Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' Neptun'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 6 results

  1. Podobny do komety obiekt najpierw przebył miliardy kilometrów podążając w stronę Słońca, a teraz zrobił sobie przerwę w pobliżu Trojańczyków, grupy planetoid krążących wokół Słońca po orbicie podobnej do orbity Jowisza. Po raz pierwszy w historii astronomom udało się zaobserwować podobny do komety obiekt w pobliżu planetoid trojańskich. Wspomniany obiekt należy do lodowych Centaurów znajdujących się pomiędzy Jowiszem a Neptunem. Czasami któryś z Centaurów zaczyna podróż w stronę Słońca i wówczas – rozgrzewany przez naszą gwiazdę – nabiera cech komety. Obiekt został zaobserwowany przez Teleskop Hubble'a. Dzięki niemu możemy obserwować tak typowe dla komety cechy jak warkocz (ogon) i komę (atmosferę). Tylko Hubble może z takiej odległości tak szczegółowo pokazać nam tego typu obrazy. Dzięki niemu możemy obserwować warkocz i komę rozciągające się na odległość ok. 650 000 kilometrów, mówi Bryce Bolin z Caltechu. Przechwycenie Centaura jest bardzo rzadkim wydarzeniem. Gość musiał wlecieć na orbitę pod odpowiednim kątem, by wydawało się, że dzieli orbitę z Jowiszem. Wciąż badamy, jak został przechwycony i wylądował wśród Trojańczyków. Podejrzewamy, że ma to związek z wcześniejszym bliskim spotkaniem z Jowiszem, dodaje uczony. Symulacje komputerowe wykazały, że obiekt P/2019 LD2 (LD2) prawdopodobnie dwa lata wcześniej podleciał blisko do Jowisza. Oddziaływanie grawitacyjne planety skierowało Centaura w kierunku Trojańczyków, którzy wyprzedzają Jowisza o ponad 700 milionów kilometrów. Niezwykły obiekt został po raz pierwszy zauważony przez teleskopy University of Hawaii, a japoński astronom-amator Seiichi Yoshida poinformował uczonych pracujących przy Hubble'u, że obiekt może wykazywać aktywność podobną do komety. Obecna lokalizacja LD2 jest zaskakująca, jednak Bolin zastanawia się, czy tego typu „przystanek” nie jest czasem częstszym zjawiskiem. Być może to część standardowej trasy niektórych komet, przelatujących w pobliżu Jowisza i Trojanów. Centaur prawdopodobnie nie pozostanie zbyt długo z Trojanami. Symulacje pokazują, że w ciągu kolejnych dwóch lat powinien znowu spotkać się z Jowiszem. Planeta wyrzuci kometę w dalszą podróż do wewnętrznych części Układu Słonecznego. Wynika z nich również, że za około 500 000 lat LD2 z 90% prawdopodobieństwem zostanie wyrzucony z Układu Słonecznego i stanie się kometą międzygwiezdną.   « powrót do artykułu
  2. Z badań przeprowadzonych przez szwajcarsko-duński zespół naukowy wynika, że pojazdy wysłane w przyszłej dekadzie w kierunku Urana i Neptuna mogą zostać wykorzystane do badania fal grawitacyjnych. Zdaniem naukowców, analiza sygnałów radiowych wysyłanych na Ziemię przez pojazdy znajdujące się w zewnętrznych obszarach Układu Słonecznego, pozwoli na analizowanie zaburzeń czasoprzestrzeni wywoływanych przez fale grawitacyjne. Autorzy najnowszych badań twierdzą, że fale grawitacyjne wywołają w falach radiowych efekt Dopplera. Gdy fala grawitacyjna przechodzi przez sygnał radiowy, może go nieco zakłócić powodując przesunięcie częstotliwości. Możemy wykryć te niewielkie zakłócenia i z nich wnioskować o przechodzącej fali grawitacyjnej, mówi główny autor badań Deniz Soyuer z Uniwersytetu w Zurichu. Pomysł Soyeura i jego zespołu nie jest oryginalny. Już wcześniej próbowano w ten sposób wykrywać w ten sposób fale grawitacyjne. Próbowała tego m.in. NASA, używając w tym celu sondy Horizon, znajdującej się obecnie w Pasie Kuipera. Dlaczego więc tym razem miałoby się udać? Naukowcy mówią, że chodzi o czas i cel misji. Proponowane misje na Urana i Neptuna mogą zostać wystrzelone około roku 2030. Minie wiele lat, zanim dotrą do celu. W tym czasie będzie wiele okazji, by wykorzystać je do badania fal grawitacyjnych. W ciągu roku będzie jedno, trwające 6 do 8 tygodni, idealne okienko czasowe, kiedy pozycja Ziemi, Słońca i pojazdu będzie odpowiednia do tego typu obserwacji. Zatem w ciągu 10-letniej podróży będziemy mieli 10 takich okienek badawczych, wyjaśnia Soyuer. Olbrzymią zaletą propozycji jest fakt, że sondy nie musiałyby zabierać ze sobą żadnego specjalnego sprzętu. Już teraz wszystkie misje są wyposażane w instrumenty badające efekt Dopplera, gdyż to właśnie dzięki nim możemy określać pozycję pojazdu w przestrzeni kosmicznej oraz dokonywać pomiarów oddziaływania grawitacyjnego planet. Podstawy proponowanych przez nas badań są bardzo proste, jednak same badania będą trudne, gdyż zmiany częstotliwości powodowane przez fale grawitacyjne są niezwykle małe dodaje Soyuer. Dodatkowym problemem będzie odfiltrowanie szumów z sygnału. A jednym z największych źródeł takiego szumu jest szum mechaniczny generowane przez anteny odbiorcze na Ziemi. Naukowcy wierzą jednak, że w najbliższym czasie dokonamy na tyle dużego postępu technicznego, że odfiltrowanie szumu i rejestrowanie niewielkich zmian częstotliwości sygnału radiowego będzie możliwe, co pozwoli nam wykorzystać pojazdy lecące w kierunku Neptuna i Urana do badania fal grawitacyjnych generowanych np. przez czarne dziury o masie gwiazdowej krążące wokół supermasywnych czarnych dziur. Jeśli takie badania udałoby się przeprowadzić, byłyby one świetnym uzupełnieniem naszej wiedzy. Obecnie wykrywamy fale grawitacyjne dzięki detektorom LIGO/Virgo. Kolejnym ważnym krokiem w kierunku badań fal grawitacyjnych ma być misja LISA (Laser Interferometer Space Antenna), czyli planowane przez ESA na rok 2034 umieszczenie w przestrzeni kosmicznej trzech pojazdów wykrywających fale grawitacyjne. « powrót do artykułu
  3. Przechwytywanie aerodynamiczne (aerocapture) to wciąż opracowywana metoda umieszczania pojazdów na orbicie innych planet i księżyców. Technika ta pozwoliłaby umieszczać na orbitach znacznie większe ładunki niż obecnie. To zaś oznacza olbrzymie oszczędności, gdyż zamiast dwóch lub trzech misji naukowych badających np. Jowisza, można by zorganizować jedną. Ten jeden pojazd mógłby bowiem zabrać na pokład znacznie więcej instrumentów naukowych niż obecnie. Umieszczenie satelity na orbicie innej planety to niełatwe zadanie. Pędzący z olbrzymią prędkością pojazd trzeba bowiem wyhamować do odpowiedniej prędkości i umieścić go na orbicie. Najlepiej kołowej. Manewry takie wymagają zużycia olbrzymich ilości paliwa. A im pojazd cięższy, tym więcej paliwa potrzebuje. To poważny czynnik ograniczający masę sond, które obecnie wysyłamy, by badały Układ Słoneczny. Przechwytywanie aerodynamiczne to pomysł, który polega na chwilowym wejściu pojazdu w atmosferę planety. W wyniku oddziaływania z atmosferą pojazd zwalnia, a gdy osiągnie odpowiednią prędkość, opuszcza atmosferę i trafia na orbitę planety. Tego typu manewr wymagałby znacznie mniej paliwa niż obecnie używane techniki spowalniania sond kosmicznych. Już wcześniejsze wyliczenia dla ośmiu potencjalnych misji planetarnych, w których dokonano bezpośredniego porównania pomiędzy przechwytywaniem aerodynamicznym a innymi zaawansowanymi technikami, takimi jak hamowanie atmosferyczne, wykorzystanie energii chemicznej lub słonecznej elektrycznej do spowolnienia pojazdu, wykazały jak olbrzymie korzyści niesie ze sobą nowa technika. Porównanie wykazało, że przechwytywanie atmosferyczne umożliwia umieszczenie pojazdu na orbicie eliptycznej wokół Neptuna i na orbitach kołowych Jowisza i Saturna. Ponadto w przypadku pięciu innych misji pozwala na umieszczenie na orbicie ładunku o znacznie większej masie bez zwiększania kosztów misji. I tak pojazd na orbicie kołowej wokół Wenus mógłby mieć o 79% większą masę, niż gdy do wyhamowania użyje się innych technik. Jeśli byśmy chcieli umieścić ten pojazd na orbicie eliptycznej, to jego masa mogłaby być o 43% większa. Dla orbity kołowej Marsa możemy zwiększyć masę pojazdu o 15%, dla orbity kołowej wokół Tytana jego masa może być większa o 280%, a jeśli chcielibyśmy wysłać sondę na orbitę eliptyczną Urana, to może on mieć masę o 218% większa, niż w przypadku innych technik. Dotychczasowe badania wykazały też, że na przykład wykorzystanie przechwytywania atmosferycznego dla misji na Neptuna wymaga budowy pojazdu o doskonałości aerodynamicznej między 0,6 a 0,8. Obecnie stosowane nosy pojazdów wchodzących w atmosferę innych planet mają doskonałość aerodynamiczną rzędu około 0,25. Badania sprzed kilkunastu lat dowiodły, że w takim przypadku wykorzystanie przechwytywania atmosferycznego wymagałoby stosowania olbrzymich osłon termicznych na niemal całym pojeździe, a i tak pojazd uległby zniszczeniu. Najnowsze osłony termiczne również nie zdałyby egzaminu. Zespół Roberta Mosesa z Langley Research Center informuje, że właśnie rozwiązał zarówno problem doskonałości aerodynamicznej jak i osłon termicznych. Naukowcy proponują umieszczenie w pojeździe magnesów. Pole magnetyczne tych, znajdujących się blisko czubka nosa pojazdu znacząco odsunie miejsce powstawania fali uderzeniowej, znacząco zmniejszając przepływ ciepła, dzięki czemu nie trzeba będzie stosować olbrzymich osłon termicznych. Z kolei magnesy umieszczone na bokach nosa zwiększą siłę nośną, a przez to i doskonałość aerodynamiczną. Moses twierdzi, że taki system można wykorzystać nie tylko do umieszczania pojazdów na orbicie, ale również i w pojazdach, które mają lądować. Dzięki temu zaś misja załogowa mogłaby dotrzeć do Marsa w ciągu 39 dni, a nie – jak się obecnie prognozuje – w ciągu 100 lub więcej dni. « powrót do artykułu
  4. Środowisko naukowe jest coraz bardziej zainteresowane zorganizowaniem dużej misji do Urana lub Neptuna, a jeszcze lepiej do obu planet. Te lodowe giganty to nieodkryte terytorium badań planetarnych. Wysłany przez człowieka pojazd odwiedził je tylko raz i to na krótko. W pobliżu obu planet w latach 80. przeleciał Voyager 2. Już przed 3 laty informowaliśmy, że część specjalistów z NASA zwraca uwagę, iż powoli kończy się czas na zorganizowanie tego typu misji. Jeśli w ciągu najbliższych lat nie rozpoczną się przygotowania, to na kolejną okazję do zbadania obu planet trzeba będzie czekać wiele kolejnych lat. Wtedy też cytowaliśmy Amy Simon, współprzewodniczącą grupy Ice Giants Pre-Decadal Study, która mówiła, że preferowana misja to umieszczenie orbitera w atmosferze Urana lub Neptuna. Dostarczy to najlepszych danych naukowych, pozwoli na dogłębne zbadanie całego systemu planetarnego: pierścieni, satelitów, atmosfery i magnetosfery. W styczniu bieżącego roku ta sama Amy Simon zorganizowała w Royal Society w Londynie spotkanie dotyczące tego typu misji. Najwyższy na to czas. Na początku lat 30. dojdzie bowiem do korzystnej koniunkcji pomiędzy Neptunem, Uranem a Jowiszem. Pozwoliłaby ona na skorzystanie z asysty grawitacyjnej Jowisza podczas podróży do Urana i Neptuna. Dzięki tej asyście czas podróży uległby skróceniu, więc ewentualna sonda mogłaby dotrzeć do któregoś z lodowych olbrzymów w czasie, gdy jej instrumenty będą w dobrym stanie, a ona sama będzie miała wystarczająco dużo paliwa na długotrwałe badania. Wykorzystanie Jowisza do przyspieszenia statku kosmicznego pozwoli też na zabranie mniejszej ilości paliwa, a więc będzie więcej miejsca na instrumenty naukowe. Jeśli jednak chcemy skorzystać z asysty grawitacyjnej Jowisza, to misja do Neptuna musiałaby zostać wystrzelona około 2031 roku, a do Urana nie później niż około 2035 roku. Czasu pozostało bardzo mało. Taką misję mogłaby zorganizować NASA lub byłoby to wspólne przedsięwzięcie, gdzie pierwsze skrzypce będzie grała NASA. Przygotowanie dużej misji o budżecie liczonej w miliardach dolarów zajmuje zwykle 7-10 lat. To, czy taka misja się odbędzie zależałoby od przyjęcia jej założeń w Planetary Science Decadal Survey. Okresowy przegląd tego programu odbędzie się w 2022 roku. Pozostały zatem dwa lata na przygotowanie założeń i planów misji. Jednak nawet i dobry plan nie gwarantuje sukcesu, gdyż z pewnością propozycje zorganizowania wyprawy do Urana czy Neptuna będą musiały konkurować z propozycjami dotyczącymi przywiezienia próbek z Marsa czy eksploracji Wenus. Jak zauważa Leigh Fletcher z University of Leicester, naukowcy zajmujący się lodowymi olbrzymami są daleko w tyle za kolegami specjalizującymi się w badaniach Marsa i Wenus. My nawet nie zakończyliśmy odpowiednika pierwszej fazy badań, którą Mars i Wenus mają dawno za sobą, stwierdza uczony. Fletcher mówi, że misja do którejś z lodowych planet powinna zawierać umieszczenie orbitera oraz wysłanie próbnika w atmosferę planety lub księżyca, tak jak uczyniono to w przypadku Saturna. Naukowcy postrzegają obie planety jako bliźniacze. Mają bowiem podobną masę i rozmiary. Jednak nikt nie wie, na ile rzeczywiście są podobne, jaki jest ich skład i jak powstały. Wykorzystywane modele obliczeniowe nie wyjaśniają dobrze ich struktury wewnętrznej, nie dają też odpowiedzi na pytanie, dlaczego bardziej odległy od Słońca Neptun wydaje się cieplejszy niż Uran. Zakłada się, że są zbudowane głównie z zamarzniętej wody lub z zamarzniętego amoniaku. Zbadanie obu planet znakomicie poszerzyłoby naszą wiedzę o egzoplanetach, gdyż około 40% znanych egzoplanet to lodowe olbrzymy. Dlatego też naukowcy chcieliby zorganizować misję chociaż do jednej z nich. Misja do obu byłaby zbyt kosztowna Trudno też zdecydować, którą z nich wybrać jako cel. Neptun wydaje się bardziej obiecujący, gdyż przy okazji można by zbadać jego księżyc, Trytona, który jest prawdopodobnie aktywny geologicznie, a pod jego powierzchnią może znajdować się ocean wody w stanie ciekłym. Z drugiej jednak strony Uran ma więcej dziwnych właściwości, których wyjaśnienie jest trudniejsze na gruncie obecnej wiedzy. Ponadto na zorganizowanie misji do Urana mamy więcej czasu. A czas się kończy. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) właśnie pracuje nad dwoma dużymi misjami, które miałyby się odbyć na początku przyszłej dekady. Nawet jeśli by zatwierdziła plany misji do Urana lub Neptuna w swoim najbliższym przeglądzie zadań, to może nie zdążyć z ich przygotowaniem na najbliższe okienko startowe. To zaś oznacza, że ESA mogłaby co najwyżej partycypować w misji zorganizowanej przez NASA. Oczywiście każda z tych agencji mogłaby przygotować mniejsza misję, związaną jedynie z przelotem obok któregoś z lodowych olbrzymów. To też poszerzyłoby naszą wiedzę, jednak nie pozwoliłoby na przeprowadzenie dogłębnych badań na jakie liczą naukowcy. Jeśli w 2031 roku wystrzelono by misję do Urana, to w roku 2036 pojazd skorzystałby z asysty grawitacyjnej Jowisza, a w 2043 roku dotarłby do Urana. Jeśli jednak nie wykorzystamy najbliższego okienka startowego, to kolejna okazja na wystrzelenie pojazdu pojawi się w połowie lat 40. Inną możliwością będzie wykorzystanie potężniejszego systemu rakietowego, takiego jak SLS przygotowywanego przez NASA. Jednak jego powstanie do kwestia kolejnych lat. « powrót do artykułu
  5. Najbliższy z księżyców Neptuna, Najada, wykonuje niezwykły taniec, który pozwala mu uniknąć zderzenia z innym księżycem, Talassą. Najada ma bardziej nachyloną orbitę i wędruje w górę i w dół względem Talassy. Dzięki niezwykłej orbicie Najady, oba księżyce – pomimo blisko przebiegających orbit – ani na siebie nie wpadną, ani żaden z nich nie zostanie wyrzucony w przestrzeń kosmiczną. Taki układ, jak w przypadku obu księżyców, nazywa się rezonansem orbitalnym. Dwa ciała tak na siebie wpływają, że utrzymują swoje orbity. Znamy inne przykłady rezonansu orbitalnego. Istnieje on np. pomiędzy Neptunem a Plutonem. Pluton okrąża Słońce dwukrotnie w czasie, gdy Neptun okrąża je trzykrotnie. Rezonans ten zapewnia obu planetom stabilne orbity. Rezonans orbitalny może być jednak siłą niszczycielską. Na przykład w pasie asteroid znajdują się obiekty, których orbity zostały zaburzone w wyniku rezonansu ze strony Jowisza. Rezonans Najady i Talassy jest jednak wyjątkowy w skali Układu Słonecznego. To dwa niewielkie księżyce, o średnicy około 100 kilometrów każdy. Talassa okrąża Neptuna w ciągu 7,5 godziny, a Najadzie zajmuje to 7 godzin. Jednak orbita Najady jest nachylona pod kątem niema 5 stopni względem orbity Talassy i równika Neptuna. To powoduje, że Najada porusza się w górę i w dół względem orbity Talassy, a ruch ten utrzymuje oba księżyce w bezpiecznej odległości. Ich orbity są stabilne, mimo że znajdują się blisko siebie. Oba księżyce znajdują się wewnątrz granicy Roche'a, co oznacza, że grozi im rozerwanie przez siły pływowe Neptuna. « powrót do artykułu
  6. Powoli kończy się czas, w którym ludzkość będzie miała szansę przeprowadzić tanią misję badawczą o potencjalnie olbrzymim znaczeniu naukowym. Mowa tutaj o misji na Trytona, księżyc Neptuna. Po raz pierwszy i ostatni mieliśmy szansę przyjrzeć się Trytonowi w 1989 roku, kiedy to mijała go sonda Voyager 2. Wykonała ona zdjęcia jednej strony księżyca. Jednak były to zdjęcia wyjątkowe. Widać było bowiem na nich gejzery, których nikt nie spodziewał się w tak odległym i zimnym miejscu. Naukowcy sądzą, że na Trytonie istnieje podziemny ocean., w którym może istnieć życie. Byłaby to olbrzymia sensacja, tym bardziej, że Tryton znajduje się daleko poza ekosferą. Widzieliśmy tylko część jego powierzchni, a było to w roku 1989. Sądzimy, że Tryton posiada ocean. Jego orbita jest silnie nachylona względem równika planety, co oznacza, że mógł on zostać przechwycony przez Neptuna z Pasa Kuipera, mówi Louise Prockter, dyrektor Lunar and Planetary Institute. Procker i jej zespół proponują, by w ramach prowadzonego przez NASA programu Discovery zorganizować tanią misję, która odwiedzi Trytona. To jednak nie będzie łatwe, gdyż inne zespoły naukowe mają pomysły na inne misje, w tym badanie Wenus czy przywiezienie na Ziemię próbek z Marsa. Jeśli jednak Procker przekonałaby NASA do swojego pomysłu, to decyzje muszą zapaść naprawdę szybko. Biorąc pod uwagę czas przygotowywania misji, to nie wystartowałaby ona wcześniej niż w roku 2026, a to oznacza, że na Trytona przybyła by w roku 2038, czyli niemal w ostatnim momencie. Jednym z celów proponowanej misji byłoby zrozumienie gejzerów, które zauważył Voyager. Uczeni przypuszczają, że to zjawisko podobne do tego, jakie występuje na Europie i Eceladusie. Jednak zespół Prockter nie jest jedynym, który proponuje misję w tamte regiony. Inna grupa naukowa ma pomysł znacznie większej misji badającej Urana i Neptuna oraz ich księżyców. Jednak jej zorganizowanie w najbliższym czasie jest jeszcze mniej prawdopodobne. Poza tym misja na Tytana mogłaby przetrzeć szlak dla większej wyprawy lub tez być jej częścią. Ponadto, jak zauważa Prockter, istnieją ważne powody, by na Trytona wybrać się już teraz, bez czekania na większą misję. Voyager zauważył bowiem bogate w azot pióropusze materiału na południowej półkuli Neptuna. Tak się bowiem złożyło, że gdy sonda tam przelatywała, akurat ten region planety był oświetlony przez Słońce, co prawdopodobnie przyczyniło się do powstania obserwowanego zjawiska. Jeśli chcemy zaobserwować to, co obserwował Voyager, musimy tam dotrzeć przed 2040 rokiem, podkreśla Prockter. Później bowiem Słońce przesunie się bardziej na północ i nie będzie można już obserwować podobnego zjawiska. Poza tym rozpoczęcie misji w 2026 roku pozwoli na niemal prostą podróż do celu. Na podobną okazję trzeba będzie poczekać ponad 80 lat. Podawane przez Prockter terminy są dość odległe. Tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że sonda New Horizons dotarła do Pluton w ciągu 9 lat. Jednak była to duża misja wystrzelona za pomocą potężniejszej rakiety. Misja Trident, bo tak jest ona roboczo nazywana przez zespół Prockter, byłaby znacznie tańsza, użyto by mniejszej rakiety, a na orbitę Neptuna pojazd trafiłby po 12 latach podróży. Ponadto Prockter chce wykorzystać sprzęt zaprojektowany na potrzeby wcześniejszych misji, co dodatkowo obniżyłoby koszty. Trident zabrałaby ze sobą dwa aparaty, spektrometr i magnetometr. Sfotografowałaby niemal całą powierzchnię Trytona. Tryton jest prawdopodobnie jednym z niewielu aktywnych geologicznie księżyców Układu Słonecznego. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...