Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Stany Zjednoczone'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 12 results

  1. Najprawdopodobniej dzisiaj zostanie ogłoszona decyzja o nałożeniu na Google'a 500 milionów dolarów grzywny za reklamowanie aptek, które prowadzą nielegalne działania. Koncern zapłaci taką kwotę w ramach ugody z Departamentem Sprawiedliwości. Google zostanie w ten sposób ukarane za umieszczanie reklam aptek, które sprzedają podrobione leki lub też umożliwiają kupowanie leków bez recepty. Mowa tutaj przede wszystkim o kanadyjskich aptekach. Amerykanie chętnie kupują w nich lekarstwa, gdyż są one tańsze od lekarstw w USA. Jednak działania takie są niezgodne zarówno z amerykańskimi jak i kanadyjskimi przepisami. Google już w 2003 roku wiedziało, że przysyłanie przez kanadyjskie apteki lekarstw do USA jest niezgodne z prawem. Prowadzący śledztwo prokuratorzy ze stanu Rhode Island oraz urzędnicy FDA poinformowali, że kwota, którą zapłaci koncern jest jedną z największych grzywien w historii. Zauważyli również, że Google miał techniczne możliwości niedopuszczenia reklam kanadyjskich aptek, gdyż skutecznie blokował reklamy aptek z innych krajów. Tymczasem niektórym kanadyjskim aptekom pomagano nawet w optymalizacji kampanii reklamowych. Pierwsze działania, mające na celu weryfikację legalności reklam kanadyjskich aptek Google podjął dopiero w 2009 roku, gdy został poinformowany o rozpoczęciu śledztwa w tej sprawie. Teraz koncern Page i Brina przyznał się do winy, wziął ją całkowicie na siebie i obiecał, że przedstawi rozwiązania mające zapobiec powtórzeniu się takiej sytuacji w przyszłości.
  2. Ciągły rozwój technologii powoduje, że energetyka słoneczna staje się coraz bardziej atrakcyjną alternatywą wobec innych sposobów produkcji energii. Farmy słoneczne powstają nawet w Kanadzie, amerykańska Solar Energy Intustries Association opublikowała właśnie raport za rok 2010, w którym donosi o niemal 2-krotnym powiększeniu się rynku energetyki słonecznej. W roku 2010 w USA zainstalowano różnego typu instalacje słoneczne, dostarczające 956 megawatów mocy. W sumie w USA z energii słonecznej pochodzi 2,6 gigawatów. To wciąż mniej niż 1% energii produkowanej na ternie Stanów, jednak rynek szybko się powiększa. W roku 2009 wartość inwestycji w energię pozyskiwaną ze Słońca wyniosła 3,6 miliarda USD. Rok później było to już około 6 miliardów. Oczywiście, najwięcej inwestycji dokonano tam, gdzie są one najbardziej opłacalne, a zatem w Kalifornii. Sporo zainwestowano na Florydzie, ale w położonym znacznie bardziej na północ New Jersey inwestycje były większe. Wraz ze wzrostem wydajności instalacji słonecznych, będą z pewnością rosły też nakłady inwestycyjne. Energia ze Słońca stanie się bowiem coraz bardziej konkurencyjna wobec innych źródeł i będzie można myśleć o jej ekonomicznym wykorzystaniu na terenach położonych coraz bardziej na północ. Analitycy Solar Energy Industries Association nie pokusili się o prognozowanie, czy i w roku 2011 uda się utrzymać szybkie tempo wzrostu inwestycji. Jednak organizacja chce, by do roku 2015 na terenie USA produkowano tyle energii ze Słońca, by wystarczyło to do zasilenia 2 milionów gospodarstw domowych. To oznacza, że moc elektrowni słonecznych musi wzrosnąć czterokrotnie w porównaniu z obecną mocą.
  3. Nowy raport dotyczący publikacji naukowych przynosi alarmujące informacje dla USA. Badania naukowe, pomimo wzrostu środków finansowych i wzmocnienia innych impulsów, są coraz mniej efektywne. Do takich wniosków doszli specjaliści, którzy na zlecenie Narodowej Fundacji Nauki (NSF) sprawdzili trendy w publikacjach naukowych pochodzących z 200 czołowych amerykańskich instytucji badawczych z lat 1988-2001. Eksperci zauważyli znaczny spadek efektywności. Obliczyliśmy, że te same zasoby, które skutkowały w 2001 roku pojawieniem się 100 publikacji naukowych jeszcze w roku 1990 przyczyniłyby się do powstania 129 publikacji - czytamy w raporcie "U.S. Academic Scientific Publishing". To kolejne już niepokojące spostrzeżenie od czasu badań z lipca 2007 roku. Wówczas stwierdzono, że liczba artykułów opublikowanych w czołowych światowych magazynach przez amerykańskich naukowców nie zwiększa się od pierwszej połowy lat 90., pomimo wzrostu nakładów na naukę i zatrudniania w instytucjach naukowo-badawczych coraz większej liczby osób. Najnowszy raport potwierdza, że w pierwszej połowie lat 90. doszło do zatrzymania wzrostu liczby publikacji, a zatem do zmniejszenia efektywności naukowców. Co gorsza, problemów tych nie można tłumaczyć rosnącą produktywnością światowej nauki. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różne. Uczeni zwracają uwagę na kilka możliwych: rosnący stopień skomplikowania badań naukowych, rosnące koszty umieszczania artykułów w renomowanych pismach, pisanie bardziej wszechstronych artykułów czy wzrost kosztów badań ponad inflację. Ponadto w badania włącza się coraz więcej instytucji, co skutkuje bardziej skomplikowaną i kosztowną komunikacją pomiędzy nimi. Zauważono również, że w ciągu ostatniej dekady nauki biomedyczne otrzymały olbrzymie dofinansowanie z budżetu federalnego i mogło po prostu upłynąć zbyt mało czasu, by inwestycje te dały efekty. Na razie brakuje wytłumaczenia tego zjawiska, jednak już pojawiają się głosy, iż może ono oznaczać, że jesteśmy świadkami przenoszenia się środka ciężkości nauki i być może w przyszłości Stany Zjednoczone przestaną być światowym liderem naukowym.
  4. Rozważania na temat praw autorskich, ich zakresu obowiązywania i oddziaływania na społeczeństwo bardzo często ograniczają się do krytyki prawodawstwa USA. Tymczasem, jak wynika z raportu organizacji Consumers International, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje... jedno z najbardziej przyjaznych rozwojowi i konsumentom praw ochrony własności intelektualnej. Jednak to nie USA przewodzą liście najbardziej przyjaznych krajów. W zestawieniu CI najwyższą pozycję zdobyły Indie. Na drugim miejscu uplasował się Liban, następnie Izrael, za nim USA. Miejsce piąte zajmuje Indonezja, szóste RPA, a kolejne przypadły Bangladeszowi, Maroko, Szwecji i Pakistanowi. Z kolei za kraje z najmniej przyjaznym prawem uznano Chile, Jordanię, Wielką Brytanię, Kenię, Tajlandię, Argentynę, Brazylię, Zambię, Egipt i Japonię. Trudno nie zauważyć, że sąsiadujące ze sobą na liście kraje dzieli wszystko - zamożność obywateli, kultura, religia czy historia. W tegorocznym zestawieniu CI wzięło pod uwagę 34 kraje. To dwukrotnie więcej niż przed rokiem. Niestety, nie uwzględniono w nim Polski. Podczas badań brano pod uwagę następujące czynniki: zakres i długość ochrony zapewnianej przez prawo autorskie, możliwość dostępu i wykorzystywania dzieła (kategorię tę podzielono na podkategorie - dla użytkowników domowych, na potrzeby edukacji, online, przez twórców treści, przez prasę, przez biblioteki, przez niepełnosprawnych oraz w sprawach publicznych), wolność dzielenia się i transferu dzieła oraz egzekwowanie i ochronę praw autorskich. Poszczególne kategorie oceniano za pomocą liter od A (najlepsza) do F (najgorsza). Indie, mające najbardziej przyjazny system praw autorskich, uzyskały łączną ocenę B. Najlepiej wypadły w kategoriach dostępności dzieła online, na potrzeby twórców zawartości, na potrzeby prasy oraz pod względem egzekucji ochrony praw. W kategoriach tych uzyskały oceny A. Najgorzej (na D) oceniono możliwość dzielenia się dziełem. Wspomniane na wstępie USA również otrzymały ocenę łączną B. Najlepiej (na A) ocenione kategorie to dostępność dzieła online, dla bibliotek i niepełnosprawnych. Najgorzej (na D) oceniono egzekwowanie prawa. Krajem, który ma najmniej przyjazny system praw autorskich, uznano Chile. Najwyższe oceny © państwo to uzyskało w kategoriach dostępności online, wolności dzielenia się i transferu oraz egzekucji prawa. Najgorzej (F) w kategoriach długości obowiązywania i zakresu ochrony praw, dostępności dla użytkowników domowych, edukacji, bibliotek, niepełnosprawnych i w sprawach publicznych. Surowo oceniona Wielka Brytania uzyskała wynik C-. Najlepiej (A) wypadła w dostępności dzieła dla niepełnosprawnych. Najgorzej (F) w dostępności dla użytkowników domowych, edukacji, w sprawach publicznych i pod względem egzekucji praw. Pełny raport można pobrać z Sieci.
  5. Microsoft zwraca uwagę, że na korzystaniu z firmowego oprogramowania zabezpieczającego (MSRT) najbardziej mogą skorzystać klienci z USA. Z firmowych statystyk wynika bowiem, że Amerykanie są najbardziej "zawirusowanym" narodem. Dotychczas MSRT usunęło szkodliwe oprogramowanie z 2,18 miliona maszyn z terenu USA. To więcej, niż w sumie z komputerów kolejnych 9 krajów. W Chinach zainfekowanych pecetów było 383 378, w Brazylii 282 153, a kolejne na liście uplasowały się Wielka Brytania (278 207) i Korea Południowa (262 539). Stany Zjednoczone przodują na liście, gdyż są celem większości ataków. Chiny i Brazylia to zupełnie inna historia. W Chinach najwięcej ataków ma na celu kradzież haseł do online'owych gier, gdyż z tym związany jest duży czarny rynek, a w Brazylii przeprowadza się ataki mające na celu przede wszystkim kradzież danych umożliwiających zalogowanie się do kont bankowych - napisali w raporcie Marian Radu i Scott Wu z Microsoft Malware Protection Center.
  6. Komisja Europejska domaga się większego wpływu na zarządzanie Internetem. Obecnie najważniejsze zasoby Sieci znajdują się pod kontrolą ICANN, który ma nad nimi pieczę na podstawie umowy z rządem USA. Umowa ta wygasa jednak we wrześniu i należy zastanowić się, kto powinien kontynuować zadania ICANN. Na świecie jest 1,5 miliarda internautów, z czego 300 milionów mieszka w 27 krajach Unii Europejskiej. Przyszłe umowy dotyczące zarządzania Internetem powinny odzwierciedlać jego globalną naturę - oświadczyła Komisja. Viviane Reding, Komisarz EU ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów dodała, że ICANN zbliża się do przełomowego momentu swojego rozwoju. Czy stanie się on w pełni niezależną organizacją, odpowiedzialną przed społecznością międzynarodową? Europejczycy tego oczekują i będą się o to starali. Wzywam Stany Zjednoczone do wspólnej pracy nad takim właśnie rozwiązaniem - stwierdziła Reding.
  7. Wbrew temu, co sądzi wielu Amerykanów, Stanom Zjednoczonym nie grozi utrata pozycji lidera w dziedzinie rozwoju nauki i technologii. Z najnowszego raportu RAND Corporation wynika, że znacznie wyprzedzają one swoich głównych rywali, Europę i Japonię. RAND zauważa, że kraje rozwijające się, takie jak Indie czy Chiny, błyskawicznie rozwijają swoje działy związane z badaniami i technologiami, jednak ich wkład w skali światowej jest wciąż minimalny. Czterdzieści procent światowych wydatków na badania naukowe i prace rozwojowe jest ponoszonych przez USA. Aż 70% wszystkich noblistów mieszka w Stanach Zjednoczonych. W kraju tym znajduje się też 30 z 40 najlepszych na świecie uczelni wyższych. Kryzys, o którym się mówi, tak naprawdę nie ma miejsca. Na świecie zmienia się wiele rzeczy, ale Stany Zjednoczone dobrze się do tych zmian dostosowują - powiedział Reutersowi jeden z autorów raportu, Titus Galama. W opracowaniu zauważono, że szybki rozwój jest możliwy dzięki zagranicznym studentom i naukowcom. USA nie byłyby w stanie rozwijać się równie szybko, gdyby musiały polegać tylko i wyłącznie na własnych obywatelach. Ameryka najwyraźniej oferuje zagranicznym studentom i naukowcom bardzo dobre warunki, gdyż około 70% obywateli obcych państw, którzy uzyskali doktoraty na amerykańskich uczelniach, decydują się na pozostanie w USA. Z danych RAND wynika, że niemal 60% tytułów doktorskich jest przyznawanych zagranicznym studentom. Pochodzą oni przede wszystkim z Chin, Tajwanu, Indii i Korei Południowej. Analitycy RAND uważają, że rząd USA powinien ułatwić pozostanie na terenie Stanów Zjedoczonych tym obywatelom obcych państw, którzy ukończyli miejscowe uczelnie.
  8. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku w Stanach Zjednoczonch sprzedano 143 700 samochodów hybrydowych. W analogicznym okresie roku 2006 nabywców znalazło 93 945 tego typu pojazdów. Oznacza to, że sprzedaż wzrosła o 53 procent. Najchętniej kupowanym samochodem (76 745 sztuk) jest Toyota Prius. Kupiono jej o 99,6% więcej, niż w ubiegłym roku. Należy do niej obecnie połowa amerykańskiego rynku hybryd. Na drugim miejscu znalazła się Toyota Camry Hybrid z 20 540 sprzedanymi pojazdami. Pomimo znacznego wzrostu sprzedaży samochody z napędem hybrydowym wciąż stanowią nieznaczy odsetek wszystkich kupowanych aut. Pomiędzy styczniem a majem 2007 należało do nich jedynie 2,1% rynku. W najbliższym czasie do salonów trafią jednak kolejne modele, które powinny jeszcze bardziej poprawić wyniki hybryd. Znajdą się wśród nich Chevrolet Tahoe i GMC Yukon, Chrysler Apsen, Dodge Durango, Toyota Highlnder czy warta ponad 104 000 dolarów limuzyna Lexus LS 600h L. Toyota, największy gracz na amerykańskim rynku samochodów hybrydowych już oświadczyła, że do roku 2020 wycofa z oferty wszystkie pojazdy z tradycyjnym napędem i skupi się wyłącznie na hybrydach.
  9. Stany Zjednoczone pracują nad naddźwiękowym pociskiem, który ma w przyszłości zastąpić słynnego Tomahawka. X-51 będzie siedmiokrotnie szybszy, niż jego poprzednik. Nowa broń będzie wykorzystywana do precyzyjnego niszczenia odległych celów. Amerykańska Marynarka Wojenna prowadziła już w 1993 roku testy z rakietą balistyczną Trident II, jednak z powodów politycznych zrezygnowano z jej wykorzystania. Istniała bowiem obawa, iż wykrycie przez Rosję czy Chiny faktu wystrzelenia Tridenta może zostać zinterpretowane jako atak nuklearny na któreś z tych państw. Obawy te potwierdził w 2006 roku w swoim orędziu do narodu prezydent Putin, mówiąc, iż wystrzelenie takiego pocisku może spowodować nieadekwatną odpowiedź ze strony którejś z potęg nuklearnych i sprowokować nuklearny kontratak na masową skalę. W związku z powyższymi obawami Departament Obrony postanowił wykorzystać pocisk X-51 WaveRider. Urządzenie o długości nieco ponad 4 metrów może poruszać się z prędkością około 6000 kilometrów na godzinę. To siedmiokrotnie szybciej niż Tomahawk. Podróż z Morza Arabskiego do wschodniego Afganistanu zajęłaby pociskowi około 20 minut. Gdy w 1998 roku Amerykanie próbowali zabić Osamę bin Ladena, Tomahawk leciał do celu dwie godziny, a terrorysta opuścił miejsce, w którym przebywał na pół godziny przed uderzeniem pocisku. Amerykanie, konstruując X-51 potrafili na swoją korzyść obrócić niekorzystne zjawiska. Gdy X-51 porusza się z tak wielką prędkością, przed jego dziobem powstaje fala uderzeniowa zdolna strącić samolot. Pocisk został ochrzczony mianem "Wave Rider”, gdyż potrafi tę falę wykorzystać. Jego dziób wyprofilowany został w taki sposób, że przecina powietrze pod odpowiednim kątem, dzięki czemu cała siła fali koncentrowana jest za pociskiem. To pomaga mu we wznoszeniu, a skompresowane powietrze ułatwia proces spalania w silniku napędzającym pocisk. X-51 jest przystosowany do wystrzeliwania z samolotów B-52 Stratofortress.
  10. Jeden tylko chiński operator telefonii komórkowej – China Mobile – ma więcej klientów niż liczy cała ludność Stanów Zjednoczonych. Koncern opublikował właśnie informacje, z których wynika, że z jego usług korzysta 301 milionów 200 tysięcy osób. Tymczasem, według szacunków amerykańskich statystyków, w USA żyje obecnie 300 milionów 900 tysięcy osób. Błyskawiczny wzrost liczby użytkowników telefonii komórkowej w Chinach to najlepszy dowód na to, jak tego typu łączność zdobywa popularność w krajach rozwijających się. Bogacący się obywatele mogą coraz częściej pozwolić sobie na coraz tańsze telefony. Dlatego też w Chinach i Indiach każdego miesiąca operatorzy zyskują miliony nowych klientów. Specjaliści oceniają, że koszt wyprodukowania prostego telefonu GSM wyposażonego w monochromatyczny wyświetlacz wynosi około 25 dolarów. Bardziej zaawansowane urządzenie, korzystające z technologii GPRS i pozwalające na surfowanie po Internecie można zbudować za około 40 USD. Liczba nowych abonentów telefonii komórkowej w obu wymienionych krajach jest oszałamiające. W Indiach każdego miesiąca operatorzy zyskują ponad 6 milionów nowych klientów. W Chinach liczba użytkowników zwiększa się o 5 milionów miesięcznie.
  11. Sony Computer Entertainment Inc. poinformowało, że dwa tygodnie po zapowiadanym terminie dostarczyło na rynek 2 miliony konsoli PlayStation 3. Analitycy wątpią jednak, czy urządzenie rzeczywiście znajduje tylu nabywców. SCEI planowało, że tyle PS3 dostarczy przed końcem 2006 roku. Terminu nie udało się dotrzymać, ale opóźnienie jest niewielkie. Do 8 stycznia firma dostarczyła milion konsoli na rynek Kraju Kwitnącej Wiśni, a obecnie milionowe urządzenie znalazło się w Ameryce Północnej. NPD Research informuje, że w grudniu konsumenci w USA kupili 1,132 miliona Xboksów 360, 604 tysiące Wii oraz 490,7 tysiąca PS3. Musimy do tej liczby dodać około 195 000 PlayStation sprzedanych w listopadzie. Oznacza to, iż do końca ubiegłego roku w USA sprzedano 685,7 tysiąca najnowszych urządzeń Sony. Średnia tygodniowa sprzedaż wynosiła więc 115 000. Do miliona brakowało więc firmie 314,3 tysiąca konsoli, a to oznacza, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni średnia tygodniowa sprzedaż musiałaby wzrosnąć do 157 tysięcy sztuk. Analitycy powątpiewają, czy klienci są skłonni kupić taką ilość drogiej konsoli, przyznają jednak, że z czasem sprzedaż może się zwiększać. Pesymizmu nie można za to zarzucić Sony. Koncern nadal utrzymuje, że do końca marca 2007 na całym świecie sprzeda 6 milionów swoich urządzeń.
  12. Już wkrótce w całych Stanach Zjednoczonych osoby, które siadają za kierownicą po spożyciu alkoholu, nie będą w stanie uruchomić swoich pojazdów. Montowany w samochodach system, który sprawdza zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, po raz pierwszy zastosowano w stanie Nowy Meksyk. Dzięki niemu w ciągu roku liczba osób, zabitych na drogach przez pijanych kierowców, zmniejszyła się o 11,3 procenta. Urządzenie montowane jest w samochodzie każdego, kto choć raz został przyłapany na jeździe po alkoholu. Kierowca takiego pojazdu musi najpierw poddać się badaniu. Jeśli go nie przejdzie, nie będzie mógł uruchomić silnika. Stowarzyszenie Mothers Against Drunk Driving (MADD) domaga się, by podobne przepisy co w Nowym Meksyku, wprowadzono na terenie całego kraju. Obecnie takie prawo obowiązuje w kilku stanach, jednak do montowania wspomnianych urządzeń zobowiązani są jedynie wielokrotni recydywiści. Urządzenie badające alkohol w wytykanym powietrzu może być jednak łatwo oszukane. Wystarczy, że trzeźwy "przyjaciel” pijaka podda się testowi. Dlatego też firmy motoryzacyjne we współpracy z rządem USA pracują nad znacznie ulepszonym rozwiązaniem. Ma nim być urządzenie wykrywające przez skórę alkohol w ciele człowieka. Można zamontować je w kierownicy i wówczas stan prowadzącego pojazd byłby monitorowany na bieżąco. Inny pomysł to system analizujący sposób prowadzenia pojazdu i jego trakcję. Gdy wykryje on zachowanie, wskazujące na to, że pojazdem kieruje ktoś nietrzeźwy, zatrzyma samochód. Pijani kierowcy to tym bardziej poważny problem, iż badania wykazały, że przeciętnie osoba taka może 88 razy prowadzić pod wpływem alkoholu, zanim zostanie złapana. Od lat 80. ubiegłego wieku liczba osób zabitych przez pijanych kierowców spadła w USA o około 40%. Wciąż jednak pijacy zabijają miesięcznie ponad 1000 osób w USA. Każdego roku policja aresztuje 1,5 miliona nietrzeźwych, a mimo to miliony osób wyjeżdżają na drogi mając odebrane lub zawieszone prawo jazdy.
×
×
  • Create New...