Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Mieszkańcy Nowego Świata uprawiali różne odmiany papryczek chilli i wytwarzali z nich taco już 6.100 lat temu. Takie wyniki dały badania wyskrobków z naczyń ludów Ameryki Środkowej i dorzecza Amazonki. Obecnie ekipa składająca się 15 naukowców chce znaleźć odpowiedź na 2 pytania: czy ludzie ci znali też salsę (zimny, pikantny sos z warzyw zmiksowanych z przyprawami) i kiedy zaczęli wytwarzać piwo.

Odkrycia bioarcheologów pozwalają z całą mocą stwierdzić, że chilli jest najstarszą przyprawą Ameryk oraz jedną z najstarszych przypraw na świecie (Nature).

Ponieważ rolnicy z południowo-zachodniego Ekwadoru uprawiali papryczki już ponad 6 tys. lat temu, oznacza to, że rolnictwo plemion prekolumbijskich było bardziej rozwinięte niż wcześniej przypuszczano.

Chilli zapracowało sobie na opinię młodej przyprawy, gdyż po kontakcie Europejczyków z Nowym Światem roślina zawędrowała do wielu krajów Starego Kontynentu, do Afryki oraz Azji. Tam się zaaklimatyzowała i była w dalszy sposób zmieniana poprzez wybiórcze krzyżowanie. Pierwotne odmiany papryczek już nie istnieją.

Współcześnie chilli stanowi flagowy produkt wielu kuchni, w tym węgierskiej (można powiedzieć, że papryka to symbol narodowy Madziarów), etiopskiej czy chińskiej.

We wszystkich 7 powiązanych z chilli stanowiskach znajdowano także pozostałości kukurydzy. Oznacza to, że udomowienie obu roślin, nadal bardzo ważnych w tym rejonie świata, przebiegało równolegle. Resztki papryczek wytropiono w dorzeczu Amazonki i na wybrzeżu Ekwadoru. Rośliny nie rosną na wysokościach i w warunkach niedużej wilgotności, dlatego udomowienie miało miejsce nie w Andach, gdzie wyewoluowały zaawansowane kultury, ale wśród prymitywnych plemion obszarów tropikalnych. To właśnie one rozpoczęły handel tym surowcem.

Linda Perry ze Smithsonian Institution i J. Scott Raymond z Uniwersytetu w Calgary interesowali się nie tylko życiem codziennym praszczurów. Ślady rozprzestrzeniania się różnych produktów mogą bowiem rzucić nieco światła na trasy prehistorycznych wędrowców i handlarzy. Na Bliskim Wschodzie figi obłaskawiono 11.400 lat temu (w podobnym czasie udało się to w przypadku pszenicy). Kukurydzę zaczęto uprawiać w Nowym Świecie jakieś 9 tys. lat temu.

Mikroskamieliny sugerują, że papryczki nie były właściwie używane jako przyprawa. Bogate w witaminę C chilli mieszano zazwyczaj z kukurydzą i kilkoma innymi składnikami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Ekwadorze znaleziono fragmenty ceramiki należące do nieznanej wcześniej kultury. Odkrycia dokonał rosyjsko-ekwadorsko-japoński zespół naukowy, który natrafił na artefakty na głębokości 75–100 centymetrów na stanowisku Real Alto. Datowanie radiowęglowe ujawniło, że ceramika pochodzi z okresu 4640–4460 przed Chrystusem i jest związana ze słabo zbadanym kompleksem San Pedro.
      Okres na jaki datowana jest ceramika to okres graniczny pojawienia się kultury Valdivia, jednej z najstarszych kultur Ameryki Południowej, której ceramiczne figurki stały się nieoficjalnym symbolem Ekwadoru. Jednak ceramika z San Pedro różni się od ceramiki Valdivia zdobieniami i sposobem ich nakładania.
      Znalezione obecnie fragmenty są podobne do zabytków odkrytych w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, których nie udało się przypisać do żadnej kultury. Eksperci zyskali więc dodatkowy argument na poparcie teorii, że mamy do czynienia z nieznaną dotychczas bardzo starą kulturą w procesie jej formowania się. Istniała ona i rozwijała się równolegle do kultury Valdivia.
      Pojawienie się ceramiki było technologicznym przełomem związanym z wieloma aspektami ludzkiego życia, kultury i rozwoju gospodarczego. Jednoczesne wynalezienie ceramiki przez wiele kultur i różne sposoby jej zdobienia potwierdzają różnorodność kulturową poszczególnych grup ludności. Jednocześnie zaś, jak zauważył Aleksander Popow, dyrektor rosyjskiej misji archeologicznej w Ekwadorze zadziwiające jest, że mimo różnych ścieżek rozwoju i różnorodności kulturowej, pod względem technologicznym ludzie szli w tym samym kierunku.
      W kolejnych etapach badań naukowcy chcą odszukać więcej artefaktów nieznanej kultury, w nadziei, że pozwoli to na jej poznanie i opisanie. Ich zdaniem nie można też wykluczyć, ze na terenie Ekwadoru będzie można znaleźć ślady jeszcze starszych kultur niż Valdivia czy ta, której ceramikę właśnie odkryto. To z kolei mogłoby pozwolić na udzielenie odpowiedzi, czy ceramika została niezależnie wynaleziona w Ameryce Południowej, czy też jest to importowany wynalazek.
      Rosyjscy archeolodzy z Federalnego Uniwersytetu Dalekowschodniego prowadzą szerzej zakrojony program, w ramach którego badają kultury po obu stronach Oceanu Spokojnego – w Azji Wschodniej i Ameryce Południowej. Porównują sposoby wykorzystywane przez ludzi do adaptowania się do zmian środowiskowych. Już wcześniej Rosjanie odkryli w Ekwadorze ludzkie szczątki sprzed 6–10 tysięcy lat. Należały one do przedstawicieli kultury Las Vegas.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Odkrycie Ameryki przez Kolumba doprowadziło do tak wielkich zmian na obu kontynentach, że wpłynęły one na... ochłodzenie klimatu. W ciągu zaledwie stu lat ludność obu Ameryk zmniejszyła się z około 60 milionów do około 6 milionów. Indianie masowo umierali w wyniku epidemii, walk i głodu. Drastyczny spadek liczby ludności wiązał się z porzuceniem pól uprawnych, które szybko zostały skolonizowane przez lasy. To zaś spowodowało wychwycenie z atmosfery wystarczającej ilości CO2, by doprowadzić do schłodzenia atmosfery.
      Mała Epoka Lodowa to okres ochłodzenia klimatu, który dotknął przede wszystkim półkuli północnej. Ochłodzenie zaszło w niektórych regionach, podczas gdy w innych klimat pozostawał stabilny lub się nawet ocieplał. Ponadto zmiany rzadko zachodziły jednocześnie w różnych regionach. Zwykle nazwą tą obejmuje się okres od XVI do XIX wieku, chociaż niektórzy przesuwają jej początek na wiek XIV. Przyczyny ochłodzeń nie zostały jednoznacznie wyjaśnione. Wśród możliwych naukowcy wymieniają wybuchy wulkanów, zmiany w cyrkulacji atmosferycznej czy w aktywności słonecznej. Wszystkie te czynniki mogły w jakiś sposób wpływać na obserwowaną w tamtym czasie zmienność klimatu.
      Z najnowszych badań przeprowadzonych przez naukowców z University College London, a opublikowanych na łamach Quaternary Science Reviews, dowiadujemy się, że spadek liczebności populacji obu Ameryk, porzucenie pól uprawnych i zwiększenie powierzchni lasów były tak duże, iż mogły doprowadzić do spadku ilości dwutlenku węgla w atmosferze o 7 do 10 części na milion. To zaś wystarczająco dużo, by klimat się ochłodził.
      Nie można więc wykluczyć, że do wymienionych powyżej możliwych przyczyn Małej Epoki Lodowej, należy też dodać odkrycie Ameryki przez Kolumba. Bowiem nawet jeśli do Epoki zaliczymy zmiany obserwowane już na początku XIV wieku, to do największych spadków temperatury dochodziło w wiekach po odkryciu.
      Z powyższych badań można wyciągnąć ważny wniosek dla współczesności. Uczeni z UCL oceniają bowiem, że lasy, które rozrosły się w miejsce opuszczonych pól uprawnych, zajmowały powierzchnię równą mniej więcej powierzchni współczesnej Francji. Jeśli więc mają rację, to zwiększenie światowych obszarów leśnych o 640 000 kilometrów pozwoli na wycofanie z atmosfery tyle CO2, że powinna się ona ochłodzić.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Z artykułu "How strong was the bottleneck associated to the peopling of the Americas? New insights from multilocus sequence data", opublikowanego w piśmie Genetics and Molecular Biology, dowiadujemy się, że oryginalna populacja ludzi, którzy dotarli do Ameryki wynosiła zaledwie 250 osób. Zmiana od kilkuset osób do około 40 milionów mieszkańców Ameryk, którzy zaadaptowali się do wielu różnych warunków środowiskowych, jest niezwykle interesująca. To pozwala zrozumieć, jak działa ewolucja i różnorodność genetyczna, mówi profesor Michael Crawford z University of Kansas.
      Naukowcy przeanalizowali dziewięć niekodujących regionów z próbek DNA pobranych od Chińczyków, 10 grup mieszkańców Syberii oraz 10 populacji rdzennych mieszkańców obu Ameryk.
      Próbki od mieszkańców Syberii zostały pobrane zaraz po upadku ZSRR. Crawford, który jest ekspertem od genetyki ludów Syberii stał na czele pierwszej zagranicznej ekspedycji antropologicznej, która dotarła na Syberię w latach upadku ZSRR. Uczony pracował też nad odszyfrowaniem dróg migracji Eskimosów i Aleutów z Syberii. Z kolei w 2015 roku brał udział w projekcie naukowym, którego celem było odnalezienie śladów przodków wszystkich współczesnych mieszkańców Ameryk.
      Podczas najnowszych badań zsekwencjonowano dziewięć niekodujących regionów DNA od ludzi mieszkających od Chin po Amerykę Południową. Wielokrotne analizy wykazały, że grupa, której potomkowie zaludnili z czasem Ameryki liczyła od 229 do 300 osób. Jednak, jak podkreśla Crawford, nie była to jednolita wspólnie podróżująca grupa.
      To nie było tak, że w pewnym momencie jakaś 250-osobowa grupa postanowiła podążyć za przewodnikiem i dotarła do Ameryki. To był proces rozdzielania się grup łowców-zbieraczy. Tam mogło być około 50 osób, a gdy grupa się dostatecznie powiększyła, doszło do jej podziału i przejścia części ludzi na inne tereny. Potem był kolejny podział i kolejny. W końcu po 15 000 lat ich potomków można było znaleźć już na terenie dzisiejszej Argentyny, stwierdza uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Geolodzy z Uniwersytetu Yale zaproponowali nową teorię dotyczącą tworzenia superkontynentów. Wg nich, istotną rolę odgrywa ortowersja, w ramach której każdy kolejny superkontynent obraca się o 90 stopni w stosunku do środka geograficznego poprzednika.
      Jeśli rozumują prawidłowo, przed kolizją z Europą i Azją przemieszczające się na północ Ameryka Południowa i Północna zleją się ze sobą. Znikną Ocean Arktyczny i Morze Karaibskie. Gdy te zbiorniki znikną, będziemy na prostej drodze do powstania nowego superkontynentu [Amazji]. Będziemy mieć Ameryki spotykające się z Eurazją praktycznie na biegunie północnym - tłumaczy doktorant Ross N. Mitchell, główny autor artykułu opublikowanego w Nature.
      Nie wiadomo, kiedy Amazja powstanie, ale Mitchell przypuszcza, że za 50-200 mln lat. Najnowsza hipoteza stoi w sprzeczności z wcześniejszymi teoriami, które zakładały, że tworząc się, kolejne superkontynenty obracają się o 180 st. albo nie obracają się w ogóle (0 st.) w stosunku do środka geograficznego poprzedniego superkontynentu. Przewidując przyszłość Ziemi na ich postawie, trzeba by przyjąć, że zniknie Ocean Atlantycki i następny superkontynent będzie mieć środek w mniej więcej tym samym punkcie, gdzie poprzedni superkontynent, czyli Pangea (na terenie dzisiejszej Afryki) albo że zniknie Ocean Spokojny i utworzy się masa lądu z centrum po przeciwnej stronie globu. Model ortowersji zakłada, że centrum Amazji będzie albo Azja, albo Ameryka Północna w punkcie zajmowanym obecnie przez Ocean Arktyczny.
      Zespół Mitchella stworzył nową teorię w oparciu o analizę magnetyzmu prehistorycznych skał. Ustalono, że po każdym uformowaniu superkontynentu przechodził on serię rotacji wokół stabilnej osi zlokalizowanej wzdłuż równika. Ostatecznie w porównaniu do poprzednika oś kolejnego superkontynentu była przesunięta o 90 stopni.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Antropolog Brian Hare z Duke University zauważył niezwykłą rzecz - jego zdaniem bonobo wyglądają i zachowują się tak, jakby były udomowione. Jednak udomowienie to odbyło się bez udziału człowieka.
      Uczony mówi, że swojego spostrzeżenia dokonał słuchając innego antropologa, Richarda Wranghama z Harvard University. Mówił o tym, że bonobo stanowią ewolucyjna zagadkę. Mają wiele cech upodabniających je do szympansów i nie potrafimy tego wyjaśnić. Stwierdziłem na to „Oh, to tak jak srebrne lisy. Richard popatrzył na mnie i zapytał: „Jakie srebrne lisy?“.
      Hare miał na myśli lisy, na których badania prowadził w latach 50. radziecki uczony Dmitri Biełajew. Hodował on lisy i rozmnażał tylko te, które były najmniej agresywne w stosunku do ludzi. Wystarczyło zaledwie 20 pokoleń, by lisy nie tylko zaczęły zachowywać się jak zwierzęta domowe i machać ogonem na widok człowieka, ale jednocześnie zmienił się ich wygląd. Uszy stały się bardziej miękkie, ogony bardziej zakręcone a czaszka mniejsza. Eksperymenty te pokazały, że wystarczy selekcjonować łagodniejsze zwierzęta, a za zmiana charakteru podążą też inne cechy typowe dla gatunków udomowionych.
      Podobny proces, jednak bez interwencji człowieka, mógł zajść wśród bonobo. Zwierzęta te są znacznie bardziej łagodne od szympansów, dużą część dnia spędzają na zabawie i uprawianiu seksu. Tymczasem w społecznościach szympansów dochodzi do walk, zabójstw i gwałtów.
      Hare uważa, że podobni do szympansów przodkowie bonobo znaleźli się w pewnym momencie ewolucji w środowisku, w którym bardziej agresywnym osobnikom powodziło się gorzej niż tym łagodnym. W ten sposób, preferując łagodniejsze, bardziej skłonne do współpracy osobniki, natura stworzyła „udomowioną wersję“ szympansów.
      Hare podzielił się swoimi spostrzeżeniami z Wranghamem i razem z Victorią Wobber opublikowali na ten temat artykuł w piśmie Animal Behaviour.
      Linie ewolucyjne bonobo i szympansów rozeszły się 1-2 miliony lat temu, gdy powstała rzeka Kongo i oddzieliła od siebie populacje małp. Zdaniem Hare’a populacja północna, z której powstały szympansy, napotkała na silną konkurencję ze strony większych i silniejszych goryli. Mniejszym małpom musiały wystarczyć to, czego nie zjadły goryle, więc wygrywał ten, kto był bardziej agresywny. Szczególnie dotyczyło to samic, które łatwo były dominowane przez samce.
      Na południu sytuacja wyglądała inaczej. Brak konkurencji ze strony goryli pozwalał samicom na formowanie większych grup, zacieśnianie więzi społecznych i wspólnemu opieraniu się fizycznej przewadze samców. W takich warunkach to ten samiec, który był bardziej łagodny, który przedkładał współpracę nad agresję, miał większa szansę na seks.
      Hare sądzi, że to spowodowało też, że bonoby zaczęły później dojrzewać. U wielu udomowionych zwierząt obserwuje się spowolnienie procesu dojrzewania, dzięki czemu zachowują one pożądane cechy młodych zwierząt.
      Bonobo mają krótszą twarz, mniejszą czaszkę i krótsze kły od szympansów. Różnice między płciami również są mniej widoczne. Inaczej się zachowują i dłużej dojrzewają. Mają więc wiele cech zwierząt udomowionych.
      Twierdzenia Hare’a nie przekonują Fransa de Waala, eksperta ds. bonobo z Emory University. Przypomina on, że nie mamy pewności, czy bonobo i szympansy miały wspólnego przodka. A jeśli nawet miały, to ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego szympansy są tak agresywne, a nie, dlaczego bonobo są łagodne. De Waal zastanawia się też, czy inne gatunki, w których dominują samice, również wykazują cechy zwierząt udomowionych.
      Hare zgadza się z powyższymi zastrzeżeniami. Aby przetestować moją hipotezę, potrzebujemy dziesiątków gatunków, o których sądzimy, że wykazują cechy spontanicznego udomowienia oraz zbadania czynników, które wpłynęły na takie zmiany.
×
×
  • Create New...