Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags ' łódź'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 11 results

  1. Fundacja Mamy Serce i zespół Arete zapraszają na wyjątkowy koncert „Mamy serce dla serca”, który będzie podziękowaniem dla pracowników Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki za ratowanie życia dzieci. Bezpłatny koncert odbędzie się jutro, w niedzielę 25 września, o godzinie 12.00 do sali koncertowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I i II st. im. H. Wieniawskiego w Łodzi na ul. Sosnowej 9. Bilety można pobrać tutaj: https://app.evenea.pl/event/koncertmamysercedlaserca/ Zespół Arete ma na swoim koncie 8 płyt. Tworzą go poznańscy artyści, którzy wykonują piosenkę literacką przeplataną elementami bluesa, jazzu, flamenco i rocka. Chcą, wraz z Fundacją Mamy Serce, okazać wdzięczność ludziom którzy codziennie walczą o życie i zdrowie małych pacjentów. Na pomysł wyjątkowej formy podziękowania wpadł jeden z członków zespołu. Lekarze z ICZMP uratowali zdrowie jego dziecka. Zespół więc nagrał płytę, którą zadedykował Fundacji Mamy Serce i wszystkim tym, którzy wspierają jej działania na rzecz dzieci z wrodzonymi wadami serca. A teraz zagra w Łodzi, by podziękować lekarzom i całemu personelowi Centrum Zdrowia. Podczas koncertu usłyszymy m.in. utwory z płyty „Mamy serce dla serca”, do których słowa napisał Jerzy Strug. Wraz z multiinstrumentalistą Grzegorzem Kopalą skomponował melodie i stworzył muzykę. Płyta została wydana m.in. pod patronatem Polskiego Radia Wrocław. « powrót do artykułu
  2. Przy Muzeum Etnograficznym w Łodzi odkryto ceglaną obudowę jednej z najstarszych publicznych studni w mieście, a przy niej komorę po mechanicznej pompie. Tym samym potwierdziły się przypuszczenia, że podczas przebudowy placu Wolności zostaną znalezione pozostałości miejskich studni. Jak podkreślono w komunikacie na stronie Łódź. pl, studnia jest zasypana, ale archeolodzy podejmą próbę jej częściowego odkrycia. Na placu Wolności działały 4 ogólnodostępne studnie o głębokości ok. 50 m. Najstarsza znajdowała się przy ratuszu. Oprócz tego publiczne ujęcia wody działały na ulicach Piotrkowskiej i Wólczańskiej, alei Kościuszki, na placach Kościelnym i Dąbrowskiego, a także na rynkach: Starym, Górnym, Wodnym i Zielonym. Przez brak sieci wodociągowej łodzianie czerpali wodę wyłącznie ze studni - publicznych, podwórkowych, fabrycznych oraz parkowych. Było ich ok. 10 tys. Wg Urzędu Miasta Łodzi, wskutek nadmiernego czerpania wody przez fabryki i mieszkańców studnie często wysychały i trzeba je było pogłębiać. W Łodzi walczono o dostęp do wody, ponieważ była ona drogocennym towarem zarówno dla mieszkańców, jak i właścicieli zakładów. Lepszej jakości woda oznaczała niższe koszty produkcji przędzy czy wykańczania materiałów. Najgłębsze studnie podwórkowe miały ponad 100 m, a te fabryczne nawet powyżej 600 m. Ponieważ nagromadzenie studni w śródmieściu było bardzo duże, wskutek intensywnego korzystania z jednego ujęcia kończyło się brakiem wody w studniach na sąsiednich podwórkach. Kolejnym problemem była bliskość dołów kloacznych, która prowadziła do zanieczyszczenia wody bakteriami. Woda z miejskiego wodociągu popłynęła do mieszkań w śródmieściu dopiero po II wojnie światowej. « powrót do artykułu
  3. Doktorzy Justyna Anders-Morawska i Michał Sędkowski z Uniwersytetu Łódzkiego prowadzą badania dotyczące pejzażu dźwiękowego miasta. Na razie skupiają się na Łodzi, ale w niedługiej perspektywie czasowej zaczną podobne projekty dot. Tampere (Finlandia) i Manchesteru (Wielka Brytania). Jak wyjaśnia kierowniczka projektu, dr Anders-Morawska, do podjęcia tematu zainspirowała ją własna wrażliwość na dźwięki: słuch muzyczny wykorzystywany przy grze na fortepianie i nadwrażliwość na hałas. Połączyć politykę miejską z tematyką dźwiękową Na co dzień specjalistka zajmuje się polityką miejską. Zależało jej jednak, by w pracy badawczej uwzględnić szeroko pojętą tematykę dźwiękową. Dlatego w projekcie mają się pojawić  [...] kwestie współrządzenia i współdecydowania o pejzażu dźwiękowym miasta przez mieszkańców, potencjału dźwięków w opowiadaniu o tożsamości miasta oraz estetyzacji miasta – uczynienia go pięknym, również w odbiorze słuchowym. Dr Anders-Morawska dodaje, że zamierza rozważyć zagadnienia związane z prawem do ciszy i prawem do emitowania dźwięku. Oprócz tego planuje zbadać, jak pejzaż dźwiękowy miasta odzwierciedla stosunki władzy oraz priorytety polityczne, ekonomiczne i społeczne. Wg niej, należy również odpowiedzieć na pytanie, gdzie w tym wszystkim jest przestrzeń dla współtworzenia dźwięków miasta przez bezpośrednio zainteresowanych. Wspólne wyzwanie: poprawa pejzażu dźwiękowego miasta Naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ) chcą spojrzeć na pejzaż dźwiękowy miasta z wielu perspektyw. Celem ich projektu jest więc m.in. ustalenie, w jaki sposób mieszkańcy, władze i artyści mogliby współpracować, żeby go poprawić. Moim marzeniem jest, aby dźwięki miasta przestały być traktowane jako rzeczywistość zastana, na którą nie mamy wpływu, lub jako odpad. Do tego potrzeba zwiększonej świadomości – tutaj ogromna rola edukacji dźwiękowej – i zbudowania pewnej masy krytycznej: praktyków samorządowych, przedstawicieli trzeciego sektora, inicjatyw oddolnych, urbanistów, architektów, akustyków, ekologów, artystów, dla których stereotypowa kakofonia miasta jest wyzwaniem wartym podjęcia - mówi dr Anders-Morawska. Pomóż naukowcom - wypełnij kwestionariusz Badania naukowców z UŁ można wesprzeć, wypełniając anonimowy kwestionariusz. W komunikacie prasowym zaznaczono, że ma on pomóc w określeniu, jak osoby przebywające w Łodzi odbierają dźwięki tego miasta i które z nich są dla nich pożądane, a które wręcz przeciwnie. Ankieta „Pejzaż dźwiękowy Łodzi - cisza, dźwięk, hałas” składa się z 4 stron. Jej wypełnienie zajmuje ok. 15 minut. « powrót do artykułu
  4. Archeolodzy z NIKU (Norweski Instytut Badań nad Dziedzictwem Kulturowym) znaleźli w Øyesletta pochówek na statku pochodzący z czasów wikingów. Odkrycia za pomocą georadaru dokonano w ramach badań archeologicznych prowadzonych przed budową nowej drogi. Na obszarze, o którym wiedziano, że jest jednym z największych miejsc pochówku w regionie Sørlandets georadar wykazał obecność pochówku w łodzi oraz kilku kopców pogrzebowych. To niezwykle ekscytujące. Zarówno samo odkrycie, jak i wykazanie, że georadar daje nam nowe możliwości, mówi odkrywca łodzi Jani Causevic. Na sześciomiejscowej łodzi o długości 8–9 metrów znajduje się co najmniej jeden pochówek. Wszystko wskazuje na to, że łódź najpierw wkopano w grunt, a następnie usypano nad nią kopiec. Na razie nie wiadomo, jak wiele zachowało się z samej łodzi i przedmiotów złożonych do grobu. Jeszcze 150 lat temu w gminie Kvinesdal, gdzie znajduje się Øyesletta, znajdowały się jedne z największych kopców grobowych w Sørlandet. Były one ulokowane na przestrzeni setek metrów wzdłuż głównej drogi. Wszystkie zostały jednak zniszczone przez dziesięciolecia prac polowych prowadzonych za pomocą coraz nowocześniejszych maszyn. Obecnie nikt nie wie, ile było kopców, a archeologom udało się udokumentować jedynie szczątki niektórych z nich. Dzięki tym ocalonym przez archeologów resztkom wiemy, że cały obszar pochówków w Øyesletta był wykorzystywany pomiędzy 2000 a 1500 lat temu. Chowano tam osoby należące do wyższych warstw społecznych. Zidentyfikowany właśnie pochówek na łodzi jest pierwszym znalezionym w gminie Kvinesdal. W regionie Sørlandet tego typu pochówki były już znajdowane. Większość z nich była jednak mniejsza, niż znaleziona właśnie łódź. Pochówki na łodzi zawsze stanowią jedynie niewielką część wszystkich pochówków. Były one wykorzystywane przez małą część populacji. Jednak, przynajmniej w Sørlandet, należą one do najwspanialej wyposażonych grobów.   « powrót do artykułu
  5. W pobliżu starożytnego sumeryjskiego miasta Uruk wydobyto łódź sprzed 4000 lat. Została wykonana z bitumenu i materiału organicznego, który się nie zachował. Archeolodzy, którzy dokonali odkrycia, wykonali wstępne badania i skanowanie trójwymiarowe. Teraz będzie można go zbadać bardziej szczegółowo, a w przyszłości, po konserwacji, łódź może trafić na wystawę do Muzeum Narodowego Iraku w Bagdadzie. W pobliżu Uruk, na terenie byłych starożytnych kanałów, pól uprawnych i małych osad, znajduje się chronione stanowisko archeologiczne, które jest ilustracją życia  sprzed tysięcy lat. Wspomnianą łódź po raz pierwszy zauważono w 2018 roku podczas prowadzenia szczegółowej dokumentacji. Już wówczas część łodzi była widoczna na powierzchni. W ciągu kolejnych lat erozja powodowała, że z gruntu wystawał coraz większy fragment zabytku, któremu coraz bardziej zagrażał pobliski ruch. Iracko-niemieckiemu zespołowi archeologicznemu udało się wydobyć niezwykłe znalezisko. Jak na swój wiek, łódź świetnie się zachowała. Była wykonana z materiału organicznego (trzciny, drewna lub liści palmowych), który pokryto bitumenem. Łódź ma 7 metrów długości i do 1,4 metra szerokości. Grubość bitumentu nałożonego na materiał organiczny w wielu miejscach nie przekracza 1 centymetra. Materiał organiczny się nie zachował i jest widoczny wyłącznie jako odcisk na bitumenie. Kontekst archeologiczny wskazuje, że łódź zatonęła w rzece przed 4000 lat. Zabytek wydobyto z gruntu wraz z pokrywającą go gliną i innymi osadami. Zgodnie z irackim prawem, łódź została przekazana do Muzeum Narodowego Iraku do dalszych badań. « powrót do artykułu
  6. Zaprojektowany przez Wojciecha Samołyka kolekcjonerski gramofon Oscar wzbogaci zbiory powstającej łódzkiej Mediateki. Gramofon zaprezentowano na konferencji prasowej w Bibliotece Wolność. Mediateka będzie jedyną instytucją publiczną z takim sprzętem; może się nim pochwalić kilku prywatnych kolekcjonerów na świecie. Oscar jest wart kilkadziesiąt tysięcy złotych. Same materiały, z których go wykonano, kosztują ok. 30 tys. zł. Wojciech Samołyk - z wykształcenia architekt - jest zafascynowany brazylijskim architektem Oscarem Niemeyerem. Dizajn gramofonu to swego rodzaju hołd dla tego twórcy i jego superprojektu budynku parlamentu z modernistycznego miasta Brasília. W pewnym momencie, widząc ten obiekt na zdjęciach z lotu ptaka, zrozumiałem, że układ form stworzony przez Niemeyera to jest także gramofon! Postanowiłem oddać hołd mojemu mistrzowi, realizując jego słynne dzieło jako "Tribute to Oscar Niemeyer" - w postaci gramofonu Tentogra Oscar - powiedział twórca marki Tentogra w wywiadzie udzielonym Wojciechowi Pacule z magazynu High Fidelity. Wg Samołyka, hipernowoczesna konstrukcja Mediateki także łączy się z projektem Brazylijczyka. We wpisie na witrynie firmowej Samołyk przyznał, że skonstruowanie gramofonu Oscar było jego idée fixe; prace nad nim trwały ponad rok. Samołyk, absolwent Politechniki Łódzkiej, już wcześniej, bo na przełomie wieków, próbował potraktować budowę gramofonu podobnie jak projekt architektoniczny. Niestety, wtedy nie było jeszcze możliwości technicznych, trudno było zdobyć odpowiednie komponenty. Napęd Oscara zasilany jest wyłącznie baterią, po to by uzyskać jak najbardziej stabilne obroty - daje to znaczącą różnicę w jakości dźwięku. Waga gramofonu ze stolikiem wynosi ~100 kg. Fundatorem sprzętu, który za kilka miesięcy trafi do Mediateki, jest Henryk Ulacha, prezes łódzkiej firmy Varitex. Mediateka, która powstaje przy ul. Moniuszki 5, ma być jedną z filii Biblioteki Miejskiej w Łodzi. Dagmara Śmigielska zapowiedziała, że w zbiorach płyt Mediateki znajdą się pozycje z polską i zagraniczną muzyką rockową, jazzową czy klasyczną - od lat 50. po czasy współczesne. Przed przekazaniem do Mediateki Oscar postoi w honorowym miejscu w bibliotece przy placu Wolności. « powrót do artykułu
  7. W Łodzi powstała pierwsza w Polsce samoobsługowa biblioteka. Z Szuflandii, bo tak się nazywa, można korzystać przez całą dobę. Jedyne, czego potrzebujemy, to karta biblioteczna. Podobne biblioteki działają już od dłuższego czasu w USA czy w Azji. Szuflandia to efekt współpracy Biblioteki Miejskiej i firmy Arfido. Nasza wypożyczalnia to polski prototyp.  Zależało nam na dotarciu do jeszcze szerszej grupy odbiorców. Szuflandia jest dostępna 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Nie ogranicza nas czas, jak również ewentualne pojawiające się obostrzenia związane z pandemią, powiedział dyrektor Biblioteki Miejskiej w Łodzi, Paweł Braun. Z automatycznej biblioteki mogą korzystać posiadacze kart bibliotecznych Biblioteki Miejskiej. Jedyny warunek – nie wolno przetrzymywać książek i nie wolno mieć nieuregulowanej kary. Jeśli jesteśmy takim wzorowym czytelnikiem, wystarczy, że zeskanujemy swoją kartę biblioteczną w czytniku Szuflandii i wpiszemy numer skrytki, z której chcemy wypożyczyć książkę. Możemy też wybrać tytuł z listy. Skrzynka się otworzy i możemy wyjąć książkę. W ten sposób możemy wypożyczyć 2 książki. Do Szuflandii możemy również oddawać książki, jednak tylko te, które wcześniej z niej wypożyczyliśmy. Wystarczy zeskanować kartę i spisać numer pustej skrzynki. Wkładamy tam książkę i już. Możemy też w ten sposób zwrócić książki przetrzymane. Zwrot automatycznie przerywa naliczanie kary, ale przed ponownym skorzystaniem z Szuflandii musimy karę uregulować. W razie awarii Szuflandii książki można zwrócić w bibliotece. Szuflandia to na razie program pilotażowy. W automacie znajdzie się niemal 100 tytułów. Jeśli testy wypadną pomyślnie to w niedalekiej przyszłości na terenie miasta powinno pojawićsię więcej automatów z książkami. « powrót do artykułu
  8. Górnicy pracujący w serbskiej kopalni odkrywkowej Kostolac natrafili na niezwykłe znalezisko. W łożysku rzeki odkryli trzy łodzie pochodzące prawdopodobnie z czasów rzymskich. Zabytki liczą sobie co najmniej 1300 lat. Największa z łodzi ma 15 metrów długości i została wykonana technikami wykorzystywanymi przez Rzymian. Dwie mniejsze jednostki wydłubano z pojedynczych pni i odpowiadają opisom łodzi, jakich używali Słowianie do przekraczania Dunaju i atakowania rzymskiego pogranicza. Kopalnia Kostolac znajduje się w pobliżu rzymskiego miasta Viminacium. W przeszłości była to prowincjonalna stolica, w której stacjonowały rzymskie okręty patrolujące Dunaj. W czasach Imperium Rzymskiego sam Dunaj lub jedna z jego dużych odnóg płynęła przez obecną kopalnię. Znalezione łodzie znajdowały się na szczycie 15-metrowego usypiska żwiru i były przykryte 7-metrową warstwą gliny i mułu. Niestety największa z jednostek została poważnie uszkodzona przez sprzęt górnicy. Zniszczeniu uległo 35-40 procent statku. Archeolodzy zebrali wszysktie szczątki i powinniśmy być w stanie odtworzyć pełną jednostkę, mówi Miomir Korac, dyrektor Instytutu Archeologii, który stoi na czele Viminacium Science Project. Obecnie wiemy, że największa ze znalezionych jednostek posiadała pojedynczy pokład i była napędzana co najmniej 6 parami wioseł. Wyposażono ją też w mocowanie na żagiel. Jej załogę stanowiło prawdopodobnie 30-35 marynarzy i była używana do długodystansowych podróży. Na jej kadłubie znaleziono ślady napraw. Deski statku połączono za pomocą gwoździ i innych żelaznych elementów. Mniejsze łodzie były wykonane bardzo prostymi technikami, chociaż na jednej z nich widać zdobienia. Chociaż większa jednostka została wykonana rzymskimi technikami, równie dobrze może ona pochodzić z czasów Bizancjum lub ze średniowiecza. Bez datowania radiowęglowego lub analizy geologicznej nie można dokładnie określić jej wieku. Na razie jednak, z powodu pandemii, takich badań nie można wykonać, gdyż laboratoria się zamknięte. Jednak z dużym prawdopodobieństwem mamy do czynienia z jednostkami z epoki Imperium Romanum. W dokumentach brak bowiem wzmianki o portach czy im podobnej infrastrukturze, która istniałaby w okolicy po tym, jak w VI wieku Viminacium zostało zajęte przez najeźdźców. Być może wspomniane łodzie to świadkowie bity pomiędzy Rzymianami a Słowianami. W historycznych źródłach brak jednak wzmianek o takiej bitwie w pobliżu Viminacium, chociaż wiemy, że dochodziło do kilku bitew w górze rzeki, bliżej rzymskich portów Singidunum i Sirmium. Trzeba tutaj zauważyć, że mniejsze jednostki to typowe dłubanki. Nie służyły to tocznia bitew na wodzie. Z dokumentów wiemy, że gdy do takiego starcia dochodziło, rzymskie okręty z łatwością radziły sobie z dłubankami. Być może więc mamy tutaj do czynienia z celowym zatopieniem rzymskiej jednostki przez wycofujące się rzymskie oddziały? Bez dalszych prac i dodatkowego datowania trudno będzie odpowiedzieć na te pytania. Viminacium było stolicą prowincji Moesia Superior. Miasto założono w I wieku naszej ery, a w szczycie rozwoju zamieszkiwało je 40 000 osób. Było jednym z największych miast swoich czasów. Leżało przy Via Militaris, 924-kilometrowej drodze łączącej Singidunum (Belgrad), a biegnącej przez Serdicę (Sofia), Philippopolis (Płowdiw) do Konstantynopola (Istambuł). W Viminacium stacjonował Legion VII Claudia Pia Fidelis, który brał udział m.in. w wojnach galijskich i w słynnej bitwie pod Farsalos. Viminacium zostało splądrowane przez Hunów w V wieku. Odbudował je cesarz Justynian. W VI wieku całkowicie zniszczyli je Słowianie.   « powrót do artykułu
  9. W pobliżu klasztoru Matki Boskiej Kazańskiej zatrudnieni tam robotnicy znaleźli na dnie Wołgi niezwykły obiekt. Gdy na miejsce przybyli naukowcy z Politechniki w Samarze i wspierający ich profesjonalni nurkowie, okazało się, że znalezisko do licząca sobie ponad 600 lat łódź. Łódź leży na głębokości 10 metrów. Badania prowadzone za pomocą podwodnych skanerów ultradźwiękowych oraz podwodnego robota przyniosły zaskakujące wyniki. Okazało się, że łódź ma aż 50 metrów długości i 20metrów szerokości. Badania ujawniły zachowane wręgi, wielki łańcuch oraz liny. Nurkowie wydobyli kawałek drewna oraz półmetrowy gwóźdź. Badania radiowęglowe wykazały, że jednostka pochodzi z około roku 1415 (± 85 lat). Jeśli datowanie jest prawidłowe, to łódź pochodzi z XIV-XV wieku, mówi Jekaterina Semenowa, dziekan Wydziału Socjologii, Nauk Politycznych i Historii Ojczyzny Politechniki w Samarze. W tym czasie Wołga nie należała do państwa rosyjskiego, jednak wzdłuż jej brzegów istniało słowiańskie osadnictwo, a sama Wołga była szlakiem komunikacyjnym przebiegającym przez różne państwa. Musimy odpowiedzieć na wiele pytań dotyczących przeznaczenia oraz właściciela tej jednostki. Można dopuszczać hipotezę, że należała ona do któregoś z księstw ruskich, jednak jej rozmiary są zaskakujące. Możliwe zatem, że pochodzi ona z Azji, Skandynawii lub Europy Zachodniej. Na podstawie posiadanych danych trudno stwierdzić, czy była używana do celów handlowych czy wojskowych. Konieczne są dalsze badania, które dadzą odpowiedź na to i na wiele innych pytań, które dopiero się pojawią. Trzeba jednak podkreślić, że dotychczas nie znaleźliśmy w regionie Samary łodzi podobnych rozmiarów, która pochodziłaby z podobnego okresu. Interesujące wyniki dały też badania gwoździa. Okazało się, że w 99,5% składa się on z żelaza. To wskazuje na jego średniowieczne pochodzenie, gdyż późniejsze metale są zwykle stopami. Ale wskazuje też na wysoki poziom zaawansowania technologicznego, gdyż metal jest tylko w niewielkim stopniu zanieczyszczony węglem, siarką i fosforem. Jedyny dodatek to niewielka ilość miedzi. Znaleziona właśnie łódź jest unikatowa ze względu na swój wiek. Dotychczas znajdowano bowiem młodsze jednostki. « powrót do artykułu
  10. Na Isle of Wight znaleziono liczącą sobie 8000 lat strukturę, która może być najstarszym znanym miejscem budowy łodzi. Miejsce wykopalisk znajduje się na wschód od Yarmouth, a znaleziona drewniana platforma jest jedyną niemal nietkniętą drewnianą strukturą ze środkowej epoki kamienia odkrytą na terenie Wielkiej Brytanii. Obecnie stanowisko archeologiczne znajduje się 11 metrów poniżej poziomu morza, jednak w czasach, gdy wykorzystywano platformę, był to suchy ląd. Co ważne, było to przed pełnym uformowaniem się Morza Północnego, gdy Wyspa Wight wciąż miała połączenie lądowe z Europą. Miejsce odkryto już w 2005 roku. Zauważono wówczas drewniane struktury, które mogły być platformami, chodnikami lub pozostałością zawalonej konstrukcji. Dopiero teraz, za pomocą zaawansowanych technik fotogrametrycznych specjaliści z Maritime Archeological Trust określili, czym były te struktury. W pracach pomogło znalezienie nowej struktury wyłaniającej się z zatopionego lasu. To miejsce przynosi dowody na istnienie możliwości technologicznych, o których sądziliśmy, ze pojawiły się tysiące lat później. Widzimy tutaj zaawansowane techniki obróbki drewna. To bardzo ważne miejsce z punktu widzenia badania historii cywilizacji, stwierdził Garry Momber, dyrektor Maritime Archeological Trust. « powrót do artykułu
  11. W swoich "Dziejach" Herodot opisał sporządzane z drzew akantu łodzie, na których starożytni Egipcjanie transportowali Nilem towary. Niektórzy naukowcy podawali jego opis w wątpliwość, gdyż nie było żadnych archeologicznych dowodów, że baris, bo o nich mowa, w ogóle istniały. Niedawno w zatopionym porcie Heraklejon natrafiono jednak na świetnie zachowany egzemplarz. O odkryciu poinformowało Centrum Archeologii Morskiej Uniwersytetu w Oksfordzie. W 450 r. p.n.e. Herodot był świadkiem budowy baris. Dr Damian Robinson podkreśla, że bez dowodów archeologicznych naukowcy popełnili parę błędów przy interpretacji jego opisu. Z tego więc drzewa akantu tną na jakie dwa łokcie długie dyle, spajają je razem na modłę cegieł i budują statek w następujący sposób: Dokoła mocno wpuszczonych i długich kołków szeregują te dwułokciowe dyle; skoro zbudują statek, nakładają na nie belki poprzeczne. Szpągami wcale się nie posługują, a wpustki wewnątrz zatykają papirusem. Robią jeden tylko ster, który przebity jest przez pokład statku. Na maszt używają drzewa akantusowego, na żagle łyka papirusu. Te statki nie mogą żeglować w górę rzeki - chyba że wieje silny wiatr - lecz wleczone są z lądu. Tzw. łódź 17 ujawniła łukowato ukształtowany kadłub o nieznanej dotąd konstrukcji. Herodot wspomina, że baris miały długie wewnętrzne ożebrowanie. Nikt tak naprawdę nie wiedział, co to znaczy. [...] Potem odkryliśmy taki typ konstrukcji w łodzi 17. Trzeba potwierdzić, że to dokładnie to, o czym pisał starożytny historyk. Zachowało się ok. 70% kadłuba (pierwotnie mierzył on ok. 28 m). Wyraźnie widać, że na dyle z drzewa akantu nałożono poprzeczne belki, a całość wzmocniono kołkami. W osiowym sterze odkryto dwa okrągłe otwory na wiosła. Alexander Belov, którego książka o wraku pt. Ship 17: a Baris from Thonis-Heracleion ma się ukazać w tym miesiącu, uważa, że architektura łodzi 17 jest tak bliska opisowi Herodota, że mogła ona powstać w odwiedzonym przez niego warsztacie szkutniczym. Analiza tekstu słowo po słowie pokazuje, że niemal każdy detal odpowiada dowodom archeologicznym. « powrót do artykułu
×
×
  • Create New...