Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'wirus Zachodniego Nilu'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 3 results

  1. Zanieczyszczenie sztucznym światłem negatywnie wpływa na odpowiedź immunologiczną niektórych ptaków i może przyczyniać się do zwiększenia zachorowań na Gorączkę Zachodniego Nilu wśród ludzi. Pierwotnym rezerwuarem wirusa Zachodniego Nilu są ptaki. To z nich, za pośrednictwem komarów, choroba przenosi się na ludzi i ssaki. Wirus Zachodniego Nilu należy do kompleksu serologicznego japońskiego zapalenia mózgu. U większości zarażonych ludzi nie wywołuje on niemal żadnych objawów. U około 20% mogą wystąpić gorączka, bóle głowy czy wymioty, a u mniej niż 1% dochodzi do zapalenia mózgu lub opon mózgowych, a ryzyko zgonu wynosi w takim przypadku 10%. Początkowo, gdy choroba został po raz pierwszy zdiagnozowana, Gorączka Zachodniego Nilu występowała w Afryce, Azji i na Bliskim Wschodzie. Jednak od lat 90. zaczęła pojawiać się też w Europie. Choroba zabija ludzi w Rumunii, Grecji i Włoszech. W 1996 roku odnotowano pierwsze ognisko Wirusa Zachodniego Nilu na obszarze zurbanizowanym. W Rumunii zachorowało wówczas 527 osób, z czego 50 zmarło. W 1998 roku doszło do epidemii we Włoszech, w 1999 roku w Rosji, w tym samym roku wirusa wyizolowano od komara w Portugalii, a w 2000 roku wirus pojawił się we Francji. W roku 2013 z krwi komarów w Czechach wyizolowano wirusa, który był spokrewniony z wirusami znalezionymi wcześniej w Austrii, Włoszech i Serbii. W tym samym też roku znaleziono przeciwciała wirusa u koni w Niemczech. Badania prowadzone w ostatnich latach w Polsce wykazały, że Wirus Zachodniego Nilu jest już obecny w naszym kraju. Już w połowie lat 90. przeciwciała znaleziono u wróbli. W kolejnych latach znajdowano je u bocianów, wron, kruków, kaczek, łabędzi i koni. Przeciwciała przeciwko Wirusowi Zachodniego Nilu wykryto też np. u 33,33% pacjentów Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Akademii Medycznej w Białymstoku. Jasnym więc jest, że groźny wirus trafił do Polski i zaraża ludzi. Badania, przeprowadzone właśnie na University of South Florida wskazują, że sztuczne światło w nocy zwiększa ryzyko wybuchu epidemii spowodowanej Wirusem Zachodniego Nilu. Meredith Kernbach i jej zespół złapali 45 wróbli. Połowę z nich (22 ptaki) przetrzymywano w warunkach oświetlenia naturalnego, a 23 ptaki były trzymane w świetle sztucznym, takim z jakim mamy do czynienia w domach czy na ulicach miast. Wszystkie ptaki wystawiono na działanie Wirusa Zachodniego Nilu i przez 10 kolejnych dni badano ich krew. Okazało się, że u ptaków trzymanych w sztucznym świetle infekcja utrzymywała się dłużej, niż u zwierząt wystawionych tylko na działanie światła naturalnego. Z wyliczeń wynika, że u wróbli przebywających w środowisku zanieczyszczonym sztucznym światłem ryzyko epidemii jest o 44% większe. To zaś oznacza, że większe jest też ryzyko wybuchu epidemii wśród ludzi, którzy są gryzieni przez komary żerujące na wróblach. Ptaki posiadają hormon odpowiadający ludzkiemu kortyzolowi. Jest on odpowiedzialny za regulowanie reakcji na czynniki stresowe. Sądziliśmy, że zostaje on rozregulowany i dochodzi do osłabienia układu odpornościowego ptaków. Okazało się jednak, że sztuczne światło nie wpływa na ten hormon. Zaczęliśmy więc przyglądać się melatoninie, mówi Kernbach. Zrozumienie sposobu interakcji pomiędzy sztucznym oświetleniem a chorobami zakaźnymi może pomóc nam uchronić się przed wybuchem epidemii. Obecnie jest sezon zachorowań na Wirusa Zachodniego Nilu. Możemy więc współpracować z władzami miast, by w miesiącach najwyższego ryzyka wyłączały one oświetlenie uliczne. Uczona nie wyklucza, że może istnieć taki rodzaj oświetlenia, który nie wpływa negatywnie na układ odpornościowy. Warto więc przeprowadzić badania w tym kierunku. « powrót do artykułu
  2. Naukowcy z University of California znaleźli odpowiedź na pytanie trapiące ludzi od wielu lat: dlaczego komary kąsają ludzi i ptaki, lecz nie wykazują większego zainteresowania przedstawicielami innych gromad? Jak się okazało, czynnikiem decydującym o preferencjach insekta jest wytwarzanie przez jego ofiary nonanalu - jedego z aldehydów. Dotychczas jedynym związkiem znanym ze zdolości do wabienia komarów był ditlenek węgla (CO2). Jego cząsteczki są jednak wydzielane przez wszystkie zwierzęta, a mimo to komary atakują niemal wyłącznie ptaki i ssaki. Dwaj badacze z University of California, prof. Walter Leal i dr Zain Syed, chcieli zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Do swojego studium badacze wybrali komary z rodzaju Culex, zdolne do przenoszenia zarodźca malarii i wirusa Zachodniego Nilu na ludzi. Celem eksperymentu była ocena zdolności związków wydzielanych przez organizmy ptaków oraz ludzi do wabienia insektów. Po zakończeniu serii testów okazało się, że choć czysty CO2 skutecznie wabi komary do miejsca jego emisji, jego skuteczność wzrastała o 50% po zmieszaniu z nonanalem - aldehydową pochodną prostego węglowodoru, znaną ze swojego owocowego (lub, jak opisują inni, "roślinnego") zapachu. Podczas prób terenowych wykazano, że zastosowanie obu związków pozwalało na złapanie w ciągu jednej nocy aż 2000 osobników z rodzaju Culex. Wiedza zdobyta dzięki studium jest istotna przede wszystkim z punktu widzenia profilaktyki chorób zakaźnych prznoszonych przez komary. Na szczęście każdy z nas może ją wykorzystać do ochrony przed tymi insektami - nie każdy wie bowiem, że nonanal jest często dodawany do... perfum.
  3. Naukowcy z Uniwersytetu im. Waszyngtona w Saint Louis donoszą o ciekawym odkryciu dotyczącym wirusa Zachodniego Nilu. Naukowcy zaobserwowali, że prawdopodobieństwo infekcji tym mikroorganizmem maleje, gdy w otoczeniu wzrasta... różnorodność ptactwa. Wirus Zachodniego Nilu (ang. West Nile Virus - WNV), spokrewniony m.in. z wirusami powodującymi dengę i żółtą febrę, należy do mikroorganizmów mogących powodować groźne dla człowieka gorączki krwotoczne. Powodowana przez WNV choroba, gorączka Zachodniego Nilu, jest co prawda schorzeniem rzadkim, lecz jej śmiertelność jest stosunkowo wysoka. Wirus jest przenoszony na ludzi niemal zawsze przez komary, które z kolei "otrzymują" go wraz z krwią ptaków. Ponieważ nie istnieje szczepionka przeciw WNV, wykonuje się wiele badań na temat jego rozprzestrzeniania. Zdaniem amerykańskich badaczy istotnym elementem profilaktyki może być dbanie o różnorodność ptaków. Podsumowując, tam, gdzie na waszych podwórkach występuje więcej gatunków ptaków, macie znacznie niższe ryzyko zostania zakażonymi wirusem Zachodniego Nilu - podsumowuje wnioski ze swoich badań ich autor, doktorant Brian Allan. Młody naukowiec dodaje: mechanizmy są podobne do tych opisywanych w przypadku ekologii choroby z Lyme [inaczej: boreliozy, ciężkiej choroby bakteryjnej przenoszonej przez kleszcze - przyp. red.]. Tam, gdzie istnieje więcej gatunków ptaków, bardzo nieliczne komary zostają zakażone, więc ludzie są narażeni na mniejsze ryzyko. Tylko nieliczne gatunki ptaków są dogodnym rezerwuarem wirusa, lecz występują one często w obszarach miejskich i podmiejskich, gdzie różnorodność ptactwa jest silnie ograniczona. Z punktu widzenia ryzyka zagrożenia infekcją największym zagrożeniem dla człowieka są niepozorne rudziki - ptaki chętnie żyjące w otoczeniu człowieka, przeważnie mile przez niego widziane. Do innych gatunków istotnych pod tym względem należą m.in. kruki, gwarki, zięby czy sójki. Jak pokazują Amerykanie, im więcej przedstawicieli różnych gatunków żyje na danym terenie, tym większa jest szansa, że ukąszone przez komara zostaną te spośród nich, które są dla nas mniejszym zagrożeniem. Badacze zaobserwowali jeszcze jedną istotną zależność. Okazuje się, że prawdopodobieństwo przeniesienia WNV na człowieka zależy nie tylko od liczby gatunków żyjących na określonym obszarze, lecz także od stosunkowej liczebności osobników każdego z nich. Allan tłumaczy to następująco: to połączenie bogactwa, czyli liczby gatunków, oraz równości, czyli ich wzajemnych proporcji. Na terenach miejskich i podmiejskich można zaobserwować mniejsze bogactwo gatunków i niższy stopień równości ich liczebności. Można na przykład spotkać przedstawicieli pięciu gatunków, ale na sto zwierząt dziewięćdziesiąt należy do tego samego gatunku. Właśnie dlatego liczba gatunków stanowi tylko połowę równania. Obserwacje prowadzone przez badaczy z Saint Louis trwały aż pięć lat. Prowadziło je 16 zawodowych naukowców i cała rzesza magistrantów, co czyni projekt wyjątkowym, lecz jednocześnie jest to zrozumiałe z uwagi na złożoność badań. Pod opieką ekologów znajdowało się aż osiemset hektarów różnorodnych terenów miejskich, podmiejskich i dzikich. Badacze chwytali do specjalnych pułapek różne gatunki komarów i studiowali ich zdolność do przenoszenia wirusa. W ciągu całego badania zidentyfikowano co prawda trzy miejsca, w których odnaleziono moskity będące nosicielami wirusa Zachodniego Nilu, lecz oznacza to, że zainfekowany był maksymalnie jeden owad na tysiąc. Allan zauważa jeszcze jedną oczywistą korzyść wynikającą z dbania o różnorodność ptaków w naszym otoczeniu: to sytuacja, w której zwyciężamy podwójnie: chronimy środowisko i zdrowie publiczne. Trudno się z tym nie zgodzić.
×
×
  • Create New...