiadomo, jak cała sytuacja wpłynie na wycenę rynkową aplikacji i na chęci ewentualnych kupujących.
      Jednocześnie w sprawie tej złożono dwa pozwy sądowe. Jeden przeciwko rządowi USA złożył właściciel Tik Toka, firma ByteDance. Twierdzi ona, że rząd Chin nie ma dostępu do danych użytkowników, zatem całe postępowanie Białego Domu jest nieuzasadnione. Drugi pozew to pozew jednego z pracowników Tik Toka, w którym oskarża on prezydenta Trumpa oraz sekretarza ds. handlu Wilbura Rossa, że swoimi działania odbierają mu źródło utrzymania.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ósmego lipca poinformowano, że prowincja Siĕm Réab jako pierwsza w Kambodży całkowicie zakazuje zabijania i sprzedaży psiego mięsa. Każdy, kto zostanie przyłapany na sprzedaży psiego mięsa, będzie musiał podpisać zobowiązanie, że więcej tego nie zrobi. Za recydywę przewidziano surowe kary. Za nieprzestrzeganie nowych zapisów grozi od 2 do 5 lat więzienia lub grzywna w wysokości do 50 mln rieli kambodżańskich (12 tys. dol.). Jak podkreślają władze prowincji, zabijanie psów jest niedozwolone, bo są one lojalnymi zwierzętami, zdolnymi do ochrony domów, farm i asystowania wojsku.
      Wg organizacji Four Paws, spożycie psiego mięsa nie jest w Kambodży rozpowszechnione (regularnie jada je mniej niż 12% osób), ale prowincja Siĕm Réab jest kluczowym ośrodkiem handlu i przemytu.
      Tea Kimsoth, dyrektor Wydziału Rolnictwa, Leśnictwa i Rybołówstwa Siĕm Réab, powiedział Reuterowi, że do wzrostu popytu na psie mięso w regionie przyczynili się cudzoziemcy. Psie mięso stało się o wiele bardziej popularne po pojawieniu się cudzoziemców, zwłaszcza wśród Koreańczyków. Oni je lubią, przez co restauracje zaczęły je serwować. Teraz wprowadzamy zakaz. Kimsoth dodaje, że jedzenie psów wskazuje na spadek morale i nieposzanowanie wartości, a także grozi rozprzestrzenianiem wścieklizny. Urzędnik wyjaśnił, że o zmianie prawa poinformowano znanych handlarzy mięsem psów z prowincji. Wspomniał, że osoby, które się nie podporządkują, poniosą konsekwencje.
      To nie jest problem wyłącznie Siĕm Réab. Handlarze transportują psy także do Phnom Penh i za granicę. W Kambodży danie z mięsem psa i ryżem kosztuje średnio ok. 5 tys. rieli. Zwykle mięso to jada się do alkoholu. Przeważnie spożywają je mężczyźni, wierząc, że zwiększy ono ich tolerancję na alkohol. Z tego powodu psina stała się popularną przekąską w barach w niektórych częściach Kambodży.
      Four Paws opublikowało w lutym br. raport, w którym stwierdzano, że w sierpniu 2019 r. w Siĕm Réab istniało 21 restauracji aktywnie serwujących psie mięso. Wspominano też o 5 miejscach, gdzie potajemnie przetrzymywano psy i o jednej rzeźni. Osiem restauracji działało w promieniu 5 km od kompleksu Angkor Wat. Organizacja odkryła 110 restauracji podających mięso psów w stolicy (każda serwowała 4-6 psów dziennie, co daje ok. 200 tys. psów rocznie).
      Mamy nadzieję, że Siĕm Réab będzie modelem do naśladowania dla reszty kraju i że w ten sposób uda się ocalić miliony psów - podkreśla dr Katherine Polak, szefowa Four Paws na południowo-wschodnią Azję.
      Wysłaliśmy ekipę, która miała sprawdzić, co się stało w czasie pandemii COVID-19. Okazało się, że w dużej mierze handel się po prostu dostosował - dodaje dr Polak. Four Paws odkryło, że kambodżańskie restauracje zaczęły oferować mięso na wynos [...]. Co jednak bardziej zatrważające, wielu sprzedawców wspominało o wzroście popytu i klienteli; ma to związek z mitycznymi własnościami leczniczymi przypisywanymi temu mięsu.
      Zgodnie z danymi Humane Society International (HSI), rokrocznie na mięso zabija się w Azji ok. 30 mln psów. Dane Four Paws pokazują, na przykład, że w jakimś momencie swojego życia mięso psa jadło 53,6% Kambodżan. Wspominało o tym 72,4% mężczyzn i 34,8% kobiet.
      Warto przypomnieć, że kwietniu Shenzhen zostało pierwszym chińskim miastem, które zakazało jedzenia kotów i psów. Przed paroma dniami indyjski stan Nagaland zakazał z kolei handlu i spożycia psiego mięsa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Władzom Nigerii nie udało się powstrzymać sprzedania w Paryżu świętych figur, które – jak twierdzą – zostały ukradzione w tym kraju podczas wojny domowej. Nigeryjska Narodowa Komisja Muzeów i Zabytków domagała się od domu aukcyjnego Christie odwołania aukcji zbytków, które były własnością byłego doradcy ds. sztuki prezydenta Jacquesa Chiraca. Dwie figurki Igbo „muzealnej jakości” zostały sprzedane za 212 500 euro. Nabywców nie znalazła natomiast duża figura Urhobo, której wartość jest szacowana na 900 000 euro.
      Dyrektor Muzeum Narodowego w Benin City twierdzi, że figurki zostały ukradzione i zaapelował do Christie's i innych domów aukcyjnych, by nie sprzedawały tego typu obiektów. Muszą oddać takie dzieła sztuki i wypłacić rekompensatę, powiedział Theophilus Umogbai.
      Przedstawiciele Christie's odmówili odwołania aukcji twierdząc, że wszystkie wystawione obiekty były wcześniej sprzedawane na dużych międzynarodowych targach dzieł sztuki. Wszystkie obiekty sprzedajemy zgodnie z prawem, czytamy w oświadczeniu domu aukcyjnego.
      Christie's informuje, że w przeszłości figurki były własnością Jacquesa Kerchache'a, francuskiego handlarza dziełami sztuki, kóry odegrał kluczową rolę w powstaniu muzeum Quai Branly w Paryżu. Kerchache był też doradcą prezydenta Chiraca, który również kolekcjonował afrykańską i azjatycką sztukę. Christie's przyznaje, że toczy się złożona debata na temat własności kulturalnej i historii, jednak ważnym jest, by działał legalny rynek, stwierdzili przedstawiciele firmy. Jak dodali, posiadają autentyczne dokumenty, z których wynika, iż wspomniane obiekty zostały wywiezione z Nigerii przed rokiem 2000. Taki warunek stawia francuskie prawo. Zdaniem Christie's statuetki były prawdopodobnie przedmiotem handlu pomiędzy lokalnymi agentami, zanim w Kamerunie lub Paryżu kupił je Kerchache. Sądzimy, że tego typu dzieła sztuki nie zostałyby sprzedane bez zgody lokalnych przywódców, dodają pracownicy Christie's.
      Jednak Mallam Abdu Aliyu z nigeryjskiej komisji muzeów, mówi, że jej członkowie są przekonani, iż statuetki zostały nielegalnie wywiezione z Nigerii w czasie wojny domowej pod koniec lat 60. Od lat bezskutecznie domagaliśmy się zwrotu tych dzieł sztuki. Od dawna prowadzimy negocjacje w sprawie zwrotu figurek ich prawowitym właścicielom. Złożyliśmy protest to Christies i mamy zamiar poinformować też muzea w Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach, gdzie prawdopodobnie trafiają nasze zabytki, mówi Abdu Aliyu.
      Wiele krajów, szczególnie w Afryki i Azji, domaga się od Europy zwrotu zabytków ukradzionych w epoce kolonialnej. Nie tylko zresztą one. Znana jest sprawa marmurów Elgina, bezcennych rzeźb, które zdobiły niegdyś Partenon, a które za pomocą łomów, pił i materiałów wybuchowych zostały zdjęte z Partenonu i obecnie znajdują się w British Museum. Również Polska na przestrzeni dziejów została okradziona z olbrzymiej liczby bezcennych dzieł sztuki, które obecnie znajdują się w Niemczech, Szwecji czy Rosji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Czterech developerów poinformowało, że Apple nie zezwoliło na umieszczenie w AppStore ich aplikacji wizualizujących rozprzestrzenianie się koronawirusa. Dane, które aplikacje wykorzystywały, pochodziły z różnych wiarygodnych źródeł, jak np. WHO.
      Jednocześnie deweloperzy poprosili media o anonimowość, gdyż nie chcą mieć problemów ze strony Apple'a. Gdy dziennikarze zapytali przedstawicieli Apple'a o powód odmowy, dowiedzieli się, że przyczyną odrzucenia aplikacji był fakt, iż nie zostały one stworzone przez oficjalną organizację medyczną lub rządową. "Aplikacje dotyczące aktualnych inforacji medycznych muszą być zgłaszane przez uznaną instytucję", napisali przedstawiciele Apple'a. firma chce w ten sposób uniknąć rozprzestrzeniania fałszywych infromacji. Szczególną uwagę zwraca na źródła danych oraz twórców aplikacji.
      O ile na tym polu Apple sprawuje się dobrze, to – jak zauważają dziennikarze i internauci – firma mogłaby też lepiej walczyć ze spamem wykorzystującym obecną sytuację. Twórcy wielu aplikacji obecnych w AppStore dopisali bowiem do słów kluczowych wyraz „wirus”, „epidemia” czy „koronawirus” po to, by ich aplikacje znalazły się wyżej na liście wyszukiwania.
      Nieco lepiej radzi sobie tutaj Google. Gdy w jego Play Store wpiszemy słowa kluczowe „koronawirus” czy „COVID-19” nie znajdziemy żadnych aplikacji, jedynie książki lub muzykę.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Izraelska CGI Group poinformowała, że skontaktowały się z nią osoby proponujące sprzedaż za równowartość 9 mln euro (10 mln dol.) w bitcoinach 2 klejnotów skradzionych w listopadzie ubiegłego roku z Grünes Gewölbe, muzeum jubilerstwa i złotnictwa założonego jako skarbiec elektorów saksońskich przez Augusta II Mocnego. Miało chodzić o Drezdeński Biały Diament i gwiazdę orderową polskiego Orderu Orła Białego.
      Dyrektor wykonawczy CGI Group Zvika Nave powiedział agencji informacyjnej DPA, że jego firma na bieżąco dzieliła się informacjami z prokuraturą w Dreźnie.
      CGI Group ujawniła, że wysłano jej wiadomość w darkwebie. Przestępcy mieli podkreślać, że zastosowali różne techniki szyfrowania, tak by nie dało się ich wyśledzić.
      Przedstawiciele firmy twierdzą, że została ona wynajęta przez muzeum, by znaleźć skradzione klejnoty i przeanalizować system zabezpieczeń instytucji.
      Dresden State Art Collections (SKD) zareagowała sceptycznie na rewelacje CGI Group. Nikt z CGI się z nami nie kontaktował - podkreśla rzecznik SKD Stephan Adam. Zaprzeczono też udziałowi CGI w dochodzeniu.
      Niemieckie władze nie odniosły się do twierdzeń CGI, nie wiadomo więc, jak poważnie do tego podchodzą. W tym momencie nie możemy powiedzieć niczego nowego ws. śledztwa - oświadczył rzecznik prokuratury.
      Obawiano się, że klejnoty zostaną rozłożone i złodzieje będą próbowali sprzedawać pojedyncze kamienie. Gwiazda orderowa polskiego Orderu Orła Białego miała być jednak np. oferowana w całości.
      AKTUALIZACJA:
      Policja i prokuratura oficjalnie stwierdziły, że brak dowodów, by złodzieje rzeczywiście zaproponowali sprzedaż klejnotów. Stwierdziły tez, że muzeum nie wynajmowało firmy CGI Group.

      « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...