Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Rekomendowane odpowiedzi

Botanicy odkryli nowy rodzaj drzew z rodziny Aptandraceae. Ponieważ jest on endemiczny dla Hondurasu, nadano mu nazwę Hondurodendron (drzewo z Hondurasu).

Opisany w październikowym wydaniu periodyku Annals of the Missouri Botanical Garden rodzaj należy do taksonów monotypowych. Oznacza to, że obejmuje tylko jeden gatunek. Doktor Carmen Ulloa z Missouri Botanical Garden i jej zespół ujawnili w artykule, że nowo odkryta roślina ma ok. 12 metrów wysokości i niewielkie kwiaty męskie i żeńskie o średnicy nieprzekraczającej 2 mm. Kwiaty męskie i żeńskie występują na różnych osobnikach, mamy więc do czynienia z drzewem dwupiennym. Owoc osiąga średnicę 2 cm. Jest on otulony kielichem kwiatu, który znacznie się powiększa w czasie dojrzewania owocu. Ze względu na oryginalną formę owocu jedynemu przedstawicielowi rodzaju nadano nazwę Hondurodendron urceolatum (ostatni człon oznacza po łacinie "ukształtowany jak dzban lub urna"). Pierwsze okazy zostały zebrane podczas spisu roślinności Parku Narodowego El Cusuco, prowadzonego przez doktora Daniela L. Kelly'ego w latach 2004 i 2006.

Owoc hondurodendronu jest przez miejscowych nazywany guajabą, ponieważ z pozoru przypomina guawę (in. gruszlę jabłkową, Psidium guajava). Z pozoru, ponieważ w tym pierwszym przypadku mamy do czynienia nie z jagodą, a orzechem, w którym gustują małe ssaki.

Chociaż wielu botaników opisuje w ramach swojej pracy naukowej liczne gatunki, opisanie nowego rodzaju ma miejsce bodaj tylko raz w ciągu kariery. Tajemnicze drzewo zwróciło moją uwagę w maju 2007 r. Czterej badacze z czterech instytucji w trzech krajach rozpoczęli analizy morfologiczne i molekularne, by ostatecznie wykazać, że to nie tylko nieznany dotąd nauce gatunek, ale i nowy rodzaj z rodziny Aptandraceae. Po pierwszym spotkaniu zespół porównał okaz do gatunków uwzględnionych w Catálogo de las Plantas Vasculares de Honduras. Jak wiadomo, nie udało się go do niczego dopasować.

Hondurodendron występuje wyłącznie w Parku Narodowym El Cusuco w północno-zachodnim Hondurasie. Rośnie rzadko na całym jego obszarze. Wchodzi głównie w skład podszytu, także w lasach z powalonymi drzewami i wzdłuż szlaków. Rośnie na glebach dobrze zdrenowanych (m.in. na stokach). Wiele wskazuje więc na to, że rodzaj Hondurodendron reprezentują rozrzucone populacje w obrębie jednego pasma górskiego. Jest to zalesiony obszar, otoczony przede wszystkim przez uprawy. Ponieważ w parku narodowym odbywa się wycinka i wypas bydła, zgodnie z zaleceniami Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody i Jej Zasobów, naukowcy a priori sklasyfikowali nowy takson jako zagrożony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Specjaliści od dawna obawiają się, że na zmianach klimatycznych i związanych z nimi gwałtownych zjawiskach pogodowych ucierpią przede wszystkim najubożsi mieszkańcy Ziemi. Tymczasem badania przeprowadzone w ubogiej wiosce w Hondurasie sugerują, że czasami biedni wzbogacają się dzięki... katastrofom naturalnym.
      Naukowcy z Ohio State University (OSU) odkryli, że najubożsi mieszkańcy pewnej wioski w północno-wschodnim Hondurasi poprawili swój byt po tym, jak w październiku 1998 roku huragan Mitch zdewastował ich miejscowość.
      Biedni nie są skazani na jeszcze większą nędzę wskutek katastrof naturalnych - mówi Kendra McSweeney, profesor z OSU. Inny rozwój wypadków jest co najmniej możliwy. Biedni mogą poprawić swój byt, jeśli wskutek katastrofy będą mogli radzić sobie z nią we własny sposób - dodaje uczona.
      McSwweney i jej zespół w latach 1994-2002 przyglądali się życiu 600 osób z miejscowości Krausirpi zamieszkanej przez indian Tawahka. Większość z nich zarabia na życie uprawiając pobliskie obszary zalewowe. Jednak w 1998 roku Mitch zniszczył 95% pól zalewowych na których uprawiano kakao oraz poczynił olbrzymie szkody w wyżej położonych uprawach manioku, bananów i ryżu, pozbawiając miejscowych źródła utrzymania.
      Naukowcy, aby zbadać sytuację ludności po przejściu huraganu, podzielili mieszkańców na trzy grupy. Kryterium podziału była ilość posiadanej ziemi. Odkryli, że przedstawiciele najbiedniejszej grupy stracili średnio 59% posiadanych areałów. Tymczasem posiadacze największych pól utracili średnio tylko 36% posiadanej ziemi.
      Okazało się jednak, że nawet ci najbardziej doświadczeni przez huragan, bardzo szybko odrabiali straty. Do roku 2002 osoby biorące udział w badaniu nie tylko odrobiły straty, ale potroiły areał swoich upraw ze średnio 13 do średnio 42 hektarów. Ci, którzy posiadali najwięcej przed huraganem, najwięcej też zyskali w liczbach bezwzględnych. Jednak największy wzrost areałów zanotowali najbiedniejsi. W ich przypadku ilość posiadanej ziemi zwiększyła się średnio aż o 296 procent. Po huraganie podział ziemi wśród członków społeczności był bardziej równy niż przed nim - mówi McSweeney.
      Zwiększyli oni nie tylko stan posiadania, ale też i dochody. Grupa najbiedniejszych przed huraganem była w posiadaniu 18% dochodów całej społeczności. W roku 2002 ich własnością było 41% dochodu.
      Większość z dochodów pochodziła z pracy zawodowej, związanej z likwidacją skutków huraganu. Szczególnie poprawiła się sytuacja młodych, z których wielu znało hiszpański i którzy nie musieli opiekować się starszymi członkami rodzin. Nie musieli zatem ciągle przebywać w domu i mogli podjąć pracę zawodową.
      Jednak największe korzyści przyniosła biednym zmiana sposobu pozyskiwania nowej ziemi. Przed huraganem, aby powiększyć stan swojego posiadania trzeba było wykarczować las, oczyścić teren i go zagospodarować. To faworyzowało bogatszych, których stać było na wynajęcie robotników. Biedni nie mogli ani wynająć pomocników, ani pozwolić sobie na samodzielne karczowanie, gdyż nie stać ich było na poświęcanie czasu na prace, które nie przynoszą zarobku.
      Po huraganie jednak niektórzy ludzie zaczęli otaczać palikami obszary ziemi i przejmować je bez karczowania czy oczyszczania. Później za pieniądze zarobione przy likwidacji skutków huraganu wynajmowali ludzi do karczowania przejętych przez siebie terenów. Ta niewielka zmiana w myśleniu o sposobie pozyskiwania nowej ziemi przyniosła ze sobą olbrzymie pozytywne efekty. Co więcej, zmiana nie była odgórną decyzją. Ktoś przejął w ten sposób grunt, a potem zrobił to jego sąsiad. Szybko taki sposób pozyskiwania ziemi stał się popularny w społeczności. To było oddolne rozwiązanie problemu całej społeczności - mówi McSweeney.
      Sądziliśmy, że elity będą dominowały i wykorzystają katastrofę na swoją korzyść. Jednak nie stało się tak, ponieważ biedni znaleźli swoje własne rozwiązanie i przeprowadzili je spokojnie. Postawili elity przed faktem dokonanym - dodaje uczona. Podkreśla przy tym, że ubodzy nie postrzegali tego za jakąś rewolucję. Po prostu mieli problem i znaleźli rozwiązanie. Co więcej, nabyli pożytecznych doświadczeń. Gdy w roku 2008 tropikalne deszcze przyniosły olbrzymią powódź i zniszczenia takie, jak Mitch, miejscowi bardzo szybko odbudowali swoje majątki.
      Nie powinniśmy nie doceniać możliwości mieszkańców regionów dotkniętych klęskami żywiołowymi związanymi ze zmianami klimatu. Nie znaczy to, że nie potrzebują oni pomocy. Jednak potrzebują też czasu i możliwości, by znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązania - podsumowuje profesor McSweeney.
      Oczywiście przykład Krausirpi to coś wyjątkowego, jednak pewne mechanizmy można generalizować. W odbudowie i wzbogaceniu się społeczności olbrzymią rolę odegrało pojawienie się ludzi z zewnątrz, którzy zaoferowali pracę przy usuwaniu skutków kataklizmu, ale jednocześnie nie wtrącali się w sposób podziału ziemi i nie pouczali miejscowych, co jest dla nich najlepsze.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Rodzaj pracy wpływa na sposób spędzania wolnego czasu. Psycholodzy wykazali, że związane z niewielką kontrolą niewymagające stanowisko sprawia, że wieczorem zasiada się raczej przed telewizorem, niż wychodzi pobiegać (Occupational and Environmental Medicine).
      Zespół doktora Davida Gimeno z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego badał pracowników służb cywilnych w wieku 35-55 lat. Ponadpięcioletnie studium objęło 4291 mężczyzn i 1794 kobiety. Na trzech etapach badania dokonywano ich kategoryzacji, w oparciu o stopień pasywności pracy i ilość aktywności fizycznej w czasie wolnym.
      Okazało się, że pasywność stanowiska nie wpływała na pozazawodową aktywność kobiet, natomiast mężczyźni będący we wszystkich 3 przypadkach biernymi realizatorami poruczonych zadań o 16% częściej mało się ruszali poza pracą, w porównaniu do panów, którzy nigdy nie zostali zatrudnieni na pasywnych warunkach.
      Gimeno podkreśla, że zaobserwowany efekt jest niewielki, ale zsumowany rezultat w obrębie całego społeczeństwa już taki nie będzie. Jak wiadomo, siedzący tryb życia jest, delikatnie mówiąc, niezdrowy, dlatego wg autorów raportu, warto rozważyć zmianę wykonywanych przez pracowników zadań na bardziej twórcze oraz dawać im szansę na rozwój, zdobywanie wiedzy i nowych umiejętności.
      Wyniki Brytyjczyków mają pewne ograniczenia, gdyż nie sprawdzali oni, jak cechy stanowiska oddziałują na tryb życia w pewnym okresie, a nie punktowo.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Jeśli kobieta wypija każdego dnia trzy lub więcej drinków, ryzyko, że zachoruje na nowotwór piersi, wzrasta w takim samym stopniu jak przy wypalaniu paczki papierosów dziennie. Nie ma znaczenia, czy będzie to piwo, wino czy likier.
      O związku między piciem alkoholu a nowotworami piersi wiedziano od jakiegoś czasu. Naukowcy mieli jednak nikłe pojęcie o tym, czy rodzaj wybieranego alkoholu może cokolwiek zmienić.
      W zakrojonych na szeroką skalę badaniach Amerykanie zauważyli, że alkohol sam w sobie i to, ile się go wypija, mają większe znaczenie niż to, jakiego drinka sobie zaserwujemy. W latach 1978-1985 lekarze zebrali dane dotyczące spożycia alkoholu przez ponad 70 tysięcy kobiet. Należały one do różnych grup etnicznych. Do 2004 ok. 3 tys. zapadło na nowotwór piersi.
      W grupie pijących pań sprawdzano, jakie alkohole preferują i ile poszczególnych jego rodzajów wypijają. Następnie porównywano ich stan zdrowia z kondycją kobiet wypijających mniej niż jedną porcję alkoholu dziennie.
      W przypadku kobiet wypijających od 1 do 2 napojów alkoholowych dziennie ryzyko zachorowania na nowotwór piersi wzrastało o 10%, a u pań wlewających w siebie ponad 3 takie drinki aż o 30% (porównywano je do grupy abstynentek). Podobne wyniki uzyskano bez względu na wiek i przynależność etniczną.
      Inne studia wykazały, że picie niewielkich lub umiarkowanych ilości alkoholu zabezpiecza przed zawałem serca, ale Arthur Klatsky z Kaiser Permanente w Kalifornii zaznacza, że jest w to zaangażowany inny mechanizm. Ochronne działanie na serce to skutek zmniejszenia krzepliwości krwi, obniżenia ryzyka zachorowania na cukrzycę oraz "promowania" dobrego cholesterolu.
    • przez KopalniaWiedzy.pl
      Naukowcy badający florę bakteryjną ludzkiej skóry odnotowali, że znaleźć na niej można aż 182 różne gatunki tych mikroorganizmów. Niektóre żyją tam na co dzień, część zaraz zmieni miejsce pobytu.
      Dr Martin Blaser z New York University School of Medicine i jego zespół pobrali wymazy ze skóry przedramienia 6 zdrowych osób (Proceedings of the National Academy of Sciences). Warto przypomnieć, że skóra jest naszym największym narządem, stanowiącym 15% masy ciała.
      Zidentyfikowaliśmy 182 gatunki bakterii. Na tej podstawie szacujemy, że na skórze bytuje ok. 250 gatunków. Dla porównania: w dobrym zoo powinno być od 100 do 200 gatunków. Wiemy już, że na naszej skórze, i to tylko na przedramieniu, znajduje się wiele różnych gatunków mikrobów. Podobnie jak w renomowanym ogrodzie zoologicznym.
      Bez dobrych bakterii nasz organizm by nie przeżył — dodaje dr Zhan Gao, naukowiec zaangażowany w laboratoryjne badania Blasera. Szacuje się, że liczebność bakterii związanych z ludzkim ciałem 10-krotnie przewyższa liczebność komórek organizmu. Te bakterie są w rzeczywistości częścią nas samych — konkluduje Blaser. Nie sądzę, by ciągłe mycie było dobrym pomysłem, ponieważ w ten sposób pozbywamy się jednej z barier ochronnych.
      O tym, że bakterie żyją na skórze człowieka, wiedziano od dawna, lecz zespół Amerykanów posłużył się zaawansowaną techniką molekularną (bazującą na DNA), by szczegółowo zbadać zagadnienie.
      Flora bakteryjna skóry okazała się bardziej złożona niż pierwotnie sądzono. Odnaleziono 8% nieznanych wcześniej gatunków. Niektóre bakterie stale rezydują na skórze, a 4 rodzaje — Staphylococcus, Streptococcus, Propionibacterium oraz Corynebacterium — grupują nieco ponad połowę wszystkich gatunków. Inne trafiają tam przejściowo. Flora bakteryjna poszczególnych osób różni się od siebie, można jednak wyodrębnić zestaw bazowy, który występuje u każdego człowieka.
      W badaniach wzięło udział 3 mężczyzn i 3 kobiety. Odkryto, że płcie mogą się różnić przenoszonymi na skórze bakteriami. Wcześniej naukowcy analizowali florę żołądka i przełyku. Ta ze skóry jest zupełnie inna.
      Mikroby żyją najprawdopodobniej w zwierzętach od miliardów lat. Te, które żyją w nas, nie znalazły się tam przypadkowo. Razem ewoluowaliśmy.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...