Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'biblioteka'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 10 results

  1. Użytkownicy czytnika Kindle będą mogli wypożyczać książki elektroniczne z 11 000 amerykańskich bibliotek publicznych. To nowy pomysł Amazona na walkę z konkurencją. Według najnowszych danych z Stanach Zjednoczonych istnieje ponad 9200 bibliotek publicznych, co wraz z ich filiami daje ponad 16 600 bibliotek. Przez lata budowały one swoje katalogi książek elektronicznych. Dotychczas mogli z nich korzystać jedynie użytkownicy czytników Nook oraz eReader. Teraz będą dostępne także dla posiadaczy Kindle'a. Oczywiście natychmiast pojawiło się pytanie, czy bezpłatne wypożyczanie książek elektronicznych nie doprowadzi do spadku sprzedaży książek. Niektórzy wydawcy od dawna zabezpieczają się przed taką ewentualnością nie udzielając licencji na wypożyczanie elektronicznych wersji swoich tytułów. Innym sposobem zabezpieczenia, wykorzystanym przez wydawców zezwalających na wypożyczanie, jest pomysł, by z książek elektronicznych korzystać podobnie, jak z ich drukowanych wersji. Książka elektroniczna, która zostanie wypożyczona nie będzie dostępna dla innych użytkowników do czasu jej „zwrotu". W katalogu firmy OverDrive, wielkiego dystrybutora książek elektronicznych, który dostarcza je do bibliotek, znajduje się 400 000 tytułów. Książka elektroniczna cieszy się coraz większą popularnością. Sama tylko Nowojorska Biblioteka Publiczna wypożyczyła w bieżącym roku już ponad 173 000 e-booków. Niestety, z ofert amerykańskich bibliotek nie będą mogli korzystać użytkownicy Kindle'a mieszkający poza USA. Aby wypożyczyć książkę elektroniczną trzeba bowiem osobiście udać się z czytnikiem do biblioteki. Łatwiej mają użytkownicy tabletów. Mogą oni, o ile posiadają kartę biblioteczną, zalogować się na witrynę biblioteki i pobrać wybraną książkę. W określonym z góry terminie książka zostanie wykasowana z urządzenia.
  2. Google rozpoczęło walkę z fragmentacją Androida. Firma opublikowała bibliotekę Fragment dla starszych wersji systemu operacyjnego. Fragmentacja to poważny problem dla developerów, którzy chcą, by ich programy bez problemu współpracowały z różnymi urządzeniami. Jeśli developerzy zniechęcą się do platformy, której producent nie potrafi powstrzymać fragmentacji, mogą zacząć pisanie programów na konkurencyjne systemy, co w efekcie może doprowadzić do spadku popularności platformy. Dlatego też Google już na tym etapie postanowiło wydać Fragment, dzięki której programiści będą mogli łatwo poradzić sobie z problemem np. obsługi programu przez urządzenia o różnej wielkości i rozdzielczości ekranu. Fragment można wbudować w aplikację, dlatego też jej udostępnienie jest ważne dla starszych wersji Androida, gdyż w edycji najnowszej biblioteka została standardowo umieszczona w systemie.
  3. Naukowcy z Missouri Botanical Garden i Królewskich Ogrodów Botanicznych w Kew ujawnili bazę danych 1,25 mln nazw roślin (1.040.426 to nazwy gatunków, a reszta dotyczy m.in. rodzin). Znajdują się wśród nich zarówno rośliny uprawne, takie jak ryż czy kukurydza, jak i storczyki z lasów deszczowych Amazonii. Do nazwy przypisane są publikacje naukowe. Jak ujawniono na witrynie http://www.theplantlist.org/, wersja 1 obejmuje rośliny naczyniowe oraz mszaki. Opublikowano zaakceptowane łacińskie nazwy większości gatunków, a także wszystkie znane synonimy. Botanicy uwzględnili nazwy "niepewne", w przypadku których źródła nie zawierają odpowiedniej liczby dowodów, by stwierdzić, czy mamy do czynienia z nazwą akceptowaną lub synonimem. The Plant List to 620 rodzin i 16.167 rodzajów. Jaki cel przyświecał twórcom biblioteki? Chcieli w ten sposób wyeliminować 100-letnie nieporozumienia taksonomiczne. Bez dokładnych nazw zrozumienie i komunikacja nt. globalnej flory przeradzają się w nieskuteczny chaos, prowadząc do wydawania znacznych sum pieniędzy, a w przypadku roślin wykorzystywanych w celach medycznych, zagrażając ludzkiemu życiu – twierdzą przedstawiciele Królewskich Ogrodów. Po raz pierwszy pomysł rozwiania wszelkich wątpliwości związanych z nazewnictwem pojawił się na kongresie botanicznym już w 1999 r. Wtedy naukowcy postulowali, że pomoże to w ochronie zagrożonych gatunków. Najdłuższą nazwą występującą w bazie danych jest Ornithogalum adseptentrionesvergentulum (do grupy tej należy np. gwiazda betlejemska, nazywana inaczej poinsecją lub wilczomleczem nadobnym, po łac. Euforbia pulcherrima), a jedną z najkrótszych Poa fax (roślina ta występuje głównie wzdłuż wybrzeża południowej Australii i kwitnie na czerwono od września do listopada).
  4. Przetrzymywanie książek wypożyczonych z biblioteki zdarza się nie tylko współcześnie i nie tylko przeciętnemu Kowalskiemu. Nowojorska New York Society Library ujawniła właśnie, że niemal równo 220 lat temu, bo 5 października 1789 r., w bibliotece na Manhattanie zjawił się Jerzy Waszyngton. Wypożyczył 2 woluminy, których nigdy nie oddał. Kara za zwłokę wraz z odsetkami i uwzględnioną stopą inflacji wynosi obecnie ok. 300 tys. dolarów. Władze biblioteki zapewniają, że nie chodzi o pieniądze, lecz o odzyskanie książek, które, niestety, przepadły jak kamień w wodę. Uwagę pierwszego prezydenta USA przykuła rozprawa pt. "Prawo narodów" (Law of Nations), a także protokoły z posiedzeń brytyjskiej Izby Gmin. W bibliotecznej księdze nie wpisał zresztą imienia i nazwiska, obok tytułów widnieje tylko nazwa sprawowanego urzędu: "prezydent". Wypożyczone pozycje należało oddać po upływie miesiąca, ale jak wiadomo, nigdy do tego nie doszło. Przewinienie Waszyngtona wyszło na jaw, gdy przeprowadzano digitalizację zbiorów z XVIII wieku.
  5. Fundacja Billa i Melindy Gatesów chce podłączyć do internetu wszystkie "kluczowe instytucje" w USA. Podczas niedawnego spotkania z przedstawicielami Federalnej Komisji Komunikacji szacowano koszty takiego przedsięwzięcia. Fundacja dysponuje listą 123 000 "kluczowych instytucji", czyli szkół, bibliotek i szpitali, którym chce zapewnić łącza. Planuje nie tylko podłączyć je kablem do internetu, ale również zapewnić lokalnej społeczności bezprzewodowy dostęp, dzięki antenom umieszczonym na dachu instytucji. Ze wstępnych szacunków wynika, że realizacja takich planów będzie kosztowała 5-10 miliardów dolarów. Fundacja zauważa jednak, że to nie wszystkie wydatki, jakie trzeba będzie ponieść. Szacunki nie uwzględniają bowiem kosztów zarządzania siecią i jej konserwacji. Ponadto w niektórych miejscach doprowadzenie stałych łączy będzie bardzo trudne i drogie. Fundacja ocenia, że obecnie 13% bibliotek i 20% innych "kluczowych instytucji" korzysta ze stałych łączy. Podłączenie reszty ma kosztować od 4,9 do 10,1 miliarda USD. Tak olbrzymi rozrzut szacunków spowodowany jest niemożnością precyzyjnego określenia kosztów związanych z prowadzeniem prac ziemnych.
  6. Google oświadczyło, że nie będzie skanowało i publikowało w sieci żadnych książek europejskich autorów, które są wciąż sprzedawane. W ten sposób wyszukiwarkowy gigant częściowo uwzględnił zastrzeżenia autorów i wydawców ze Starego Kontynentu, którym nie podobało się, że dzieła takie mają być dostępne w cyfrowej bibliotece Google'a bez pytania o zdanie właścicieli praw do nich. Książki takie mogą trafić do biblioteki Google'a o ile ich autor sobie tego zażyczy. Przypomnijmy, że Google zawarł z amerykańskimi wydawcami umowę, na podstawie której firma będzie skanowała i udostępniała w Sieci dzieła, do których autorskie prawa majątkowe wygasły, które nie są już drukowane lub też dzieła osierocone, w przypadku których właścicieli praw jest trudno ustalić. Początkowo koncern próbował objąć tą umową wszystkie dzieła znajdujące się w amerykańskich bibliotekach. To wywołało sprzeciw europejskich posiadaczy praw autorskich, których książki nie są już wydawane lub też nigdy nie były wydawane w Stanach Zjednoczonych. Google obiecał też, że w radzie zarządzającej Books Rights Registry zasiądą dwie osoby spoza USA, a ich głównym zadaniem będzie ustalanie właścicieli praw autorskich i dopilnowanie, by otrzymywali wynagrodzenie od Google'a. Ocenia się, że w europejskich bibliotekach książki osierocone oraz dłużej niewydawane stanowią około 90% zbiorów. Jednak w Europie prawo autorskie jest bardziej restrykcyjne niż w USA. Ponadto w UE nie obowiązuje jednolite prawo, przez co podpisanie przez Google'a umowy z europejskimi wydawcami jest niezwykle trudne. Books Rights Registry będzie zarabiał na sprzedaży samych książek lub też z reklam. Zarobione pieniądze będą dzielone w stosunku 63:37. Większość otrzymają właściciele praw autorskich.
  7. Amazon, Yahoo! i Microsoft utworzą Open Book Alliance, które ma przeciwstawić się zagrożeniu jakie, ich zdaniem, stwarza tworzona przez Google'a ogólnoświatowa cyfrowa biblioteka. Wspomniane firmy będą współpracowały z Internet Archive, które od początku sprzeciwia się pomysłowi Google'a. Jego twórca, Brewster Kahle, obawia się bowiem, że jeśli Google dopnie swego, w Internecie będzie istniała tylko jedna biblioteka. Musimy tutaj przypomnieć, że w ubiegłym roku Google zawarł ugodę z amerykańskimi wydawcami. Na jej podstawie firma zobowiązała się do utworzenia Book Rights Registry, w której będą mogli rejestrować się wydawcy i autorzy, by otrzymać wynagrodzenie. Opłata za korzystanie z książek będzie dzielona w stosunku 70:30. Większą część otrzymają właściciele praw autorskich, mniejszą - Google. Duże kontrowersje wzbudza też fakt, że wyszukiwarkowy gigant zyskał prawo do publikacji tzw. dzieł osieroconych, czyli takich, w przypadku których właściciele praw nie są znani. Ocenia się, że tego typu książki stanowią 50-70% dzieł opublikowanych po 1923 roku. Ugoda wywołała burzę, gdyż wynika z niej, że Google nie ma obowiązku pytać nikogo o zdanie na publikowanie książek. Może zeskanować np. książkę polskiego autora, która znajduje się w zbiorach którejś z amerykańskich bibliotek. To właściciel praw do dzieła musi ewentualnie poinformować Google'a, że chce, by firma dzieliła się z nim zarobionymi pieniędzmi lub też, że nie życzy sobie, by Google publikowało jego dzieło. W ubiegłym roku porozumienie zostało skrytykowane przez polskich autorów i wydawców. Dyrektor Biblioteki Narodowej mówił wówczas, że wielkie wątpliwości budzi fakt, iż na podstawie umowy pomiędzy koncernem a organizacjami wydawców w jednym kraju zostaje naruszone, odmienne przecież od amerykańskiego, prawo w innych krajach. Google usprawiedliwia się twierdząc, że dla firmy byłoby dużym problemem samodzielne określanie sytuacji prawnej poszczególnych dzieł, dlatego też to właściciele praw powinni zgłaszać się do Google'a i wszystko wyjaśniać. Internet Archive obawia się, że pomysł Google'a doprowadzi do monopolizacji cyfrowej książki. Sposoby, które wypracowaliśmy od czasu oświecenia, otwarty dostęp, wsparcie dla bibliotek, najróżniejsze typy organizacji, różne sposoby dystrybucji, mogą teraz zostać zmienione, przepakowane i sprzedane - mówi Kahle. Należące do niego Internet Archive zeskanowało dotychczas ponad 1,5 miliona tekstów i udostępnia je za darmo. Właściciele praw do dzieł mają czas do 4 września bieżącego roku. Wówczas zakończy się proces rejestracji w Book Rights Registry. Później nie będzie można ani otrzymać pieniędzy, ani wyrazić sprzeciwu wobec publikowania swojego dzieła. Pomysł Google wzbudza nie tylko obawy związane z prawami autorskimi i monopolizacją rynku. Organizacje takie jak Electronic Frontier Foundation czy Consumer Watchdog chcą, by Google zapewnił, iż w żaden sposób nie będzie zbierał i przechowywał danych o tym, co użytkownicy czytają.
  8. W bibliotekach XML stworzonych przez Suna, Apache Software Foundation, Python Software Foundation i Gnome Project odkryto poważne błędy umożliwiające przeprowadzenie ataku DoS. Wykorzystujące je aplikacje są zagrożone, a aplikacji takich są prawdopodobnie miliony - mówi Dave Chartier, szef firmy Codenomicon, która odkryła błąd. Codenomicon produkuje narzędzie Defensics, które zajmuje się automatycznym analizowaniem kodu pod względem bezpieczeństwa. Na początku roku dodano do niego możliwość analizowania XML. Już pierwsze testy wykazały, że popularne biblioteki zawierają liczne luki. Dziury mogą zostać wykorzystane poprzez zachęcenie użytkownika do otwarcia odpowiednio spreparowanego pliku XML lub też wysłanie zapytania do witryny zawierającej spreparowany kod XML. Następstwa skutecznego ataku mogą być poważne - od możliwości przeprowadzenia ataku DoS po wykonanie szkodliwego kodu na zaatakowanej maszynie - czytamy na stronach Codenomicon. Firma od dłuższego czasu współpracuje z producentami oprogramowania i fińskim CERT-em w celu rozwiązania problemu. Implementacje XML-a są wszechobecne, znajdziemy je w systemach i usługach, w których byśmy się ich nie spodziewali. Dla nas najważniejsze jest, by użytkownicy końcowi i organizacje, którzy używają tych bibliotek zainstalowali ich najnowsze wersje. Niniejsze oświadczenie to początek długiej drogi rozwiązywania problemów, która zakończy się dopiero wówczas, gdy łaty zostaną zastosowane w systemach produkcyjnych - mówi Erka Koivunen z CERT-FI.
  9. Google i amerykańskie organizacje broniące praw autorów oraz wydawców książek zawarły porozumienie, które ma być takim przełomem na rynku księgarskim, jakim dla rynku muzycznego było pojawienie się iTunes. Spór pomiędzy Stowarzyszeniem Amerykańskich Wydawców (Association of American Publishers) oraz Gildią Autorów (Authors Guild) a Googlem zbliża się ku końcowi. Rozpoczął się on w 2005 roku, kiedy wspomniane organizacje oskarżyły wyszukiwarkowego giganta o naruszenie praw autorskich. Google skanował bowiem książki i udostępniał ich fragmenty w Internecie. Po pojawieniu się pozwu firma Page'a i Brina nieco spowolniła swoje działania, ale nie zrezygnowała z nich całkowicie. Obecnie obie strony sporu zawarły ugodę. W jej ramach Google zobowiązał się wydać 125 milionów dolarów. Pieniądze zostaną przeznaczone na stworzenie Book Rights Registry, część z nich otrzymają autorzy i wydawcy, których prawa zostały naruszone, a część będzie przeznaczona na badania mające na celu powstanie technologii ułatwiającej dostęp do książek on-line. Ugodę musi jeszcze zatwierdzić Sąd Okręgowy z Nowego Jorku. Umowa zawiera też punkt mówiący o "zgodzie na niezgadzanie się". Postanowiono w nim, że Gildia Autorów i Stowarzyszenie Wydawców nie wyrażają zgody na użycie przez Google'a obecnie drukowanych dzieł i sprawa ta będzie przedmiotem dalszych ustaleń. Zgodzono się jednak na szeroko zakrojoną współpracę. Obie strony są jednak z ugody zadowolone. Obejmuje ona bowiem większość książek, gdyż na bieżąco w księgarniach jest dostępna tylko niewielka część dzieł, które powstały. Te właśnie książki, których nakłady nie są wznawiane, zostaną udostępnione w Book Rights Registry. Internauci będą mogli wyszukać konkretne dzieło i zyskają dostęp do jego fragmentów. Zyskają też możliwość zakupu książki w formie elektronicznej lub zamówienia jej wersji wydrukowanej. Książki będzie można też odnajdować za pomocą wyszukiwarki google.com. Zainteresowanie wyrażają nie tylko wydawcy i autorzy. Projekt popierają też uniwersytety, a organizacje autorów i wydawców z innych krajów rozważają przystąpienie do niego. Nie wszyscy jednak chwalą działania Google'a. Brewster Kahle, założyciel Internet Archive, który wraz z Yahoo, Microsoftem i 135 bibliotekami tworzy Open Content Alliance, mówi, że to, co robi Google prowadzi do monokultury. Jedna firma próbuje być systemem bibliotecznym. To nie jest dobre dla społeczeństwa, które szanuje wolność wypowiedzi. Lepiej mieć ogólnoświatową sieć niż biblioteczny iTunes - stwierdził Kahle.
  10. Większość polskich miast wygląda jak wielki plac budowy. Pomijając kwestię utrudnień komunikacyjnych, rozkopany krajobraz wcale nie wygląda zachęcająco. Przedstawiciele władz Kansas City w amerykańskim stanie Missouri wpadli na ciekawy pomysł, czasowo przemieniając ogrodzenie w ogromną biblioteczną półkę. Przejeżdżając obok, można się poczuć jak Guliwer w krainie olbrzymów. O tym, jakie tytuły trafią na ścianę, zadecydowali sami mieszkańcy. Mieli zagłosować na książki, które najtrafniej opisują lokalną społeczność i jej gusta. Swoją drogą, to ciekawy pomysł na zbadanie stanu czytelnictwa... Na ogrodzeniu budowy znalazły się zarówno pozycje klasyczne, np. Romeo i Julia Szekspira czy kryminał Mary Higgins Clark, jak i nowsze bestsellery, m.in. Władca pierścieni Tolkiena i Cyfrowa twierdza Dana Browna. W doborowym towarzystwie nie mogło, oczywiście, zabraknąć J.R. Rowling i jej Harry'ego Pottera.
×
×
  • Create New...