Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By KopalniaWiedzy.pl
      W Australii helikoptery rozrzuciły pierwsze przynęty wykonane z cuchnącego mięsa agi, toksycznej ropuchy, która zagraża rodzimym ssakom. Przynęty zrzucono na oddalonej farmie Kimberley, w pobliżu maksymalnego zasięgu ag. Przynęty rozrzucono w ramach programu ochrony rodzimych ssaków, takich jak niełaz, które giną wskutek zjedzenia inwazyjnej toksycznej agi.
      Przelecieliśmy nad tym obszarem i co 100 metrów zrzucaliśmy przynętę, a później badaliśmy skutki naszych działań, ich wpływ na populację niełaza. Niestety, nie złapaliśmy zbyt dużo zwierząt po żadnej ze stron granicy zasięgu agi, mówi główny badacz, David Pearson. Przynęty mają działać awersyjnie. Zwierzęta, po ich zjedzeniu, nie mają zdychać, a jedynie mieć problemy żołądkowe. Naukowcy sądzą, że dzięki temu nauczą się unikać ag.
      Do prób wygrano obszar położony blisko granicy zasięgu ag, gdyż toksyczne ropuchy zwiększają zasięg. Na nowe tereny jako pierwsze wchodzą największe i najbardziej toksyczne zwierzęta. Uczeni mają nadzieję, że połączenie mięsa ag ze związkami chemicznymi wywołującymi nudności uratuje niełaza, który będzie w stanie żyć na terenach opanowanych przez agi. Przeprowadzone wcześniej na małą skalę próby polowe wypadły pomyślnie, co zachęciło do kontynuowania programu.
      Agi, z których wytwarzane są przynęty, dostarczają lokalni mieszkańcy. Zwierzęta są zabijane poprzez zamrożenie, następnie ich ciała są porcjowane. Usuwane są łapy, z kórych zdejmowana jest toksyczna skóra i pozostają mięśnie i kości. Tak przygotowany materiał wysyłany jest do fabryki oddalonej o 2000 kilometrów. Z kośćmi i mięśniami ag mieszany jest związek chemiczny powodujący wymioty. W maszynie całość jest mielona, łączone i formowana jest przynęta.
      Autorzy projektu wiedzą, że ich przynęta nie jest jeszcze idealna. Jej receptura będzie z czasem zmieniana, szczególnie z uwzględnieniem preferencji niełazów.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Niełaz północy, rodzimy australijski drapieżnik wielkości kota, żył w przeszłości na dużych obszarach północnej Australii. Po przybyciu na kontynent Europejczyków jego liczebność zaczęła spadać, jednak sprawy przybrały dramatycznie zły obrót gdy w latach 30. ubiegłego wieku, gdy do północnej Australii ludzie wprowadzili agę. To żarłoczne zwierzę uważano w przeszłości za sposób na kontrolę szkodników rolniczych. Problem w tym, że aga jest toksyczna. Zwierzęta, które ją zjedzą, zwykle giną. Tak też stało się z niełazem północnym. Obecnie jest to gatunek zagrożony, który przetrwał w niewielu miejscach Australii.
      Australijczycy postanowili ratować niełaza i w roku 2003 przenieśli 64 zwierzęta na wyspy Astell i Pobassoo, położone kilka kilometrów od północnego wybrzeża kraju. Nie ma tam ani ropuch, ani drapieżników. W ciągu dekady liczba niełazów północnych na wyspach zwiększyła się do wielu tysięcy.
      W 2016 roku doktorant Christopher Jolly z Uniwersytetu w Melbourne wraz z kolegami postanowił reintrodukować 29 niełazów z wyspy Astell do Kakadu National Park. Jednak okazało się, że w ciągu zaledwie 21 tygodni psy dingo zabiły niemal całą reintrodukowaną populację. Rozwiązujesz jeden problem i natykasz się na kolejny, mówi Jolly.
      Naukowcy, chcąc dowiedzieć się, co się stało, porównali, jak niełazy z wyspy Astell i niełazy z Australii reagują na zapach drapieżnika. Ustawili specjalne pudełka z owadami, którymi żywią się niełazy. Zwierzęta mogły ich dosięgnąć przez specjalne otwory. Część otworów obłożono futrem psów dingo, część futrem kotów, a przy części nie było żadnego futra.
      Okazało się, że niełazy mieszkające na kontynencie jadły znacznie mniej owadów z pudełek obłożonych futrem psów i kotów. Odstraszał je zapach drapieżnika. Natomiast niełazy z wyspy Astell zachowywały się tak samo przy każdym pudełku. Nie wykazywały awersji na zapach drapieżnika. Co interesujące, wychowywane w niewoli młode obu populacji niełazów wykazywały takie same zachowania jak ich rodzice, co wskazuje na genetyczne podłoże awersji.
      Szybka utrata zachowań chroniących przed drapieżnikami była zaskoczeniem dla naukowców. Niełazy zostały przeniesione na wyspy zaledwie 13 pokoleń temu. Naukowcy uważali tymczasem, że utrata zachowań chroniących przed drapieżnikami trwa setki tysięcy lat. Uczeni obawiają się, że zwierzęta trzymane w bezpiecznych warunkach mogą szybko tracić zdolności unikania drapieżników, co z kolei może stanowić zagrożenie dla innych projektów ratowania ginących gatunków.
      Daniel Blumstein, ekolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, zgadza się z wnioskami swoich australijskich kolegów. Jedną z głównych strategii ochrony gatunków jest budowanie płotów chroniących zwierzęta przed drapieżnikami. Jednak te badania pokazują, że gdy to zrobimy bardzo szybko tracimy zachowania chroniące przed drapieżnikami.
      Rozwiązaniem problemu jest wprowadzanie do takich bezpiecznych miejsc niewielkiej liczby drapieżników. Powinna być ich na tyle dużo, by ich ofiary nie trafiły instynktu samozachowawczego i na tyle mało, by drapieżniki nie zagroziły chronionej populacji.

      « powrót do artykułu
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak monitorować zwierzęta żyjące w jakimś akwenie wodnym? Można je wyławiać, określać prawdopodobną wielkość stada/populacji czy zliczać (także w nowocześniejszy sposób, np. znakując obrożami z GPS-em), ale najnowsze badania zespołu z Muzeum Historii Naturalnej w Kopenhadze demonstrują, że wystarczy nabrać kieliszek wody. Okazuje się, że w próbce o pojemności ok. 20 ml znajdują się ślady DNA wszystkich zwierząt zamieszkujących jezioro czy staw.
      Metoda okazała się tak skuteczna nie tylko w określaniu, jakie istoty zamieszkują wody, ale także ile ich jest, że Duńczycy przypuszczają, że w ten sposób będzie się kiedyś zliczać ryby.
      "W próbce wody znaleźliśmy DNA tak odmiennych zwierząt, jak wydra i ważka. Wykazaliśmy, że metoda wykrywania materiału genetycznego działa w szerokim spektrum rzadkich gatunków zamieszkujących wody słodkie - wszystkie one zostawiają w środowisku ślady DNA, które można wykryć nawet w niewielkiej ilości wody z habitatu" - opowiada doktorant Philip Francis Thomsen.
      Zespół z Kopenhagi badał faunę 100 jezior i strumieni europejskich. Posłużono się zarówno zliczaniem, jak i techniką bazującą na DNA. Okazało się, że 2. z metod jest skuteczna nawet w przypadku bardzo rozrzedzonej i nielicznej populacji. Poza tym udowodniono, że ilość DNA w środowisku koreluje z zagęszczeniem osobników, czyli można w ten sposób określić wielkość populacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Jak monitorować zwierzęta żyjące w jakimś akwenie wodnym? Można je wyławiać, określać prawdopodobną wielkość stada/populacji czy zliczać (także w nowocześniejszy sposób, np. znakując obrożami z GPS-em), ale najnowsze badania zespołu z Muzeum Historii Naturalnej w Kopenhadze demonstrują, że wystarczy nabrać kieliszek wody. Okazuje się, że w próbce o pojemności ok. 20 ml znajdują się ślady DNA wszystkich zwierząt zamieszkujących jezioro czy staw.
      Metoda okazała się tak skuteczna nie tylko w określaniu, jakie istoty zamieszkują wody, ale także ile ich jest, że Duńczycy przypuszczają, że w ten sposób będzie się kiedyś zliczać ryby.
      "W próbce wody znaleźliśmy DNA tak odmiennych zwierząt, jak wydra i ważka. Wykazaliśmy, że metoda wykrywania materiału genetycznego działa w szerokim spektrum rzadkich gatunków zamieszkujących wody słodkie - wszystkie one zostawiają w środowisku ślady DNA, które można wykryć nawet w niewielkiej ilości wody z habitatu" - opowiada doktorant Philip Francis Thomsen.
      Zespół z Kopenhagi badał faunę 100 jezior i strumieni europejskich. Posłużono się zarówno zliczaniem, jak i techniką bazującą na DNA. Okazało się, że 2. z metod jest skuteczna nawet w przypadku bardzo rozrzedzonej i nielicznej populacji. Poza tym udowodniono, że ilość DNA w środowisku koreluje z zagęszczeniem osobników, czyli można w ten sposób określić wielkość populacji.
    • By KopalniaWiedzy.pl
      Język ayapaneco lub inaczej nuumte oote (dosłownie "prawdziwy głos") należy do rodziny mixe-zoque i jest jednym z 68 rdzennych języków Meksyku. Choć narzecze przetrwało wiele zawieruch historii, teraz grozi mu wyginięcie, a dwie ostatnie osoby, które się nim biegle posługują, nie rozmawiają ze sobą.
      Manuel Segovia ma 75 lat, a Isidro Velazquez 69. Panowie mieszkają w odległości 500 m od siebie w wiosce Ayapa w stanie Tabasco. Ludzie nie wiedzą, czy nie kontaktują się z powodu zadawnionego sporu, czy chodzi o niemożliwą do pogodzenia różnicę charakterów. Nie mają ze sobą za dużo wspólnego - potwierdza Daniel Suslak z Indiana University, który bierze udział w projekcie tworzenia słownika ayapaneco. Segovia jest nieco drażliwy, a Velazquez bardziej stoicki i z rzadka opuszcza swój dom.
      W wywiadzie udzielonym Gurdianowi Segovia przyznał, że gdy był dzieckiem, wszyscy mówili w ayapaneco. Teraz staruszek obawia się, że język umrze wraz z nim. Kiedyś mógł rozmawiać z bratem, ten jednak odszedł ok. 10 lat temu. Teraz pozostaje mu mówienie do syna i żony, którzy go co prawda rozumieją, ale w odpowiedzi są w stanie wydobyć z siebie zaledwie kilka słów pochodzących z nuumte oote. Segovia wypiera się jakiegokolwiek czynnego konfliktu z Velazquezem. Ten podobno z nikim nie rozmawia regularnie w swym ojczystym języku.
      Suslak wyjaśnia, że ayapaneco zawsze stanowił wyspę na językowym morzu, w dodatku otaczały go o wiele silniejsze języki. Gwoździem do trumny okazało się wdrożenie w połowie XX wieku nauki po hiszpańsku. Dzieciom nie wolno się było posługiwać rdzennymi narzeczami. Antropolog podkreśla, że urbanizacja i migracja doprowadziły do rozbicia grupy mieszkańców wsi posługujących się nuumte oote.
      Kilku innym rdzennym meksykańskim językom (68 podstawowych dzieli się na 364 warianty) również grozi wyginięcie, ale ayapaneco to najbardziej skrajny przypadek. Ponieważ Segovia i Velazquez różnią się nie tylko charakterem, w słowniku, który będzie gotowy jeszcze w tym roku, znajdą się obie wersje zagrożonego języka.
      National Indigenous Language Institute planuje ostatnią próbę zorganizowania kursów języka ayapaneco. Wcześniej nic z tego nie wyszło z powodu braku funduszy oraz ograniczonego zainteresowania.
×
×
  • Create New...