Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  
KopalniaWiedzy.pl

A nie mówiłem? Dlaczego nastąpił kryzys i jak najszybciej z niego wyjść?

Recommended Posts

Fragment Przedmowy

Nie mamy w Polsce kapitalizmu i nigdy nie mieliśmy. To, co mamy, tak ma się do ulubionego ustroju Adama Smitha, jak przez wiele lat miała się „demokracja” w państwach realnego socjalizmu do demokracji zachodniej. Jesteśmy państwem o bardzo dużym stopniu ingerencji rządu w gospodarkę, wysokim udziale wydatków publicznych w dochodzie narodowym i szerzącym się fiskalizmie. Państwem do cna skorumpowanym, między innymi dlatego, że zamiast prywatnej własności będącej ostoją kapitalizmu mamy olbrzymi udział w gospodarce własności państwowej – ergo niczyjej.
Państwem, gdzie zastępy działaczy samorządowych, których liczba zwiększała się w tempie szybszym niż ongiś królików w Australii, mogą prowadzić niczym nieskrępowaną działalność gospodarczą wykorzystując majątek gminny. Nic zatem dziwnego, że taki ustrój nie satysfakcjonuje Polaków – tyle, że on nie ma nic wspólnego z kapitalizmem.

Dr hab. Robert Gwiazdowski jest profesorem Wyższej Szkoły Handlu i Prawa imienia Ryszarda Łazarskiego, Prezydentem Centrum Adama Smitha, adwokatem i doradcą podatkowym. W latach 2006-2007 był Przewodniczącym Rady Nadzorczej ZUS. Jest autorem książek Sprawiedliwość a efektywność opodatkowania oraz Podatek progresywny a proporcjonalny. Doktrynalne przesłanki, praktyczne konsekwencje, kilkudziesięciu artykułów naukowych oraz wielu popularno-naukowych i publicystycznych. Prowadzi własnego bloga pod adresem: http://www.blog.gwiazdowski.pl.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ZolV wspominał, że Rybiński jest jego guru ekonomicznym. Też go cenię i czytuję, jednak bardziej odpowiadają mi poglądy Gwiazdowskiego. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić jego książkę i w ogóle całą twórczość Gwiazdowskiego. Co prawda sam nie wszystko rozumiem, ale, jak się okazuje, rzeczywiście trzeba co nieco poczytać, by co nieco zrozumieć :) A pewnych idei, czy to Gwiazdowskiego czy Rybińskiego, nie zrozumie się bez poczytania tych, z których dorobku obaj czerpią.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zabawne jest, że widząc te same zjawiska można je interpretować w absolutnie odmienny, nawet sprzeczny sposób.

Tutaj śmieszne jest, jak wolnorynkowe środowiska krytykują zjawiska, które powstały w świecie ekonomii i finansów jak najbardziej samorzutnie. Czyli zgodnie z regułami "niech się państwa nie wtrącają do gospodarki". Wielkie kartele finansowe są ponadpaństwowe (choć ostatnio stały się same niemal państwami w państwach), państwa niewiele mogą im zrobić, zatem spełniły owo marzenie wolnorynkowców o pełnej "wolności ekonomicznej". Co z tego wynika - wszyscy (łącznie z Panem Gwiazdowskim) widzą. Tylko jakoś trudno połączyć fakty w całość, że wielki monopol sam z siebie swojej władzy i przywilejów nie odda. A wręcz przeciwnie.

Dlatego biadolenie na "wtrącanie się Państwa do gospodarki" nie jest niczym innym, tylko napędzanie karteli i monopoli. Jedyne co sensowne w tej sytuacji - to właśnie WTRĄCENIE SIĘ PAŃSTW! Czyli robicie karteli, wkroczenie w (wolne... a jakże!) umowy, jeśli dają one pewnym podmiotom zbyt dużo władzy nad rynkiem. To ciekawe, że sprzeczność głównego wolnorynkowego postulatu (nie wtrącanie się państw do gospodarki) z błędami działania realnych rynków jest tak totalnie ignorowana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak to się 'spełniły"? W którym miejscu liberałowie popierają rozwój korporacyjnych molochów, które nie działaja na zasadach wolnorynkowych? Wręcz przeciwnie, według liberalizmu jednym z niewielu obowiązków, jakie ma panstwo, jest niedopuszczanie do powstawania monopoli. Przecież potęga tych tzw. rynków finansowych czy koncernów naftowych bierze się właśnie z tego, że państwa z nimi współdziałają, pozwalają im działać na specjalnych zasadach, dofinansowują ich z budżetu, rozdają im specjalne przywileje itp. itd. A to z liberalizmem nie ma NIC wspólnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
liberalizmem

 

Nigdy nie było prawdziwych komunistów, liberałów, SLD, PO, PIS, nawet Korwin przysiadł jest tylko zdezorientowany , zapominający sztuki czytania , przodków, głodujący, z naćpanym młodym pokoleniem , wymierający Naród no i chyba jak co roku zaczyna się wiosna.

 

Ziemia żyzna , klimat umiarkowany , środek europy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zabawne jest, że widząc te same zjawiska można je interpretować w absolutnie odmienny, nawet sprzeczny sposób.

Tutaj śmieszne jest, jak wolnorynkowe środowiska krytykują zjawiska, które powstały w świecie ekonomii i finansów jak najbardziej samorzutnie. Czyli zgodnie z regułami "niech się państwa nie wtrącają do gospodarki". Wielkie kartele finansowe są ponadpaństwowe (choć ostatnio stały się same niemal państwami w państwach), państwa niewiele mogą im zrobić, zatem spełniły owo marzenie wolnorynkowców o pełnej "wolności ekonomicznej". Co z tego wynika - wszyscy (łącznie z Panem Gwiazdowskim) widzą. Tylko jakoś trudno połączyć fakty w całość, że wielki monopol sam z siebie swojej władzy i przywilejów nie odda. A wręcz przeciwnie.

Dlatego biadolenie na "wtrącanie się Państwa do gospodarki" nie jest niczym innym, tylko napędzanie karteli i monopoli. Jedyne co sensowne w tej sytuacji - to właśnie WTRĄCENIE SIĘ PAŃSTW! Czyli robicie karteli, wkroczenie w (wolne... a jakże!) umowy, jeśli dają one pewnym podmiotom zbyt dużo władzy nad rynkiem. To ciekawe, że sprzeczność głównego wolnorynkowego postulatu (nie wtrącanie się państw do gospodarki) z błędami działania realnych rynków jest tak totalnie ignorowana.

Wybacz, ale głupoty waść piszesz. Wolny rynek pieniądza nie polega na tym, że korporacje robią co chcą z pieniądzem państwowym. Polega na tym, że istnieje wiele konkurencyjnych rodzajów pieniądza(każda instytucja może emitować własny, nie wszystkie ten sam) i ludzie sobie wybierają czego chcą jako pieniądza używać, więc dzisiejszy system nie jest wolnorynkowy. Jest jeden rodzaj pieniądza, wszyscy musimy się w nim rozliczać. A korporacje się rozpadną gdy przestaną być dotowane i chronione przez rząd. Czyli też w systemie wolnorynowym. No chyba że będą ludziom służyły lepiej niż małe firmy, wtedy nie ma sensu ich rozbijać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A korporacje się rozpadną gdy przestaną być dotowane i chronione przez rząd. Czyli też w systemie wolnorynowym. No chyba że będą ludziom służyły lepiej niż małe firmy, wtedy nie ma sensu ich rozbijać.

 

1) Korporacje nie potrzebują dotacji - mają budżety większe niż niejedno państwo i mogą sobie kupować i rządy i państwa.

2) System wolnorynkowy sprzyja monopolom. Tylko utopijna - kanoniczna wersja wolnego rynku daje szansę na przełamywanie monopoli. Z oczywistych względów będzie trudno implementować utopię.

3) Nie umiem się wypowiedzieć co do "wielości" pieniądza ale pachnie mi to regresem do wymiany towarów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

3) Nie ma regresu do wymiany towarów. Jedynie w wyniku konkurencji ludzie zaczynają używać pieniądza opartego na towarze(na przykład takiego, który mozna w banku wymienić na złoto). Z oczywistych przyczyn bank, który by chciał powodować inflację wypada z rynku, bo ludzie zażądają wymiany pieniądza na towar. Jeśli nie będzie można wymieniać to ludzie nie będą przyjmować takiego pieniądza. W przypadku braku zaufanej instytucji można używać jako pieniądza na przykład srebra, do czasu aż taka się znajdzie. Pieniądz tak na prawdę jest towarem, z tym że towarem którego ludzie nie kupują w celu konsumpcji, ale po to by wymienić go na inny towar. Tak pieniądzem stało się złoto. Następnie złoto było deponowane w bankach w zamian za gwarancje jego wypłaty, które służyły jako pieniądz. Gdy jakiś bank kombinował, ludzie nie chcieli przyjmować jego papierków i właściciele szli do banku wyjąć złoto. Bank zostawał z niczym. Po pewnym czasie rząd zaczął się wtrącać i ułatwiać kombinowanie przez zwalnianie banków z obowiązku wypłaty złota. Ostateczną instytucją ułatwiającą inflację stały się banki centralne wywołujące cykle koniunkturalne na nieznaną wcześniej skalę.

2) W takim razie który system mniej sprzyja monopolom niż wolnorynkowy? Jakie są inne wersje systemu wolnorynkowego i jak do nich przejść inaczej niż przez ingerencję państwa w funkcjonowanie?

1) To prawda. Mają i przekupują tym rządy by wprowadzały system interwencjonistyczny zamiast wolnorynkowego, bo w wolnorynkowym im bardzo ciężko. To nie znaczy że mamy im w tym pomagać. Żyjemy właśnie w takiej epoce. Korporacje kontrolują media by namawiać ludzi do rezygnacji z wolnego rynku by zezwalali rządom na interwencję. Z tym, że to jest zamach na gospodarkę wolnorynkową, a nie jej cecha. Problem jest w tym, że rząd ma prawo do interwencji(słabe konstytucje, nawet konstytucja USA nie jest już przestrzegana), ale gtwłównym powodem jest społeczeńso zmanipulowane mediami tak, by chciało od wolnego rynku odejść. Nawet taka korporacja jak General Motors niedawno była na skraju bankructwa. Co rząd USA zrobił? Nie zastosował się do zaleceń wolnorynkowych, zainterweniował w gospodarkę i dał jej dotacje. Jak można mówić że wolny rynek sprzyja korporacjom?

 

Pańska argumentacja przebiega mniej więcej tak: wolny rynek sprzyja korporacjom, bo korporacje przekupują państwo by w ten rynek interweniowało.

Share this post


Link to post
Share on other sites

3) Nie ma regresu do wymiany towarów. Jedynie w wyniku konkurencji ludzie zaczynają używać pieniądza opartego na towarze(na przykład takiego, który mozna w banku wymienić na złoto).

 

I skąd mam wiedzieć, że oferowane mi muszelki wydane przez bank Sołtysa Wąsosza są wymienialne?

 

Gdy jakiś bank kombinował, ludzie nie chcieli przyjmować jego papierków i właściciele szli do banku wyjąć złoto.

Bank zostawał z niczym.

 

Nie. To ludzie zostawali z niczym. I dalej tak jest z dokładnością do kwot gwarantowanych.

 

2) W takim razie który system mniej sprzyja monopolom niż wolnorynkowy?

 

Socjalizm i jego wyższe formy. A to dlatego, że socjalizm nie sprzyja nikomu.

 

1)Korporacje kontrolują media by namawiać ludzi do rezygnacji z wolnego rynku by zezwalali rządom na interwencję.

 

No ale przecież to wina ludzi a nie korporacji. Nie wiem ile trzeba by włożyć kasy w kontrolowanie mediów by przekonać ludzi to picia kwasu akumulatorowego.

A do interwencjonizmu, proszę, cak i już wszyscy przekonani. W tym miejscu dotykamy problemu dlaczego demokratyczne modele zarządzania nie sprawdzają się w biznesie.

 

Pańska argumentacja przebiega mniej więcej tak: wolny rynek sprzyja korporacjom, bo korporacje przekupują państwo by w ten rynek interweniowało.

 

Nie wiem jak można dojść do takiego wniosku. Wolny rynek sprzyja monopolom ponieważ brak ograniczeń powoduje, że większy wygrywa. Tak jak większy kryształ rośnie kosztem mniejszych. Jak już kupię wszystkie kopalnie i trochę transportu (ekspansja pionowa) to będę mógł kolejno wykupować konkurentów (ekspansja pozioma) nie mających dostępu do mojego taniego węgla. Wolny rynek nie ma mechanizmu by to powstrzymać. Tylko przełom technologiczny może coś zmienić.

 

Jestem za wolnym rynkiem. Naprawdę. Musimy tylko zdawać sobie sprawę, że wolny rynek reguluje sprawy w tempie geologicznym podczas gdy podejście biurokratyczne daje czasy reakcji rzędu dziesięcioleci.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"I skąd mam wiedzieć, że oferowane mi muszelki wydane przez bank Sołtysa Wąsosza są wymienialne?"

Bierzesz tylko takie, które wiesz że są wymienialne.

 

"Nie. To ludzie zostawali z niczym. I dalej tak jest z dokładnością do kwot gwarantowanych."

Zostawali. Przez co nie ufali tak bardzo bankom i banki miały przez to związane ręce. Musiały przekonać klienta że są uczciwe. Dziś nie ma tego mechanizmu kontroli rynkowej nad bankami i robią sobie co chcą. Wcześniej tracił tylko ten kto zaufał oszustowi. Dziś traci każdy na cyklach koniunkturalnych, nieoptymalnej alokacji zasobów i inflacji(no dobrze, nie każdy. Są ludzie którzy potrafią taką okazję wykorzystać by się wzbogacić, mówimy tutaj o zwykłych obywatelach).

 

"Socjalizm i jego wyższe formy. A to dlatego, że socjalizm nie sprzyja nikomu."

Socjalizm to jedna wielka korporacja zajmująca się wszystkim i nie mająca żadnej konkurencji.

 

"No ale przecież to wina ludzi a nie korporacji."

Racja. Dlatego książka jest adresowana do ludzi by nie dali sobą manipulować, a nie do korporacji.

 

"Nie wiem ile trzeba by włożyć kasy w kontrolowanie mediów by przekonać ludzi to picia kwasu akumulatorowego.

A do interwencjonizmu, proszę, cak i już wszyscy przekonani."

Swego czasu ludzie kupowali radioaktywne garnki bo uważali że to dla nich dobre. Przekonywanie ludzi do picia kwasu akumulatorowego nie byłoby takie złe jak do interwencjonizmu. Jak przekonasz ludzi do picia kwasu to zaszkodzą sobie. Jak do interwencjonizmu to całemu społeczeństwu. Rewolucja październikowa też łatwo przyszła. Wystarczy dorobić otoczkę moralną do poglądów "wolno kraść" i ludzie kradną. Do picia kwasu trudniej przekonać też dzięki temu, że działa odrazu i widać co jest przyczyną zgonu. Interwencjonizm to bomba z opóźnionym zapłonem, w tym czasie dzieje się wiele rzeczy i ludzie na końcu już nie wiedzą co jest przyczyną a co skutkiem.

 

"W tym miejscu dotykamy problemu dlaczego demokratyczne modele zarządzania nie sprawdzają się w biznesie."

To na prawdę tak trudno wytłumaczyć?

 

"Wolny rynek sprzyja monopolom ponieważ brak ograniczeń powoduje, że większy wygrywa."

Dlaczego większy miałby wygrywać? Klient kupuje te towary, które mu bardziej odpowiadają. Nie ważne czy produkuje je większy czy mniejszy. Patrz przykład browarów. Wielkie browary tracą rynek, bo zaczęły oszczędzać na jakości piwa, rynek podbijają małe, wcześniej nikomu nie znane piwa. Większa firma to firma mniej elastyczna. Trudniej upilnować porzadku w korporacji niż w małym zakładzie. Małe firmy są w stanie z powodzeniem konkurować z wielkimi. Jeśli nie są to znaczy że ta wielka firma lepiej zaspakaja potrzeby konsumenta i powinna być sama na rynku. Wtedy jednak nie może robić co chce, bo jeśli zacznie być mniej wydajna to małe firmy ją zjedzą.

 

"Jak już kupię wszystkie kopalnie i trochę transportu (ekspansja pionowa) to będę mógł kolejno wykupować konkurentów (ekspansja pozioma) nie mających dostępu do mojego taniego węgla. Wolny rynek nie ma mechanizmu by to powstrzymać. Tylko przełom technologiczny może coś zmienić."

Czas opisać mechanizmy które Cię przed tym powstrzymają. Pierwszy już znalazłeś. Przełom technologiczny. Gdybyś robił to co mówisz bardziej opłacalne stałyby się inwestycje w badania nad nowymi źródłami energii. Drugi: im więcej kopalni wykupisz, tym cena kolejnych stanie się wyższa(zmniejszona podaż). Trzecie: rosnące ceny węgla przyczynią się do wzmożonych poszukiwań nowych złóź. Czwarty: Twoje działanie sprawi że bardziej opłacalna stanie się inwestycja w urządzenia energooszczędne=Twoje zyski spadają. Piąte: gdy ktoś wywęszy co chcesz zrobić to tanio Ci kopalni nie sprzeda. Im więcej będziesz ich miał, tym więcej będziesz musiał wydać na kolejną, która będzie przynosiła coraz mniejszy zysk.

Nie da się wykupić wszystkich kopalni tak samo jak nie da się wykupić całej ziemi, bo cenę reguluje prawo popytu i podaży. Nie da się go przeskoczyć. Nie byłbyś jedyną osobą chcącą mieć kontrolę nad kopalniami. Nie mówiąc już o sytuacji w której wolny rynek wprowadzamy tylko w naszym państwie, a reszta pozostaje bez zmian. Wtedy wykupienie całych światowych złóż jest niemożliwe ze względów prawnych w innych krajach, ale nawet gdyby nie było, to nikt nie dałby rady stać sie właścicielem wszystkich złóż.

Taka sytuacja miała miejsce na przykład w przypadku diamentów gdy na świecie istniało tylko kilka ich kopalni(prawdopodobnie nie było nacisku na szykanie nowych, bo diamenty nie są produktami pierwszej potrzeby). Dziś nawet złóż tak żadkiego surowca jak diamenty nie da się zmonopolizować na wolnym rynku i rządy muszą wspomagać lubiane przez nich kopalnie walką z "krwawymi diamentami". Swego czasu w USA pewna firma chciała korzystać z tego że była właścicielem wszystkich linii energetycznych w mieście. Była pewna że nic jej nie zagraża, będzie sobie narzucać ceny jakie jej się podobają i nie pozwalać innym przesyłać energii po jej drutach. Przeliczyła się. Konkurencja zwęszyła zarobek i po pewnym czasie w mieście były dwie równoległe sieci energetyczne.

 

"Musimy tylko zdawać sobie sprawę, że wolny rynek reguluje sprawy w tempie geologicznym podczas gdy podejście biurokratyczne daje czasy reakcji rzędu dziesięcioleci."

Mógłbyś rozwinąć? Dlaczego biurokraci mieliby być szybsi niż rynek, jeśli ich zysk nie motywuje do bycia wydajniejszymi?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak Kościół katolicki odnosi się do teorii ewolucji Darwina? Od czasu otwarcia archiwów Świętego Oficjum w 1997 roku możliwe stało się poznanie tego zagadnienia w sposób obiektywny i całościowy.
      „Kościół a ewolucja” ukazuje jasny i kompletny obraz kontrowersji wokół teorii Darwina w teologii katolickiej i w świecie nauk przyrodniczych. Wyjaśnia m.in. czym jest teoria inteligentnego projektu, czym teistyczny ewolucjonizm, a czym kreacjonizm. Pomimo tego, że napisana jest jako praca naukowa utrzymana została w lekkim i przystępnym stylu.
      Czytając ją, prześledzisz debaty dziewiętnastowiecznych teologów i wypowiedzi współczesnych papieży. Dowiesz się, co na temat ewolucji mówi kard. Ch. Schönborn oraz dlaczego jego stanowisko skrytykował bp J. Życiński. Książka Michała Chaberka skierowane jest do wszystkich odważnych ludzi, którzy nie boją się myśleć.
      Ze strony wydawnictwa można pobrać plik ze spisem treści [PDF] oraz fragmentem książki [PDF].
      O autorze:
      Michał Chaberek – dominikanin, (ur. w 1980 r. w Gdańsku) – studiował zarządzanie na Uniwersytecie Gdańskim oraz teologię w Kolegium Dominikanów w Warszawie i Krakowie. W 2007 roku przyjął święcenia kapłańskie. Trzy lata pracował w Lublinie, pełniąc posługę duszpasterza akademickiego, katechety i rekolekcjonisty. W 2011 obronił doktorat z teologii fundamentalnej na UKSW. W tym samym roku uczestniczył w elitarnym seminarium naukowym organizowanym przez Discovery Institute w Seattle. Interesuje się teorią inteligentnego projektu, historią teologii i nauczaniem św. Tomasza z Akwinu. Mieszka w Warszawie.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pisanie SMS-ów wywiera negatywny wpływ na zdolność interpretowania i akceptowania nowych słów.
      Joan Lee z Uniwersytetu w Calgary ustaliła, że osoby, które wysyłały więcej wiadomości tekstowych, w mniejszym stopniu akceptowały nowe wyrazy. Dla odmiany zwolennicy tradycyjnych mediów - książek czy gazet - byli w tym względzie bardziej tolerancyjni.
      W ramach studium pytano studentów o ich nawyki dot. czytania, włączając w to SMS-owanie. Badanym przedstawiono szereg słów, zarówno prawdziwych, jak i fikcyjnych.
      Założenie dotyczące SMS-owania było takie, że zachęca ono do używania swobodnego języka. Studium wykazało jednak, że to mit. Ludzie, którzy akceptowali więcej słów, postępowali tak, bo potrafili lepiej zinterpretować ich znaczenie lub tolerować mimo braku rozpoznania. Studenci intensywniej korzystający z wiadomości tekstowych odrzucali więcej wyrazów, zamiast uznać je za słowa możliwe.
      Lee uważa, że czytanie tradycyjnych mediów wystawia ludzi na oddziaływanie zróżnicowanego i twórczego języka, sprzyjając elastyczności językowej i tolerancji w stosunku do różnych sformułowań/słów. Widząc nieznany czy nietypowy wyraz, starają się go zinterpretować.
      SMS-owanie jest związane ze sztywnymi ograniczeniami językowymi, które powodowały, że studenci odrzucali wiele słów testowych. To zaskakujące, ponieważ w języku wiadomości tekstowych istnieje wiele [reprezentujących slang internetowy] niezwykłych akronimów. Kanadyjka podkreśla, że dla zwolenników wiadomości tekstowych ważnym kryterium akceptowalności jest częstotliwość występowania słowa.
    • By Antyszwed
      Niniejszym pragnę podzielić się z Kopalnią moją "książką" (wykładającą moją domorosłą filozofię), oraz magisterką o Stirnerze i Nietzschem. Linki do tych plików znajdują się w tym linku: http://kontrowersje....tresc/prezent_s ... ny_ksiazka. Lub bezpośrednio pod: http://www.wrzuc.to/KUPNmV5g.wt (książka - 44str)
      http://www.wrzuc.to/kSh1zU07EJ.wt (magisterka - 121str)
      Bardziej mi zależy żeby ktoś książkę przeczytał Tak czy siak ściągać, czytać i wszelkie krytyczne uwagi tutaj zamieszczać.
       
      Temat wzięty stąd: http://forum.kopalni...dpost__p__75502
      Po to by nie przepadł w nawale "dobrych wiadomości". (Względy autopromocyjne oraz odrobinę merytoryczne, jeśli administracji forum przeszkadza takie zdublowanie tematu, proszę o przeniesienie tych czterech postów na ten temat tutaj, a nie usuwanie ich, chociaż chyba nie będzie to potrzebne)
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Amazon poinformował, że w każdym tygodniu grudnia sprzedawał ponad milion urządzeń z rodziny Kindle. Szczególnie interesująca jest informacja, że pierwsza i czwarta spośród najbardziej popularnych książek kupowanych w tym czasie przez użytkowników Kindle’a zostały wydane niezależnie przez samych autorów, bez pośrednictwa tradycyjnych wydawnictw. Taki sposób wydawania, od razu w formacie elektronicznym, umożliwia niedawno uruchomiona usługa Kindle Direct Publishing.
      Najlepiej sprzedającym się urządzeniem był najdroższy przedstawiciel rodziny Kindle - tablet Kindle Fire. Urządzenie jest obecnie oferowane tylko klientom z USA. Nie wiadomo, kiedy będzie dostępne w innych krajach.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rewolucja rocka pozwala lepiej zrozumieć muzykę popularną, ale przede wszystkim - nas wszystkich, będących nieuchronnie spadkobiercami wydarzeń i tekstów kultury, które nadal rezonują we współczesności, choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Warto zapoznać się z alternatywną historią modernizmu w kulturze - rock to jedna z jego ostatnich autentycznych emanacji.  Prof. Wojciech J. Burszta
      Książka Marcina Rychlewskiego jest samodzielnym, cennym i pomysłowym interdyscyplinarnym osiągnięciem badawczym, ale zarazem fascynującą lekturą, która urzeka swoją prostotą i dyscypliną. Jest to pierwsza tego rodzaju monografia rocka, odtwarzająca nie poszczególne aspekty zjawiska, na które dotąd kładziono akcent: jego niszowość czy rzekome przesłania ideologiczne, ale pewną - holistycznie ujętą - całość jego uwikłań w kulturę głównych nurtów XX wieku.
      Prof. Krzysztof Kłosiński
      Marcin Rychlewski (ur. 1972) - pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się związkami pomiędzy literaturą a sztuką awangardową, kulturą rocka oraz mechanizmami współczesnego rynku wydawniczego. Autor książki Walka na słowa. Polemiki literackie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (2004), współautor i współredaktor książek zbiorowych: Po co nam rock? Między duszą a ciałem (2003) i Kontrkultura. Co nam z tamtych lat? (2005). Publikował między innymi w „Tekstach Drugich", „Przestrzeniach Teorii", „Kulturze Współczesnej" i „Kulturze Popularnej". Wyróżniony w konkursie K. i M. Górskich (2005). Wkrótce ukaże się jego kolejna książka - Literatura i sztuka nowoczesna.  
×
×
  • Create New...