Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jedna z pięciu największych znanych w historii świata megapowodzi zdarzyła się w rejonie Suwałk kilkanaście tysięcy lat temu. Do dziś widać jej skutki. Przełomowe odkrycie naukowców z UMK zmienia myślenie o krajobrazie Europy Środkowej i wyjaśnia m.in. genezę jeziora Hańcza.
      15-17 tysięcy lat temu, w okresie zlodowacenia, przez rejon dzisiejszych Suwałk przeszła jedna z pięciu największych znanych powodzi w historii Ziemi. Źródłem tej wody był topniejący lądolód. Powódź ta niosła ze sobą 2 mln metrów sześciennych wody na sekundę. To 10 razy więcej, niż średni przepływ rzeki Amazonki albo 2 tysiące razy więcej wody, niż uchodzi średnio z Wisły do Bałtyku. Taka powódź trwała prawdopodobnie tylko kilkanaście dni, ale jej skutki widoczne są aż do dziś w krajobrazie Europy Centralnej - w tym północno-wschodniej części Polski.
      To, że taka powódź zdarzyła się w plejstocenie, ogłosili właśnie światu badacze z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu na łamach czasopisma Earth-Science Reviews. Dzięki temu możemy zupełnie inaczej spojrzeć na niektóre struktury geologiczne w krajobrazie Europy Środkowej.
      Te badania rzucają nowe światło na to, jak powstał system pradolin w Polsce - mówi PAP dr hab. Piotr Weckwerth, prof. UMK, pierwszy autor publikacji. Jak dodaje, badania wyjaśniają też m.in. genezę powstania Hańczy - najgłębszego polskiego jeziora.
      Kilkanaście tysięcy lat temu z rejonu dzisiejszej Polski ustępował lądolód skandynawski. Ilość lodu, którą gromadził, była niewyobrażalna: w centralnej jego części grubość lodu wynosiła 2-3 km, a przy krawędzi miąższość lodu sięgała około 250-300 metrów.
      Można przyjąć, że lód okrywał wtedy rozległe rejony Polski na północ od Poznania, Szczytna czy Suwałk. Kiedy taki lądolód się topił, czasem pod lodem lub na jego powierzchni powstawały jeziora, w których przez długi czas gromadziła się woda.
      Do powodzi w rejonie dzisiejszych Suwałk doszło prawdopodobnie wtedy, kiedy dno jednego z takich gigantycznych jezior na lodowcu się rozszczelniło. Woda zaczęła z niego uchodzić z gigantyczną prędkością. Jezioro takie mogło mieć ok. 30 km średnicy – mówi prof. Piotr Weckwerth.
      Miejscem, w którym woda spadała z powierzchni lądolodu w kierunku jego podłoża i dalej na przedpole, według ustaleń naukowców z UMK, było m.in. jezioro Hańcza - najgłębsze jezioro w naszej części Europy. Tam widać ślady silnej erozji pod lodem wywołanej przez wodę, która z wielką siłą rozcinała podłoże i wyrzucała materiał na zewnątrz czoła lądolodu - opowiada inny autor pracy, prof. Wojciech Wysota.
      W czasie powodzi teren zalała woda o głębokości ponad 20 metrów, która płynęła z prędkością ponad 55 km na godzinę. Woda ta podążała systemem pradolin na południowy zachód - najpierw w kierunku dzisiejszej Biebrzy, Narwi, a dalej - w stronę obecnych Niemiec, Morza Północnego, kanału La Manche, aż do Zatoki Biskajskiej – tłumaczą naukowcy. (Morze Północne i Kanał La Manche wówczas nie były ukryte pod wodą, a stanowiły ląd).
      ZMARSZCZKI PRZED CZOŁEM LĄDOLODU
      Tę gigantyczną powódź sprzed kilkunastu tysięcy lat udało się odkryć przypadkiem. Przeglądałem Geoportal, gdzie prezentowany jest m.in. lidarowy obraz rzeźby terenu. Szczególną moją uwagę zwrócił rejon Suwałk. Nagle coś zrozumiałem: zobaczyłem formy, które przypominały coś znajomego - opowiada prof. Wysota.
      Jak tłumaczy, na dnie rzeki powstają nieraz - np. w piasku - charakterystyczne kilkucentymetrowe zmarszczki - tzw. ripelmarki. Kiedy oglądał obraz lidarowy okolic na południe jeziora Wigry, dostrzegł w rzeźbie terenu podobne kształty, tylko znacznie, znacznie większe: każda taka zmarszczka miała do 8 metrów wysokości. A to znaczyło, że kiedyś płynęło tędy mnóstwo wody.
      Prof. Wysota wiedział, jak w świetle najnowszych badań wyjaśnić istnienie takich ogromnych riplemarków: podobne formy obserwowano w stanie Waszyngton w USA czy na Ałtaju. Tam dokładnie opisano je i wykazano, że powstały one w wyniku wielkich lodowcowych powodzi. A to oznaczało, że z podobną powodzią mieliśmy do czynienia również w naszej części Europy.
      Dzięki analizie parametrów tych zmarszczek naukowcy mogli ustalić, jak wiele wody musiało tamtędy płynąć i jak przebiegała w tamtym rejonie powódź. Puzzle zaczęły się składać w całość.
      Dr hab. Piotr Weckwerth opowiada, że dotychczas tajemnicą było pochodzenie systemu pradolin Warszawsko-Berlińskiej i Toruńsko-Eberswaldzkiej - równoleżnikowych obniżeń terenu w Polsce i Niemczech. System pradolin musiał powstać w wyniku przepływu wielkich ilości wody. Nikt jednak nie wiedział, skąd ona miałaby pochodzić. My dostarczyliśmy dowodów, że były to potężne i katastrofalne powodzie lodowcowe, którymi płynęła woda zgromadzona w jeziorach na powierzchni lądolodu. One dawały mnóstwo wody, która kształtowała sieć dolin i pradolin - opowiada.
      Jak dodaje, istnieją dowody na to, że takie powodzie, których źródłem był lądolód, odnawiały się i dochodziło do nich cyklicznie, także w innych obszarach północnej Polski.
      W ramach grantu z NCN OPUS 16 dr hab. Piotr Weckwerth wraz z zespołem prowadzić będzie bardziej szczegółowe badania dotyczące występowania takich lodowcowych powodzi w plejstocenie.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak poinformowała firma Symantec, w styczniu Anonimowi padli ofiarami cyberprzestępców. Stało się to przy okazji ataku Anonimowych na amerykański Departament Sprawiedliwości. Atak zorganizowano w zemście za zamknięcie serwisu Megaupload. Jego organizatorzy umieścili w serwisie Pastebin instrukcję opisującą w jaki sposób można dołączyć się do atakujących oraz oprogramowanie Slowloris służące do przeprowadzenia DDoS. Jak odkryli badacze Symanteka, ktoś podmienił przewodnik i wgrał na Pastebin wersję Slowloris zarażoną koniem trojańskim, który po zainstalowaniu pobiera trojana Zeus.
      Komputery zarażone szkodliwym kodem biorą udział w ataku DDoS, jednak w tle szpiegują właściciela maszyny, kradną dane bankowe oraz hasła i nazwy użytkownika do kont pocztowych.
      „Ludzie, którzy czynnie wsparli akcję Anonimowych nie tylko złamali prawo biorąc udział w ataku DDoS, ale również narazili się na ryzyko kradzież danych kont bankowych i poczty elektronicznej. Połączenie kradzieży danych finansowych oraz tożsamości, aktywności Anomimowych oraz ataku na Anonimowych to niebezpieczny etap rozwoju internetowej rzeczywistości“ - stwierdzili eksperci.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Powinniśmy przyzwyczaić się, że katastrofy naturalne, które obecnie nazywamy „powodzią stulecia“ czy „huraganem stulecia“, będziemy w przyszłości nazywali „katastrofami dekady“. Badania przeprowadzone przez uczonych z MIT-u i Princeton University wskazują, że wraz ze zmieniającym się klimatem będziemy coraz częściej doświadczali wielkich klęsk żywiołowych. Ich zdaniem potężne burze będą zdarzały się co 3-20 lat.
      Naukowcy przeprowadzili dziesiątki tysięcy symulacji burz odbywających się w różnych warunkach klimatycznych i odkryli, że wywoływane przez nie powodzie, które obecnie uznalibyśmy za „powódź 500-lecia“ będą zdarzały się co 25-240 lat.
      Ning Lin z MIT-u mówi, że znajomość częstotliwości wielkich klęsk żywiołowych pozwoli np. planować budowę wałów przeciwpowodziowych.
      Naukowcy wykorzystali cztery modele klimatyczne i przeprowadzili symulacji 45 000 burz mających miejsce w promieniu 200 kilometrów od południowego krańca Manhattanu. Każdy z modeli klimatycznych był testowany w dwóch scenariuszach. Pierwszym był „klimat obecny“, czyli uśrednione dane za lata 1981-2000 oraz „przyszły klimat“, czyli przewidywania dotyczące klimatu z lat 2081-2100.
      Mimo niewielkich różnic w wynikach uzyskanych za pomocą różnych modeli, generalna tendencja jest wyraźna - liczba gwałtownych zjawisk klimatycznych będzie rosła.
      Obecnie za „burzę stulecia“ uznaje się taką, w wyniku której poziom oceanu u wybrzeży Nowego Jorku wzrasta średnio o około 2 metry. Z kolei „burzą 500-lecia“ ma być taka, która podniesie poziom wód oceanicznych o ponad 3 metry. Podczas obu tego typu zjawisk woda zalałaby Nowy Jork, który jest chroniony wałami o wysokości 1,5 metra. Najwyższy wzrost poziomu wód wyniósł dotychczas 3,2 metra i przydarzył się w 1821 roku - mówi Lin. To odpowiada dzisiejszemu pojmowaniu „powodzi 500-lecia“. Tymczasem, jak widzimy z przeprowadzonych symulacji, taka powódź może powtórzyć się w niedługim czasie.
      Przewidywania tego typu są też o tyle ważne, że przed klęskami można się bronić. Większość budynków planowana jest na 60-120 lat, zatem możliwe jest takie planowanie miast, by były one gotowe na nadejście wielkich klęsk żywiołowych.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Producenci dysków twardych, Seagate i Western Digital, zapowiadają, że w pierwszym kwartale przyszłego roku zaczną  uzupełniać braki rynkowe spowodowane zalaniem fabryk przez powodzie w Tajlandii. Obecna produkcja HDD wynosi 110-120 milionów sztuk kwartalnie. Pomiędzy styczniem a końcem marca na rynek ma zaś trafić około 140 milionów dysków twardych. Kwartalny popyt na tego typu urządzenia wynosi obecnie około 170 milionów sztuk.
      Oświadczenie największych producentów dysków twardych oznacza, że są oni w stanie przywrócić produkcję szybciej niż sądzono. Także japoński producent silników do dysków twardych, Nidec, stara się jak najszybciej przywrócić produkcje. Firma informuje, że już teraz osiągnęła poziom 80% produkcji sprzed powodzi.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Producenci dysków twardych, Seagate i Western Digital, zapowiadają, że w pierwszym kwartale przyszłego roku zaczną  uzupełniać braki rynkowe spowodowane zalaniem fabryk przez powodzie w Tajlandii. Obecna produkcja HDD wynosi 110-120 milionów sztuk kwartalnie. Pomiędzy styczniem a końcem marca na rynek ma zaś trafić około 140 milionów dysków twardych. Kwartalny popyt na tego typu urządzenia wynosi obecnie około 170 milionów sztuk.
      Oświadczenie największych producentów dysków twardych oznacza, że są oni w stanie przywrócić produkcję szybciej niż sądzono. Także japoński producent silników do dysków twardych, Nidec, stara się jak najszybciej przywrócić produkcje. Firma informuje, że już teraz osiągnęła poziom 80% produkcji sprzed powodzi.
×
×
  • Create New...