Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Rozwiązano zagadkę Małej Epoki Lodowcowej

Recommended Posts

Naukowcy z University of Colorado Boulder wiedzą, jak rozpoczęła się i dlaczego trwała Mała Epoka Lodowcowa. Pod nazwą tą kryje się okres gwałtownego ochłodzenia klimatu Europy. W latach 1275-1300 średnie temperatury nagle się obniżyły i aż do XIX wieku, szczególnie w północnej Europie, panowały wyjątkowo srogie zimy. Jednym z symboli Małej Epoki Lodowcowej jest obraz przedstawiający mieszkańców Londynu jeżdżących na łyżwach po Tamizie. Zamarzły też kanały Holandii.

Istnieją dowody, że okres ten charakteryzował się też spadkami temperatur w Chinach i Ameryce południowej, jednak najbardziej doświadczył go Stary Kontynent. W górskich dolinach szybko rozszerzające się lodowce niszczyły całe wsie i miasteczka.

Dotychczas uważano, że Małą Epokę Lodowcową zapoczątkował wulkanizm, zmiany w aktywności słonecznej lub jedno i drugie. Naukowcy z Boulder nie tylko znaleźli przyczynę gwałtownego spadku temperatur w ciągu zaledwie 25 lat, ale wskazali również, dlaczego niższe temperatury utrzymały się przez kilkaset lat.

Badania węglem radioaktywnym zamarzniętych roślin z Ziemi Baffina, rdzeni lodowych oraz osadów z biegunów i Islandii oraz symulacje zjawisk klimatycznych pozwoliły stwierdzić, że Mała Epoka Lodowcowa rozpoczęła się od czterech wielkich erupcji wulkanicznych, które wystąpiły w tropikach w ciągu 50 lat. Rośliny, które nagle zamarzły, a ich korzenie zostały nienaruszone wskazują, że doszło do gwałtowanego ochłodzenia w latach 1275-1300. Drugi okres nagłego spadku temperatury, wskazujący na nagłe zmiany, miał miejsce około roku 1450. Badania roślin zostały potwierdzone obserwacjami osadów z islandzkiego jeziora Langjokull. Pokazują one, że pod koniec XIII wieku warstwy wskazujące na erupcje wulkaniczne nagle stały się znacznie grubsze. Ponowne zwiększenie grubości zauważono w warstwach z XV wieku. W tych samych okresach można obserwować zwiększoną erozję powodowaną przez lodowce. To pozwoliło połączyć dane i stwierdzić, że wybuchy wulkanów ochłodziły klimat. Pozostawało jednak pytanie, dlaczego ochłodzenie trwało tak długo. Ochładzające Ziemię pyły z erupcji nie mogły przecież utrzymywać się w atmosferze przez setki lat.

Naukowcy wykorzystali Community Climate System Model, do sprawdzenia wpływu nagłego ochłodzenia wywołanego wielkimi erupcjami, na klimat. Symulacje wykazały, że gwałtowne ochłodzenie północnych części Europy oraz Grenlandii mogło spowodować szybki rozrost grenlandzkich lodowców. W końcu te, znajdujące się na wschodnim wybrzeżu, dotarły do Północnego Atlantyku, gdzie zaczęły się topić. Woda z lodowców niemal nie zawiera soli, jest mniej gęsta od wody słonej. Z tego też powodu lodowce topiąc się w zetknięciu z cieplejszymi od nich wodami Atlantyku, uwalniały olbrzymie ilości zimnej słodkiej wody, która nie mieszała się z wodą oceanu. Tworzyła na jego powierzchni rodzaj zimnej kołdry. To spowodowało z kolei, że wody Atlantyku nie uwalniały ciepła w okolicach arktycznych, zatem nie ogrzewały Grenlandii. Tak powstał samopodtrzymujący się system chłodzący, dzięki któremu epoka lodowcowa trwała na długo po wygaśnięciu aktywności wulkanicznej.

Nasze symulacje pokazały, że erupcje wulkaniczne mogą mieć głęboki wpływ chłodzący. Mogą rozpocząć reakcję łańcuchową tak zmieniając prądy oceaniczne i pokrywę lodową, że niższe temperatury utrzymują się przez wieki - mówi współautorka badań, Bette Otto-Bliesner.

Profesor Gifford Miller, który kierował zespołem badawczym, powiedział, że na potrzeby symulacji komputerowych ustawiono stały poziom aktywności słonecznej. To pozwoliło stwierdzić, że do wywołania ochłodzenia wystarczyła sama aktywność wulkanów, ilość ciepła docierającego ze Słońca wcale nie musiała być mniejsza niż zwykle. Zdecydowano się nie uwzględniać wpływu naszej gwiazdy, gdyż, jak przypomina Miller szacunki dotyczące zmian aktywności pokazują, że jest ona niewielka. Obecnie uważa się, że w ciągu kilku ostatnich tysiącleci aktywność Słońca zmieniła się w mniejszym stopniu, niż zmienia się podczas jego 11-letniego cyklu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy ta wiadomość trafi do jakiegoś eko-oszołoma. Ocieplenie wywołane przez człowieka o ile jest prawdziwe, ma znikomy wpływ w porównaniu do matki natury. Taki wulkan może praktycznie w każdej chwili wybuchnąć a ochłodzenie i głód nim spowodowany mógłby mieć katastrofalne skutki dla rasy ludzkiej.

 

BTW. Swoją drogą to już dawno czytałem dobrze udowodnioną teorię zimy wulkanicznej w tamtym okresie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Osobiście wierzę że człowiek i jego działania mają wpływ na zmiany klimatyczne, ale teraz całe te eko służy tylko i wyłącznie do wyciągania kasy i jest świetnym biznesem. Niestety ale popyt i przeludnienie niszczy tą planetę :(.

Może to kontrowersyjne ale jak to powiedział Agent Smith w Matrixie ludzie są jak wirus :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy ta wiadomość trafi do jakiegoś eko-oszołoma. Ocieplenie wywołane przez człowieka o ile jest prawdziwe, ma znikomy wpływ w porównaniu do matki natury. Taki wulkan może praktycznie w każdej chwili wybuchnąć a ochłodzenie i głód nim spowodowany mógłby mieć katastrofalne skutki dla rasy ludzkiej.

 

BTW. Swoją drogą to już dawno czytałem dobrze udowodnioną teorię zimy wulkanicznej w tamtym okresie

 

Ale co to ma do rzeczy? Żaden ekolog czy klimatolog nie twierdzi, że zmiany klimatyczne zachodzą w sposór naturalny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ale co to ma do rzeczy? Żaden ekolog czy klimatolog nie twierdzi, że zmiany klimatyczne zachodzą w sposór naturalny.

No właśnie o to chodzi... z badań wynika że dużo większe, szybsze zmiany klimatyczne i zagrożenie z nich wynikają są z naturalnych procesów, czyli zupełnie co innego niż starają się nam wmówić ekolodzy (Nie mówię tu o klimatologach, bo jest bardzo wielu którzy podchodzą poważnie do zawodu czyli od strony naukowej).

Samo stwierdzenie "żaden [...] klimatolog nie twierdzi, że zmiany klimatyczne zachodzą w sposór naturalny." jest raczej nieprawidłowe, miało chyba być "w sposób wyłącznie naturalny".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy ta wiadomość trafi do jakiegoś eko-oszołoma.

 

I ciekawe czy ta wiadomość trafi do anty eko-oszołomów. Ciągle czytam posty, że co tam działalność człowieka i jego CO2 bo jak taki wulkan wybuchnie to dopiero się ocieplenie robi. Bo przecież w bibli napisali, że na dole jest piekło i tam diabły palą pod kotłami więc w wulkanie musi być CO2.

Więc jeszcze raz: wybuchy wulkanów powodują oziębienie klimatu, bo raz zapylenie blokuje dostęp promieni słonecznych, dwa tlenki siarki to gazy antycieplarniane.

A takie posty czytam wcale nie na jakimś onecie ale niestety na KW.

Share this post


Link to post
Share on other sites

tlenki siarki to gazy antycieplarniane.

 

No i mamy rozwiązanie: wyłączmy odsiarczanie w elektrowniach :)

A na poważnie: byłoby fajnie mieć pewność co charakteru GO - antropogeniczne czy nie?

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uważasz, że takiej pewności nie ma?

 

Nie ma. Przynajmniej ja jej nie mam. Wydaje się, że środowiska naukowe też nie są przekonane . Wiki podaje że antropogeniczność GO jest poglądem naukowym. Bardziej wierzę w teorie związane ze Słońcem. Ziemia kilkukrotnie już zamarzała i odmarzała bez udziału człowieka.

Żeby było jasne. Jestem ekowariatem czyli oszołomem. Ekstrawagancko głoszę pogląd, że należy przestać sikać do studni, mimo że nie ma bezpośredniego dowodu na to, że to jest powód złego smaku wody.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jajcenty:

Ja bym Cię nie nazwał ekowariatem, ekowariatem nazwałbym osobę która przyjełą jakąś niesprawdzoną teorię naukową całkiem na wiarę nie słysząc kontrargumentów i robiła z tego powodu, wiece, przywiązuje się do drzew, wychodzi na kominy...

Zgadzam się właśnie z tym że nie posiadamy dowodów na antropogeniczność zmian klimatu, jakiś wpływ minimalny zawsze jest, ale czy znaczący nie wiemy. Ilość energii którą człowiek wypromieniowuje do atmosfery to tylko ~1/10000 tego co Słońce nam dostarcza, do tego olbrzymia energia z wnętrza Ziemi (która może nie być oddawana nierównomiernie), więc zwalanie na człowieka całych tych zmian wyłącznie z powodu wzrostu C02 jest bezsensu.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jajcenty: z tego, co widzę, to środowisko naukowe jest w znakomitej większości zgodne i co do istnienia ocieplenia i co do antropogenicznych przyczyn. Oczywiście, nie mówię tutaj o naukowcach typu profesor medycyny, specjalista w dziedzinie radiologii. Mówię o ludziach specjalizujących się w zagadnieniu.

Ale co do wątpliwości... poproszę o wywiad autora bloga Doskonaleszare, zobaczymy, czy będzie w stanie je jakoś rozwiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jajcenty: z tego, co widzę, to środowisko naukowe jest w znakomitej większości zgodne i co do istnienia ocieplenia i co do antropogenicznych przyczyn.

 

Rzeczywiście angielska wiki używa sformułowania "strong consensus" podczas gdy polska wersja: "istnieje pogląd naukowy".

Przychylam się do polskiej wersji bo mam nikłe zaufanie do modeli numerycznych. Drażni mnie również Nobel Gore'a bo oznacza, że rzecz już przestała podlegać prawom logiki i teraz podlega politykom.

 

Oczywiście, nie mówię tutaj o naukowcach typu profesor medycyny, specjalista w dziedzinie radiologii.

 

Zgadzam się z Tobą. Jednak nie znalazłem oficjalnej odpowiedzi na jego zarzut systematycznie błędnych oznaczeń CO2 w rdzeniach lodowych :)

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przy całej ostrożności w moich poglądach chciałbym też zwrócić uwagę na problem tzw. miejskich wysp ciepła - wiele pomiarów wskazujących na skalę GO wykonywano w miastach, a to oznacza sztuczne zawyżanie odczytywanych temperatur. Na dodatek istnieją badania sugerujące, że czapy lodowe topią się zbyt wolno jak na wyliczoną rzekomo skalę GO, co może wskazywać na błędy (popełnione świadomie, a być może nawet celowo, bądź nie) w pomiarach jednego lub drugiego parametru.

 

Obiektywny fakt jest z kolei taki, że żaden protokół z Kioto nie będzie miał sensu, dopóki dwaj ogromni truciciele - USA I Chiny - do niego ne przystąpią. Europa płaci tymczasem wielomiliardowe podatki i parapodatki, które - jestem gotowy się założyć - na pewno nie idą w 100% na walkę z GO ani nawet z zanieczyszczeniem środowiska. To dodatkowo pokazuje, że sprawa ma mocne tło polityczne, a nie tylko naukowe. Co więcej, Matka Natura pokazuje, że nasze usilne próby zepsucia klimatu na Ziemi w ciągu ostatnich 150 lat są niczym w porównaniu do jej możliwości w kwestii zdmuchnięcia ludzkości z jej łona w ciągu kilku lat :)

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

z tego, co widzę, to środowisko naukowe jest w znakomitej większości zgodne i co do istnienia ocieplenia i co do antropogenicznych przyczyn. Oczywiście, nie mówię tutaj o naukowcach typu profesor medycyny, specjalista w dziedzinie radiologii. Mówię o ludziach specjalizujących się w zagadnieniu.

Ale co do wątpliwości... poproszę o wywiad autora bloga Doskonaleszare, zobaczymy, czy będzie w stanie je jakoś rozwiać.

Nie byłbym tego taki pewny:

http://www.dailymail...zing-again.html

samo globalne ocieplenie jest kwestionowane, wpływ C02 nie jest do końca znany.

 

W końcu wychodzą na światło dzienne wyniki takich dotychczas niepoprawnych politycznie badań, mówiących, że to Słońce ma największy wpływ na klimat a od kilkunastu lat nie ma GO.

Jeśli chodzi o uznanie przez naukowców GO to ja mam odmienne odczucia, niecały tydzień temu oglądałem polskiego naukowca polarnika robiącego badania na Arktyce, co roku jest bywalcem na Spitsbergenie i pytanie o globalne ocieplenie bardzo wymownie przemilczał.

To samo wielu wielu innych naukowców:

http://www.rp.pl/art...iu-klimatu.html

Większość jednak nie będzie się kłóciła z wyznawcami, bo zostaną publicznie zjechani.

 

Ale co do wątpliwości... poproszę o wywiad autora bloga Doskonaleszare, zobaczymy, czy będzie w stanie je jakoś rozwiać.

Pytanie kim jest ten Pan, jakie ma kwalifikacje, bo wchodząc na jego blog widzę tylko ludzi bluzgających na sceptyków antropogenicznego GO, a autor nazywa ich brzydko "denialistami".

 

 

Obiektywny fakt jest z kolei taki, że żaden protokół z Kioto nie będzie miał sensu, dopóki dwaj ogromni truciciele - USA I Chiny - do niego ne przystąpią.

@mikros: dokładnie, zresztą tak czy inaczej zużyjemy w końcu cały gaz/węgiel/ropę niż dojdziemy do porozumienia. Pytanie - czy takie porozumienie zatrzymałoby kiedykolwiek emisję, bo jak rozumiem C02 się kumuluje, w takim wypadku te wszystkie protokoły i tak byłyby bez sensu.

Jestem sceptykiem podobnych protokołów - bo nie są one sprawiedliwe - dlaczego liczy się emisja na państwo a nie na liczbę mieszkańców ? Czy to jest sprawiedliwe, że w Chinach na głowę przypada 6-krotnie mniej emisji C02 niż w Stanach ? Z drugiej strony Stany nie zgodzą się na warunki ograniczające ich gospodarkę jeśli nie zrobią tego Chiny. Czyli dwaj najwięksi truciciele nie ograniczą emisji - bo stracą biliony dolarów.

Ostatecznie traci UE a Polska na czele, bo Unią rządzą Niemcy, a Ci zrobią wszystko aby mieć rynek zbytu na technologie eko- , przez ograniczenia np. na Polski węgiel i szkodliwe dla rynku dotacje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Ponad połowa endemicznych gatunków drzew Europy jest zagrożona wyginięciem, wynika z najnowszego raportu MIędzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN). Drzewom zagrażają inwazyjne choroby, szkodniki, zanieczyszczenie powietrza oraz rozrastające się miasta. Wśród gatunków, których liczebność spada wymieniono m.in. jesion, wiąz i jarząb. Europie grozi nie tylko utrata wielu gatunków, ale spadek bioróżnorodności oznacza, że tym trudniej będzie zapobiegać ociepleniu klimatu poprzez zalesianie.
      To poważny problem nie tylko przyrodniczy. Zagrożone są też niektóre ważne gospodarczo gatunki drzew iglastych, mówi jeden z autorów badań, David Allen. Ekspert ostrzega, że kraje, które rozważają zalesianie i sprowadzają sadzonki z zagranicy, powinny je uważnie badać, by nie zawlec na swoje terytorium chorób i szkodników, które zniszczą jeszcze istniejące lasy. Uważa się, że powinniśmy sadzić więcej drzew. I słusznie. Musimy jednak bardzo szczegółowo sprawdzać, czy nie przywieziemy wraz z nimi szkodników. Bezpieczeństwo biologiczne powinno być priorytetem, mówi.
      To inwazyjne gatunki szkodników, rozpowszechniane wskutek handlu sadzonkami i surowym drewnem, są największym zagrożeniem dla rodzimych europejskich gatunków drzew.
      Specjaliści przyjrzeli się 265 endemicznym gatunkom drzew rosnących w Europie i uznali, że 66 z nich jest krytycznie zagrożonych, 58 jest zagrożonych, 31 gatunków uznano za narażone, 7 gatunków trafiło do kategorii „bliski zagrożenia”, a 67 uznano za gatunek najmniejszej troski. Dla 36 gatunków nie było wystarczających danych, by je ocenić.
      Wiele z najbardziej narażonych gatunków należy do rodzaju Sorbus (jarząb). Znajdziemy wśród nich zarówno jarząb pospolity jak i endemiczny dla Wielkiej Brytanii Sorbus leyana, z którego w stanie dzikim pozostało zaledwie 9 drzew. Specjaliści mówią, że ten ostatni gatunek to stosunkowo nowa hybryda, która zawsze była ograniczona do niewielkiej populacji, więc jego zniknięcie nie będzie miało dużych skutków ekologicznych.
      Poważniejszym problemem jest zanikanie bardziej rozpowszechnionych gatunków. Tim Rich, jeden z autorów raportu, mówi, że dla niego szczególnie alarmujące jest niszczenie jesiona przez inwazyjne grzyby. Od pięciu lat monitoruję sytuację. W ubiegłym roku zacząłem się poważnie martwić. A w tym roku widzę wymieranie drzew na dużych obszarach i problem nie dotyczy tylko sadzonek, jak to było dotychczas. Teraz umierają wielkie drzewa. Niedawno jechałem przez Pembrokeshire i co 5–10 metrów widziałem martwe lub umierające drzewo. To poważny problem, znacznie poważniejszy niż sądziłem.
      Narażony na wyginięcie jest też kasztanowiec pospolity, atakowany przez inwazyjnego szrotówka kasztanowcowiaczka. Ten szkodnik został po raz piewrszy zaobserwowany w Macedonii w 1984 roku. Od tamtej pory rozprzestrzenił się od Pirenejów po granice Rosji, dotarł też do Wielkiej Brytanii. Jednak drzewom zagrażają nie tylko inwazyjne gatunki owadów. Kolejne problemy to wycinka lasów, rozrastanie się miast i ośrodków turystycznych, zanieczyszczenia przemysłowe i rolnicze.
      Badania nad stanem drzew to część szerzej zakrojonego przeglądu europejskich gatunków, którego celem było przyjrzenie się statusowi zwykle pomijanych gatunków po to, by określić priorytety w ochronie przyrody. Okazało się, że wyginięcie grozi od 20 do 50 procentom mięczaków, mszaków i krzewów. Większość z nich to gatunki, które zwykle nie przyciągają naszej uwagi, jednak odgrywają one kluczową rolę w produkcji żywności i podtrzymywaniu ekosystemu poprzez produkcję tlenu, recykling substancji odżywczych czy regenerację gleby. Wysoki odsetek zagrożonych gatunków Europy jest niezwykle alarmujący. Na przykład 92% mięczaków żyjących w Europie to gatunki endemiczne. To znaczy, że jeśli wyginą w Europie, w ogóle znikną z Ziemi, mówi Eike Neubert, specjalista ds. mięczaków. Przywrócenie w Europie liczby mięczaków będzie wymagało znaczących zmian w działaniach dotyczących wykorzystania ziemi, kontroli urbanizacji i odpowiedniego zarządzania półdzikimi obszarami.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Topniejące lodowce Himalajów uwalniają zanieczyszczenia, które gromadziły się w nich przed dziesiątki lat. Związki chemiczne z pestycydów, zamknięte w lodach od lat 40. ubiegłego wieku, zostają teraz uwolnione i spływają do jezior w Himalajach. Potencjalnie mogą one niekorzystnie wpłynąć na ekosystem jezior i akumulować się w organizmach ryb do takiego poziomu, że ich spożywanie może stać się toksyczne dla ludzi.
      Najnowsze badania wskazują, że nawet najbardziej odległe regiony naszej planety mogą być składowiskami zanieczyszczeń. Lodowce w Himalajach są zanieczyszczone bardziej niż lodowce w innych częściach świata ze względu na bliskość krajów Azji Południowej, które są jednymi z największych źródeł zanieczyszczeń na świecie, mówi Xiaoping Wang z Chińskiej Akademii Nauk w Pekinie.
      Zanieczyszczenia atmosferyczne mogą przebyć olbrzymie odległości zanim opadną na Ziemię. Wcześniejsze badania wykazały, że docierają one do Arktyki i Antarktyki i zanieczyszczają lód w odległości tysięcy kilometrów do źródeł emisji. Zjawisko wysokiego zanieczyszczenia lodowców położonych z dala od źródeł emisji nazwano paradoksem arktycznym. Występuje ono również w Himalajach.
      Xiaoping Wang i jego zespół chcieli lepiej zrozumieć mechanizm uwalaniania zanieczyszczeń z lodowców. Swoje badania prowadzili w Basenie Nam Co w centralnym Tybecie. Od północy basen jest ograniczony pasmem Gangdise-Nyainqȇntanglha, a od południa jego granice wyznacza pasmo Nyainqȇntanglha. W Basenei Nam Co znajduje się ponad 300 lodowców. W latach 1999–2015 powierzchnia tych lodowców zmniejszyła się o 20%. Chińscy naukowcy pobrali próbki śniegu, lodu i wody i stwierdzili, że każdego roku z lodowców trafia do jeziora Nam Co około 1,81 kilograma kwasów perfluoroalkilowych (PFAA). Już w tej chwili ich stężenie w wodzie wynosi 2,171 pikograma na litr. Uzyskane przez nas wyniki są podobne do tych, jakie otrzymano podczas badań jezior w regionach polarnych, stwierdzili naukowcy.
      Kimberley Miner z University of Maine zauważa, że PFAA mogą mieć wpływ na organizmy żywe. PFAA są bardzo trwałe. Ich rozkład jest powolny, wiadomo, że bardzo łatwo przemieszczają się pomiędzy organizmami i ekosystemami oraz ciągle się akumulują. Wcześniejsze badania wskazywały też, że jedzenie ryb pływających w wodzie zanieczyszczonej PFAA może być szkodliwe dla człowieka. Te związki chemiczne charakteryzują się wyjątkową zdolnością do bioakumulacji, mówi Miner.
      Biokumulacja w organizmach zwierząt rozpoczyna się w tym przypadku od mikroorganizmów i owadów, które są zjadane przez ryby i PFAA wędrują w górę łańcucha pokarmowego. Tymczasem, jak przypomina Miner, wody z Basenu Nam Co trafiają do wód, które piją mieszkańcy Indii. Ziemia to układ zamknięty. Wszystkie zanieczyszczenia uwolnione na Ziemi, pozostają na Ziemi, dodaje uczona.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Gdy przed 12 000 lat doszło do niemal całkowitego zatrzymania transportu ciepła w Atlantyku Europa doświadczyła ciężkich zim, po których następowały gorące lata, susze i fale upałów. Podobny scenariusz może czekać nas już wkrótce.
      W ostatnich latach w centralnej części Północnego Atlantyku rejestrowane są wyjątkowo niskie temperatury, a to silny wskaźnik poważnego osłabienia atlantyckiej południkowej cyrkulacji wymiennej (AMOC). Zdaniem naukowców zjawisko to jest najsłabsze od 1500 lat. Większość modeli klimatycznych przewiduje dalsze osłabianie AMOC w obliczu globalnego ocieplenia, chociaż całkowite zaniknięcie cyrkulacji wydaje się mało prawdopodobne. Jednak z badań klimatycznych wiemy, że do pojawienia się drastycznych zmian klimatycznych nie jest potrzebne całkowite zaniknięcie AMOC. Wystarczy jego osłabienie.
      Wspomniany na wstępie okres sprzed 12 000 lat, młodszy dryas, to ostatni i jeden z najbardziej ekstremalnych przypadków gwałtownego oziębienia, do którego doszło w okresie ocieplania się klimatu i wychodzenia z epoki lodowej.
      Wiemy, że do osłabienia AMOC może dojść w okresie szybkiego ocieplenia. Osłabienie cyrkulacji może doprowadzić do pojawienia się niezwykle zimnych zim i bardzo gorących lat z zabójczymi falami upałów i suszami włącznie.
      Symulacje komputerowe pokazują, że mechanizm związany z zimnym oceanem i gorącymi latami ma związek z tak zwanym blokowaniem atmosferycznym. Taki blok składa się z systemów wysokiego ciśnienia, które pozostają niemal nieruchome przez okres od pięciu dni do nawet wielu tygodni. Prowadzi to do ekstremalnych zjawisk pogodowych. Gdy taki blok pojawia się nad Europą, to w zimie odcina nasz kontynent od ciepłych wiatrów z zachodu, a w lecie od chłodnych wiatrów z zachodu. W efekcie mamy do czynienia z niezwykłymi falami gorąca lub chłodu.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Arktyczne lodowce topią się obecnie znacznie szybciej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 400 lat. Rosnące temperatury powodują, że latem na Mt. Hunter w alaskańskim Denali National Park topi się 60-krotnie więcej śniegu niż przed rewolucją przemysłową. Wyniki badań na ten temat opublikowano w Journal of Geophysical Research: Atmospheres.
      Nowe badania wykazały, że góry Alaska ogrzewają się bardzo szybko od co najmniej wieku. Glacjolog Dominic Winski i jego koledzy z Dartmouth College postanowili bliżej przyjrzeć się temu procesowi i probrali rdzenie lodowe z Mt. Hunter.
      Badania wykazały, letnie temperatury na szczycie Mt. Hunter są obecnie o co najmniej 1,2-2 stopni Celsjusza wyższe niż w XVIII, XIX i na początku XX wieku. Wzrost temperatury na szczycie góry jest niemal dwukrotnie wyższy niż u wybrzeży Alaski. Zdaniem badaczy za bezprecedensowe topnienie lodowców na Mt. Hunter odpowiada ocieplanie się tropikalnych obszarów Pacyfiku. Zjawisko to doprowadziło do zmiany sposobu przepływu powietrza z tropików w kierunku biegunów. Naukowcy uważają, że należy spodziewać się jeszcze większego przyspieszenia wzrostu temperatur na szczytach gór Alaski w porównaniu z wybrzeżami.
      Górskie lodowce są źródłem wody dla wielu ludzi na całym świecie ich zniknięcie spowoduje olbrzymie problemy.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przed 300 milionami lat na terenie dzisiejszych północnych Chin wybuchł wulkan, którego popioły pogrzebały i przechowały do naszych czasów cały las. Paleobotanik profesor Hermann Pfefferkorn z University of Pennsylvannia wraz z kolegami z Chińskiej Akademii Nauk oraz uniwersytetów Shenyang i Yunnan opublikowali właśnie wyniki badań lasu.
      Skamieniałości znajdujące się w pobliżu miejscowości Wuda są niezwykłym świadectwem historii. Popioły wulkaniczne pokryły las w ciągu zaledwie kilku dni, zachowały go zatem w takim stanie, w jakim znajdował się w konkretnym momencie.
      Las jest wspaniale zachowany. Możemy znaleźć tam gałęzie z wciąż przyczepionymi liśćmi. Obok są kolejne gałęzie, a w pobliżu pień drzewa, z którego pochodzą - mówi Pfefferkorn. Niektóre z mniejszych drzew zachowały się w całości.
      Uczeni zbadali dotychczas trzy miejsca różne miejsca o łącznej powierzchni 1000 metrów kwadratowych. To wystarczająco dużo, by dość dokładnie określić ekologię lasu.
      Wiek popiołu oszacowano na 298 milionów lat, zatem pochodzi on z początku permu. W tym czasie płyty kontynentalne powoli formowały Pangeę. Ameryka Północna i Europa były jednym kontynentem, a dzisiejsze Chiny znajdowały się na dwóch mniejszych kontynentach. Wszystkie znajdowały się w okolicach równika, panował na nich zatem klimat tropikalny. Klimat całego globu był podobny do współczesnego, co jest szczególnie interesujące, gdyż jego badanie może zrozumieć zachodzące obecnie zmiany.
      Naukowcy zidentyfikowali sześć grup drzew. Większość stanowiły niskie rośliny, jednak były wśród nich również wymarłe już Sigilaria i Cordaites, dorastające do ponad 30 metrów. Znaleziono też zachowane niemal w całości rośliny z rzędu Noeggerathiales.
      Badania zespołu Pfefferkorna są pod kilkoma względami pionierskie. To pierwsza tego typu rekonstrukcja lasu w Azji, pierwszy znany las z tego okresu, który utworzył torfowisko oraz pierwszy las, w którego niektórych obszarach dominowały Noeggerathiales - mówi uczony.
×
×
  • Create New...