Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'miecz'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 3 results

  1. Fałszerz, który zdecydował się rozprowadzać wśród wikingów fałszywe miecze, musiał być nie lada śmiałkiem. Z drugiej strony, nie ryzykował aż tak bardzo, ponieważ różnica stawała się widoczna, a właściwie wyczuwalna, dopiero w bitwie. Podrabiany oręż rozpadał się w niwecz, podczas gdy oryginalne wyroby sprawują się doskonale po dziś dzień. Dr Alan Williams, archeometalurg i konsultant Kolekcji Wallace'a, londyńskiego muzeum mogącego się poszczycić jedną z największych kolekcji broni starożytnej na świecie, od jakiegoś czasu zastanawiał się, skąd takie różnice w jakości, skoro wszystkie miecze Skandynawów były sygnowane przez niejakiego Ulfberhta. W rozwiązaniu zagadki pomógł mu Tony Fry, badacz z Narodowego Laboratorium Fizycznego. Podpis mistrza widniał zawsze w pobliżu rękojeści. Ponieważ jedne miecze zachowały się w całości, a inne znajdowano w częściach na polach bitew lub grobach, było jasne, że musiały się czymś różnić. Gdy klient brał je do ręki, oba zachwycały ostrością klingi, lecz jeden nie sprawdzał się w warunkach bojowych. Czemu? Wykonano je z różnych rodzajów metalu. Podróbki wykuto w Europie Północnej z miejscowego żelaza, a dzieła mistrza powstały ze sprowadzanej w sztabkach irańskiej i afgańskiej stali. Oryginalne miecze Ulfberhta zawierały nieprawdopodobnie dużo węgla: 3-krotnie więcej od fałszywych i tylko o połowę mniej od współczesnej broni białej. Podróbki produkowano przy zastosowaniu zaawansowanych jak na owe czasy technik metalurgicznych. Naśladowca (lub naśladowcy) uciekał się do hartowania. Zanurzanie rozpalonej do czerwoności klingi w zimnej wodzie zapewniało odpowiednią ostrość, ale miało też jedną poważną wadę: skutkowało łamliwością. Techniki pozyskiwania broni zmieniły się, gdy w XI wieku Rosjanie zablokowali szlaki handlowe ze Wschodem i nie można już było importować stali. Prawdziwe miecze Ulfberhta znajdowano najczęściej w rzekach, ale Williams nie sądzi, że były to rytualne ofiary. Bardziej prawdopodobna jest, wg niego, zupełnie inna wersja wydarzeń. Ponieważ broń leżała na dnie w pobliżu dawnych osad, została zapewne zgubiona przez wracającego po pijanemu do domu żołnierza, który wpadał do wody i wydostawał się stamtąd, tyle że już bez oręża. Testy wykazały, że wiele mieczy Ulfberhta ze znanych kolekcji na całym świecie to podróbki.
  2. Pod młotek trafi inkrustowany złotem miecz Napoleona Bonaparte, ostatni, który jeszcze znajduje się w prywatnych rękach. To broń biała, którą przyszły cesarz walczył w czerwcu 1800 roku w wygranej bitwie z Austriakami pod Marengo. Uważa się, że wylicytowana cena może sięgać milionów dolarów. Wg zajmujących się sprzedażą rarytasu ekspertów domu aukcyjnego Osenat, jest on wart przynajmniej 1,6 mln dolarów. Długość lekko zakrzywionej klingi to ok. 100 cm. Podobno Napoleon zażądał repliki takiej broni tuż po powrocie z kampanii egipskiej. Tam właśnie zaobserwował, jak łatwo w ten sposób ukształtowanymi ostrzami Arabowie ścinają głowy jego towarzyszom broni. Po zwycięstwie we Włoszech Napoleon podarował przynoszącą mu szczęście szablę w prezencie ślubnym swojemu bratu. Potem broń pozostała w rodzinie i była przekazywana w spadku z pokolenia na pokolenie. Obecnie miecz, od 1978 r. uznawany za francuski skarb narodowy, należy do 8 osób, w tym do księcia Wiktora Napoleona. Aukcja odbędzie się 10 czerwca nieopodal znajdującego się na południe od Paryża zamku Fontainebleau, w którym 200 lat temu imperator zwykł odpoczywać. Kupiec może być cudzoziemcem, jednak w związku z przyznanym jej statusem szabla musi każdego roku przez 6 miesięcy przebywać we Francji. Jean-Pierre Osenat podkreśla, że szabla jest nie tylko bronią, ale i przepięknym, jedynym w swoim rodzaju dziełem sztuki. Ostrze i większą część rękojeści pokrywa złoto, w którym wyryto niespotykane geometryczne wzory. Trzeba się z nim delikatnie obchodzić, dlatego konieczne jest nakładanie rękawiczek.
  3. Naukowcy wysłali do połykaczy mieczy z całego świata (w sumie 110) kwestionariusze. Pytali, w jaki sposób nauczyli się swojego fachu i czy kiedyś przydarzyły im się zranienia lub inne związane z wykonywanym zawodem problemy medyczne. Czterdziestu sześciu "magików" odpowiedziało i wyraziło zgodę na publikację zebranych przez badaczy danych. Okazało się, że w ciągu ostatnich trzech miesięcy łącznie połknęli 2000 sztuk broni białej. Dwudziestu pięciu połknęło naraz więcej niż jeden miecz, pięciu 10, a rekordzista aż 16! Połykacze najczęściej uskarżają się, i nic dziwnego, na ból gardła. Przypadłość ta pojawia się podczas nauki, w okresie częstych występów, po połknięciu wielu mieczy jednocześnie lub w związku z ich nietypowym kształtem. Niektórzy sztukmistrze cierpią na bóle w dolnej części klatki piersiowej. Często utrzymują się one przez kilka dni. Mijają, gdy delikwent odpocznie przez jakiś czas od pracy. Szesnastu cyrkowców wspominało o krwawieniach z przewodu pokarmowego, a jeden o "zarysowanym" sercu. Trzech nietypowych respondentów przeszło operację szyi. Jeden uszkodził sobie gardło, próbując przełknąć zakrzywioną szablę. Drugi przeciął przełyk, gdy podczas występu rozproszyła go niegrzeczna ara (ptak siedział mu na ramieniu). Trzecia ofiara zajmowała się jednocześnie tańcem brzucha i połykaniem. Wystąpiło u niej poważnie krwawienie wewnętrzne, gdy stojąca obok osoba wcisnęła jej za pasek banknoty, powodując, że 3 znajdujące się w przełyku miecze zacisnęły się jak nożyce. Badania przeprowadziły 2 osoby: Brian Witcombe, radiolog z Gloucestershire Royal NHS Foundation Trust, oraz Dan Meyer, dyrektor wykonawczy Międzynarodowego Stowarzyszenia Połykaczy Szabli. Ich raport, ilustrowany zdjęciami rentgenowskimi, ukazał się w grudniowym numerze British Medical Journal (BMJ). Dzięki pionierskiemu studium udało się dociec, jak połykacze uczą się zawodu. Ćwiczą codziennie całymi miesiącami, a nawet latami, a odruch wymiotny pokonują, stopniowo zwiększając rozmiary wkładanych do gardła obiektów. Zaczynają od palca, potem przychodzi czas na łyżeczki, pędzle, druty dziewiarskie i wieszaki na ubrania. Na początku trzeba się nauczyć, jak przekładać miecz przez zwieracz przełyku, w jaki sposób rozluźniać mięśnie gardła i przełyku, co zazwyczaj nie jest kontrolowane dowolnie. Połykacze korzystają z różnych trików. Aby zwiększyć poślizg, smarują miecze oliwą albo masłem. Jeden z badanych musiał zrezygnować z wykonywania zawodu z powodu patologicznej suchości w ustach. Niektórzy sztukmistrze zapraszają do wspólnej zabawy publikę i proszą o pomoc w pokierowaniu mieczem. Czasami robią to jednym szybkim pchnięciem. Jednym słowem: trudny i niebezpieczny fach...
×
×
  • Create New...