Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'populacja'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 18 results

  1. Na całym świecie mamy do czynienia ze spadającą populacją żab, dziesiątkowanych przez grzybice. Udowodniono, że do wymierania żab prowadzi utrata bioróżnorodności. Zmniejszając się populacja tych płazów świadczy także o postępującej degradacji środowiska naturalnego. Żaby są bowiem bardzo wrażliwe na zmiany, stanowią więc papierek lakmusowy zmian środowiskowych. Naukowcy, chcą uchronić żaby przed zagładą, hodują niektóre gatunki w niewoli, mając nadzieję, że gdy epidemia wygaśnie będzie można wypuścić je na wolność. Niestety Vance Vredenburg z San Francisco State University informuje, że wypuszczone żaby mogą nadal być narażone na działanie śmiercionośnego grzyba. Uczony zauważył, że w latach 2003-2010 populacja dwóch gatunków zamieszkujących Sierra Nevada znacznie się zmniejszyła, podczas gdy populacja trzeciego - Pseudacris regilla - utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Nie dzieje się tak dlatego, że Pseudacris regilla w jakiś sposób się nie zaraziły. Aż dwie trzecie przedstawicieli tego gatunku jest zarażonych grzybem. Jednak są nań odporne. A to oznacza, że jeśli nawet epidemia u pozostałych gatunków wygaśnie, to mogą się one ponownie zarazić od Pseudacris regilla. Matthew Fisher z Imperial College London uważa, że jedynym wyjściem jest hodowanie w niewoli żab zarażonych i niezarażonych. Istnieją bowiem dowody, że niektóre osobniki wykształcają oporność na grzyba. Selekcjonując je i krzyżując dalej z przedstawicielami własnego gatunku można by doprowadzić do sytuacji, w której cały gatunek zyska oporność. Taka metoda, chociaż obiecująca, będzie jednak bardzo kosztowna, zauważył Fisher.
  2. Jak monitorować zwierzęta żyjące w jakimś akwenie wodnym? Można je wyławiać, określać prawdopodobną wielkość stada/populacji czy zliczać (także w nowocześniejszy sposób, np. znakując obrożami z GPS-em), ale najnowsze badania zespołu z Muzeum Historii Naturalnej w Kopenhadze demonstrują, że wystarczy nabrać kieliszek wody. Okazuje się, że w próbce o pojemności ok. 20 ml znajdują się ślady DNA wszystkich zwierząt zamieszkujących jezioro czy staw. Metoda okazała się tak skuteczna nie tylko w określaniu, jakie istoty zamieszkują wody, ale także ile ich jest, że Duńczycy przypuszczają, że w ten sposób będzie się kiedyś zliczać ryby. "W próbce wody znaleźliśmy DNA tak odmiennych zwierząt, jak wydra i ważka. Wykazaliśmy, że metoda wykrywania materiału genetycznego działa w szerokim spektrum rzadkich gatunków zamieszkujących wody słodkie - wszystkie one zostawiają w środowisku ślady DNA, które można wykryć nawet w niewielkiej ilości wody z habitatu" - opowiada doktorant Philip Francis Thomsen. Zespół z Kopenhagi badał faunę 100 jezior i strumieni europejskich. Posłużono się zarówno zliczaniem, jak i techniką bazującą na DNA. Okazało się, że 2. z metod jest skuteczna nawet w przypadku bardzo rozrzedzonej i nielicznej populacji. Poza tym udowodniono, że ilość DNA w środowisku koreluje z zagęszczeniem osobników, czyli można w ten sposób określić wielkość populacji.
  3. Jak monitorować zwierzęta żyjące w jakimś akwenie wodnym? Można je wyławiać, określać prawdopodobną wielkość stada/populacji czy zliczać (także w nowocześniejszy sposób, np. znakując obrożami z GPS-em), ale najnowsze badania zespołu z Muzeum Historii Naturalnej w Kopenhadze demonstrują, że wystarczy nabrać kieliszek wody. Okazuje się, że w próbce o pojemności ok. 20 ml znajdują się ślady DNA wszystkich zwierząt zamieszkujących jezioro czy staw. Metoda okazała się tak skuteczna nie tylko w określaniu, jakie istoty zamieszkują wody, ale także ile ich jest, że Duńczycy przypuszczają, że w ten sposób będzie się kiedyś zliczać ryby. "W próbce wody znaleźliśmy DNA tak odmiennych zwierząt, jak wydra i ważka. Wykazaliśmy, że metoda wykrywania materiału genetycznego działa w szerokim spektrum rzadkich gatunków zamieszkujących wody słodkie - wszystkie one zostawiają w środowisku ślady DNA, które można wykryć nawet w niewielkiej ilości wody z habitatu" - opowiada doktorant Philip Francis Thomsen. Zespół z Kopenhagi badał faunę 100 jezior i strumieni europejskich. Posłużono się zarówno zliczaniem, jak i techniką bazującą na DNA. Okazało się, że 2. z metod jest skuteczna nawet w przypadku bardzo rozrzedzonej i nielicznej populacji. Poza tym udowodniono, że ilość DNA w środowisku koreluje z zagęszczeniem osobników, czyli można w ten sposób określić wielkość populacji.
  4. Nietoperze wolą odpoczywać koło dobrych znajomych niż obcych osobników. Naukowcy z Center for Ecology & Hydrology stwierdzili, że choć nietoperze co jakiś czas zmieniają miejsce grzędowania, przenoszą się z grupą najlepszych znajomych. Tom August, który przemawiał na dorocznej konferencji Brytyjskiego Stowarzyszenia Ekologicznego, ujawnia, że biolodzy wykorzystali fakt, że w lasach hrabstwa Oxfordshire zaobrączkowane nietoperze zasiedliły ponad 1000 ptasich budek lęgowych. Odwołano się też do technik analitycznych, które zwykle wykorzystuje się do badania związków międzyludzkich. Chiropterolodzy skupili się na 2 gatunkach nietoperzy: nocku rudym (Myotis daubentonii) i nocku Natterera (Myotis nattereri). Badano zwierzęta, które w ciągu 5 lat uczyniły sobie z ptasich budek lęgowych letnie gniazdowiska. Na wysokości kości ramiennej umieszczono cienkie aluminiowe opaski z numerami. Dzięki temu stwierdzono, że choć nietoperze co kilka dni zmieniają miejsce odpoczynku, prawie zawsze przebywają w stałym gronie, tworząc zażyłe związki. Nasze studium pokazuje, że mimo częstych ruchów między gniazdowiskami, nietoperze tworzą długoterminowe przyjaźnie z innymi osobnikami i że towarzysze są członkami utrzymujących się przez wiele lat zamkniętych grup społecznych – wyjaśnia August. Kiedyś badanie grup społecznych nietoperzy było trudne ze względu na ich ruchliwość. Obecnie bardzo pomogło obrączkowanie i upodobanie latających ssaków do ptasich budek. W ten sposób wykazano, że populacje składają się z wielu grup z zastrzeżonym członkostwem i że terytorium każdej z grup w niewielkim stopniu nakłada się na terytoria innych grup. Doktorant z Uniwersytetu w Exeter uważa, że wyniki jego studium będzie można wykorzystać zarówno w ramach ochrony zagrożonych gatunków, jak i do zarządzania rozprzestrzenianiem się chorób, którymi ludzie mogą się zarazić od nietoperzy.
  5. Niskie zróżnicowanie genetyczne rysia iberyjskiego (Lynx pardinus), najbardziej zagrożonego wyginięciem europejskiego drapieżnika, może nie zmniejszać szans gatunku na przeżycie. Genetycy z Wielkiej Brytanii, Danii i Hiszpanii badali DNA wyekstrahowane ze skamieniałości rysi iberyjskich i stwierdzili, że w ciągu ostatnich 50 tys. lat gatunek stale wykazywał niewielkie zróżnicowanie genetyczne, czyli w jego przypadku małe, utrzymujące się przez dłuższy czas populacje są normą (Molecular Ecology). Wcześniej ekolodzy obawiali się, że małe zróżnicowanie genetyczne położy kres rysiom iberyjskim w wyniku chowu wsobnego i obniżonej zdolności przystosowywania się do zmian środowiskowych. Co ciekawe, podobny spadek różnorodności genetycznej widywany u innych kotowatych, np. gepardów czy lwów z Ngorongoro, można wyjaśnić tzw. efektem wąskiego gardła. U podłoża efektu wąskiego gardła leży kataklizm/katastrofa; często w tym kontekście wspomina się np. o skutkach działalności człowieka. W przypadku rysiów iberyjskich liczebność populacji można do pewnego stopnia wytłumaczyć czymś innym niż poczynania człowieka czy zmiany klimatu. W końcu była ona niska od zawsze, a kiedyś człowiek nie mógł przykładać do tego ręki. W przeszłości występowało po prostu więcej niezbyt dużych populacji. Naukowcy z 3 wymienionych na wstępie krajów wyekstrahowali DNA z kości i zębów rysia iberyjskiego (wiek skamieniałości pozwalał na ocenę stanu populacji tego zwierzęcia na przestrzeni ok. 50 tys. lat). Analiza zazwyczaj bardzo zmiennego mitochondrialnego DNA pokazała, że różnorodność genetyczna L. pardinus zawsze była niewielka. Początkowo wyniki wydawały się bardzo zaskakujące [potem wszystko ułożyło się w spójną całość]. Niewielka różnorodność genetyczna wśród żyjących przedstawicieli gatunku to nic niezwykłego, ale kiedy ludzie przyglądali się DNA skamieniałości – zwłaszcza starszych niż 10 tys. lat – zazwyczaj różnorodność była o wiele wyższa – tłumaczy szef zespołu naukowców Ricardo Rodríguez from the Instituto de Salud Carlos III w Madrycie. Dzięki współpracy ze specjalistami z Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego (UCL) udało się znaleźć wytłumaczenie zaobserwowanego wzorca. Tak małe zróżnicowanie genetyczne w tak długim okresie wskazuje, że wielkość populacji była umiarkowana. Skoro małe populacje mogły tak długo istnieć z małą różnorodnością genetyczną, powinno nam to coś powiedzieć o przeżywalności podobnych zagrożonych wyginięciem gatunków we współczesnych czasach – wyjaśnia prof. Mark Thomas z UCL. Ryś iberyjski, zwany też rysiem lamparcim lub pardelem, jest uznawany przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody za krytycznie zagrożony gatunek. Kiedyś zamieszkiwał cały Półwysep Iberyjski, jednak i tutaj zadziałał w końcu efekt wąskiego gardła i obecnie w południowej Hiszpanii żyją 2 izolowane populacje, które obejmują łącznie nie więcej niż 279 osobników. Zmniejszenie pogłowia tych rysi stanowi konsekwencję zniszczenia habitatów, ograniczenia liczebności głównej ofiary – królika europejskiego, a także nadmiernych polowań. Co najważniejsze, wyniki pokazują, że niska różnorodność genetyczna rysia iberyjskiego nie jest wskaźnikiem kryzysu populacyjnego – podsumowuje dr Love Dalén ze Szwedzkiego Muzeum Historii Naturalnej.
  6. Liczba zimujących w Europie łabędzi czarnodziobych (Cygnus columbianus) zmalała w latach 1995-2005 z dwudziestu dziewięciu do dwudziestu jeden tysięcy. Naukowcy z brytyjskiego Wildfowl and Wetlands Trust (WWT), którzy dobrze znali twierdzenia, że powodem kurczenia się populacji jest niedobór pożywienia, postanowili przed migracją do euroazjatyckiej tundry zmierzyć kupry ptaków, by sprawdzić, czy mają wystarczająco dużo zapasów tłuszczu na podróż o długości ok. 4000 km. Naukowcy z WWT zdjęli miarę z odcinka między skrzydłami a ogonem łabędzi w położonym na mokradłach centrum w Slimbridge. Dane trzeba jeszcze do końca przeanalizować, ale jak twierdzi Julia Newth, obserwacje pokazują, że większość ptaków zaczyna sezonową migrację z dobrze rozbudowanym tyłem. Oznacza to, że ptaki mają na zimowiskach Wielkiej Brytanii wystarczającą ilość pożywienia i trzeba ocenić, czy przez lata kondycja ich organizmu jakoś się zmieniła, a jeśli tak, to czy ma to związek z zauważalnym ostatnio spadkiem liczebności. Newth wyjaśnia, że u szczupłego łabędzia widać z tyłu lekkie zagłębienie, a u dobrze odżywionego osobnika dwa wzgórki. Specjaliści z WWT obserwują C. columbianus już od lat 60. ubiegłego wieku. Uważają, że na liczebność tego gatunku wpływają zmiany habitatu i pogody w miejscach lęgowych. Ptaki padają też ofiarą zderzeń z liniami energetycznymi oraz ulegają zatruciu ołowiem.
  7. Kiedyś biolodzy sądzili, że podczas polowania na ssaki orki unikają wykrycia, ponieważ zaczynają się komunikować za pomocą niesłyszalnych dla ewentualnych ofiar dźwięków o bardzo wysokiej częstotliwości. Okazuje się jednak, że drapieżniki nie wydają wtedy żadnych dźwięków, a mimo to są jakoś w stanie skoordynować grupowe działania. By stwierdzić, jak orki to robią, Volker Deecke z Uniwersytetu św. Andrzeja oraz Rüdiger Riesch z Uniwersytetu Stanowego Północnej Karoliny posłużyli się hydrofonami. Były one na tyle czułe, że zespół słyszał chrupanie, gdy myśliwi wgryzali się w zdobyte łupy. Naukowcy skoncentrowali się na ekotypie orek wędrownych z Oceanu Spokojnego u wybrzeży Kanady i Alaski. Orki wędrowne (koczownicze) tworzą mniejsze, liczące od 3 do 7 osobników, stada od orek osiadłych, które żyją bliżej brzegów w grupach składających się z 10-25 osobników. Populacje przybrzeżne żywią się głównie rybami oraz w mniejszym stopniu głowonogami, a populacje wędrowne fokami, morświnami czy mniejszymi delfinowatymi. Niektórzy specjaliści sądzą, że mamy do czynienia z dwoma różnymi podgatunkami. Najbardziej uderzającą różnicę stanowi dieta. W ciągu 40 lat badań nad tymi zwierzętami nigdy nie widziano orki osiadłej jedzącej ssaka ani orki wędrownej jedzącej ryby – podkreśla dr Deecke. Orki osiadłe polują na ryby, wykorzystując echolokację. Walenie kląskają, a generowana przez nie fala dźwiękowa odbija się od ofiary. Jednak wszystkie ssaki morskie doskonale słyszą pod wodą. Gdyby waleń pływał w pobliżu, kląskając jak szalony, wszystkie foki i morświny pomyślałyby zapewne – o, zbliża się drapieżnik, trzeba uciekać. Co zatem robią orki wędrowne, by jakoś zdobyć pokarm? Przechodzą w "tryb cichy". Wszystko wskazuje na to, że nie muszą się w ogóle porozumiewać, aby skutecznie zapolować. Chcąc pokryć większy obszar, rozpływają się od czasu do czasu, oddalając się na kilkaset metrów, a nawet kilka kilometrów, a następnie ponownie się do siebie zbliżają. Gdy tylko coś schwytają, zaczynają się ponownie odzywać. Dr Deecke nie sądzi, by orki mogły się widzieć z większych odległości. Przez obecność rozdrobnionego lodu w okolicach Alaski woda ma bowiem konsystencję i barwę mleka. Szkocki biolog przypuszcza, że walenie nieustannie ćwiczą przebieg polowania, dlatego znają swoje pozycje. Naukowcy chcą dokładniej poznać działania orek, nagrywając wydawane przez nie dźwięki i śledząc ich ruchy za pomocą GPS-a.
  8. Populacja sępów w kenijskim Rezerwacie Narodowym Masai Mara zmniejszyła się o 60%. Wg naukowców z amerykańskiego Peregrine Fund, przyczyną są masowe otrucia, ponieważ miejscowi rolnicy faszerują martwe zwierzęta pestycydem sprzedawanym pod nazwą Furadan (Biological Conservation). Tego typu zabiegi mają podobno wpłynąć na polujące na bydło i kozy drapieżniki, ale przy okazji jedna padlina zabija nawet 150 sępów. Munir Virani z Fundacji apeluje o wprowadzenie zakazu stosowania Furadanu. Sępy są bowiem bardzo potrzebne w swoim środowisku. Oczyszczają okolicę z gnijących ścierw, np. podczas migracji gnu, przez co zapobiegają szerzeniu różnych chorób. Dbają też o obieg materii w ekosystemie. W latach 90. ubiegłego wieku doszło do tzw. azjatyckiego kryzysu sępiego. W ciągu paru lat trzy gatunki sępów znalazły się na skraju wyginięcia, ponieważ hodowcy podawali bydłu przeciwbólowy diklofenak. Jak się okazało, przynosił on ulgę krowom, ale zabijał ptaki. Ich niszę zajęły zajadające się mięsem psy, co doprowadziło do rozpowszechnienia wścieklizny. Teraz dr Virani obawia się podobnego przebiegu zdarzeń w Kenii. Już teraz przedstawiciele Peregrine Fund uważają, że Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i Jej Zasobów powinna uznać sępa afrykańskiego (Gyps africanus), ścierwnika brunatnego (Necrosyrtes monachus) oraz sępa plamistego (Gyps rueppellii) za gatunki podatne na wyginięcie. W latach 2003-2005 zespół Viraniego prowadził zliczanie sępów. Potem wyniki porównano ze spisami z lat 80. XX w. To wtedy okazało się, że populacja zmniejszyła się o 60%. Corinne Kendall z Princeton University opowiada, że w ramach monitoringu na klatce piersiowej ptaków umieszczano nadajniki GPS. Trzymały się one dzięki pętlom zahaczanym o skrzydła. W pierwszym roku zabito nam 4 z 16 sępów, a w przypadku 3 ptaków potwierdzono otrucie. Na 16-elementowej próbie trudno stwierdzić, z jak bardzo typowym zjawiskiem mamy do czynienia, ale to wyjątkowo niepokojące. GPS pozwolił ustalić, że najwięcej sępów ginęło poza rezerwatem. Gdyby tam pozostały, nie otruto by ich. W oparciu o wskazania nadajników wydaje się, że sępy z Masai Mara mają bardzo duże terytoria – od 30000 do 80000 kilometrów kwadratowych w zależności od gatunku. Poza tym ptak może w ciągu dnia pokonać nawet 250 km. Oznacza to, że zatrucie sępów w Masai Mara ma wpływ nie tylko na populacje w różnych częściach Kenii, ale i w innych krajach Czarnego Lądu. Kendall podkreśla, że w ekosystemie Mara sępy zjadają 70% dostępnego mięsa. Żaden gatunek nie byłby więc w stanie ich zastąpić.
  9. Naukowcy z harvardzkiego Wyss Institute for Biologically Inspired Engineering oraz Uniwersytetu Bostońskiego odkryli, że bakterie są zdolne do altruistycznych zachowań. Wytwarzając pewne związki chemiczne – indole - najbardziej lekooporne izolaty pomagają słabszym osobnikom zmobilizować się i wytrzymać napływ antybiotyku. Amerykanie ustalili, że to w populacjach najbardziej zaprawionych w bojach z lekami kilka najbardziej lekoopornych izolatów poświęca swój własny dobrostan, by zwiększyć ogólne szanse grupy na przeżycie. Wydzielają one indole, które działają podobnie do steroidów. Słabsi zaczynają się mieć pod ich wpływem lepiej, ale kosztem sprawności silniejszych. Nie spodziewaliśmy się takiego odkrycia. Zazwyczaj można oczekiwać, że przeżyją tylko oporne szczepy, a wrażliwe zginą pod wpływem wywołanego przez antybiotyk stresu [np. oksydacyjnego]. Sporą niespodzianką było dla nas ustalenie, że słabe szczepy nie tylko przeżyły, ale wprost rozkwitały – opowiada dr James J. Collins z bostońskiego Wydziału Inżynierii Biomedycznej. Opisywane odkrycie rzuca nieco światła na zagadnienie stopnia złożoności i heterogeniczności szczepów bakteryjnych. Do teraz uważano, że ogólny poziom oporności populacji znajduje odzwierciedlenie w każdym z jej izolatów. Zespół Collinsa stwierdził jednak, że w obrębie grupy istnieje pod tym względem olbrzymie zróżnicowanie – niektóre bakterie odznaczają się ogromną lekoopornością, podczas gdy inne nie mają jej właściwie w ogóle. Teraz podczas pomiaru oporności populacji będziemy pamiętać, że patogeny mogą wykorzystywać sztuczki, by nas oszukać. Wiemy już, że dzięki pomocy uczynnych kolegów nawet izolat niewykazujący antybiotykooporności może stoczyć ciężką wojnę z podanym lekiem.
  10. Lokalne tradycje nie są wyłącznie ludzką domeną. Po trwających dekadę badaniach surykatek (Suricata suricatta) dr Alex Thornton i zespół z Instytutu Zoologii Uniwersytetu w Cambridge odkryli, że niektóre grupy zawsze wstają rano później od innych populacji, a zwyczaj ten jest najwyraźniej przekazywany z pokolenia na pokolenie. Badanie tradycji społecznych u dzikich zwierząt to prawdziwe wyzwanie, ponieważ trudno wykazać, że obserwowane różnice w zachowaniu to wynik społecznego uczenia, a nie genów lub czynników środowiskowych. W ramach brytyjskiego studium po raz pierwszy analizowano tradycyjne wzorce dziennego zachowania poza laboratorium. Wyniki ukazały się w piśmie Proceedings of the Royal Society B. Studiowanie zwierzęcych tradycji jest kluczowe dla zrozumienia biologicznych źródeł ludzkiej kultury. Ponieważ autorzy większości wcześniejszych badań testowali zachowania grup zwierząt, które dzieliła duża odległość, niesamowicie trudno było rozstrzygnąć, czy odmienności behawioralne rzeczywiście stanowiły tradycję, czy też można je było lepiej wyjaśnić różnicami genetycznymi lub różnicami warunków ekologicznych. Dr Thornton pracował na obszarze pustyni Kalahari zamieszkanym przez 15 grup surykatek. Terytoria zwierząt częściowo się pokrywały, dlatego różnic w zakresie godziny porannej pobudki nie dało się wyjaśnić lokalnymi warunkami. Ponieważ S. suricatta zawsze rozmnażają się poza grupą, w której przyszły na świat, dochodzi do wymieszania genów między populacjami. Trudno zatem obstawać przy tym, że podstawą obyczajów są geny charakterystyczne wyłącznie dla danej społeczności. Odkryliśmy, że imigranci przyswajali sobie zachowania nowej grupy, a różnice między populacjami utrzymywały się mimo zmiany ich wielkości i struktury, gdy starsze osobniki umierały, a rodziły się nowe.
  11. Po ponad stu latach od właściwego odkrycia międzynarodowy zespół naukowców ponownie wpadł na ślad jedynej znanej populacji nocnego lemurka Cheirogaleus sibreei. To gatunek endemiczny dla wschodniego Madagaskaru, a grupa dostrzeżona przez biologów składa się z ok. 1000 osobników (Molecular Phylogenetics and Evolution). Gatunek opisano w 1896 r., ale przez cały XX wiek w ogóle go nie badano. Ponieważ leśny habitat zwierzęcia został zniszczony, nie było wiadomo, czy małpiatki nadal występują na wolności. Sprawdzenia tego podjęli się Mitchell Irwin z McGill University oraz jego współpracownicy z Centrum Prymatologicznego w Getyndze, Université d’Antananarivo oraz University of Massachusetts. Kanadyjczyk po raz pierwszy obserwował lemurki w 2001 r. w Tsinjoarivo, tuż po założeniu terenowego ośrodka badawczego. Już wtedy wiedzieliśmy, że są niezwykłe. Nasz lemurek nie przypominał bowiem gatunków z lasów deszczowych, jakie spodziewaliśmy się ujrzeć, lecz raczej gatunki znane z suchych lasów na zachodzie. Z jedną tylko różnicą: był dużo większy. W 2006 roku Irwin nawiązał współpracę z Mariną Blanco z University of Massachusetts, która łapała lemurki w kilku miejscach w okolicach Tsinjoarivo. Okazało się, że obok siebie żyły dwa morfologicznie odmienne gatunki. Genetyk Linn Groeneveld z Getyngi wykazała, że jeden to popularniejszy Cheirogaleus crossleyi, a drugi to Cheirogaleus sibreei. Tajemnicze lemurki okazały się bardzo podobne do jedynego egzemplarza lemurka Sibree'a, przechowywanego w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Dalsze analizy genetyczne unaoczniły, że tajemnicza małpiatka w znacznym stopniu różni się od innych znanych gatunków. Spośród wszystkich, a jest ich zaledwie kilku, przedstawicieli rodzaju Cheirogaleus najprawdopodobniej w największym stopniu przypomina wspólnego praprzodka. Zespół ma nadzieję, że po ponownym odkryciu lemurki doczekają się odpowiedniej ochrony. Oby się nie mylili...
  12. Muriki szary (Brachyteles arachnoides) to małpa szerokonosa z rodziny kapucynek. Uznaje się ją za uosobienie spokoju. Ostatnio jednak grupa złożona z 6 osobników zaatakowała i zabiła w dżungli starszego samca. Naukowcy uważają, że powodem był... niedobór seksu (American Journal of Primatology). Ofiara miała rany pyska, genitaliów i reszty ciała. Brazylijscy specjaliści podkreślają, że na usposobienie małp silnie oddziałuje prowadzony przez nie tryb życia. O "charakterze" gatunku wnioskowano jednak wyłącznie na podstawie populacji z północy. Jej przedstawiciele żywią się liśćmi, których jest tu pod dostatkiem, a nawet w nadmiarze. Co ważne, samce mają stały dostęp do samic. Na południu, gdzie doszło do ataku, sytuacja wygląda zgoła inaczej. Tam na dużym obszarze występuje więcej owoców. Choć można to uznać za plus, samce by się z tym nie zgodziły, ponieważ poszukując ich, samice odłączają się od stada, a wtedy, jak łatwo się domyślić, nie ma z kim spółkować – wyjaśnia Mauricio Talebi z Universidade de São Paulo. Na północy wszystkie osobniki przebywają cały czas razem, skubiąc spokojnie liście. Sfrustrowane samce Brachyteles arachnoides stają się agresywne. Prawdopodobieństwo ataku w takiej sytuacji wzrasta, ponieważ są one silnie związane ze swoimi braćmi.
  13. Wg jednego z gadzich ekspertów z Państwa Środka, liczba żyjących w dorzeczu Jangcy aligatorów chińskich (Alligator sinensis) zwiększy się w ciągu najbliższych 5-10 lat ponad 2-krotnie. Wang Chaolin jest zastępcą dyrektora Naturalnego Rezerwatu Ochrony Aligatorów Chińskich w prowincji Anhui. Twierdzi on, że na razie doliczono się 120 dzikich przedstawicieli zagrożonego gatunku, ale widoczny rozrost terytoriów powinien sprawić, iż w ciągu 10 lat populacja będzie się składać z 300 osobników. Oszacowania Chińczyków nie są czysto teoretyczne. Ostatnio po raz pierwszy znaleziono małe aligatory. Normalnie wskaźnik ich przeżycia wynosi tylko 2%. Odkrycie niemowląt wskazuje, że gatunek się odradza i powiększa. Na tym jednak nie koniec. W pobliżu miasta Wuhu, które było kiedyś głównym habitatem aligatorów, w kilku miejscach pojawiły się nowe ślady tych zwierząt. Biolodzy chronią młode aligatory i wypuszczają na wolność gady urodzone w niewoli. Na początku w założonym 30 lat temu Centrum Rozmnażania Aligatorów żyło ok. 200 okazów, teraz jest ich ponad 10 tysięcy.
  14. Zwierzęta ucierpiały wskutek wybuchu w Czarnobylu znacznie bardziej niż dotąd sądzono. Okazało się, że liczba pająków, motyli, pasikoników, trzmieli i innych bezkręgowców jest w skażonych promieniotwórczo okolicach niższa, mimo że od wybuchu minęło już sporo czasu (Royal Society Biology Letters). Anders Moller, szef zespołu z francuskiego CNRS (Narodowego Centrum Badań Naukowych), dziwił się, że tym zagadnieniem właściwie w ogóle się nie zajmowano. Naukowcy porównali liczebność populacji zwierzęcych w bardziej i mniej skażonych okolicach i okazało się, że część z tych pierwszych była niemal całkowicie pozbawiona fauny. Są rejony ze 100 zwierzętami na metr kwadratowy i są też takie, gdzie średnio na metr kwadratowy przypada mniej niż jeden okaz. Dotyczy to wszystkich uwzględnionych gatunków. Spadek liczebności ptaków, owadów i innych gromad to skutek chronicznej ekspozycji na niskie dawki promieniowania – podsumowuje inny członek ekipy, Timothy Mousseau z Uniwersytetu Południowej Karoliny. Mousseau i Moller przez 3 lata zliczali bezkręgowce – motyle, ważki, pasikoniki, trzmiele oraz sieci pająków - w ponad 700 lokalizacjach w pobliżu Czarnobyla. Za każdym razem oceniali natężenie promieniowania za pomocą licznika Geigera. Posługiwali się też danymi lotniczymi. "Spis powszechny" owadów to pokłosie zliczania ptaków przez tę samą ekipę. Wtedy to panowie zwrócili uwagę na skurczone populacje pasikoników. Znacznie spadła produkcja owoców, a idąc przez las, napotkaliśmy niewiele pajęczyn – opowiada Mousseau. W ramach najnowszego studium biolodzy kontrolowali czynniki naturalnie obniżające wielkość populacji, w tym typ gleby i wysokość wegetacji. Konsekwentnie liczebność bezkręgowców była niższa w rejonach silniej napromieniowanych. Naukowcy zauważyli, że u zwierząt żyjących w pobliżu przykrytego betonowo-stalowym sarkofagiem reaktora występuje więcej deformacji, w tym skarlałych kończyn i odbarwień. Zazwyczaj zniekształcone zwierzęta są szybciej zjadane, ponieważ trudno uciec, jeśli skrzydła nie są tej samej długości. W tym przypadku zetknęliśmy się z dużą częstością występowania takich osobników. Moller zajmuje się zagadnieniami związanymi z Czarnobylem od 1991 r. Mimo że w okolicy rzeczywiście pojawiły się rzadkie zwierzęta, takie jak wilki czy niedźwiedzie, wcześniejsze badania ignorowały fakt, że rozrostu populacji nie hamowała obecność ludzi. My chcieliśmy znaleźć odpowiedź na następujące pytanie: czy w skażonych rejonach jest więcej, czy mniej zwierząt? Bez wahania można powiedzieć, że mniej. Naukowcy skupili się na obszarze rozciągającym się w promieniu 30 km od zniszczonego reaktora, lecz Moller przypuszcza, że skoro opad radioaktywny objął sporą część Europy Wschodniej, podobne wyniki uzyskano by również tam. Obecnie Mousseau i Moller analizują sytuację kolejnych gatunków, np. wilków, królików i wiewiórek. Nierównowaga czarnobylskiego ekosystemu jest najprawdopodobniej wynikiem dwóch procesów: 1) akumulacji skażenia w następujących po sobie pokoleniach oraz 2) wymiany niszami – gdy jeden gatunek zanika, na jego miejsce wskakuje i rozmnaża się inny.
  15. Spadek liczebności populacji rekina ostronosego (Isurus oxyrinchus) może być wynikiem segregacji płciowej. Dr David Sims i zespół z Uniwersytetu w Plymouth zauważyli, że samice i samce gromadzą się w innych rejonach otwartych wód południowego Oceanu Spokojnego. Biolodzy wykorzystali dane zebrane od grudnia 2004 do marca 2005 r. przez hiszpańską łódź, zajmującą się połowem mieczników za pomocą sznurów haczykowych (takli). Razem z nimi przez przypadek schwytano 264 samce i 132 samice ostronosów, przy czym te pierwsze występowały głównie na zachodzie badanego rejonu, a osobniki żeńskie przede wszystkim na wschodzie. Na podstawie pomiarów stwierdzono, że osobniki dorosłe stanowiły 84% grupy męskiej i tylko 13% żeńskiej. Wg Brytyjczyków, wszystko to razem świadczy o segregacji na podstawie rozmiarów i płci. Sims twierdzi, że rozdział na część męską i żeńską pokrywa się z historyczną intensywnością połowów taklami na danym obszarze. Samce występują głównie tam, gdzie średnio przez 55 lat była ona wyższa, a samice upodobały sobie rejony eksploatowane w mniejszym stopniu. Jeśli połowy odbywają się w kluczowych rejonach, gdzie większość populacji gromadzi się, szukając okazji do żerowania bądź rozmnażania, liczebność gatunku może się zacząć zmniejszać w przyspieszonym tempie. Dr John Stevens, na którego prace powoływali się akademicy z Plymouth, potwierdza, że segregacja płciowa jest powszechnym zjawiskiem wśród rekinów i płaszczek. Niestety, brak długoterminowych danych uniemożliwia na razie sporządzenie modelu zmniejszania się populacji rekinów. Konieczne jest też globalne opanowanie metod połowu, a przede wszystkim nadmiernego odławiania.
  16. W przeszłości udowodniono, że testosteron oddziałuje supresyjnie na układ odpornościowy, przez co panowie są podatniejsi na szereg chorób i częściej doświadczają nawrotów. Poza tym mężczyźni w większym stopniu niż kobiety przyczyniają się do rozprzestrzenienia choroby w populacji. Do tej pory nie było jednak wiadomo, co odpowiada za drugie z opisanych zjawisk. Daniel Grear z Uniwersytetu Stanowego Pensylwanii postanowił sprawdzić, w jaki sposób testosteron wpływa na zachowanie jednostek, bo być może to jego wysoki poziom zwiększa np. ryzykowność działania, a wskutek tego epidemia łatwiej się rozprzestrzenia. Amerykanie sztucznie zwiększyli stężenie tego hormonu u dzikich myszy. Dwudziestu czterem losowy wybranym samcom (wszystkie zostały schwytane w łapki w 5 lokalizacjach hrabstwa Huntingdon) wszczepiono implanty testosteronowe. Innym 25 samcom wszczepiono fałszywe implanty. Osobników z 3 pozostałych miejsc nie poddano żadnym zabiegom. Miały one stanowić grupę kontrolną. We wszystkich lokalizacjach myszy łapano dwa razy w tygodniu przez 1,5 miesiąca przed i 1,5 po manipulacji hormonalnej. Ryzyko chorób stwarzane przez samce mierzono, monitorując ich ruchy, a więc sieć kontaktów społecznych. Wszystkie myszy wyposażono w nadajniki, łatwo więc było oznaczyć ich pozycję przy ponownym złapaniu. Badanie wyłapanych ponownie myszy wykazało, że średnia liczba kontaktów zwierząt, którym podano "placebo" lub testosteron, z samcami i samicami znacznie wzrosła po manipulacji eksperymentalnej. Oznacza to, że wszystkie myszy mieszały się w większym stopniu, gdy wśród nich znajdowały się osobniki z podwyższonym poziomem męskiego hormonu płciowego. Uzyskane wyniki sugerują, że wystarczy, by tylko niektóre osobniki w populacji miały wysoki poziom testosteronu. Wpływają one bowiem na zachowanie otoczenia i napędzają transmisję chorób [czy patogenów] przekazywanych przez bliski kontakt, np. pasożytujących na błonie śluzowej układu oddechowego bakterii z rodzaju Bordetella.
  17. Amerykańskie Bureau of the Census przedstawiło ostatnio swoje prognozy, zgodnie z którymi w 2012 roku liczba ludzi zamieszkujących Ziemię przekroczy 7 miliardów. Demografowie przewidują, że przyrost ludności zmaleje w pierwszej połowie XXI wieku, ale do 2050 po naszej planecie będzie chodzić aż 9,5 mld osób. W drugiej połowie XX wieku (lata 1950-1999) liczebność populacji Homo sapiens wzrosła ponaddwukrotnie – z 2,5 do 6 mld. Jeśli wyliczenia statystyków się potwierdzą, w latach 1999-2050 znów będziemy mieli z dość dużym (50-proc.) wzrostem, ale w połowie mijającego stulecia wskaźnik wzrostu zmaleje do 0,5%. Ponieważ polepsza się sytuacja życiowa wielu społeczeństw, m.in. wskutek rozwoju medycyny, stajemy się coraz starsi. Obecnie ludzie 80-letni i starsi to ok. 1,5% ludności świata, a w 2050 r. będą oni stanowić aż 5% globalnej populacji. Starzenie się społeczeństw spowodowało, że jakiś czas temu inni demografowie zaczęli prorokować, że w przyszłości przyczyni się to zmniejszenia liczby konfliktów zbrojnych. Ze względu na zaawansowany wiek nie miałby się kto w nie angażować. Pułap 1 mld ludność zamieszkująca Ziemię pokonała ok. roku 1800, potem liczebność populacji zaczęła gwałtownie rosnąć, by sięgnąć 2 mld tuż przed r. 1930.
  18. Wiecznie ponury wyraz twarzy to nie (zawsze) skutek nagromadzenia problemów czy określonego charakteru. Naukowcy z Uniwersytetu w Portsmouth zauważyli właśnie, że osoby, które dysponują mniejszym zestawem grymasów, mają mniejszą liczbę mięśni twarzy niż pozostali ludzie (American Psychological Association Journal). Szefowa zespołu badawczego, dr Bridget Waller, wyjaśnia, że u wszystkich występuje zestaw 5 podstawowych mięśni twarzy, które pozwalają na standardową ekspresję złości, szczęścia, zaskoczenia, strachu, smutku oraz obrzydzenia. Jednak na twarzy może się jeszcze pojawić 14 innych mięśni, a nie każdego natura wyposaża tak samo hojnie. Wszyscy komunikujemy się za pomocą zestawu powszechnie znanych sygnałów, dlatego mogliśmy oczekiwać, że mięśnie twarzy poszczególnych osób nie będą się różnić. Rezultaty nas zaskoczyły: u niektórych badanych znaleźliśmy tylko 60% wszystkich dostępnych mięśni. Mięsień używany do uzyskania wyrazu ekstremalnego strachu występuje np. tylko u 2/3 populacji. Waller posuwa się nawet do tego, by twierdzić, że pewne rzadko spotykane miny czy ich warianty są charakterystyczne tylko dla określonych jednostek. Wg niej, to rodzaj osobistego podpisu. Pani psycholog dodaje też, że istnieje jeszcze jedna część ciała, gdzie spotykany zestaw mięśni nie jest stały: przedramię. U 15% populacji brakuje jednego mięśnia.
×
×
  • Create New...