Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Rekomendowane odpowiedzi

Japońscy i amerykańscy naukowcy wykorzystali inżynierię genetyczną do stworzenia bydła odpornego na BSE (gąbczaste zwyrodnienie mózgu). Zwierzęta, które mają obecnie 20 miesięcy, są całkowicie zdrowe. Sperma pobrana od byków posłużyła do stworzenia zarodków i zapłodnienia krów. Nie wiadomo jedynie, czy urodzą się zdrowe cielęta.

W systemie nerwowym zwierząt brakuje prionów – białek odpowiedzialnych za rozwój BSE i innych podobnych chorób.

Naukowcy, którzy stworzyli stado, już teraz są zadowoleni ze swoich sukcesów. Podkreślają, że ich eksperyment dowiódł, iż priony nie są potrzebne do normalnego rozwoju bydła. Stado ma już niemal 2 lata i jest całkowicie zdrowe – mówi James Robl, specjalista ds. klonowania z firmy Hematech. Dodaje przy tym, iż zwierzęta pozbawione prionów mogą zostać wykorzystane jako modele do badań nad rozwojem BSE u bydła czy choroby Creutzfeldta-Jakoba u ludzi.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Cywilizacja minojska, jedna z najstarszych cywilizacji epoki brązu, powstała około 5000 lat temu na Krecie. Minojczycy budowali wspaniałe pałace, z których najbardziej znane to te w Knossos i Fajstos. W powszechnej świadomości zostali zapisani mitem o Minotaurze, człowieku z głową byka, który został zamknięty w labiryncie zbudowanym przez Dedala. Wiemy, że byk odgrywał olbrzymią rolę w kulturze minojskiej. Archeolodzy znaleźli właśnie na Krecie głowę rytualnie poświęconego byka.
      To może być ślad najstarszego znanego nam rytuału związanego z tym tak ważnym dla kultury minojskiej zwierzęciem, mówi archeolog Metaxia Tsipopoulou, która od lat 80. prowadzi badania na stanowisku Petras. Głowę znaleziono na nietkniętym cmentarzu, który był wykorzystywany przez minojskie elity od 2800 r. p.n.e. aż do około 1750 roku przed naszą erą.
      Tsipopoulou i jej zespól znaleźli tam kości składowane w 26 różnych budynkach funeralnych. Każdy z budynków zawierał około 14 pomieszczeń, a głowę byka znaleziono w znajdującym się na 8. obszarze wykopalisk budynku 9. pochodzącym z lat 1920–1750 p.n.e. Poza czaszką zwierzęcia nie było tam żadnych innych kości. Do rytuału poświęcenie doszło w innym miejscu, wnioskują archeolodzy.
      Minojczycy, podobnie jak my, uważali, że zmarłych i powiązane z nimi przedmioty, powinny być oddzielone od żywych. Dlatego też wszystko, co było używane podczas pogrzebów, pozostawało w obrębie cmentarza i nie było przenoszone na obszary, gdzie ludzie mieszkali. Na miejscu pozostawiano więc np. naczynia, których używano podczas styp.
      Tam, gdzie odkryto czaszkę byka, znaleziono też lampę, kubek, trzy dzbany na wodę do obmywania rąk oraz sześć naczyń, w tym dwie muszle trytonów. Przykuły one uwagę archeologów, gdyż trytony również miały znaczenie w religii minojskiej.
      Wszystko wskazuje na to, że poświęcenia byka dokonano około 1850 roku. Nie wiemy, co skłoniło rodzinę należącą do elity, by poświęcić tak cenne zwierzę, jak byk. Być może miało to związek z jakimś ważnym wydarzeniem jak silne trzęsienie ziemi, pandemia czy tsunami, mówi Tsipopoulou. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Oksfordzkim wskazują, że byk został zjedzony. Zwierzę miało około 5 lat i było udomowione. Co interesujące, na całym obszarze 8. nie znaleziono dowodów na pochówki człowieka.
      Niemal wszystkie pochówki na cmentarzu na stanowisku Petras są pochówkami wtórnymi. Zmarli byli pozostawiani w jednym miejscu, aż tkanki miękkie się rozłożyły, a następnie ich kości, wraz z cennymi przedmiotami – jak pieczęcie cylindryczne, ceramika, złote i srebrne koraliki – były przenoszone do budynków pogrzebowych.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Krowa, niezwykle jasne światło na niebie, wciąż dzieli naukowców, którzy nie wiedzą, jaka jest natura tajemniczego zjawiska.
      Obiekt AT2018cow, nazwany nieoficjalnie Krową (Cow) został po raz pierwszy zaobserwowany 16 czerwca 2018 roku. Pojawił się nagle i znikąd w niewielkiej galaktyce odległej o około 200 milionów lat świetlnych. Krowa jest bardzo jasna, a jej gwałtowne pojawienie się świadczy o tym, że nie jest to supernowa, gdyż te wolniej zyskują na jasności.
      Początkowo sądzono, że Krowa znajduje się znacznie bliżej, niewykluczone, że w Drodze Mlecznej. Pojawiły się przypuszczenia, że mamy do czynienia z białym karłem, który pochłania materiał pobliskiej gwiazdy i okresowo rozbłyska. Takie wydarzenia są częste w naszej galaktyce. Jednak analiza spektrum światła Krowy wykazała, że znajduje się ona znacznie dalej, w innej galaktyce, i to w odległości, z której rozbłyskujący biały karzeł nie byłby widoczny.
      Już pierwsze obserwacje pokazały, jak bardzo niezwykły jest to obiekt. Brak mu cech charakterystycznych supernowej. Ponadto zyskiwał na jasności i pozostał bardzo jasnym przez niemal 3 tygodnie. Supernowe zwykle się tak nie zachowują, mówi Daniel Perley, astronom z Liverpool John Moores University.
      Gdy tylko odkryto, w jakiej odległości leży Krowa, Liliana Rivera Sandoval z Texas Tech University postarała się o dostęp do należącego do NASA Neil Gehrels Swift Observatory, by zobaczyć, jak obiekt wygląda w ultrafiolecie i promieniach rentgenowskich. Okazało się, że emisja w obu zakresach jest bardzo jasna. Ponadto, chociaż jasność promieniowania rentgenowskiego początkowo się zmieniała, to jego spektrum nie ulegało zmianie, nie ewoluowało, co jest czymś niezwykłym, stwierdziła Sandoval. Po 3 tygodniach zakres zmian promieniowania X zwiększył się i spadła też jego jasność.
      Naukowcy zgadzają się, że długotrwałość tego wydarzenia wskazuje, że po początkowym rozbłysku coś je napędzało. Nie wiadomo jednak co. Niektórzy uważają, że mogła być to niezwykła supernowa, której jądro zapadło się już po eksplozji. Zdaniem innych, byliśmy świadkami rozerwania gwiazdy przez czarną dziurę Jednak takie wydarzenie zwykle wymaga obecności supermasywnej czarnej dziury, takiej, jakie znajdują się w centrach galaktyk, tymczasem Krowa pojawiła się w ramieniu galaktyki spiralnej. Część uczonych stwierdziła więc, że znajduje się tam średnio masywna czarna dziura. Jednak brak jednoznacznych dowodów na istnienie takich dziur. Każda z hipotez ma swoje słabe strony, przyznaje Sandoval.
      Jakby jeszcze tych tajemnic było mało, warto wspomnieć o obserwacjach przeprowadzonych przez Annę Ho z California Institute of Technology. Pani Ho użyła Submilimeter Array na Mauna Kea. Obiektów eksplodujących zwykle nie obserwuje się w zakresie fal milimetrowych, gdyż fale zanikają krótko po eksplozji i zwykle nie udaj się ich uchwycić. Tym razem było inaczej. Po kilkunastu dniach Krowa nadal jasno świeciła w tym zakresie. Po raz pierwszy udało mi się zaobserwować takie fale z takiego źródła, mówi Ho. Podobnie do innych zakresów, Krowa długo świeciła w spektrum milimetrowym, a później emisja zaczęła zanikać. Ho uważa, że emisja pochodziła z fali uderzeniowej wywołanej przez obiekt eksplodujący w otoczeniu pyłu i gazu. Nagły spadek emisji był spowodowany wyjściem fali poza granicę gazu i pyłu.
      Naukowcy nie potrafią więc jednoznaczne wyjaśńić, czym była Krowa. Mają więc nadzieję, że trafią na więcej takich zdarzeń, dzięki czemu uda się je zbadać.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Wielu astronomów zapamięta rok 2018 jako Rok Krowy, od nazwy spektakularnej eksplozji, którą specjaliści na całym świecie badają od czerwca. Teraz dwa zespoły badaczy sugerują, że mamy tutaj do czynienia z zapadnięciem się gwiazdy i niezwykłą okazją do obserwacji tego zjawiska na bieżąco.
      W przeciwieństwie do powoli rozwijającej się typowej supernowej Krowa rozbłysła w przeciągu kilkunastu godzin. Pojawiła się znikąd, mówi jej odkrywca Stephen Smartt z Queen's University Belfast. Dla ekspertów badających eksplozje gwiazd Krowa to wymarzone wydarzenie.
      Dwa niezależne zespoły doszły do tego samego wniosku. Obserwowane światło musi pochodzić albo z nowo powstałej czarnej dziury pochłaniającej materię, albo z gwiazdy neutronowej. Obie struktury powstają, gdy masywne gwiazdy kończą swój żywot. Pojawienie się AT2018cow to bezprecedensowa okazja do zbadania takiego zjawiska. Dzięki temu możemy zrozumieć najbardziej ekstremalne zjawiska zachodzące podczas eksplozji masywnych gwiazd, stwierdza Mansi Kasliwal z California Institute of Technology.
      Niemal wszystko, co możemy obserwować, to zjawiska, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy, dodaje Iar Arcavi, astrofizyk z Instytutu Kalifornijskiego w Santa Barbara.
      Historia odkrycia Krowy rozpoczęła się 16 czerwca, gdy jeden z kolegów zwrócił Smarttowi uwagę na gwiazdę, której wcześniej nie było. Smartt początkowo uznał to za nic nieznaczący rozbłysk gwiazdy w Drodze Mlecznej. Jednak szybko zdał sobie sprawę, że zjawisko to znajduje się prawdopodobnie znacznie dalej, a konkretnie w galaktyce CGCG 137-068 oddalonej od Ziemi o około 200 milionów lat świetlnych. To była 11 w nocy w niedzielę gdy pomyślałem, że powinienem wszystkich o tym powiadomić, mówi Smartt. Wysłał więc informację za pomocą Astronomer's Telegram, usługi służącej do raportowania i komentowania przejściowych zjawisk astronomicznych. Bardzo szybko inni astronomowie potwierdzili, że świecący obiekt znajduje się w znaczniej odległości i jest na tyle jasny, iż mogą go obserwować nawet amatorzy.
      Oczywistym się też stało, że nie mamy do czynienia ze zwykłą supernową. Obiekt osiągnął szczyt jasności w ciągu kilku dni, nie tygodni. W tym momencie wszyscy odłożyli to, co dotychczas robili i zaczęli obserwować Krowę, mówi Daniel Perley z Liverpool John Moores University. Zespół Perleya wykorzystał do obserwacji teleskop na Wyspach Kanaryjskich oraz wiele innych teleskopów. Obserwowali Krowę przez 6 tygodni. Na podstawie zebranych danych stwierdzili, że mamy do czynienia z gwiazdą rozrywaną przez czarną dziurę.
      W tym samym czasie zjawisko obserwowała Anna Ho z Caltechu. Badania prowadziła w spektrum radiowym. Zauważyła emisję w krótkich zakresach fal, która trwała całymi tygodniami. To zaś wskazywało, że istnieje mechanizm, który tę emisję napędza – czarna dziura lub obracająca się gwiazda neutronowa. Wykazaliśmy, że nie mamy tu do czynienia z żadnym standardowym zjawiskiem, mówi Ho.
      Jeszcze więcej szczęścia miała Raffaella Margutti z Northwestern University, autorka jednego z dwóch wspomnianych na wstępie artykułów. Już wcześniej zarezerwowała ona sobie czas obserwacyjny na teleskopie rentgenowskim NuSTAR. Teraz mogła wykorzystać jego możliwości. Za pomocą NuSTAR i innych urządzeń wraz z zespołem potwierdziła, że mamy do czynienia z niezwykłym zjawiskiem. Wskazywała na to przede wszystkim emisja w zakresie promieniowania rentgenowskiego, która wskazywała, że cząstki są ogrzewane od wewnątrz rozbłysku. To również wskazywało, że silnikiem napędowym Krowy jest czarna dziura lub gwiazda neutronowa.
      Obserwowaliśmy tworzenie się kompaktowego obiektu w czasie rzeczywistym, mówi uczona. Zwykle takich zjawisk się nie obserwuje, gdyż całość jest początkowo zakryta chmurą materiału pochodzącego z eksplozji. Zaletą Krowy jest fakt, że jej główny mechanizm napędowy był niemal całkowicie odsłonięty, cieszy się Margutti.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Czaszka krowy sprzed 5000 lat nosi ślady pierwszej znanej trepanacji weterynaryjnej. Wiemy, że w neolicie przeprowadzano u ludzi operacje trepanacji, dysponujemy bogatym materiałem archeologicznym dowodzącym takich praktyk, dotychczas jednak nie zauważono, by to samo robiono w przypadku zwierząt.
      Czaszkę z dziurą znaleziono na stanowisku archeologicznym na zachodzie Francji. Region ten był w latach 3400-3000 przed Chrystusem zamieszkany przez społeczność łowców-zbieraczy. Znalezione tam liczne fragmenty kości wskazują, że krowy, obok świń, owiec i kóz, były głównym źródłem pożywienia.
      Początkowo archeolodzy sądzili, że dziura w czaszce krowy powstała wskutek uderzenia rogiem innego zwierzęcia. Jednak skany wykonane w dużej rozdzielczości pokazały, że wokół dziury nie ma pęknięć i wyszczerbień typowych dla silnego uderzenia. Sama dziura zaś była zbyt regularna. Nie wydaje się też, by za jej powstanie odpowiadał nowotwór lub choroba taka jak syfilis czy zapalenie płuc. Pozostała część czaszki nie nosi bowiem śladów żadnych schorzeń. Mało też prawdopodobne, by dziurę wywiercono w celach religijnych, gdyż czaszka została wyrzucona do śmieci.
      Współautor badań, Fernando Ramirez Rozzi z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych mówi, że wokół dziury widać zadrapania podobne do tych, jakie znajdujemy na czaszkach neolitycznych ludzi poddanych trepanacji. Moim zdaniem mamy tu do czynienia z niepodważalnymi dowodami na trepanację. To jedyne rozsądne wytłumaczenie, stwierdza Rozzi. Jego zdaniem fakt przeprowadzenia trepanacji u krowy można wyjaśnić w dwojaki sposób. Albo chodziło o leczenie krowy, albo była to próba przed trepanacją u człowieka, mówi uczony. Rozzi dodaje, że leczenie krowy jest mało prawdopodobne, gdyż zwierząt tych nie brakowało.
      Naukowcy nie byli w stanie stwierdzić, czy trepanację wykonano u żywego czy martwego zwierzęcia. Na czaszce brak śladów odrastania kości, zatem albo zwierzę już nie żyło, albo nie przeżyło operacji.

      « powrót do artykułu
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści z Instytutu Badawczego Ellen Scripps zidentyfikowali prion TPrP (od ang. toxic PrP), który jako monomer prowadzi do rozmaitych form obumierania neuronów - apoptozy i autofagii - wiązanych do tej pory z toksycznością agregatów białek prionowych, czyli oligomerów. Oznacza to, że jest co najmniej 10-krotnie bardziej śmiercionośny od nich.
      Zmiany związane z działaniem TPrP przypominają te widywane w mózgach zwierząt z BSE (gąbczastą encefalopatią bydła). Jak donosi zespół prof. Corinne Lasmézas, najbardziej toksyczna w warunkach in vivo oraz in vitro forma prionu ma budowę helisy alfa. Co ciekawe, wysoce α-helikalne półprodukty opisano także w przypadku innych amyloidogennych białek, ale ich biologiczne znaczenie nadal pozostaje nieznane.
      Amerykanie uważają, że ich odkrycia nie tylko pozwolą lepiej zrozumieć BSE czy jej ludzki odpowiednik chorobę Creutzfeldta-Jakoba, ale także zbadać możliwość, czy podobne neurotoksyczne białka o nieprawidłowej konformacji nie są zaangażowane w alzheimeryzm czy parkinsonizm.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...