Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' wystawa'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 20 results

  1. Ósmego grudnia w domu aukcyjnym DESA Unicum w Warszawie na licytację trafi obraz Jacka Malczewskiego „Rzeczywistość”. Jego cena może sięgnąć nawet 22 mln zł. Dzieło jest pokazywane publiczności po niemal 100-letniej przerwie. Można je oglądać na wystawie poprzedzającej aukcję „Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie”. Wstęp na wystawę jest bezpłatny. Obraz pochodzi z 1908 r. (jego inne historyczne tytuły to „Polskie Jasełka” i „Stańczyk”). Ostatnio pokazano go publicznie w 1926 r. na majowo-czerwcowej wystawie jubileuszowej Malczewskiego w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie. Później dzieło pozostawało w polsko-niemieckiej kolekcji rodzinnej. Odnalezienie go na przełomie zeszłego i bieżącego roku ma duże znaczenie dla polskiej historii sztuki. Obraz Malczewskiego jest przesycony symbolami i bardzo osobisty. Dzieło wielkiej skali i barokowej wręcz kompozycji dotyka najważniejszych tematów, które nurtowały Malczewskiego przez całą jego twórczość: misji artysty, patriotycznego posłannictwa sztuki oraz romantycznych i narodowych mitów. Przedstawia wielowątkową scenę z dużą liczbą postaci [jest ich aż 10]. Malarz wykorzystuje w nim wątki religijne, symboliczne i historyczne Rzeczpospolitej oraz motywy z własnego życia - napisano w komunikacie największego domu aukcyjnego w Polsce. Reprezentantem współczesności jest sam Malczewski. Ubrany w czarny kapelusz i kamizelkę artysta dzierży w dłoniach przybory malarskie: szpachlę i pędzel. W drugiej partii obrazu znajduje się Stańczyk w stroju błazna. Postać ta odwołuje się do Matejkowskiej, krytycznej historii dziejów upadku Rzeczpospolitej. Trzej starcy w szynelach i mundurach, którzy stoją za malarzem i jednym z aniołów, pokazują powstańczą historię zniewolonego kraju. Akcję sceny osadził Malczewski w szopce z nowo narodzonym Chrystusem i Matką Boską, których postaci wyłaniają się z ciemności, zza deski na ostatnim planie kompozycji. Postaciom malarskiego dramatu nadał artysta rysy bliskich mu osób. Twarzy aniołom, Matce Boskiej i Dzieciątku użyczyła rodzina artysty: córka Julia, żona Maria i syn Rafał. Na grudniowej aukcji „Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie” zobaczymy, oczywiście, nie tylko „Rzeczywistość” Malczewskiego. Oprócz tego DESA Unicum zaprezentuje prace kilkunastu twórców, w tym Hipolita Lipińskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Olgi Boznańskiej czy Tadeusza Makowskiego.   « powrót do artykułu
  2. Wiele wskazuje na to, że obraz holenderskiego malarza Pieta Mondriana „New York City I” był od 1945 r. wystawiany do góry nogami, ale ze względu na delikatną naturę dzieła, które mogłoby nie wytrzymać obrócenia, w najbliższej przyszłości nic się w tej kwestii raczej nie zmieni. Mondrian stworzył „New York City I” w 1941 r. Artysta wykorzystał przeplatające się paski z taśmy klejącej w 3 kolorach. Po raz pierwszy dzieło było wystawiane w 1945 r. w Museum of Modern Art (MoMA) w Nowym Jorku. Od 1980 r. znajduje się ono w Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen w Düsseldorfie. W zeszłym roku włoski artysta Francesco Visalli wysłał do Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen e-mail, w którym podkreślał: Kiedy tylko patrzę na tę pracę, zawsze mam przemożne uczucie, że trzeba by ją obrócić o 180 stopni. Zdaję sobie sprawę, że przez dekady dzieło oglądano i publikowano w tym samym ustawieniu, a mimo to nadal mam obiekcje. Obecnie dzieło jest wystawiane w taki sposób, że paski zagęszczają się na dole, przez co linia horyzontu jest bardzo uproszczona. Gdy jednak kuratorka Susanne Meyer-Büser prowadziła badania w ramach przygotowań do wystawy „Mondrian. Evolution” organizowanej z okazji 150-lecia urodzin artysty, doszła do podobnych wniosków, co Visalli. Zagęszczenie siatki powinno znajdować się na górze, jak ciemne niebo. Kiedy pokazałam to innym kuratorom, stwierdziliśmy, że to oczywiste. Jestem całkowicie pewna, że praca jest źle powieszona. Choć pozostaje wiele pytań bez odpowiedzi, dysponujemy też paroma wskazówkami. Jedną z nich jest zdjęcie wykonane w pracowni Mondriana parę dni po jego śmierci. Opublikowano je w 1944 r. w czerwcowym numerze amerykańskiego pisma „Town & Country”. Ubrana w czarną suknię modelka pozuje na tle ustawionego na sztalugach obrazu. Zagęszczenie linii znajduje się na górze. Meyer-Büser uważa, że prawdopodobnie Mondrian zaczynał pracę od linii na samej górze, a później przesuwał się w dół, co może wyjaśniać, czemu niektóre żółte paski są o parę milimetrów za krótkie i nie sięgają do krawędzi. Czy [lata temu] ktoś popełnił błąd, wyciągając pracę z opakowania? A może ktoś był niedbały w czasie przenoszenia obrazu? Nie da się tego stwierdzić - powiedziała kuratorka Guardianowi. Warto zauważyć, że na innym podobnym obrazie Mondriana „New York City” linie wydają się zagęszczać raczej na górze. Problemów z ustaleniem właściwego ustawienia „New York City I” przysparza dodatkowo fakt, że na obrazie brakuje sygnatury malarza (Mondrian nie uznawał go za skończone dzieło). Mimo wyników kuratorskiego „śledztwa” dzieło nie zostanie obrócone. Taśma klejąca jest już [bowiem] bardzo luźna i trzyma się na słowo honoru. Gdyby obraz został odwrócony, grawitacja zrobiłaby swoje. Poza tym ten sposób prezentowania stał się już częścią jego historii - podsumowuje Meyer-Büser. Wystawę „Mondrian. Evolution” można oglądać od 29 października br. do 12 lutego 2023 r. w Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen. « powrót do artykułu
  3. Brad Pitt zadebiutował jako rzeźbiarz na wystawie „Thomas Houseago  – WE with Nick Cave & Brad Pitt”, którą do 15 stycznia przyszłego roku można oglądać w Sara Hildén Art Museum w Tampere w Finlandii. Jego prace pojawiają się w towarzystwie ceramiki muzyka Nicka Cave'a i rzeźb oraz obrazów znanego brytyjskiego twórcy Thomasa Houseagi. Początkowo miała to być wystawa wyłącznie Brytyjczyka, ten jednak przekonał ponoć muzeum, by na „We” znalazły się też dzieła jego przyjaciół. Houseago uważa, że kreatywność jest fundamentalną, ogólnoludzką zdolnością. Dzięki uwzględnieniu w wystawie prac innych twórców wprowadzany jest koncept NAS (WE). W ten sposób Brytyjczyk rzuca wyzwanie idei, że artysta jest samotnym bytem i hołduje bardziej kolektywistycznemu podejściu. Cave i Pitt są bardzo znani na polu muzyki i kina, ale po raz pierwszy wystawili swoje dzieła sztuki - prace, które powstały w ramach dialogu z Houseagą - podkreślono w komunikacie Sara Hildén Art Museum. Wśród 9 prac Pitta znalazły się m.in. odlany z silikonu model domu ze śladami przestrzelenia czy pierwsza rzeźba aktora zatytułowana „House A Go Go”; miniaturowy (46-cm) dom z resztek drewna powstał w 2017 r. Największymi dziełami są skrzynia z brązu w formie trumny, przedstawiająca dłonie, stopy i twarze, które próbują się przez nią przebić, a także gipsowa płaskorzeźba „Aiming At You I Saw Me But It Was Too Late This Time” z 2020 r., na której widnieje 8 strzelających do siebie osób. Pitt zaczął ponoć tworzyć przez rozwód z Angeliną Jolie. W wypowiedzi dla Yleisradio Oy (Yle) aktor wyjaśnił, że chodziło o autorefleksję, formę rozliczenia się z samym sobą. Nick Cave zadebiutował serią szkliwionych ceramicznych figurek z życia szatana w formie 17 stacji (The Devil – A Life). Prace mają od 15 do 50 cm wysokości. Zostały ręcznie wykonane w Anglii w latach 2020-22. Estetycznie nawiązują one do kolekcjonowanych przez muzyka wiktoriańskich figurek z ośrodków ceramicznych w Staffordshire [Staffordshire Flatback figurines]. Przy powstawaniu serii Australijczykowi asystowała Corin Johnson. W Tampere Houseago, który jest lepiej znany jako rzeźbiarz, pokazuje swoje obrazy (jego eksperymenty z nowym medium rozpoczęły się w ostatnich latach). Wielkopłaszczyznowe ekspresyjne dzieła z serii „Visions” powstawały poza pracownią, na zewnątrz. Koncentrują się na naturze, krajobrazie, jedności z kosmosem czy cyklu życia. Inspiracją byli europejscy symboliści, w tym Norweg Edvard Munch. Oprócz tego Houseago prezentuje nowe rzeźby z sekwoi i gipsu; są one odpowiedzią na dzieła ze zbiorów Sara Hildén Foundation, w tym na rzeźbę Alberta Giacomettiego „Woman on a Chariot”. « powrót do artykułu
  4. Rijksmuseum przygotowuje największą w historii wystawę dzieł Vermeera. Artysta ten pozostawił po sobie około 35 obrazów, a na wystawie znajdzie się co najmniej 27 z nich. Będzie wśród nich jeden z najbardziej znanych obrazów na świecie, Mleczarka. W ramach przygotowań do wystawy przeprowadzono szczegółowe badania wszystkich znajdujących się w Holandii obrazów Veermera oraz niektórych dzieł przechowywanych za granicą. Badania Mleczarki przyniosły interesujące wyniki. Zaawansowane techniki badawcze ujawniły obiekty, których nie widać na obrazie. Okazuje się, że Vermeer zmienił kompozycję dzieła. Tam, gdzie teraz widzimy gołą ścianę, znajdowała się półka z haczykami do wieszania dzbanków. W którymś momencie artysta zdecydował się ją zamalować. Uwidoczniony podczas badań dzbanek na półce tylko pozornie jest niebieski. Szczegółowe badania pokazały, że był to niedokończony szkic wykonany czarnym kolorem. Zarys zamalowanego dzbanka widać zresztą to dzisiaj. Wystarczy dobrze przyjrzeć się ścianie na lewo – z perspektywy widza – od głowy mleczarki. Vermeer często zmieniał kompozycję swoich dzieł podczas procesu twórczego. Dzięki nowoczesnym technikom możemy prześledzić te zmiany. Za mleczarką, w prawym dolnym rogu obrazu artysta naszkicował kosz paleniskowy. Był to duży wiklinowy kosz, do którego wkładano naczynie z żarzącymi się węglami. Kosz służył do ogrzewania niemowląt, a na pałąku można było suszyć pieluchy. Podobnie jak w przypadku półki, obiekt ten został zamalowany. Znajdował się on tam, gdzie obecnie widzimy niewielki piecyk, kafelki i podłogę. Prawdopodobnie artysta zrezygnował z dodatkowych przedmiotów, by skupić uwagę widza na mleczarce i osiągnąć efekt spokojniejszej kompozycji. Ze spisu przedmiotów sporządzonego po śmierci Veermera wiemy, że w domu artysty znajdowała się zarówno półka z haczykami na dzbanki, jak i kosz paleniskowy. Był on bowiem typowym wyposażeniem domów rodzin posiadających małe dzieci. Johannes Vermeer zmarł w 1675 roku w wieku 43 lat. Miał 15 dzieci, z których 4 zmarło zanim zostało ochrzczonych. Z testamentu Vermeera znamy imiona pozostałych 10 dzieci. Wystawa w Rijksmuseum zostanie otwarta w lutym przyszłego roku. Wtedy też poznamy kolejne tajemnice, które odkryto podczas badań jego obrazów. « powrót do artykułu
  5. Od 18 sierpnia do 16 października w Zamku Królewskim na Wawelu można podziwiać tajemniczy i nietypowy obraz Rembrandta. Wystarczy powiedzieć, że „Jeździec polski” to zaledwie jedno z dwóch przedstawień jeźdźca w dorobku tego artysty (poza portretem Frederika Rihela ze zbiorów Galerii Narodowej w Londynie). Dzieło intryguje badaczy od 1883 r., a więc od momentu, gdy Wilhelm von Bode wprowadził je do literatury fachowej. Zakończona prezentacja „Jeźdźca polskiego” Rembrandta w Łazienkach Królewskich oraz rozpoczynający się 18 sierpnia pokaz obrazu w Zamku Królewskim na Wawelu są jedynymi europejskimi pokazami arcydzieła, które opuściło czasowo muzeum przy Fifth Avenue w Nowym Jorku - podkreślono w informacji prasowej. Ekspozycję dzieła zaplanowano w specjalnie zaaranżowanej sali parteru we wschodnim skrzydle zamku. Pokazowi mają towarzyszyć działania edukacyjne i wykłady. Ten obraz jest fascynujący, dlatego że jest tajemniczy. Nie wiemy, kogo przedstawia [lisowczyka, bohatera literackiego czy konkretną postać], nie wiemy, dlaczego tak go Rembrandt namalował, nie wiemy, dlaczego ten jeździec jedzie przez tak pusty, surrealistyczny krajobraz - powiedziała radiu RMF FM kuratorka wystawy, dr Joanna Winiewicz-Wolska. Dr hab. Andrzej Betlej, dyrektor Zamku Królewskiego na Wawelu, ma nadzieję, że pokaz przyciągnie miłośników malarstwa i badaczy z Polski i zagranicy. Na wystawie w Łazienkach Królewskich w Warszawie w ciągu 3 miesięcy portret zobaczyło ponad 40 tys. osób. Zwiedzający czekali w długich kolejkach. Rembrandt namalował „Jeźdźca polskiego”, zwanego też „Lisowczykiem”, ok. 1665 r. W latach 90. XVIII w. obraz trafił do kolekcji króla Stanisława II Augusta. Po jego abdykacji przechodził z rąk do rąk, aż ozdobił galerię rodziny Tarnowskich w pałacu w Dzikowie. Znawcy i miłośnicy twórczości Rembrandta zobaczyli dzieło po raz pierwszy w 1898 roku na wystawie monograficznej lejdejskiego mistrza, wśród 123 jego prac zgromadzonych w nowo otwartym Stedelijk Museum w Amsterdamie. Hrabia Zdzisław Tarnowski z Dzikowa długo się wahał, zanim na prośbę Abrahama Brediusa, jednego z organizatorów wystawy, zdecydował się wypożyczyć „Jeźdźca polskiego” do Amsterdamu. A mimo to dwanaście lat później sprzedał obraz do nowojorskiej kolekcji Henry’ego Claya Fricka, gdzie znajduje się do dziś - podano w komunikacie. Henry Clay Frick był amerykańskim finansistą, przemysłowcem, mecenasem sztuki i kolekcjonerem. „Jeździec polski” zawisł w jego rezydencji wśród obrazów mistrzów. Po śmierci Fricka jego rodzinną siedzibę przekształcono w muzeum. « powrót do artykułu
  6. Od lipca br. do marca 2023 r. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku (MAG) zaprasza na wystawę „Sudan. Biżuteria dawniej i dziś”. Autorką jej scenariusza i kuratorką jest Elżbieta Kłosowska. Wszystkie prezentowane zabytki pochodzą ze zbiorów MAG. Można je podziwiać w Grodzisku w Sopocie. W komunikacie prasowym Muzeum podkreślono, że wiedzę nt. biżuterii wytwarzanej i noszonej w królestwach, które kolejno rozwijały się na terenie współczesnego Sudanu, czerpiemy głównie z badań archeologicznych, w tym wykopalisk na cmentarzach. Od neolitu po koniec okresu postmeroickiego zmarłych grzebano z darami grobowymi. Ma to związek z wiarą w życie pozagrobowe. Zmarłych wyposażano w rzeczy potrzebne im w zaświatach. Ich ciała, ubrane i owinięte całunem, składano na marach lub łożu. Uzupełnieniem stroju często była biżuteria: naszyjniki, bransolety, diademy, pierścienie, kolczyki, paseczki. Obok ciała układano broń: miecze, noże, łuki i kołczany ze strzałami; przybory toaletowe: lustra, paletki kosmetyczne, pęsety, brzytwy; ustawiano też naczynia ceramiczne, a czasem wyplatane kosze, z jedzeniem i piciem. Mimo że w wielu przypadkach wyposażenie zrabowano jeszcze w starożytności, zachowane zabytki rzucają nieco światła na przedmioty mające służyć ludziom w zaświatach (pośrednio dowiadujemy się również w ten sposób, czym posługiwano się w życiu doczesnym). Przez całą starożytność w Sudanie do produkcji biżuterii najczęściej wykorzystywano płaskie, okrągłe paciorki ze skorupy strusiego jaja lub paciorki fajansowe. Te ostatnie były glazurowane (zwykle niebieskie lub turkusowe) i miały różną wielkość oraz kształt. Paciorki ze skorupy strusiego jaja znamy już z grobów neolitycznych, natomiast fajansowe zaczęły się pojawiać w okresie kermańskim (Stare Kusz, 2500–1500 r. p.n.e). Wytwarzano z nich naszyjniki, bransolety, diademy czy paseczki. Do produkcji paciorków i wisiorków wykorzystywano też różne kamienie półszlachetne, np. agaty, ametysty, turkusy czy karneole. Kolejnym surowcem używanym do produkcji ozdób, szczególnie popularnym w okresie starokermańskim (Stare Kusz I), były muszle, z których robiono koraliki, zapinki-klipsy do włosów, a także wisiory-medaliony, do których wybierano szczególnie atrakcyjne okazy muszli z Morza Czerwonego albo Oceanu Indyjskiego. Biżuterię wytwarzano również z metali szlachetnych (przede wszystkim ze złota, czasem ze srebra). Niestety, to właśnie głównie z powodu tych ozdób rabowano groby. Zresztą, o czym informowaliśmy 2 lata temu, rabunek trwa do dziś. Najstarsze znane wyroby ze złota pochodzą z okresu kermańskiego. Bogate ozdoby ze złota znaleziono też w piramidach z okresu napatańskiego oraz meroickiego, a także w rozwijającym się w tym samym czasie królewskim pałacu w Meroe. Od okresu meroickiego w biżuterii pojawiły się paciorki ze szkła. « powrót do artykułu
  7. Specjaliści ze Szkockich Galerii Narodowych (National Galleries of Scotland, NGS) odkryli najprawdopodobniej nieznany autoportret Vincenta van Gogha. Stało się to, gdy w ramach przygotowań do wystawy „A Taste for Impressionism” konserwatorzy wykonali badania radiograficzne (prześwietlenie) obrazu „Głowa wieśniaczki” z 1885 r. Wystawa „Smak impresjonizmu” rozpocznie się 30 lipca w Royal Scottish Academy. Będzie można na niej zobaczyć zdjęcie rtg. Autoportret van Gogha znajduje się na odwrocie obrazu, pod warstwami kleju i tekturą. Zespół z NGS uważa, że materiały te zostały nałożone przed wystawą na początku XX w. Niewykluczone, że dałoby się odsłonić autoportret, lecz usunięcie kleju i tektury wymagałoby delikatnych zabiegów konserwatorskich. Trwają badania, jak tego dokonać, nie uszkadzając „Głowy wieśniaczki”. Nie wiadomo, w jakim stanie jest autoportret. Późniejszy od „Głowy wieśniaczki”, powstał zapewne w szczytowym okresie kariery van Gogha, gdy po przeprowadzce do Paryża zetknął się on z twórczością francuskich impresjonistów. Na zdjęciu rtg. widać brodatego mężczyznę w kapeluszu z luźno zawiązaną na szyi apaszką. Prawa strona jego twarzy kryje się w cieniu, lewa jest zaś dobrze widoczna. Chwile takie jak ta są niezwykle rzadkie. Odkryliśmy nieznaną pracę Vincenta van Gogha, jednego z najważniejszych i najbardziej popularnych artystów na świecie - podkreśla prof. Frances Fowle, kuratorka działu sztuki francuskiej w NGS. „Głowa wieśniaczki” trafiła do kolekcji NGS w 1960 r., jako część daru edynburskiego prawnika Alexandra Maitlanda. Obraz przedstawia kobietę z Nuenen. Van Gogh namalował go w marcu lub kwietniu 1885 r. Najprawdopodobniej ok. 1905 r., gdy „Głowę wieśniaczki” wypożyczono na wystawę w Stedelijk Museum (Muzeum Miejskim Amsterdamu), zapadła decyzja, by przed oprawieniem podkleić dzieło tekturą. Dzieło parokrotnie zmieniało właściciela. W 1923 r. trafiło w ręce Evelyn St. Croix Fleming, której syn, Ian, był twórcą serii z Jamesem Bondem. W 1951 r. obraz stał się częścią kolekcji Rosalind i Alexandra Maitlandów. Ujawniony autoportret jest kolejnym przykładem dzieł malowanych/rysowanych na odwrocie obrazów z okresu spędzonego przez Vincenta w Nuenen. Pięć znajduje się w Muzeum van Gogha w Amsterdamie, innymi mogą się zaś pochwalić The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku, Wadsworth Atheneum w Hartford (stan Connecticut) oraz Gemeentemuseum Den Haag (Muzeum Miejskie w Hadze). Warto dodać, że zapiski z Muzeum van Gogha z 1929 r. potwierdzają, że holenderski konserwator Jan Cornelis Traas usunął tekturę z 3 obrazów z Nuenen, odłaniając na ich odwrocie portrety.   « powrót do artykułu
  8. Od 16 lipca br. do 31 marca 2023 r. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku (MAG) zaprasza do Grodziska w Sopocie na wystawę „Miała strój bogaty, malowany w różne światy” (tytuł zaczerpnięto z wiersza „Strój” Bolesława Leśmiana). Zgromadzono na niej kobiece ubrania i ozdoby z wczesnego średniowiecza. Większość prezentowanych zabytków zostanie pokazana publicznie po raz pierwszy w historii muzealnictwa. W X-XII wieku w południowej części regionu Morza Bałtyckiego przenikały się trzy tradycje: skandynawska, słowiańska i bałtyjska. Różniły się pod względem kulturowym, społecznym, gospodarczym czy wyznawanego systemu wierzeń. Odmienny był też sposób postrzegania kobiet, co uwidaczniało się w formie i kompozycji strojów - podkreślono w komunikacie MAG. Elementy stroju udostępniono ze zbiorów Muzeum Regionalnego im. Andrzeja Kaubego w Wolinie, MAG, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, a także Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie. Zwiedzający będą mogli zobaczyć biżuterię odkrytą na cmentarzyskach w Ciepłem i Czarnej Wielkiej oraz skarb srebrny z Olbrachtówka. Pojawią się również ozdoby z Gdańska i obszarów zamieszkiwanych przez Bałtów (dzisiejszych Warmii i Mazur i terenów Litwy, Łotwy i Obwodu Kaliningradzkiego). Oprócz tego twórcy wystawy „Miała strój bogaty, malowany w różne światy” zaprezentują znaleziska związane z tradycjami skandynawskimi z Wolina i Truso. « powrót do artykułu
  9. Po raz pierwszy w historii Muzeum Sztuki w Baltimore (BMA) ludzie, którzy na co dzień pilnują dzieł sztuki, wybrali dzieła sztuki na wystawę. Kuratorami Guarding the Art są pracownicy działu ochrony. Wystawa otworzy swoje podwoje 27 marca. Będzie ją można oglądać do 10 lipca. Na wystawie zobaczymy 26 dzieł, w tym obrazy, ceramikę z różnych okresów, instalację z ołówków czy kosz. To swoisty przekrój przez ery, gatunki, kultury i środki wyrazu. Strażnicy są kuratorami gościnnymi i przy wyborze oraz interpretacji dzieł mogli liczyć na wsparcie pracowników BMA. Dodatkowo ekipa współpracowała ze znaną niezależna kuratorką i specjalistką w dziedzinie historii sztuki dr Lowery Stokes Sims. Zaczęło się od rozmowy, która dotyczyła zaangażowania strażników w dodatkowe aktywności. Chciano im dać szansę na przedstawienie swojej perspektywy, zainteresowań i doświadczeń. Dzięki pozytywnym reakcjom okazało się, że w dziale ochrony pracują artyści, muzycy czy pisarze. Dla wielu gościnnych kuratorów wybór dzieł na wystawę był najtrudniejszą częścią projektu. Po sporządzeniu listy maksymalnie trzech preferowanych prac grupa spotkała się z kuratorami, konserwatorami i projektantami wystaw, by dowiedzieć się więcej o każdym z dzieł sztuki, jego kondycji i wymogach prezentacji. Ostatecznego wyboru dokonywano w oparciu o to, jak dobrze prace będą pasować do przestrzeni wystawienniczej. Później przyszedł czas m.in. na opracowanie podpisów i materiałów towarzyszących wydarzeniu. Strażnicy-kuratorzy, a jest ich 17, dostali dodatkowe wynagrodzenie za pracę przy wystawie. Doświadczenie to wpłynęło także na dr Sims, która w świecie sztuki funkcjonuje już od półwiecza. Widząc te osobiste reakcje na sztukę, byłam pozytywnie pobudzona i zachwycona. To, czego stałam się świadkiem, wykraczało poza moje dotychczasowe doświadczenia. Świeżość, bezpośredniość i spostrzegawczość przydarzyły mi się w momencie, kiedy wyjątkowo potrzebowałam zastrzyku energii w kontakcie ze sztuką. Michael Jones zaprojektował specjalną gablotę na „Głowę Meduzy” Antoine'a Bourdelle'a, tak by wreszcie móc w spokoju napawać się dziełem i nie obawiać się, że będzie ono dotykane przez zwiedzających. Elise Tensley skupiła się na sztuce kobiecej i wybrała „Koniec zimy” Jane Frank, abstrakcyjny obraz z 1958 r., który nie był wystawiany od 1983 r. Typem Chrisa Koo okazał się zaś obraz „The Oracle” Philipa Gustona (1974); to jego inspiracja, aby samemu tworzyć, hołdując wolności i szczerości, a nie chęci zadowalania innych. Takich osobistych historii wyrażonych za pomocą sztuki będzie więcej. A każda warta poznania... « powrót do artykułu
  10. Od 18 stycznia do 12 czerwca br. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku (MAG) zaprasza na wystawę „Wino w starożytnym Sudanie”. Można ją zobaczyć w Spichlerzu "Błękitnym Baranku". Na zwiedzających czekają fragmenty zabytkowych naczyń ceramicznych, kopie meroickich ołtarzy ofiarnych z początków naszej ery czy plansze prezentujące zagadnienia związane z winem. Wyświetlany jest również film Piotra Parandowskiego „W stronę Nilu”. Prezentowane zabytki pochodzą z MAG i z Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. Historia uprawy winorośli i produkcji wina w starożytnym Sudanie (Nubii) sięga II w. p.n.e. Jak podkreślono w opisie wystawy na stronie MAG, w tym czasie na terenie Nubii istniało rozległe Państwo Meroickie (IV w. p.n.e. – VI w. n.e.), którego królowie prowadzili ożywioną wymianę handlową i kulturalną z ościennymi krajami. Wino było ważnym elementem kultury także później, w okresie postmeroickim (V–VII w. n.e.), po rozpadzie królestwa meroickiego na mniejsze państewka, i w okresie chrześcijańskim (VII–XIV w.), gdy ukształtowały się trzy potężne królestwa: Nobadia, Makuria i Alwa. Kres tradycji winiarskiej przyniósł islam, który na terenie Nubii zaczął się rozprzestrzeniać od XV w. Jak to się zaczęło? Handlarze greccy, a później rzymscy dzielili się z mieszkańcami pustyni swoją wiedzą nt. uprawy oraz wykorzystania winorośli. Początkowo śródziemnomorska kultura wina pojawiła się w Egipcie, a stamtąd trafiła na południe. O tym, że winiarstwo w Nubii kwitło i że na szeroką skalę importowano wino z okolic śródziemnomorskich, świadczą np. 1) relikty tawern i magazynów, 2) pozostałości po tłoczniach czy 3) fragmenty amfor (naczynia te służyły do przechowywania i transportowania wina, zarówno produkowanego na miejscu, jak i importowanego). O winie w muzeum Zwiedzający wystawę poznają historię uprawy winorośli w starożytnym Sudanie, metodę produkcji miejscowych amfor, konstrukcję i działanie nubijskich tłoczni, a także zasięg handlu winem od II w. p.n.e. po średniowiecze. Na wystawie znajdują się wspomniane na początku plansze i fragmenty zabytkowej ceramiki: dzbanów, naczyń zasobowych, miseczek i kubków datowanych na okres meroicki i postmeroicki oraz amfor chrześcijańskich. Można się też przyjrzeć współczesnym przedmiotom, w tym narzędziom, związanym z uprawą ziemi i przechowywaniem produktów rolnych. Kuratorkami wystawy są dr Dobiesława Bagińska i Elżbieta Kołosowska. « powrót do artykułu
  11. Od 10 grudnia do 2 lutego w Pałacu Pod Blachą przy Zamku Królewskim w Warszawie można zobaczyć największą wystawę szopek krakowskich w historii stolicy. Niemal wszystkie z 50 niezwykle fantazyjnych i kunsztownie wykonanych konstrukcji zdobyły nagrody i wyróżnienia. Nie brakuje zaskakujących form - na widza czekają szopki na łyżeczce czy w krakowskim obwarzanku. Szopki prezentowane na wystawie pochodzą ze zbiorów Muzeum Krakowa oraz z kolekcji prywatnych. W szopkach pojawiają się nie tylko postaci biblijne, ale i smok wawelski, lajkonik, pan Twardowski czy postaci z historii Polski. Tradycja budowania szopek sięga w Krakowie średniowiecza. W XIII wieku zajmowali się tym franciszkanie, a poszczególne klasztory rywalizowały ze sobą, wymyślając nowe formy i dekoracje. Z czasem szopki i towarzyszące im widowiska trafiły na miejskie ulice, ciesząc się coraz większym zainteresowaniem. W budowę szopek zaangażowali się wówczas żacy i lokalni rzemieślnicy. To zaś doprowadziło do wyodrębnienia się szopki krakowskiej, wielokondygnacyjnej budowli z wieżami i elementami charakterystycznymi dla architektury tego miasta. W XIX wieku szopkom towarzyszyły występy grup muzykantów, a twórcy najbardziej fantazyjnych szopek mogli liczyć na zaproszenie – wraz z zespołem – do domu zamożnego mieszczanina. Tym, którzy nie zostali zaproszeni, pozostał Rynek, na którym szopki były oceniane i nagradzane przez publiczność. Pierwszy formalny konkurs szopek krakowskich odbył się w 1937 roku. Powrócono do niego zaraz po wojnie. I od tej pory w każdy pierwszy czwartek grudnia budowniczowie szopek z dumą prezentują swoje dzieła przy pomniku Mickiewicza. Stamtąd barwny korowód udaje się do Muzeum Krakowa, gdzie jury wybiera najpiękniejsze szopki w kilku kategoriach. W 2018 roku tradycja ta została wpisana na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. « powrót do artykułu
  12. W ramach akcji Movember, która ma zwiększyć świadomość dotyczącą problemów zdrowotnych mężczyzn, przede wszystkim raka prostaty i jądra, studenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) stworzyli niezwykłą wystawę. Od poniedziałku do piątku (od 15 do 19 listopada) w Centrum Dydaktycznym można oglądać skany preparatów histopatologicznych, pochodzących m.in. od pacjentów z rakiem jądra. Wybrane przez nas obrazy mają nie tylko walor edukacyjny, ale również estetyczny. Pozyskaliśmy je z archiwum Zakładu Patomorfologii WUM – mówi organizator wydarzenia Janusz Świeczkowski-Feiz, prezydent Oddziału Warszawa Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA-Poland. Świeczkowski-Feiz dodaje, że wydarzenie ma uświadomić ludziom, że nowotwory to grupa zmienionych komórek organizmu, a wczesne wykrycie umożliwia skuteczną walkę z chorobą. Na wystawie można porozmawiać z wolontariuszami, którzy odpowiedzą na pytania związane z profilaktyką raka prostaty i jądra. Jako studenci medycyny chcemy zachęcić wszystkich mężczyzn do regularnych badań profilaktycznych. Rak jądra jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym w grupie wiekowej od 18 do 40 lat. Natomiast jeśli chodzi o nowotwór prostaty, to z danych dostępnych np. na onkologia.org.pl wynika, że spośród wszystkich mężczyzn, którzy zachorują na nowotwory, aż 20 proc. będą stanowili panowie z rakiem prostaty. Zachorowalność jest zatem wysoka i dlatego tak podkreślamy wagę badań profilaktycznych. Wczesne wykrycie zmian nowotworowych może uratować życie - zaznacza Świeczkowski-Feiz. Nazwa Movember pochodzi od połączenia 2 angielskich słów: moustache (wąsy) i November (listopad). Wąsopad jest coroczną trwającą miesiąc akcją. W listopadzie organizuje się wiele akcji/kampanii edukacyjnych poświęconych męskiemu zdrowiu, a jak podkreślono na stronie WUM, sami panowie zapuszczają wąsy jako symbol męskości, który ma przypominać o profilaktyce raka prostaty i raka jądra. Ze szczegółami akcji Movember Polska można się zapoznać na tej stronie. « powrót do artykułu
  13. Najstarsze ślady działalności człowieka na terenie Pruszcza Gdańskiego pochodzą z neolitu, czyli sprzed kilku tysięcy lat. Jednak największe cmentarzyska na obszarze obecnego miasta funkcjonowały w okresie wpływów rzymskich, około I–IV/V wieku. Dzięki odkryciom archeologów i analizom antropologów wiadomo, jak zmieniało się życie tutejszych ludzi. Teraz tę historię może poznać każdy, kto zwiedzi wystawę w Domu Wiedemanna. Wystawę „Mieszkańcy Pruszcza Gdańskiego sprzed dwóch tysięcy lat” przygotowały dwie instytucje: Miasto Pruszcz Gdański oraz Muzeum Archeologiczne w Gdańsku (MAG). Jak podkreślają zgodnie Ewa Trawicka, dyrektor Muzeum Archeologicznego w Gdańsku oraz Janusz Wróbel, Burmistrz Pruszcza Gdańskiego, nowy projekt to kontynuacja współpracy, która rozpoczęła się ponad dekadę temu, przy tworzeniu skansenu – faktorii z czasów rzymskich. Nowa wystawa składa się z kilkunastu dużych ilustrowanych posterów i filmu pokazującego historię badań na pruszczańskich cmentarzyskach. Towarzyszy jej katalog wydany w dwóch językach: polskim i niemieckim. Dla dzieci urządzono kącik edukacyjny, gdzie można zdobyć symboliczną odznakę Młodszego Antropologa. Organizatorzy zapowiadają również oprowadzanie kuratorskie. Podstawą opowieści o dawnych pruszczanach są wyniki badań antropologicznych. Badając szczątki zmarłych, antropolog może wyciągnąć wnioski na temat jakości życia dawnej populacji. Analizuje się między innymi: średni wiek życia, płeć, wymieralność i płodność badanej grupy, wzrost i stan zdrowia, wpływ niekorzystnych warunków życia. Badania antropologiczne dają wspaniałą możliwość poznania, jak kiedyś żył człowiek, jak wyglądał, na co chorował i skąd przybył – mówi kurator wystawy, antropolog dr Aleksandra Pudło. Odkrycia w Pruszczu Gdańskim umożliwiły poznanie dawnych mieszkańców tego miasta, którzy żyli i rozwijali się przez 600 lat w okresach przedrzymskim i wpływów rzymskich. Trzeba przyznać, że są to niezwykłe dzieje, które nie kończą wraz z upadkiem Imperium Romanum. Autorka wystawy zwraca uwagę na potencjał archeologiczny Pruszcza Gdańskiego. Pierwszych odkryć „starożytności pomorskich” dokonano tu już pod koniec XIX wieku. Na jednej z plansz można zobaczyć mapę miasta i okolic, a na niej zaznaczonych 50 stanowisk archeologicznych. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku podzieliło się również archiwalnymi zdjęciami z wykopalisk prowadzonych w latach 60. i 70. ubiegłego stulecia. Emocje wzbudza wykaz cmentarzysk z wyszczególnionymi liczbami grobów i rysunkami. Trzeba być przygotowanym na to, że na wystawie dominują ilustracje przedstawiające szkielety. Po raz pierwszy podjęliśmy próbę zbudowania drzewa genealogicznego dawnych pruszczan na podstawie analizy podobieństw i różnic morfologicznych między badanymi populacjami – wyjaśnia dr Aleksandra Pudło. Wyniki okazały się niezmiernie ciekawe. Ta analiza pozwoliła nam wyznaczyć kolejne pokolenia dziadków, wnuków i prawnuków. Interesującym wątkiem ekspozycji są związki między dawną ludnością z terenu Pruszcza Gdańskiego a innymi społecznościami żyjącymi w okresie wpływów rzymskich (od początków naszej ery) oraz w średniowieczu. Okazuje się, że kontakty handlowe i kulturowe były wówczas silne, różne grupy wpływały na siebie, wymieniając dobra materialne i dzieląc się osiągnięciami cywilizacyjnymi. Dom Wiedemanna jest miejscem idealnym do poznawania historii Pruszcza Gdańskiego. Ten zabytkowy, XIX-wieczny budynek został odrestaurowany przez gminę i przystosowany do działalności kulturalnej. Od 1847 roku przez kolejne lata właścicielem willi był dr Hermann Wiedemann: lekarz, ale też zasłużony działacz społeczny i honorowy obywatel, zaangażowany w rozbudowę Pruszcza. Wspólne przedsięwzięcie muzeum i miasta to jedna z dwóch najważniejszych, można śmiało powiedzieć: przełomowych, wystaw o tematyce historycznej, jakie pokazujemy w tym roku w progach Domu Wiedemanna – mówi Bartosz Gondek, kierownik Referatu Ekspozycji i Dziedzictwa w Urzędzie Miasta Pruszcz Gdański. Prezentowane na wystawie badania potwierdzają bowiem, że pod względem antropologicznym dawna ludność Pruszcza Gdańskiego dała początek przynajmniej części populacji funkcjonującej później w Elblągu czy w średniowiecznym Gdańsku. W okresie wpływów rzymskich tereny dzisiejszego Pruszcza Gdańskiego były największym ośrodkiem osadniczym nad środkową częścią Zatoki Gdańskiej. Dlatego wystawa jest adresowana nie tylko do pruszczan, ale też mieszkańców Trójmiasta i osób zainteresowanych historią Gdańska oraz kulturą z okresu wpływów rzymskich. Ogólnie fascynujący jest sam proces badawczy, czyli sposób, w jaki archeolodzy i antropolodzy odkrywają fakty sprzed tysięcy lat. Paradoksalnie cmentarzyska są źródłem żywej wiedzy. « powrót do artykułu
  14. Jakiś czas temu Muzeum Porcelany w Wałbrzychu wzbogaciło się o nowy zabytek - toaletę wyprodukowaną w latach 1890-1905 przez nieistniejącą już brytyjską manufakturę porcelany Johnson Brothers ze Stoke-on-Trent. Eksponat odnaleziono na strychu pałacu w Szymanowie. Był potłuczony na 11 fragmentów i silnie zabrudzony. Konserwacji podjęła się kustoszka Działu Ceramiki Jadwiga Kornecka-Cebula. Eksponat znajduje się na wystawie poświęconej wyrobom toaletowym. Jak podkreślono na profilu Muzeum na Facebooku, porcelana to nie tylko serwisy stołowe i zachwycającej urody figurki. To także przedmioty codziennego użytku, często tak prozaiczne jak toaleta. Ta, która trafiła do wałbrzyskiego muzeum, została wyprodukowana w latach 1890–1905 przez nieistniejącą już dziś brytyjską manufakturę porcelany Johnson Brothers, która rozpoczęła swoją działalność w miejscowości Stoke-on-Trent w 1883 roku. Choć wytwórnia słynęła przede wszystkim z produkcji eksportowanych do Stanów Zjednoczonych zastaw stołowych, była również jednym z największych i najbardziej popularnych producentów wyposażenia łazienek. Niektóre z produkowanych przez Johnson Brothers kolekcji zyskały światowy rozgłos i cieszą się wielkim powodzeniem wśród kolekcjonerów do dziś – podkreśliła w wypowiedzi dla "Gazety Wyborczej" Małgorzata Szpara, specjalistka ds. PR-u i marketingu Muzeum Porcelany w Wałbrzychu. Jak dodała, toaleta przekazana Muzeum przez właściciela pałacu w Szymanowie pana Sebastiana Jamesa Page'a to model Britannia. Jest on ponoć poszukiwany przez kolekcjonerów z całego świata. Wg Małgorzaty Szpary, z wielkim prawdopodobieństwem była to jedna z pierwszych wodnych toalet, sprowadzanych z Wielkiej Brytanii na teren ówczesnych Prus. Co ciekawe, pierwsza toaleta zainstalowana w pałacu w Szymanowie również ma brytyjskie korzenie. To właśnie z wysp dotarły pierwsze toalety do Prus, co pozwoliło na higieniczne i bezdotykowe usuwanie nieczystości z domu. Ta nowość pojawiła się w regionie wałbrzyskim na początku XX wieku. Ze względu na ogromny wpływ na jakość życia i zdrowie mieszkańców, toalety szybko zaczęły się rozprzestrzeniać nie tylko w arystokratycznych rezydencjach, ale także na antresolach kamienic - dowiadujemy się z wpisu pałacu na FB. « powrót do artykułu
  15. Od 18 marca na Zamku Królewskim na Wawelu będzie można zobaczyć wszystkie arrasy stworzone na zamówienie króla Zygmunta Augusta, które znajdują się obecnie w polskich zbiorach. Jak podkreślono w komunikacie Zamku, to jedyny w dziejach jagiellońskiej rezydencji pokaz całej zachowanej kolekcji we wnętrzach, dla których tapiserie zostały stworzone. Wystawie "Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021–1961–1921" towarzyszą prace współczesnych twórców - Mirosława Bałki i Marcina Maciejowskiego. Kuratorami i autorami wystawy są Magdalena Ozga, Magdalena Piwocka i Jerzy Holc. Burzliwe dzieje tkanin mogłyby być inspiracją dla serialu sensacyjnego Tytuł wystawy nawiązuje do burzliwych losów tkanin, które były ukrywane przed Szwedami i zostały zrabowane na polecenie carycy Katarzyny. Trzy dni przed wkroczeniem Niemców do Krakowa w 1939 roku arcydzieła wywieziono galarem wiślanym. Osiemnastego września ewakuowano je do Rumunii, potem przez Francję trafiły do Kanady. Od powrotu z Rosji rozpoczął się wieloletni proces konserwacji, który trwa zresztą do dziś. Jak podkreślił dyrektor Zamku dr hab. Andrzej Betlej, to pierwszy od XVI wieku pokaz całej kolekcji arrasów. Chcieliśmy pokazać galę arrasów, dlatego podjęliśmy decyzję, że wyeksponujemy wszystkie niezależnie od ich stanu zachowania. Uświadomienie bogactwa tej kolekcji jest jednym z naszych celów. Królewskie zamówienie Łącznie na zaprezentowanie czeka aż 137 tapiserii, w tym 19 monumentalnych tkanin figuralnych ze scenami z Księgi Rodzaju (w tym miejscu warto wymienić Szczęśliwość rajską – 480 cm x 854 cm, Wejście zwierząt do arki – 475 cm x 792 cm czy Budowę Wieży Babel – 482 cm x 812 cm), 44 werdiury z przedstawieniami zwierząt wpisanymi w krajobraz (np. Wydra z rybą w pysku i fantastyczne gady, Jednorożec-żyrafa i ryś, Bocian i króliki), 42 arrasy herbowe (m.in. groteska z herbami Polski i Litwy oraz postacią Cerery) oraz obicia mebli oraz tkaniny do dekoracji wnęk okiennych. Co istotne, wielu z nich widzowie nie mieli wcześniej okazji oglądać; po raz pierwszy pokazywane są np. werdiury Tygrys i Borsuk przy gnieździe czapli. Powstanie tak wielkiej kolekcji arrasów w latach 1550–1560 w Brukseli na zlecenie jednego władcy nie ma precedensu w Europie [król zamówił ok. 160 tkanin]. To największe tego rodzaju prywatne – królewskie - przedsięwzięcie wynikające z kolekcjonerskiego zamiłowania Zygmunta Augusta, który zbierał m.in. biżuterię i dzieła rzemiosła artystycznego. Cieszę się, że wróciliśmy do dobrej tradycji organizowania wystaw w przestrzeniach historycznych: reprezentacyjnych komnatach i apartamentach prywatnych - opowiada dr Betlej. Szesnastowiecznemu odbiorcy arrasy miały imponować rozmiarami, a także blaskiem srebrnych i srebrnych złoconych nici. Współczesny odbiorca dostrzeże w tapiseriach biblijnych nawiązania do mistrzów włoskiego renesansu: Rafaela i Michała Anioła. Powroty i podróże w czasie Symboliczny powrót arrasów na wawelską wystawę zaplanowano właśnie na 2021 r., bo obchodzimy w nim dwie "okrągłe" rocznice; 18 marca 1961 r. odbył się uroczysty pokaz tapiserii w komnatach z okazji powrotu tkanin z Kanady. Drugi z tytułowych powrotów nastąpił zaś wskutek Traktatu Ryskiego z 18 marca 1921 r. Akt ten, kończący zwycięską dla Polski wojnę z Rosją Sowiecką, umożliwił rewindykację tysięcy dzieł sztuki i dóbr kultury, wywiezionych w wyniku rozbiorów do carskiej Rosji. Na jego mocy sprowadzono także do kraju kolekcję Zygmuntowskich arrasów, zagrabioną po trzecim rozbiorze Polski w 1795 roku. Koncepcja wystawy jest nieoczywista i zaskakująca. W odwróconej narracji podążamy od współczesności przez kolejne powroty. To wielkie dzieło przede wszystkim wawelskich konserwatorów. W Sali Senatorskiej, gdzie pokazujemy arrasy herbowe, można obejrzeć też arras po niedawnej konserwacji. Do pewnego stopnia "odzyskał" on swą barwę, wyróżnia się na tle innych. Zdradzę, że na wystawie będzie można, dzięki pewnemu zabiegowi, zobaczyć oryginalną kolorystykę niektórych arrasów! - wyjaśnia Betlej. Wystawa nie jest tylko i wyłącznie prezentacją tkanin. To także opowieść o fundatorze, artystach stojących za powstaniem dzieł czy trudnych losach arrasów. Wystawa jest również dedykowana ludziom, dzięki którym arrasy ocalały i wróciły na Wawel, m.in.: Stanisławowi Świerzowi-Zaleskiemu, Józefowi Krzywdzie-Polkowskiemu, Jerzemu Szablowskiemu, Witoldowi Małcużyńskiemu, a także tym, którzy walczyli o ich rewindykację z Rosji – Aleksandrowi Czołowskiemu i Marianowi Morelowskiemu. Mają oni zostać uhonorowani tablicą pamiątkową, która zostanie odsłonięta na wernisażu. Arcydzieła gatunku Kolekcja arrasów z Wawelu jest największym takim zbiorem w Polsce i jednym z najważniejszych w Europie. Na wystawie "Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021-1961-1921" brakuje 1 arrasu, który znajduje się w Amsterdamie i 34 fragmentów arrasów przechowywanych w Ermitażu. Zespół arrasów został utkany w latach 1550-60 w warsztatach w Brukseli. Tkaniny wykonano z wełny i jedwabiu oraz nici srebrnych i srebrnych złoconych. Po raz pierwszy zdobiły sale zamku w czasie trzeciego wesela Zygmunta Augusta; w 1553 r. król ożenił się z młodszą siostrą swojej pierwszej żony - Katarzyną Habsburżanką. Pod względem artystycznym arrasy należały do światowej czołówki. Dr Magdalena Piwocka, kustoszka Działu Tkanin, zaznacza, że arrasy, a szczególne te największe - a więc wspomniane już wcześniej dzieje Adama i Ewy oraz Noego - zamawiano do konkretnych wnętrz. Wydaje się, że nawet za czasów Zygmunta Augusta nie prezentowano naraz całej kolekcji; najznakomitsze dzieła wykorzystywano podczas koronacji, ślubów, chrztów, pogrzebów oraz innych okazji wymagających zaznaczenia królewskiego splendoru. Mówimy często, że arrasy są ruchomymi freskami Północy. Na Południu – w krajach śródziemnomorskich - malowano sceny figuralne na ścianach, na północy Europy wykonano to w inny sposób, a użyte materiały i techniki okazały się astronomicznie drogie i dlatego przywiązywano wielką wagę do arrasów, bo były one lokatą kapitału i oznaką statusu społecznego zamawiającego. Nie każdy mógł sobie na nie pozwolić zwłaszcza na te tkaniny, w których był duży procent nici jedwabnych, srebrnych i złotych - wyjaśniła Piwocka w wywiadzie dla PAP-u. Wystawa i wydarzenia towarzyszące Wystawa ma potrwać do 31 października br. Niektóre z arrasów zyskały specjalną oprawę - są prezentowane w gablotach i na ekspozytorach - inne zdobią wnętrza na 2. piętrze Zamku. Współczesnym akcentem są prace Marcina Maciejowskiego i Mirosława Bałki. Archiwalne fotografie ukazują królewskie arrasy w zaskakujących kontekstach. Twórcy wystawy wspominają m.in. o zdjęciu Brigitte Helm – gwiazdy filmu Metropolis (1927), która gościła niegdyś na Wawelu i podziwiała Zygmuntowską kolekcję. By upamiętnić królewską fundację i tych, którzy przez kilkaset lat się o nią troszczyli, wydano parę książek poświęconych arrasom, np. album w ośmiu wersjach językowych. W ramach bogatego programu wydarzeń edukacyjnych towarzyszących przewidziano m.in. spotkania z konserwatorami i kustoszami oraz lekcje muzealne. « powrót do artykułu
  16. Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu zaprasza od 19 lutego na wystawę "Historie w torebkach zaklęte". Prezentowane torebki, a jest ich ponad 300, datują się na okres od początku XIX do II połowy XX w. Znajdziemy wśród nich m.in. pompadurki, reticule czy torebki z dalekowschodnimi motywami z lat 20. Oprócz historycznych torebek europejskich na wystawie zgromadzono eksponaty (torebki etnograficzne) z Afryki, Azji, Australii i Oceanii, Ameryki Północnej i Południowej. Kuratorkami wystawy, która będzie czynna do końca czerwca, są Ilona Pulnar-Fredjani i Katarzyna Jendrzejczyk. Prezentowane eksponaty pochodzą z Muzeum im. J. Malczewskiego, zostały też wypożyczone od prywatnych kolekcjonerów i muzeów: Muzeum Narodowego w Kielcach, Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Krakowa, Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie, Muzeum Miasta Łodzi, Muzeum Miasta Zgierza, a także Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Jak można przeczytać w komunikacie prasowym, dopełnieniem ekspozycji są stroje damskie z różnych epok (adekwatne do czasu wykonania torebek) oraz malarstwo z wizerunkami kobiecymi. Najstarsza torebka pochodzi z 1835 r. Wchodzi w skład zbiorów Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Jest to płaski woreczek na łańcuszku w metalowej oprawie. Całą powierzchnię korpusu pokrywa haft z drobnych koralików. Na awersie znajdują się motywy roślinno-kwiatowe, na rewersie widnieje zaś romb w otoczeniu drobnych kwiatów, a w nim napis "NA PAMIĄTKĘ W.T.S. OD D.S. 1835". Jak podkreśla Jendrzejczyk, na odwrocie umieszczono inicjały. Wiąże się to z sentymentalizmem ludzi z tej epoki; torebeczki wręczano bowiem na pamiątkę ukochanej lub ukochanemu, a wykonywali je zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wyroby dla mężczyzn były utrzymane w ciemniejszych barwach, a dla kobiet w jaśniejszych. Często do ich zrobienia wykorzystywano wzorniki dostępne w magazynach modowych. Wśród eksponatów na uwagę zasługują 2 torebki z Amsterdamu. Jedna jest wykonana z niebieskiego materiału. W części centralnej jej metalowej oprawy umieszczono scenkę rodzajową zaczerpniętą z XVII-w. obrazu Adriaena van Ostade "Rozmowy przy kominku". Można tu dostrzec dwóch mężczyzn i kobietę, którzy siedzą przy kominku. Po ich prawej stronie widoczna jest sylwetka psa (wskazująca na przyjaźń i cnotliwość żony) oraz patynka (obuwie ochronne) symbolizująca obecność Boga w domostwie; o kulturowym znaczeniu "jego wysokości Buta" można poczytać tutaj. Oprawa drugiej amsterdamskiej torebki stanowi nawiązanie do "Nocnej straży" Rembrandta. Warto przypomnieć, że pod koniec XIX stulecia eleganckim uzupełnieniem toalety bogatych pań stała się torebka ze srebra. Sporządzano ją z robionej ręcznie metalowej siatki. Panie mniej majętne musiały się zadowolić torebkami srebrzonymi. Najbardziej znane fabryki produkujące metalowe torebki powstały w USA (Whiting & Davis Company i Mandalian Company). Świetnej klasy torebki wytwarzano również w Berlinie. W 1907 roku została wynaleziona maszyna do automatycznej produkcji siatki metalowej. Ceny takich torebek spadły, dlatego stały się one dostępne dla szerszej rzeszy elegantek. Popularną wersją torebek wykonywanych z siatki metalowej były tzw. "torebki pancerzowe"; w tym przypadku ogniwa siatki łączyły płytki o różnych kształtach. Ze srebrnej blachy wyrabiano torebki kopertowe; zdobiono je grawerowanym ornamentem, a także inkrustowano kamieniami szlachetnymi. Torebki z Afryki Środkowej i Wschodniej są wykonane ze skóry. Niekiedy zdobiono je elementami metalowymi, włosiem, koralikami, muszlami czy malowaniem. Czasem głównym materiałem torebki jest trawa lub tykwa. Torebki z krajów Maghrebu (Afryka Północna) także są skórzane, szyte ręcznie w małych pracowniach, często tłoczone. Na wystawie prezentowane są też torebki wykonane przez uchodźców z Afryki Subsaharyjskiej w ramach projektu REFUGEE ScART- L'ARTE DEI RIFUGIATI. Powstały one na drodze upcyklingu. Uzupełnieniem całości są stroje z kultur pozaeuropejskich, m.in. tradycyjne kimono ślubne panny młodej, zwane uchikake. Prezentowane na wystawie jedwabne kimono ślubne z II poł. XX w. pochodzi z prefektury Chiba i jest przykładem japońskiego artyzmu w zdobnictwie tkanin. Elementem tradycyjnego stroju są torebeczki na planie kwadratu ściągane u góry sznureczkiem. Szesnastego marca wystawie będzie towarzyszyć 2. Międzynarodowe Akademickie Biennale Akcesoriów Ubioru pt. "Torby, torebki, kuferki podróżne, sakiewki... wokół historii, materii, formy, idei", organizowane przez Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny w Radomiu i Muzeum im. Jacka Malczewskiego. Zaprezentowane zostaną projekty semestralne i dyplomowe: unikatowe kreacje torebek wykonane na zajęciach w Uczelniach oraz także takie, które powstały w ramach współpracy z zakładami przemysłowymi. « powrót do artykułu
  17. Od 29 stycznia do 12 lutego na skwerze w Parku Kieszonkowym im. Papcia Chmiela w Krakowie można oglądać wystawę ilustracji "Z tuszuś powstał, w tusz się obrócisz". Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe zorganizowało ją, by oddać hołd zmarłemu niedawno rysownikowi. Do wykonania ilustracji zaproszono krakowskich twórców komiksu. W ciągu niecałego tygodnia powstał zbiór osobistych prac. Ich autorami są: Łukasz Godlewski, Tomasz Grządziela, Aleksandra Herzyk, Joanna Karpowicz, Karolina Plewińska, Łukasz Ryłko, Szymon Szelc, Rafał Szłapa i Ewa Zaremba. Otwarcie wystawy zbiega się w czasie z pośmiertną premierą ostatniej książeczki z przygodami Tytusa, Romka i A'Tomka. Choć Papcio nie narysuje już dla nas żadnej nowej przygody, to trzej harcerze i ich zabawne powiedzonka, z których wiele weszło do języka potocznego, pozostaną z nami na zawsze - podkreślono w opisie wydarzenia na Facebooku. Jak pamiętają fani zmarłego w nocy z 21 na 22 stycznia Henryka Jerzego Chmielewskiego, słowami "z tuszuś powstał, w tusz się obrócisz" Papcio Chmiel powołał do życia Tytusa. Tymi samymi słowami Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe postanowiło pożegnać rysownika. Stowarzyszenie dziękuje artystom za prace, Zarządowi Zieleni Miejskiej za przygotowanie skweru i opiekę nad wystawą, Urzędowi Miasta Krakowa za ekspresowe wydanie zgody, a Muzeum Fotografii za wypożyczenie systemu ekspozycyjnego. Pada też deklaracja: we współpracy z Zarządem Zieleni Miejskiej w Krakowie będziemy regularnie wracać na skwer z nowymi komiksami. Początek wystawy "Z tuszuś powstał, w tusz się obrócisz" zbiegł się w czasie z datą premiery ostatniego komiksu Henryka Jerzego Chmielewskiego pt. "Tytus, Romek i A'Tomek pomagają księciu Mieszkowi ochrzcić Polskę, z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani". Miała ona miejsce 28 stycznia. Na pewno ten ostatni album historyczny najwięcej kłopotów sprawił Papciowi, który miał już mniej sił, słabo widział, miał kondycję słabszą, ale dzielnie mobilizował się i kontynuował tę pracę. Gdzieś koło grudnia zakończył ostatni rysunek, tzw. planszę. On sygnalizował, że ma ogromną chęć dożyć wydania tego albumu. Przykro mi jest, że minęliśmy się z Papciem o te parę dni - podkreślił Tomasz Woyda z wydawnictwa Prószyński w wypowiedzi dla audycji "Pierwsze słyszę" radiowej Czwórki.   « powrót do artykułu
  18. Po raz pierwszy w historii kolekcję obrazów z Pałacu Buckingham można będzie oglądać nie w samym pałacu, a w publicznej galerii. Sale, w których obecnie wiszą wielkie dzieła sztuki, będą remontowane. W związku z tym 65 niezwykłych obrazów zostanie tymczasowo przeniesionych do pobliskiej Queen's Gallery. Wystawę „Masterpieces From Buckingham Palace” można będzie zwiedzać od 4 grudnia 2020 do 31 stycznia 2022. W latach 80. XIX wieku król Jerzy IV zatrudnił architekta Johna Nasha, by ten stworzył galerię obrazów Buckingham Palace. Za czasów tego władcy kupiono około połowy z kolekcji, składającej się z obrazów takich mistrzów jak Rembrandt, van Dyck czy Vermeer. Zwykle dzieła te można oglądać jedynie latem, gdy Pałac jest otwarty dla zwiedzających. Po raz pierwszy osoby postronne mogły podziwiać królewską galerię obrazów za czasów królowej Wiktorii. Turystów wpuszczano, gdy rodziny królewskiej nie było w Buckingham Palace. Jak informuje Kabir Jhala z Art Newspaper, cała Royal Collection, którą zarządza Royal Collection Trust, składa się z 7000 obrazów, 500 000 druków i 30 000 akwarel i rysunków oraz fotografii, ceramiki, rzeźb, klejnotów i innych artefaktów. Zwykle obrazy te można oglądać w galerii, ale jest to galeria pałacowa. Znajdują się one we wspaniałych wnętrzach, większość odwiedzających przybywa, by zwiedzić cały pałac. Mało kto ma na celu wyłącznie obejrzenie malarstwa holenderskich mistrzów. Poza tym zwiedzać można tylko latem, mówi Desmond Shawe-Taylor, odpowiedzialny za nadzór nad królewskimi obrazami. Kontekst publicznej galerii sztuki jest więc zupełnie inny niż oglądanie obrazów w niezwykłych pałacowych wnętrzach. Wśród najważniejszych obrazów, jakie można będzie podziwiać są „Lekcja muzyki”, jeden z zaledwie 34 ocalałych obrazów Vermeera, „Judyta z głową Holofernesa” Alloriego, „Budowniczego okrętów z żoną” Rembrandta czy portret kupca Andrei Odoniego autorstwa Lorenzo Lotto. « powrót do artykułu
  19. W Muzeum Izraela w Jerozolimie otwarto wystawę pt. "Emoglify". Ma ona pomóc w porównaniu starożytnych i współczesnych piktogramów. Zazwyczaj mam duży kłopot z wyjaśnieniem, w jaki sposób hieroglify były wykorzystywane jako pismo. W pewnym momencie dotarło do mnie jednak, że teraz to może być o wiele prostsze, bo [znów] powszechnie posługujemy się obrazkami - podkreśla kuratorka dr Shirly Ben-Dor Evian. Co więcej, niektóre emoji mają swoje odpowiedniki w hieroglifach - dodaje. Istnieją podobieństwa w wyglądzie [dawnych i dzisiejszych piktogramów], co jest bardzo ciekawe, ponieważ oba systemy dzielą tysiące lat i ogromne różnice kulturowe. Ben-Dor Evian wyjaśnia, że w piśmie hieroglificznym występują 3 rodzaje znaków: fonetyczne, ideograficzne i determinatywne. Dodaje też, że emoji są dla odmiany samowystarczalne w oznaczaniu idei, uczuć czy obiektu i nie zostały pomyślane w taki sposób, by zestawiać je w zdania. Zastosowania hieroglifów i emoji są generalnie dość podobne, tyle tylko, że dziś to użytkownik decyduje o wykorzystaniu ikonek, a starożytnych Egipcjan obowiązywały ścisłe reguły; Egipcjanie nazywali swój system zapisu medu neczer, czyli słowa (lub mowa) boga. Wystawę Emoglyphs: Picture-Writing from Hieroglyphs to the Emoji zorganizowano w małej galerii w obrębie muzeum. Można ją podziwiać niemal do końca przyszłego roku. Znajdują się na niej niewystawiane wcześniej obiekty z kolekcji własnej oraz wypożyczone z zagranicy. Moim celem jako egiptologa jest pokazanie ludziom, że coś tak starożytnego ma nadal odniesienie do tego, jak żyjemy dzisiaj.   « powrót do artykułu
  20. Muzeum Archeologiczne w Gdańsku i Mennica Gdańska zapraszają na uroczyste otwarcie i pokaz faksymile egipskiej Księgi Umarłych: 14 listopada 2019 r. o godz. 12:00 w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku (ul. Mariacka 25/26). Mecenasem tej niezwykłej akcji społecznej jest Dom Emisyjny Manuscriptum Czym jest egipska Księga Umarłych? To papirusowy manuskrypt z kursywnymi hieroglifami i kolorowymi ilustracjami pochodzący z ok. 1250 r. p.n.e., stworzony w starożytnym Egipcie dla tebańskiego pisarza Aniego. Oryginalny zwój został skradziony z egipskiego magazynu rządowego w 1888 r. przez sir E. A. Wallisa Budge'a i wysłany do British Museum, gdzie znajduje się do dzisiaj. Przed wysłaniem manuskryptu do Anglii Budge pociął zwoje o długości 78 stóp na 37 arkuszy. Księga Umarłych była swego rodzaju przewodnikiem po zaświatach. Starożytni wierzyli, że zapewnia duchową pomyślność i pomaga ochronić duszę przed demonami czyhającymi w drodze na sąd Ozyrysa. Czym jest faksymile? Faksymile to dokładna reprodukcja, wierne, naukowe odwzorowanie. Po raz pierwszy w historii mamy do czynienia z faksymile Księgi Umarłych wydanym na naturalnym papirusie. Cena emisyjna: 47 000 zł. Nad stworzeniem faksymile pracowało ponad 100 osób. Hiszpański wydawca Cartem użył najnowocześniejszej technologii, dzięki której oddane zostały nawet takie szczegóły, jak nierówności krawędzi arkusza. Premierowa prezentacja faksymile odbyła się podczas 23. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie w październiku 2019 r. Teraz dzieło przyjeżdża do Gdańska. Okazja jest wyjątkowa: tylko przez cztery dni mieszkańcy i turyści będą mogli oglądać na własne oczy wierną kopię egipskiej Księgi Umarłych. Księga będzie wystawiona w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku w dniach 14–17 listopada 2019 r. w godzinach otwarcia muzeum: czwartek – 12:00–16:00, piątek – 8:00–16:00, sobota – 10:00–16:00, niedziela – 10:00–16:00. Wstęp na ekspozycję Księgi Umarłych jest bezpłatny. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...