Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'otyłość'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 149 results

  1. Naukowcy z uczelni Johns Hopkins donoszą o nowatorskiej terapii, której celem jest trwałe obniżenie poziomu greliny, zwanej "hormonem głodu". Procedura ma szansę stać się skutecznym i mało inwazyjnym sposobem leczenia otyłości. Założenia opracowanej metody są proste. Od pewnego czasu wiadomo, że do produkcji greliny niezbędna jest wydajna dostawa krwi do produkujących ją komórek, zlokalizowanych przede wszystkim w dnie żołądka (choć brzmi to dziwnie, jest to część tego organu położona najbliżej głowy). Badacze założyli, że zamknięcie światła naczyń doprowadzających w to miejsce krew, czyli ich embolizacja, powinno znacznie zmniejszyć produkcję "hormonu głodu". Aby potwierdzić prawdziwość tej hipotezy, przeprowadzono badania na świniach, wybranych do tego celu ze względu na podobieństwa anatomiczne i fizjologiczne. Zastosowanie takiego modelu badawczego dawało niemal całkowitą pewność, że uzyskane wyniki uda się uzyskać także w przypadku zastosowania podobnej procedury u ludzi. Aby osiągnąć zamierzony cel, wykorzystano cewnikowanie - mało inwazyjną procedurę polegającą na wykonaniu nacięcia w okolicy pachwin i wprowadzeniu do tętnic specjalnie przygotowanego przewodu. Po dotarciu końcówki urządzenia do naczynia zaopatrującego dno żołądka wstrzyknięto w to miejsce morhuat sodu - związek niszczący strukturę naczynia i doprowadzający do jego zamknięcia. Jak twierdzą autorzy metody, w niedalekiej przyszłości może ona okazać się atrakcyjną alternatywą dla stosowanych obecnie tzw. zabiegów bariatrycznych. Polegają one na wykonaniu obejścia (by-passu) żołądka w taki sposób, by pokarm trafiał z przełyku bezpośrednio do jelita. Metoda ta, choć prowadzi do obniżenia masy ciała, ma kilka istotnych wad. Najważniejszymi z nich są pojawiające się dość często powikłania pooperacyjne oraz możliwość upośledzenia procesu trawienia ze względu na ominięcie waznego organu, jakim jest żołądek. Zastosowanie nowej techniki pozwala znacznie zmniejszyć zagrożenie wystąpienia któregokolwiek z tych niepożądanych symptomów. Po wykonaniu zabiegu przeprowadzono badanie poziomu greliny we krwi zwierząt. Eksperyment wykazał, że spadek stężenia hormonu wyniósł aż 60% w stosunku do zwierząt, u których wstrzyknięto do tętnicy obojętny dla organizmu roztwór soli fizjologicznej. Naukowcy pracujący nad opracowaniem techniki twierdzą, że sekretem jej skuteczności jest wpływanie na najbardziej podstawowy mechanizm powstawania uczucia głodu. Jak tłumaczy związany z projektem dr Aravind Arepally, apetyt jest skomplikowanym zagadnieniem, gdyż jest związany zarówno z umysłem, jak i z ciałem. Stężenie greliny waha się w ciągu dnia w odpowiedzi na wiele rodzajów bodźców emocjonalnych i fizjologicznych. Ale nawet gdy mózg mówi "produkuj więcej greliny", [embolizacja naczyń] fizycznie zapobiega wytwarzaniu hormonu głodu przez żołądek. Na razie nie wiadomo, kiedy dokładnie opisywana metoda znajdzie zastosowanie w "ludzkiej" medycynie. Można jednak wierzyć, że jej zatwierdzenie i dopuszczenie do użytku nie powinno trwać zbyt długo.
  2. Wystawienie na oddziaływanie różnych związków chemicznych jeszcze w okresie prenatalnym wpływa na to, czy w przyszłości dana osoba będzie miała kłopoty z nadwagą, a nawet otyłością (Acta Paediatrica). Naukowcy z Magistrackiego Instytutu Badań Naukowych w Barcelonie jako pierwsi powiązali nieprawidłową wagę ze skażeniem chemicznym podczas ciąży, kiedy człowiek jest bardzo podatny na tego typu oddziaływania. Hiszpanie określili stężenie heksachlorobenzenu (ang. hexachlorobenzene, HCB) w pępowinie 403 dzieci urodzonych na Minorce. HCB jest pestycydem. Jego stosowania zakazano na całym świecie, ale nadal wykrywa się go w środowisku, a zatem również w pokarmach. Do 6,5 roku maluchy z najwyższym stężeniem HCB były dwukrotnie częściej otyłe. Naukowcy przestrzegają też przed bisfenolem A z plastikowych opakowań i ftalanami, obecnymi w kosmetykach i szamponach. Bisfenol A stwierdzono u 95% Amerykanów, a 90% odczuło skutki oddziaływania ftalanów w okresie prenatalnym.
  3. Dlaczego z wiekiem wykazujemy coraz silniejszą tendencję do tycia? Wiele wskazuje na to, że jest to efekt niszczenia komórek hamujących łaknienie w wyniku spożywania zbyt dużej ilości cukrów. Odkrycia dokonał dr Zane Andrews, endokrynolog pracujący na Monash University. Badacz zaobserwował, że komórki odpowiedzialne za osłabianie uczucia głodu są atakowane i niszczone przez nadmiar wolnych rodników. Ma to miejsce szczególnie po posiłkach bogatych w węglowodany. Oznacza to, że im więcej cukrów zawierają spożywane przez nas posiłki, tym wyższe jest prawdopodobieństwo uszkodzenia tych komórek. Może to prowadzić do zaburzenia równowagi pomiędzy rzeczywistymi potrzebami energetycznymi komórek oraz sygnałami o głodzie i sytości docierającymi do mózgu. Zdaniem Andrewsa najbardziej zagrozone są osoby w wieku 25-50 lat. Najprawdopodobniej właśnie w tym okresie ginie najwięcej neuronów chroniących nas przed przyjmowaniem nadmiernej ilości pokarmów. Naukowiec wyjaśnia fizjologię zjawisk głodu i sytości: kiedy żołądek jest pusty, uruchamia wydzielanie hormonu greliny, który informuje mózg o tym, że jesteśmy głodni. Kiedy żołądek jest wypełniony, do głosu dochodzi grupa neuronów zwanych POMC. Wspomniane w ostatnim zdaniu komórki nerwowe zawdzięczają swoją nazwę proopiomelanokortynie - białku, które jest prekursorem kilku białkowych hormonów naszego organizmu, m.in. hormonu stymulującego melanocyty (α-MSH) odpowiedzialnego za hamowanie (supresję) łaknienia. Niestety system ten nie jest doskonały. Powstające w organizmie wolne rodniki, będące naturalnym produktem metabolizmu naszego organizmu, z czasem zaczynają uszkadzać neurony POMC. Gdy zaczyna ich brakować, pogarsza się nasza ocena równowagi pomiędzy głodem i sytością. W tym samym czasie komórki odpowiedzialne za wydzielanie greliny są chronione przed uszkodzeniem ze względu na obecność tzw. białka rozprzęgającego 2 (ang. UCP - uncoupling protein 2). Zdaniem dr Andrewsa stopniowa degeneracja neuronów odpowiedzialnych za wywoływanie uczucia sytości może być jedną z najważniejszych przyczyn otyłości rozwijającej się u osób dorosłych. Jako prawdopodobną przyczynę epidemii tej choroby badacz podaje zmianę naszych nawyków żywieniowych: dieta bogata w cukry, która zdobywała na przestrzeni ostatnich 20-30 lat coraz większe uznanie w nowoczesnych społeczeństwach, poddawała nas tak dużemu obciążeniu, że zaczęła powodować przedwczesne obumieranie komórek. Badacz planuje przeprowadzenie dalszych badań. Ich celem będzie ustalenie, czy dieta bogata w cukry wywiera także inny wpływ na mózg, taki jak np. zwiększoną częstotliwość chorób neurologicznych, jak np. choroba Parkinsona.
  4. Glutaminian sodu, stosowany masowo dodatek do żywności, od lat wzbudza kontrowersje. Podejrzewano go o powodowanie wielu przypadłości, lecz dotychczas nie istniały przekonujące dowody jego szkodliwego działania na organizm człowieka. Amerykańscy naukowcy twierdzą jednak, że udowodnili, iż związek ten jest odpowiedzialny za rozwój nadwagi. Autorami odkrycia są badacze z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Przebadali oni 750 osób w wieku 40-59 lat zamieszkujących wsie na północy i południu Chin. Wybór tego właśnie regionu nie był przypadkowy, gdyż dieta tamtejszej ludności doskonale odpowiadała potrzebom badaczy. Mieszkańcy chińskiej prowincji spożywają bowiem pokarmy o niskim stopniu przetworzenia, sprzyjające utrzymaniu prawidłowej masy ciała, lecz z drugiej strony chętnie używają glutaminianu sodu jako dodatku pogłębiającego smak i zapach potraw (czyniło tak 82% badanych osób). Tak ułożona dieta sprawia, że badacze mogli precyzyjnie określić, czy przyczyną nadwagi niektórych uczestników eksperymentu jest właśnie dodawana przyprawa. Badane osoby podzielono na cztery grupy w zależności od tego, czy stosowali w kuchni glutaminian i jeśli tak, to w jakiej ilości. Naukowcy zaobserwowali, że u osób, które używały go najwięcej, nadwaga pojawiała się aż trzykrotnie częściej niż u tych uczestników badania, którzy nie przyjmowali go w ogóle. Wyniki okazywały się niemal identyczne również po skorygowaniu o dane na temat stylu życia poszczególnych osób. Jak podkreśla dr Ka He, jeden z autorów badania, wniosek z badań zgadza się z wynikami wcześniejszych eksperymentów: badania na zwierzętach przez lata pokazywały, że glutaminian sodu może być związany ze wzrostem masy ciała. Nasz eksperyment jest pierwszym, który pokazuje związek pomiędzy stosowaniem glutaminianu i wzrostem masy ciała u ludzi. Podobne analizy są niewątpliwie istotne w związku z światową epidemią nadwagi i otyłości. A co sądzi dr He na temat samej przyprawy? FDA [amerykański urząd odpowiedzialny za badania nad bezpieczeństwem leków i żywności - przyp. red.] orzekł, że glutaminian sodu jest bezpieczny. Ale pozostaje jedno pytanie: czy jest zdrowy?
  5. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - mówi stare przysłowie. Okazuje się, że także w medycynie można odnaleźć przykłady na potwierdzenie jego prawdziwości. Okazuje sie bowiem, że tkanka tłuszczowa u osób otyłych ma jedną potencjalnie istotną zaletę: jest wyjątkowo bogatym źródłem komórek macierzystych. O odkryciu donoszą amerykańscy lekarze na łamach czasopisma Plastic and Reconstructive Surgery. Pobrane z dojrzałego ciała komórki macierzyste [ang. adult stem cells (ASC) - przyp. red.], pobrane z własnych tkanek, są obiecującą perspektywą dla poprawy wielu terapii, ocenia dr J. Peter Rubin, członek grupy roboczej zajmującej się badaniem potencjału klinicznego przeszczepu komórek tkanki tłuszczowej. Jak tłumaczy naukowiec, potencjalne zastosowania dla ASC są ogromne i obejmują liczne schorzenia, od nowotworów poczynając, na chorobie Parkinsona kończąc. Być może będą także stosowane w celach czysto kosmetycznych, np. dla wypełnienia zmarszczek i wygładzenia w ten sposób starzejącej się skóry. Nic więc dziwnego, że trwają intensywne badania nad właściwościami komórek macierzystych oraz nad nowymi metodami ich pobierania. Badanie prowadzone przez dr. Rubina objęło 23 kobiety, u których przeprowadzono zabieg odsysania tłuszczu (liposukcji) w co najmniej czterech miejscach na ciele. Kobiety zgodziły się na poświęcenie odciągniętych z ciała komórek dla dobra nauki i wyizolowanie z nich komórek macierzystych w celu pomiaru ich liczby. Badacz porównał jakość materiału pobranego z sześciu miejsc: górnego i dolnego fragmentu brzucha, wewnętrznej powierzchni kolan oraz ud, a także bocznych rejonów brzucha i bioder. Rezultaty badania są ciekawe i ważne dla potencjalnego zastosowania ASC w terapii. Okazuje się bowiem, że liczba wykrytych komórek zmienia się znacznie w zależności od badanego obszaru. Jest ich najwięcej w tłuszczu pobranym z dolnej części brzucha oraz wewnętrznej powierzchni ud. Dane te są istotne, gdyż dla uzyskania tej samej ilości komórek macierzystych, co z dolnego regionu brzucha, potrzebne byłoby pobranie aż pięciokrotnie większej ilości tkanki tłuszczowej, niż z położonego wyżej fragmentu tkanki. Zaletą komórek macierzystych wyizolowanych z tkanki tłuszczowej jest ich dostępność "od ręki", cieszy się szef Amerykańskiego Stowarzyszenia Chirurgów Plastycznych, dr Richard D'Amico. Użycie komórek macierzystych będzie miało pewnego dnia bardzo praktyczne zastosowanie w chirurgii plastycznej. Szansa, że będziemy zdolni do wytwarzania nowej tkanki lub kości, które będą mogły następnie zostać użyte w wielu procedurach rekonstrukcyjnych i kosmetycznych, jest niesamowita. Jak donosi Stowarzyszenie, na świecie wykonano w ciągu poprzedniego roku ponad 301 tysięcy zabiegów liposukcji. Wygląda więc na to, że potencjalnego materiału do badań jest do dyspozycji, mówiąc delikatnie, wystarczająco wiele.
  6. Zgodnie z danymi opublikowanymi na łamach British Medical Journal, mimo ogólnoświatowej epidemii otyłości, ludzie nie potrafią prawidłowo ocenić swojej masy ciała. Nie od dziś wiadomo, że kobiety przeważnie sądzą, że są za grube, a mężczyźni nie doceniają swojej wagi. Naukowcy z Centrum Badawczego Zachowań Zdrowotnych Uniwersyteckiego College'u Londyńskiego postanowili jednak sprawdzić, jak wzrost przeciętnej wagi w populacji wpływa na postrzeganie samych siebie. W tym celu porównano dane uzyskane w ramach dwóch sondaży: z 1999 i 2007 roku. Każdego respondenta pytano o wzrost i wagę. Na tej podstawie wyliczano wskaźnik masy ciała. Osoba udzielająca odpowiedzi miała też samodzielnie zaliczyć się do którejś z 5 kategorii: 1) duża niedowaga, 2) niedowaga, 3) waga prawidłowa, 4) lekka nadwaga, 5) duża nadwaga (w 2007 roku dodano 6. kategorię: otyłość). Zespół profesor Jane Wardle wyliczył, że w ciągu 8 lat liczba osób z kliniczną otyłością wzrosła o 8 procent (z 11 do 19%). Sami respondenci zupełnie inaczej postrzegali jednak swoją wagę. W 2007 roku mniej osób z nadwagą zaliczało się do odpowiedniej grupy. Wg akademików, zaobserwowany rozdźwięk między wagą faktyczną a postrzeganą to skutek większego rozpowszechnienia nadwagi i otyłości w społeczeństwie. Z tego powodu lekka nadwaga zaczyna być uznawana za normę. Brytyjczycy sądzą też, że paradoksalnie media wzmacniają to przekonanie, pokazując zdjęcia skrajnie otyłych ludzi. Widzowie i czytelnicy wnioskują, że aby spełniać kryteria diagnostyczne nadwagi, trzeba być bardzo grubym. Niewykluczone, że błędy w percepcji wiążą się z negatywnymi etykietami przyczepianymi ludziom z nieprawidłową wagą. Profesor Sara Bleich z John Hopkins Bloomberg School of Health, komentatorka artykułu, uważa, że ludzie z nadwagą, którzy nie doceniają swojego BMI, ignorują wiadomości dotyczące konieczności zmiany diety i trybu życia. Bleich podkreśla, że sposobem na skorygowanie błędnych przekonań nt. wagi jest potraktowanie otyłości jako wielopoziomowego problemu (zarówno społecznego, jak i jednostkowego). Tylko rozszerzona akcja jest w stanie czemuś zaradzić.
  7. Specjalny rodzaj implantu, stworzony we współpracy z lekarzami z amerykańskiego szpitala Mayo Clinic, oferuje nową metodę operacyjnego leczenia otyłości. Innowacyjna technika ma szansę zastąpić wyjątkowo inwazyjne techniki tzw. chirurgii bariatrycznej, polegające najczęściej na zmniejszaniu objętości żołądka lub tworzeniu sztucznych "obejść" wokół niego. Próby kliniczne nowego urządzenia, przeprowadzone równocześnie w Australii, Meksyku i Norwegii, trwały sześć miesięcy. Objęto nimi 31 otyłych pacjentów, którym wszczepiono aparat blokujący przepływ informacji w nerwie błędnym, odpowiedzialnym za powstawnie uczucia głodu. Wyniki testów są obiecujące: co czwarty pacjent stracił co najmniej 25% nadmiernej masy ciała, a trzy leczone nowym sposobem osoby schudły aż o 30% "nadprogramowych" kilogramów. Średni wynik dla całej grupy to niemal 15% nadmiernej tkanki w ciągu pół roku. Urządzenie, nazwane VBLOC, stworzono we współpracy z firmą EnteroMedics. Ideę jego stworzenia wyjaśnia jeden z pracujących nad jego rozwojem lekarzy, dr Michael Camilleri: W tym badaniu chcieliśmy wstępnie ocenić, czy blokowanie nerwu błędnego za pomocą impulsów elektrycznych mogłoby wywołać uczucie sytości po posiłku o normalnych [z punktu widzenia osoby otyłej - red.] rozmiarach. Pacjentom nie narzucono żadnych restrykcyjnych diet, nie zapewniono im także typowego poradnictwa dostępnego po standardowych operacjach bariatrycznych. Chcieliśmy ocenić, jak dużą utratę masy ciała można uzyskać dzięki samemu urządzeniu - tłumaczy. Jak wyjaśnia dr Camilleri, działanie VBLOC jest zbliżone do funkcjonowania rozrusznika serca. Zasadnicza różnica między tymi dwoma implantami polega na charakterze impulsów: rozrusznik serca wysyła sygnały o umiarkowanym tempie, zbliżonym do naturalnego rytmu serca, zaś te wysyłane przez VBLOC mają znacznie wyższą częstotliwość. W ten sposób blokowany jest przepływ impulsów nerwowych pomiędzy mózgiem i żołądkiem oraz trzustką. Kolejna istotna różnica to sposób kontrolowania aparatu - o ile rozrusznik serca działa w sposób stały i reguluje własną pracę samodzielnie, o tyle stymulator nerwu błędnego może być włączany i wyłączany przez pacjenta za pomocą prostego przełącznika. Można dzięki temu swobodnie regulować uczucie głodu przez cały dzień. Operację wstawiania urządzenia dokonuje się z użyciem laparoskopu, czyli zestawu kamer i manipulatorów umieszczanych pod skórą za pośrednictwem niedużych nacięć. Obraz z kamery jest wyświetlany na monitorze, co umożliwia chirurgowi wykonanie zabiegu pomimo braku bezpośredniego kontaktu wzrokowego z operowaną tkanką. Zastosowanie tego typu technik umożliwia zmniejszenie inwazyjności badania, co znacząco wpływa na kondycję pacjenta i szybkość rekonwalescencji. Dla porównania: typowa operacja bariatryczna wymaga najczęściej wykonania rozległych nacięć skóry oraz serii skomplikowanych manipulacji w obrębie żołądka i jelit. Właściwy stymulator jest niewielkim urządzeniem umieszczanym zaraz pod skórą, dzięki czemu możliwe jest jego usunięcie w przypadku zakończenia terapii lub pojawienia się niepożądanych objawów. Jest to znaczący postęp, gdyż stosowane dotychczas metody chirurgiczne były nieodwracalne, a pacjent był skazany na występowanie ewentualnych efektów ubocznych zabiegu do końca życia. Warto jednocześnie zaznaczyć, że testy nie wykazały pojawienia się negatywnych skutków stosowania urządzenia. W związku z obiecującymi wynikami eksperymentu, dr Camilleri zapowiada przeprowadzenie kolejnej fazy testów. Mają one objąć około 300 pacjentó i mieć charakter tzw. próby podwójnie ślepej. Oznacza to, że ani pacjent, ani lekarz przeprowadzający operację nie będą wiedzieli, czy określony pacjent został zaopatrzony w prawdziwy stymulator, czy jedynie w jego atrapę. Cały proces będzie nadzorowany przez zupełnie inne osoby, które nie będą miały z kolei bezpośredniego wpływu na procedurę wszczepiania i użytkowania aparatu, dzięki czemu zapewniona będzie najwyższy stopień wiarygodności wyników. Jednocześnie możliwe będzie uzyskanie odpowiedzi na pytanie, w jak dużym stopniu pomaga pacjentom efekt placebo, tzn. wiara w powodzenie terapii (niezależnie od tego, czy wszczepiono prawdziwe urządzenie, czy jedynie jego niedziałąjącą replikę). Jednocześnie dr Camilleri zaznacza, że w czasie nowej serii testów pacjenci będą mieli dostęp do poradnictwa dietetycznego, co pozwoli na wykonanie wiarygodnego pomiaru skuteczności VBLOC oraz stosowanych dotychczas metod. Szczegółowe wyniki badań naukowców z Mayo Clinic opisano w najnowszym numerze czasopisma Surgery.
  8. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego niektórzy z nas są w stanie zachować smukłą linię nawet wtedy, gdy jedzą bez porównania więcej od innych? Badacze z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco również zadali sobie to pytanie i poszukali na nie odpowiedzi. Ich zdaniem, kluczem do rozwiązania tej zagadki może być serotonina - jeden z neurotransmiterów, czyli substancji przekazujących informacje pomiędzy neuronami. Dowiedli bowiem, że związek ten potrafi nie tylko powstrzymywać uczucie głodu (co wiadomo od dawna), lecz także wpływać na sposób zużycia energii uzyskanej dzięki posiłkom. To może oznaczać, że moglibyśmy stworzyć strategie terapeutyczne pozwalające na manipulację metabolizmem tłuszczów niezależnie od tego, co jemy, tłumaczy jeden z autorów badań, dr Kaveh Ashrafi. Oznacza to, że umiejętne sterowanie poziomem serotoniny w organizmie powinno - przynajmniej teoretycznie - pozwolić na zredukowanie ilości energii magazynowanej przez organizm w formie tłuszczu. Na rynku dostępne są leki wspomagające odchudzanie, których działanie jest oparte o sterowanie poziomem neurotransmitera. Do tej pory jednak sądzono, że ich skuteczność wynika wyłącznie ze zdolności do tłumienia apetytu. Tymczasem okazuje się, że wpływ serotoniny na masę ciała nie wynika z jej zdolności do osłabiania uczucia głodu, lecz ze stymulowania przez nią przyśpieszenia wielu przemian metabolicznych, umożliwiających szybsze zużycie nadmiaru energii. Pozwala to przypuszczać, że istnieje możliwość zredukowania ryzyka otyłości bez potrzeby stosowania restrykcyjnej diety i rezygnacji z ulubionych posiłków. Zasadniczym celem badań dr. Ashrafiego było ustalenie czynnika decydującego o niepowodzeniu wielu diet oraz pojawieniu się znanego powszechnie efektu jo-jo. Do serii eksperymentów użyto nicienia należącego do gatunku Caenorhabditis elegans, będącego jednym z najważniejszych organizmów modelowych dla biologów ze względu na znaczne podobieństwo jego metabolizmu do naszego. U różnych grup robaków wyłączano aktywność różnych genów kodujących białka regulowane przez serotoninę. Badacz udowodnił, że choć blokowanie genów odpowiedzialnych za łaknienie powodowało zmianę nawyków żywieniowych, nie wpływało na zawartość tłuszczu w organizmie. Z drugiej zaś strony stwierdził, że zablokowanie syntezy protein związanych ze zmianami w metabolizmie powodowało utratę masy ciała pomimo utrzymywania tej samej diety. Jak tłumaczy naukowiec, na podstawie analizy można stwierdzić, że założenie, że masa ciała jest konsekwencją zachowań danej osoby, nie jest do końca poprawne. Jest to połączenie [wpływu] zachowania oraz sposobu zagospodarowania przyjmowanych substancji odżywczych. Oczywiście, nie oznacza to, że dieta nie odgrywa roli w rozwoju otyłości i nadwagi - kontrolowanie własnych nawyków żywieniowych z pewnością ułatwi utrzymanie prawidłowej masy ciała. Dr Ashrafi oczekuje, że obserwacje uda się potwierdzić na ludziach. Podkreśla jednak, że wciąż wiemy na temat naszego metabolizmu stosunkowo niewiele. Jak zaznacza, Celem badania nie było stwierdzenie, że istnieje pigułka, która będzie odchudzała ludzi niezależnie od tego, co jedzą. Badacz podkreśla także niezwykle istotną rolę dobrego odżywiania oraz regularnej aktywności fizycznej.
  9. Pokarmy i napoje bogate w cukier powinny być opodatkowane jak papierosy, twierdzą ekonomiści, którzy uważają, że to jedyny skuteczny sposób zwalczania światowej epidemii otyłości. Kiedy dwie trzecie populacji takich krajów jak Australia czy USA cierpi z powodu nadwagi czy otyłości, nie można sobie radzić z problemem za pomocą rozwiązań edukacyjnych — powiedział na spotkaniu ekonomistów zajmujących się rolnictwem Barry Popkin z Uniwersytetu Północnej Karoliny. Zamiast tego rządy powinny nałożyć podatki, by powtórzyć sukces podobnych rozwiązań wprowadzonych w przypadku wyrobów tytoniowych. Liczba osób otyłych i z nadwagą przekroczyła liczbę ludzi niedożywionych i nic nie wskazuje na to, by wzrost ten (powiązany ze skokiem zachorowań na cukrzycę) miał ulec zahamowaniu. Liczba osób z nadwagą rośnie w wielu krajach o ponad 1% rocznie — wylicza Popkin. Ekonomista zaproponował, by w różnych krajach zastosować odpowiednie dla nich bodźce finansowe. W bogatych państwach, np. w Australii czy Stanach Zjednoczonych, można opodatkować dodawany do napojów cukier, a w Chinach powszechnie używane wysokokaloryczne tłuszcze, np. olej sojowy. Powinno się uważnie przyglądać wpływowi podatków, subsydiów oraz ograniczeń handlowych na konsumpcję — zgadza się z Popkinem Boyd Swinburn z Uniwersytetu w Melbourne. W tym tygodniu on i inni koledzy po fachu spierali się na łamach International Journal of Pediatric Obesity, czy zmiany ekonomiczne w kierunku zwiększonej konsumpcji i zmniejszonej aktywności fizycznej są przejawami porażki poniesionej przez wolny rynek i jak rządy mogą temu zjawisku przeciwdziałać.
  10. Dzieci z nadwagą mają zdrowsze zęby (mniej zaawansowane zmiany próchnicowe) niż ich szczuplejsi rówieśnicy. Naukowcy nie potrafią na razie odpowiedzieć, dlaczego się tak dzieje (Community Dentistry & Oral Epidemiology). Badacze z Centrum Stomatologicznego Eastmana Uniwersytetu w Rochester przeanalizowali dane ponad 18 tys. dzieci, które wzięły udział w dwóch studiach: narodowego stanu zdrowia oraz sposobu odżywiania. Okazało się, że osoby w wieku 6-18 lat, które miały nadwagę lub należały do grupy ryzyka nadmiernej wagi ciała, z mniejszym prawdopodobieństwem cierpiały na zmiany próchnicowe. Ponieważ czynniki przyczynowe związane z otyłością i próchnicą są podobne, we wszystkich grupach wiekowych dzieci z nadwagą spodziewaliśmy się znaleźć więcej chorób jamy ustnej. Nasze badania przyniosły jednak więcej pytań niż odpowiedzi, np.: czy dzieci z nadwagą spożywają więcej tłuszczów niż wywołujących próchnicę cukrów? Czy ich dieta jest zbliżona do nawyków żywieniowych rówieśników, ale prowadzą w większym stopniu siedzący tryb życia? – zastanawia się dr Dorota Kopycka-Kedzierawski. Przekonamy się o tym w przyszłości...
  11. Pijesz napoje "light", by stracić na wadze? Przemyśl to dobrze. Kolejne badania dowodzą, że dodawanie sztucznych słodzików do napojów gazowanych może nie tylko nie ułatwiać zrzucenia wagi, ale nawet zwiększać ryzyko otyłości. Najnowszy numer czasopisma Behavioral Neuroscience rzuca nowe światło na używanie słodzików w napojach. Naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Purdue pod przewodnictwem dwojga naukowców: Susan Swithers oraz Terry'ego Davidsona, badali szczury karmione jogurtem słodzonym glukozą o wartości odżywczej 4 kcal/g oraz sacharyną - sztucznym słodzikiem o zerowej wartości energetycznej. Wyniki wydają się potwierdzać wcześniejsze badania, lecz zaprzeczać powszechnemu u osób odchudzających się przekonaniu. Otóż zwierzęta karmione sztucznym dodatkiem słodzącym spożywały w ciągu całego dnia więcej kalorii niż grupa kontrolna, szybciej przybierały na wadze oraz miały wyraźnie większe problemy z jej zrzuceniem. Przyczyną zgubnego działania słodzików jest najprawdopodobniej ich zdolność do zaburzania równowagi pomiędzy uczuciem głodu i sytości oraz, co za tym idzie, samokontroli nad ilością spożywanego pokarmu. Dokonane przez naukowców odkrycie wydaje się tłumaczyć, dlaczego plaga otyłości zaczęła się właśnie kilkadziesiąt lat temu, czyli po masowym wprowadzeniu na rynek sztucznie słodzonych napojów. Co ciekawe, metabolizm badanych szczurów wykazywał adaptację do spożywania sacharyny. W naturalnych warunkach temperatura ciała rośnie, gdy zwierzę przygotowuje się do posiłku. Po pewnym czasie karmienia sacharyną okazało się jednak, że organizm szczurów "wyczuwał" brak naturalnego związku pomiędzy wartością kaloryczną słodkich produktów i ich smakiem, toteż wzrost temperatury przed posiłkiem był znacznie mniejszy - metabolizm szczura przestawił się najprawdopodobniej w tryb "oszczędzania energii". Mniejsze zużycie energii na podniesienie temperatury ciała tłumaczy z kolei, dlaczego szczury szybciej przybierały na wadze. Odzwyczajenie szczurów od używania sacharyny również nie jest natychmiastowe, w związku z czym podczas "powrotu" do konsumpcji posiłków słodzonych tradycyjnie szczur zużywał początkowo mniej energii, choć przyjmował jej teraz znacznie więcej. Choć brak na to jednoznacznego dowodu, odkrycie naukowców pozwala przypuszczać, że podobny efekt może nastąpić podczas spożywania pokarmów i napojów bogatych w inne sztuczne słodziki, takie jak aspartam czy acesulfam. Należy jednak pamiętać, że brakuje również jednoznacznych wyników podobnych badań na ludziach, toteż wymagane są dalsze badania tego zagadnienia.
  12. Z każdą dodatkową godziną snu ryzyko nadwagi lub otyłości spada u dzieci aż o 9 procent, a zależność jest silniejsza w przypadku chłopców – twierdzą badacze z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health (Obesity). To łatwy sposób zapobiegania nieprawidłowej wadze i powiązanym z nią chorobom. Nasze badania mogą mieć poważne implikacje dla społeczeństw, w których dzieciom nie zapewnia się dostatecznej ilości snu, np. wskutek nacisku kładzionego na osiągnięcia szkolne, gdzie częstość występowania otyłości wzrasta. Do takich miejsc należą kraje Azji Wschodniej – konkluduje dr Youfa Wang. Dr Xiaoli Chen podkreśla, że w przyszłości należy jeszcze zbadać zależność między ryzykiem otyłości a jakością snu. Zespół przejrzał 17 publikacji na temat długości snu i dziecięcej otyłości. Zalecana ilość snu zmieniała się w zależności od studium i wieku malucha. Dzieci poniżej 5. roku życia powinny spędzać w łóżku 11 godzin lub więcej, brzdące w wieku od 5 do 10 lat dziesięć lub więcej, a dzieci powyżej 10. roku życia co najmniej 9. Z analiz Amerykanów wynika, że ryzyko wystąpienia otyłości u dzieci śpiących najkrócej jest o 92% wyższe niż w przypadku osób śpiących najdłużej. Dla każdej grupy wiekowej przyjęto inną kwalifikację zbyt krótkiego snu. Dla dzieci poniżej 5. roku życia było to mniej niż 9 godzin snu dziennie, dla drugiej z wyróżnionych grup mniej niż 8 godzin, a dla trzeciej – mniej niż 7 godzin snu na dobę. Niedobór snu wydaje się wpływać na mózgowe ośrodki głodu i sytości. Poza tym zwiększa on ryzyko wystąpienia insulinooporności, a więc cukrzycy typu 2., oraz chorób serca.
  13. W niedalekiej przyszłości zabiegi polegające na ograniczaniu wielkości żołądka, stosowane u osób wyjątkowo otyłych, będą przeprowadzanie przez tubę wprowadzaną do ust. Będą więc znacznie bezpieczniejsze, niż obecnie wykonywane operacje. Doktor Philip Schauer z kliniki w Cleveland poinformował, że wdrożenie takiej techniki będzie oznaczało, że zabiegi staną się nie tylko bardziej bezpieczne, ale również tańsze i będzie je można wykonywać u mniej otyłych osób. Jego zdaniem pierwsze laparoskopowe zmniejszanie żołądka zostanie wykonane za 5 do 10 lat. Wykorzystywanie naturalnych dróg dostępu do organów oznacza dodatkowe obniżenie kosztów. Cała operacja będzie mogła zostać przeprowadzona w znieczuleniu miejscowym, czyli bez angażowania anestezjologa i niepotrzebnego obciążania organizmu.
  14. Otyłość może być zaraźliwa. Tym razem nie chodzi tu o wpływy społeczne wewnątrz grup przyjaciół z nadmierną wagą ciała, ale o wirusa. Pewien powszechnie występujący wirus, uznany podczas wcześniejszych badań za prawdopodobną przyczynę otyłości, powodował przekształcenie dorosłych komórek macierzystych tkanki tłuszczowej w komórki tłuszczowe. Najwyraźniej dzieje się tak w wyniku działalności jednego z genów wirusa. Nie twierdzimy, że wirus jest jedyną przyczyną otyłości, ale nasze studium dostarcza dowodów na to, że niektóre przypadki otyłości mają coś wspólnego z infekcjami wirusowymi – wyjaśnia Magdalena Pasarica z Uniwersytetu Stanowego Luizjany. Nie wszyscy zarażeni ludzie staną się otyli. Ostatecznie będziemy w stanie zidentyfikować czynniki, które predysponują niektórych ludzi do rozwinięcia infekcji i znaleźć sposób leczenia tej przypadłości. Wirusem, o którym tak dużo napisaliśmy, jest ludzki adenowirus-36 (Ad-36), który wywołuje infekcje dróg oddechowych i oczu. Wcześniejsze badania wykazały, że odpowiada on za akumulowanie się tłuszczu u zwierząt i że występuje u 30% otyłych osób, w porównaniu do jedynie 11% zainfekowanych wśród ludzi szczupłych. Do tej pory nikomu nie udało się ustalić bezpośredniego związku między obecnością wirusa u ludzi a wzrostem ilości zmagazynowanego tłuszczu. Pasarica wykorzystała do badań komórki macierzyste pozyskane od pacjentów, którzy przeszli liposukcję. Połowę komórek wystawiono na oddziaływanie wirusa. Większość zakażonych komórek przekształciła się w komórki tłuszczowe, nie zaobserwowano tego zjawiska w hodowli zdrowych komórek. Badania sfinansowały Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH).
  15. Cierpiący z powodu nadwagi mieszkańcy pewnego włoskiego miasteczka będą otrzymywać nagrody pieniężne za zrzucenie zbędnych kilogramów. Gianluca Buonanno, burmistrz Varallo, opowiada, że mężczyźnie, który schudnie o 4 kg, będzie się wypłacać 50 euro. Kobiety dostaną tę samą kwotę za pozbycie się 3 kg. Gdy uda im się utrzymać niższą wagę przez 5 miesięcy, zdobędą kolejne 200 euro. Wielu ludzi mówi: naprawdę muszę schudnąć, ale to strasznie trudne. Dlatego pomyślałem: dlaczego nie mielibyśmy przejść na grupową dietę? – pyta retorycznie Buonanno, który sam miał ok. 6 kilo nadwagi. Kampania rozpoczęła się w 7,5-tysięcznym miasteczku w piątek (10 sierpnia). Zapisało się już kilka osób. Zgodnie z danymi Unii Europejskiej, aż 35% Włochów ma nadwagę lub cierpi na otyłość. Dzieje się tak, ponieważ zdrową dietę śródziemnomorską coraz częściej wypierają pokarmy z przetworzonych produktów, obfitujących w tłuszcz, cukier i sól.
  16. Ludzie często wybierają partnerów z podobnym do swojego otłuszczeniem ciała. Naukowcy z Uniwersytetu w Aberdeen i Aberdeen's Rowett Research Institute przebadali 42 pary. Według nich, ludzie często poślubiają kogoś z własnej klasy społecznej, biorą też jednak pod uwagę wygląd, wzrost i rasę. Zbliżony stopień otłuszczenia ciała zwiększa prawdopodobieństwo, że się sobie spodobamy. Akademicy obawiają się, że ten rodzaj dobierania sobie partnera może się przyczynić do światowej epidemii otyłości. Dzieci rodziców z nadmierną wagą ciała także mogą mieć skłonności do tycia. U wszystkich 42 wybranych par określono tkankową kompozycję ciała. Okazało się, że zawartość tkanki tłuszczowej u jednego partnera była bardzo podobna do swojego odpowiednika u drugiej osoby z pary (American Journal of Clinical Nutrition). Nie wiadomo, jak funkcjonuje ta zależność. Być może zakres aktywności społecznej osób z nadwagą i otyłych pokrywa się, co zwiększa prawdopodobieństwo, że spotkają również otyłego partnera – opowiada profesor John Speakman. Sądzi on, że związki partnerskie oparte na otłuszczeniu ciała są czymś stosunkowo nowym, ponieważ w latach 40. czy 50. ludzie często pobierali się tuż po dwudziestce, czyli zanim zdążyli przytyć. [...] Odróżnienie kogoś szczupłego od osoby szczupłej, która przytyje, było właściwie niemożliwe. Obecnie wybieramy partnerów i mamy dzieci dużo później, ale jeśli mamy tendencje do tycia, proces ten zaczyna się w dużo młodszym wieku. Dzięki temu możliwe staje się dobieranie w oparciu o otłuszczenie ciała.
  17. Szczury z genetyczną predyspozycją do wolniejszego spalania tłuszczu przybierają na wadze szybciej niż osobniki hodowane w taki sposób, by były odporne na otyłość. Dr Mark I. Friedman z Monell Chemical Senses Center w Filadelfii uważa, że odkrycie to pomoże wyjaśnić, czemu jedni ludzie tyją szybciej niż inni. Podobnie jak w modelu zwierzęcym, trudniej im wykorzystać energię ze zjadanych tłuszczów oraz spalić własną tkankę tłuszczową. Chcąc uzyskać wystarczającą ilość energii, muszą się przejadać. Tyją, ponieważ zdobywają niezbędne tłuszcze. Aby sprawdzić, czy upośledzone utlenianie tłuszczów może mieć związek z rozwojem otyłości, Friedman i dr Hong Ji najpierw wprowadzili dietę nisko-, a następnie wysokotłuszczową u dwóch grup szczurów: 1) ze skłonnością i 2) odpornych na tycie. Kiedy zwierzęta jadły pokarmy niskotłuszczowe, nie zaobserwowano różnicy w wadze. U gryzoni z pierwszej grupy zaobserwowano jednak o 35% niższy wskaźnik utleniania kwasów tłuszczowych. Gdy szczury "przestawiono" na dietę wysokotłuszczową, przybrały na wadze o 36% więcej niż zwierzęta odporne na tycie, mimo że jadły jedynie o 14% więcej kalorii (Metabolism: Clinical and Experimental). U szczurów z tendencją do tycia zauważono też zmniejszoną ekspresję genów odpowiedzialnych za transportowanie kwasów tłuszczowych do komórek wątroby i ich spalanie. Ji i Friedman uważaja, że nieprawidłowości w utlenianiu tłuszczów mogą powodować u ludzi otyłość. Jeśli metabolizm tłuszczów przebiega nieprawidłowo, wagę można kontrolować zwracając uwagę także na węglowodany. Nie zrzucałbym całej winy tylko na tłuszcz. To naprawdę zależy od tłuszczów i węglowodanów. Uczeni badają obecnie enzymy zaangażowane w spalanie tłuszczów. Chcą się dowiedzieć, w jaki sposób należy zmienić ich funkcjonowanie, by szczury ze skłonnościami do tycia nie przybierały na wadze. Być może uda się dzięki temu opracować podobną terapię dla ludzi.
  18. Wrażliwość organizmu na jedno z wytwarzanych w mózgu białek pomaga podzielić ludzi na tych, którzy nie mogą usiedzieć na miejscu i tych, których wołami wyciąga się na spacer. Tak sugerują wyniki badań na szczurach. Ponieważ spontaniczna aktywność w ciągu dnia jest głównym czynnikiem decydującym o liczbie spalonych kalorii, badacze uważają, że reakcje mózgu mogą wpływać na ryzyko otyłości. W ich eksperymentach szczupłe szczury były bardziej wrażliwe na neurohormon oreksynę A, a przez większość dnia kręciły się i ruszały. Gryzonie mające skłonność do tycia wykazywały większą odporność na ten związek. Co ważne, szczupłe szczury utrzymywały swoją "figurę", mimo że jadły tyle samo, co ich grubsi pobratymcy. Podkreśla to, jak istotny jest poziom ich aktywności fizycznej. Odkrycia naukowców opisano na łamach American Journal of Physiology — Regulatory, Integrative and Comparative Physiology. Dla kontroli wagi korzystne mogą być gimnastyka lub jogging, ale aktywność podejmowana co pewien czas w ciągu dnia również wydaje się bardzo istotna. Stanie, spacerowanie i ruszanie się w inny sposób powodują spalanie kalorii, a to na pewno lepsze niż siedzenie na kanapie przed telewizorem. Wcześniejsze badania wykazały, że osoby z wagą w granicach normy więcej się krzątają w czasie dnia niż ludzie z nadwagą. Możliwe, że wrażliwość na oreksynę A wpływa na to, czy ktoś ma tendencje do polegiwania przed błękitnym ekranem z chipsami w ręku, co stanowi prostą drogę do otyłości — uważa dr Catherine M. Kotz z University of Minnesota oraz VA Medical Center w Minneapolis. Coś musi powodować, że część ludzi spędza dużo czasu w pozycji siedzącej — powiedziała Reuterowi Kotz. Kotz i inni skoncentrowali się na oreksynie A, ponieważ wiadomo, że pobudza ona apetyt, a ponadto reguluje czuwanie i sen oraz ruch. Chcieli oni sprawdzić, czy "oporne" na otyłość szczury różniły się od grubych reakcją na oreksynę. Gryzonie oporne na otyłość stworzono, krzyżując ze sobą szczupłe osobniki. Grube szczury miały otyłych oboje rodziców. Od samego początku szczupłe gryzonie były naturalnie bardziej aktywne i z upływem czasu nadal pozostawały chude, a szczury ze skłonnościami do tycia przybierały na wadze. Kiedy badacze podawali do mózgów zwierząt oreksynę, odkryli, że szczupłe szczury stawały się nawet bardziej aktywne, podczas gdy ich grubsi pobratymcy wykazywali niewielką reakcję. Choć nie wiadomo, czy tak samo jest u ludzi, odkrycia zespołu Kotz potwierdzają spostrzeżenia, że niektóre osoby muszą walczyć ze swoją biologią, by zacząć się ruszać. Tabletki, które wzmacniałyby oddziaływanie oreksyny, są pewnym pomysłem, ale ich opracowanie zajmie, wg Kotz, trochę czasu. Bardziej praktyczne jest podkreślanie wagi zwykłej codziennej krzątaniny. Dla dużo siedzących ludzi ze znaczną nadwagą wstawanie i robienie kilku kroków może być początkiem bardziej aktywnego życia. Oreksyny A i B zostały niedawno odkryte w centralnym układzie nerwowym. Są to tzw. neuropeptydy, syntetyzowane głównie w bocznej części podwzgórza. Wydaje się, że odgrywają one ważną rolę w ośrodkowej regulacji łaknienia.
  19. Nie od dzisiaj wiadomo, że szczupli żyją dłużej niż otyli. Liczne eksperymenty na myszach wykazały, że poddając te zwierzęta rygorystycznej diecie, można wydłużyć ich życie o 50%. Naukowcy dowiedli właśnie, że i grubasy mogą się cieszyć długim życiem. Uczeni od dawna przypuszczali, że tajemnica dłuższego życia chudszych osobników tkwi w odpowiedzi organizmu na insulinę. Dotychczas wiadomo było, że ciała wychudzonych myszy bardzo dobrze wykorzystują insulinę, w ich tkankach znajduje się niewiele tego hormonu, co sugeruje wolniejszy metabolizm. Z drugiej zaś strony, jeśli genetycznie zmodyfikujemy myszy w taki sposób, by zmniejszyć ilość insuliny w tkankach, to będą one dłużej żyły mimo swojej otyłości. Za reakcję komórki na insulinę odpowiada m.in. białko Irs2, które znajduje się na powierzchni wielu komórek, w tym komórek mózgowych. Morris White, biolog molekularny z Harvard Medical School, postanowił sprawdzić, czy manipulując nim, uda się przedłużyć życie. Aby się o tym przekonać, z chromosomów komórek tłuszczowych myszy usunięto jedną z dwóch kopii genu. Po 22 miesiącach zwierzęta były nieco cięższe od swoich pobratymców, ich organizmy reagowały na insulinę tak samo, jak organizmy niemodyfikowanych osobników, ale żyły one o 17% dłużej. Później u myszy usunięto jedną kopię genu tylko i wyłącznie z chromosomów znajdujących się w neuronach. Okazało się wówczas, że tak zmodyfikowane myszy było o 15% cięższe i pojawił się u nich zespół metaboliczny, podobnie jak u chorych na cukrzycę. Co więcej, ich organizmy źle radziły sobie z insuliną. Mimo to myszy, które nie posiadały Irs2 w neuronach, żyły o 18% dłużej niż ich szczupli pobratymcy. Badania sugerują zatem, że długość życia nie zależy od metabolizmu innych tkanek, ale od metabolizmu mózgu i jego zdolności do regulowania odpowiedzi na insulinę. Przeprowadzony eksperyment obala więc powszechnie panujący pogląd, iż do dłuższego życia konieczne jest zdrowe odżywianie się i ograniczenie liczby spożywanych kalorii. Jednak coś za coś. Genetyk Leonard Guarente z Massachusetts Institute of Technology mówi, że badania White’a sugerują, iż można przedłużyć życie, odpowiednio manipulując Irs2, jednak ceną za manipulacje mogą być efekty uboczne, w tym rozwój cukrzycy.
  20. Wytwarzane przez komórki tłuszczowe drażniące płuca białka mogą stanowić brakujące ogniwo między otyłością a astmą — donoszą australijscy naukowcy. Otyłość trzykrotnie zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na astmę. Kiedy otyłe osoby chudną, ich dolegliwości astmatyczne zmniejszają się — tłumaczy szef zespołu badawczego, dr Michael Rolph z Garvan Institute of Medical Research w Sydney. Skąd się bierze poprawa? Wyjaśnieniem może być właśnie substancja produkowana przez komórki tłuszczowe. Oznaczone symbolem aP2 białko pomaga komórkom tłuszczowym przechowywać cząsteczki tłuszczów. Rolph, Bennett O.V. Shum i inni wykazali, że wywołuje ono stan zapalny komórek wyścielających drogi oddechowe. Byliśmy bardzo zaskoczeni, odnajdując białko aP2 w płucach — stwierdza Shum. Później sprawdzaliśmy, co się stanie, gdy w mysim modelu [astmy — przyp. red.] usuniemy gen kodujący aP2. Myszy bez tego genu były zabezpieczone przed atakami astmy. Białko komórek tłuszczowych może wywoływać nie tylko astmę, ale i inne choroby dróg oddechowych. Dlatego też blokowanie jego działania powinno stać się celem nowej generacji leków. Wyniki badań opublikowano w sierpniowym wydaniu Journal of Clinical Investigation.
  21. Ludzie jedzą więcej, kiedy oglądają telewizję, a im bardziej rozrywkowy jest program, tym bardziej zwiększają się rozmiary pochłanianych przy okazji porcji. Dr Alan Hirsch, neurolog z chicagowskiej Smell and Taste Treatment and Research Foundation, podkreśla, że rozkojarzony, skupiony na czymś innym mózg wydaje się nie zwracać uwagi na to, co robią w danym momencie usta. Naukowiec badał wpływ oglądania telewizji na smak, powonienie i zachowania związane z odżywianiem się, wykorzystując do tego celu zwykłe chrupki ziemniaczane. W eksperymencie wzięło udział 45 wolontariuszy. Przez 3 tygodnie oglądali nocny talk show prowadzony przez 2 różnych gospodarzy. W czasie pięciu minut programu mogli jeśli tyle chipsów, ile tylko mieli ochotę. Pozwalano im także podjadać, kiedy telewizor był wyłączony. Okazało się, że w czasie programu jedli o 42-44% (w zależności od tego, kto go prowadził) więcej niż wtedy, kiedy odbiornik był wyłączony. Kiedy możesz się skupić na smaku pokarmu, jesz mniej, ponieważ wcześniej czujesz się nasycony — wyjaśnia dr Hirsch. Za kontrolę głodu odpowiada fragment podwzgórza zwany jądrem brzuszno-przyśrodkowym. Kiedy jest ono hamowane przez inne struktury albo w jakiś sposób oszukiwane, dana osoba nie wie, kiedy przestać jeść. Jednym słowem: traci wyczucie w zakresie zachowań konsumpcyjnych i zaczyna działać nieprawidłowo. Ludzie, którzy przez cały dzień gotują spaghetti, pod koniec dnia nie wiedzą, jak ono smakuje. Oddziaływanie zapachu tego dania przez tak długi czas wprowadza podwzgórze w błąd. Sygnałami dotyczącymi stopnia zaspokojenia głodu są zarówno wskazówki płynące z organizmu, jak i cechy samego pokarmu, takie jak zapach czy smak. Problem polega jednak na tym, że osoby przesiadujące przed srebrnym ekranem nie zwracają na nie uwagi. Hirsch wyjaśnia, że wiele badań łączyło oglądanie telewizji z otyłością. Jest to głównie skutek braku aktywności, ale także doboru programów. Rozrywka działa tak, jak to opisaliśmy wyżej... Jeśli chcesz schudnąć, wyłącz odbiornik albo zacznij oglądać coś nudnego — doradza neurolog.
  22. Dodatkowe kilogramy wpływają negatywnie nie tylko na zdrowie, ale i na zarobki. Wystarczy 10-proc. wzrost wskaźnika masy ciała (BMI), by realne zarobki mężczyzny spadły o 3,3%, a kobiety o 1,8% — zauważyli ekonomiści z Uniwersytetu w Padwie. Badanie przeprowadzone w 9 krajach europejskich wykazało, że negatywny wpływ przyrostu wagi na pensję jest silniejszy w Hiszpanii, Grecji, Portugalii i we Włoszech, czyli w państwach zużywających dużo oliwy. W krajach piwoszy (Austrii, Irlandii, Danii, Belgii i Finlandii) wzrost BMI nie wpływał znacząco na zarobki. Giorgio Brunello nie wie, czy zaobserwowane zjawisko to skutek dyskryminacji osób z nadwagą i otyłością, czy też może problemy zdrowotne lub depresja ograniczają ich produktywność (Economics and Human Biology). Szacuje się, że 23% Europejczyków i 36% Europejek cierpi z powodu otyłości. Nadmierna waga to narastający problem również wśród dzieci.
  23. Naukowcy holenderscy pracują nad produktami żywnościowymi, które zapobiegają otyłości, sprawiając, że ludzie jedzą mniej, oraz nad składnikami pokarmów niedopuszczającymi u już otyłych osób do rozwoju cukrzycy. Top Institute Food and Nutrition (TIFN) finansują rząd holenderski oraz producenci żywności, m.in. CSM Anglo-Dutch Unilever. Pracujemy nad składnikami pokarmów, które w dłuższej perspektywie czasowej dają silniejsze uczucie sytości niż inne dania, aby nasi partnerzy mogli je wykorzystać w swoich produktach — mówi profesor Robert-Jan Brummer, dyrektor programowy TIFN-u. Powinny one wywoływać uczucie napełnienia i powstrzymywać od dalszego jedzenia. Muszą także spełniać wymogi żywieniowe, dobrze smakować i sprawiać przyjemność konsumentowi. Brummer nie zdradził, oczywiście, szczegółów objętej tajemnicą receptury. Powiedział tylko, że opracowywane substancje znajdą zastosowanie w szerokiej gamie produktów: od napojów poczynając, przez smarowidła do chleba, na samym pieczywie kończąc. Żadnemu ośrodkowi badawczemu, w tym laboratorium samego Brummera, nie udało się poczynić tak daleko idących postępów w dziedzinie zapobiegających otyłości pokarmów. Holender uważa, że do przełomu dojdzie najprawdopodobniej w ciągu najbliższych 5 lat. TIFN opracował dodatki do żywności, które zwiększają wrażliwość na insulinę. Zatrudnieni w instytucie naukowcy poszukują obecnie związków chemicznych, które pomagałyby w obniżeniu ciśnienia tętniczego. Już teraz udało się uzyskać chleb, którego skórka dłużej pozostaje chrupiąca i dietetyczne odtłuszczone pokarmy, smakujące nie gorzej od swoich poprzedników. Brummer nie omieszkał się pochwalić, że jego instytut jako jeden z pierwszych na świecie wykazał, iż kwas foliowy wspomaga funkcjonowanie mózgu i słuch u starszych osób.
  24. Niepokojąco szybko wzrasta liczba Maorysów i Polinezyjczyków chorujących na cukrzycę. Jeśli dotychczasowe tempo się utrzyma, może się okazać, że nacje te znikną z powierzchni Ziemi przed końcem XXI wieku — ostrzegają australijscy naukowcy. Profesor Paul Zimmet, dyrektor Międzynarodowego Centrum Cukrzycy przy Monash University, zauważa: "bez przeprowadzenia specjalnej akcji w bieżącym stuleciu istnieje rzeczywiste ryzyko znacznego skurczenia się liczebności, jeśli nie zaniku, rdzennych populacji. I tak już krótka przeciętna długość życia jeszcze spada, a cukrzyca i będące skutkiem jej nieleczenia infekcje, amputacje i choroby nerek zbierają swoje tragiczne żniwo". W przeszłości wyginięcie zagrażało aborygenom w stopniu nie mniejszym niż obecnie Maorysom czy Polinezyjczykom. Podobnie miała się sprawa z rdzenną ludnością USA i Kanady. Profesor Chris Cunningham z Massey's Research Centre for Maori Health zgodził się z tragicznymi prognozami Zimmeta, stwierdzając, że zachorowalność na cukrzycę zaczyna wśród Maorysów przybierać rozmiary epidemii. Cunningham uważa, że ponad połowa chorych nie ma jeszcze pojęcia o swojej dolegliwości. Według niego, Maorysi i wyspiarze są bardziej podatni na zachorowanie, ponieważ nie są fizjologicznie przystosowani do zachodniego stylu życia i diety. Zazwyczaj czynnikiem uruchamiającym cukrzycę typu 2. jest otyłość. Chociaż chorują przeważnie dorośli, coraz częściej dotyczy to również dzieci i nastolatków. Dane Ministerstwa Zdrowia głoszą, że cukrzyca typu 2. odpowiada za 20% zgonów ludności maoryskiej, w porównaniu do 4% w przypadku Nowozelandczyków niepolinezyjskiego pochodzenia. Maorysi umierają na cukrzycę 6,5, a Maoryski 10 razy częściej niż biali Nowozelandczycy. W przypadku Polinezyjczyków sytuacja wygląda nieco lepiej: cukrzyca przyczynia się bowiem do zgonów 5 razy częściej. Większość Maorysów zaczyna chorować na późniejszych etapach życia, gdy ma już dzieci. Robyn Toomath, rzeczniczka prasowa Fight the Obesity Epidemic, a zarazem endokrynolog w Wellington Hospotal, tłumaczy, że Maorysi i Polinezyjczycy mają genetyczne skłonności do otyłości, a w konsekwencji do cukrzycy. W zeszłym roku u 125 tys. Nowozelandczyków zdiagnozowano cukrzycę, 22% to Maorysi.
  25. Nicholas Christakis, profesor socjologii medycznej z Harvardu, badał otyłość i dane dotyczące sieci społecznych ponad 5000 osób. Zauważył, że posiadanie otyłych przyjaciół i pochodzenie z rodzin z nadmierną wagą zwiększa prawdopodobieństwo, że sami przytyjemy. Naukowiec natrafił na klastry otyłości z najwyższymi szansami na "złapanie" dodatkowych kilogramów. Obejmowały one grupy ludzi, którzy wzajemnie uważali się za przyjaciół. Osoby tej samej płci wpływały na siebie silniej niż pary mieszane. Na mężczyzn silniej wpływała zwiększająca się masa ciała innych mężczyzn, a na kobiety innych kobiet. Podobny efekt można zaobserwować wśród rodzeństwa: tycie rodzeństwa tej samej płci oddziałuje silniej niż zmiany wagi rodzeństwa różnej płci. Wyniki studium sugerują, że ważny jest dystans społeczny, a nie fizyczny. Wpływać mogą na nas przyjaciele i członkowie rodziny, ale już nie tyjący sąsiedzi. I nie ma tu znaczenia położenie (bliskość) barów z fast foodem. Według Christakisa, badania jego zespołu uwidaczniają zmianę norm społecznych, tutaj akceptację zwiększania się masy ciała, a nie upowszechnianie się pewnych zachowań, które dają zbliżone rezultaty.
×
×
  • Create New...