Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Recommended Posts

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Zgubiony wagon towarowy pędzi na pięciu ludzi, którzy nie mają jak uciec. Bohater historii może jednak zmienić bieg wydarzeń i wagonu, kierując go na tor, gdzie znajduje się tylko jedna osoba. Okazuje się, że mając taki wybór, ok. 90% badanych poświęci jednostkę dla grupy.

Psycholodzy z Uniwersytetu Stanowego Michigan (MSU), którzy pracowali pod przewodnictwem Carlosa Davida Navarrete, przedstawili ochotnikom taki właśnie dylemat moralny. Oglądane przez okulary do rzeczywistości wirtualnej, wszystko wyglądało bardzo realistycznie. Poruszając dżojstikiem, można było skierować pociąg na drugi tor, po którym poruszał się jeden, a nie pięciu autostopowiczów. Bardzo szybko okazało się, że większość badanych decyduje się na pogwałcenie normy moralnej, jeśli oznacza to mniejsze zło.

Dylemat wagonika (nazywany też dylematem zwrotnicy) to eksperyment myślowy w etyce. Został wprowadzony przez Philippę Foot. Później zajmowało się nim wielu filozofów, a obecnie także neurobiolodzy. Psycholodzy z MSU jako pierwsi zdecydowali się na eksperyment behawioralny w środowisku wirtualnym, z widokami, odgłosami i konsekwencjami działań [...].

Ochotnicy wkładali hełmy z okularami 3D, a do ich palców przymocowywano czujniki pozwalające zmierzyć stopień pobudzenia emocjonalnego. Każdy z badanych siedział koło zwrotnicy i widział przed sobą rozgałęziające się tory. Po prawej w uniemożliwiającym ucieczkę wąskim żlebie szło 5 osób, a po lewej, także w wąskim korytarzu, tylko jedna. Gdy na horyzoncie pojawiał się wyładowany węglem wagonik, badany mógł nie zrobić nic i pozwolić, by wagon zabił 5 piechurów albo pociągnąć wajchę, przypieczętowując los jednego podróżnego.

Na 147 badanych aż 133 (90,5%) sięgało po dżojstik. Czternastu decydowało, że wagonik ma uderzyć w 5 ludzi: 11 nie przestawiało zwrotnicy, a 3 przestawiało, a potem powracało do pierwotnego ustawienia.

Ochotnicy, którzy nie ratowali grupy, byli silniej pobudzeni emocjonalnie. Navarette uważa, że dla niektórych perspektywa wyrządzenia komuś krzywdy była tak przytłaczająca, że ostatecznie trudno było zrobić cokolwiek. Sądzę, że ludzie mają wrodzoną awersję do krzywdzenia innych, którą trzeba czymś znieść, usprawiedliwić. Da się to zrobić za pomocą racjonalizacji - np. myśląc o ocalonych osobach. Dla niektórych wzrost lęku może być jednak tak silny, że nie mogą podjąć utylitarnego wyboru dla mniejszego zła.

Warto dodać, że eksperyment w świecie wirtualnym dał podobne rezultaty jak wcześniejsze badania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bym próbował wykoleić wagonik zmieniając zwrotnicę gdy przednie koła wagonika przejadą przez zwrotnicę... może by się zatrzymał przed ludźmi...

Ale oczywiście w razie gdyby się to nie udało to celowałbym w jednego człowieka...

Nawet gdyby nie wyszło i ostatecznie doprowadziłbym do zabicia wszytskich 6, miałbym spokojniejsze sumienie wiedząc, że zrobiłem wszystko co mogłem...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba zbyt "technicznie" podchodzisz do tego eksperymentu. Nie chodzi tutaj o kolejkę jako taką, tylko o alternatywę: albo zabijasz jedną osobę poprzez własną inicjatywę, albo pięć osób z powodu własnej bierności. Nie ma rozwiązań pośrednich i na tym właśnie polega dylemat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

dla mnie do podjęcia decyzji potrzeba by było 2 informacji. 1. Czy znam te osoby 2. Czy lubię te osoby :) W pierwszej kolejności puścił bym pociąg do obcych. nawet jak by 1 znajomy stał naprzeciwko 5... no chyba żebym go nie lubił :D

 

A co do czystej kalkulacji, to gdyby wszystkie osoby były obce i w jednym korytarzu była by 1 osoba, a w drugim tylko 2. to ratował bym dwie...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z taką sytuacją mamy doczynienie np. w czasie powodzi. Problem jest czy przerwać wały i zalać wsie i kilka tysięcy osób, by ratować miasto z kilkuset tysiącami mieszkańców. Na początku byłem za. Ale później wysłachałem reportaż o ludziach ze wsi, którzy mówili że sami te wały wzmacniali by się ratować przed zalaniem, a mieli pretensje do miastowych że siedzą w blokach i nic nie robią by ratować swoje miasto, czekając aż straż czy wojsko to "za nich" zrobi.

I choć sam jestem z miasta to stwierdziłem, że nie ma "mniejszego zła", nie wolno takim ludziom, którzy robią wszystko by ratować swój dobytek, tego zabierać w imię ratowania jakiejś anonimowej większości. Dla mnie jest nie moralne, zwłaszcza że ci ze wsi nie dostaną żadnego zadość uczynienia finansowego od miastowych.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
zwłaszcza że ci ze wsi nie dostaną żadnego zadość uczynienia finansowego od miastowych.

Akurat wieś jest na bieżąco utrzymywana przez miasta z podatków, dotacji i zakupu produktów rolnych przez "miastowych" - gdyby nie "janosikowe", po polskiej wsi ciągle jeździłbyś na koniu. Poza tym zadośćuczynienie dostaną od państwa - znowu głównie za podatki "miastowych", bo ci płacą ich więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

...wieś jest na bieżąco utrzymywana ...zakupu produktów rolnych przez "miastowych" -

 

Przepraszam ale to już demagogia. Uważasz że ktoś kto jest mechanikiem samochodowym może na drodze zatrzymać inny samochód, bo jego właśnie się popsuł i odjechać cudzym autem, tylko dlatego że auta jeżdża dzięki temu że mechanicy "utrzymują" je w sprawności?

 

Dyskusja na temat ile wieś dostaje a ile wkłada do budżetu jest złożona, bo infrastruktura często jest finansowane z UE, KRUS płacą malutki, ale emerytury też dostają takie, drogi są oprócz gminnych są krajowe po to by łączyć miasta, więc w obopólnym interesie. A np. wiejska gmina Kleszczów to chyba najbogatsza gmina w Polsce, dzięki własnym bogactwą naturalnym.

 

Ps. przenieś moją sytuację o powodzi do kraju, gdzie wsie nie dostają dotacji z UE czy budżetu kraju, wtedy otrzymasz czysty problem "mniejszego zła", o którym mowa w artykule.

  • Upvote (+1) 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Uważasz że ktoś kto jest mechanikiem samochodowym może na drodze zatrzymać inny samochód, bo jego właśnie się popsuł i odjechać cudzym autem, tylko dlatego że auta jeżdża dzięki temu że mechanicy "utrzymują" je w sprawności?

Gdyby ten mechanik pracował za darmo, to być może miałby takie prawo, ale on dostaje za to kasę. Rolnik tymczasem dostaje swoje dopłaty nieustannie za sam fakt posiadania (często nawet nie uprawiania!) ziemi uprawnej. Coś tu w związku z tym nie gra.

Dyskusja na temat ile wieś dostaje a ile wkłada do budżetu jest złożona, bo infrastruktura często jest finansowane z UE

I co z tego? Budżet UE to także moje podatki.

KRUS płacą malutki, ale emerytury też dostają takie

Ale i tak większe w proporcji do składek.

 

 

itd. - ale tak czy inaczej nie da się zaprzeczyć, że to wieś jest finansowo utrzymywana przez miasta, a nie na odwrót.

Ps. przenieś moją sytuację o powodzi do kraju, gdzie wsie nie dostają dotacji z UE czy budżetu kraju, wtedy otrzymasz czysty problem "mniejszego zła", o którym mowa w artykule.

Dokładnie taka sytuacja jest teraz w Tajlandii. Oczywiście nie wiem, na ile obiektywne są doniesienia dziennikarzy, ale słyszałem informacje o wieśniakach zgadających się na zalanie wsi w imię uratowania największych fabryk. Najwidoczniej część z nich była świadoma, że to uratuje gospodarkę, a zachowanie ich wsi uratuje ich wieś, ale doprowadzi kraj do ruiny. Ale żeby nie było niejasności: w takiej sytuacji, przy braku innych dotacji, uważam, że wieśniakom należy się pełne zadośćuczynienie za poniesione szkody.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli generalizujesz że wieś per saldo dostaje więcej niż sama płaci, to można by się z tym zgodzić pod warunkiem pełnego zadość uczynienia. Ale przechodząc do mikroskali ;) gdyby miało zalać bogatą gminę która więcej płaci niż dostaje to już byłoby na inaczej. Gmina z kopalnią miała by pierwszeństwo, przed miastem, które ma wiecej mieszkańców ale niższy dochód, a Twój dom i Twoich sąsiadów, który starannie zabezpieczyliście własną pracą i pieniędzmi przed wodą byłby mniej wart niż dzielnica blokowiska postawionego wbrew zdrowemu rozsądkowi (szkoda, że nie wbrew prawu) na terenach zalewowych i w żaden sposób nie zabezpieczona przed powodzią, z powodu nic nie robiących władz gminy. Bo zapewne straty finansowe blokowiska będą większe.

Ja jednak nie jestem przekonany do końca ideą "mniejszego zła". Jestem za odpowiedzialnością za własne postępowanie: nie zrobili nic by sobie pomóc to niech cierpią za swoją głupotę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podany przez Ciebie przykład po raz kolejny pokazuje, że wszelkie dotacje to paranoja, bo prędzej czy później i tak pojawiają się roszczenia jednej albo drugiej strony. Tym podsumowałbym całą dyskusję, jeśli pozwolisz ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Matsukawa

Zmiana preferencji co do wyboru osoby następuje także po zaznajomieniu się z tymi, którzy mają być uratowani. Na przykład osoba, która zapewne uratowałaby 5 ludzi kosztem jednego, może zmienić zdanie, dowiedziawszy się, że tych pięciu to psychopatyczni mordercy, a jednym jest ścigana przez nich ranna dziewczynka...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jestem za odpowiedzialnością za własne postępowanie: nie zrobili nic by sobie pomóc to niech cierpią za swoją głupotę.

 

Więc chcesz "miastowych" ukarać za bierność, co rzutuje na decyzję.

 

p.s.

Moja żona stale zadaje mi pytania typu "kogo bym zabił" i stawia mi różne mieszanki rodzinne do wyboru.

Zupełnie nie rozumiem czemu. Też tak macie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

JA bym ten test przeprowadził dwa razy. Po pierwszym przebiegu jeden z tych pieciu po uratowaniu powinie krzyknąć "ich bin adolf hitler"

A przy drugiej próbie powiedzieć ze adolfem może być dowolny z tych ludzi. Ciekawe jakie mniejsze zło by wtedy wybrali

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z taką sytuacją mamy doczynienie np. w czasie powodzi. Problem jest czy przerwać wały i zalać wsie i kilka tysięcy osób, by ratować miasto z kilkuset tysiącami mieszkańców. Na początku byłem za. Ale później wysłachałem reportaż o ludziach ze wsi, którzy mówili że sami te wały wzmacniali by się ratować przed zalaniem, a mieli pretensje do miastowych że siedzą w blokach i nic nie robią by ratować swoje miasto, czekając aż straż czy wojsko to "za nich" zrobi.

I choć sam jestem z miasta to stwierdziłem, że nie ma "mniejszego zła", nie wolno takim ludziom, którzy robią wszystko by ratować swój dobytek, tego zabierać w imię ratowania jakiejś anonimowej większości. Dla mnie jest nie moralne, zwłaszcza że ci ze wsi nie dostaną żadnego zadość uczynienia finansowego od miastowych.

 

 

Przytoczony przez Ciebie przyklad, niewiele tutaj wnosi. Wydaje się, ze mowisz na podstawie jednego reportazu. Wiadomo, że z kazdej perspektywy problem będzie wygladal inaczej i trudno znalezc idealne rozwiazanie, gdyby to bylo proste wtedy nie istnialby problem! Bez sensu w tym przykladzie moze byc np wytykanie miastu, że potrzebuje pomocy strazy pozarnej czy wojska. Potrzeba budowania miast wedlug wspolczesnej wiedzy, to droga rozwoju cywilizacyjnego a poslugiwanie sie sluzbami cywilnymi i militarnymi jest jednym z owocow tego rozwoju. Straz pozarna i wojsko są z zalozenia służbą dla spoleczenstwa i jego bezpieczenstwa. Nie pamieta się o tym? Miasto powinno przypominac struture termitiery - producenci, czysciciele, itd, itd.

 

Odchodzac juz od samej wypowiedzi "romero" warto zastanowic sie czemu naprawde sluzą wyniki podobnych badań. Duzo z powyzszych wypowiedzi jest takich... takich osobistych przyziemnych siegajacych niedaleko. A przeciez w tych badaniach nie chodzi tylko o to co Ty czy Ty zrobilbys swojemu wujkowi, sąsiadce, czy panu z drugiej ulicy. Chodzi raczej o ogolny schemat zachowan, coś czego nikt tak naprawde nie potrafi w swoim postepowaniu kontrolowac - odruchy spoleczne. Wyniki takich badani sluza co najmniej kilku pozytecznym sprawom.

Przyklady:

-posiadanie wynikow statystycznych pomocnych w ocenie skutkow wypadkow, w ktorych wystepuje nieumyslne zabójstwo.

-poslugujac sie wynikami podobnych badan mozna zmierzac do szkicowania struktur logicznych przy projektowaniu sztucznej inteligencji.

-okresowe zbieranie wynikow podobnych badan, pozwala sledzic zmiany w zachowaniach ludzi w funkcji czasu - czasu czyli np. jak to sie zmienia co kilkadziesiat lat i czy w ogole sie zmienia.

 

Nauka...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Głupie badanie ponieważ jedynie ukazuje dwie oczywistości: ogromna większość ludzi potrafi myśleć w miarę logicznie (dokonać zimnej kalkulacji), ogromna większość ludzi ma sumienie, które pozwala im oszacować skale krzywdy jaką mogą wyrządzić. Nigdy nie zrozumiem dlaczego wydaje się pieniądze na takie 'badania'.

Rzecz wyglądałaby zupełnie inaczej gdyby zadać pytanie: porywacz za chwilę zabije pięciu zakładników... celujesz do porywacza z karabinu snajperskiego... pociągniesz za spust?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli pociąg nie rozwali tych pięciu to wykończy ich coś innego (są jak magnes przyciągający auto destrukcję) i wpinanie się (decydowanie) zaburza ich proces rozwoju (jak sobie ścielesz tak śpisz). Wydaje mi się że tylko uzasadnione jest powstrzymywanie (programu) agresji tak dla dobra agresora .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przytoczony przez Ciebie przyklad, niewiele tutaj wnosi. Wydaje się, ze mowisz na podstawie jednego reportazu. Wiadomo, że z kazdej perspektywy problem będzie wygladal inaczej i trudno znalezc idealne rozwiazanie, gdyby to bylo proste wtedy nie istnialby problem! Bez sensu w tym przykladzie moze byc np wytykanie miastu, że potrzebuje pomocy strazy pozarnej czy wojska. Potrzeba budowania miast wedlug wspolczesnej wiedzy, to droga rozwoju cywilizacyjnego a poslugiwanie sie sluzbami cywilnymi i militarnymi jest jednym z owocow tego rozwoju. Straz pozarna i wojsko są z zalozenia służbą dla spoleczenstwa i jego bezpieczenstwa. Nie pamieta się o tym? Miasto powinno przypominac struture termitiery - producenci, czysciciele, itd, itd.

 

...

 

 

Chodzi raczej o ogolny schemat zachowan, coś czego nikt tak naprawde nie potrafi w swoim postepowaniu kontrolowac - odruchy spoleczne. Wyniki takich badani sluza co najmniej kilku pozytecznym sprawom.

Przyklady:

-posiadanie wynikow statystycznych pomocnych w ocenie skutkow wypadkow, w ktorych wystepuje nieumyslne zabójstwo.

-poslugujac sie wynikami podobnych badan mozna zmierzac do szkicowania struktur logicznych przy projektowaniu sztucznej inteligencji.

-okresowe zbieranie wynikow podobnych badan, pozwala sledzic zmiany w zachowaniach ludzi w funkcji czasu - czasu czyli np. jak to sie zmienia co kilkadziesiat lat i czy w ogole sie zmienia.

 

Myślę, że nie mój przykład niewiele wnosi, a właśnie ten eksperyment niewiele wnosi. Wynik był do przewidzenia. Ludzie wybrali mniejsze zło i to w 90%. Podobnie jest z postami wypowiadających się tutaj "górników". Tyle że jak zauważyli niektórzy istnieje relatywizowanie mniejszego zła, w "5" mogą być przestępcy itd, albo podam odrotny przykład w "1" może być prezydent USA. I tutaj słuzby nakażą rozwalenie piątki by ocalić prezydenta bo to będzie wg nich mniejsze zło.

Tak jak chcesz, ciekawe z punktu widzenia badań socjologicznych (ostatnie dwa pkt Twojej wypowiedzi) problemem może być postawione pytanie, ile ludzi można "rozwalić" by ratować prezydenta: 5?, 50?, 500?, 5000? czy 5 000 000?

 

Zrozum mnie dobrze: nie antagonizuje wieś-miasto. Po prostu stawiam kwestię czy "mniejsze zło" ma być jedynym kryterium wyboru.

Tak jak w pełni zgadzam się z Tobą że miasto ma mieć "strukturę termitiery", z pełni funkcjonalnymi słuzbami, i nie neguje że ludzie (nie myśl, że daję im takie prawo moralne) mogą nic nie robić dla poprawy bezpieczeństwa własnego, bo płacą podatki na istnienie takich służb. A dam ci teraz przykład nie z tv, a z głowy (czyli z niczego ;) ) spadłeś ze schodów po wyjściu ze sklepu, starciłeś przytomność i masz zewnętrzny krwotok, są godziny szczytu. Ktoś nawet szybko wezwał karetkę, tylko ta przez korki przyjachała po 30min. Wszystko jest OK, bo służby działały najlepiej jak mogły, ale Ty zdążyłes się wykrwawić. Gdyby ktoś udzielił Ci pierwszej pomocy, być może przeżyłbyś. Ale ponieważ nie ma takiego obowiązku wpisanego jasno do konstytucji to wszystko jest w porządku.

Dlaczego mniemam, że nikt Ci nie udzieli pomocy: bo był taki ekpseryment, że delikwent kładł się na ruchliwym chodniku na Manhatanie i patrzyli ilu z przechodniów zatrzyma się by dowiedzieć co się stało. W NY była to około co 100-tna osoba. Ten sam eksperyment w miasteczku na prowincji USA, wykazywał że zatrzymywła się co 5-10-ta osoba. Wniosek: mentalność tłumu zależy od wielkości tłumu.

Taki eksperyment pozwala, tak jak piszesz zobaczyć odruchy społeczne i być może inaczej szkolić służby w wielkich miastach, inaczej w małych, a być może być przyczynkiem do zmiany prawa. Tak więc jak stawiać problemy to propnowałbym jakieś trudniejsze niż te z eksperymentu Uniwersytetu Michigan.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat wieś jest na bieżąco utrzymywana przez miasta z podatków, dotacji i zakupu produktów rolnych przez "miastowych" - gdyby nie "janosikowe", po polskiej wsi ciągle jeździłbyś na koniu. Poza tym zadośćuczynienie dostaną od państwa - znowu głównie za podatki "miastowych", bo ci płacą ich więcej.

Zapominasz kto produkuje jedzenie. Nie fabryki, tylko rolnicy którzy dostarczają mleko i inne produkty pierwszej potrzeby. Ehhh, ta obrzydliwa Wieś, która tylko bierze a nic nie daje.

 

spadłeś ze schodów po wyjściu ze sklepu, starciłeś przytomność i masz zewnętrzny krwotok, są godziny szczytu. Ktoś nawet szybko wezwał karetkę, tylko ta przez korki przyjachała po 30min. Wszystko jest OK, bo służby działały najlepiej jak mogły, ale Ty zdążyłes się wykrwawić. Gdyby ktoś udzielił Ci pierwszej pomocy, być może przeżyłbyś. Ale ponieważ nie ma takiego obowiązku wpisanego jasno do konstytucji to wszystko jest w porządku.

Dlaczego mniemam, że nikt Ci nie udzieli pomocy: bo był taki ekpseryment, że delikwent kładł się na ruchliwym chodniku na Manhatanie i patrzyli ilu z przechodniów zatrzyma się by dowiedzieć co się stało. W NY była to około co 100-tna osoba. Ten sam eksperyment w miasteczku na prowincji USA, wykazywał że zatrzymywła się co 5-10-ta osoba. Wniosek: mentalność tłumu zależy od wielkości tłumu.

Taki eksperyment pozwala, tak jak piszesz zobaczyć odruchy społeczne i być może inaczej szkolić służby w wielkich miastach, inaczej w małych, a być może być przyczynkiem do zmiany prawa. Tak więc jak stawiać problemy to propnowałbym jakieś trudniejsze niż te z eksperymentu Uniwersytetu Michigan.

Prawo tłumu, grupowe usprawiedliwienie (dlaczego ja, a niech on/ona to zrobi) czy jakkolwiek ktoś sobie to nazwie.

Znam autentyczny przypadek z Krakowa, gdzie w jednym z lokali podcięli gościowi tętnicę. Oczywiście powstało po chwili kółeczko wokół ofiary i tak się patrzą jak cielęta jak krew wypływa z rozciętej rany - stoją i stoją, a barmanka w tym czasie zachowuje się jak gdyby nigdy nic, odpowiadając po krótkim czasie śmiałkowi proszącemu o medykamenty w stylu 'czasem się zdarza'...Wniosek jest prosty.

 

Inny przypadek (osobiście przetestowany) to przejście na czerwonym przez ulicę. Dopóki nikt się nie wyrwie reszta czeka grzecznie na zielone a tak ciach, i efekt domina. Nagle wszystkim się śpieszy ;)

 

Tak jak chcesz, ciekawe z punktu widzenia badań socjologicznych (ostatnie dwa pkt Twojej wypowiedzi) problemem może być postawione pytanie, ile ludzi można "rozwalić" by ratować prezydenta: 5?, 50?, 500?, 5000? czy 5 000 000?

To już takie moje subiektywne zdanie, ale po kiego go ratować. Na świecie prezydenci to takie kukiełki, które tylko podpisują ustawy. Niby najważniejszy a tak na prawdę guzik, gdyż władzę ma sejm i senat. Taka demonkracja w skrócie.

Inaczej ma się to jak mamy rządy twardej ręki, np Chiny.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oczywiście powstało po chwili kółeczko wokół ofiary i tak się patrzą jak cielęta jak krew wypływa z rozciętej rany - stoją i stoją,

 

Ja na szkolnych zajęciach z PO (przysposobienie obronne) miałem udzielanie pierwszej pomocy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zapominasz kto produkuje jedzenie. Nie fabryki, tylko rolnicy którzy dostarczają mleko i inne produkty pierwszej potrzeby. Ehhh, ta obrzydliwa Wieś, która tylko bierze a nic nie daje.

Ale niestety prawda jest taka, że gdyby nie socjalistyczne dopłaty dla polskich rolników, 90% żywności sprowadzalibyśmy z zagranicy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ale niestety prawda jest taka, że gdyby nie socjalistyczne dopłaty dla polskich rolników, 90% żywności sprowadzalibyśmy z zagranicy.

 

Problem w tym że nasi rolnicy nie mogą konkurować z zachodnimi (silnie dotowanymi i doinwestowanymi w park maszynowy), do tego brak edukacji, rozdrobnienie areałowe, brak systemu zbytu , młodzi uciekają do konsumpcyjnego stylu życia miast.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby rząd był roztropny to zamiast wstępować do unii poradziliby sobie sami a rolnictwo można postawić na nogi poprzez ograniczenie importu. Teraz niewiele da się zrobić. Brakuje tylko euro i możemy sobie powiesić barachło z gwiazdkami na maszcie.

Wyjdziemy na tym jak zabłocki na mydle, gdyż powinno się myśleć długofalowo a nie patrząc krótkowzrocznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Problem w tym że nasi rolnicy nie mogą konkurować z zachodnimi (silnie dotowanymi i doinwestowanymi w park maszynowy)

Dotowani z tego samego budżetu, co zachodni rolnicy, więc problem można łatwo załatwić. Tyle, że trzeba naprawdę chcieć coś z tym zrobić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Rzeczywistość wirtualna (VR) poprawia jakość życia osób z demencją, bo pomaga im w przypominaniu przeszłych doświadczeń czy budowaniu kontaktów społecznych.
      Naukowcy z Uniwersytetu Hrabstwa Kent prowadzili badania w St Andrew's Healthcare. Objęły one 8 pacjentów w wieku 41-88 lat z różnymi postaciami demencji, w tym z chorobą Alzheimera i pląsawicą Huntingtona.
      Korzystając z hełmu do rzeczywistości wirtualnej, pacjenci odwiedzali jedno z pięciu środowisk (ang. virtual environments, VEs): katedrę, las, piaszczystą plażę, skalistą plażę bądź wieś. Monitorowano 16 sesji; informacje zwrotne pozyskiwano zarówno od chorych, jak i opiekunów.
      Okazało się, że VR pomagała ludziom przywołać wspomnienia. Zapewniała bowiem nowe bodźce, do których nie ma się dostępu przez zły stan zdrowia albo stałe przebywanie w bezpiecznym otoczeniu.
      Wspomnienia nie tylko stanowiły pozytywną stymulację umysłową dla pacjentów. Pomagały też opiekunom dowiedzieć się czegoś o ich życiu sprzed choroby. Dzięki temu poprawie ulegały wzajemne kontakty.
      Na sesji arteterapii parę tygodni później jeden z pacjentów, który brał udział w eksperymencie z VR, powiedział, że to było wspaniałe. Wydawało się, że przypominanie sobie tego doświadczenia sprawiało mu przyjemność. Zainspirowało go to także do narysowania nadmorskiego krajobrazu. Doświadczenie VR miało więc pozytywny wpływ na jego nastrój i motywację do wzięcia udziału w arteterapii.
      Autorzy publikacji z pisma Proceedings of the SIGCHI Conference on Human Factors in Computing Systems podkreślają, że niektórzy pacjenci lubili się przełączać między różnymi VE, inni zaś eksplorowali tylko jedno środowisko.
      Naukowcy dodają, że skoro coraz łatwiej jest produkować panoramiczne wideo do rzeczywistości wirtualnej, można myśleć o VEs dostosowanych do konkretnych pacjentów; mogłyby one przedstawiać np. dom albo ulubione miejsca.
      Choć wyniki studium są zachęcające, zespół podkreśla, że konieczne są dalsze badania na większej próbie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Przysłowie mówi, że co dwie głowy, to nie jedna, ale z psychologicznego punktu widzenia lepiej czasem pracować w pojedynkę. Badania Julii A. Minson z University of Pennsylvania ujawniły bowiem, że ludzie, którzy podejmują decyzję z kimś, są bardziej pewni własnych sądów. Jak na ironię losu, będąc z drugą osobą, mniej przejmują się jej opiniami, jak gdyby uważali, że problem już się rozwiązał.
      Minson i Jennifer S. Mueller poprosiły 252 ochotników o oszacowanie w dwóch rundach 9 wskaźników związanych z geografią, demografią i handlem USA. Czasem zadanie rozwiązywano indywidualnie, a czasem w parze. Później badanym pokazywano wyniki rozważań innych (osób lub par) i dawano możliwość zmiany własnej wyceny. Jak wyjaśniają panie psycholog, ostateczna wartość mogła być więc dziełem od 2 do 4 osób. Za udział w poszczególnych rundach eksperymentatorzy płacili 30 dolarów, ale za każde odchylenie od prawidłowej odpowiedzi o 1 punkt procentowy odejmowano dolara. Wolontariuszy pytano, jak bardzo są pewni swoich odpowiedzi.
      Okazało się, że ludzie pracujący w parze byli bardziej pewni swego i mniej skłonni do korygowania oszacowań pod wpływem opinii z zewnątrz. Początkowe osądy par były nieco lepsze od ocen indywidualnych. Po fazie zapoznawania z oszacowaniami innych i możliwości wprowadzania zmian różnica jednak zanikała. Połączone opinie 4 osób nie dawały lepszych rezultatów niż oceny 2 lub 3. Najlepiej więc, gdy jednostka zapoznaje się z wynikami czyichś rozważań, bo wtedy przykłada do nich większą wagę.
      Minson podkreśla, że nie należy, oczywiście, rezygnować z pracy grupowej. Menedżerowie muszą jednak pamiętać, by nakłaniać do uważniejszej analizy wkładu wszystkich członków zespołu i że 15-osobowa grupa nie jest 15-krotnie bardziej wydajna od 1 człowieka. Matematycznie rzecz ujmując, największą korzyść odnotujemy przy przejściu od jednego decydenta do dwóch. Później przy każdej dodatkowej osobie następuje spadek.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Korzystanie z telefonu komórkowego sprawia, że chwilę potem ludzie stają się mniej prospołeczni.
      Prof. Anastasiya Pocheptsova i Rosellina Ferraro oraz student Ajay T. Abraham z University of Maryland przeprowadzili serię eksperymentów, w których ustalili, że po krótkim okresie korzystania z telefonu komórkowego badani wykazywali mniejszą chęć zostania wolontariuszem w lokalnej służbie społecznej, gdy ich o to poproszono. Poza tym szybciej przestawali się zajmować rozwiązywaniem zagadek słownych, mimo że wiedzieli, że poprawne odpowiedzi przekładają się na datek dla organizacji charytatywnej.
      Ograniczenie tendencji do skupiania się na innych następowało nawet wtedy, gdy uczestników studium proszono o narysowanie własnych telefonów komórkowych i pomyślenie o korzystaniu z nich.
      W eksperymentach wzięło udział kilka grup studentów college'u, a więc kobiety i mężczyźni tuż po dwudziestce. Możemy się [jednak] spodziewać podobnych efektów w innych grupach wiekowych. Biorąc pod uwagę coraz większe rozpowszechnienie komórek, należy się liczyć ze skutkami społecznymi na szeroką skalę - uważa Ferraro.
      Skąd bierze się spadek tendencji prospołecznych? Telefon komórkowy bezpośrednio wywołuje uczucie łączności z innymi, zaspokajając podstawową ludzką potrzebę przynależności. Później nie trzeba więc już podejmować wysiłków, by funkcjonować jako część społeczności czy pomagać innym. Psycholodzy ustalili, że łączność jest tu kluczem. Kiedy w jednym z eksperymentów porównywano użytkowników telefonów oraz Facebooka, okazało się, że za pośrednictwem komórki ludzie czuli się bardziej związani z otoczeniem.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Małpy Nowego Świata (szerokonose) mają bardziej skomplikowany wzór na pysku, jeśli żyją w małych grupach lub dzielą obszar występowania z większą liczbą innych gatunków, co oznacza stosunkowo niewielkie prawdopodobieństwo spotkania swoich, a wysokie obcych, którzy mogą być przecież groźni.
      Ukari szkarłatne, których stada składają się niekiedy nawet ze 100 osobników, mają charakterystyczne jednolicie czerwone pyski, natomiast ponocnica mirikina, która żyje w małych grupach rodzinnych z partnerem i potomstwem, ma wokół oczu białe obwódki. Widać je tym lepiej, że usadowiły się na ciemnym tle.
      Wg Sharlene Santany z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, u małp tworzących niewielkie stada rozbudowany wzór pomaga w odróżnianiu gatunków, zaś u małp tworzących duże grupy jednolite twarze ułatwiają rozpoznawanie poszczególnych osobników, o zwiększeniu skuteczności komunikacji za pomocą mimiki nie wspominając.
      Amerykanie sfotografowali pyski 129 gatunków małp szerokonosych. Uszeregowali je pod względem złożoności barwnego wzoru, pigmentacji skóry, a także długości i barwy włosów. Zestawili to z danymi dotyczącymi życia społecznego i ekologii każdego gatunku, uwzględniając związki ewolucyjne, które mogły doprowadzić do powstania podobnego wzoru u dwóch spokrewnionych gatunków.
      Tak jak przewidywano, habitat określał ubarwienie i owłosienie pyska, bo małpy żyjące w mrocznych, wilgotnych lasach Amazonii miały ciemniejsze brody i włosy na obwodzie mózgoczaszki. Naukowcy sądzą, że pomaga to we wtopieniu się w otoczenie. Dla odmiany małpy występujące na obszarach intensywnego promieniowania ultrafioletowego odznaczały się ciemniejszymi wzorami wokół oczu ("okularami"), co chroniło je przed szkodliwym wpływem UV. Pyski zwierząt zajmujących oddalone od równika chłodniejsze habitaty porastały za to dłuższymi włosami.
      W kontekście presji ewolucyjnej związanej z kontaktami społecznymi naukowcy wspominają o kontrastowym ubarwieniu pyska sajmiri boliwijskiej (Saimiri boliviensis) z jasną oprawą oczu i ciemną kufą. Ponieważ małpy te nieczęsto się spotykają, charakterystyczny wygląd pozwala od razu wypatrzeć rozsianych rzadko po lesie pobratymców. Dla małp tworzących duże stada od wzoru i koloru ważniejsze są kształty i rozmiary poszczególnych elementów pyska - bo tym właśnie różnią się od siebie poszczególni członkowie grupy. Poza tym mniej skomplikowane wzory eksponują mimikę, a bez właściwego jej odczytywania trudno mówić o harmonii i przestrzeganiu zasad życia społecznego.
      W przyszłości zespół Santany zamierza się przyjrzeć ewentualnemu wpływowi życia społecznego na wygląd pysków innych małp i ssaków.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Porzucenie instynktownej rywalizacji na rzecz współpracy przynosi samcom delfinów butlonosych korzyści w postaci większej liczby samic, z którymi uprawiają seks. Jo Wiszniewski z Macquarie University zaobserwował, że te samce, które podejmują współpracę z innymi, tworząc grupy w celu poszukiwania samic, odnoszą większe sukcesy. To pokazuje, że delfiny mogą współpracować w celu zmaksymalizowania korzyści reprodukcyjnych - mówi Wiszniewski.
      Naukowiec informuje, że grupy liczą od 2 do 4 samców. Niektóre „sojusze" są zawierane na jeden sezon, inne trwają całymi latami. Zawieranie tego typu sojuszy jest bardzo złożonym procesem, gdyż wymaga wysokiego poziomu wzajemnej tolerancji, współpracy i koordynacji działań.
      Już wcześniej obserwowano takie zachowania wśród ssaków, jednak nie było wiadomo, dlaczego podejmują one współpracę. Odkryliśmy, że większość samców, którzy zostali ojcami, była członkami współpracujących grup - mówi Wiszniewski.
      Takiego poziomu współpracy jak u delfinów nie obserwujemy u większości zwierząt. Te badania pokazują nam, jak działają tego typu związki - dodaje uczony.
×
×
  • Create New...