Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Spadochrony Oriona zdały egzamin

Recommended Posts

NASA zakończyła najbardziej wymagające testy, jakimi poddano spadochrony pojazdu Orion. Kapsuła została wyrzucona z samolotu lecącego na wysokości 10,6 kilometra, przez 10 sekund swobodnie opadała, następnie rozwinęły się spadochrony i bez najmniejszego problemu wylądowała bezpiecznie na pustyni w Arizonie.

Testujemy spadochrony na wszystkie możliwe sposoby na ziemi i w powietrzu. Przed końcem roku wyślemy je w przestrzeń kosmiczną w ramach misji Exploration Flight Test (EFT) – 1. Testy dowiodły dobrego działania systemu i pozwolą zapewnić bezpieczeństwo misji i astronautów w przyszłości - mówi Mark Geyer, menedżer programu Orion.

W czasie testów przeprowadzono też próbę, podczas której jeden z głównych spadochronów rozwinął się z pominięciem drugiego kroku w trójstopniowej sekwencji. Próba dowiodła, że system jest w stanie prawidłowo pracować nawet w wypadku awarii.

Wspomniane powyżej testy były ostatnimi próbami całego systemu przed pierwszą testową misją w przestrzeni kosmicznej. Orion wystartuje do EFT-1 w grudniu bieżącego roku i oddali się na odległość około 6000 kilometrów od Ziemi. Od ponad 40 lat ludzkość nie wysłała tak daleko żadnego pojazdu zdolnego do przewożenia człowieka. W czasie EFT-1 Orion będzie rozpędzany do prędkości koniecznej do przetestowania różnych systemów bezpieczeństwa. Podczas powrotu na Ziemię kapsuła osiągnie prędkość 32 000 kilometrów na godzinę i będzie poddana działaniu temperatur sięgających 2200 stopni Celsjusza. Zanim wyląduje na powierzchni Pacyfiku rozwinie spadochrony, które spowolnią ją do prędkości 32 km/h.

Kolejny test spadochronów Oriona zaplanowano na sierpień. Zostanie wówczas sprawdzony scenariusz, w czasie którego dochodzi do awarii jednego spadochronu hamującego i jednego spadochronu głównego. To jeden z trzech pozostałych testów, które muszą zostać przeprowadzone zanim na pokładzie Oriona znajdą się ludzie. Bezzałogowa EFT-1 może odbyć się bez tych testów.


« powrót do artykułu

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kapsuła została wyrzucona z samolotu lecącego na wysokości 10,6 kilometra, przez 10 sekund swobodnie opadała, następnie rozwinęły się spadochrony i bez najmniejszego problemu wylądowała bezpiecznie na pustyni w Arizonie.

 

Jeśli swobodnie opadała, to nie została wyrzucona z odpowiednią prędkością, czyli taką, z jaką będzie ona wchodzić w atmosferę w rzeczywistości. Czyli test dla dobrego samopoczucia? ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę, że w 10 sekund kapsuła nabrała prędkości zbliżonej do tej, jaką będzie mieć na tej wysokości wyhamowując w atmosferze... Choć na pewno trochę wolniej jednak... Raczej to był ostatni tani test przed przeprowadzeniem tych bardziej kosztownych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pogo, 10 s swobodnego spadku daje prędkość końcową ok. 100 m/s, czyli 360 km/h. Mało. I to zdecydowanie :D Opory oczywiście są (niewielkie) i popsują jeszcze te wyniki... :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek spadając swobodnie w atmosferze osiąga prędkość ok 200km/h (ze sporymi odchyleniami zależnie od pozycji), tylko nie pamiętam na jakiej to wysokości...

Może te ok 200km/h (zgaduję, że tyle było) to jest prędkość, do której zwolni kapsuła nim dotrze na te kilka tysięcy metrów nad powierzchnią. W końcu to już jest po kilkudziesięciu kilometrach hamowania.

 

Kolejna sprawa... kto daje kasę na te badania? Myślisz, że jakiś ćwierćinteliget półtechniczny będący politykiem pozwoli na wydaje kasy na lot w kosmos bez sprawdzenia czy to działa wyrzucone z samolotu? Nawet jeśli z naukowego punktu widzenia test był bez sensu to tłum potrzebuje punktu zaczepienia do wiary, że to będzie działało...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie pamiętam, ale człowiek osiąga chyba coś koło tego. Kot przy spadku nie przekroczy chyba 120 km/h. Może dlatego zawsze spada na cztery (choć niekoniecznie; ponoć z niższej wysokości nie zdąży się wywinąć, i zrobi sobie większą krzywdę ;)). Oczywiście znaczenie mają tu opory ruchu.

Może masz rację, test spadochronów to nie test tarczy hamującej (i wytrzymałości temperaturowej czegoś innego; ale i człon spadochronowy się nagrzewa).

 

Co do kasy, to nie będę dyskutował. Bo po kiego? ;) Co do ludzi, to zwykle są małej wiary. :D

 

Edit: oczywiście test modułu bez testu całości nie jest testem (tak sądzę).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kot z założenia ma mniejszą prędkość spadku, bo jako mniejsze stworzenie ma lepsze proporcje powierzchni do masy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A założę się, że mniejsza (i mniej masywna) kulka stalowa spadnie szybciej niż kot. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słabe porównanie.

Nie bez powodu użyłem określenia "stworzenie" a nie "ciało". Większość zwierząt ma gęstość porównywalną z gęstością wody, więc ten parametr będzie w miarę stały.

Stalowa kulka ma już dużo większą gęstość, więc stosunek masy do powierzchni też jest gorszy.

Do tego dochodzi fakt, że kot ma futro, które generuje dodatkowy opór, no i chyba nikt nie liczył prędkości spadku martwego kota, tylko raczej takiego, który aktywnie stara się ustawić tak, by generować maksymalny opór - tej możliwości kulka już nie ma.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A kto powiedział, że kulka stalowa nie może być stworzeniem? :D

Co do stosunku masy do powierzchni, to rozważ proszę, że ta pierwsza jest proporcjonalna do "wymiaru" w potędze trzeciej; druga - w potędze drugiej. Czyli jeśli mysz i słoń mają tę samą gęstość, to... ;)

Dokończę. Słoń spadając przywali, mysz po drodze zdechnie z powodu braku pokarmu. :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i właśnie dlatego kot spada wolniej od człowieka. Sam sobie odpowiedziałeś :)

A ja od początku właśnie o tym mówiłem...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Panowie kapsuła została wyrzucona z lecącego samolotu a nie upuszczona z balonu. To znaczy, że w momencie zrzutu już się poruszała z prędkością z jaką poruszał się samolot. W zależności z jaką prędkością leciał samolot i jaki stosunek masy do powierzchni ma kapsuła mogła ona przyspieszyć (jeśli siła grawitacji była większa od oporów powietrza) lub zwolnić (opór powietrza był większy od siły grawitacji). Liczy się tu prędkość kapsuły względem mas powietrza, a nie sama prędkość upadku (składowa prędkość "w dół"). Podejrzewam, że po 10s upadku w rozrzedzonym powietrzu na 10km kapsuła miała prędkość zbliżoną do prędkości samolotu.

 

Nie podważałbym tutaj inteligencji testujących, test jak najbardziej miał sens. Wysłanie czegokolwiek w kosmos jest potwornie drogie, za to zrzut z samolotu jest o kilka rzędów wielkości tańszy. Lepiej zrobić kilka takich tańszych testów nawet jeśli nie są one w pełnej skali (mniejsza prędkość), jeśli rozwiązanie zawodzi w "małych testach" nie ma sensu inwestować w drogie pełne badanie. Inna sprawa, ze braki w prędkości można częściowo zrekompensować np. przez zwiększoną masę kapsuły.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tego co wiem utrudnienie jest większe od ułatwienia ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, ale spadochrony, o których jest mowa w artykule raczej nie będą nazbyt przydatne na Marsie. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak, ale spadochrony, o których jest mowa w artykule raczej nie będą nazbyt przydatne na Marsie. ;)

 

Czyżbym się wygłupił i błędnie założył, że te spadochrony właśnie do misji na Marsa miały służyć? :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakby nie patrzeć "być może" będą chcieli jednak wrócić na Ziemię, a wtedy może im się przydadzą tutaj ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powinni zarzucić finansowanie rozwoju archaicznych kapsuł rodem z misji Apollo, a postawić na rozwiązania nowatorskie jak pojazdy klasy Skylon-a (startujące i lądujące jak normalne samoloty, czyli tzw. SSTO - single stage to orbit). Uprości to całą logistykę, zredukuje koszty wynoszenia ładunków, a co za tym idzie zwiększy częstotliwość lotów i ich bezpieczeństwo. :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Koronawirus SARS-CoV-2 wywołuje chorobę COVID-19. Najczęściej towarzyszącymi jej objawami są: podwyższona temperatura ciała, zaburzenia węchu i smaku, kaszel, bóle mięśni, duszność i zmęczenie. Wirus szerzy się bardzo łatwo drogą kropelkową w sposób pośredni i bezpośredni.
      Co to jest koronawirus?
      Koronawirus to rodzaj wirusa odpowiedzialnego za powstanie ostrej choroby zakaźnej układu oddechowego. Tzw. choroba koronawirusowa, określana też jako COVID-19, wywoływana jest przez wirusa SARS-CoV-2. W większości przypadków infekcja ma łagodny lub umiarkowany przebieg i nie wymaga specjalnego leczenia. Ciężki przebieg choroby koronawirusowej dotyczy ok. 15–20% pacjentów. W sposób szczególny narażone są na niego osoby w podeszłym wieku, o obniżonej odporności, zmagające się ze schorzeniami przewlekłymi. Poważne przypadki wymagają specjalistycznej pomocy, w tym hospitalizacji i tlenoterapii. Szacuje się, że w 2–3% zakażeń SARS-CoV-2 choroba kończy się zgonem. 
      Jak się zabezpieczyć przed koronawirusem?
      Wirus SARS-CoV-2 przenosi się drogą kropelkową. Można zarazić się w sposób bezpośredni (kontakt z osobą chorą) lub pośredni (kontakt z zanieczyszczonymi przez wirusa powierzchniami). Ochrona przed zakażeniem koronawirusem obejmuje przede wszystkim:
      zachowanie odległości od innych ludzi, w sposób szczególny od osób z objawami zakażenia;
      unikanie dotykania okolic oczu, nosa i ust;
      unikanie spluwania w miejscach publicznych;
      dbałość o higienę – częste mycie rąk ciepłą wodą i mydłem, stosownie środków do dezynfekcji;
      zakrywanie ust i nosa podczas przebywania w zbiorowiskach ludzkich, poprzez noszenie maseczki, a w czasie kaszlu i kichania zasłanianie chusteczką higieniczną (którą od razu należy wyrzucić po użyciu) lub zgiętym łokciem;
      w przypadku wystąpienia objawów zakażenia skonsultowanie się z lekarzem i zweryfikowanie swojego stanu poprzez skorzystanie z zestawu szybkiego testu antygenowego w kierunku SARS-CoV-2, który wykrywa antygeny wirusa w materiale z wymazu z nosogardzieli;
      poddawanie się szczepieniom ochronnym.
      W jaki sposób objawia się COVID-19?
      Najczęściej występujące objawy zakażenia SARS-CoV-2 to podwyższona temperatura ciała, zaburzenia smaku lub węchu, kaszel, bóle mięśni, duszności, zmęczenie, ból gardła, mięśni i stawów, uczucie rozbicia, osłabienie, ogólne pogorszenie samopoczucia, ból głowy, problemy ze strony układu pokarmowego (biegunka, nudności, ból brzucha, spadek apetytu).
      Rzadziej w COVID-19 pojawiają się objawy dermatologiczne, takie jak wysypka czy przebarwienia skóry. Może dojść do zapalenia spojówek i rozmaitych zmian w jamie ustnej. Na skutek zakażenia SARS-CoV-2 czasami dochodzi do uaktywnienia uśpionego w organizmie wirusa ospy wietrznej i półpaśca lub opryszczki pospolitej.
      W ciężkim przebiegu może rozwinąć się atypowe zapalenie płuc, wystąpić silny ból lub ucisk w klatce piersiowej, pojawiają się też problemy z oddychaniem. Istnieje ryzyko rozwoju niebezpiecznych dla zdrowia i życia powikłań, takich jak m.in. zespół ostrej niewydolności oddechowej, ostra niewydolność serca, zaburzenia czynności wątroby, ostre uszkodzenie nerek, zakrzepica żylna, a także niewydolność wielonarządowa i sepsa.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Obsługa naziemna Teleskopu Webba rozpoczęła włączanie instrumentów naukowych teleskopu. Po schłodzeniu do temperatury pracy można będzie rozpocząć testy ich działania. Jako cel testowych obserwacji wybrano gwiazdę HD84406 położoną w odległości 241 lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy. Nie będą to jednak obserwacje naukowe. Posłużą one sprawdzeniu, czy teleskop jest w stanie skupić się na wybranym obiekcie oraz ustawieniu 18 segmentów zwierciadła głównego tak, by działały jak jedno lustro.
      Obserwacje HD84406 będzie prowadził instrument NIRCam. Osiągnął on już wymaganą temperaturę -153 stopni Celsjusza. Zanim wszystkie segmenty zwierciadła nie zostaną prawidłowo ustawione – a ich regulowanie potrwa wiele tygodni – na Ziemię będzie docierało 18 rozmazanych obrazów. Po jednym z każdego segmentu. Specjaliści spodziewają się, że pod koniec kwietnia zwierciadło główne zostanie ustawione. Dopiero wówczas można będzie rozpocząć proces testowania i ustawiania pozostałych trzech instrumentów naukowych teleskopu. Rozpocznie się sprawdzanie ich możliwości w zakresie obserwowania zarówno obiektów znajdujących się w Układzie Słonecznym, jak i tych oddalonych o miliardy lat świetlnych. NASA zapowiada, że pierwsze obrazy o docelowej jakości upubliczni pod koniec czerwca lub na początku lipca.
      Teraz więc powinniśmy trzymać kciuki z NIRCam. Żaden inny instrument nie może przejąć jego zadania pomocy w ustawieniu zwierciadła. Obecnie więc cała misja zależy od prawidłowego działania tego instrumentu. Jeśli z NIRCam jest coś nie tak, nie będziemy mogli ustawić zwierciadła. Dlatego też instrument składa się z dwóch kamer. Mamy pełną redundancję. Jeśli jednej z nich coś się stanie, będziemy mieli drugą, wyjaśnia Mark McCaughrean, naukowiec w JWST Science Working Group oraz starszy doradca Europejskiej Agencji Kosmicznej.
      Jeden z pozostałych trzech instrumentów naukowych, MIRI, został częściowo włączony jeszcze w czasie gdy Teleskop Webba leciał w kierunku orbity wokół L2. Dwa pozostałe instrumenty, NIRSPec i FGS/NIRiss były podczas podróży ogrzewane przez specjalne podgrzewacze. Dzięki temu pozbyto się z nich ewentualnych resztek pary wodnej, jakie mogły uwięznąć na Ziemi, co zapobiegło kondensacji wody i jej zamarznięciu na instrumentach. Grzałki te zostały właśnie wyłączone. Z budową i zadaniami poszczególnych instrumentów możecie zapoznać się w naszym wcześniejszym tekście.
      Proces chłodzenia instrumentów naukowych potrwa kilka tygodni. Docelowa temperatura ich pracy wynosi poniżej -223 stopni Celsjusza. Początkowo instrumenty chłodzą się pasywnie i trzem z nich to wystarczy. Wyjątkiem jest MIRI, który do prawidłowej pracy wymaga ekstremalnie niskich temperatur sięgających -266 stopni Celsjusza. Dlatego też urządzenie wyposażono w specjalistyczny dwustopniowy system chłodzący.
      Obecnie najwyższa temperatura po stronie gorącej teleskopu wynosi 55 stopni Celsjusza, a najniższa po stronie zimnej to -213 stopni Celsjusza. NASA dodała też dodatkowe punkty pomiaru temperatury w samym module instrumentów naukowych. Będą one aktualizowane raz dziennie. Dzięki nim wiemy, że temperatura MIRI wynosi obecnie -125 stopni Celsjusza, temperatura NIRCam spadła już do -157 stopni, urządzenie NIRSPec zostało schłodzone do -146 stopni, a FGS-NIRIS osiągnęło -148 stopni. Fine Steering Mirror, niewielkie lustro odpowiedzialne za stabilizację obrazu, osiągnęło zaś temperaturę -195 stopni.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Na University of Oxford powstał tani i minimalnie inwazyjny test, za pomocą którego z próbki krwi można określić, czy u pacjenta z niespecyficznymi objawami rozwija się nowotwór i czy dał on przerzuty. Uczeni opisali na łamach Clinical Cancer Research wyniki badań, w czasie których nowy test został sprawdzony na 300 osobach skarżących się na niespecyficzne objawy, w tym zmęczenie czy utratę wagi.
      Celem badań było sprawdzenie, czy test jest w stanie odróżnić osoby z nowotworem od osób zdrowych. Wyniki pokazały, że jest on w stanie wykryć 19 na 20 osób, u których rozwija się nowotwór. Zaś u osób z nowotworem przerzuty zostały wykryte z dokładnością 94%. Jak twierdzą twórcy testu, jest to pierwsze tego typu  narzędzie, które tylko z próbki krwi – bez wcześniejszej znajomości rodzaju nowotworu – jest w stanie określić, czy nowotwór przerzutuje.
      Nowy test, w przeciwieństwie do innych, wykrywających materiał genetyczny guzów, korzysta z metabolomiki magnetycznego rezonansu jądrowego (NMR), w której za pomocą silnych pól magnetycznych i fal radiowych określa się poziom metabolitów we krwi.
      Zdrowi ludzie, osoby cierpiące na nowotwory oraz osoby z przerzutującymi nowotworami mają różne profile metaboliczne. Można je analizować i na tej podstawie stawiać diagnozę.
      Komórki nowotworowe mają unikatowe profile metabolomiczne, zależne od zachodzących w nich procesów metabolicznych. Dopiero zaczynamy rozumieć, jak metabolity różnych guzów mogą być wykorzystywane w roli biomarkerów do wykrywania nowotworów. Już wcześniej wykazaliśmy, ze technika ta może zostać wykorzystana do sprawdzenia, czy u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym dochodzi do postępów choroby. I można tego dokonać zanim takie postępy zauważy przeszkolony lekarz. To bardzo ekscytujące, że ta sama technologia pomoże w diagnostyce nowotworów, mówi doktor James Larkin z University of Oxford.
      Szybki i niedrogi test daje nadzieję na zdiagnozowanie nowotworu na wczesnym stadium, gdy szanse wyleczenia są największe. Szczególnie u pacjentów z niespecyficznymi objawami.
      Praca ta opisuje nowy sposób diagnozowania nowotworu. Naszym celem jest opracowanie testu, którego przeprowadzenie będzie mógł zlecić każdy lekarz pierwszego kontaktu. Sądzimy, że metabolomiczne analizy krwi pozwolą na dokładne, szybkie i tanie diagnozowanie osób z podejrzeniem nowotworu. Umożliwią też dokładniejsze określenie, któremu pacjentowi należy udzielić natychmiastowej pomocy, a który może otrzymać ją w późniejszym terminie, dodaje główny badacz doktor Fay Probert.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      NASA poinformowała, że pojazd Orion został umieszczony na rakiecie Space Launch System i całość jest gotowa do ostatniego etapu przygotowań do bezzałogowego lotu wokół Księżyca. Misja będzie jednym z etapów przygotowań powrotu człowieka na Księżyc. Artemis I to pierwszy wspólny start SLS i kapsuły Orion.
      Teraz całość przejdzie serię testów, a jeśli ich przebieg będzie zgodny z planem, Artemis I wystartuje w lutym przyszłego roku.
      W czasie Interface Verification Testing sprawdzone zostanie funkcjonowanie wszystkich interfejsów i połączeń pomiędzy poszczególnymi elementami i systemami. Rozpocznie się od załadowania akumulatorów Oriona i sprawdzenia stanu poszczególnych elementów. Następnie takiemu samemu testowi zostanie poddana rakieta nośna, jej silniki i systemy naziemne. W ostatnim etapie inżynierowie upewnią się, że każdy kabel w całym systemie działa tak jak powinien.
      Celem Program Specific Engineering Testing jest przetestowanie działania różnych systemów. Na tym etapie przeprowadzania jest m.in. kontrola działania silników. Następnym testem będzie End-to-Ent Communication Testing, kiedy to NASA przekonać się, czy Orion i SLS będą mogły komunikować się z kontrolą lotów, z Deep Space Network oraz Tracking Data Relay Satellite.
      Niezwykle ważnym elementem sprawdzenia gotowości Oriona i SLS do lotu będzie Countdown Sequencing Testing. Wtedy to prowadzona jest symulowana sekwencja startowa. Test ma wykazać gotowość oprogramowania oraz systemu startowego, które bezpośrednio przed startem sprawdzają jeszcze status całość. W czasie testu sprawdzone zostanie, czy rakieta i Orion przesyłają dane i czy sekwencja startowa działa bez problemów. Trzeba bowiem wiedzieć, że ponad 30 sekund przed startem kontrolę nad całością przejmuje specjalny system startowy. Ludzie niczym wówczas ręcznie nie sterują.
      W końcu ostatnią z serii prób będzie Wet Dress Rehearsal Testing, kiedy to ma zostać sprawdzony przebieg tankowania kriogenicznego paliwa oraz jego usuwania ze zbiorników rakiety.
      Artemis I to pierwszy etap całego programu. W ramach Artemis II odbędzie się lot załogowy wokół Księżyca. Po raz pierwszy od 50 lat ludzie polecą za orbitę Srebrnego Globu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Perseverance wybrał się na pierwszą wycieczkę po powierzchni Marsa. Łazik przed kilkoma dniami łazik przejechał 6,5 metra. Był to przejazd testowy, jedna z najważniejszych prób, którym obecnie poddawane jest urządzenie. Od czasu wylądowania specjaliści z NASA sprawdzają wszystkie systemy Perseverance'a. Gdy już urządzenie podejmie normalną pracę, będzie jednorazowo przejeżdżał 200 metrów lub więcej.
      Jeśli chodzi o poruszanie się na kołach po innej planecie, zawsze trzeba przeprowadzić taki pierwszy test, w czasie których mierzy się kilka istotnych parametrów. Po raz pierwszy sprawdzaliśmy, jak sprawuje się napęd łazika na Marsie. Wszystkie sześć kół działało idealnie. Jesteśmy teraz pewni, że napęd działa i zabierze nas wszędzie, gdzie tylko w ciągu najbliższych dwóch lat zażyczą sobie naukowcy, mówi Anais Zarifian, która z zespołu inżynieryjnego odpowiedzialnego za napęd.
      Test trwał 33 minuty. Najpierw łazik pojechał 4 metry do przodu, następnie w miejscu zakręcił o 150 stopni w lewo, by później cofnąć się o 2,5 metra do nowego tymczasowego miejsca postoju.
      To nie jedyne prace, które przeprowadzono na Perseverance. Pod koniec lutego kontrola misji zaktualizowała oprogramowanie łazika. To, które były wykorzystywane podczas lądowania, zostało zastąpione programem potrzebnym do prowadzenia badań naukowych. Później sprawdzono działanie kilku instrumentów naukowych oraz wysunięto z masztu dwa czujniki wiatru. Bardzo ważnym elementem testu było sprawdzenie działania robotycznego ramienia. Naukowcy badali je przez dwie godziny, wyginając na różne strony wszystkie pięć przegubów. Test przebiegł pomyślnie, co oznacza, że łazik jest zdolny do pobierania próbek i umieszczania ich w urządzeniach badawczych.
      W najbliższym czasie inżynierowie będą przeprowadzali bardziej szczegółowe testy i dokonywali kalibracji urządzeń naukowych. Łazik będzie przebywał większe odległości oraz pozbędzie się osłon, które chroniły podczas lądowania system pobierania próbek oraz helikopter Ingenuity. Odbędzie się też test samego helikoptera, który będzie pierwszą w historii próbą lotu śmigłowego w atmosferze innej planety.
      Jednak Perseverance nie ogranicza się jedynie do testów. Łazik, wyposażony w najbardziej zaawansowane kamery, jakie człowiek dostarczył na Marsa, przesłał już około 7000 zdjęć Czerwonej Planety. Zdjęcia przesyłane są za pośrednictwem Deep Space Network, a niebagatelną rolę odgrywają orbitery krążące wokół Marsa. Ich pomoc jest nieoceniona. Gdy oglądamy piękne zdjęcia z Jezero, musimy zdawać sobie sprawę, że w ich przekazaniu brała udział cała gromada marsjan. Każda fotografia z Perseverance jest przesyłana za pomocą Trace Gas Orbiera Europejskiej Agencji Kosmicznej lub należących do NASA satelitów MAVEN, Mars Odyssey lub Mars Reconnaissance Orbiter. To bardzo ważni partnerzy w naszym programie eksploracji i odkryć, mówi Justin Maki, główny inżynier odpowiedzialny za wykonywanie zdjęć przez łazik.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...