Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'asteroida' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 17 wyników

  1. Na łamach Monthly Notices of the Royal Astronomical Society: Letters poinformowano o odkryciu pierwszego pozasłonecznego obiektu, o którym wiadomo, że posiada stałą orbitę wokół Słońca. Asteroida (413107) 2015 BZ509 został po raz pierwszy zauważony w 2015 roku za pomocą Panoramic Survey Telescope and Rapid Response System (Pan-STARRS). Już wówczas zwrócił on na siebie uwagę astronomów niezwykłą, ale stabilną, orbitą. Jego rezonans orbitalny w stosunku do Jowisza wynosi niemal idealnie 1:1, ale asteroida porusza się w przeciwnym kierunku. "Pozostawało tajemnicą, jak to się dzieje, że porusza się on w ten sposób niemal dzieląc orbitę w Jowiszem. Jeśli 2015 BZ509 pochodziłby z naszego układu planetarnego, powinien poruszać się w tym samym kierunku co wszystkie planety i asteroidy. Kierunek ten został odziedziczony z chmury gazu i pyłu, z której powstał Układ Słoneczny", mówi główny autor badań, Fathi Namouni. Ruch obiektów powstałych z tego samego dysku protoplanetarnego odbywa się w tym samym kierunku, chyba, że dojdzie do zderzenia pomiędzy nimi i wyrzucenia obiektu z orbity. Jednak 2015 BZ509 nie wyglądał na obiekt, który zmienił kierunek ruchu wskutek zderzenia. Naukowcy przeprowadzili więc symulacje komputerowe, by sprawdzić, w jaki sposób asteroida poruszał się przed 4,5 miliardami lat, u początków Układu Słonecznego. Wykazali w ten sposób, że nie mógł on powstać w naszym układzie planetarny. Najprawdopodobniej pochodzi z innego układu, który powstał w tym samym regionie formowania się gwiazd co Słońce. Migracje asteroid pomiędzy układami planetarnymi są możliwe, gdyż gwiazdy powstają z gęsto upakowanych gromadach. Niewielkie odległości pomiędzy nimi oraz oddziaływania grawitacyjne planet powodują, że asteroidy są przyciągane i przechwytywane z innych układów planetarnych, dodaje Helana Morais, członkini zespołu badawczego. Jednym z najbardziej interesujących następstw powyższego odkrycia będzie możliwość zbadania... obcego systemu planetarnego. Jeśli potwierdzi się, że 2015 BZ509 powstał poza Układem Słonecznym, to badanie jego składu pozwoli stwierdzić, jak bardzo inny układ planetarny różni się od naszego własnego. Niewykluczone też, że uda się określić, z którego dokładnie układu planetarnego pochodzi asteroida, to zaś pozwoli zbadać interakcje pomiędzy jego gwiazdą macierzystą a Słońcem. « powrót do artykułu
  2. Po przeprowadzeniu symulacji komputerowych grupa amerykańskich i czeskich naukowców doszła do wniosku, że do wyginięcia dinozaurów doprowadziła pozaziemska kolizja asteroid sprzed 160 mln lat. Powstały w wyniku zderzenia kosmiczny gruz krążył po Układzie Słonecznym, a jeden z odłamków uderzył ostatecznie w Ziemię. Inne trafiły w Księżyc, Wenus i Marsa, tworząc w ten sposób jedne z największych ich kraterów (Nature). Wierzymy, że istnieje bezpośredni związek między tym wybuchem, powstałym w wyniku tego wydarzenia deszczem [mniejszych] asteroid a potężnym uderzeniem, które miało miejsce 65 mln lat temu i doprowadziło, jak sądzimy, do wyginięcia dinozaurów – wyjaśniają dr Bill Bottke z Southwest Research Institute w Boulder i jego czescy współpracownicy David Vokrouhlicky i David Nesforny. Autorzy bardzo wielu badań dywagowali, co się stało w ciągu ostatnich 100-200 mln lat, że doprowadziło to do znacznego wzrostu uderzeń asteroid w Ziemię (odnotowano mniej więcej 2-krotne przekroczenie długoterminowej normy). Dr Bottke i zespół podjęli się próby wykazania, że spiętrzenie to było skutkiem rozbicia 170-kilometrowej skały w pierścieniu zlokalizowanym między Marsem a Jowiszem. Stało się to ok. 160 mln lat temu. Olbrzym roztrzaskał się po kolizji z trzykrotnie od siebie mniejszym (60-km) obiektem. Powstał wtedy rój planetoid (można go oglądać do dzisiaj), znany jako rodzina Baptistina. Symulacja komputerowa wykazała, że pierwotnie rój był większy. Część odłamków rozproszyła się po Układzie Słonecznym. Sto osiem milionów lat temu jeden z największych doprowadził do uformowania na Księżycu krateru Tycho. Dodajmy, że jego średnica to 85 kilometrów. Jeszcze bardziej prawdopodobne, że większy od rzeźbiącego powierzchnię Księżyca kawałek skały, była to asteroida o średnicy ok. 10 km, uderzył w Ziemię, tworząc krater Chicxulub. Dzisiaj jest on fragmentem półwyspu Jukatan. To wskutek tego wydarzenia po dinozaurach zostało tylko wspomnienie. Asteroida 298 Baptistina rozbiła się w pobliżu czegoś, co można by opisać jako dynamiczną superautostradę, drogę, za pośrednictwem której wiele obiektów ucieka z pierścienia – wyjaśnia dr Bottke. Zderzenie dużych fragmentów skał z planetami Układu Słonecznego było więc właściwie nieuniknione. Analiza chemiczna materiału z krateru Chicxulub także pozwoliła na powiązanie go ze skałami budującymi obiekty z roju Baptistina. W komentarzu zamieszczonym na łamach Nature Philippe Claeys i Steve Goderis z Vrije Universieit w Brukseli stwierdzają, że hipoteza przypisująca wyginięcie olbrzymich gadów uderzeniu komety przybyłej z rubieży Układu Słonecznego jest mało prawdopodobna, natomiast związki rodziny Baptistina z tą katastrofą wydają się dużo realniejsze.
  3. Symulacje komputerowe wykazały, że uderzenia asteroid w Ziemię mogą z większym prawdopodobieństwem niż dotychczas przypuszczano, rozprzestrzeniać życie po naszym Układzie Słonecznym. Z najnowszych symulacji wiemy, że po takim uderzeniu na Marsie wyląduje 100-krotnie więcej odłamków, które potencjalnie mogą przenieść tam życie, niż dotąd sądzono. Z kolei najpotężniejsze z uderzeń mogą spowodować, że odłamki trafią nawet na Jowisza i jego księżyce. Oczywiście taką kosmiczną podróż przetrwałyby tylko najbardziej wytrzymałe mikroorganizmy. Taki scenariusz „odwróconej panspermii" nie wyklucza, że z Ziemi na inne planety mogłyby trafić bakterie czy np. niesporczaki, o których wiadomo, iż są w stanie przetrwać pobyt w przestrzeni kosmicznej. Mauricio Reyes-Ruiz z Universidad Nacional Autonoma de Mexico i jego zespół przeprowadzili najobszerniejsze z dotychczasowych symulacji, pokazujących, co może stać się z odłamkami powstałymi podczas zderzenia Ziemi z asteroidą. Sprawdzili różne scenariusze wydarzeń i obliczyli, że np. prawdopodobieństwo iż szczątki opadną na Jowisza wynosi 0,05% przy założeniu, że zostały one wyrzucone z prędkością 16,4 km/s. Oczywiście, pozostaje pytanie o to, czy jakieś ziemskie formy życia potrafiłyby przetrwać setki lub tysiące lat w przestrzeni kosmicznej. Astrofizyk Steinn Sigurdsson z Pennsylvania State University, który sam prowadzi podobne badania, twierdzi, że tak. Zwraca uwagę, że na samej Ziemi znajdujemy mikroorganizmy, które są bardzo długowieczne i niezwykle odporne na niskie temperatury, brak wody czy silne promieniowanie.
  4. KopalniaWiedzy.pl

    NASA zapowiada Króla Ozyrysa

    NASA ogłosiła, że w 2016 roku zostanie rozpoczęta pierwsza amerykańska misja, której celem będzie zbadanie asteroidy i pobranie z niej próbek. Origins-Spectral Interpretation-Resource Identification-Security-Regolith Explorer (OSIRIS-REx) pozwoli nam lepiej zrozumieć tworzenie się Układu Słonecznego i ewolucję życia. Po czterech latach podróży OSIRIS-REx zbliży się do prymitywnej asteroidy 1999 RQ36. W chwili, gdy znajdzie się w odległości około 5 kilometrów od niej rozpocznie trwające sześć miesięcy szczegółowe mapowanie obiektu. Na podstawie utworzonej mapy naukowcy zdecydują, z którego miejsca zostanie pobrana próbka materiału do badań. Automatyczne ramię pobierze około 40 gramów asteroidy. Sonda wróci na Ziemię w roku 2023. Koszt misji wyniesie około 800 milionów dolarów. W tej kwocie nie uwzględniono kosztów rakiety nośnej. Asteroida RQ36 ma około 580 metrów średnicy. Prawdopodobnie niemal nie zmieniła się od czasu swojego powstania. Uczeni przypuszczają, że jest bogata w węgiel. Naukowcy będą chcieli sprawdzić m.in. czy znajdują się na niej molekuły organiczne. Ta asteroida to rodzaj kapsuły wędrującej w czasie. Pochodzi z okresu narodzin Układu Słonecznego, a jej badania otworzą nowy rozdział w eksploracji kosmosu. Dane, które zdobędziemy w czasie tej misji pozwolą nam też na lepsze śledzenie asteroidów - stwierdził Jim Green, dyrektor należącej do NASA Planetary Science Division. Jednym z celów misji będzie pierwsze szczegółowe zmierzenie efektu Jarkowskiego, czyli oddziaływania Słońca na asteroidy. OSIRIS-REx to trzecia z misji w ramach New Frontier Program. Pierwszą jest New Horizon, rozpoczęta w 2006 roku. W jej ramach satelita dotrze w lipcu 2015 roku do systemu Pluton-Charon, a po jego zbadaniu zajmie się badaniem Pasa Kuiperta. Druga misja, która rozpocznie się w sierpniu bieżącego roku - Juno - ma za zadanie dotrzeć do Jowisza, pozostać na jego orbicie i zbadać zarówno atmosferę jak i samą planetę.
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Ambitne zadania przed NASA

    Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone - powiedział Mark Twain po przeczytaniu w gazecie swojego nekrologu. Podobnie przesadzone wydają się pogłoski o końcu amerykańskiego programu kosmicznego. Co prawda USA odsyłają swoją obecną flotę wahadłowców do muzeum i przez kilka lat Amerykanie nie będą mieli czym latać w kosmos, jednak władze są zdecydowane kontynuować badania, o czym świadczy najnowsza uchwała Komitetu Handlu, Nauki i Transportu Senatu USA. Po miesiącach sporów jednogłośnie przyjęto proponowaną przez NASA uchwałę, która przewiduje jeden dodatkowy lot wahadłowców oraz wysłanie ludzi na asteroidę i Marsa. NASA znajduje się obecnie w fazie przejściowej. Musimy zdecydować, czego oczekujemy od naszej agencji kosmicznej w nadchodzących latach i dziesięcioleciach. Mój pogląd w tej sprawie jest jasny - zadania NASA nie mogą być statyczne. Muszą ulegać ciągłym zmianom i podążać w nowych kierunkach - stwierdził przewodniczący komitetu John D. Rockefeller, IV. Dodatkowy lot wahadłowca odbędzie się w przyszłym roku. Nastąpi on po lutym 2011. Przypomnijmy, że dotychczas planowano, iż odbędą się jeszcze dwie misje - w listopadzie 2010 i w lutym 2011. Nowa ustawa zobowiązuje też NASA do natychmiastowego rozpoczęcia prac nad nową rakietą nośną o dużej mocy, która miałaby zawieźć astronautów na Marsa i asteroidę. To spora zmiana w stosunku do planów prezydenta Obamy, który chciał rozpoczęcia prac dopiero w roku 2015. Kolejne przyspieszenie przewidziane przez senacką komisję dotyczy budowy nowych pojazdów, które umożliwiłyby podróże w dalsze obszary przestrzeni kosmicznej. Prezydent mówił o rozpoczęciu prac w 2025, senacka komisja chce je rozpocząć w 2016 roku. Ustawa przewiduje również przedłużenie służby Międzynarodowej Stacji Kosmicznej do roku 2020, co jest zgodnie z życzeniem prezydenta Obamy. Przebyliśmy długą drogę, by dotrzeć do tej chwili. Ponad 4 miesiące temu rozpoczęliśmy prace nad nową propozycją prezydenta, która, moim zdaniem, oznaczałaby koniec amerykańskiej dominacji w dziedzinie badań kosmicznych, zagroziłaby istnieniu stacji kosmicznej oraz naraziła na poważne niebezpieczeństwo program lotów załogowych. Zatwierdzone dzisiaj przepisy to kompromis pomiędzy koniecznością inwestowania w nowe technologie, a ciągłą ewolucją rynku, na którym prywatni inwestorzy odgrywają coraz większą rolę i wspierają nasze wysiłki na niskiej orbicie okołoziemskiej - powiedział senator Kay Bailey Hutchinson, jeden z autorów ustawy. Prezydent Obama przed kilkoma miesiącami zaproponował rezygnację z programu Constellation i misji na księżyc. Zamiast tego chciał, by USA do roku 2025 wysłały astronautów na asteroidę, a do połowy lat 30. - na Marsa. Barack Obama zaproponował również, w ciągu kolejnych pięciu lat budżet przeznaczył 6 miliardów USD (w tym 3,3 miliarda w ciągu trzech najbliższych lat) na rozwój komercyjnych statków kosmicznych. Senatorowie zaproponowali 1,6 miliarda USD w ciągu 3 lat, co spotkało się z krytyką zwolenników rozwoju prywatnych lotów w kosmos. Nowa ustawa trafi pod obrady Senatu.
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Rosja uratuje świat?

    Rosja ma zamiar uchronić świat przed katastrofą. W związku z tym Federacja chce wysłać w przestrzeń kosmiczną statek, który ma zapobiec uderzeniu w Ziemię asteroidy Apophis w 2036 roku. Mówimy o życiu ludzi. Lepiej wydać kilkaset milionów dolarów na stworzenie systemu zapobiegającemu kolizji, zamiast czekać co się wydarzy i ryzykować, że zginą setki tysięcy ludzi - mówi Anatolij Perminow, szef rosyjskiej agencji kosmicznej. Jego zdaniem w projekt włączą się eksperci z USA, Chin i Europy. Rosjanie twierdzą, że są w stanie stworzyć pojazd kosmiczny, który zmieni orbitę Apophisa. Nie wiadomo jednak, czy Ziemia w ogóle potrzebuje ochrony. Gdy początkowo obliczono prawdopodobieństwo jego zderzenia z naszą planetą, okazało się, że wynosi ono 1:45 000. Przed kilkoma miesiącami, korzystając z najnowszych danych i nowych metod wyliczania orbity asteroidy, NASA oceniła, że prawdopodobieństwo kolizji wynosi około 1:250 000.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Hayabusa wróciła na Ziemię

    Sonda Hayabusa, która przed pięciu laty wylądowała na powierzchni asteroidy, powróciła na Ziemię. Japońska agencja kosmiczna JAXA nie jest jeszcze pewna, czy podczas trzymiesięcznego pobytu w 2005 roku na asteroidzie Itokawa sonda zdołała zebrać jakieś próbki. Jeśli tak, będą to pierwsze dostępne nam kawałki pochodzące z powierzchni asteroidy. Hayabusa wylądowała na największym na świecie australijskim poligonie Woomera Prohibited Range. Sonda została wystrzelona w 2003 roku z Centrum Kosmicznego Kagoshima. Dwa lata później, w odległości 300 milionów kilometrów od Ziemi spotkała się z asteroidą Itokawa. Japoński pojazd kosmiczny miał powrócić na Niebieską Planetę już trzy lata temu, jednak problemy techniczne znacznie opóźniły powrót. Wciąż nie wiadomo, czy misja była udana. Gdy Hayabusa wylądowała na asteroidzie okazało się, że mechanizm zbierania próbek nie działa. Naukowcy wierzą jednak, że podczas lądowania sonda wzbiła nieco pyłu z powierzchni asteroidy, a ten wpadł do specjalnego pojemnika. Po przewiezieniu do Japonii zostanie on szczegółowo zbadany. Miną całe tygodnie zanim dowiemy się, czy w pojemniku znajduje się cokolwiek pochodzącego z Itokawa.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Niezwykły obraz i niezwykła misja

    W Adler Planetarium w Chicago zawisło największe na świecie zdjęcie Drogi Mlecznej. Obraz o wymiarach 37 metrów długości i 1 metr wysokości, który w centrum wybrzusza się jak nasza galaktyka, osiągając wysokość 2 metrów, powstał dzięki pracy specjalistów z NASA. Złożyło się nań 800 000 zdjęć wykonanych przez Teleskop Spitzera. Jego rozdzielczość to 2,5 miliarda pikseli. Obraz pokrywa obszar Galaktyki, który możemy zakreślić z Ziemi wybierając jako odnośniki długość palca wskazującego (wysokość obrazu) i rozłożone ramiona (długość). To najbardziej dokładne i największe zdjęcie Drogi Mlecznej wykonane w podczerwieni - mówi Sean Carey ze Spitzer Science Center. NASA już jednak przygotowuje się do stworzenia jeszcze bardziej dokładnych obrazów nieba. Za tydzień, 11 grudnia, z bazy Vandenberg zostanie wystrzelony teleskop WISE (Wide-field Infrared Survey Explorer), który w ciągu półtora roku wykona w podczerwieni zdjęcia całego nieba. Znajdą się na nich setki milionów obiektów, w tym wiele takich, których nigdy wcześniej ludzie nie oglądali - od najzimniejszych gwiazd, po bliskie Ziemi, a mimo to niewidoczne ciemne komety czy asteroidy. Uczeni przypuszczają, że WISE odkryje setki tego typu obiektów, a kolejne setki tysięcy w naszym systemie słonecznym. Astronomowie mają również nadzieję, że WISE znajdzie około 1000 brązowych karłów, czyli niewielkich gwiazd wielkości Jowisza, które mają zbyt małą masę, by świecić. Niewykluczone, że jakiś brązowy karzeł znajduje się bliżej Ziemi niż Proxima Centauri. Jeśli tak, to będzie on najbliższą nam - oczywiście poza Słońcem - gwiazdą.
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Uratuj Ziemię i wygraj 50 000 USD

    Amerykańscy naukowcy zaoferowali 50 000 dolarów dla osoby, która opracuje system oznaczenia i śledzenia potencjalnie groźnej dla Ziemi asteroidy – Apophis. Asteroida przejdzie bardzo blisko Ziemi w 2029 roku. Podczas tego spotkania jej trajektoria zostanie zmieniona przez pole grawitacyjne naszej planety. Istnieje niebezpieczeństwo, chociaż bardzo małe, że asteroida wejdzie na tor kolizyjny z Ziemią. Jeśli tak się stanie, to zderzenie może nastąpić w 2036 roku. Naukowcy chcieliby upewnić się, że katastrofa nie nastąpi, stąd ogłoszenie konkursu. Dan Geraci, członek zarządu Towarzystwa Planetarnego, przekazał 50 000 dolarów, które będą stanowiły główną nagrodę. Konkurs będzie prowadzony we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, NASA i innymi podobnymi organizacjami. Średnica Apophis wynosi 300-400 metrów. Towarzystwo Planetarne uważa, że jeśli asteroida znajdzie się na torze kolizyjnym z Ziemią, powinniśmy o tym dowiedzieć się jak najszybciej, by mieć czas na reakcję. Zasady konkursu zostały opublikowane na stronach Towarzystwa.
  10. KopalniaWiedzy.pl

    Asteroidalny hat-trick

    Naukowcom po raz pierwszy udało się osiągnąć coś, co Donald Yeomans z Near-Earth Object Program nazwał idealnym asteroidalnym hat-trickiem. Uczeni byli bowiem w stanie śledzić niewielką asteroidę, przewidzieć jej wejście w atmosferę Ziemi oraz rozpad i zebrać resztki, które opadły na naszą planetę. Asteroidę 2008 T3 zauważono w październiku 2008 roku. Specjaliści wyliczyli, że niewielki, kilkumetrowy obiekt znajduje się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Niedługo potem asteroida rozpadła się nad północnym Sudanem. Wybuch widzieli ludzie na ziemi oraz piloci samolotu KLM, którzy potwierdzili trajektorię obiektu. Obecnie w piśmie Nature poinformowano, że na Pustyni Nubijskiej zebrano 47 fragmentów asteroidy. Służą one do przeprowadzenia bardzo ważnych badań. Ich skład chemiczny zostanie porównany z trajektorią oraz ze sposobem w jaki asteroida odbijała światło. Asteroida nazwana Almahata Sitta (arab. stacja szósta - to pasażerowie tej stacji kolejowej widzieli eksplozję i to ona służyła naukowcom jako baza do poszukiwania resztek obiektu), wydaje się należeć do rzadkiej klasy asteroidów F, w skład której wchodzi tylko 1,3% tych obiektów. Asteroida jest ureilitem, czyli bardzo rzadko spotykanym delikatnym achondrytem oliwinowo-piegonitowym, który zawiera też liczne nanodiamenty. Uzyskane wyniki pozwoliły powiązać Almahata Sitta ze znacznie większą (średnica 2,6 km) asteroidą 1998 KU2. Obie mogą pochodzić z tego samego ciała niebieskiego.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Zbity z tropu

    Ponieważ Księżyc podlega rotacji synchronicznej, czyli okres jego obrotu wokół własnej osi jest równy okresowi obrotu wokół Ziemi, stale widzimy tylko jedną jego stronę. Po przeanalizowaniu wieku i rozmieszczenia 46 kraterów Srebrnego Globu Mark Wieczorek i Matthieu Le Feuvre z Paryskiego Instytutu Fizyki Ziemi stwierdzili jednak, że 3,9 mld lat temu dzisiejsza strona niewidoczna mogła być stroną widoczną, a więc skierowaną w stronę naszej planety. Kratery powstały pod wpływem zderzenia ze skałami odrywającymi się od pasa asteroid. Wcześniejsze symulacje komputerowe sugerowały, że na zachodniej połowie tarczy Księżyca powinno być o ok. 30% więcej kraterów niż na połowie wschodniej. Twierdzono tak, ponieważ zachodnia część jest zawsze zwrócona w kierunku, w którym nasz satelita obiega Ziemię, przez co wzrasta prawdopodobieństwo zderzenia z odłamkami. Kiedy jednak Wieczorek i Le Feuvre porównali relatywny wiek kraterów (posłużyli się danymi na temat kolejności, w jakiej wyrzucony materiał odkładał się na powierzchni), sprawy przyjęły nieoczekiwany obrót. Okazało się, że chociaż większość śladów najmłodszych uderzeń rzeczywiście znajdowała się na zachodniej części tarczy, to starszych należało szukać głównie na wschodniej. Oznacza to, że w przeszłości część wschodnia podlegała silniejszemu bombardowaniu. Fragmenty skały zebrane w miejscach odpowiednio dużych kolizji wskazują, że do wypadku doszło mniej więcej 3,9 mld lat temu. Potem na długi czas Księżyc wypadł najprawdopodobniej z rytmu i obracał się powoli, zanim nie ustaliła się jego współczesna pozycja.
  12. Już w grudniu rozpoczną prace pierwsze elementy teleskopu wyposażonego w aparaty fotograficzne o gigantycznej rozdzielczości 1,5 gigapiksela. W ramach projektu Panoramic Survey Telescope and Rapid Response System (Pan-STARRS) powstają cztery teleskopy, które z Hawajów będą śledziły asteroidy i inne zbliżające się do Ziemi obiekty. Dzięki olbrzymiej rozdzielczości aparatu, możliwe będzie zauważenie obiektów o średnicy zaledwie 300 metrów. Zespół urządzeń będzie trzy razy w miesiącu wykonywał zdjęcia całego nieba widocznego z Mount Haleakala na wyspie Maui. Dzięki niemu naukowcy chcą śledzić obiekty zagrażające naszej planecie. Każdy z aparatów korzysta z matrycy CCD wielkości aż 20 centymetrów kwadratowych. Największą ich zaletą jest fakt, iż każda komórka CCD jest sterowana z osobna tak, by redukowała zakłócenia powodowane przez atmosferę. To niezwykle przydatne narzędzie dla astronomów. Możliwość optycznych obserwacji kosmosu jest mocno ograniczona niekorzystnym oddziaływaniem atmosfery na uzyskiwane obrazy. Dzięki możliwości sterowania pojedynczymi komórkami CCD widzimy wyjątkowo ostry obraz. Każda z kamer wykorzystuje matrycę, na którą składają się 64x64 komórki CCD. Z kolei rozdzielczość każdej z komórek to 600x600 pikseli. Jak więc łatwo obliczyć, rozdzielczość aparatów wynosi dokładnie 1 474 560 000 pikseli. Istnieje oczywiście inny sposób na uzyskanie z Ziemi obrazów o bardzo dobrej rozdzielczości. Wielkie teleskopy Keck dają przecież obraz równie wyraźny jak Teleskop Hubble'a. Uzyskiwany jest on dzięki wykrywaniu aberracji w obrazie jasnej gwiazdy znajdującej się w pobliżu obserwowanego obiektu. Wykrywając te zakłócenia można przeprowadzić odpowiednie korekty, uwzględniające oddziaływanie atmosfery na uzyskiwany obraz. Problem jednak w tym, że aż w 99% obserwacji nie mamy w pobliżu obiektu żadnej gwiazdy referencyjnej. Specjaliści radzą sobie w ten sposób, że oświetlają górne warstwy atmosfery laserem, pobudzając do świecenia cienką warstwę atomów sodu, które pełnią rolę punktu odniesienia. Taki system sprawdza się jednak przy wielkich 10-metrowych teleskopach Keck. Znacznie mniejszy Pan-STARRS o średnicy zaledwie 1,8 metra będzie korzystał z wielokrotnie tańszych aparatów cyfrowych, a otrzymany obraz może być tak dobry jak uzyskiwany przez astronomów z Kecka.
  13. KopalniaWiedzy.pl

    Potwierdzenie przez obalanie

    Profesor Ken Tankersley z University of Cincinnati postanowił obalić pewną teorię, dotyczącej tego, co wydarzyło się w Ameryce Północnej przed 12 900 laty. Wówczas, pod koniec epoki lodowcowej, doszło do gwałtownego wymierania zwierząt i ludzi. Jedna z teorii, której głosicielem jest geofizyk Allan West, mówi, że nad powierzchnią kontynentu eksplodowała kometa lub asteroida. Tankersley chciał zadać kłam tym twierdzeniom, badając złoża złota, srebra i diamentów znajdujące się w stanach Indiana i Ohio. Jednak jego badania, zamiast obalić teorię Westa, stały się najmocniejszym dowodem na jej poparcie. Tankersley sądził, że wspominane minerały zostały przyniesione z rejonu Wielkich Jezior Amerykańskich przez lodowiec. Szczegółowe analizy wykazały jednak, że pochodzą one z regionów położonych znacznie dalej na północy. Moje badania złota, srebra i diamentów miały obalić teorię Westa. Nie wiedziałem jednak, że twierdził on również, iż kometa nie wybuchła po prostu gdzieś nad Kanadą, ale że rozpadła się nad regionem bogatym w złoża diamentów - mówi Tankersley. Po raz pierwszy zetknął się z teorią Westa, gdy został zaproszony do organizowanej przez niego badawczej grupy interdyscyplinarnej. West mówił wówczas, że nad Kanadą wybuchł obiekt o średnicy około 2 kilometrów. Teraz dzięki pracom Tankersleya znaleziono mocny dowód na poparcie tej tezy. Naukowcy uznali bowiem, że jedynym logicznym wytłumaczeniem przesunięcia na południe diamentów, złota i srebra jest ich wyrzucenie w wyniku silnej eksplozji. Obecnie prowadzone są dodatkowe badania mające zweryfikować teorię kosmicznej katastrofy. Około 12 900 lat temu epoka lodowcowa w Ameryce Północnej miała się ku końcowi. Nagle wydarzyło się coś, co spowodowało zagładę mamutów oraz zniknięcie pierwszej w tym rejonie znaczącej kultury ludzkiej zwanej cywilizacją Clovis. Rozpoczął się okres tzw. młodszego dryas, który o 1300 lat przedłużył epokę lodowcową.
  14. KopalniaWiedzy.pl

    Staruszek na Księżycu

    Widniejący na Księżycu zarys twarzy od dawna fascynował ludzi. Teraz wiadomo, kiedy się tam pojawił. Powstał ponad 4 mld lat temu w wyniku erupcji wulkanicznej. Wyjaśnienie spadło, i to dosłownie, prosto z nieba... W naszego satelitę uderzyła asteroida, która odłupała kawałek srebrzysto-szarej skały. Została ona ściągnięta przez siłę ciążenia i spadła w 1999 roku na obszarze Botswany, a konkretnie kotliny Kalahari. Znaleźli ją mieszkańcy wioski Kuke. Kamień ważył 13,5 kg. Sprzedano go łowcom meteorytów. Naukowcy potwierdzili, że Kalahari 009 pochodzi z Księżyca. Świadczy o tym zawartość izotopów tlenu i stosunek żelaza do manganu w dwóch minerałach: oliwinie i (orto)piroksenie. Wszystko to spowodowało, że kamień zaliczono do grupy bazaltów morskich. Morza księżycowe są zbudowane z zastygłego bazaltu. Bazalt morski przypomina odmianę wyżynną, ale zawiera o wiele więcej żelaza oraz tytanu i prawie żadnych związków wodoru. Dlaczego nazwano je morzem, skoro nie mają nic wspólnego z wodą? Lawa wypłynęła z krateru i zastygła w ciemne plamy, które w przeszłości wzięto błędnie właśnie za morza. Wcześni astronomowie nazwali je maria (łac. morze). Są ciemniejsze, gdyż odbijają mniej światła niż pokryte regolitem lub glebą góry. Ponieważ skała liczy sobie 4,35 mld lat (plus minus 150 mln lat), zjawiska wulkaniczne typu morskiego pojawiły się już na początkowych etapach tworzenia się skorupy Księżyca. Zespołowi naukowców szefowali dr Kentaro Terada z Uniwersytetu w Hiroszimie i dr Mahesh Anand z Open University w Wielkiej Brytanii. Przypomnijmy, co składa się na księżycową twarz. Idąc od góry, oczy tworzą Morze Deszczu (Mare Ibrium) i Morze Jasności (Mare Serenitatis), nos – zatoka Sinus Aestuum, a usta – Morze Chmur (Mare Nubium) oraz Morze Poznane (Mare Cognitum).
  15. Uczeni od dawna zastanawiali się, które kraje mogą ponieść największe szkody w wyniku zderzenia Ziemi z meteorytem. Przeprowadzali symulację rozprzestrzeniania się fal tsunami czy trzęsień Ziemi. Dopiero teraz jednak mogli skorzystać ze szczegółowych informacji dotyczących gęstości zaludnienia poszczególnych obszarów oraz istniejącej infrastruktury. Po odpowiedniej obróbce komputerowej okazało się, że wśród tych, które najbardziej ucierpią znajdą się przede wszystkim Chiny i Stany Zjednoczone. Nick Bailey i jego zespół z University of Southampton w Wielkiej Brytanii opracowali specjalny program komputerowy, za pomocą którego przeprowadzili obliczenia. Sprawdzali tysiące wariantów, w których symulowano uderzenie asteroidów o średnicy od 100 do 500 metrów, poruszającego się z prędkością około 20 000 kilometrów na sekundę. Uczeni skupili się na małych asteroidach, ponieważ zderzenie z nimi jest bardziej prawdopodobne. Ciała niebieskie o średnicy kilkuset metrów uderzają w naszą planetę średnio raz na 10 000 lat, a te większe od 1 kilometra – raz na 100 000 lat. Ponadto małe asteroidy jest trudniej zauważyć. Możemy zostać uderzeni bez ostrzeżenia – stwierdził Bailey. Badania Brytyjczyków wykazały, co nie było zaskoczeniem, że największe straty poniosą te kraje, na wybrzeżach których żyje najwięcej osób. Najbardziej zagrożone są Chiny, Indonezja, Indie, Japonia i USA. Znacznie trudniejsze od oszacowania liczby ofiar, było wyliczenie strat gospodarczych. Gęstość zaludnienia i wielkość infrastruktury oszacowano na podstawie oświetlenia widocznego na nocnych zdjęciach satelitarnych. Okazało się, że największe straty ekonomiczne poniosą Stany Zjednoczone, które narażone są na fale tsunami z dwóch oceanów. Kolejnym krajem, którego gospodarka najbardziej ucierpi będą Chiny, a następnie Szwecja, Kanada i Japonia. Symulacje różnych scenariuszy dały też odpowiedź na pytanie, dotyczące najbardziej zgubnych dla ludzkości miejsc zderzenia asteroidów. Okazało się, że największe ofiary w ludziach spowoduje upadek ciała niebieskiego u azjatyckich wybrzeży Oceanu Spokojnego. Natomiast największe straty gospodarcze spowoduje asteroida, która spadnie w północnych rejonach Atlantyku. Wówczas fale tsunami uderzą w Europę i Amerykę Północną. Brytyjczycy nie sprawdzali natomiast scenariuszy, w których asteroida rozpada się w atmosferze i w Ziemię uderza wiele mniejszych kawałków. Clark Chapman z Southwest Research Institute w stanie Kolorado mówi, że konieczne są dalsze badania i przeprowadzanie podobnych symulacji dla poszczególnych krajów. Każde państwo ma bowiem inną infrastrukture i inne możliwości reagowania na zagrożenia. Czytaj również: Uratuj Ziemię i wygraj 50 000 USD Eksplodujące roboty w walce z asteroidami
  16. KopalniaWiedzy.pl

    Chińskie asteroidy

    Jak donosi agencja informacyjna Xinhua, naukowcy z Purple Mountain Observatory, które podlega Chińskiej Akademii Nauk, nazwali dwie asteroidy imionami rodzimych astronautów: Fei Junlonga i Nie Haishenga. W październiku 2005 roku obaj wzięli udział w drugiej chińskiej misji załogowej w ramach programu Shenzhou. Yang Jiexing, sekretarz komitetu nazewnictwa asteroid, podkreśla, że decyzja chińskich badaczy została zaaprobowana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną. Pierwszy chiński załogowy lot na orbitę okołoziemską odbył się w październiku 2003 roku. Astronauci korzystali wtedy z kapsuły Shenzhou V.
  17. NASA posiada listę ponad 800 asteroid, które mogą być potencjalnie niebezpieczne dla Ziemi. Dlatego też ważne jest, by poznać fizyczne właściwości każdej z nich tak, by w razie wejścia przez nią na kurs kolizyjny z naszą planetą, móc zaradzić ewentualnemu zderzeniu. Grupa naukowców i inżynierów z firmy Ball Aerospace opracowała zautomatyzowana sondę kosmiczną, która jest na tyle mała i tania, że można zbudować całą flotę takich urządzeń i wykorzystać je do zbadania niebezpiecznych asteroid. Sonda waży 12 kilogramów, a pojazd kosmiczny mógłby zabierać na pokład do 6 takich urządzeń. Następnie przewoziłby je w pobliże badanej asteroidy. Sondy opuszczałyby pokład i usadawiałyby się na powierzchni asteroidy. Wówczas otwierałyby się chroniąca je kuliste osłony (wraz z nią urządzenie jest wielkości piłki do koszykówki), a sondy przystępowałaby do badania asteroidy. Statek-matka pozostawałby w pobliżu i odbierał sygnały z informacjami od sond. Same urządzenia wyposażone miałyby być baterie, które pozwoliłyby im na kilka dni pracy. Nie przewidziano stosowania paneli słonecznych, dzięki czemu obniżeniu uległy koszty zbudowania urządzenia, jego stopień skomplikowania, waga oraz koszty eksploatacji. Uczeni przewidzieli natomiast wyposażenie sondy w mechanizmy pozwalające jej na poruszanie się po powierzchni asteroidy. Biorąc więc pod uwagę liczbę sond oraz czas ich pracy można stwierdzić, że w ciągu kilku dni zostanie zebranych wystarczająco dużo informacji. W ramach badań niektóre z sond mogłyby zostać wyposażone w ładunki wybuchowe. Takie urządzenie miałoby eksplodować na powierzchni asteroidy, a inne ustawione na niej sondy, odbierając drgania, badałyby wewnętrzną strukturę oraz wytrzymałość obiektu. W przypadku asteroidów zbudowanych z pojedynczego bloku skalnego możliwa byłaby obrona Ziemi poprzez przymocowanie do niej silnika, który wyprowadziłby ją z kursu kolizyjnego. Jeśli zaś zajdzie potrzeba obrony przed asteroidą złożoną z grupy skał, rozważa się użycie kosmicznego "spychacza”, czyli statku, który za pomocą grawitacji zmieniłby kurs asteroidy. Obliczono, że statek o wadze 20 ton poradziłby sobie z asteroidą o szerokości 200 metrów. Musiałby on podlecieć do asteroidy na odległość 50 metrów i pozostać tam przez rok. Spowolniłoby to jej prędkość na tyle, że możliwe byłoby zepchnięcie asteroidy z kursu. Największym problemem będzie umieszczenie sond na powierzchni asteroidy. W 2005 roku Japończycy podjęli nieudaną próbę umieszczenia sondy Minerva, która znajdowała się na pokładzie statku Hayabusa, na powierzchni asteroidy Itokawa. Jeśli znajdą się pieniądze, to statek-matka dla sond powstanie w ciągu dwóch-trzech lat. Do pierwszej asteroidy dotarłby on w roku 2011. Czytaj również: Uratuj Ziemię i wygraj 50 000 dolarów
×