Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
KopalniaWiedzy.pl

Po co językom wieloznaczność?

Recommended Posts

Naukowcy od dziesięcioleci spierają się, dlaczego języki ewoluują. Wybitny językoznawca, Noam Chomsky uważa, że języki nie wyewoluowały po to, by ludzie mogli się komunikować. Ta funkcja to jedynie produkt uboczny prawdziwego celu pojawienia się języków, jakim ma być zapewnienie możliwości myślenia, ustrukturyzowania myśli.

Dowodem na potwierdzenie tej teorii ma być istnienie wyrazów mających wiele znaczeń. W systemie, który służyłby komunikacji, takie słowa powinny być eliminowane, by nie utrudniać wzajemnego rozumienia się, nie powodować pomyłek.

Teraz naukowcy z MIT-u wysunęli inną teorię. Twierdzą, że słowa o wielu znaczeniach istnieją po to, by komunikacja była bardziej efektywna. By można było używać tych samych krótkich dźwięków na oznaczanie różnych rzeczy. Zauważają, że pomyłek można uniknąć, gdyż w zdecydowanej większości przypadków z kontekstu wynika, o które znaczenie danego słowa chodzi.

„Ludzie mówią, że wieloznaczność to problem w komunikowaniu się. Ale gdy zrozumiemy, że kontekst usuwa wieloznaczność, wówczas przestaje ona być problemem. Staje się czymś przydatnym, ponieważ pozwala na wykorzystywanie tych samych wyrazów w różnych kontekstach“ - mówi profesor Ted Gibson.

Naukowcy hipotetyzują, że słowa o wielu znaczeniach to takie, które są najłatwiejsze do przetwarzania w procesie mowy. Dlatego też mają dużo znaczeń - ich wykorzystywanie jest bowiem najbardziej efektywne. Uczeni stwierdzili, że jeśli mają rację, to wyrazy o mniejszej liczbie sylab, łatwiejszej wymowie i częstszym występowaniu powinny mieć więcej znaczeń niż inne słowa.

Aby sprawdzić swoje przypuszczenie Gibson i współpracujący z nim Steven Piantadosi i Harry Tily, zbadali słowniki języków angielskiego, holenderskiego i niemieckiego. Porównując właściwości wyrazów z liczbą ich znaczeń stwierdzili, że ich przepuszczenia były prawdziwe. Wyrazy częściej występujące, o mniejszej liczbie sylab i lepiej pasujące do dźwięków typowych dla danego języka, miały więcej znaczeń niż inne wyrazy.

Naukowcy wyjaśniają, że w procesie komunikacji nadawca jest zainteresowany przekazaniem jak największej liczby informacji za pomocą jak najmniejszej liczby słów, a odbiorcę interesuje jak najpełniejsze i najdokładniejsze zrozumienie przekazu. Jednak, jak zauważają uczeni, bardziej ekonomicznym jest wymuszenie na odbiorcy, by pewne informacje wnioskował z kontekstu, niż wymaganie od nadawcy, by wszystko dokładnie wyjaśniał. W ten sposób powstaje system, w którym „najłatwiejsze“ wyrazy mają więcej znaczeń, gdyż z kontekstu wynika to właściwe.

Tom Wasow, profesor językoznawstwa i filozofii z Uniwersytetu Stanforda uważa prace uczonych z MIT-u za bardzo ważne. „Można by się spodziewać, że skoro języki podlegają ciągłej ewolucji, to będzie z nich usuwana niejednoznaczność. Jednak gdy przyjrzymy sie językom naturalnym zauważymy, że w dużej mierze są one niejednoznaczne. Wyrazy mają wiele znaczeń, istnieje wiele sposobów na ich ułożenie w ciąg wypowiedzi... Badania te przyniosły naprawdę ważkie argumenty wyjaśniające, dlaczego niejednoznaczność jest w procesie komunikacji czymś funkcjonalnym, a nie dysfunkcyjnym“.

Piantadosi zauważa, że spostrzeżenia jego i jego kolegów mają olbrzymie znaczenie dla specjalistów pracujących nad rozumieniem języka naturalnego przez maszyny. Ludzie bardzo dobrze radzą sobie z wieloznacznością, jednak dla komputerów jest to bardzo poważny problem. Gibson zauważa jednak, że eksperci od dawna zdają sobie sprawę z wyzwań, jakie stoją przed maszynami, a dzięki badaniom zespołu z MIT-u zyskali lepsze teoretyczne i ewolucyjne wyjaśnienie istnienia wieloznaczności.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Znowu zapatrzeni w siebie anglosasi udowodnili, że są egocentrykami. Badania miałyby jakikolwiek sens gdyby wykonano je dla paru RÓŻŃYCH grup językowych począwszy od językÓw pierwotnych (np aborygenÓw australijskich) z uwzględnieniem przekroju przez wszystkie grupy - patrz: http://portalwiedzy.onet.pl/130141,,,,rodziny_jezykow_swiata,haslo.html

A tak jest to tylko bełkot niedouczonych (metodologicznie) prof. dr i innych tfu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie, ale nie jestem pewny, czy analizowanie języków ewidentnie bardziej prymitywnych społeczności jest tutaj poprawnym punktem odniesienia. Aborygeni czy inne grupy żyjące w zamknięciu od wielu pokoleń nie są eksponowane na równie wysoką zmienność warunków otoczenia co grupy żyjące w bardziej nowoczesnym świecie, stąd ich język nie musi być równie plastyczny. W tej sytuacji jako punkt odniesienia widziałbym raczej języki stare i unikalne, ale stosowane w bardziej nowoczesnych krajach, np. węgierski, turecki czy baskijski.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Interpretacja mowy w ludzkim mózgu zapewne wymaga nie mniejszej mocy obliczeniowej niż dobry superkomputer. Nawet wtedy konieczne jest wieloletnie wykorzystywanie tej mocy podczas obcowania z danym językiem i jego przyswajania w czasie najbardziej plastycznego umysłu. A nawet wtedy bywają nieporozumienia w przypadku, gdy rozmawiamy z obcymi (akcenty, słownictwo techniczne, żargony itd.). Ponadto ten ośrodek językowy ewoluował od pewnie setek tysięcy lat, programowany przez ewolucję.

 

Nic dziwnego, że mają problemy. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie, ale nie jestem pewny, czy analizowanie języków ewidentnie bardziej prymitywnych społeczności jest tutaj poprawnym punktem odniesienia. Aborygeni czy inne grupy żyjące w zamknięciu od wielu pokoleń nie są eksponowane na równie wysoką zmienność warunków otoczenia co grupy żyjące w bardziej nowoczesnym świecie, stąd ich język nie musi być równie plastyczny. W tej sytuacji jako punkt odniesienia widziałbym raczej języki stare i unikalne, ale stosowane w bardziej nowoczesnych krajach, np. węgierski, turecki czy baskijski.

Istnieje prawidłowość, że im mniejsza i bardziej odizolowana grupa ludzi posługuje się danym językiem, tym jest on bardziej skomplikowany, a już na pewno trudniejszy do nauczenia ludziom z zewnątrz. Natomiast im większa grupa posługuje się danym językiem (zwłaszcza jeśli ma status lingua franca), to choć ma on większe szanse na rozbicie na dialekty, staje się coraz prostszy, aby właśnie różni ludzie się łatwo go uczyli i nim komunikowali, co z resztą dobrze widać na przykłądzie języków europejskich, z zachodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanawiam sie czy:

"języki nie wyewoluowały po to, by ludzie mogli się komunikować. Ta funkcja to jedynie produkt uboczny prawdziwego celu pojawienia się języków, jakim ma być zapewnienie możliwości myślenia, ustrukturyzowania myśli." czy też:

"w procesie komunikacji nadawca jest zainteresowany przekazaniem jak największej liczby informacji za pomocą jak najmniejszej liczby słów, a odbiorcę interesuje jak najpełniejsze i najdokładniejsze zrozumienie przekazu. Jednak, jak zauważają uczeni, bardziej ekonomicznym jest wymuszenie na odbiorcy, by pewne informacje wnioskował z kontekstu, niż wymaganie od nadawcy, by wszystko dokładnie wyjaśniał. W ten sposób powstaje system, w którym „najłatwiejsze“ wyrazy mają więcej znaczeń, gdyż z kontekstu wynika to właściwe." Obawiam się że te cytaty prowadza do sprzecznych wnioskow.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obawiam się że te cytaty prowadza do sprzecznych wnioskow.

Dlatego, że pominąłeś tekst pomiędzy nimi

Teraz naukowcy z MIT-u wysunęli inną teorię.

?

Moja uwaga jest inna. Poprawcie jeśli się mylę, ale języki te wywodzą się z łaciny. Jeśli by nie brać języków pierwotnych to może wziąć języki innych kultur (chiński, arabki?)

 

radar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlatego, że pominąłeś tekst pomiędzy nimi

 

Ups Racja. Dyskutowalem w kolega o tym artykule i obaj go przeczytalismy ze tak powiem przez sito.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@radar: wszystkie trzy to języki germańskie. Nie wiem, dlaczego się do nich ograniczono. Może dla innych języków brakuje narzędzi albo po prostu badacze specjalizują się w tych językach?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po pierwsze są rożne języki o rożnych źródłach romańskie, germańskie, słowiańskie czy ugrofińskie. Czy ich zlepki jak jidisz. I to tylko w naszej okolicy.

Po drugie wieloznaczność może się brać w języku naturalnie. Weźmy zamek do spodni i do drzwi tu chodzi o idee zamykania. Nawet zamek otoczony murem i fosą ma coś wspólnego z zamykaniem się w sensie izolowania. Teoria Chomskiego jest o kant d..y rozbić od razu To znaczy co najmniej na pewno równo ważne z funkcja pomagającą w myśleniu jest funkcja komunikacyjna. Bo po co mam sobie o czymś tam myśleć jeśli nie po to żeby to potem komuś przekazać do myślenia w zasadzi nie jest mi potrzebny język myślę w języku bo jest. Jeśli weźmiemy osobę głuchoniemą to ona też jakoś tam przecież w końcu myśli.

 

Co do wniosków z MIT to tez nie podoba mi się ta ekonomia języka. Ale po kolei Wyrazy takie same a rożnoznacznie tworzą się tak jak w przypadku wyrazu zamek. Oczywiście mogą być różne inne sytuacje na przykład zapożyczenie z innego języka które w danym języku już występuje.

Ponieważ u człowieka cały czas działa ten sam mechanizm pierwotny który pomagał tworzyć słowa czy pozwala głuchoniememu funkcjonować dla tego człowiek nie ma problemu z interpretacja tego. Komputer nie ma tego mechanizmu na pokładzie stąd jego problem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Częściowo zgodzam się z naukowcami MIT, twierdzącymi "że słowa o wielu znaczeniach istnieją po to, by komunikacja była bardziej efektywna". Ale nie tylko o efektywność tu chodzi, ale też o zapewnienie pewnej hermetyczności języka. Wieloznaczność powoduje właśnie niezrozumienie wśród "obcych" co wydaje się wartością samą w sobie. Bo język ma służyć do komunikacji, ale bezpieczeństwo konwersacji, ma powodować by niepowołane osoby nie rozumiały zbyt dużo.

Stąd teraz w ramach jednego języka powstają na "naszych uszach" gwary i żargony jak np. szkolno-młodzieżowa, więzienna, komputerowa itd. Jak zauważyłem żargony te częściej niż tworzenie nowych słów nadają inne znaczenie wyrazom ogólnie zananym, oczywiście wprowadzająć skrótowość, więc ekonomizują wypowiedzi, ale powodują jednocześnie wieloznaczności zrozumiałe bardziej dla "swoich".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie masz jakiegoś bloga? Chętnie go będę odwiedzał. Z tego co napisałeś bije wiedza ale co ważniejsze pasja.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Choć to bardzo miłe, co piszesz, i cieszy mnie, że moja wypowiedź Cię zainteresowała, to obawiam się, że nie mam takiego zasobu wiedzy, żeby nim wypełnić całego bloga ;) Co prawda od dłuższego czasu zmagam się z uruchomieniem (do czego jeszcze trochę czasu) mojego bloga o języku polskim jako obcym, ale docelowa grupa odbiorców dla tegoż jest dość specyficzna i niewiele ma wspólnego z ciekawostkami w sensie rekreacyjnymi :P Jednak monitoruję wszystkie wątki językowe, więc jak coś to będę się dzielił spostrzeżeniami :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

niewiele ma wspólnego z ciekawostkami w sensie rekreacyjnymi :P Jednak monitoruję wszystkie wątki językowe, więc jak coś to będę się dzielił spostrzeżeniami :)

 

Przemyśl, proszę, to bo właśnie rekreacyjne traktowanie językoznawstwa przyczyniło się do tego, że wszyscy znamy nazwiska Bralczyk czy Miodek. A o Chomskim dowiedziałem się tu od Ciebie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie, ale nie jestem pewny, czy analizowanie języków ewidentnie bardziej prymitywnych

 

Uproszczając to, co mówił WhizzKid - nie mówi się o językach prymitywnych, bo skoro pozwalają one swoim użytkownikom wyrażać to, co chcą, to spełniają taką rolę, jak każdy inny język.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@WhizzKid: Ania studiowała psychologię i wspomniała mi o bardzo interesującej sprawie. Otóż w językach posługujących się ideogramami kwestia dysleksji jest kompletnie inna niż u nas. Jest ona np. związana z uszkodzeniem innych obszarów mózgu. Też ciekawe pole do zainteresowania... :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uproszczając to, co mówił WhizzKid - nie mówi się o językach prymitywnych, bo skoro pozwalają one swoim użytkownikom wyrażać to, co chcą, to spełniają taką rolę, jak każdy inny język.

 

Tak! Tylko zaznaczam tutaj, że ja nie jestem taki poprawny politycznie i sądzę, że języki można dzielić na rozwinięte i prymitywne. Co prawda skoro w języku Pirahã nie ma liczb ani żadnych pojęć abstrakcyjnych, to nic dziwnego, że nie latają w kosmos, ale jednak jakoś sobie radzą, to fakt. Tylko pytanie: może my możemy latać w kosmos dlatego, że nam język na to pozwala? Słownictwo polskiego przed wejściem łaciny na nasze tereny szacuje się bodajże na około 2000 słów, gdzie 1000 to tak zwany słownik minimalny, a teraz możemy mówić spokojnie o 200 000 tysiącach lub więcej, zależnie od kryteriów. Może nasze słownictwo okazało się "lepsze"? Co ciekawe, do bodajże liczby 10, po liczbie nazw kolorów w danym języku zawsze można określić, jakie są to kolory (wiele języków nie ma kolorów, albo ma ich mało). Japoński ma jedno słowo na zielony i niebieski, i Japończycy mają problem z odróżnieniem tych kolorów od siebie.

 

@WhizzKid: Ania studiowała psychologię i wspomniała mi o bardzo interesującej sprawie. Otóż w językach posługujących się ideogramami kwestia dysleksji jest kompletnie inna niż u nas. Jest ona np. związana z uszkodzeniem innych obszarów mózgu. Też ciekawe pole do zainteresowania... :)

 

Cóż, ja jestem dyslektykiem i na pewno mam też uszkodzony mózg :P ale jest to sprawa nad wyraz ciekawa. U mnie np. dysleksja prawdopodobnie wynika z tego, że mam za dużo połączeń między półkulami (ukryta oburęczność) i choć mam bardzo wysokie zdolności kojarzenia, to się bardzo często mylę w ogóle: w liczeniu, w wymowie, w pisowni, ale ja te błędy z reguły widzę. Dysleksja to trochę duży worek semantyczny :P

 

Niemniej fakt faktem, że u nich to wygląda inaczej. Zaciekawiło mnie to kiedyś i nawet padł pomysł badań na ten temat, gdyż z pewnego eksperymentu wynika, że:

 

"Nie ma zncazeina kojnoleść ltier skadającyłch się na dane sołwo. Wanże jset tyklo to, żbey pirewsza i osatntia lteria były na soiwm mijsecu; ptzosaołe mgoą być w cakowłitym niedzłaie, a mimo to nadal nie ponwinśimy meić prombleów z pczerzytaenim tego tesktu".

 

Z tego wynika, że nawet europejczycy się uczą całego słowa jako jednego znaku - dlatego prawie zawsze czytając coś na głos spowolnimy na nowym wyrazie, i dlatego tasiemce na modłę j. niemieckiego nie są na świecie zbyt rozpowszechnione (jako forma graficzna). Pytanie teraz, na ile to wynika z języka i systemu pisma, a na ile z biologii. Badania wykazują, że Europejczycy używają jednej półkuli do przetwarzania mowy, a drugiej do przetwarzania muzyki (nie powiem, która jest która, bo zawsze mi się myli). W każdym razie u Japończyków jest zgoła inaczej: u nich przetwarzanie mowy wykorzystuje obie półkule.

 

Szereg eksperymentów wykazał, że Japończycy mają jedną półkulę przeciążoną, i dlatego mają bóle głowy prawie zawsze z jednej tylko strony, i nie są w stanie długo słuchać muzyki podczas rozmowy albo podczas pracy (przetwarzania mowy nie można wyłączyć, więc ich mózgi cały czas wysilają się przy muzyce). Japończycy w Polsce byli zdziwieni, jak im nasz wykładowca wyjaśnił, że biali mają na ogół ból całej głowy, albo przynajmniej w dowolnym jej miejscu. Z moich wniosków: to by wyjaśniało 1) pentatonikę 2) fakt, że wszystkie koncerty w Japonii są nieco inne niż u nas - nie umiem tego dookreślić, ale jak sobie na YouTubie popatrzycie np. na koncert Coldplay w Japonii, to brzmią tam nieco inaczej niż gdziekolwiek indziej.

 

Wracają do ideogramów: ogólnie rasa żółta kompletnie inaczej przetwarza obrazy: jak dacie im zdjęcie tygrysa z dżunglą w tle, to zapytani o opisanie obrazu zaczną opisywać poszczególne rośliny, bo dla nich to jest zdjęcie dżungli z tygrysem na pierwszym planie. Sztuka ichnia to przede wszystkim duże pejzaże z małymi ludźmi. Stąd ten trafiony stereotyp Azjaty-turysty, który na okrągło pstryka foty - potrzeba im więcej czasu, żeby "uogólnić" sobie obraz. Podobnie Indianie Pirahã są zafascynowani pojawianiem się czegoś w polu widzenia i znikaniem tegoż - ogień ich nie fascynuje, ale jego pojawienie się bądź zgaśnięcie już tak (pewnie przez brak abstrakcji). Cały efekt znikania/pojawiania się nazywa się bodajże liminality po angielsku, jakby to kogoś interesowało.

 

Cóż, ale to podchodzi pod lingwistykę kognitywistyczną, a ta jest chyba jeszcze ostro zacofana, bo do lingwistów dopiero dotarła informacja, że jak się na rezonansie obszar mózgu rozświetla, to może to także oznaczać, że mózg stara się wyłączyć dany obszar, czy może bardziej "zagłuszyć" go, a niekoniecznie z niego korzystać. Tutaj nadmienię, że tę dziedzinę uważam za rozmemłaną i nie przepadam za nią, więc proszę się nie kierować moim sceptyzymem.

 

A iż mamy już nieco takiego ogólnolingwistycznego offtopa, to zapodam Wam jednego z ciekawszych linków lingwistycznych, z dziedziny mi o wiele bliższej, bo podlegającej ściślejszym regułom - o rozszyfrowywaniu starożytnych języków (po ang.): http://www.ted.com/t...dus_script.html

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przemyśl, proszę, to bo właśnie rekreacyjne traktowanie językoznawstwa przyczyniło się do tego, że wszyscy znamy nazwiska Bralczyk czy Miodek. A o Chomskim dowiedziałem się tu od Ciebie

Jajcenty nie dramatyzuj ;) Informatycy tez o nim wiedzą przynajmniej ci co się kiedyś tam na jakiś tam wykład zabłąkali ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jajcenty nie dramatyzuj ;)

 

Nie o Chomskiego tu chodzi a o rekreacyjne podejście do języka. Jak zapragnę dowiedzieć się, że męskonieżywotne mają dopełniacz równy mianownikowi to zajrzę do książki. Nie znam niczego nudniejszego od gramatyki. Przy niej telewizyjna transmisja z turnieju szachowego to adrenalinowy szał. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie znam niczego nudniejszego od gramatyki. Przy niej telewizyjna transmisja z turnieju szachowego to adrenalinowy szał. :)

 

Za to mnie np. od gramatyki interesuje bardziej tylko leksykografia ew. rotacja championów w League of Legends :P Ale to już zboczenie zawodowe chyba...

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chciałem zauważyć, że Noam Chomsky jest lobbowany, a nie wybitny.

 

Jak widzę nazwisko Chomsky'ego, to aż mnie skręca.

 

Sami Amerykanie jednak są znacznie lepsi i mniej egocentryczni od nas - nauczyli się głównie przez kontakty z Navajo i innymi językami indiańskimi, które są prawie tak daleko od indoeuropejskich, jak się da. Dam Wam przykład: w węgierskim jest tak, że choć jest liczba pojedyncza i mnoga. Natomiast jeśli da się liczbę w zdaniu, to wymusza ona formę liczby pojedynczej: to są domy, to jest 5 dom (wg logiki węgierskiej). Europejska lingwistyka mówi: to jest liczba pojedyncza, ale to dlatego, że liczby przyłączają liczbę pojedyncza. Amerykanie natomiast stwierdzili, że węgierski ma kategorię liczb neutralną (pojedyncza lub w połączeniu) i mnogą. Jest to kompletnie inny, mniej egocentryczny podział na kategorie.

 

Nie tylko węgierski tak ma. We wszystkich językach celtyckich tak jest, a są one indoeuropejskie, w przeciwieństwie do węgierskiego.

 

Co prawda nie znam węgierskiego, ale w staroangielskim niektóre formy, które były używane z liczebnikami wyglądały jak liczba pojedyncza i stąd zostało do dziś "five-foot-long" etc.

 

(...) na Filipinach są języki, które w odmianie wyrażają poziom niebezpieczeństwa danego obiektu (ciekawostka: ogień, tsunami, trzęsienie ziemi i kobiety stanowią jedną grupę) (...)

 

Przez chwile wróciłam myślami na wykłady z językoznawstwa do mojej ulubionej pani profesor :) Mówiła nam o tym.

 

Moja uwaga jest inna. Poprawcie jeśli się mylę, ale języki te wywodzą się z łaciny. Jeśli by nie brać języków pierwotnych to może wziąć języki innych kultur (chiński, arabki?)

 

radar

 

Tak od siebie dodam - nie, te języki nie wywodzą się z łaciny. Są z nią spokrewnione. Wywodzą się od czegoś co nazywamy "pra-Indo-Europejskim", a na co nie ma dowodów, tylko rekonstrukcje języka.

Może to był błąd logiczny, ale warto ich unikać :)

 

Nie znam arabskiego, ale uczę się aramejskiego i jeśli chodzi o wieloznaczność, to zdecydowanie ją tam widzę. I jeszcze aramejski ma najtrudniejszą gramatykę jaką do tej pory widziałam, a uczę się dłużej innych języków o szyku zdania VSO (orzeczenie-podmiot-dopełnienie).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Włosi to jedni z najszybszych mówców na Ziemi. Wymawiają oni nawet do 9 sylab w ciągu sekundy. Na drugim biegunie znajduje się wielu Niemców, którzy w ciągu sekundy wymawiają 5-6 sylab. Jednak, jak wynika z najnowszych badań, średnio w ciągu minuty i Niemcy i Włosi przekazują tę samą ilość informacji. Okazuje się, że niezależnie od tego, jak szybka jest wymowa danego języka, średnie tempo przekazywania informacji wynosi 39 bitów na sekundę. To około 2-krotnie szybciej niż komunikacja za pomocą alfabetu Morse'a.
      Językoznawcy od dawna podejrzewali, że te języki, które są bardziej upakowane informacją, które w mniejszych jednostkach przekazują więcej danych na temat czasu czy płci, są wymawiane wolniej, a takie, które przekazują mniej tego typu danych, są wymawiane szybciej. Dotychczas jednak nikomu nie udało się tego zbadać.
      Badania nad tym zagadnieniem rozpoczęto od analizy tekstów pisanych w 17 językach, w tym w angielskim, włoskim, japońskim i wietnamskim. Uczeni wyliczyli gęstość informacji w każdej sylabie dla danego języka. Okazało się, że na przykład w języku japońskim, w którym występują zaledwie 643 sylaby, gęstość informacji wynosi nieco około 5 bitów na sylabę. W angielskim z jego 6949 sylabami jest to nieco ponad 7 bitów na sylabę.
      W ramach kolejnego etapu badań naukowcy znaleźli po 10 użytkowników (5 mężczyzn i 5 kobiet) 14 z badanych języków. Każdy z użytkowników na głos czytał 15 identycznych tekstów przetłumaczonych na jego język. Naukowcy mierzyli czas, w jakim tekst zostały odczytane i liczyli tempo przekazywania informacji.
      Uczeni wiedzieli, że jedne języki są szybciej wymawiane od innych. Gdy jednak przeliczyli ilość przekazywanych informacji w jednostce czasu zaskoczyło ich, że dla każdego języka uzyskali podobny wynik. Niezależnie od tego, czy język był mówiony szybko czy powoli, tempo przekazywania informacji wynosiło około 39,15 bitów na sekundę.
      Czasem interesujące fakty ukrywają się na widoku, mówi współautor badań, Francois Pellegrino z Uniwersytetu w Lyonie. Lingwistyka od dawna zajmowała się badaniem takich cech języków jak np. złożoność gramatyczna i nie przywiązywano zbytnio wagi do tempa przekazywania informacji.
      Rodzi się pytanie, dlaczego wszystkie języki przekazują informacje w podobnym tempie. Pellegrino i jego zespół podejrzewają, że odpowiedź tkwi w naszych mózgach i ich zdolności do przetworzenia informacji. Hipoteza taka znajduje swoje oparcie w badaniach sprzed kilku lat, których autorzy stwierdzili, że w amerykańskim angielskim górną granicą przetwarzania informacji dźwiękowych jest 9 sylab na sekundę.
      Bart de Boer, lingwista ewolucyjny z Brukseli, zgadza się, że ograniczenie tkwi w mózgu, ale nie tempie przetwarzania informacji, ale w tempie, w jakim jesteśmy w stanie zebrać własne myśli. Zauważa on bowiem, że przeciętna osoba może wysłuchiwać mowy odtwarzanej z 20-procentowym przyspieszeniem i nie ma problemu z jej zrozumieniem. Wąskim gardłem jest tutaj złożenie przekazywanych danych w całość, mówi uczony.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Różnice w liczebności pewnych bakterii żyjących na języku pozwalają odróżnić ludzi z wczesnym rakiem trzustki od osób zdrowych.
      Dotąd zaburzenia mikrobiomu wykrywano w innych tkankach pacjentów z rakiem trzustki. Artykuł z Journal of Oral Microbiology prezentuje pierwsze dowody dot. zmian w obrębie bakterii pokrywających język. Jeśli doniesienia uda się potwierdzić podczas większych badań, utoruje to drogę ratującym życie metodom wczesnego wykrywania czy zapobiegania tej chorobie.
      Naukowcy zebrali grupę pacjentów z wczesnym rakiem trzustki (guzem zlokalizowanym w głowie trzustki) oraz 25-osobową grupę kontrolną. Uczestnicy badania mieli 45-65 lat, nie cierpieli na inne choroby, nie mieli problemów stomatologicznych i przez 3 miesiące przed badaniem nie przyjmowali antybiotyków ani innych leków.
      Zespół Lanjuan Li ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Zhenjiangu posłużył się sekwencjonowaniem. Okazało się, że osoby chore można było odróżnić od zdrowych dzięki niskiemu poziomu bakterii Haemophilus i Porphyromonas oraz wysokiemu Leptotrichia i Fusobacterium.
      Choć konieczne są dalsze badania weryfikujące, nasze wyniki jako kolejne sugerują, że istnieje związek między zaburzeniami mikrobiomu a rakiem trzustki - podkreśla Li.
      Akademicy podejrzewają, że za związkiem mikrobiom-rak trzustki stoi układ immunologiczny i np. rozwój choroby wpływa na reakcje immunologiczne, sprzyjając rozwojowi jednych bakterii i przeszkadzając wzrostowi innych. Gdyby się to potwierdziło, można by zacząć pracować nad nowymi strategiami leczenia za pomocą antybiotyków czy immunoterapii, a nawet preparatami probiotycznymi dla osób z grupy wysokiego ryzyka raka trzustki.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Technologie informatyczne spowodowały, że informacje krążą szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy z nas ma dostęp do ich znacznie większej ilości niż mieli nasi przodkowie. Tym bardziej mogą dziwić wyniki badań, z których dowiadujemy się, że rewolucja cyfrowa powoduje, iż języki... ubożeją. Grupa włoskich naukowców twierdzi, że nowe wyrazy pojawiają się wolniej niż w przeszłości, a stare szybciej przestają być używane.
      Uczeni, podejrzewając, że nowoczesne narzędzia, jak na przykład automatyczne słowniki sprawdzające poprawność tekstu mogą zapobiegać powstawaniu nowych słów, sprawdzili dynamikę 107 angielskich, hiszpańskich i hebrajskich wyrazów, korzystając z bazy 10 milionów słów zdigitalizowanych przez Google Books. Pochodzą one z około 4% wszystkich istniejących książek. Analizowane słowa występują w dziełach stworzonych pomiędzy rokiem 1800 a 2008.
      Jednym z najbardziej zdumiewających odkryć, jakich dokonali było stwierdzenie, że na przestrzeni ostatnich 10-20 lat z języków zniknęło więcej wyrazów niż w analogicznym czasie w we wcześniejszych okresach. Jednocześnie okazało się, że dodawanych jest mniej nowych wyrazów. A to oznacza, że zasób słownikowy współczesnych języków się kurczy. Uczeni podejrzewają, iż częściowo winne są automatyczne narzędzia do sprawdzania pisowni, które powodują, że w e-mailach i SMS-ach używanych jest mniej wyrazów, gdyż te rzadsze oznaczane są jako błędne. Ponadto nowoczesne technologie znacznie zwiększyły dominację języka angielskiego.
      Włosi spostrzegli też, że nowe słowa pojawiające się w języku rozpowszechniają się znacznie szybciej niż w przeszłości. Może mieć to związek z coraz mniejszym zasobem słownikowym.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak Kościół katolicki odnosi się do teorii ewolucji Darwina? Od czasu otwarcia archiwów Świętego Oficjum w 1997 roku możliwe stało się poznanie tego zagadnienia w sposób obiektywny i całościowy.
      „Kościół a ewolucja” ukazuje jasny i kompletny obraz kontrowersji wokół teorii Darwina w teologii katolickiej i w świecie nauk przyrodniczych. Wyjaśnia m.in. czym jest teoria inteligentnego projektu, czym teistyczny ewolucjonizm, a czym kreacjonizm. Pomimo tego, że napisana jest jako praca naukowa utrzymana została w lekkim i przystępnym stylu.
      Czytając ją, prześledzisz debaty dziewiętnastowiecznych teologów i wypowiedzi współczesnych papieży. Dowiesz się, co na temat ewolucji mówi kard. Ch. Schönborn oraz dlaczego jego stanowisko skrytykował bp J. Życiński. Książka Michała Chaberka skierowane jest do wszystkich odważnych ludzi, którzy nie boją się myśleć.
      Ze strony wydawnictwa można pobrać plik ze spisem treści [PDF] oraz fragmentem książki [PDF].
      O autorze:
      Michał Chaberek – dominikanin, (ur. w 1980 r. w Gdańsku) – studiował zarządzanie na Uniwersytecie Gdańskim oraz teologię w Kolegium Dominikanów w Warszawie i Krakowie. W 2007 roku przyjął święcenia kapłańskie. Trzy lata pracował w Lublinie, pełniąc posługę duszpasterza akademickiego, katechety i rekolekcjonisty. W 2011 obronił doktorat z teologii fundamentalnej na UKSW. W tym samym roku uczestniczył w elitarnym seminarium naukowym organizowanym przez Discovery Institute w Seattle. Interesuje się teorią inteligentnego projektu, historią teologii i nauczaniem św. Tomasza z Akwinu. Mieszka w Warszawie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rozpowszechnienie pasożyta Ceratothoa italica, który wyjada język ryby i osiedla się w jej jamie gębowej, jest dużo większe w rejonach nadmiernego odławiania.
      Dr Stefano Mariani z University of Salford oraz biolodzy z University College Dublin oraz Uniwersytetu Wschodniej Anglii przeprowadzali inspekcję populacji morlesza pręgowanego (Lithognathus mormyrus) z Morza Śródziemnego. Stwierdzili, że ryby złapane w pobliżu wód hiszpańskich, gdzie wprowadzono zakaz łowienia, były znacznie rzadziej zainfekowane pasożytem niż osobniki z intensywnie odławianych wód włoskich. Odsetek zakażonych morleszów wynosił, odpowiednio, 30 i 47%.
      Ichtiolodzy zauważyli, że o ile zakażenie równonogiem upośledzało wzrost i kondycję włoskich ryb, o tyle nie miało ono wykrywalnego wpływu na fizjologię ryb hiszpańskich.
      Larwy C. italica dostają się do jamy gębowej ryb przez skrzela. Osobniki żeńskie ustawiają się w pozycji języka i żywią się krwią. Choć pasożyt nie zagraża człowiekowi, ogranicza rozmiary i długość życia ryb.
      Biorąc pod uwagę, że po pierwsze, ryby z okolic hiszpańskich i włoskich żyją w podobnych warunkach środowiskowych, a po drugie, obie populacje morleszów i C. italica są ze sobą bardzo blisko spokrewnione, jedyną różnicą pozostaje intensywność odławiania i to ona stanowi główny czynnik "zjadliwości" pasożyta.
      Niestety, nadmierne odławianie doprowadza do zachwiania równowagi między pasożytem a gospodarzem i wpływa na cały ekosystem.
×
×
  • Create New...