Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'gwiazda' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 27 wyników

  1. KopalniaWiedzy.pl

    Czy "galaktyczny Internet" istnieje?

    John Learned z University of Hawaii uważa, że cefeidy, olbrzymie gwiazdy zmienne, mogą być wykorzystywane przez zaawansowane cywilizacje do... komunikacji z innymi cywilizacjami. Cefeidy to rzadko występujące olbrzymy, których siła blasku zmienia się w regularnych cyklach, w zależności od gwiazdy, co 1 do 150 dni. Właśnie ta regularna zmienność pozwala na mierzenie odległości do tych gwiazd, pomagając określić wiek Wszechświata i prędkość jego rozszerzania się. Learned, który sam jest specjalistą od fizyki neutrino, mówi, że każda zaawansowana cywilizacja skorzysta z niezwykłych właściwości tych gwiazd i będzie je obserwowała. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że skoro wszystkie cywilizacje - jeśli istnieją - przyglądają się cefeidom, to gwiazdy te można by wykorzystać do przesłania informacji o swoim istnieniu. Learned wraz z kolegami uważa, że informację taką można wysłać zmieniając cykl gwiazdy. Cefeidy zmieniają się pomiędzy dwoma stanami, w jednym z nich gwiazda jest mniejsza, a wewnątrz panują olbrzymie temperatury i ciśnienie, wówczas gwiazda rozszerza się zwiększając swoją jasność. Gdy staje się większa, ciśnienie wewnątrz gwiazdy nie jest w stanie zrównoważyć jej własnej grawitacji i gwiazda ponownie staje się mniejsza, przygasając. Uczeni z University of Hawaii spekulują, że odpowiednio zaawansowana cywilizacja byłaby w stanie wystrzelić w stronę którejś z cefeid wiązkę neutrino, które podgrzeją jądro gwiazdy, wywołają wzrost ciśnienia i spowodują, że rozbłyśnie ona wcześniej niż zwykle. Taką wiązkę można uzyskać przepuszczając protony np. przez szafir, węgiel lub wolfram. Wówczas zamieni się ona w wiązkę cząsteczek subatomowych, głównie pionów, które szybko rozpadną się i powstanie wiązka neutrino. Taka seria normalnych i skróconych cykli gwiazdy mogłaby pełnić rolę "galaktycznego Internetu". Pomysł akademików z Honolulu wygląda na nieco szalony, jednak zainteresował innych naukowców. Fizyk Freeman Dyson z Institute for Advanced Study w Princeton, w którym pracowali m.in. Einstein, von Neumann i Oppenheimer, mówi: To interesujący pomysł, który można sprawdzić. Wystarczy bowiem przejrzeć zebrane dotychczas dane z obserwacji cefeid i poszukać nieregularności. To wspaniały pomysł, który przypomina starą ideę Rosjan, by od 100 lub 200 gigantycznych gwiazd odbić wiązkę o wysokiej energii, powodując tym samym anomalie w sygnałach samych gwiazd i dając w ten sposób znać innym cywilizacjom, że istniejemy - dodaje Seth Shostak z SETI. Sam Learned mówi, że wykorzystanie cefeid w roli "galaktycznego Internetu" umożliwia przesłanie niewielkiej ilości informacji. W przypadku gwiazdy o jednodniowym cyklu w ciągu roku można przesłać zaledwie 180 bitów danych. Wywołanie postulowanych przezeń zmian wymagałoby użycia olbrzymich ilości energii. Naukowcy szacują, że musiałaby ona być równa jednej milionowej energii samej gwiazdy. Zdaniem Shostaka transmisja radiowa o podobnej mocy pozwoliłaby na przesłanie większej ilości informacji na podobne odległości, co "transmisja" za pomocą cefeid. Dane dotyczące cefeid są rejestrowane od 100 lat. Ich przeanalizowanie [pod kątem występowania nieregularności - red.], zajmie absolwentowi uczelni kilka miesięcy. Jeśli okazałoby się, że nasze przypuszczenia są prawdziwe, miałoby to niewyobrażalne konsekwencje - mówi Learned.
  2. Naukowcy uważają, że wiele planet może doświadczać tak olbrzymiego oddziaływania sił pływowych, że cała znajdująca się na nich woda może zostać odparowana. Odkrycie to może pomóc w poszukiwaniu planet, na których istnieje życie. Niewykluczone bowiem, że wiele z nich, mimo iż znajduje się w strefie zamieszkania, zostało pozbawione wody np. przez swoją gwiazdę. Siły pływowe pojawiają się wówczas, gdy na znacznej długości obiektu dochodzi do zmiany grawitacji. Na Ziemię oddziałują w ten sposób Słońce czy Księżyc. Ta strona naszej planety, która jest bliżej oddziałującego nań ciała, jest silniej przyciągana niż strona bardziej odległa. Widocznym objawem istnienia sił pływowych są na Ziemi pływy morskie. Jednak siły, których doświadcza Ziemia są niczym w porównaniu z tymi, jakie mają miejsce w innych miejscach kosmosu. Na przykład siły Jowisza oddziałujące na Europę są około 1000-krotnie większe niż wpływ Księżyca na Ziemię. To powoduje, że Europa wygina się i rozgrzewa. Odległość od gwiazdy macierzystej to bardzo ważny wskaźnik możliwości istnienia życia na planecie. Jeśli jest ona zbyt mała, powierzchnia planety jest tak gorąca, że nie może na niej istnieć woda w stanie ciekłym. Gdy planeta jest daleko od swojej gwiazdy, istniejąca nań woda zamarza. Uczeni od dawna przypuszczają, że to niewielka odległość Wenus od Słońca powoduje, że planeta ta jest sucha. Cała jej woda wyparowała. Jednak teraz naukowcy stwierdzili, że istotna jest nie tylko temperatura. Zbyt potężne siły pływowe mogą pozbawić planetę całej wody rozgrzewając jej powierzchnię. To znacząco zmienia koncepcję strefy zamieszkania. Doszliśmy do wniosku, że jej szerokość należy skorygować o jeszcze jeden czynnik niż tylko ciepło docierające z gwiazdy macierzystej - mówi Rory Barnes, astrobiolog z University of Washington. Jego zdaniem takim systemom planetarnym jak nasz nie grozi pozbawienie wody przez gwiazdę, gdyż siły pływowe gwałtownie zmniejszają się wraz z odległością od gwiazdy. Planeta musiałaby znajdować się tak blisko niej, że i tak straciłaby wodę wskutek gorąca. Jednak taki scenariusz jest prawdopodobny w przypadku systemu planetarnych powstałych wokół białych czy brązowych karłów. Tego typu systemy są szczególnie interesujące dla astronomów, gdyż planety mogą znajdować się bardzo blisko gwiazd, a mimo to nie panuje na nich zbyt wysoka temperatura. Ponadto, z powodu swojej niewielkiej odległości, czas ich obiegu wokół gwiazdy jest krótki, co ułatwia odkrycie takich planet. Rory Barnes uważa, że takie planety mogą być bardzo mylące. Najpierw znajdują się one na tyle blisko swojej gwiazdy macierzyste, że siły pływowe pozbawiają je wody. Później mogą zmienić orbitę na dalszą, przez co nawet nie będziemy przypuszczać, że mogą na nie oddziaływać duże siły pływowe, a jednocześnie orbita ta będzie znajdowała się w strefie zamieszkania. Gdy znajdziemy kandydatkę na zamieszkaną planetę, trzeba brać pod uwagę siły pływowe. Szkoda marnować czasu na badanie wysuszonych planet - mówi Barnes.
  3. Astrobiolodzy poszukując planet, na których może istnieć życie, mówią o planetach znajdujących się w „strefie zamieszkania". Opisuje ona taką odległość planety od gwiazdy macierzystej, która pozwala na występowanie wody w stanie ciekłym. Dla Układu Słonecznego strefa zamieszkania rozciąga się w odległości od 0,7 do 3 jednostek astronomicznych. Nie w każdym systemie planetarnym tak jest. Dużo bowiem zależy od wielkości i temperatury gwiazdy macierzystej. Istotne są również warunki panujące na samej planecie, a szczególnie albedo czyli stosunek promieniowania padającego na planetę do promieniowania przez nią odbijanego. Manoj Joshi z brytyjskiego Narodowego Centrum Nauk Atmosferycznych oraz Robert Haberle z NASA Ames Research Centre zwrócili właśnie uwagę na pewien czynnik dotyczący strefy zamieszkania wokół gwiazd typu widmowego M. To najczęściej występujący typ gwiazdy, zatem to właśnie w systemach planetarnych tych gwiazd możemy najszybciej znaleźć życie. Joshi i Haberle zwracają uwagę, że gwiazdy typu M emitują bardzo dużo światła w zakresach fali dłuższych niż emisja z naszego Słońca. To oznacza z kolei, że albedo śniegu i lodu na planetach krążących wokół takich gwiazd będzie mniejsza niż śniegu i lodu na Ziemi. Z tego wynika, że planety takie będą absorbowały znacznie więcej energii ze swojej gwiazdy niż absorbuje nasza planeta. Obaj naukowcy wyliczają, że dzięki temu strefa zamieszkania wokół gwiazd typu widmowego M jest o 10-30% szersza niż dotychczas przypuszczano.
  4. Potwierdziły się nasze wcześniejsze doniesienia o odkryciu najzimniejszej znanej gwiazdy. A raczej całej klasy gwiazd. Temperatura brązowych karłów Y jest bowiem podobna do temperatury... ludzkiego organizmu. Wide-field Infrared Survey Explorer (WISE) odnalazł w ostatnim czasie 100 brązowych karłów. Sześć z nich należy do nowo odkrytej klasy Y. Znajduje się wśród nich gwiazda WISE 1828+2650, której temperatura wynosi zaledwie 25 stopni Celsjusza. Dotychczas najchłodniejszą znaną gwiazdą był brązowy karzeł CFBDSIR 1458+10b o temperaturze 97 stopni Celsjusza. Znalezione przez WISE brązowe karły to bliscy sąsiedzi Słońca. Te klasy Y znajdują się w odległościach od 9 do 40 lat świetlnych od naszej gwiazdy.
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Gwiazda nie pasuje do teorii

    Naukowcy korzystający z europejskiego Very Large Telescope odkryli niezwykłą gwiazdę, której istnienie może wymusić zmianę obecnie obowiązujących teorii nt. powstawania gwiazd. SDS J102915+172927 nie powinna istnieć, gdyż nie posiada cięższych pierwiastków, które według współczesnych teorii są konieczne do uformowania gwiazd o niskiej masie. Skład chemiczny SDS J102915+172927 wskazuje, że liczy sobie ona około 13 miliardów lat i uformowała się krótko po eksplozji gwiazdy pierwszej generacji. Jest zatem jedną z najstarszych znanych nam gwiazd. Po Wielkim Wybuchu we wszechświecie znajdowały się wodór, hel oraz śladowe ilości litu. Inne pierwiastki powstały we wnętrzach gwiazd. Gwiazdy formują się, gdy dochodzi do schłodzenia gazu. W pierwszej generacji gwiazd chłodziwem był wodór, który jednak pozwala na spadek temperatury tylko do pewnego stopnia. To umożliwia formowanie olbrzymich gwiazd pierwotnych. W ich wnętrzach tworzyły się inne pierwiastki i gdy gwiazda wybuchała, wzbogacała ona przestrzeń kosmiczną o kolejne elementy. Współczesne teorie mówią, że gwiazda o małej masie, taka jak SDS J102915+172927, która jest nieco lżejsza od Słońca, nie może się uformować bez obecności określonej ilości innych pierwiastków, przede wszystkim tlenu i węgla, które schłodzą gaz. Problem jednak w tym, że nowo odkryta gwiazda zawiera bardzo mało pierwiastków cięższych od helu i wodoru czyli, jak nazywają te pierwiastki astronomowie, metali. Gwiazda o niskiej masie tak uboga w metale jak SDS J102915+172927, bez obecności węgla i tlenu, nie powinna istnieć - mówi Elisabetta Caffau, z Zentrum fur Astronomie. Śladowe ilości metali sugerują, że jest to bardzo stara gwiazda, jednak wielką niewiadomą jest niska zawartość litu. W prymitywnych gwiazdach jest go około pięćdziesięciokrotnie więcej. Naukowcy zastanawiają się, w jaki sposób lit w gwieździe został zniszczony. Caffau mówi, że jej zespół zidentyfikował kilka innych gwiazd, które mogą być równie ubogie lub nawet uboższe w metale.
  6. Międzynarodowy zespół astronomów odkrył nową klasę planet. To swobodnie poruszające się obiekty wielkości Jowisza, które nie krążą wokół gwiazd. Uczeni przypuszczają, że zostały one wyrzucone ze swoich systemów planetarnych podczas ich formowania się. Odkrycie bazuje na obserwacjach prowadzonych w latach 2006-2007 przez japońsko-nowozelandzki zespół, który zauważyło około 10 takich planet. Ich istnienie zostało teoretycznie przewidziane, jednak dopiero teraz udało się je potwierdzić. Planety znajdują się odległości 10-20 tysięcy lat świetlnych od Ziemi. Niewykluczone, że takich planet jest znacznie więcej, jednak trudno je zauważyć. Astronomowie spekulują, że może ich być nawet dwukrotnie więcej niż gwiazd. To oznacza, że tylko w naszej galaktyce mogą znajdować się setki milionów takich samotnych planet. Nasze badania są jak spis powszechny. Sprawdziliśmy część galaktyki i na tej podstawie szacujemy ich liczbę w całej Drodze Mlecznej - mówi David Bennett z University of Notre Dame. Uczeni byli w stanie odnaleźć tylko planety o masie Jowisza i Saturna, tymczasem mniejsze planety, takie jak Ziemia, mogą być znacznie częściej wyrzucane ze swoich systemów. A więc powinno ich być znacznie więcej. Planety mogą tracić kontakt ze swoją gwiazdą wskutek bliskości innej gwiazdy czy systemu planetarnego. W takim wypadku stają się samotnymi wędrowcami, którzy, podobnie jak Słońce, krążą po ustalonych orbitach wokół centrum galaktyki. Powyższe badania nie wykluczyły całkowicie możliwości, że 10 wspomnianych planet krąży po bardzo odległych orbitach wokół gwiazd, jednak jest to mało prawdopodobne, gdyż tak duże planety bardzo rzadko są aż tak odległe od gwiazdy macierzystej.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Gwiazda gorąca jak... herbata

    W odległości 75 lat świetlnych od Ziemi odkryto gwiazdę, której powierzchnia ma temperaturę... świeżo zaparzonej herbaty. Brązowy karzeł CFBDSIR 1458+10b to najchłodniejsza znana gwiazda. Temperatura jej powierzchni wynosi zaledwie 97 stopni Celsjusza. W ciągu ostatnich lat powoli znajdowaliśmy coraz chłodniejsze gwiazdy. Jednak ostatnie odkrycie to wielki skok naprzód. Temperatura poprzedniego rekordzisty wynosiła 150 stopni Celsjusza - mówi Michael Liu, astronom z University of Hawaii, którego zespół odkrył zimnego brązowego karła. CFBDSIR 1458+10b ma masę od 6 do 15 razy większą od Jowisza i jest mniejszą z dwóch gwiazd podwójnego systemu. Zauważono ją dzięki wykorzystaniu instrumentów Keck Observatory oraz Canada-France-Hawaii Telescope. Jak zauważa Liu, gwiazda jest znacznie chłodniejsza od wielu znanych nam planet, a jej temperatura pozwoliłaby na istnienie wody w stanie płynnym i atmosfery. Najbardziej ekscytującym aspektem naszego odkrycia jest możliwość znalezienia klasy obiektów, które zamazują granicę pomiędzy gigantycznymi gazowymi egzoplanetami a brązowymi karłami. To może być spora niespodzianka dla astronomii - mówi Liu. Wszystko jednak wskazuje na to, że CFBDSIR 1458+10b nie utrzyma długo swojego rekordu. Naukowcy z NASA próbują właśnie potwierdzić wyniki uzyskane za pomocą teleskopu Spitzera, które wskazują, iż odnaleziono brązowego karła, na którego powierzchni panuje temperatura zaledwie 30 stopni Celsjusza.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Lepsze widoki astronomii

    Międzynarodowy zespół astronomów udowodnił, że nowa technika wykorzystująca płytę apodyzacji fazy (Apodizing Phase Plate) może zostać wykorzystana do odkrywania planet, które dotychczas były przesłaniane przez światło swojej macierzystej gwiazdy. Uczeni z University of Arizona, Szwajcarskiego Federalnego Instytutu Technologii (ETH), European Southern Obserwatory, Uniwersytetu Leiden i Instytutu Maksa Plancka wykorzystali APP do obserwowania ruchu planety Beta Pictoris b. Krąży ona wokół gwiazdy Beta Pictoris znajdującej się 63 lata świetlne od Ziemi. Szacuje się, że Beta Pictoris b jest od 7 do 10 razy większa od Jowisza. Dotychczas mogliśmy obserwować planety z obcych systemów, których odległość od gwiazdy macierzystej była nie mniejsza niż odległość Neptuna od Słońca. Bliższe planety były przesłaniane światłem gwiazdy. Wagę dokonania uświadomimy sobie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż Neptun znajduje się w odległości 30 jednostek astronomicznych od Słońca. Dotąd nie widzieliśmy niczego, co było bliżej gwiazdy. Jednak Beta Pictoris b krąży w odległości około 7 jednostek astronomicznych od gwiazdy. Możemy zatem obserwować tak bliskie obiekty. Nowa technika prawdopodobnie pozwoli na odkrycie olbrzymiej liczby planet, gdyż astronomowie przypuszczają, że najwięcej planet krąży w odległości od 5 do 10 jednostek astronomicznych od gwiazd. Nowa technika polega na wykorzystaniu niewielkiej szklanej płytki z naniesionym specjalnym wzorem. Podstawy teoretyczne wykorzystania APP i stworzenia odpowiedniego wzoru na płytce są dziełem Jonathana Codony z University of Arizona. Ten specjalny wzór częściowo blokuje światło z gwiazdy, umożliwiając dojrzenie obiektów, które emitują znacznie słabszy blask. Dodatkową zaletą systemu Codony są jego odporność na zakłócenia oraz uniwersalność. Dotychczas stosowane techniki blokowania światła z gwiazd wymagały osobnego dopasowywania filtra do właściwości każdej gwiazdy. Ponadto były niezwykle wrażliwe na zakłócenia.
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Odkryto najjaśniejszą z gwiazd

    Astronomowie pracujący pod kierunkiem Paula Crowthera z University of Sheffield odkryli niezwykle masywne gwiazdy. Są wśród nich i takie, których ciężar znacznie przekracza 150-krotność masy Słońca. Gwiazdy są miliony razy jaśniejsze od naszej gwiazdy macierzystej. Masywne obiekty znaleziono wewnątrz dwóch gromad - NGC 3603 i RMC 136a. Mgławica NGC 3603 znajduje się w odległości 22 000 lat świetlnych od Ziemi, a gromada RMC 136a jest położona w Mgławicy Tarantuli w Wielkim Obłoku Magellana, 165 000 lat świetlnych od Ziemi. Badania wykazały, że temperatura powierzchni wielu gwiazd w tych obszarach przekracza 39 700 sotpni Celsjusza, a więc są one ponad siedmiokrotnie cieplejsze niż Słońce. Są też dziesiątki razy większe i miliony razy jaśniejsze. Absolutną rekordzistką jest R136a1 w gromadzie R136a. To najbardziej masywna znana nam gwiazda. Obecnie jest ona 265-krotnie cięższa od Słońca, a specjaliści wyliczyli, że po narodzinach jej waga przekraczała wagę naszej gwiazdy aż 320 razy. R136a1 jest też najjaśniejszą znaną gwiazdą - jej jasność jest niemal 10 milionów razy większa od jasności Słońca. Astronomowie mówią, że jasność tej gwiazdy ma się tak do Słońca, jak jasność Słońca do Księżyca. O potędze R136a1 niech świadczy fakt, że emituje ona 50-krotnie więcej promieniowania niż cała Mgławica Oriona, najbliższy Ziemi obszar formowania się gwiazd. R136a1 zdumiała specjalistów. Dotychczas sądzono, że gwiazdy mogą osiągnąć maksymalnie masę około 150 razy większą od masy Słońca. Teraz wiadomo, że górną granicą dla gwiazd jest prawdopodobnie około 300 mas Słońca.
  10. KopalniaWiedzy.pl

    Mózgowy efekt sławy

    Celebryci coraz częściej zostają ambasadorami różnych marek. Dotąd psycholodzy nie wiedzieli jednak, czemu gwiazdy są skuteczniejsze w przekonywaniu do produktu czy zachęcaniu do zakupu niż równie atrakcyjne nieznane osoby. By przetestować efekt sławy, w ramach najnowszego eksperymentu zespołu Mirre Stallen z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie 24 kobietom pokazano czterdzieści kolorowych zdjęć podobnie atrakcyjnych znanych i nieznanych pań noszących te same modele butów. Ochotniczki badano w tym czasie funkcjonalnym rezonansem magnetycznym. Okazało się, że podczas oglądania gwiazdy np. w najnowszych szpilkach Christiana Louboutina nasilała się aktywność przyśrodkowej kory okołooczodołowej (ang. medial orbitofrontal cortex, mOFC). To ona odpowiada za połączenie w parę celebrytki i produktu. Sugeruje to, że reklamowa skuteczność znanych osób to pokłosie transferu związanych z nimi pozytywnych uczuć na produkt. Podobnego zjawiska nie zaobserwowano w przypadku prezentowania zdjęć ładnych, lecz nieznanych kobiet. Co ciekawe, skojarzenie gwiazda-produkt można szybko przywołać. Lepszego funkcjonowania pamięciowego dla obiektów zakodowanych w powiązaniu ze sławną osobistością nie da się wytłumaczyć ani większą atrakcyjnością gwiazdy, ani postrzeganym stopniem jej znajomości tematu. Można to przypisać wyłącznie sile oddziaływania samej sławy. Na łamach pisma Journal of Economic Psychology Stallen podkreśla, że nasilenie świadomego przetwarzania informacji nie wpływa na skuteczność reklamy z celebrytą. Wbrew oczekiwaniom, różnica w liczbie kobiet deklarujących chęć zakupu jakichś butów w grupach oglądających zdjęcia sław i ładnych rówieśnic nie była istotna statystycznie. Holendrzy uważają jednak, że w grę mogą wchodzić bardziej długoterminowe oddziaływania, które nie muszą się manifestować jako natychmiastowe pragnienia czy zachcianki. W przyszłości akademicy zamierzają sprawdzić, czy mężczyźni reagują na zdjęcia celebrytów w określonych butach tak samo jak kobiety.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Pierwsze takie zaćmienie

    Międzynarodowy zespół ekspertów, pracujący pod kierunkiem Briana Kloppenborga z University of Denver, zarejestrował pierwsze zaćmienie słońca poza Układem Słonecznym. W skład grupy badawczej wchodzili specjaliści ze szkockiego University of St. Andrews, Georgia State University i University of Michigan. Naukowcy obserwowali gwiazdę Epsilon Aurigae za pomocą czterech teleskopów oddalonych od siebie o 300 metrów. Gwiazda ta co 27 lat jest przesłaniana przez chmurę pyłu, a stan taki trwa przez dwa lata. Z Ziemi jest ona widoczna wówczas jako nawet 3-krotnie ciemniejsza niż zwykle. Uczeni uzyskali obraz o 140 razy ostrzejszy niż z teleskopu Hubble'a. Dzięki temu mogli stwierdzić, że zaćmienia Epsilon Aurigae są powodowane przez pył ciągnięty przez jakiegoś niewidocznego towarzysza gwiazdy. "Przypomina to obraz z książki Tolkiena. To tak, jakby obserwować statek słońca, kierowany przez Maya Arien, który jest połykany przez smoka Smauga, a Śródziemie wchodzi wówczas w drugi wiek ciemności" - mówi doktor Ettore Pedretti z University of St. Andrews.
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Umierająca planeta

    Astronomowie mają wyjątkową okazję oglądania śmierci planety. Międzynarodowy zespół astrofizyków odkrył, że WASP-12b jest niszczona przez swoją gwiazdę. Dzięki temu mogą badać ostatnie stadium życia planety. Zespół pracujący pod przewodnictwem Shu-lin Li z Chińskich Narodowych Obserwatoriów Astronomicznych przeanalizował dane uzyskane z obserwacji WASP-12b i wyjaśnił, dlaczego planeta jest tak olbrzymia. Grawitacja z macierzystej gwiazdy jest tak silna, że powoduje pęcznienie planety i prowadzi ją do nieuchronnej zagłady. WASP-12b została odkryta w 2008 roku. Krąży ona wokół gwiazdy o masie podobnej do masy Słońca, która znajduje się w konstelacji Woźnicy. Odkrycie planety wzbudziło zdumienie wśród astronomów, gdyż jest ona większa, niż przewidują modele astrofizyczne. To duża, gazowa planeta podobna do Jowisza czy Saturna. Jednak znajduje się ona od swojej gwiazdy 75-krotnie bliżej niż odległość Ziemi do Słońca. Panujące na niej temperatury przekraczają 2500 stopni Celsjusza. Specjaliści zaczęli się więc zastanawiać, co powoduje, że WASP-12b jest, zważywszy na jej orbitę, tak duża. Analizy wykazały, że siły pływowe, wywołane bliskością gwiazdy są tak olbrzymie, iż zmieniają kształt planety. Przypomina ona piłkę do rugby. Wskutek zmiany kształtu, wewnątrz planety powstaje olbrzymie tarcie, które ją rozgrzewa, przez co WASP-12b "puchnie". Urosła ona już do takiego momentu, że nie jest w stanie utrzymać swojej materii i traci ją na rzecz gwiazdy. Astronomowie obliczyli, że traci ona materię z niezwykłą prędkością. W każdej sekundzie ubywa jej sześć miliardów ton. Planeta zniknie za około 10 milionów lat. Materia z WASP-12b nie spada bezpośrednio na gwiazdę, ale tworzy wokół niej dysk. Szczegółowe analizy wykazały, że w jego obrębie znajduje się jeszcze jedna planeta, podobna do Ziemi.
  13. KopalniaWiedzy.pl

    Niezwykły obraz i niezwykła misja

    W Adler Planetarium w Chicago zawisło największe na świecie zdjęcie Drogi Mlecznej. Obraz o wymiarach 37 metrów długości i 1 metr wysokości, który w centrum wybrzusza się jak nasza galaktyka, osiągając wysokość 2 metrów, powstał dzięki pracy specjalistów z NASA. Złożyło się nań 800 000 zdjęć wykonanych przez Teleskop Spitzera. Jego rozdzielczość to 2,5 miliarda pikseli. Obraz pokrywa obszar Galaktyki, który możemy zakreślić z Ziemi wybierając jako odnośniki długość palca wskazującego (wysokość obrazu) i rozłożone ramiona (długość). To najbardziej dokładne i największe zdjęcie Drogi Mlecznej wykonane w podczerwieni - mówi Sean Carey ze Spitzer Science Center. NASA już jednak przygotowuje się do stworzenia jeszcze bardziej dokładnych obrazów nieba. Za tydzień, 11 grudnia, z bazy Vandenberg zostanie wystrzelony teleskop WISE (Wide-field Infrared Survey Explorer), który w ciągu półtora roku wykona w podczerwieni zdjęcia całego nieba. Znajdą się na nich setki milionów obiektów, w tym wiele takich, których nigdy wcześniej ludzie nie oglądali - od najzimniejszych gwiazd, po bliskie Ziemi, a mimo to niewidoczne ciemne komety czy asteroidy. Uczeni przypuszczają, że WISE odkryje setki tego typu obiektów, a kolejne setki tysięcy w naszym systemie słonecznym. Astronomowie mają również nadzieję, że WISE znajdzie około 1000 brązowych karłów, czyli niewielkich gwiazd wielkości Jowisza, które mają zbyt małą masę, by świecić. Niewykluczone, że jakiś brązowy karzeł znajduje się bliżej Ziemi niż Proxima Centauri. Jeśli tak, to będzie on najbliższą nam - oczywiście poza Słońcem - gwiazdą.
  14. KopalniaWiedzy.pl

    Planeta, która nie powinna istnieć

    Astronomowie pracujący zatrudnieni przy projekcie WASP (Wide Angle Search for Planets) dokonali drugiego w ostatnim czasie odkrycia niezwykłej planety. "Gorący Jowisz", czyli gazowy gigant nazwany Wasp-18b, okrąża gwiazdę Wasp-18 znajdującą się w odległości około 330 lat świetlnych od Ziemi. Obiekt wielkości Jowisza charakteryzuje się masą 10-krotnie większą od tej planety. Najdziwniejsza jest jednak jej orbita. Wasp-18b znajduje się w odległości zaledwie 3 milionów kilometrów od swojej gwiazdy. To 50-krotnie bliżej niż odległość od Słońca do Ziemi. Czas obiegu nowo odkrytej planety wokół jej gwiazdy to zaledwie 22,6 godziny. Dotychczas znamy ponad 370 planet poza Układem Słonecznym i Wasp-18b jest drugą o tak krótkiej orbicie. Planeta, która znajduje się tak blisko gwiazdy powinna opaść na nią w ciągu miliona lat. Tymczasem Wasp-18b liczy sobie około miliarda lat. Nie powinna już zatem istnieć. Astronom Douglas P. Hamilton z University of Maryland, który jest autorem komentarza do raportu na temat niezwykłej planety, ma kilka teorii, które mogą wyjaśniać fakt ciągłego istnienia Wasp-18b. Być może, twierdzi, gwiazda Wasp18 ma tysiące razy mniej energii, niż się można spodziewać, a więc przyciąga planetę z mniejszą siłą. To przyciąganie powoduje, że po każdym okrążeniu planeta ma mniej energii, by utrzymać orbitę i w końcu spada na gwiazdę. Jednak, jak zauważa Hamilton, jeśli rzeczywiście gwiazda posiada tysiące razy mnie energii, to oznacza, że współczesna nauka nie do końca rozumie składu i charakterystyk gwiazd podobnych do Słońca. Drugie wyjaśnienie jest takie, że Wasp-18b stosunkowo niedawno została wybita ze swojej orbity np. przez inną planetę. Jeśli tak, to w ciągu najbliższych lat naukowcy będą w stanie zaobserwować jej powolne opadanie na gwiazdę. Trzecią dopuszczaną przez Hamiltona możliwością jest przeoczenie czegoś przez naukowców. Być może istnieje jakaś właściwość gwiazd lub sił oddziałujących między nimi a planetami, której nie rozumiemy. Hamilton zdaje się skłaniać ku trzeciej możliwości. Przywołuje tutaj tajemnicę z naszego sąsiedztwa. Fobos, księżyc Marsa, jest tak blisko swej planety, że powinien na nią spaść w ciągu 30 milionów lat. Tymczasem liczy nasz Układ Słoneczny liczy sobie 4-5 miliardów lat.
  15. KopalniaWiedzy.pl

    Niezwykła nowa planeta

    Brytyjscy astronomowie odkryli niezwykłą planetę. Nie dość, że jest największą ze znanych nam planet, to jeszcze krąży wokół swojego słońca w niewłaściwym kierunku. WASP-17 jest dwukrotnie większa od Jowisza, ale jej masa wynosi zaledwie połowę masy tej planety. Krąży ona wokół gwiazdy USNO-B1.0 o619-0419495, która znajduje się w odległości około 1000 lat świetlnych od Ziemi, w gwiazdozbiorze Skorpiona. Planety zwykle krążą wokół gwiazd w tym samym kierunku, w którym wirują ich macierzyste gwizdy. Jednak nowo odkryta planeta jest wyjątkiem - krąży w przeciwnym kierunku. Specjaliści uważają, że przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w okresie formowania się układu słonecznego USNO-B1.0 0619-0419495. Musiało wówczas dojść do zderzenia WASP-17 z innym obiektem, co spowodowało zmianę kierunku ruchu planety. To z kolei mogło przyczynić się do "rośnięcia" planety. Krążąc po niezwykłej orbicie WASP-17 jest rozciągana, przez co jej gęstość jest 70-krotnie mniejsza niż gęstość Ziemi.
  16. KopalniaWiedzy.pl

    Obserwacje umierającego nadolbrzyma

    Czerwony nadolbrzym Betelgeza, jedna z najjaśniejszych gwiazd na niebie, może wybuchnąć, zamieniając się w supernową. Jak informują uczeni z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, znajdująca się w gwiazdozbiorze Oriona gwiazda znacząco zmniejszyła swoją objętość w ciągu ostatnich 15 lat. Betelgeza, która jest tak wielka, że w naszym Układzie Słonecznym sięgałaby orbity Jowisza, od 1993 roku skurczyła się o ponad 15%. To wielkość odpowiadająca orbicie Wenus. Naukowcy są bardzo zadowoleni z faktu, że mogą obserwować takie zjawisko. Będziemy badać ją przez następne lata, by zobaczyć, czy nadal będzie się kurczyła, czy też powróci do swoich dawnych rozmiarów - mówi profesor Charles Townes, laureat Nagrody Nobla za wynalezienie lasera i masera. Mimo zmniejszenia rozmiarów jasność gwiazdy nie spada. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego Betelgeza się zmniejsza. Jej obserwacja ma pozwolić na zbadanie, co dzieje się z czerwonymi nadolbrzymami w ostatniej fazie ich życia. Betelgeza to pierwsza gwiazda, której średnicę udało się zmierzyć. W 1921 roku oceniono ją na około 3,7 jednostek astronomicznych. Najnowsze pomiary wskazują, że mierzy sobie 5,5 jednostki astronomicznej.
  17. KopalniaWiedzy.pl

    Najstarszy i niezwykle rześki

    Należące do NASA Chandra X-ray Observatory odkryło najstarszy ze znanych nam pojedynczych pulsarów. Okazuje się również, że staruszek jest niezwykle rześki. Po latach badań naukowcy dowiedzieli się, że PSR J0108-1431 liczy sobie około 200 milionów lat i jest ponad 10-krotnie starszy niż wcześniejszy rekordzista. Ponadto znajduje się w odległości 770 lat świetlnych od Ziemi, co czyni go jednym z najbliżej położonych znanych nauce pulsarów. Gwiazda obraca się obecnie z prędkością nieco większą niż 1 obrót na sekundę. Tym, co zaskoczyło naukowców jest fakt, iż PSR J0108-1431 świeci znacznie jaśniej, niż można by się spodziewać po jej wieku. Gwiazda znajduje się blisko momentu swojej śmierci, która nastąpi, gdy przestanie wysyłać promienie X. Wówczas jej obserwacja będzie niezwykle trudna. Obecna pozycja pulsaru i porównanie jej z pozycją z 2001 roku pozwoliła obliczyć, że porusza się on z niemal typową dla tego typu gwiazd prędkością nieco ponad 700 000 kilometrów na godzinę.
  18. Podczas spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Astronomicznego uczeni z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA) zaprezentowali wyniki swoich najnowszych badań dotyczących wielkości Drogi Mlecznej. Okazało się, że nasza galaktyka nie jest mniejszą siostrą galaktyki Andromedy. Jej masa jest o około 50% większa, niż dotychczas sądziliśmy i obraca się o 161 000 kilometrów na godzinę szybciej. Nasz system słoneczny znajduje się w odległości około 28 000 lat świetlnych od centrum Drogi Mlecznej. Ze zwiększoną masą wiążą się jednak niekorzystne zjawiska. Cięższa galaktyka wywiera silniejsze oddziaływanie grawitacyjne na swoje sąsiedztwo, a to z kolei zwiększa prawdopodobieństwo kolizji z inną galaktyką. Badając Drogę Mleczną, naukowcy dowiedzieli się też więcej o formowaniu się gwiazd i planet. Thayne Currie z CfA poinformowała, że duże planety, takie jak Jowisz, musiały tworzyć się bardzo szybko. Prawdopodobnie proces ten trwał mniej niż 5 milionów lat. Badania grupy gwiazd NGC 2362 wykazały bowiem, że gwiazdy tej liczącej sobie właśnie 5 milionów lat grupy utraciły dyski protoplanetarne, a więc duże planety nie mogą się już formować. Proces tworzenia się wielkich planet jest więc bardzo szybki. Z kolei Elizabeth Humphreys z CfA przedstawiła dane świadczące o tym, że w pobliżu centrum Drogi Mlecznej mogą tworzyć się gwiazdy, pomimo istnienia tam czarnej dziury o masie 4 miliony razy większej, niż masa Słońca. Dotychczas sądzono, że w pobliżu tej dziury nie uformowały się żadne gwiazdy, jednak Humphreys we współpracy ze specjalistami z Instutut Maxa Plancka odkryła dwie protogwiazdy w odległości 7 i 10 lat świetlnych od centrum galaktyki. Podczas pomiarów wielkości galaktyki naukowcy skupili się na tzw. kosmicznych maserach, czyli obszarach, w których formują się gwiazdy, a molekuły gazu w naturalny sposób wzmacniają fale radiowe. Za pomocą radioteleskopu VLBA obserwowano te obszary gdy Ziemia była po przeciwnych stronach swojej orbity. Nowy sposób prowadzenia obserwacji Drogi Mlecznej przez VLBA pozwolił na dokładne zmierzenie odległości i ruchu. Metoda pomiarowa korzysta z tradycyjnej triangulacji i nie jest zależna od żadnych założeń, takich jak np. jasność gwiazd - mówi Karl Menten z Instututu Maxa Plancka. Nowe wyniki w znaczący sposób różniły się od wyników dotychczasowych, niebezpośrednich pomiarów. Okazało się, że odległości pomiędzy niektórymi obiektami są dwukrotnie większe, niż sądzono. Jako że regiony wykorzystane w roli maserów to po prostu ramiona galaktyki, można było dokładniej określić dzielące je odległości oraz prędkość obrotową. Menten podkreśla, że trudno jest badać kształt Drogi Mlecznej. Na inne galaktyki można po prostu spojrzeć i określić ich kształt. Jednak, jako że znajdujemy się wewnątrz Drogi Mlecznej, jej kształt możemy poznać tylko dzięki pomiarom i tworzeniu na ich podstawie map. Jako że VLBA może bardzo precyzyjnie "zakotwiczyć" swoje obserwacje w określonym punkcie nieboskłonu, możliwe jest wykrycie ruchu obiektów i zmierzenie ich prędkości dzięki badaniu różnicy w częstotliwości fal radiowych z maserów. Uczeni stworzyli na tej podstawie trójwymiarową mapę, z której dowiedzieli się, że większość obszarów, w których tworzą się gwiazdy, obraca się wolniej niż inne obszary, a ich orbita nie jest kołowa, a eliptyczna. Kolejna niespodzianka czekała naukowców, gdy mierzyli odległości do poszczególnych obszarów w ramionach galaktyki. Okazało się, że składa się ona nie z dwóch, a najprawdopodobniej czterech głównych ramion. Co zaskakujące, tylko w dwóch z nich zaobserwowano stare gwiazdy. Naukowcy nie potrafią na razie wyjaśnić, dlaczego nie ma ich w pozostałych ramionach.
  19. KopalniaWiedzy.pl

    Gwiazdozbiór z nekrologu

    Skąd fascynacja celebrities i ich życiem prywatnym, czy towarzyszyła rodzajowi ludzkiemu od zawsze, czy coś ją wyzwoliło? Badacze z Warwick University twierdzą, że jak zapłon podziałały nekrologi w XVIII-wiecznych czasopismach, które dały tzw. szarym ludziom wgląd w życie (i śmierć) wyższych sfer. Trzy wieki temu prasa zaczęła się prężnie rozwijać, a dział z klepsydrami cieszył się sporą popularnością. Brytyjscy naukowcy, którzy opublikowali wyniki swoich dociekań na łamach pisma International Journal of Cultural Studies, nie zgadzają się z teorią, że gwiazdy to "produkt" XIX-wiecznego romantyzmu. Wg nich, w poszukiwaniu pierwocin kultu celebrytów należy się cofnąć jeszcze o ok. 100 lat. Dr Elizabeth Barry podkreśla, że przedwczesna lub gwałtowna śmierć stanowiła wstęp, a zarazem test dla tego rodzaju sławy. Nekrologi odgrywały w tym procesie niezwykle ważną rolę. Szefowa zespołu przytacza przykład Izaaka Tarrata, opisanego pokrótce w magazynie Gentelman z 1789 r. Podawał się on za lekarza i przepowiadał ludziom przyszłość. Chadzał w futrzanej czapie, a sypiać zwykł w koszuli nocnej z adamaszku. Jego nekrolog był czytany przez licznych przedstawicieli różnych warstw społecznych. Od tego mniej więcej momentu można było zostać sławnym ze względu na ekscentryczne usposobienie, a nie z powodu ważnych osiągnięć. Poza tym raczkujący rynek reklamy zwrócił się ku popularnym, a nie wyszukanym gustom. Spostrzeżenia te są zapewne prawdziwe w odniesieniu do całej kultury Zachodu, która z biegiem czasu w coraz większym stopniu stawała się globalną wioską. Po raz kolejny pokazano też, jak ściśle śmierć i życie się przeplatają i uzupełniają.
  20. KopalniaWiedzy.pl

    Rockmani naprawdę umierają młodo

    Gwiazdy rocka naprawdę żyją szybko i umierają młodo. Potwierdzają to badania statystyczne. Zespół profesora Marka Bellisa z Liverpool John Moores University uwzględnił ponad tysiąc artystów z Wielkiej Brytanii i Ameryki Północnej, w tym Elvisa Presleya i rapera Eminema. Okazało się, że sławnym 3-krotnie częściej zdarza się umrzeć w młodym wieku niż przeciętnemu człowiekowi z tłumu. Ponad jedna czwarta zgonów to skutek nadużywania alkoholu i leków (Journal of Epidemiology and Community Health). Między 1956 a 2005 rokiem zmarło sto gwiazd, m.in. Janis Joplin, Jimi Hendrix, Jim Morrison czy Kurt Cobain. Wskaźnik umieralności wśród kobiet wynosił 7,3%, a wśród mężczyzn 9,6. Na przestrzeni 25 lat upływających od momentu zaliczenia do panteonu gwiazd ryzyko przedwczesnego zgonu sięgało 70% (w porównaniu do populacji generalnej). Największe niebezpieczeństwo czyhało na celebrytów w ciągu pierwszych 5 lat kariery. Ryzyko zgonu wynosiło wtedy aż 240%! W przypadku osób zdobywających sławę w latach 60. i 70. było ono jeszcze wyższe. Sięgało niebotycznych 350%. Szanse na przeżycie były w przypadku Europejczyków wyższe niż u ich kolegów po fachu z Ameryki Północnej. Jeśli jednak umierali, miało to miejsce w młodszym wieku, średnio w 35. roku życia. Amerykanom i Kanadyjczykom przydarzało się to tuż po przekroczeniu czterdziestki (ok. 42. roku życia). Gdy wzięto pod uwagę pokolenie nieco starszych rockmanów, okazało się, że mieszkańcy Nowego Świata umierają 2-krotnie częściej. Bellis spekuluje, że przyczynia się do tego ich styl życia, który zwiększa podatność na chroniczne choroby serca. Z tego powodu brytyjski badacz uważa, że gwiazdy niezbyt się nadają na bohaterów kampanii społecznych, np. antyalkoholowych.
  21. KopalniaWiedzy.pl

    Niezwykłe odkrycie astronomiczne

    Astronomowie odkryli, że młoda (ma zaledwie 2-4 milionów lat) gwiazda AB Aurigae, znajdująca się w obłoku Byk-Woźnica w odległości około 460 lat świetlnych od Ziemi, charakteryzuje się niezwykle silnym polem magnetycznym. Według współczesnej wiedzy pole to nie powinno być tak silne. To jedno z najbardziej zadziwiających odkryć astronomicznych ostatnich lat. Dotychczas uważano, że silne pola magnetyczne tworzą się jedynie wokół olbrzymich bardzo gorących gwiazd. AB Aurigae jest zaledwie 2,7 raza cięższa od naszego Słońca. Jest więc zbyt mała i zimna, by wytworzyć silne pole magnetyczne. Badacze ze szwajcarskiego Instytutu Paula Scherrera w Villigen odkryli jednak, że wysyła ona promienie X, co jest dowodem na silny magnetyzm. W toku badań wykazano, że źródłem promieniowania może być tylko gwiazda, a nie jakiś inny, pobliski obiekt. Manuel Guedel, szef szwajcarskiego zespołu astronomów, mówi, że być może wyjaśnieniem zagadki jest zjawisko zwane skamieniałymi polami magnetycznymi. Naukowcy już wcześniej podejrzewali, że pole magnetyczne może powstawać w chmurach, z których powstają gwiazdy. Gdy w pobliżu takiego pola narodzi się gwiazda, może ona "przejąć” istniejące pole magnetyczne. Nie możemy udowodnić, że tak było w przypadku AB Aurigae – mówi Guedel. Jednak jest to jedyne logiczne wytłumaczenie na gruncie dzisiejszej wiedzy.
  22. KopalniaWiedzy.pl

    Skaliste planety są wszędzie?

    Ostatnio ekscytowaliśmy się odkryciem układu słonecznego podobnego do naszego. Tymczasem okazuje się, że prawdopodobnie Droga Mleczna roi się od układów posiadających skaliste planety. Michael Meyer, astronom z University of Arizona prowadzi Legacy Science Program, w którym korzysta z należącego do NASA teleskopu Spitzera. Meyer wraz z zespołem postanowili dowiedzieć się, jakie są szanse na formowanie się skalistych planet w okolicach gwiazd podobnych do Słońca. Podczas dorocznego spotkania Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Postępu w Nauce, Meyer przedstawił wyniki badań. Zdaniem jego zespołu wokół aż 20 do 60% gwiazd podobnych do Słońca mogą formować się planety o skalistym podłożu. Zespół Meyera, w skład którego weszli m.in. John Carpenter z California Institute of Technology, Eric Mamajek z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics i 11 innych astronomów z USA i Niemiec, zbadał sześć grup gwiazd o masie porównywalnej ze Słońcem. Gwiazdy podzielono na kategorie wiekowe. W jednej znalazły się ciała niebieskie liczące sobie od 3 do 10 milionów lat, w drugiej 10-30 milionów, następnie 30-100 milionów, 100-300 milionów, 300 milionów do miliarda lat oraz od miliarda do trzech miliardów lat. Teleskop Spitzera wykrywał pył wokół gwiazd w różnych długościach fali widma podczerwieni. Naukowców interesował pył widoczny w fali o długości 24 mikronów. Jego temperatura wynosi od -273 do + 26 stopni Celsjusza, a odległość od gwiazdy macierzystej jest porównywalna z odległością od Słońca planet znajdujących się pomiędzy Ziemią a Jowiszem. Odkryliśmy, że od 10 do 20% gwiazd z czterech najmłodszych grup posiada pył w zakresie 24 mikronów. Nie znaleźliśmy jednak gorącego pyłu wokół gwiazd starszych niż 300 milionów lat. Po prostu znika on w tej długości fali. Odpowiada to mniej więcej czasowi formowania się planet. Dane teoretyczne i meteorologiczne, którymi dysponujemy, każą nam przypuszczać, że Ziemia powstała w ciągu 10-50 milionów lat od czasu, gdy mniejsze ciała zaczęły się zderzać ze sobą – mówi Meyer. Odkrycie zespołu Meyera potwierdzają naukowcy z Smithsonian Astrophysical Observatory i University od Arizona, którzy przeprowadzali podobne badania. Ponadto Scott Kenyon i Ben Bromley już wcześniej opracowali teoretyczny model formowania się planet. Dobrze pasuje on do odkryć zespołu Meyera. Nasza praca sugeruje, że gorący pył, który wykryli Meyer i jego koledzy, to naturalny objaw formowania się skalistych planet. Przewidzieliśmy też, że wokół młodszych gwiazd pył będzie wykrywany w wyższych długościach i tak też się stało – mówi Kenyon. Meyer zauważa, że nie można jednoznacznie określić liczby gwiazd, wokół których mogą powstawać kamieniste planety, gdyż zdobyte przez jego zespół informacje można różnie interpretować. Wedle interpretacji pesymistycznej, skaliste planety formują się wokół 20% gwiazd podobnych do Słońca. Według optymistycznej – proces ten zachodzi wokół 62% gwiazd. Astronomów ucieszyło odkrycie Meyera. W przyszłym roku NASA rozpocznie misję Kepler. W jej ramach będzie można wykrywać planety w momencie przechodzenia pomiędzy Ziemią a ich macierzystą gwiazdą. Z kolei w 2016 roku pracę rozpocznie Giant Magellan Telescope (GMT). Phil Hinz, pionier w dziedzinie wykorzystania optyki adaptywnej w astronomii, mówi, że jeśli rzeczywiście skalistych planet jest tak wiele, to być może uda się którąś sfotografować.
  23. KopalniaWiedzy.pl

    Czarna dziura burzy współczesne teorie

    Naukowcy z NASA napotkali na zadziwiająco masywną czarną dziurę. Jej odkrycie każe ponownie zastanowić się nad teoriami dotyczącymi ewolucji gwiazd. Wspomniana czarna dziura jest częścią galaktyki M33, która znajduje się w odległości 3 milionów lat świetlnych od Ziemi. Dane z Chandra X-ray Observatory i teleskopu Gemini wykazały, iż czarna dziura w układzie binanrym M33 X-7 jest 15,7 razy bardziej masywna niż Słońce. Tym samym jest to najbardziej masywna znana nam czarna dziura. Odkrycie stawia zupełnie nowe pytania o formowanie się czarnych dziur – mówi Jerome Orosz z San Diego State University, jeden z odkrywców M33 X-7. Czarna dziura znajduje się w pobliżu towarzyszącej jej gwiazdy, która ma również olbrzymią masę, jest 70 razy cięższa od Słońca. To z kolei najcięższa gwiazda w binarnym systemie, w skład którego wchodzi czarna dziura. Wspomniana gwiazda krąży wokół czarnej dziury przesłaniając ją co trzy i pół doby. To jedyna znana nam czarna dziura w systemie binarnym, która ulega zaćmieniom. Dzięki nim możliwe jest precyzyjne określenie jej masy. To olbrzymia gwiazda, której towarzyszy olbrzymia czarna dziura. W przyszłości gwiazda prawdopodobnie zmieni się w supernową i z czasem powstanie para czarnych dziur – stwierdził Jeffrey McClintock z Harvard-Smithsonian Center of Astrophysics. Ewolucja systemu binarnego M33 X-7 jest trudna do przestawienia, gdyż nie zgadza się ze współczesnymi teoriami. Otóż gwiazda, z której powstała czarna dziura, musiałaby mieć masę większą, niż istniejąca jeszcze gwiazda wchodząca w skład systemu binarnego. To właśnie przez to, iż jej masa była większa, jako pierwsza zmieniła się w czarną dziurę. Tu powstaje jednak pewien problem. Otóż średnica tej gwiazdy byłaby wówczas większa, niż obecna odległość pomiędzy czarną dziurą a istniejącą gwiazdą. Oznaczałoby to, iż gwiazdy miałyby wspólną część zewnętrznego płaszcza. To z kolei powinno spowodować tak znacznie straty w masie takiego systemu, że niemożliwe byłoby powstanie tak masywnej czarnej dziury, jaką odkryto. Powstanie takiej dziury byłoby możliwe jedynie wówczas, gdyby gwiazda, z której czarna dziura się narodziła, traciła masę 10-krotnie wolniej, niż przewidują współczesne modele astronomiczne. Jednak takie wolniejsze tracenie masy mogłoby wyjaśniać inne zjawisko, które wcześniej zaobserwowano. Otóż ostatnio astronomowie zauważyli niezwykle jasną supernową SN 2006gy. Gwiazda, która zmieniła się w supernową było 150-krotnie cięższa od Słońca. Oznacza to, że pod koniec swojego życia gwiazdy mogą być znacznie bardziej masywne, niż przewidują współczesne teorie. Innymi słowy, wolniej tracą masę, niż dotychczas sądzono.
  24. KopalniaWiedzy.pl

    Dokładniejszy katalog kosmosu

    Dr Floor van Leeuwen, astronom z Cambridge, przez 10 lat pracował nad aktualizacją danych zebranych w latach 90. przez satelitę Hipparcos. W ten sposób powstał najdokładniejszy katalog odległości dzielących nas od ponad 100 tysięcy gwiazd. Van Leeuwen zauważył w pomiarach satelity powtarzający się błąd, dlatego sprawdził i przeliczył jego wskazania. To było konieczne, aby uzyskać więcej informacji z dostępnych danych [...]. Misje były bardzo kosztowne i "wyciskanie informacji do ostatniej kropli" powinno być ideą przyświecającą wszystkim naukowcom pracującym nad takimi projektami, jak Hipparcos. Katalog Hipparcos – Nowa analiza surowych danych pozwoli astronomom dokładniej przedstawić właściwości gwiazd i galaktyk. Ponieważ mogą oni określać własności fizyczne gwiazd tylko poprzez porównanie ich jasności z odległością od Ziemi, dokładne kalkulowanie dystansu dzielącego te dwa ciała niebieskie jest niezwykle ważne. Gdy jest on nieprawidłowo wyliczony, nie da się wyznaczyć ani jasności, ani rozmiarów gwiazdy. Pierwszy katalog opublikowano w 1997 roku, ale szybko rozgorzała dyskusja na temat prawdziwości zawartych w nim zapisów. Okazało się bowiem, że niektóre dystanse były krótsze od tych mierzonych z naziemnych obserwatoriów. Stało się tak np. w przypadku Plejad. Astronom z Cambridge ustalił pojawiający się systematycznie błąd. Był on skutkiem zmian temperatur podczas okrążania Niebieskiej Planety przez satelitę. Hipparcos lekko się wtedy przechylał, co przeinaczało uzyskiwane dane. Dr Floor van Leeuwen przyznaje, że proces przeliczania bywał bardzo bolesny, ale nie dało się go uniknąć. Czasem nad niewielkim fragmentem danych spędzało się cały weekend, a wprowadzenie ostatecznych poprawek zajmowało 2 tygodnie. Koniec końców dane astronometryczne z Hipparcosa zmieniły naszą wizję kosmosu. Okazało się, że jest on młodszy i większy niż do tej pory sądzono. Na początku przyszłej dekady Europejska Agencja Kosmiczna chce wprowadzić na orbitę Gaję.
  25. KopalniaWiedzy.pl

    Niezwykła supernowa 1a

    Nowe odkrycie może doprowadzić do obalenia dotychczasowych teorii i zmusić naukowców do ponownego oszacowania wielkości Wszechświata. Astronomowie odkryli bowiem nieznaną wcześniej supernową typu 1a, która jest bardziej masywna, niż zakładają współczesne teorie. Supernowe tego typu to swoiste "kosmiczne latarnie". Wykorzystuje się je do mierzenia odległości, ponieważ, jak dotychczas sądzono, zawsze wybuchają z określoną jasnością. Dzięki nim można oceniać wielkość Wszechświata. Wydzielają one około pięciu miliardów razy więcej światła niż Słońce i należą do najbardziej jasnych punktów we Wszechświecie. W 1998 roku dzięki obserwacji supernowej typu 1a astronomowie stwierdzili, że tempo rozszerzania się Wszechświata wzrasta. Jak powstają supernowe typu 1a Gwiazda, która wypaliła całe swoje paliwo staje się białym karłem. Taki obiekt kosmiczny zaczyna absorbować materię z otoczenia, najczęściej z pobliskiej gwiazdy, tzw. czerwonego olbrzyma. Gdy biały karzeł osiągnie masę 1,4 raza większą niż masa naszego Słońca (jest to tzw. granica Chandrasekhara) dochodzi do rozpoczęcia reakcji termojądrowej i gwałtownej eksplozji. Obecne teorie mówią, że podczas eksplozji każda supernowa 1a emituje tyle samo światła. Nowe odkrycie Astronomowie odkryli jednak właśnie supernową typu 1a, która zyskała oznaczenie SNLS-03D3bb. Okazało się, że świeci ona dwukrotnie bardziej, niż inne supernowe. Ponadto okazało się, że charakteryzuje się ona niską energią kinetyczną (czyli energią materii wyrzuconej podczas eksplozji). Oba te odkrycia oznaczają, że SNLS-03D3bb powstała z białego karła znacznie bardziej masywnego, niż wskazywałaby na to granica Chandrasekhara. Materiał wyrzucony przez tą supernową porusza się bardzo powoli i sądzimy, ze jest to spowodowane faktem, iż gwiazda, która eksplodowała była niezwykle masywna, a więc miała też większą energię wiązania. Mówiąc prościej: podczas eksplozji powstaje pewna ilość energii. Część z niej przeznaczana jest na pokonanie energii wiązania, a reszta zamienia się w energię kinetyczną - mówi Andy Howell, badacz z University of Toronto. Zatem im większa ilość energii zostaje zużyta na pokonanie energii wiązania, tym mniej jej zamienia się na energię kinetyczną i wyrzucony podczas eksplozji materiał porusza się wolniej. Nowe odkrycie pozwoli naukowcom pogrupować supernowe 1a w różne typy i, jak ma nadzieję Howell, umożliwi dokładniejsze określenie wielkości i wieku Wszechświata.
×