Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'kometa'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Naukowcy z Southwest Research Institute (SwRI) wysunęli hipotezę, zgodnie z którą Pluton, uznawany obecnie za planetę karłowatą, może być... gigantyczną kometą. Do takich wniosków doszli po dokładnym przyjrzeniu się pokrytemu lodem basenowi Sputnik Plantitia o powierzchni 840 000 kilometrów kwadratowych. Odkryliśmy intrygującą zgodność pomiędzy szacowaną ilością azotu w lodowcu, a ilością, jakiej należałoby się spodziewać, gdyby Pluton powstał wskutek połączenia się miliarda komet lub innych obiektów z Pasa Kuipera, podobnych w swoim składzie do badanej przez misję Rosetta komety 67P/Czuriumow-Gerasimienko, wyjaśnia Chris Glein z SwRI. Glein wraz z Hunterem Waite stworzyli nową hipotezę dotyczącą formowania się Plutona po tym, gdy przeanalizowali dane z Rosetty i z misji New Horizons, która przeleciała obok Plutona w 2015 roku. Nasze badania sugerują, że początkowy skład chemiczny Plutona, odziedziczony po budulcu, którym były komety, został zmodyfikowany przez płynną wodę, może nawet przez ocean znajdujący się pod powierzchnią, dodaje Glein. Obaj naukowcy nie odrzucają jednak dotychczasowego modelu powstania Plutona. Twierdzą, że nadal jest on obowiązujący. Nasze badania były możliwe dzięki wspaniałemu sukcesowi misji New Horizons i Rosetta, które poszerzają nasze rozumienie początków i ewolucji Plutona, mówią naukowcy. Wykorzystując chemię byliśmy w stanie prześledzić niektóre cechy Plutona z okresu jego formowania się, dodają. « powrót do artykułu
  2. W Goddard Space Flight Center specjaliści z NASA pracują nad harpunem, który umożliwiłby pobieranie próbek z komet. Próba wysłania lądownika na obracający się, pędzący z prędkością 240 000 kilometrów na godzinę obiekt, który jest otoczony chmurą szczątków byłaby bardzo ryzykowna. Stąd pomysł na wysłanie pojazdu, który po zbliżeniu się do komety wystrzeliłby harpun zbierający próbki. Testowy mechanizm wystrzeliwania przypomina metalową balistę. Ze względów bezpieczeństwa balista skierowana jest na podłogę. Przypadkowo odpalony pocisk może przelecieć ponad 1,5 kilometra. Mechanizm napinany jest elektrycznie, co pozwala na precyzyjne dobranie siły. Balista pozwala na wystrzeliwanie pocisków z prędkością do 30 metrów na sekundę. Jednym z podstawowych problemów, z którym muszą poradzić sobie specjaliści, jest takie zaprojektowanie harpunu, by radził sobie z różnymi materiałami, z których mogą składać się komety. Nie jesteśmy pewni, na co natrafimy na komecie. Jej powierzchnia może być miękka i niestabilna, zbudowana w większości z pyłu, ale może to być również lód wymieszany z drobnymi kamykami lub ze skałami. Najprawdopodobniej poszczególne obszary będą miały różny skład, musimy więc stworzyć harpun, który będzie w stanie penetrować różne materiały. Obecnie najważniejszym naszym celem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakiej siły należy użyć w zależności od materiału i głębokości, na jaki chcemy go spenetrować. Jak musi być geometria czubka w zależności od materiału? Jak masa harpunu i jego przekrój wpłyną na jego zdolności do penetracji? Balista pozwala nam na bezpieczne przetestowanie różnych opcji i określenie wielkości urządzenia, które będzie użyte podczas misji - mówi Donald Wegel, główny inżynier projektu. Specjaliści pracują też nad stworzeniem pojemnika na próbki. Musi on być umieszczony w pobliżu czubka pocisku i pozostawać otwarty podczas penetracji komety. Później musi zostać zamknięty, odłączony od pocisku i dostarczony do sondy kosmicznej. Jak przyznają inżynierowie, opracowanie wszystkich elementów harpunu to niezwykle trudne zadanie. Przeprowadzenie symulacji komputerowych nie jest możliwe, gdyż nigdy wcześniej nie próbowano niczego wbijać w kometę, nie istnieją zatem żadne dane, na których można by oprzeć symulacje. Uczeni przewidują, że sonda będzie wyposażona w wiele różnych harpunów dostosowanych do różnej budowy obszaru, w który ma się wbić. Inżynierowie z NASA najpierw zakończą badania nad prototypem, a później zwrócą się o pieniądze na budowę gotowego urządzenia. Dopóki nie udowodnią, że prototyp jest skuteczny, nie otrzymają kolejnych funduszy. W pracy niewątpliwie pomoże im fakt, że w roku 2014 w ramach misji Rosetta Europejska Agencja Kosmiczna wbije harpun w kometę 67P/Churyumov-Gerasimenko. Jego zadaniem będzie umocowanie próbnika Philae na powierzchni komety. Harpun Rosetty to bardzo sprytny projekt, ale nie jest przeznaczony do zbierania próbek. Przyjrzymy się ich pracy i dzięki temu posuniemy się naprzód w projekcie zbiornika na próbki - stwierdził Wegel. Pomysł użycia harpunu narodził się podczas opracowywania sposobu lądowania na komecie. Jako, że są bo bardzo małe obiekty, ich grawitacja jest niezwykle słaba. Ewentualna sonda musiałaby w jakiś sposób przyczepić się do komety. Inżynierowie stwierdzili, że znacznie łatwiejsze od zakotwiczenia i wiercenia w komecie będzie samo użycie mechanizmu, który i tak musiałby posłużyć do przycumowania pojazdu do komety.
  3. Jak dowiedzieli się naukowcy badający kometę Hartley 2, woda, którą ona zwiera, jest znacznie bardziej podobna do wody obecnej na Ziemi, niż płyn wchodzący w skład każdej innej zbadanej pod tym kątem komety. Pomiary, wykonane za pomocą teleskopu Herschel wykazały, że woda niesiona przez Hartley 2 zawiera o połowę mniej deuteru niż ta obecna na innych kometach. Ziemia uformowała się jako skalista, sucha planeta. Coś zatem musiało przynieść na nią wodę. Wykonane dotychczas pomiary składu kilku komet wykazały, że znajdując się na nich woda zawiera znacznie więcej deuteru niż ziemski płyn. Deuter zaś jest „odciskiem palca" wody. Z kolei z badań meteorytów wiemy, że skład wody jest w nich bardzo podobny do tego, co mamy na Ziemi. Stąd więc wniosek, iż ziemskie H2O pochodzi z asteroidów. Hartley 2 do pierwsza przeanalizowana pod kątem występowania wody kometa z Pasa Kuiperta. Dotychczas analizowano komety z Obłoku Oorta. Ted Bergin z University of Michigan mówi, że najnowsze badania wskazują, iż komety mogły przyczynić się do pojawienia się wody na Ziemi. Kosmiczne zasoby wody podobnej do występującej w ziemskich oceanach są znacznie większe niż sądziliśmy i obejmują one zasoby obecne na nierozpoznanych jeszcze kometach - stwierdził uczony. Musimy dobrze zastanowić się nad tym, co dzieje się w Układzie Słonecznym i czy możemy wykluczyć komety jako źródło ziemskiej wody - dodał. Zdaniem Jamesa Greenwood z Wesleyan University należy przyjrzeć się modelom dotyczącym budowy wszechświata i uzupełnić je o nowe informacje. Konieczne są też badania kolejnych komet z Pasa Kuiperta. Niewykluczone bowiem, że obiekty te były znaczącym źródłem wody na Ziemi. W przeszłości naukowcy sądzili, że asteroidy i komety to różne klasy obiektów kosmicznych. Teraz nowe wyniki pokazują, że prymitywne asteroidy i komety to rodzeństwo - stwierdził Alessandro Morbidell z Obserwatorium Lazurowego Wybrzeża.
  4. Z badań przeprowadzonych przez naukowca z Uniwersytetu w Manchesterze wynika, że znaczna część atmosferycznych zasobów dwóch gazów szlachetnych, kryptonu i ksenonu, mogła dotrzeć do Ziemi dzięki kometom. Autor hipotezy, dr Greg Holland, opiera swoje przypuszczenia na analizach izotopowych. Jak wykazały pomiary przeprowadzone przez jego zespół, zasoby obu kryptonu i ksenonu znajdujące się pod naszymi stopami znacznie różnią się od tych, które wdychamy wraz z powietrzem. Jak wykazał dr Holland, w próbkach pobranych z atmosfery procentowa zawartość lekkich izotopów obu badanych pierwiastków jest znacznie wyższa, niż w rezerwuarach ditlenku węgla (CO2) znajdujących się kilkaset metrów pod ziemią. Skład materiału pozyskanego z atmosfery jest więc bliższy temu spotykanemu w kometach, zaś dane dotyczące budowy meteorytów świadczą o podobieństwie ich składu do zawartości badanych izotopów w skorupie ziemskiej. Zdaniem dr. Hollanda zebrane informacje świadczą o tym, że źródłem znacznej części ziemskich zasobów ksenonu i kryptonu mogły być komety, które znalazły się w pobliżu Ziemi na wczesnych etapach jej formowania. O szczegółach swojego studium badacz poinformował za pośrednictwem czasopisma Science.
  5. W Adler Planetarium w Chicago zawisło największe na świecie zdjęcie Drogi Mlecznej. Obraz o wymiarach 37 metrów długości i 1 metr wysokości, który w centrum wybrzusza się jak nasza galaktyka, osiągając wysokość 2 metrów, powstał dzięki pracy specjalistów z NASA. Złożyło się nań 800 000 zdjęć wykonanych przez Teleskop Spitzera. Jego rozdzielczość to 2,5 miliarda pikseli. Obraz pokrywa obszar Galaktyki, który możemy zakreślić z Ziemi wybierając jako odnośniki długość palca wskazującego (wysokość obrazu) i rozłożone ramiona (długość). To najbardziej dokładne i największe zdjęcie Drogi Mlecznej wykonane w podczerwieni - mówi Sean Carey ze Spitzer Science Center. NASA już jednak przygotowuje się do stworzenia jeszcze bardziej dokładnych obrazów nieba. Za tydzień, 11 grudnia, z bazy Vandenberg zostanie wystrzelony teleskop WISE (Wide-field Infrared Survey Explorer), który w ciągu półtora roku wykona w podczerwieni zdjęcia całego nieba. Znajdą się na nich setki milionów obiektów, w tym wiele takich, których nigdy wcześniej ludzie nie oglądali - od najzimniejszych gwiazd, po bliskie Ziemi, a mimo to niewidoczne ciemne komety czy asteroidy. Uczeni przypuszczają, że WISE odkryje setki tego typu obiektów, a kolejne setki tysięcy w naszym systemie słonecznym. Astronomowie mają również nadzieję, że WISE znajdzie około 1000 brązowych karłów, czyli niewielkich gwiazd wielkości Jowisza, które mają zbyt małą masę, by świecić. Niewykluczone, że jakiś brązowy karzeł znajduje się bliżej Ziemi niż Proxima Centauri. Jeśli tak, to będzie on najbliższą nam - oczywiście poza Słońcem - gwiazdą.
  6. NASA poinformowała o znalezieniu w przestrzeni kosmicznej składników niezbędnych do powstania życia. W próbkach pobranych z komety Wild 2 przez sondę Stardust odkryto glicynę czyli najprostszy z aminokwasów wchodzących w skład białek. Nasze odkrycie wspiera teorię mówiącą, że niektóre ze składników koniecznych do pojawienia się życia powstały w kosmosie i zostały dostarczone na Ziemię przez meteoryty lub komety - mówi doktor Jamie Elsila z Goddard Space Flight Center. Z jej opinią zgadza się doktor Carl Pilcher, dyrektor Instytutu Astrobiologii NASA. Sonda Stardust przeszła przez ogon komety Wild 2 w styczniu 2004 roku. Urządzenie wykorzystało aerożel do zebrania próbek gazu i pyłu tworzącego ogon komety. Dwa lata później, 15 stycznia 2006 roku próbki zostały dostarczone na Ziemię. Od tamtej pory są przedmiotem badań, które mają odpowiedzieć na pytania dotyczące formowania się komet i historii Układu Słonecznego. Zespołowi z NASA aż dwa lata zajęło testowanie i ulepszanie sprzętu tak, by możliwe było zbadanie mikroskopijnej ilości zachowanych próbek. Glicynę odkryto w nich już wcześniej, jednak nie było pewności, czy próbki nie zostały zanieczyszczone na Ziemi. Istniała obawa, że dostała się ona na pokład Stardusta w czasie budowy sondy. Dopiero najnowsze badania, podczas których wykonano analizy izotopów, wykazały, że aminokwas nie pochodzi z Ziemi. Okazało się bowiem, że znaleziona glicyna zawiera więcej izotopu węgla 13C niż glicyna pochodzenia ziemskiego.
  7. NASA potwierdziła doniesienia australijskiego astronoma-amatora Anthony'ego Wesleya, który zauważył w atmosferze Jowisza "bliznę" wielkości Ziemi. Zdaniem specjalistów oznacza to, że w ciągu kilku ostatnich dni w planetę uderzył jakiś obiekt, najprawdopodobniej kometa. Do zderzenia doszło niemal równo 15 lat po ostatnim zaobserwowanym wypadku tego typu - kolizji komety Shoemakera-Levyeg 9 z Jowiszem. Wesley jest programistą, a kosmosem interesuje się od dzieciństwa. Ma sporą wiedzę na jego temat, co pozwoliło mu zauważyć niezwykłą plamę w atmosferze Jowisza. Obecnie sprzęt astronomiczny jest tak tani, że amatorzy coraz częściej wspomagają w pracy zawodowych astronomów. Sam Wesley posługuje się sprzętem, którego wartość nie przekracza 10 000 dolarów.
  8. Odkryta w 1986 roku przez Donalda Machholza kometa Machholz 1 być może pochodzi z obcego układu słonecznego. Naukowcy nie od dzisiaj wiedzą, że z naszego Układu Słonecznego "uciekło" w przestrzeń kosmiczną wiele komet. Przypuszczają zatem, że podobne zjawisko ma miejsce w innych układach, a niektóre z takich komet mogą trafić w okolice naszego Układu. Najnowsze badania pokazują, że właśnie taką kometą może być Machholz 1. David Schleicher, astronom z Lowell Observatory w Arizonie, porównał skład chemiczny tej komety z ponad 150 innymi i zauważył znaczącą różnicę. Otóż Machholz 1 zawiera aż 72 razy mniej cyjanogenu (C2N2) niż wynosi średnia dla innych komet. Znalazł w niej również dużo mniej molekuł C2 i C3, które zawierają, odpowiednio, dwa i trzy atomy węgla. Na podstawie swych badań Schleicher wysunął trzy hipotezy. Pierwsza mówi, że Machholz 1 przybyła spoza naszego Układu Słonecznego, a w przeszłości była częścią ubogiego w węgiel dysku protoplanetarnego. Według drugiej z hipotez, kometa przybyła z najbardziej odległych regionów Układu Słonecznego, gdzie panują niższe temperatury i bardziej surowe warunki niż w okolicach, gdzie zwykle tworzą się komety. W końcu trzecia z teorii mówi o tym, że Machholz 1 powstała w naszym Układzie jako kometa uboga w węgiel, a fakt, iż co pięć lat przelatuje bardzo blisko Słońca, gdzie się mocno nagrzewa, pozbawił ją też cyjanogenu. Co prawda podobnego zjawiska nie zauważono nawet wśród komet, które bardziej zbliżają się do naszej gwiazdy, jednak żadna z nich nie czyni tego tak często. Schleicher nie chce przesądzać, która z hipotez jest prawdziwa, ale mówi, że niezwykła orbita komety każe brać pod uwagę oddziaływanie Słońce. Z drugiej jednak strony przypomina, że istnieje jeszcze jedna kometa z małą zawartością cyjanogenu, Yanaka. Nigdy nie osiąga ona tak wysokich temperatur co Machholz, a to może sugerować, że brak cyjanogenu nie ma związku z wysokimi temperaturami. W związku z odkryciem Schleichera najprawdopodobniej powstanie nowa klasa komet. Dotychczas tego typu obiekty zaliczane są do jednej z dwóch klas. W pierwszej znajdziemy większość znanych komet. To klasa komet typowych, które przez długi czas znajdowały się w Obłoku Oorta, ale najprawdopodobniej powstały w okolicach Saturna, Urana i Naptuna, a część z nich przybyła z Pasa Kuipera. Druga klasa komet to obiekty, w którym zauważono brak molekuł węgla, a większość z nich przybyła z Pasa Kuipera. Teraz powstanie trzecia klasa, do której zostanie zaliczona kometa Machholza i, być może, Yanaka. Będą do niej należały komety, którym brakuje co najmniej trzech molekuł z węglem - C2, C3 i cyjanogenu. Pochodzenie tych komet jest na razie tajemnicą. W roku 2012 Machholz 1, która obecnie jest blisko Słońca, znowu stanie się widzialna i astronomowie spróbują dokonać pomiaru poziomu innych zawierających węgiel molekuł.
  9. Profesor Ken Tankersley z University of Cincinnati postanowił obalić pewną teorię, dotyczącej tego, co wydarzyło się w Ameryce Północnej przed 12 900 laty. Wówczas, pod koniec epoki lodowcowej, doszło do gwałtownego wymierania zwierząt i ludzi. Jedna z teorii, której głosicielem jest geofizyk Allan West, mówi, że nad powierzchnią kontynentu eksplodowała kometa lub asteroida. Tankersley chciał zadać kłam tym twierdzeniom, badając złoża złota, srebra i diamentów znajdujące się w stanach Indiana i Ohio. Jednak jego badania, zamiast obalić teorię Westa, stały się najmocniejszym dowodem na jej poparcie. Tankersley sądził, że wspominane minerały zostały przyniesione z rejonu Wielkich Jezior Amerykańskich przez lodowiec. Szczegółowe analizy wykazały jednak, że pochodzą one z regionów położonych znacznie dalej na północy. Moje badania złota, srebra i diamentów miały obalić teorię Westa. Nie wiedziałem jednak, że twierdził on również, iż kometa nie wybuchła po prostu gdzieś nad Kanadą, ale że rozpadła się nad regionem bogatym w złoża diamentów - mówi Tankersley. Po raz pierwszy zetknął się z teorią Westa, gdy został zaproszony do organizowanej przez niego badawczej grupy interdyscyplinarnej. West mówił wówczas, że nad Kanadą wybuchł obiekt o średnicy około 2 kilometrów. Teraz dzięki pracom Tankersleya znaleziono mocny dowód na poparcie tej tezy. Naukowcy uznali bowiem, że jedynym logicznym wytłumaczeniem przesunięcia na południe diamentów, złota i srebra jest ich wyrzucenie w wyniku silnej eksplozji. Obecnie prowadzone są dodatkowe badania mające zweryfikować teorię kosmicznej katastrofy. Około 12 900 lat temu epoka lodowcowa w Ameryce Północnej miała się ku końcowi. Nagle wydarzyło się coś, co spowodowało zagładę mamutów oraz zniknięcie pierwszej w tym rejonie znaczącej kultury ludzkiej zwanej cywilizacją Clovis. Rozpoczął się okres tzw. młodszego dryas, który o 1300 lat przedłużył epokę lodowcową.
  10. Naukowcy z Centrum Astrobiologii w Cardiff stworzyli komputerowy model ruchów Układu Słonecznego względem Drogi Mlecznej. Twierdzą, że odkryte cykle pokrywają się z pojawiającym się okresowo na Ziemi katastrofami, doprowadzającymi do wyginięcia wielu gatunków (Monthly Notices of the Royal Astronomical Society). Gdy Układ Słoneczny kołysał się w tę i z powrotem w stosunku do płaszczyzny Galaktyki, w pewnym momencie dochodziło do wzrostu oddziaływań grawitacyjnych chmur gazu i pyłu, co z kolei doprowadzało do zmiany toru komet. Niektóre z nich zderzały się z Błękitną Planetą. Badacze z Cardiff twierdzą, że kiedy co 35-40 mln lat "przechodzimy" przez płaszczyznę Galaktyki (równik), szanse na zderzenie z kometą wzrastają aż 10-krotnie. Kratery znajdowane na powierzchni Ziemi także sugerują, że liczba kolizji z kometami wzrasta mniej więcej co 36 mln lat. To idealna zgodność między tym, co widzimy na powierzchni, a tym, czego się spodziewamy po przeanalizowaniu danych galaktycznych – cieszy się profesor William Napier. W dalszej części swoich wywodów Napier utrzymuje, że okresy bombardowania przez komety pokrywają się z incydentami masowego wyginięcia, takimi jak wymarcie dinozaurów 65 mln lat temu. Naukowcy sądzą, że o ile sprężynujący ruch doprowadził do zniknięcia konkretnych organizmów z powierzchni naszej planety, o tyle dopomógł w rozprzestrzenieniu się życia jako takiego. Kiedy kometa uderzała w Ziemię, w przestrzeń kosmiczną wylatywały fragmenty materii z ważnym ładunkiem: mikroorganizmami. Dyrektor Centrum Astrobiologii profesor Chandra Wickramasinghe przedstawia też prognozy na przyszłość. Bazując na wskazaniach modelu, twierdzi, że kolejny okres zderzeń Ziemi z kometami zbliża się już wielkimi krokami.
  11. W zewnętrznych pierścieniach Saturna NASA zaobserwowała duże kawałki księżyca. Niektóre z nich są wielkości stadionu piłkarskiego. Specjaliści przypuszczają, że niegdyś istniał tam księżyc o średnicy co najmniej 32 kilometrów, który okrążał planetę. W ciało niebieskie uderzyła kometa lub wielki meteoryt, doprowadzając do jego rozbicia. Najnowsze odkrycie to pierwsze dowody na istnienie pozostałości po księżycu w pierścieniach Saturna. Naukowcy do dzisiaj spierają się, w jaki sposób mogły one powstać. Odkrycie resztek księżyca, który uległ zagładzie prawdopodobnie 100 milionów lat temu, wspiera teorię, która mówi, że pierścienie Saturna powstały wskutek kolizji ciał niebieskich, a w kolizje te były zaangażowane również księżyce. Zwolennicy konkurencyjnej teorii utrzymują, że pierścienie powstały podczas formowania się planety i są zbudowane z tego samego materiału, co ona.
  12. Astrobiolog z Cardiff University, Chandra Wickramasinghe i jego zespół poinformowali, że z ich wyliczeń wynika, iż życie pochodzi z wnętrza komet, a nie powstało na Ziemi. Naukowcy przeprowadzili kalkulacje i stwierdzili, iż prawdopodobieństwo powstania życia w kometach jest kwadrylion (1024) razy większe, niż powstanie go na naszej planecie. Komety i ich gorące, wypełnione wodą wnętrze jest miejscem, gdzie organiczne molekuły dały początek życiu. Zaistnienie takiego procesu jest bardziej prawdopodobne we wnętrzu komety, niż w jakimś zbiorniku wodnym na Ziemi – mówi Wickramasinghe. Większość naukowców zgadza się z tezą, że komety mogły przynieść na Ziemię wodę i materiał organiczny. Jednak niektórzy krytykują Wickramasinghe mówiąc, że jego stwierdzenia są czystymi spekulacjami. Moim zdaniem wysnuł on wnioski z szeregu spekulacji, które nie zostały poparte dowodami – mówi David Morrison, naukowiec z należącego do NASA Ames Research Center. Brytyjski astrobiolog oparł się na założeniu, że komety są porowate i mogą od milionów lat przechowywać wodę w stanie ciekłym. Morrison zwraca jednak uwagę, iż nie wiadomo, czy komety zawierają wodę. Nie wiadomo również, czy komety istnieją poza naszym systemem słonecznym. Dotychczas żadnej takiej komety nie odkryto. W rewelacje Wickramasinghe nie wierzy też Paul Falkowski, biochemik z Rutgers University. Jego zdaniem miejsca powstania życia nie można po prostu wyliczyć. To wymaga uczynienia podstawowych założeń. A my nie znamy szans na powstanie życia. Wiemy tylko o jednej planecie, na której ono istnieje. O innych nie wiemy nic – mówi. Sam Falkowski ze swoim zespołem jest autorem badań, które sugerują, iż życie nie byłoby w stanie przetrwać daleko w kosmosie, w warunkach, w jakich podróżują komety. Badał on liczące sobie 8 milionów lat DNA wydobyte z lodów Antarktyki. Było ono mocno zdegradowane. Na jego podstawie wyliczono, że okres rozpadu DNA wynosi na Ziemi około 1,1 miliona lat. Do jego degradacji przyczynia się promieniowanie z kosmosu. W przestrzeni kosmicznej jest ono znacznie większe, niż na Ziemi, a to oznacza, że wszelkie życie organiczne, które powstałoby na kometach, bardzo szybko zostałoby zniszczone. Falkowski wyliczył, że przetrwałoby ono najwyżej kilkaset tysięcy lat.
×
×
  • Create New...