Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Peru'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 16 results

  1. Jak poinformowało tamtejsze Ministerstwo Środowiska, między 2001 a 2016 r. w peruwiańskiej Amazonii wycięto blisko 2 mln ha lasu. Rocznie daje to ponad 124 tys. ha. Jak powiedział w wywiadzie udzielonym AFP Cesar Calmet, szef ministerialnego programu ochrony lasów, głównie odpowiadają za to rolnictwo, hodowla zwierząt, nielegalna wycinka i górnictwo, a także przemyt narkotyków. Jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, utrata lasu może sięgnąć 300-400 tys. ha rocznie. Zdjęcia satelitarne pokazały, że w zeszłym roku wylesienie nadal trwało w najlepsze i z Peru zniknęło ok. 143 tys. ha lasu. Warto dodać, że Peru należy do grona 17 państw megaróżnorodnych, które razem obejmują 70% światowej bioróżnorodności. Grupa (Group of Link-Minded Megadiverse Countries) powstała w 2002 r. w meksykańskim Cancún. Oprócz Peru należy do niej 7 innych krajów latynoamerykańskich. Podstawowym zadaniem porozumienia jest współpraca przy promocji podobnych celów, związanych z ochroną tradycyjnej wiedzy, bioróżnorodności czy dostępu do zasobów genetycznych. Wielkość lasu amazońskiego w Peru ustępuje jedynie lasowi brazylijskiemu. Zespół Calmeta podkreśla, że sytuacja jest szczególnie trudna na południu w regionie Madre de Dios, gdzie sporo ludzi zajmuje się poszukiwaniem złota. Tutaj wylesianie narasta w szybkim tempie: od 5 tys. ha w 2001 r. do 17 tys. w roku 2016. « powrót do artykułu
  2. Choć kukurydza nie była wtedy podstawowym pokarmem, jedzono ją w Ameryce Południowej o 1000 lat wcześniej niż dotąd sądzono. Co więcej, nawet w postaci prehistorycznego popcornu. Zwalczany obecnie przez dietetyków zwyczaj chrupania prażonych ziaren nie jest więc wcale wymysłem naszych czasów. Jak można się domyślić, odkrycie to bardzo podekscytowało archeologów. Kolby, łodygi, łupiny i znamiona, których wiek określono w czasie datowania na 6700-3000 lat, znaleziono w Paredones i Huaca Prieta na północnym wybrzeżu Peru. Poza tym natrafiono na mikroskamieniałości, m.in. ziarna skrobi. Pracami wykopaliskowymi kierowali Tom Dillehay z Vanderbilt University i Duccio Bonavia z peruwiańskiej Narodowej Akademii Historii. Badanie kolb ujawniło, że przed ok. 7 tys. lat dawni mieszkańcy Ameryki Południowej jadali kukurydzę na kilka sposobów, także w postaci wspomnianego na wstępie popcornu i produktów z mąki kukurydzianej. Kukurydza powstała ok. 9 tys. lat temu w Meksyku, prawdopodobnie w wyniku krzyżowania dzikiej trawy teosinte (Euchlaena luxurians) i przedstawiciela rodzaju Tripsacum. Zaledwie parę tysięcy lat później przybyła do Ameryki Południowej, gdzie rozpoczęła się ewolucja różnych odmian, które są obecnie popularne w rejonie Andów. Dowody wskazują, że na wielu obszarach kukurydza pojawiła się przed ceramiką i że wczesne eksperymenty z kukurydzą jako pożywieniem były niezależne od obecności naczyń - podkreśla dr Dolores Piperno ze Smithsonian Tropical Research Institute, współautorka artykułu opublikowanego w Proceedings of the National Academy of Sciences.
  3. Sóweczka wąsata (Xenoglaux loweryi) długo pozostawała nieodkrytym gatunkiem. Opisano ją dopiero w 1976 r., a i od tego czasu wolała się trzymać poza zasięgiem ludzkiego wzroku. Przez 26 lat nie widywano jej w ogóle, aż nagle w rezerwacie Abra Patricia w północnym Peru w okresie od 21 września do 8 listopada sześciu grupom turystów z wielu krajów świata, w tym Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii czy USA, dane ujrzeć tego wstydliwego ptaka. Habitatem gatunku opiekują się dwie organizacje - American Bird Conservancy (ABC) i peruwiański partner Asociación Ecosistemas Andinos ECOAN. Łacińską nazwę Xenoglaux loweryi można dosłownie przetłumaczyć jako "dziwna sowa". Odnosi się ona do niewielkich rozmiarów ptaka, szczeciny wokół dzioba i delikatnych piór, które oddalając się od głowy, zaczynają przypominać wibryssy. Fakt, że sóweczka wąsata prowadzi nocny tryb życia, występuje na bardzo ograniczonym obszarze [190 km kwadratowych] i jest bardzo nielicznie reprezentowanym gatunkiem, sprawia, iż odwiedzający rezerwat doświadczyli czegoś ekscytującego i zdarzającego się tylko raz w życiu. Zaczynamy w coraz większym stopniu rozumieć zwyczaje tego ptaka i mamy nadzieję, że w przyszłości więcej osób będzie miało szansę spotkać tego ptaka [...] – uważa Sara Lara, dyrektor Programów Międzynarodowych ABC. Rezerwat Abra Patricia powstał w 2005 roku. Za inicjatywą tą stały, jak można się domyślić, ABC oraz ECOAN. Strażnicy odkryli siedlisko X. loweryi w lipcu br. Już w tym samym miesiącu i w sierpniu zaczęto przygotowywać nowe trasy, którymi można się tam dostać. Dostęp do szlaku jest ściśle kontrolowany. Liczebność grup ograniczono do maksymalnie 6 osób, a zwiedzającym muszą towarzyszyć strażnicy. Jeśli ptaki nie odpowiadają po 2 próbach odtwarzania nagrań nawoływań sówki, ludzie są przemieszczani w inne rejony, by nie przeszkadzać zagrożonemu wyginięciem zwierzęciu. Niestety, jego habitat jest zagrożony (zwłaszcza przez wycinkę lasów).
  4. W latach 90. na pustyni w Chiribaya Alta na południu Peru znaleziono 1000-letnią mumię czterdziestokilkuletniej kobiety. Paleopatolodzy potwierdzili, że zmagała się z gruźlicą, dzięki czemu wiadomo było na 100%, że choroba ta występowała w Nowym Świecie przed przybyciem osadników z Europy. Teraz okazało się, że koliste tatuaże na ciele zmarłej, w których znaleziono materiał roślinny, wykonano najprawdopodobniej podczas rytuału leczniczego przypominającego akupunkturę. Na skórze mumii widnieją dwa rodzaje tatuażu: na dłoniach, ramieniu i lewym podudziu wykonano symbole ptaków, małp i gadów, podczas gdy na szyi znalazły się asymetryczne, nakładające się na siebie okręgi. Analizując rysunki, zespół Marii Anny Pabst z Uniwersytetu Medycznego w Grazu posłużył się mikroskopami (świetlnym i elektronowym) oraz spektroskopią Ramana, która polega na pomiarze nieelastycznego rozpraszania fotonów. Większość starożytnych tatuaży wykonywano za pomocą sadzy i ten właśnie typ materiału odnaleziono na kończynach mumii. Kręgi na szyi zawierały jednak materiał roślinny. Jeśli używasz różnych materiałów, pełnią one różne funkcje. Wg Austriaków, tatuaże z sadzą stanowiły zwykłą ozdobę, lecz tatuaż na szyi wchodził w skład rytuału wzmacniającego. Gdy schemat rysunku z szyi pokazano współczesnemu peruwiańskiemu szamanowi, to on zasugerował takie zastosowanie. Wspomniał też o pozycji poddawanej mu osoby. Sądzi on, że kobieta należała do klasy wyższej. Pabst zwraca uwagę na podobieństwo w położeniu kręgów u peruwiańskiej kobiety oraz chińskich punktów akupunkturowych. Nakłuwanie podczas wprowadzania barwnika mogło zatem działać tak samo jak nakłuwanie igłami. Co więcej, wybór roślin do uzyskania tuszu nie był zapewne przypadkowy. Na podstawie umiejscowienia okręgów naukowcy stwierdzili, że kobieta musiała uskarżać się na bóle szyi lub że tatuowanie miało ją odprężyć. Mikroskopia elektronowa wykazała, że materiał tatuaży ozdobnych zawierał skupiska małych okrągłych cząstek o średnicy ok. 10 nanometrów. Spektra utraty energii elektronów wskazywały głównie na węgiel. Cząstki barwnika z szyi były dużo większe. Akademicy zwrócili uwagę na ich nieregularne kształty i rozmiary. Różne metody, w tym spektroskopia ramanowska, ujawniły, że w tatuażu leczniczym użyto prawdopodobnie częściowo spirolizowanego materiału roślinnego.
  5. Paleontolodzy znaleźli w Peru skamielinę olbrzymiego pingwina sprzed 36 mln lat. Zachowały się w niej ślady piór oraz łusek, dzięki czemu wiadomo, że czerwonobrązowe i szare ubarwienie Inkayacu paracasensis w niczym nie przypominało czarno-białego "stroju" jego współczesnych kuzynów. Ptak mierzył niemal 152 cm, był więc większy od najwyższego i najcięższego obecnie pingwina cesarskiego (Aptenodytes forsteri). Przed odkryciem tej skamieliny nie dysponowaliśmy żadnymi dowodami związanymi z piórami, ubarwieniem czy kształtem płetwiastych skrzydeł prehistorycznych pingwinów – zaznacza Julia Clarke z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Skamielina pozwala wnioskować, że kształty skrzydeł i piór, które sprawiają, że pingwiny są tak dobrymi pływakami, pojawiły się wcześnie w toku ewolucji, podczas gdy wzorce kolorystyczne upierzenia żyjących obecnie nielotów stanowią stosunkowo nowy wynalazek. Tak samo jak u dzisiejszych pingwinów, pióra skrzydeł I. paracasensis miały radykalnie zmodyfikowany kształt, były gęsto upakowane i umieszczone warstwami na sobie, tworząc sztywne, wąskie "płetwy". Kolory piór są uwarunkowane rozmiarami, kształtem i rozmieszczeniem melanosomów. Są to owalne ciałka zawierające barwnik melaninę. Matthew Shawkey i Liliana D'Alba z University of Akron porównali melanosomy ze skamieliny z biblioteką tego rodzaju struktur u współczesnych ptaków. W ten sposób zrekonstruowali barwy piór prapingwina. Zespół ustalił, że melanosomy te nie przypominały swoich odpowiedników u dzisiejszych pingwinów. U tych ostatnich kolory są wynikiem obecności sporych melanosomów – większych od występujących w skamielinie oraz u innych uwzględnionych w badaniu ptaków - upakowanych w grupy wyglądające jak zbitki winogron. Akademicy zastanawiali się, czemu współczesne pingwiny wynalazły własny sposób na czarno-białe umaszczenie. Zaproponowali następujące wyjaśnienie. Unikatowe kształt, wielkość i rozmieszczenie melanosomów mogą zmieniać strukturę pióra w skali nano i mikro, a skądinąd wiadomo, że występująca w nich melanina odpowiada za wytrzymałość piór na ścieranie i łamanie. Specjaliści sądzą, że zmiany miały raczej związek z hydrodynamicznymi wymogami wodnego trybu życia niż z ubarwieniem jako takim. Niewykluczone także, że kolory piór wyewoluowały w odpowiedzi na pojawienie się w morzach późnego kenozoiku drapieżników, np. fok. Jakob Vinther z Yale University, który jako pierwszy zauważył w skamielinie zachowane melanosomy, wyjaśnia, że kolor wymarłych organizmów dostarcza wskazówek odnośnie do ich ekologii i zachowania. Inkayacu paracasensis został odkryty przez peruwiańskiego studenta Alego Altamirano w Parku Narodowym Paracas. Pływając, pingwin mógł mieć ok. 1,5 m. Zespół odnalazł ślady łuskowatej tkanki miękkiej na jego nodze. Inkayacu i inne skamieliny sugerują, że – wbrew wcześniejszym przypuszczeniom – w późnym eocenie (36-41 mln lat temu) na niewielkich wysokościach w Peru żyło wiele różnych olbrzymich pingwinów. Clarke uważa, że to idealne miejsce do zachowania takich struktur, jak łuski i pióra.
  6. Peruwiańskie Ministerstwo Zdrowia wysłało 3 ekipy ratunkowe do odległych rejonów Amazonii, gdzie w pobliżu granicy z Ekwadorem w wiosce Urakusa w północno-wschodnim rejonie kraju doszło do wybuchu epidemii wścieklizny, wywołanej przez ugryzienia wampirów (Desmodontinae). Zmarło już czworo dzieci z plemienia Aguaruna. Nietoperze zraniły 508 innych osób, które musiały zostać zaszczepione przez lekarzy. Niektórzy eksperci sądzą, że masowe ataki latających ssaków na przedstawicieli naszego gatunku to skutek przetrzebienia dżungli amazońskiej. Zazwyczaj nietoperze żywią się bowiem krwią dzikich zwierząt i bydła, ale gdy tych zabraknie, szukają innych źródeł pokarmu, np. ludzi. Miejscowi specjaliści odrzucają jednak hipotezę deforestacji i jako przyczynę wskazują doświadczające region od kilku lat nietypowo niskie temperatury. Ratownicy próbują się skontaktować z ludźmi ze społeczności w promieniu 10 km od miejsca wybuchu epidemii, którzy w ciągu ostatnich 6 miesięcy zostali napadnięci przez wampiry. Indianie zwrócili się do ministerstwa z prośbą o pomoc, gdy nie udało im się wyjaśnić przyczyn choroby, która zabiła dzieci. Ekipy lekarskie zaszczepiły większość (97%) poszkodowanych, lecz kilka osób nie zgodziło się na leczenie. Wysłannicy rządu mają nadzieję, że przynajmniej część zaszczepi się w następnych dniach.
  7. W Peru doszło do niezwykłego zjawiska - pojawienia się tsunami na... jeziorze. Do jeziora oznaczonego jako 513 w peruwiańskich Andach spadł z lodowca Halcan blok lodu o wymiarach 500x200 metrów. Wywołał on falę o wysokości 23 metrów, które uderzyło w pobliskie miasteczko. Zniszczeniu uległo 50 domów oraz lokalny zakład produkcji wody, z którego usług korzystało 60 000 osób. Liczba ofiar nie jest znana, jednak prawdopodobnie nie przekracza ona 5. Lokalny gubernator Cesar Alvarez twierdzi uważa, że oderwanie się lodowego bloku zostało spowodowane globalnym ociepleniem. Władze obawiają się kolejnych podobnych wypadków. W Peru znajduje się aż 70% wszystkich tropikalnych lodowców na świecie.
  8. Jak się okazało, w lasach deszczowych Peru żyje pierwszy monogamiczny płaz świata – drzewołaz Ranitomeya imitator o jaskrawym żółto-czarno-niebieskim ubarwieniu. Testy genetyczne potwierdziły, że całkowitą wierność zachowują zarówno samce, jak i samice. Stwierdzono jednak, że zdradzie zapobiega tylko jeden czynnik – wielkość sadzawek, w których rozwijają się kijanki. Naukowcy z Uniwersytetu Wschodniej Karoliny podkreślają, że to najlepiej udokumentowany przypadek monogamii wymuszonej pojedynczym czynnikiem. Pracami zespołu kierował doktor Jason Brown, a współpracowali z nim dr Victor Morales i profesor Kyle Summers. Choć pary niektórych zwierząt wiążą się na całe życie, stosunkowo często dochodzi do skoków w bok. Badania genetyczne wykazują bowiem, że co prawda samice i samce trzymają się razem, rozmnażają, ale często zdradzają, gdy tylko nadarzy się okazja. Jak więc mają się sprawy z wiernością naszych drzewołazów? Brown i inni wybrali do badań 12 rodzin, tj. samce i samice wraz z paroma pokoleniami kijanek. Okazało się, że w 11 familiach rodzicami byli wyłącznie sparowani ze sobą samiec i samica, a w 12. przypadku samiec kopulował z dwiema samicami. Dr Brown powtarza z naciskiem, że jego poprzednicy wskazywali na monogamię u płazów łączących się w pary, ale nie sprawdzali genetyki pary i potomstwa. Albo po badaniach okazywało się, że dany gatunek uprawia seks z wieloma partnerami. To właśnie stanowi o wyjątkowości R. imitator. Blisko spokrewniony gatunek drzewołaza Ranitomeya variabilis, do którego nasz bohater upodobnił się zewnętrznie, jest promiskuityczny. Pogłębione badania wykazały, czemu te dwa gatunki różnią się pod względem seksualnym. Otóż samice R. variabilis składają jaja w zbiornikach wodnych 5-krotnie większych od wykorzystywanych przez R. imitator. Z tego powodu opiekę nad potomstwem przejmuje w całości samiec. Kiedy biolodzy przenosili kijanki obu gatunków do sadzawek o rozmaitej wielkości, stwierdzili, że rosły szybko w dużych zbiornikach, ale nie mogły same przetrwać w małych. Sugeruje to, że R. variabilis nie muszą się łączyć w monogamiczne pary, gdyż kijanki mogą przeżyć samodzielnie bez dokarmiania przez matki. R. imitator zostały zaś zmuszone przez warunki środowiskowe do wybrania innego schematu postępowania i udziału obojga rodziców w wychowaniu.
  9. W południowym Peru na wysokości niemal 4 tys. m n.p.m. odkryto świetnie zachowaną skamielinę leniwca sprzed 5 mln lat. Jest on o ok. 4 mln lat starszy od egzemplarzy znajdowanych wcześniej na terenie Ameryk. Prehistorycznego leniwca znaleziono pod cementową podłogą domu w andyjskim regionie Espinar podczas zakładania instalacji wodnej. W pobliżu znajdowały się również fragmenty innego zwierzęcia sprzed 5 mln lat – olbrzymiego pancernika. Wykopaliska były finansowane przez rząd francuski. Leniwiec mierzył nieco ponad 3 metry, był roślinożerny i przemierzał naszą planetę w mio-pliocenie – wylicza Rodolfo Salas z peruwiańskiego Muzeum Historii Naturalnej. Znalezienie go jest bardzo ważne, gdyż to pierwszy kompletny szkielet sprzed 5 mln lat. Wcześniej w Amerykach odkopywano tylko fragmenty kośćca, w dodatku datowano je na plejstocen, czyli na epokę trwającą od 1,8 mln do 11 tys. lat temu. Dzięki temu będzie można lepiej poznać ewolucję ssaków w Andach.
  10. Nowy gatunek żab został zidentyfikowany w Parku Narodowym Manu na terenie Peru. Wytropienie zwierząt było wyjątkowo trudne, gdyż, jak stwierdzono po schwytaniu pierwszych osobników, ich ciała mają średnio zaledwie... 11 milimetrów długości. Niezwykłe płazy odnaleziono w peruwiańskich Andach, na wysokości około 3100 metrów nad poziomem morza. Zwierzę, nazwane żabą pigmejowatą Nobla (Noblella pygmaea), jest jednym z najmniejszych płazów znanych nauce. Oprócz niezwykle małych rozmiarów ciała, wyróżnia się ono także wyjątkowo długimi palcami wskazującymi. Po odnalezieniu pierwszych osobników ustalono jeszcze jedną przyczynę, która utrudniła odnalezienie przedstawcieli N. pygmaea. Mowa o brązowym kolorze powłok ciała, który pozwalał miniaturowym żabom na ukrycie się w otoczeniu. Na szczęście badaczom przyszli z pomocą tubylcy, znający zwyczaje lokalnej fauny. Dzięki ich wsparciu odkrycie niezwykłych zwierząt było znacznie łatwiejsze. Badania nad przedstawicielami N. pygmaea wykazały, że sposób ich rozmnażania jest równie nietypowy, jak ich rozmiar. Okazuje się bowiem, że młode osobniki zaraz po wykluciu z jaj nie mają postaci kijanek, jak ma to miejsce u większości żab, lecz są gotowe do życia na lądzie. Naukowców badających żaby pigmejowate Nobla ucieszył fakt, że dotychczas nie wykazały one objawów infekcji grzybami Batrachochytrium dendrobatidis (o wywoływanej przez nie chorobie pisaliśmy wczoraj), dziesiątkującymi populacje płazów żyjących w peruwiańskich Andach. Zdaniem specjalistów, czynnikiem chroniącym N. pygmaea przed zakażeniem jest spędzanie niemal całego życia na lądzie. Zdjęcia osobników Noblella pygmaea zostały opublikowane m.in. przez serwis LiveScience.
  11. W północnym Peru, niedaleko miejscowości Chiclayo odkryto ruiny starożytnej cytadeli. Archeolodzy mówią, że mogą one stanowić łącznik pomiędzy upadającą wówczas kulturą Moche a rosnącą w siłę cywilizacją Wari. Odkrycia dokonano w rozciągającym się na 5 kilometrów stanowisku archeologicznym Cerro Patapo. W ciągu kilku dni od rozpoczęcia prac archeolodzy natrafili tam na fortecę, domy, szkoły, obserwatorium słoneczne, klasztor i budynek sądu. Dwa kilometry od fortecy znaleziono największy skarb - wielki dzban ze szczątkami kobiety w wieku 17-21 lat. To niezwykle ważne odkrycie pozwala przekonać się, jak ubierały się szlachcianki, jakie materiały wykorzystywano i jakie przedmioty codziennego użytku, bo i te znalazły się w dzbanie, posiadały młode kobiety z klas wyższych. Sam dzban znaleziono w kamiennym budynku o wysokości 2 metrów. Obszar wokół niego nie został jeszcze dobrze zbadany. Bardzo interesujący okazał się też budynek sądu, w którym zachowały się resztki sali rozpraw oraz cele dla więźniów. Osoby skazane na śmierć były strącane z pobliskiego urwiska, pod którym znaleziono liczne kości. Kierujący pracami archeologicznymi Cesar Soriano uważa, że badane przez niego stanowisko powstało zaraz po upadku kultury Moche i założyli je dopiero co przybyli na te tereny przedstawiciele kultury Wari (Huari). Odkryte ruiny to ważny łącznik pomiędzy kulturą Moche i Wari, gdyż pokazuje w jaki sposób zaczęła rozwijać się ta druga, którą z czasem zastąpili Inkowie.
  12. Śmiało można nazwać naukową sensacją wyniki ostatnich polskich badań archeologicznych w Peru. Ruiny wielkiego pałacu, grobowiec ze szczątkami dziewięciu osób, ofiary z ludzi, bogactwo skarbów, a przede wszystkim nowe spojrzenie na zasięg starożytnej kultury Moche - archeolodzy w dolinie rzeki Culebras poznają sekrety sprzed 1,5 tys. lat. Polsko-peruwiańska ekipa archeologów dokonała niezwykłej rzeczy - w ostatniej z dolin nie objętej badaniami odkryła ponad 100 stanowisk, z których pokaźną liczbę stanowią osady i cmentarzyska kultury Moche. Ok. 300 kilometrów na północ od stolicy Peru, Limy, w dolinie rzeki Culebras swoją misję wypełniają archeolodzy z Ośrodka Badań Prekolumbijskich Uniwersytetu Warszawskiego wraz z peruwiańskimi kolegami z Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Limie. Największą sensacją było odkrycie w wiosce Quillapampa dawnej rezydencji, którą 1,5 tys. lat temu zamieszkiwały miejscowe elity. Ruiny rezydencji kryły ślady makabrycznych praktyk. Pod podłogami archeolodzy znaleźli szczątki wielu osób. W ostatnim czasie czterech dorosłych, a w poprzednich sezonach dwóch kilkuletnich dzieci i dwóch noworodków. Z układu szczątków wynika, że osoby te nie miały spokojnej śmierci. Dwójka z nich leżała zgięta w pół na plecach, tak, że stopy miała w okolicach głowy. Zginęli zmiażdżeni dużych rozmiarów kamieniami. Kolejna osoba to najwyraźniej młody wojownik, którego głowę rozbito maczugą. Badania antropologiczne wyjaśnią czy przed egzekucją był on torturowany. Nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić, ale analogie ikonograficzne sugerują, iż ofiary mogły być wcześniej zamroczone - opisuje dr Miłosz Giersz, szef ekipy archeologów. Jak wytłumaczyć takie praktyki? Były to zapewne ofiary składane w czasie licznych przebudów pałacu. Taki był zwyczaj; przypomina on tak zwane ofiary zakładzinowe, występujące w wielu kulturach pradziejowych całego świata, w tym także z terenów średniowiecznej słowiańszczyzny - tłumaczy dr Giersz, ale jak zaznacza, krwawe praktyki odkryte w Quillapampa są charakterystyczna dla świata kultury Moche. W późniejszych kulturach przedhiszpańskich, w tym w kulturze Inków, ofiary ludzkie występowały rzadziej. Za twory święte, w których kryje się moc, a które składano w ofierze przy takich okazjach uznawano m. in. lamy, świnki morskie, żaby, czy ludzkie włosy - wymienia naukowiec. Równie interesujący jest sam pałac. Budynek można zrekonstruować na podstawie zachowanych fragmentów, m.in. zawalonego dachu zdobionego charakterystycznymi ceramicznymi maczugami, a także dzięki bardzo bogatej ikonografii kultury Moche. Według naukowca musiał on należeć do jakiejś ważnej osobistości. Był to średniej wielkości ośrodek władzy lokalnej. Urzędował tu zapewne miejscowy władca - zaznacza. Skąd taka pewność? Przez analogię do odkrytego pod jedną z podłóg kompleksu grobowca wysokich elit. Zabytki jakie tam znaleziono, m.in. biżuteria, wytworna ceramika czy elementy zbroi nawiązują swoim stylem do najznamienitszych przykładów sztuki garncarskiej i złotniczej kultury Moche. Grobowiec ten należał z całą pewnością do władcy-wojownika pałacu w Quillapampa. Pałac musiał należeć do jakiegoś wysoko postawionego miejscowego przedstawiciela elit, wysłanego zapewne do pilnowania i nadzorowania okolicy, to jest południowej granicy imperium Moche - wyjaśnia dr Giersz. Kontrolowana była uprawa roli, a także źródła wodne w tej dolinie. Odkrycie w Quillapampa oznacza wielką zmianę w postrzeganiu zasięgu terytorialnego kultury Moche. Definitywnie przesunęliśmy granicę państwa Moche o prawie 100 kilometrów na południe - wyjaśnia archeolog, i przypomina - przez długi czas uważano, że naturalną, południową granicę Moche stanowiła rzeka Nepeńa, oddalona o około 90 km na północ od badanego przez nas obszaru. Mimo, iż wielu badaczy kwestionowało wcześniejsze ustalenia dotyczące usytuowania południowej granicy kultury Moche, znajdowane do tej pory ślady jej bytności ograniczały się głównie do cmentarzysk, nie udokumentowano natomiast pozostałości osad czy architektury administracyjnej bądź kultowej. Tak było, aż do dzisiaj. Badanie dziejów przedhiszpańskiego Peru w dolinie rzeki Culebras dostarcza także innych interesujących i zaskakujących odkryć. Patrycja Prządka-Giersz z Uniwersytetu Warszawskiego dokonała jeszcze jednego - ruin Ten Ten, największego z dotychczas zarejestrowanych przedhiszpańskich centrów administracyjno- ceremonialnych w dolinie Cuelbras, którego monumentalna architektura z cegły mułowej i kamienia rozpościera się na obszarze 1 km2. Stanowisko Ten Ten, którego największy rozkwit datowany jest na okres dominacji Inków na północnym wybrzeżu Peru (1470-1532), sięga swoją historią okresów wcześniejszych. Po dziś dzień wśród naukowców panuje przekonanie, że badany przez polskich archeologów obszar, co najmniej od początku XIV wieku n.e., wchodził w skład ekspansywnego królestwa Chimú, które objąć miało swoją dominacją całe północne wybrzeże Peru. Jak podkreślają prowadzący wykopaliska archeolodzy, wyniki najnowszych badań poddają w wątpliwość dotychczasowe ustalenia dotyczące granic ekspansji terytorialnej królestwa Chimú oraz charakteru kontroli politycznej Imperium Inków w tej części wybrzeża Peru. Polsko- peruwiańskie wykopaliska na stanowisku Ten Ten dowodzą, iż na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia n.e. na badanym obszarze powstaje silny organizm polityczny, który stworzył własny styl artystyczny, w tym charakterystyczną ceramikę oraz architekturę i objął swoimi wpływami rozległy pas wybrzeża, a w późniejszym czasie stawił opór ekspansji królestwa Chimú. Dopiero w okresie dominacji Inków ośrodek w Ten Ten zostaje włączony w ich Imperium i staje się ważnym centrum administracyjnym położonym na głównym szlaku łączącym północne i południowe tereny wybrzeża dzisiejszego Peru. Ośrodek zachowuje jednak swój dawny charakter, a miejscowi artyści nadal produkują lokalną ceramikę, której charakterystyczny styl pozostaje prawie niezmienny przez ostatnie 500 lat poprzedzających hiszpańską konkwistę - wyjaśnia Patrycja Prządka-Giersz.
  13. Naszyjnik odkryty w miejscu pochówku w pobliżu jeziora Titicaca, w wiosce Jiskairumoko, jest najstarszym znanym złotym przedmiotem, jaki kiedykolwiek wykonano w obu Amerykach. Metodą datowania węglowego stwierdzono, że ma ok. 4 tysięcy lat. Powstał w czasach, gdy okolice te zamieszkiwały społeczności myśliwsko-zbieracze. Oznacza to, że podkreślanie pozycji społecznej złotą biżuterią wyprzedziło pojawienie się w Andach wyżej zorganizowanych ludów (Proceedings of the National Academy of Science). Doktor Mark Aldenderfer z Wydziału Antropologii University of Arizona podkreśla, że naszyjnik to przejaw "uniwersalnej ludzkiej tendencji do strojenia się dla podkreślenia statusu i prestiżu". Nie chodzi więc już o prosty akt zwykłego ozdabiania. Złoto odzwierciedla proces przechodzenia społeczeństwa od form prostych do bardziej złożonych. Było to dla naukowców dużym zaskoczeniem, ponieważ wcześniej sądzono, że najpierw lud musi się osiedlić w jednym miejscu i uzyskać nadwyżki pożywienia, aby zająć się czymś innym niż zapewnianie "chleba powszedniego". Opisywany lud nie zapuścił jednak do końca korzeni. Naszyjnik był najprawdopodobniej własnością starszej kobiety. Na stanowisku archeologicznym nie ma dowodów, które wskazywałyby, jak wykonano naszyjnik. Najprawdopodobniej zastosowano występujące w tej okolicy samorodki złota, a następnie spłaszczono je w czymś w rodzaju moździerza lub kamiennego młotka. Powstałą w ten sposób blaszkę owinięto wokół drewna i obciążano do momentu, gdy utrwalił się kształt tuby. Akademicy nawlekli ponownie dziewięć złotych korali, które przeplatają się z okrągłymi kamieniami (turkusami). Wszystkie znaleziono w tym samym grobie obok żuchwy dorosłego człowieka. Aldenderfer wyjaśnia, że złoty artefakt, który dotąd uważano za najstarszy powstały na tej półkuli, jest aż o 600 lat młodszy. Wytworzono go na obszarach wysuniętych dalej na północ Peru.
  14. W autobusie przemierzającym górzyste rejony Peru znaleziono podejrzany ładunek. Paczka jechała do stolicy kraju Limy, ale zwróciła na siebie uwagę brakiem oznaczeń i sporą wagą. Po otwarciu okazało się, że w środku znajduje się... żuchwa dinozaura. Jak podaje oficer lokalnej policji Kleber Jimenez, skamielina ważyła ok. 8 kg. Po obejrzeniu policyjnych zdjęć Pablo de la Vera Cruz, archeolog z Uniwersytetu Narodowego w Arequipie, stwierdził, że kość należała najprawdopodobniej do triceratopsa, mimo że takie dinozaury nie były nigdy znajdowane w południowym Peru. Peru od lat zmaga się z przemytem skamielin i artefaktów. Niedawno Yale University zgodziło się oddać prawowitemu właścicielowi przedmioty nielegalnie wywiezione z Machu Picchu.
  15. W peruwiańskim stanowisku archeologicznym Chankillo znaleziono najstarsze w obu Amerykach obserwatorium słoneczne. Wskazuje ono na istnienie rozwiniętego kultu Słońca. Na obserwatorium składa się grupa budowli znanych jako Trzynaście Wież. Ich wiek ocenia się na 2300 lat. Wieże pozwalają na przewidzenie wschodów Słońca i wyznaczały ważne dla miejscowych daty. Te wieże znane są od jakichś 100 lat. To niesamowite, że nikt wcześniej nie domyślił się, czemu służyły. Gdy je zobaczyłem, oniemiałem. Ich rozkład pokrywa się z pełnym ruchem Słońca po nieboskłonie – mówi profesor Clive Ruggles, profesor archeoastronomii na Leicester University. Wieże stoją na niskim wzgórzu i rozciągają się z północy na południe. Są dobrze zachowane, a każda z nich ma parę schodów, które wiodą na szczyt. Każda z wież zbudowana została na bazie prostokąta, a jej powierzchnia waha się od 75 do 125 metrów kwadratowych. W odległości 230 metrów na wschód i zachód znajdują się struktury, które archeolodzy uważają za punkty obserwacyjne. Gdy się tam stanie widać wieże rozrzucone na przestrzeni 300 metrów, a ich pozycja pokrywa się z pozycją, w której w określonych porach roku wstaje Słońce. Na przykład podczas przesilenia letniego, które w Peru wypada w grudniu, stojąc na wschodnim punkcie obserwacyjnym, zobaczymy Słońce zaraz po prawej stronie od najbardziej na prawo wysuniętej wieży. Podczas przesilenia zimowego w czerwcu Słońce jest na lewo od najbardziej na lewo wysuniętej wieży – mówi Ruggles. Oznacza to, że ludzie posługujący się tymi wieżami, korzystali z precyzyjnego kalendarza i znali liczbę dni, jaką Słońce potrzebowało na wędrówkę od wieży do wieży.
  16. Peruwiańscy naukowcy odkryli groby psów, które usypali dla swoich czworonożnych przyjaciół członkowie jednej z prekolumbijskich kultur. Jak zauważa antropolog Sonia Guillen, psy nie były zwierzętami świętymi, trzymano je ze względów społecznych i rodzinnych. Psy chowano z ciepłymi kocami i przedmiotami, które miały im służyć w życiu pozagrobowym. Od 1993 roku badacze odkopali 82 zwierzęce groby. Były one umieszczane obok mumii członków plemienia Chiribaya, pochowanych w dolinie rzeki Osmore (870 km na południowy wschód od Limy). Chiribaya byli rolnikami, którzy żyli w latach 900-1350 n.e., przed powstaniem Imperium Inków. Odkryliśmy, że na wszystkich cmentarzach pomiędzy grobami ludzi były rozmieszczone groby psów, zarówno dorosłych, jak i szczeniąt — powiedziała Guillen, która specjalizuje się w badaniu mumii. Zwierzęta miały własne groby, a czasem były pochowane z kocami i jedzeniem. Według Guillen, psy hodowano jako zwierzęta pasterskie. Ona i jej zespół chcą wykazać, że psy plemienia Chiribaya miały swoich peruwiańskich potomków, których można uznać za pierwotne rasy Ameryki Południowej. Ci pasterze są nadal wśród nas. Odnaleźliśmy bardzo podobne zwierzęta w południowych dolinach Peru. Rozpoczęliśmy dochodzenie, czy mamy do czynienia z [nagim — przyp. red.] psem peruwiańskim. Niektórzy eksperci zgłaszają jednak swoje zastrzeżenia. Ermanno Maniero doprowadził w 1985 roku do uznania nagiego psa peruwiańskiego za odrębną rasę, powstałą ponad 2000 lat temu z azjatyckich przodków, którzy przedostali się do Ameryki przez Cieśninę Beringa. Twierdzi on, że w Peru występuje wiele ras, które przybyły do tego kraju w ciągu kilku ubiegłych stuleci. Uważa ponadto, iż znajdując podobne psy, należy się wystrzegać przed pochopnym wysnuwaniem wniosków nt. pierowotnych ras. Ricardo Fujita, genetyk z Uniwersytetu św. Marcina w Limie, podkreśla, że fizyczne cechy sugerują związek między psem pasterskim plemienia Chiribaya a współczesnymi zwierzętami z krótkimi pyskami i długą okrywą włosową. Obecnie prowadzone są badania DNA, ale na wyniki trzeba będzie poczekać kilka miesięcy.
×
×
  • Create New...