Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W osadach piaskowca w Argentynie odkryto dwie czaszki niewielkiego zwierzęcia wielkości ryjówki, które pozwalają rozpocząć wypełnianie obejmującej 60 mln lat luki w ewolucji południowoamerykańskich ssaków. Żyjąc ok. 100 mln lat temu na początku późnej kredy, Cronopio dentiacutus dzielił Ziemię z dinozaurami. Należał do Dryolestoidea - wymarłego kladu mezozoicznych ssaków, daleko spokrewnionego z torbaczami i łożyskowcami. Artykuł doktora Guillerma Rougiera z University of Louisville i jego zespołu ukazał się w piśmie Nature.
      C. dentiacutus mierzył od 10 do 15 cm i był owadożerny. Miał pokaźne kły, wąski pysk oraz krótką, zaokrągloną czaszkę. Rougier twierdzi, że wyglądał całkiem jak Scrat, czyli fikcyjna wiewiórka szablozębna z "Epoki lodowcowej". To pierwsza (w dodatku kompletna) czaszka dryolestoida.
      Rougier, Sebastián Apesteguía z Universidad Maimónides i Leandro C. Gaetano zlokalizowali skamieniałości w 2006 r. Bardzo szybko zdali sobie sprawę z wagi patagońskiego odkrycia, ponieważ czaszki ssaków są bardzo kruche, małe i rzadko znajdowane. Wydobywanie tych dwóch egzemplarzy ze skały zajęło parę lat. W oparciu o wiek skał i dlatego, że mieliśmy czaszki, wiedzieliśmy, że to coś istotnego. Zazwyczaj znajdujemy zęby lub fragmenty kości z tego okresu. Większość informacji o wczesnych ssakach zgromadziliśmy dzięki szkliwu, ponieważ to najtwardsza substancja w naszym ciele, która dobrze znosi upływ czasu - wyjaśnia Rougier.
      Dzięki zębom i fragmentom szczęk już od jakiegoś czasu wiadomo było, że na południowych kontynentach żyły endemiczne grupy ssaków. Dzięki skamieniałościom z Patagonii będzie można zrozumieć genealogię wczesnych ssaków południowoamerykańskich oraz ich ewentualne pokrewieństwo ze ssakami z północy.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Znalezione w Patagonii skamieniałości liści, kwiatów, owocostanu i pączków zidentyfikowano ostatecznie jako należące do rośliny z rodzaju Eucalyptus sprzed 51,9 mln lat. To najstarsze makroskamieniałości o potwierdzonej przynależności do tego rodzaju, a zarazem jedyny eukaliptus uznany za występujący kiedyś naturalnie poza Australazją.
      Zespół z Uniwersytetu Cornella, którego artykuł ukazał się w piśmie PLoS ONE, stwierdził, że skamieniałość reprezentuje podrodzaj Symphyomyrtus. Paleontolodzy odkryli w skamieniałości szereg cech eukaliptusów, w tym długie, cienkie liście z gładkimi krawędziami, kropki na liściach odpowiadające gruczołom wydzielniczym oraz ślady na owocach po opadłych działkach kielicha i płatkach.
      Naukowcy podkreślają, że ewolucja rodzaju Eucalyptus była słabo udokumentowana w zapisie kopalnym, tym cenniejsze wydają się więc ostatnie ustalenia. Paru badaczy twierdziło, że udało im się zidentyfikować skamieniałości eukaliptusów z Ameryki Południowej, ale twierdzenia te nie przetrwały naukowej weryfikacji.
      Na skamieniałości natrafiono na stanowisku Laguna del Hunco w prowincji Chubut. Pierwsze okazy znaleźli tu geolodzy prowadzący w 1932 r. prace rozpoznawcze związane z wydobyciem ropy, jednak ważne skamieniałości odkryli dopiero w 2009 r. naukowcy z Argentyny i USA. Pączki dostarczyły ważnych informacji, które pozwoliły na zaliczenie skamieniałości w poczet przedstawicieli rodzaju Eucalyptus – ujawnia dr Elizabeth Hermsen.
      Dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu i analizom morfologicznym udało się odtworzyć i uzupełnić drzewo filogenetyczne rodzaju Eucalyptus.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wg ornitologów z University of Washington, zamieszkująca wyspę Rota na Pacyfiku wrona mariańska (Corvus kubaryi) wyginie w ciągu 75 lat. Nastąpi to w czasie 2-krotnie krótszym niż wcześniej sądzono. Można temu zapobiec, wdrażając program pomocowy dla piskląt, by z większym prawdopodobieństwem dożywały swych pierwszych urodzin.
      Prof. James Ha badał wskaźnik przeżywalności 97 wron mariańskich. Ich losy śledzono w latach 1990-2010. Okazało się, że tylko 40% żółtodziobów dożywało swoich pierwszych urodzin. "Najważniejsze jest przeżycie pierwszego roku. Jeśli przeżywa tylko 40% piskląt, przewidujemy, że gatunek wyginie w ciągu 75 lat". Wyniki analiz amerykańskiego zespołu ukazały się w piśmie Bird Conservation International.
      Siedemdziesięciopięcioletni okres wyginięcia wron mariańskich wyliczono w oparciu o model populacyjny, który uwzględnia szacowaną liczbę ptaków (330), 40-proc. wskaźnik przeżywalności pierwszego roku, średnią liczbę młodych wron w gnieździe oraz płodność samic. Na tej podstawie Ha stwierdził, że za 20 lat będzie 91 ptaków, a po 75 zginą wszystkie. Wcześniej ornitolodzy sądzili, że wskaźnik przeżywalności pierwszoroczniaków wrony mariańskiej oscyluje między 60 a 80%.
      Gdy Ha posłużył się tymi oszacowaniami w swoim modelu populacyjnym, przyszłość C. kubaryi nie rysowała się w aż tak czarnych barwach. Przy 60-proc. wskaźniku przeżywalności po 20 latach pozostałoby 218 osobników, a do wymarcia gatunku doszłoby dopiero po 133 latach. Przy 80-proc. wskaźniku przeżywalności ptaków by przybyło. Po dwóch dekadach populacja rozrosłaby się do 453 osobników. W takim wariancie nie ma nawet mowy o wyginięciu. Wg modelu populacyjnego, gdybyśmy zwiększyli przeżywalność piskląt z 40 do 70%, wronom mariańskim nic by się nie stało.
      Wrony mariańskie należą do rodziny krukowatych. Są uznawane za skrajnie zagrożony gatunek. Ich liczebność spada od lat 60. XX wieku. Ważąc ok. 250 g, C. kubaryi są o ok. 40% mniejsze od innych krukowatych, np. wrony alaskańskiej. Wrony mariańskie są monogamiczne i żyją wyłącznie na wyspie Rota. Władze rozważają utworzenie na jej obszarze parku narodowego.
      Naukowcy obawiają się, że na wyspie Rota powtórzy się scenariusz z Guam, gdzie wprowadzone po II wojnie światowej węże Boiga irregularis całkowicie wytępiły tutejsze ptactwo, w tym muszarkę rdzawopierśną (Myiagra freycineti) czy wachlarzówkę białosterną (Rhipidura rufifrons).
      James i Renee Ha wskazują na niekontrolowany wzrost liczebności zdziczałych kotów domowych, które działają na Rota tak samo jak brązowe węże drzewne na Guam. Stąd pomysł, by stworzyć wylęgarnię i schronisko dla wron mariańskich, w którym po wykluciu przebywałyby przez rok. Potem zwracano by im wolność.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Dzięki doskonale zachowanej skamielinie rośliny znalezionej w Patagonii naukowcom udało się zdobyć więcej informacji na temat pojawienia się i rozprzestrzenienia rodziny astrowatych (Asteraceae). Należą do niej znane i lubiane rośliny uprawne, np. sałata czy karczoch, popularne kwiaty, m.in. słoneczniki, stokrotki, chabry lub nagietki, a także ok. 23 tys. dzikich gatunków. Współcześnie występują one na wszystkich kontynentach poza Antarktydą, a szczególnie upodobały sobie klimat umiarkowany i większe wysokości w tropikach.
      O astrowatych nie można było dotąd zbyt wiele powiedzieć (polegano głównie na danych genetycznych), ponieważ znaleziono stosunkowo mało skamielin. Zespół doktor Viviany Barredy z Museo Argentino de Ciencias Naturales potwierdził, że Asteraceae pojawiły się na południowym superkontynencie Gondwanie ok. 50 mln lat temu. W regionie, który stał się dzisiejszą Patagonią, królował w owym czasie łagodny klimat subtropikalny: temperatury oscylowały wokół 19 stopni Celsjusza i było wilgotno. Warunki sprzyjały ewolucji większej liczby odmian astrowatych.
      Makroskamielina z Ameryki Południowej reprezentuje wczesny etap różnicowania Asteraceae. Dr Tod Stuessy z Uniwersytetu Wiedeńskiego, który napisał komentarz do artykułu opublikowanego przez naukowców na łamach Science, podkreśla, że jeśli nawet badacze zaakceptują tezę, że astrowate pochodzą z Ameryki Południowej, nadal nie wiadomo, jakim sposobem rodzina szybko skolonizowała całą planetę i stała się tak niesamowicie zróżnicowana.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Meksyku zlokalizowano 3 nowe miejsca lęgowe jednego z najrzadszych ptaków świata – spizeli szarolicej (Spizella wortheni). Ponieważ znajdują się one w stanach Nuevo León i Coahuila de Zaragoza, potwierdza się, że gatunek potrzebuje do zakładania gniazd pustynnych krzewów.
      To bardzo ważna informacja, ponieważ pozwoli opracować lepsze plany ochrony zagrożonego gatunku. Choć pozostało zaledwie kilkaset – góra 500 - S. wortheni, dotąd niewiele wiedziano o tym, jak i gdzie ptak się rozmnaża.
      Po raz pierwszy spizelę szarolicą opisał w 1884 r. Rieber. W pobliżu Silver City w Nowym Meksyku (USA) naukowiec schwytał wtedy pojedynczego osobnika i nazwał go od Charlesa K. Worthena, amerykańskiego przyrodnika i kolekcjonera ptaków dla muzeów historii naturalnej. W 1994 r. niewielki ptak został wpisany do Czerwonej Księgi zagrożonych gatunków Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN). Od pamiętnego 16 czerwca 1884 r. w Stanach nie złapano już ani jednej spizeli, dlatego stwierdzono, że na tym terenie zwierzę już wyginęło. Formalnie przyjmuje się, że występuje ono na większej części Wyżyny Meksykańskiej, ale jak podaje dr Ricardo Canales-del Castillo z Universidad Autónoma de Nuevo León, tak naprawdę spizelę spotyka się wyłącznie w kilku miejscach w północno-wschodnim Meksyku. Teren występowania ma powierzchnię zaledwie 25 km kwadratowych, a większość historycznych lęgowisk przejęto pod uprawy. Poza tym, choć zimą widuje się czasem stada S. wortheni, niewiele wiadomo o tym, gdzie ptaki żyją i rozmnażają się latem. Dlatego też dr Castillo i jego zespół udali się na poszukiwanie ich kryjówek.
      Wbrew pozorom, nie było to łatwe, gdyż spizele nie migrują, ale po zakończeniu sezonu lęgowego natychmiast opuszczają gniazdowiska. By projekt się udał, biolodzy musieli więc przyłapać ptaki w momencie składania jaj i wychowywania potomstwa. Z zapisów historycznych wynikało, że spizele lubią się rozmnażać w dolinach porośniętych buszem i łąkami, gdzie żyje sporo nieświszczuków (piesków preriowych). Pozostało więc poszukać takich miejsc...
      Meksykanie skupili się szczególnie na rejonach wokół doliny La Soledad w Galeanie (uchodzą one za "zagłębie" piesków preriowych). Dzięki ich wysiłkom udało się znaleźć gniazda w dwóch miejscach w stanie Nuevo León, m.in. w San Rafael, oraz w San Jose del Alamito w stanie Coahuila – również na terenie doliny La Soledad. Biolodzy naliczyli 51 spizeli, a to połowa 100-120 osobników, które, wg IUCN, żyją na wolności.
×
×
  • Create New...