Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Unia Europejska proponuje, by obywatele mieli możliwość oznaczania witryn zawierających nielegalne lub niepożądane treści. Informacja o wyborach internautów trafiałaby do policji, która bliżej przyglądałaby się takim witrynom. Oznaczanie witryn to jedna z podstawowych inicjatyw rozpoczętego przez Komisję Europejską „Clean IT Project“.

W projekcie bierze udział m.in. Europol, niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, hiszpańskie Narodowe Centrum Koordynacji Działań Antyterrorystycznych czy holenderski Narodowy Koordynator ds. Bezpieczeństwa i Antyterroryzmu.

Jak czytamy konspekcie dyskusji, która odbyła się podczas pierwszego, listopadowego spotkania wyżej wymienionych organizacji oraz innych osób i stron, internet jest używany również do celów nielegalnych. Niewłaściwe użycie obejmuje wiele form, w tym cyberprzestępczość, mowę nienawiści, dyskryminację, nielegalne oprogramowanie, pornografię dziecięcą i terroryzm. Dowiadujemy się również, że ograniczenie nielegalnego i niepożądanego użycia internetu przez terrorystów i ekstremistów wymaga współpracy dostawców internetu, użytkowników, organizacji naukowych i edukacyjnych, organizacji pozarządowych, prawodawców oraz organów ścigania. Uczestnicy projektu zauważają, że jego celem jest również ograniczenie użycia internetu przez organizacje lub osoby zachęcające do morderstw, przemocy i/lub publikujących lub rozpowszechniających materiały rasistowskie, ksenofobiczne oraz mowę nienawiści.

Clean IT Project zakłada, że nielegalne i niepożądane treści powinny być usuwane przez ISP lub ich klientów. Czytamy również, że „niechciane treści nie muszą być treściami nielegalnymi, jednak na gruncie regulaminu dostawcy internetu są niepożądane w jego sieci“. Dowiadujemy się też, że co prawda Clean IT ma na celu ograniczenie rozpowszechniania terroryzmu i ekstremizmu za pomocą internetu, jednak niektóre z wymienionych poniżej częściowych rozwiązań będą ograniczały też inne formy nielegalnego bądź niepożądanego wykorzystania internetu.

Wśród wspomnianych częściowych rozwiązań wymieniono działania edukacyjne i informacyjne mające na celu zwiększenie aktywności użytkowników [informujących o nielegalnych/niepożądanych treściach - red.] i zwiększenie jakości powiadomień. Proponowane jest prowadzenie kampanii informacyjnych przez rządy, dostawców internetu i organizacje pozarządowe. Mają powstać filtry rodzicielskie, które na podstawie czarnych list tworzonych przez policję będą blokowały niepożądane witryny. Rządy oraz organa ścigania miałyby wysyłać do dostawców internetu informacje dotyczące zagrożeń w ich sieci. Proponuje się też stworzenie sądów i prokuratur wyspecjalizowanych w tego typu sprawach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wg mnie to brzmi groźnie dla wolności słowa, której ostoją w dzisiejszym świecie jest Internet.

Władza i jej sympatycy mogą uznać krytykę działań jako "mowę nienawiści", a takie przepisy umożliwią cenzurowanie niemal wszystkiego.

Wydaje mi się, że środki będące obecnie w użyciu są wystarczające do działań, w jakich miałoby pomóc to nowe rozwiązanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Niepożądane" treści? Odważniej niż w SOPA; nawet nie ukrywają, że chcą blokować więcej niż tylko to, co nielegalne. To kolejna próba wprowadzenia cenzury internetu (w dodatku na pierwszy rzut oka wadliwie zaprojektowanej z każdej możliwej strony) przez ignorantów sponsorowanych pieniędzmi koncernów rozrywkowych (być może przy użyciu zasady kontrastu, do cichego wprowadzenia "łagodniejszych" przepisów). Tak czy inaczej, mam nadzieję, że internet "obroni się" przed tym.

Share this post


Link to post
Share on other sites

SOPA przy tym to małe piwo. Tym bardziej, że w USA działają silniejsze organizacje, które SOPA się sprzeciwiają. Ponadto, jak już zauważył Abrams, o ile SOPA sama w sobie nie narusza Pierwszej Poprawki, to decyzje wydawane na jej podstawie muszą być zgodne z pierwszą poprawką. A to, co tutaj, to nic innego jak powrót do cenzury. Kto będzie definiował czym jest "mowa nienawiści" i co to są "treści niepożądane"?

Jeśli rzeczywiście jesteśmy u schyłku potęgi Zachodu to właśnie dzięki odejściu od tego, co budowało jego potęgę: liberalizmu gospodarczego i nierozerwalnie z nim związanej wolności jednoski. A tu mamy kolejny przykład tego odchodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co ma ten pomysł wspólnego z SOPA? SOPA to narzędzie pozwalające jednej organizacji odcinać od światowego internetu dowolne strony internetowe. To właśnie ta propozycja EU jest małym piwem w porównaniu z SOPA. W gruncie rzeczy niewiele zmienia, nie proponuje żadnych nowych praw, sugeruje jedynie by użytkownicy internetu mieli wygodniejszy sposób na zgłaszanie ofensywnych witryn, poprawiając jakość informacji dostępnej dla policji oraz by ISP/klienci sami wykazywali w tej kwestii inicjatywę i częściej stosowali swoje regulaminowe prawo do odcinania tego typu stron i użytkowników od sieci, co wydaje się mało przemyślane bo tu decydują głównie pieniądze.

 

W każdym razie nawet jeśli tzw. "dobra" witryna zostanie w ten sposób oznaczona (np. poprzez celowe zorganizowane działanie), jedyne co się może stać, to postępowanie policyjne zakończone ewentualnie normalnym postępowaniem sądowym. Zakres konspiracji musiałby być bardzo duży, by taka strona ucierpiała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To się z Tobą nie zgodzę. SOPA ma walczyć tylko z piractwem. I nie ma mowy o organizacjach odcinających witryny. Organizacja, która uważa, że jej IP zostały naruszone, może pójść do sądu, gdzie może uzyskać nakaz, i na podstawie tego nakazu Prokurator Generalny może zarządzić zablokowanie takiej witrny. Jednak, jak zauwazył F. Abrams, musi być przy tym zachowana Pierwsza Poprawka, a ta gwarantuje wolność słowa.

 

Natomiast tutaj, mamy stwierdzenie o blokowaniu stron zawierających treści LEGALNE, ale "niepożądane". Wiesz, kto będzie decydował o tym, które treści są "niepożądane"? Urzędnicy i politycy. Znając realia UE szybko się okaże, że treściami niepożądanymi są np. krytyka samej UE. Co to jest "mowa nienawiści"? Też zaraz się okaże, że krytyka polityki UE jest mową nienawiści.

Zauważ, w jaki sposób działa UE.... Głosy krytyczne były dotychczas spychane na margines, eurosceptyków wyśmiewano, obrażano. Nagle kryzys pokazał, że eurosceptycy mieli rację, nagle euroentuzjaści znaleźli się w defensywie. Obawiam się, że mogą wymyślić, iż już ostracyzm nie pomaga, że trzeba prawnie ograniczyć wolność krytyki. UE coraz bardziej odchodzi od demokracji i to jest prawdziwy problem. A powyższe propozycje to kolejny dowód na to.

  • Upvote (+1) 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mają powstać filtry rodzicielskie, które na podstawie czarnych list tworzonych przez policję będą blokowały niepożądane witryny.

 

To jest dobry kierunek, na zasadzie adblocka będę mógł zaimportować reguły i zablokować to czego JA nie chcę. Dobrze jest pamiętać, że wolność słowa łączy się z prawem do niesłuchania. Zresztą tego typu cenzura jest już powszechnie stosowana (przez firmy) na firewallach brzegowych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie jest dobry kierunek, bo instytucje państwowe nie są od tego, by decydować, które treści są pożądane, a które niepożądane. Państwo nie ma prawa decydować, co obywatel może słuchać, czytać czy myśleć. Państwo może decydować, w pewnym organiczonym zakresie, co obywatel może mówić. Ale w bardzo ograniczonym zakresie i dotyczy to tylko wyraźnego wzywania do popełnienia przestępstwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To się z Tobą nie zgodzę. SOPA ma walczyć tylko z piractwem. I nie ma mowy o organizacjach odcinających witryny. Organizacja, która uważa, że jej IP zostały naruszone, może pójść do sądu, gdzie może uzyskać nakaz, i na podstawie tego nakazu Prokurator Generalny może zarządzić zablokowanie takiej witrny. Jednak, jak zauwazył F. Abrams, musi być przy tym zachowana Pierwsza Poprawka, a ta gwarantuje wolność słowa.

 

Natomiast tutaj, mamy stwierdzenie o blokowaniu stron zawierających treści LEGALNE, ale "niepożądane". Wiesz, kto będzie decydował o tym, które treści są "niepożądane"? Urzędnicy i politycy. Znając realia UE szybko się okaże, że treściami niepożądanymi są np. krytyka samej UE. Co to jest "mowa nienawiści"? Też zaraz się okaże, że krytyka polityki UE jest mową nienawiści.

Zauważ, w jaki sposób działa UE.... Głosy krytyczne były dotychczas spychane na margines, eurosceptyków wyśmiewano, obrażano. Nagle kryzys pokazał, że eurosceptycy mieli rację, nagle euroentuzjaści znaleźli się w defensywie. Obawiam się, że mogą wymyślić, iż już ostracyzm nie pomaga, że trzeba prawnie ograniczyć wolność krytyki. UE coraz bardziej odchodzi od demokracji i to jest prawdziwy problem. A powyższe propozycje to kolejny dowód na to.

 

SOPA może zostać wykorzystana w dowolnym celu, szczególnie w przyszłości, ponieważ w dzisiejszym USA poprawki konstytucyjne nie są żadną dobrą gwarancją i stąd wynika ta ostra wojna, którą wzbudziła. Ale to swoją drogą, niewiele w tej kwestii my Polacy możemy zrobić. Co do pozostałych argumentów zgadzam się z Tobą, przynajmniej w ogólnym zarysie. Po prostu zauważam, że na razie nie są to żadne konkretne działania i nie jest to nic, co dawałoby dodatkową władzę w ręce Unii. Gdy pojawi się coś konkretnego godzącego w wolność internetu, na pewno będę przeciw temu.

 

To nie jest dobry kierunek, bo instytucje państwowe nie są od tego, by decydować, które treści są pożądane, a które niepożądane.

 

No nie byłbym tego taki pewien. Owszem, tworzenie wyjątków od wolności słowa może szybko zamienić się w zwyczajną cenzurę, ale brak takowej może się okazać równie szkodliwy dla społeczeństwa. Tu nie ma prostych odpowiedzi i jednolitych reguł które zawsze są słuszne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To nie jest dobry kierunek, bo instytucje państwowe nie są od tego, by decydować, które treści są pożądane, a które niepożądane.

 

Jak to? A zakaz mowy nienawiści, a poprawność polityczna, a delegalizacja symboli - to wszystko już jest. Ciekawi mnie jak chcesz im to odebrać :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak to? A zakaz mowy nienawiści, a poprawność polityczna, a delegalizacja symboli - to wszystko już jest. Ciekawi mnie jak chcesz im to odebrać :)

 

Dlatego napisałem wcześniej: "Jeśli rzeczywiście jesteśmy u schyłku potęgi Zachodu to właśnie dzięki odejściu od tego, co budowało jego potęgę: liberalizmu gospodarczego i nierozerwalnie z nim związanej wolności jednoski. A tu mamy kolejny przykład tego odchodzenia".

 

Dla mnie wzorem realizacji wolności słowa są ciągle USA (mimo, że za Obamy coraz bardziej wolność jest ograniczana), a dobrym przykładem jej realizacji jest to, co się dzieje wokół Westboro Baptist Church (WBC). Co więcej, kultura poszanowania wolności słowa wpływa na zachowanie ludzi. Na jednym z amerykańskich forów czytałem, że do pewnego miasteczka przybyły świry z WBC, by urządzić na pogrzebie żołnierza swoją hucpę. Na to skrzyknęli się członkowie miejscowych klubów motocyklowych, otoczyli członków WBC i... nie, nie doszło do bójki, nie było żadnej przemocy. Po prostu w momencie, gdy ci z WBC próbawali wznosić swoje hasła, motocykliści podkręcali manetki gazu i ich zagłuszali.

 

Wyobrażasz sobie, że w Polsce spotkanie dwóch tak mocno zantagonizowanych i tak bardzo kontrowersyjnych/radykalnych grup, zakończyłoby się spokojnie? Tym bardziej, gdyby broń była tak szeroko dostepna?

Share this post


Link to post
Share on other sites

To się z Tobą nie zgodzę. SOPA ma walczyć tylko z piractwem. I nie ma mowy o organizacjach odcinających witryny. Organizacja, która uważa, że jej IP zostały naruszone, może pójść do sądu, gdzie może uzyskać nakaz, i na podstawie tego nakazu Prokurator Generalny może zarządzić zablokowanie takiej witryny. Jednak, jak zauważył F. Abrams, musi być przy tym zachowana Pierwsza Poprawka, a ta gwarantuje wolność słowa.

Akurat będzie kij którym ktoś zacznie machać to w ten czy inny sposób ktoś po łbie nim dostanie. A co będzie dalej to sobie w Procesie Kawki doczytajcie

I to nie ważne czy to SPOA czy inne narzędzie.

Na przykład:

http://di.com.pl/new..._2007_roku.html

 

Sprowadzi się to do konieczności udowadniania ze się nie jest jeleniem tylko dla tego ze się drzewem w kominku pali.

 

To jest dobry kierunek, na zasadzie adblocka będę mógł zaimportować reguły i zablokować to czego JA nie chcę. Dobrze jest pamiętać, że wolność słowa łączy się z prawem do niesłuchania. Zresztą tego typu cenzura jest już powszechnie stosowana (przez firmy) na firewallach brzegowych.

 

Świetnie pod warunkiem jednak ze będziesz miał na to jakikolwiek wpływ a nie zaimportujesz to jako paczkę lub wręcz twój ISP to zrobi za Ciebie.

Nie trzeba adblocka ja korzystam z pliku hosts i czego nie chce to nie mam.

Natomiast to czego ja nie chce nie jest zupełnie w interesie różnych instytucji bo blokuje w ten sposób szczególnie reklamy i inne szpiegostwo.

 

 

Wydaje mi się ze postanowiono sobie zmajstrować nowy front. I dać ludziom do łapki maczugę. Ludzie są organicznymi debilami na tyle ze staną naprzeciw sobie i zaczną się okładać nawzajem tylko dla tego ze mają maczugi. A pomysłodawca będzie mieć spokój. Zaraz zwolennicy kolorowych zaczną walkę ze środowiskami narodowo-kibicowskimi i odwrotnie. Zwolennicy pisu ze zwolennikami po i na odwrót i w zasadzie na każdym polu gdzie są jakieś różnice zdań powstaną jakieś animozje i będą konflikty nawet jeśli ich do tej pory nie było bo nie było ku temu środków (technicznych) . Ludzie będą się wzajemnie napierniczać a wielki brat będzie miał spokój. To takie zarządzanie przez konflikt. Ale oczywiście to wszystko dla dobra dzieci czy tam kogo. I co ciekawe każdy kto dziś nie mógł przeciwnikowi przywalić inaczej uzna to narzędzie za dobre mimo ze sam zaraz po łbie dostanie.

Nie da się ocenić odgórnie co jest dobre a co złe i o tym powinna decydować jednostka bo to ona ponosi konsekwencje swoich działań.

Żadne tam narodowe firewalle SPOA sroa i tak dalej. Bo wystarczy ze się jeden debil do tego dorwie żeby bydła narobić.

No i to tez troche tak jest ze dobrze jest mieć w społeczenstwie kapusów ze swoimi jakimis tam motywacjami niz ich nie mieć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie udostępni całe archiwum Alberta Einsteina. Dzięki internetowi będziemy mogli zapoznać się zarówno z listami miłosnymi uczonego, jak i z jego notatkami, które tworzył pracując nad swoimi teoriami.
      Od 2003 roku w sieci dostępnych jest około 900 zdjęć manuskryptów oraz niekompletny spis obejmujący około połowy archiwum. Teraz, dzięki pieniądzom z Polonsky Foundation, która wcześniej pomogła zdigitalizować prace Izaaka Newtona, zapoznamy się z 80 000 dokumentów i innych przedmiotów, które zostawił Einstein.
      Projekt digitalizacji całości archiwów rozpoczęto 19 marca 2012 roku. Uruchomiono witrynę alberteinstein.info, na której można będzie zapoznawać się ze spuścizną fizyka. Obecnie można na niej oglądać 2000 dokumentów, na które składa się 7000 stron.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      BEREC, agenda Unii Europejskiej odpowiedzialna za regulacje na rynku telekomunikacyjnym poinformowała, że w UE powszechnie blokuje się dostęp do internetu. Według BEREC w ramach praktyk zarządzania ruchem najczęściej ogranicza się przepustowość lub blokuje w ogóle protokół P2P oraz telefonię internetową (VoIP). Ta ostatnia jest blokowana przede wszystkim w sieciach telefonii komórkowej i wynika to z zapisów w umowach zwieranych z klientami.
      Badania przeprowadzone przez BEREC pokazują, że około 25% dostawców internetu usprawiedliwia blokowanie czy ograniczanie ruchu względami „bezpieczeństwa i integralności“ sieci. Około 33% stosuje różne techniki zarządzania ruchem, gdyż obok standardowych usług świadczą też usługi wyspecjalizowane, np. oferują obok internetu telewizję czy telefonię.
      Obecnie BEREC prowadzi analizę uzyskanych danych. Zostaną one sprawdzone, skonsolidowane i na ich podstawie powstanie szczegółowy raport, który zostanie przedstawiony w drugim kwartale bieżącego roku.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Coraz częściej mówi się o rezygnacji ze zmian czasu na letni i zimowy. Swoje trzy grosze do toczącej się dyskusji dorzucili psycholodzy z USA i Singapuru. Stwierdzili, że doroczna zmiana czasu na letni i związane z nią skrócenie czasu snu powodują, że podczas pracy ludzie przez dłuższy niż zwykle czas błądzą po witrynach internetowych niezwiązanych z ich zajęciem (ang. cyberfloating).
      W porównaniu do wcześniejszych i późniejszych poniedziałków, w poniedziałek po zmianie czasu na letni ostro wzrasta liczba wyszukiwań dotyczących rozrywki. Zespół prof. D. Lance'a Ferrisa z Penn State analizował 6-letnie dane z Google'a.
      Naukowcy uważają, że w wyniku skrócenia czasu snu (średnio o 40 minut) pracownicy w mniejszym stopniu kontrolują swoje zachowanie i przejawiają silniejszą tendencję do błądzenia po Sieci albo wykorzystują ją do celów osobistych.
      Ferris i inni przeprowadzili także eksperyment laboratoryjny. Ochotnicy mieli wysłuchać nudnego wykładu online. Akademicy monitorowali, jak dobrze spali poprzedniej nocy. Okazało się, że im krócej odpoczywali, tym częściej serfowali po Internecie w czasie, gdy powinni słuchać wykładu. Podobnie działały przerwy w śnie. Każda wyrwana ze snu godzina oznaczała średnio 8,4 min cyberbłądzenia.
      Psycholodzy podkreślają, że choć parę minut wydaje się błahostką, wcale tak nie jest, zważywszy, że aż 1/3 krajów świata stosuje przejście na czas letni. Wynikające ze skoku błądzenia po Internecie straty globalnej produktywności mogą być zawrotne.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Pod pozorem zagwarantowania wykupionej przepustowości łącza internetowego mogą zostać wprowadzone przepisy które de facto zmuszą dostawców sieci do zapisywania i przechowywania danych o odwiedzanych witrynach oraz pobieranych plikach. Na wypadek ewentualnych reklamacji będziemy zmuszeni przez 12 miesięcy przechowywać szczegółowe informacje o tym, z jakimi stronami łączył się użytkownik oraz jakie pliki i skąd pobierał - powiedział Dziennikowi Gazecie Prawnej przedstawiciel jednego z największych polskich dostawców internetu.
      Przygotowywany projekt ustawy przewiduje, że dostawca internetu ma zagwarantować taką prędkość łącza, jaka została przez klienta wykupiona. Odkładając na bok kwestie techniczne i w ogóle możliwość zagwarantowania stałej przepustowości należy zauważyć, że rozpatrywanie reklamacji będzie możliwe tylko w przypadku zapisywania szczegółowych danych o każdym połączeniu. Jeśli zaś dostawcy internetu będą posiadali takie informacje, to nie można zagwarantować, że dostępu do nich nie uzyskają służby specjalne, policja czy też sieci reklamowe.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści ostrzegają, że 8 marca część użytkowników internetu mogą czekać poważne kłopoty. Właśnie na ten dzień FBI zapowiedziało wyłączenie swoich serwerów, które zastąpiły serwery przestępców, kierujących użytkowników na złośliwe witryny.
      W listopadzie FBI zlikwidowało botnet DNSChanger. Jego twórcy infekowali komputery i manipulowali adresami internetowymi tak, że użytkownicy trafiali na witryny, których jedynym celem było wyświetlanie reklam. FBI zastąpiło serwery przestępców własnymi maszynami, dzięki czemu komputery zainfekowane przez botnet mogły bez przeszkód łączyć się z internetem. Ponadto FBI było w stanie zidentyfikować zarażone maszyny.
      Jednak Biuro z góry założyło, że zastępcze serwery będą działały tylko przez jakiś czas, by użytkownicy komputerów zarażonych DNSChangerem mieli czas na wyczyszczenie komputerów ze szkodliwego kodu. „Zastępcza sieć“ FBI ma zostać wyłączona właśnie 8 marca. Oznacza to, że komputery, które nadal są zarażone, stracą dostęp do internetu, gdyż będą usiłowały łączyć się z nieistniejącymi serwerami DNS.
      Eksperci ostrzegają, że wiele komputerów wciąż nie zostało wyczyszczonych ze szkodliwego kodu. Z danych firmy ID wynika, że co najmniej 250 z 500 największych światowych firm oraz 27 z 55 największych amerykańskich instytucji rządowych używa co najmniej jednego komputera lub routera zarażonego DNSChangerem. Nieznana jest liczba indywidualnych użytkowników, którzy mogą mieć kłopoty.
      Zespół odpowiedzialny w FBI za zwalczanie DNSChangera rozważa przedłużenie pracy serwerów. Jednak nawet jeśli nie zostaną one wyłączone 8 marca, to niewiele się zmieni. Internauci, zarówno prywatni jak i instytucjonalni, nie dbają o to, co dzieje się z ich komputerami. Można tak wnioskować chociażby z faktu, że największa liczba skutecznych ataków jest przeprowadzonych na dziury, do których łaty istnieją od dawna, jednak właściciele komputerów ich nie zainstalowali. Przykładem takiej walki z wiatrakami może być historia robaka Conficker, który wciąż zaraża miliony maszyn, mimo, że FBI od 2009 roku prowadzi aktywne działania mające na celu oczyścić zeń internet.
      Ponadto, jeśli FBI nie wyłączy swoich serwerów, to DNSChanger nadal będzie groźny. Robak uniemożliwia bowiem pobranie poprawek, co oznacza, że niektóre z zarażonych nim maszyn nie były aktualizowane od wielu miesięcy, a to wystawia je na jeszcze większe niebezpieczeństwo.
      Firmy, które chcą sprawdzić, czy ich komputery zostały zarażone DNSChangerem powinny skontaktować się z witryną DNS Changer Working Group. Użytkownicy indywidualni mogą skorzystać z narzędzia do sprawdzenia komputera.
×
×
  • Create New...