Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
Sign in to follow this  

Recommended Posts

Nepalski Sąd Najwyższy nakazał rządowi Nepalu, by lepiej opiekował się największym w kraju rezerwatem nosorożców. Decyzję taką wydano, gdy lokalne media poinformowały, że od lipca bieżącego roku w rezerwacie zabito co najmniej 10 nosorożców indyjskich.

Kłusownicy polują na nosorożce ze względu na ich rogi, wykorzystywane w chińskiej medycynie. Chińczycy wierzą, że mają one właściwości uzdrawiające. Rzekomo działają też jak afrodyzjaki.

Specjaliści ostrzegają, że w Chitwan National Park żyją już tylko 372 nosorożce. W 2000 roku było ich 544.

Zdaniem obrońców przyrody, bezpieczeństwo w Parku zmniejszyło się, gdyż rząd, w związku z atakami maoistów walczących o ustanowienie w Nepalu komunistycznej republiki, zredukował liczbę posterunków na chronionych obszarach.

Ostatnio maoiści zaczęli mówić o zawarciu pokoju. Jego podpisanie mogłoby chronić zwierzęta.

Obrońcy nosorożców indyjskich odnieśli w ciągu ostatnich stu lat olbrzymi sukces. Pod koniec XIX wieku żyło jedynie 100 tych zwierząt. Po tym, gdy rządy Nepalu i Indii rozpoczęły programy ich ochrony liczba potężnych ssaków wzrosła w ciągu wieku do 2500.

Nosorożec indyjski, zwany też pancernym, jest mniejszy od swojego afrykańskiego kuzyna. W odróżnieniu od niego ma jeden, nie dwa, rogi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      Szóstego stycznia we wrocławskim zoo przyszła na świat samiczka nosorożca indyjskiego. Jak podkreślił wtedy prezes wrocławskiego ogrodu zoologicznego Radosław Ratajszczak, były to pierwsze narodziny nosorożca w 155-letniej historii zoo. W zeszły poniedziałek (8 lutego) ambasador Republiki Indii, który przyjechał z oficjalną wizytą do ogrodu, nadał samiczce imię. Zostało ono wybrane w internetowym głosowaniu, zakończonym późnym wieczorem poprzedniego dnia.
      Spośród 4 podanych przez ambasadora propozycji z języka hindi - Basanti (wiosna), Indu (księżyc), Kiran (promyk słońca) i Didi (siostra) - zdecydowanie zwyciężyło Kiran.
      Uroczyste nadanie imienia odbyło się 8 lutego. Ceremonię zaszczycili swoją obecnością ambasador Republiki Indii Tsewang Namgyal wraz z małżonką oraz konsul honorowy Republiki Indii we Wrocławiu Kartikey Johri.
      Jak napisano w relacji prasowej zoo, ambasador podkreślił wagę narodzin nosorożca indyjskiego w Polsce dla przetrwania gatunku. Podziękował również prezesowi wrocławskiego zoo [...] za zaangażowanie ogrodu w ochronę nosorożców indyjskich w środowisku naturalnym, najpierw w Parku Narodowym Kaziranga, a obecnie w Parku Manas.
      Młoda samiczka rośnie jak na drożdżach. Prawie co 2 godziny pije bardzo tłuste mleko mamy. Dzięki temu podwoiła urodzeniową masę ciała i waży już 90 kg. Poznaje otoczenie i opiekunów. Nie oddala się od matki, a matka bardzo jej pilnuje. Oczywiście Kiran próbuje brykać, jak to maluch, ale musi jeszcze popracować nad koordynacją, bo zdarza się jej przewrócić przy tych "akrobacjach". Ma już swoje ulubione miejsce do spania – przy jednej ze ścian zaplecza, najlepiej za matką.
      Goście zwiedzający zoo będą mogli zobaczyć Kiran i jej matkę Maruškę najprawdopodobniej w marcu. Tymczasem na wybiegu zewnętrznym codziennie pojawia się ojciec - Manas.
      Na początku lutego Manas i Maruška obchodzili urodziny: Manas (vel Mancio) jedenaste, a Maruška siódme.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Córka Maruški i Manasa to nadzieja na przetrwanie nosorożca indyjskiego (Rhinoceros unicornis), który jest narażony na wyginięcie (VU). Jak podkreśla prezes wrocławskiego ogrodu zoologicznego Radosław Ratajszczak, to pierwsze narodziny nosorożca w 155-letniej historii zoo.
      Dyżur w Terai - u nosorożców - pełniła w dniu Święta Trzech Króli opiekunka Justyna Nowicka. Około 15.30 zgłosiła przełożonym i lekarzowi weterynarii, że najprawdopodobniej zaczyna się wyczekiwany poród Maruški. Niedługo potem, bo już o 17.17, na świat przyszła samiczka.
      Tak się złożyło, że dostałam chyba najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć, bo tego dnia obchodziłam urodziny. Poród przebiegł szybko, a Maruška od razu wiedziała, co robić, choć to jej pierwsze młode. Zwiedzający jeszcze nie mogą jej zobaczyć, ale zostanie z nami co najmniej dwa lata, więc będzie jeszcze okazja. Na razie musimy poczekać, aż samiczka trochę podrośnie i zrobi się cieplej na dworze – opowiada Nowicka.
      Maruška, mimo że została pierwszy raz matką, zachowuje się wspaniale. Pilnuje córki, karmi i jest bardzo delikatna, co może śmiesznie brzmieć przy zwierzęciu o masie ciała przekraczającej często 2 tony. Na przykład, jak się kładzie, to bardzo uważa, aby małej nie przygnieść, a nawet ją odsuwa rogiem na bok - dodaje Ratajszczak. Będący ulubieńcem zwiedzających Manas nie widział jeszcze swojej cennej potomkini.
      Jak podało ZOO Wrocław, nosorożce indyjskie można spotkać w 66 ogrodach zoologicznych na świecie. W ostatnim roku urodziło się zaledwie 7 młodych. Czemu w hodowlach przychodzi na świat tak mało nosorożców? Po pierwsze, w grę wchodzi biologia nosorożców. Samice osiągają dojrzałość płciową dopiero około 6.-8. roku życia. Ciąża trwa aż 16 miesięcy i rodzi się zwykle tylko jedno młode, które pod opieką matki pozostaje nawet 3 lata. Pozostaje też kwestia łączenia par. W naturze samce żyją samotnie, a samice w stadach z młodymi. Łączenie odbywa się wyłącznie w czasie rui i bywa ryzykowne. Podczas łączenia w zoo należy więc zachować ostrożność, by w razie czego jak najszybciej zareagować. Nie wolno też zapominać o kosztach. Ogrody muszą przygotować odpowiednie zaplecze - 2 wybiegi zewnętrzne i 2 wewnętrzne z basenami i tzw. taplowiskiem (błotem). Oprócz tego 2-t zwierzę zjada dziennie ok. 25 kg pokarmu.
      Dziesięcioletniego Manasa, który urodził się we francuskim Parc Zoologique Cerza, i urodzoną w pilzneńskim ogrodzie 6-letnią Maruškę połączono we wrześniu 2019 r.
      Długo czekaliśmy, bo ciąża trwa u tego gatunku około 16 miesięcy. Jesteśmy szczęśliwi, bo to pierwsze narodziny nosorożca w bardzo długiej, 155-letniej, historii naszego zoo. Pewnie nie będą ostatnie, bo nasza para jest młoda i ma przed sobą jeszcze wiele lat życia. Ma to duże znaczenie dla przetrwania tych niezwykłych zwierząt, ponieważ w naturze mają właściwie tylko jedną ostoję i jest to Park Narodowy Kaziranga. Niestety, park ten, tak jak i inne w tamtym rejonie, otoczony jest osadami, drogami, polami uprawnymi, które wpływają negatywnie na jego funkcjonowanie. Dodatkowo boryka się [on] ostatnio, na skutek pandemii COVID-19, z problemami finansowymi i wzrostem kłusownictwa - wyjaśnia Ratajszczak.
      Wrocławskie zoo stara się działać również na rzecz nosorożców indyjskich żyjących na wolności. Dlatego wspierało np. Park Narodowy Kaziranga. Fundacja ZOO Wrocław - DODO wspiera natomiast Park Narodowy Manas (to jemu ojciec urodzonej niedawno samiczki zawdzięcza swoje imię). Oba parki znajdują się w stanie Asam.
      Wybraliśmy Park Narodowy Manas z kilku powodów. Zamieszkują go charyzmatyczne i bardzo zagrożone zwierzęta, takie jak słonie, nosorożce, tygrysy czy świneczki karłowate. Trwa tam rewitalizacja ekosystemu trawiastego, bo już tylko 10% równiny Asamu jest dzika i zamieszkana przez zwierzęta, pozostała część jest zajęta przez człowieka pod uprawy rolnicze i zabudowę. Dodatkowo rusza w parku program odnowienia populacji nosorożców, który chcemy szczególnie wesprzeć – mówi Anna Mękarska, prezes Fundacji DODO.
       

       Możemy zobaczyć też film, na którym osesek Manas po raz pierwszy ssie matkę.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Mieszkańcy wsi Perumalapadu w indyjskim dystrykcie Nellore odkopali z piasku... 200-letnią świątynię Sziwy. Do spontanicznych wykopalisk przystąpili, gdy niedawno kilku z nich, wydobywając piasek znad brzegu rzeki, natknęło się na niewielką strukturę. Zapytali wówczas najstarszych mieszkańców, czy coś wiedzą na ten temat. Gdy ci opowiedzieli im historię zaginionej świątyni, grupa młodzieży skrzyknęła się i przystąpiła do wykopalisk.
      Świątynia Sri Nageswara Swamy została wybudowana 200 lat temu. Według legendy poświęcił ją Pan Paraśurama, szósty awatar Wisznu. W 1850 roku doszło dużej powodzi rzeki Penna. Zmusiła ona do przeniesienia wioski, a świątynia została częściowo zasypana piaskiem. Od tamtej pory rzeka niejednokrotnie zmieniała bieg, coraz bardziej rujnując i zasypując świątynię. Przed około 70-80 laty została ona całkowicie zasypana, a pamięć o niej zachowali jedynie najstarsi mieszkańcy.
      Teraz, zafascynowani jej historią młodzi mieszkańcy wsi, w znacznej mierze odkopali świątynię. Gdy informacja na jej temat dotarła do mediów, do badań przystąpili też miejscowi archeolodzy. I oni i mieszkańcy chcą odrestaurować świątynię. Mieszkańcy chcą, by w świątyni znowu odbywały się uroczystości religijne.
       


      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Od lat słyszymy, że ocieplenie klimatu czy topnienie lodowców zagrażają źródłom wody od których uzależniony jest byt miliardów ludzi. Indyjskie Narodowe Biuro Statystyki Kryminalnej (NCRB) poinformowało właśnie o znacznym wzroście liczby przestępstw związanych z konfliktami o wodę. Dochodzi do sporów, drobnych przestępstw, fizycznych starć i morderstw.
      W roku 2018 liczba takich przestępstw była niemal 2-krotnie większa niż rok wcześniej. Najwięcej sporów o wodę miało miejsce w stanach Maharashtra i Bihar, które w ostatnich latach zmagają się z ciężką suszą. Z najnowszego raportu NCRB wynika, że w 2018 roku zanotowano 838 przestępstw tego typu. Rok wcześniej były to 432 przestępstwa. W sporach o wodę życie straciły 93 osoby.
      Eksperci mówią, że spory toczą się pomiędzy społecznościami, wsiami i kastami. Gdy zmniejsza się dostępność wody, zaostrzają się konflikty, obejmują one całe społeczności, spierają się miasta z wsiami. Sytuacja w niektórych stanach była bardzo zła w 2018 roku, mówi Himanshu Thakkar, koordynator South Asia Network on Dams, Rivers and People.
      Częścią problemu jest złe zarządzanie zasobami. Indie maksymalnie eksploatują zasoby wód podziemnych. W kraju tym spod ziemi pobiera się tyle wody, co łącznie w USA i Chinach. Złe zarządzanie powoduje, że poziom wód gruntowych błyskawicznie spada. W 2018 roku opublikowano raport, z którego wynika, że jeśli nic się nie zmieni, to 21 miast, w tym Delhi, Bengaluru, Chennai i Hyderabad już w 2020 roku wyczerpie całe zapasy wód podziemnych, co bezpośrednio dotknie 100 milionów ludzi.
      W tym samym raporcie czytamy, że do roku 2030 zapotrzebowanie Indii na wodę będzie 2-krotnie większe niż zapewniają jej dostępne źródła. Setki milionów ludzi będą miały problem z dostępem do wody, a jej brak może przełożyć się na stratę 6% PKB.
      Z danych Banku Światowego dowiadujemy się, że dochodzi do szybkiego spadku odnawialnych zasobów wody pitnej w przeliczeniu na mieszkańca Ziemi. Jeszcze w 1960 roku na każdego człowieka przypadało 13 364 metry sześcienne odnawialnych zasobów wody pitnej. W roku 2014 było to już 5 932 m3. UNESCO szacuje, że w rozwijających się krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej przeciętne zużycie wody na głowę mieszkańca wynosi 50–100 litrów dziennie. W krajach rozwiniętych jest to około 10-krotnie więcej.
      Krajami o największych odnawialnych zasobach wody pitnej w przeliczeniu na mieszkańca są (dane dla roku 2017): Islandia (507 463 m3), Gujana (348 374 m3), Surinam (175 719 m3), Kongo (157 148 m3), Papua Nowa Gwinea (97 079 m3), Bhutan (96 582 m3), Gabon (81 975 m3), Kanada (79 238 m3), Norwegia (74 081 m3) oraz Wyspy Salomona (79 123 m3). W Indiach jest to 1427 m3.
      Polska znajduje się dopiero na 133. pozycji na świecie, a nasze zasoby na mieszkańca wynoszą 1585 m3. Pocieszający jest fakt, że wzrosły one z 1579 m3 w roku 2012 i jesteśmy jednym z niewielu krajów, gdzie zanotowano wzrost tych zasobów. Jednak w Europie mniej wody do dyspozycji mają tylko mieszkańcy Czech, Danii i Cypru.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Wojna atomowa pomiędzy Indiami a Pakistanem doprowadziłaby do śmierci 50–125 milionów osób w ciągu zaledwie tygodnia, wynika z analiz przeprowadzonych przez zespół pracujący pod kierunkiem profesora Briana Toon'a. W latach 80. Toon był członkiem zespołu naukowego, który ukuł termin „nuklearna zima” na określenie tego, co wydarzyłoby się w ziemskiej atmosferze w skutek konfliktu atomowego pomiędzy USA a ZSRR.
      Naukowcy z Colorado University Boulder i Rutgerst University przeanalizowali teraz, jakie konsekwencje miałaby wojna atomowa pomiędzy Indiami a Pakistanem. Obecnie każdy z tych krajów posiada około 150 głowic atomowych i ocenia się, że do roku 2025 ich arsenały wzrosną do ponad 200 głowic. Analizy wykonano w związku z rosnącym napięciem pomiędzy oboma krajami, dla których punktem zapalnym jest Kaszmir. W sierpniu Indie zmieniły swoją konstytucję tak, że pozbawiły praw mieszkańców Kaszmiru i wysłały tam dodatkowe oddziały wojskowe.
      Wojna pomiędzy Indiami a Pakistanem dwukrotnie zwiększyłaby normalny poziom śmiertelności na świecie. Byłaby bezprecedensowym wydarzeniem w dziejach ludzkości, mówi Toon. Uczony zauważa, że oba kraje szybko rozbudowują swoje arsenały. Mają olbrzymie populacje, więc arsenały te zagrażają olbrzymiej liczbie ludzi, a na to wszystko nakłada się konflikt o Kaszmir.
      Pakistan posiada m.in. osiem typów pocisków balistycznych o zasięgu do 2750 km, jest więc w stanie zaatakować dowolny cel w Indiach. Jako, że w Indiach znajduje się około 400 miast o liczbie ludności większej niż 100 000 osób to obecnie Pakistan jest w stanie zaatakować około 1/3 z nich, a do roku 2025 będzie zdolny do ataku na 2/3 z nich.
      Z kolei Indie są zdolne do atakowania celów odległych o 3200 km, a w niedalekiej przyszłości zwiększą zasięg do 5200 km. Jako, że w Pakistanie miast o liczbie ludności przekraczającej 100 000 jest około 60, to już w tej chwili Indie mogą zaatakować każde z nich dwiema głowicami.
      Analizując przebieg wojny naukowcy stwierdzili, że w ciągu pierwszego tygodnia wojny nad miastami Indii i Pakistanu mogłoby zostać zdetonowanych około 250 głowic atomowych. Nie wiemy, jaka jest siła każdej z nich, gdyż żaden z tych krajów od dekad nie przeprowadził próby atomowej, jednak uczeni ocenili, że każda z nich może zabić nawet 700 000 osób.
      Większość z ofiar nie umarłaby w wyniku samej eksplozji, a wskutek pożarów przez nią wywołanych. Dla reszty globu te pożary byłyby katastrofą. Naukowcy obliczyli, że w wyniku wojny do atmosfery wydostałoby się ponad 36 milionów ton gęstego czarnego dymu. Zablokowałby on dostęp pomieniom słonecznym, w wyniku czego średnie temperatury na Ziemi na wiele lat spadłyby o 1,25–6,5 stopni Celsjusza. Wkrótce po tym pojawiłyby się niedobory żywności.
      Nasze badania, które przeprowadziliśmy za pomocą zaawansowanych modeli całego systemu Ziemi, wykazały znaczne spadki produktywności roślin na lądach i glonów w morzach, co byłoby niebezpieczne dla organizmów znajdujących się na wyższych piętrach łańcucha pokarmowego, w tym dla ludzi.
      Dym początkowo trafiłby do troposfery i rozprzestrzenił na wysokości 9–13,5 kilometra. Naukowcy ocenili, że jeszcze zanim rozprzestrzeniłby się w troposferze, deszcze usunęłyby około 20% dymu. Kolejnych 10–15 procent zostałoby usunięte w ciągu kolejnych dni, przed dotarciem do stratosfery.
      Obecnie ilość energii słonecznej docierającej do powierzchni Ziemi wynosi średnio około 160 W m-2. W zależności od rozważanego scenariusza wojny ilość ta zmniejszy się od 20 do 40 procent, czyli od 32 do 64 W m-2. To olbrzymia ilość. Warto wspomnieć, że w wyniku erupcji Mt. Pinatubo średnia utrata energii słonecznej wyniosłą 4 W m-2 i jest to też poziom rozważany przez zwolenników stosowania geoinżynierii w celu zapobiegania zmianom klimatu. Porównania można też dokonać z wojną atomową pomiędzy USA a Rosją. Z wyliczeń wynika, że w takim przypadku maksymalna strata energii słonecznej przy powierzchni Ziemi wyniesie ok. 75%, czyli 120 W m-2.
      Zmniejszenie ilości energii Słońca oznacza natychmiastowe ochłodzenie, zmniejszenie parowania, konwekcji i opadów. Opady zmniejszyłyby się od 15 do 30 procent. Średnie temperatury przy powierzchni Ziemi zmniejszyłyby się o 1,25 do 6,5 stopnia Celsjusza. Największy spadek miałby miejsce 3 lata po wojnie i minimalne temperatury utrzymywałyby się przez około 4 lata.
      Powrót do poprzednich temperatur i opadów trwałby ponad 10 lat. Warto tutaj przypomnieć, że podczas ostatniej epoki lodowej globalne temperatury były o 3 do 8 stopni niższe niż w epoce przedprzemysłowej, jednak utrzymywały się one przez tysiące lat.
      W wyniku nuklearnej zimy doszłoby do znaczącego spadku produkcji rolnej. Spadki te byłyby większe na Półkuli Północnej. Na szerokościach powyżej 60 stopni szerokości północnej produkcja rolna spadłaby o 100%, a najważniejsze regiony produkcji rolniczej w Ameryce Północnej i Europie doświadczyłyby spadków produktywności o 25 do 50 procent. Olbrzymie spadki notowano by też w Indiach, Chinach, Azji Południowo-Wschodniej, Ameryce Południowej i Afryce. Jeśli zaś chodzi o spadek produktywności oceanów, to najgorsza sytuacja byłaby w Arktyce, gdzie niemal całkowicie by ona zamarła. Na północnym Atlantyku i północnym Pacyfiku produktywność spadłaby – w zależności od scenariusza wojny – o 25–50 procent.
      Autorzy badań zauważają, że zakończenie Zimnej Wojny nie oznacza – wbrew temu co się powszechnie sądzi – końca zagrożenia wojną atomową. Indie i Pakistan podążają drogą USA i ZSRR, a wojna pomiędzy nimi oznaczałaby globalną katastrofę.
      Ze szczegółami badań można zapoznać się na łamach Science Advances.

      « powrót do artykułu
  • Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

×
×
  • Create New...