Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'Indonezja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 9 results

  1. Pracownicy indonezyjskich kolei zaczęli instalować rusztowania ze zwisającymi betonowymi kulkami, które mają uniemożliwiać podróżowanie na dachach składów. Pierwsze kulki zawisły w pobliżu stacji tuż przed Dżakartą. Jeśli metoda okaże się skuteczna, podobne konstrukcje zostaną wzniesione w innych częściach kraju. Wcześniej władze chwytały się różnych sposobów - spryskiwania dachów wagonów farbą i olejem, rozkładania drutu kolczastego oraz odtwarzania utworów o tematyce BHP - jednak nie na wiele się to zdało. Mateta Rizahulhaq, rzecznik państwowych kolei PT Kereta Api, twierdzi, że betonowe kulki to ostatnia deska ratunku. Starzejące się indonezyjskie linie kolejowe - spuścizna po holenderskich kolonistach - nie są w stanie sprostać rosnącemu napływowi pasażerów. Część dachowych surferów radzi sobie w ten sposób z tłokiem i brakiem miejsca, inni chcą uniknąć płacenia za bilet, reszta zwyczajnie szuka wrażeń. Kulki miałyby wisieć w miejscach, gdzie pociągi wjeżdżają na lub opuszczają stacje oraz w obrębie krzyżówek. Urzędnicy ujawniają, że w zeszłym roku zginęło 11 dachowych pasażerów na gapę, a w rekordowo pechowym 2008 r. aż 53. Niektórzy zostali porażeni prądem, pozostali spadli wprost pod koła. Pytanie tylko, czy - przynajmniej początkowo - liczba ofiar nie wzrośnie, w końcu nie wiadomo, co stanie się z delikwentem, który oberwie w głowę ważącą swoje kulką.
  2. Podczas kiedy w społeczeństwach zachodnich promuje się, w ramach zróżnicowanego wyżywienia, częstsze jedzenie ryżu, w Indonezji trwa dokładnie odwrotna kampania: na rzecz ograniczenia spożycia ryżu. Także z powodów zdrowotnych. Indonezja jest jednym z największych producentów i konsumentów ryżu: wszechobecne pola ryżowe dają 40 milionów ton ryżu rocznie, z czego 33 miliony jest konsumowane (reszta eksportowana). Ryż to podstawa wyżywienia w tym niezamożnym kraju, większość z 240 milionów mieszkańców spożywa ryż na śniadanie, obiad i kolację. Indonezyjski rząd, w trosce o zdrowie obywateli, rozpoczął kampanię mającą na celu zmianę nawyków żywieniowych i większe zróżnicowanie diety. Indonezja produkuje sześćdziesiąt sześć różnych rodzajów węglowodanów, w tym kukurydzę, sago, maniok, ziemniaki i pataty - tłumaczy sekretarz generalny indonezyjskiego Ministerstwa Opieki Społecznej, Indroyono Soesilo. - Mogą one zastąpić ryż w jednym lub dwóch posiłkach dziennie. Ale nie same kwestie zdrowotne są przyczyną akcji. Rząd obawia się nadmiernego uzależnienia gospodarki od tylko jednego typu uprawy, w dodatku wrażliwej na zmiany pogody. Zmniejszenie się areału ziemi wskutek zmian klimatu czy urbanizacji może zagrozić wyżywieniu populacji kraju. Okresowe spadki produkcji, powodowane na przykład niesezonowymi deszczami, już się w przeszłości zdarzały. Zanim Indonezja osiągnęła dzisiejszy poziom produkcji ryżu, była już zmuszona importować duże jego ilości. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku była największym importerem ryżu na świecie. Jednak zmiana nawyków społeczeństwa nie jest łatwa. Ryż nie tylko jest tani, jest także podstawą indonezyjskiej kultury. Pola ryżowe nobilitują (Indonezja to 200 milionów gospodarstw uprawiających ryż), ryż jest traktowany jako dar bogów. Przeciętny Indonezyjczyk zjada rocznie sto kilogramów ryżu - więcej niż Chińczyk czy Japończyk - i co więcej, nie wyobraża sobie, że można ryżu nie jeść. Posiłek bez ryżu to żaden posiłek, jak uważa większość. Dlatego kampania zmieniająca nawyki żywieniowe skierowana jest w znacznej części do najmłodszych i ma kształtować bardziej zróżnicowaną dietę już od dzieciństwa.
  3. Dwuletni Indonezyjczyk Ardi Rizal zerwał ze zgubnym nałogiem i rzucił palenie. Pomogli mu w tym specjaliści. Warto przypomnieć, że wcześniej wypalał dziennie do 40 papierosów. Sekretarz generalny tamtejszego Narodowego Komitetu Ochrony Dzieci Arist Merdeka Sirait powiedział w wywiadzie udzielonym agencji AFP, że chłopiec nie prosi już o papierosy. Wcześniej maluch wpadał w szał, gdy z jakiegoś powodu nie dostawał upragnionej nikotyny. W lipcu Ardi wyjechał razem z matką z rodzinnej Sumatry. Udali się na leczenie do Dżakarty. Przez miesiąc chłopca poddawano terapii psychospołecznej. Specjaliści dbali o to, by przez cały czas był czymś zajęty i zachęcali go do zabawy z rówieśnikami. Odwróciliśmy jego uwagę od uzależnienia od papierosów i skierowaliśmy ją na gry. Świat dowiedział się o Rizalu juniorze w maju, kiedy w Internecie pojawiło się nagranie z maluchem w roli głównej. W wielu krajach rozwijających się właściwie nie ma uregulowań prawnych dotyczących palenia. Ludzie nie zdają sobie sprawy z jego szkodliwości, a skuteczny marketing przemysłu tytoniowego skłania ich do sięgania po używkę w razie potrzeby. Rodzice Ardiego uspokajali syna papierosami, gdy sami pracowali przez wiele godzin przy ulicznym straganie. Obecnie państwo zapewniło im wsparcie finansowe. http://www.youtube.com/watch?v=FwSY231FjMI
  4. W Tubanie z Jawy Wschodniej z oczyszczonej ze żwiru ziemi z pobliskich pól ryżowych wytwarza się przekąskę o nazwie "ampo". Co prawda nie udało się dowieść, że ma ona jakiekolwiek właściwości lecznicze, lecz miejscowi wierzą, że uśmierza ból, a zażywana przez ciężarne, oczyszcza skórę nienarodzonego dziecka. O żadnym przepisie właściwie nie może być mowy. Wywodzące się z kolejnych pokoleń jednej rodziny "kucharki" ubijają po prostu ziemię za pomocą drewnianych pałek. Jak z ciasta formują z niej wałeczki, a następnie tną wszystko bambusowym nożem na poręczne kawałeczki. Potem przychodzi kolej na półgodzinne wypalanie i wędzenie w dużym glinianym naczyniu. Mistrzyni przyrządzania ampo, 53-letnia Rasima, podkreśla, że lepsza jakość ziemi pozwala uzyskać smaczniejsze (?) przekąski. Podobnie jak przodkowie, przygotowuje ampo codziennie rano i sprzedaje je na targu. Ponieważ jest jedyną producentką specyfiku w wiosce, jest w stanie dorobić na tym zajęciu do 2 dolarów dziennie. Rasima nie wie, kto w jej rodzinie zapoczątkował tradycję. Pamięta tylko, że ampo przygotowywała już jej praprababka. Indonezyjka potrafi wyszukiwać najlepszą ziemię, gdyż zawsze pracowała w rolnictwie, m.in. właśnie na polach ryżowych, i miała kontakt z naturą. Nic dziwnego, że poznała jej tajemnice... Miłośnicy ampo opowiadają o przekąsce jak o najlepszych słodyczach. Wysławiają np. kremową konsystencję oraz kojące wrażenie chłodu w żołądku.
  5. Indonezyjscy obrońcy przyrody poinformowali o przyłapaniu na gorącym uczynku... 92-letniego kłusownika, który jest odpowiedzialny za zabicie dziesiątków skrajnie zagrożonych tygrysów. Mężczyzna został zatrzymany na rzece Kuala Cinaku, a w jego łodzi znaleziono skórę, czaszkę i kości tygrysa. Zatrzymany przyznał, że zabija tygrysy dla zysku od 17. roku życia. W roku 1960 przeniósł się z Jawy na Sumatrę, gdyż na Jawie znacząco spadła liczba tygrysów. Kłusownik poinformował, że w samej tylko prowincji Riau zabił więcej niż 50 tygrysów sumatrzańskich. Obecnie na wolności żyje mniej niż 400 przedstawicieli tego gatunku. Mężczyzna sprzedawał swoje łupy w Singapurze. Grozi mu do 5 lat więzienia.
  6. Gigantyczna fala tsunami, która nawiedziła w 2004 roku południowo-wschodnią Azję, to niepowtarzalna okazja do badania przyrody. Jak donoszą badacze ze stowarzyszenia Wildlife Conservation Society (WCS), rafy koralowe w tym rejonie odtwarzają się z niezwykle dużą szybkością. Naukowcy z WCS przeprowadzili szczegółową analizę sześćdziesięciu miejsc położonych wzdłuż liczącego 800 kilometrów wybrzeża indonezyjskiej prowincji Aceh. Jak się okazuje, w rejonie tym pojawiło się ostatnio wyjątkowo dużo młodych osobników różnych gatunków koralowców. Najprawdopodobniej duży udział w odbudowie ekosystemu odegrali także rybacy, którzy zostali zmuszeni lub przekonani do przerwania połowów. Wcześniej stosowali w swojej pracy metody tak drastyczne, jak np. wrzucanie do wody dynamitu, a nawet... cyjanku. W czwartą rocznicę tsunami, mamy tu wspaniałą historię o odpornosci i odbudowie ekosystemu, opisuje sytuację dr Stuart Campbell, jeden z koordynatorów badań. Dodaje: nasz naukowy monitoring wykazuje gwałtowny wzrost młodych koralowców w rejonach, w których tsunami dokonało zniszczeń, a także powrót nowych pokoleń koralowców niszczonych uprzednio przez destruktywne rybołówstwo. Odkrycia te dostarczają nam nowych informacji na temat procesów odbudowy koralowców, które mogą nam pomóc dbać o rafy koralowe w obliczu zmian klimatycznych. Zniszczenia dokonane na terenie raf zostały, na szczęście, dostrzeżone przez samą społeczność prowincji Aceh. Zamieszkujący te rejony ludzie nie tylko znacząco ograniczyli stosowanie niszczycielskich metod połowów, lecz nawet rozpoczęli na własną rękę przenoszenie koralowców na tereny zniszczone podczas kataklizmu. Przygotowywano także specjalne "rusztowania", które miały ułatwiać ponowną kolonizację przez te interesujące zwierzęta. Kondycja raf koralowych jest niezwykle istotna dla Indonezyjczyków. Szacuje się, że naturalne zasoby tego wyjątkowego rejonu przynoszą mieszkańcom przychody w wysokości 2 miliardów dolarów rocznie i dostarczają miejsc pracy oraz pożywienia dla około 120 milionów osób. Nie powinno to dziwić: obszar ten, wchodzący w skład słynnego "Koralowego Trójkąta", zamieszkiwany jest przez 75% wszystkich znanych gatunków koralowców. Jak się okazuje, ta "podwodna dżungla" jest nie tylko niezwykle różnorodna biologicznie, lecz posiada także zadziwiające zdolności do regeneracji.
  7. W indonezyjskim lesie deszczowym, a konkretnie w górach Foja w prowincji Papua, odkryto dwa nieznane dotąd gatunki zwierząt: szczura rozmiarów kota oraz maleńkiego oposa. Opos z rodzaju Cercartetus to jeden z najmniejszych znanych ssaków. Ważący 1,4 kilograma szczur należy do rodzaju Mallomys. Oprócz odkrycia dwóch ssaków zespół naukowców sfotografował też kilka rzadkich, mało znanych gatunków ptaków. Lasy gór Foja stanowią część basenu rzeki Mamberamo, nazywanej papuaską Amazonką. Jest to największy (jego powierzchnia wynosi 420 000 kilometrów kwadratowych) w rejonie Azji i Pacyfiku obszar pozbawiony dróg. To prawdziwe królestwo dzikiej przyrody, niezniszczonej ingerencją człowieka i jeden z najbardziej przyrodniczo zróżnicowanych obszarów na naszej planecie. Ten niezwykły region jest jednak zagrożony. Planuje się wycinanie drzew i przeznaczanie ziemi pod uprawę palm.
  8. Indonezyjski rybak Yustinus Lahama schwytał ze swoim synem latimerię, rybę trzonopłetwą, która miała wyginąć ok. 70-80 mln lat temu. Stało się to u wybrzeży Celebesu Północnego. Kiedy sąsiedzi powiedzieli mu, że złowił tak rzadki okaz, wypuścił go z powrotem do morza, do specjalnego zbiornika kwarantanny. Tam latimeria przeżyła 17 godzin. Trzymana poza swoim habitatem (60 metrów nad poziomem morza), ryba może przeżyć tylko do 2 godzin. Tej udało się przetrwać 17 godzin — powiedział Reuterowi Grevo Gerung, profesor ichtiologii z miejscowego Sam Ratulangi University. Chcemy sprawdzić, dzięki czemu się tak stało. Latimeria miała 131 cm długości, ważyła 51 kg. W 1998 roku inny rybak także złowił na tym samym obszarze jeden egzemplarz żywej skamieliny. Pierwszy okaz latimerii uznawanej za gatunek wyłącznie kopalny odkryto w 1938 roku w wodach RPA. Badania przeprowadzono w East London (Oos-Londen). Przed pamiętnym grudniem sprzed 69 lat przypuszczano, że latimerie wyginęły równocześnie z dinozaurami, ponieważ ostatnie skamieniałości datuje się na koniec kredy. Pierwsze mają ok. 360 mln lat.
  9. Pewien indonezyjski hotel (Four Seasonss) włączył do swojego menu hamburgera, za którego trzeba zapłacić równowartość ponad 2 najniższych miejscowych pensji. W skład hamburgera za 110 dolarów wchodzą wołowina z Kobe, foie gras, grzyby portobello oraz koreańskie gruszki. Podaje się go w zestawie z francuskimi frytkami. Hamburgery nie sprzedają się ponoć jak ciepłe bułeczki, ale odkąd miesiąc temu znalazły się w menu, zdecydowało się na nie aż 20 klientów. W jednym burgerze umieszcza się 225 gramów wołowiny z Kobe. Są tak drogie, ponieważ smak naprawdę się wyróżnia — twierdzi Erwan Ruswandi, szef restauracji serwującej "cenne" danie. Bydło z Kobe jest traktowane w specjalny sposób. Poi się je piwem zmieszanym z mlekiem, podaje witaminy i wypasa na wolnych od pestycydów trawach. Wszystkie składniki importujemy, są one najwyższej jakości, stąd cena hamburgera. Minimalna płaca w wielu rejonach Indonezji to mniej niż 40 dolarów.
×
×
  • Create New...