Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Search the Community

Showing results for tags 'armia'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Adres URL


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Found 11 results

  1. Amerykańska Armia przed kilkoma miesiącami postanowiła wyposażyć żołnierzy w smartfony, jednak nie mogła zdecydować, czy wybrać system iOS czy Androida. Teraz już wiemy, że wojskowi postawili na Androida. Do rąk żołnierzy trafi oparta na systemie Google'a Joint Battle Command-Platform. Na razie jeszcze nie zdecydowano, czy zostaną użyte smarfony zaprojektowane specjalnie na zamówienie rządowe, czy też Armia zakupi komercyjne urządzenia zamknięte we wzmocnionych obudowach. Tak czy inaczej JBCP ma działać na różnych wersjach Androida. Jeszcze latem bieżącego roku do rąk prywatnych developerów trafi rządowe SDK (narzędzie do rozwoju oprogramowania) o nazwie Mobile/Handheld Computing Environment, które wykorzystywano podczas prac nad JBCP. W rękach Armii pozostanie opracowywany właśnie Mission Command Apps, który będzie zawierał m.in. programy do tworzenia map, narzędzia pozwalające na śledzenie i identyfikację własnych jednostek oraz narzędzie komunikacyjne. Za wyborem Androida przemówił najprawdopodobniej fakt, że iOS działa tylko na sprzęcie Apple'a. Zanim JBCP trafi na pole walki, wojskowi specjaliści będą musieli rozwiązać poważne problemy takie jak bezpieczeństwo samych urządzeń czy zapewnienie łączności w różnych warunkach. Pierwsze wojskowe smartfony mają trafić do rąk użytkowników w 2013 roku.
  2. Amerykańska armia prowadzi testy polowe kolorowego wyświetlacza, który jest na tyle wytrzymały i lekki, że można nosić go na przedramieniu. Urządzenie może służyć do prezentowania przekazu wideo i innych informacji. Wyświetlacze mają przekątną 4,3 cala i w ramach testów będą pokazywały żołnierzom obraz wideo rejestrowany przez bezzałogowy samolot zwiadowczy. Wyświetlacz OLED i potrzebny do jego produkcji nowe materiały fosforescencyjne zostały opracowane przez firmę Universal Displays i są budowane z materiałów dostarczanych przez LG Display. Jego twórcy nie chcą zdradzić szczegółów użytych materiałów, jednak zapewniają, że urządzenie pobiera czterokrotnie mniej energii niż typowy wyświetlacz OLED. Materiały fosforescencyjne Universal Displays zyskały już uznanie. Czerwony jest wykorzystywany przez Samsunga, największego producenta wyświetlaczy OLED. Rynkowi giganci testują obecnie zielony materiał. O nowym wyświetlaczu wiadomo niewiele. Zbudowany jest na bazie nierdzewnej stalowej folii dostarczonej przez LG, na której umieszono tranzystory zbudowane z amorficznego krzemu. Użycie metalu w miejsce tworzyw sztucznych ma jednak swoją cenę. Proces produkcyjny jest trudniejszy, gdyż metal ma mniej gładką powierzchnię. Jednak pozwala on na wykorzystanie wyższych temperatur podczas produkcji, dzięki czemu umieszczone na nim kryształy krzemu mają nie tylko lepszą jakość, ale są też bardziej stabilne w czasie.
  3. W mauzoleum Pierwszego Cesarza Qin, który był pierwszym władcą Cesarstwa Chińskiego i rządził nim w III wieku p.n.e., odkryto 114 terakotowych żołnierzy i szereg artefaktów. Na armię natrafiono w największej z jam grobowych (nr 1). Na niektórych postaciach zachowała się nawet farba. Zdjęć żołnierzy, z których większość to piechota, jeszcze nie upubliczniono, ale badacze donoszą, że figury mają między 1,8 a 2 m, a do ich pokolorowania użyto jaskrawych barw. Oczy i włosy mają naturalny kolor: włosy są czarne, a oczy czarne bądź brązowe. Twarze pomalowano na biało, różowo i zielono, przy czym ich barwę dostosowywano do rodzaju kostiumu. Co prawda zachowała się farba, lecz, niestety, większość rzeźb jest porozbijana. Liu Zhanchang, dyrektor Wydziału Archeologii Muzeum Terakotowej Armii Pierwszego Cesarza Qin, dodaje też, że na nich i na ścianach widnieją ślady ognia. Naukowcy dywagują, że figury mogły zostać porozbijane przez rozwścieczony plądrujący tłum. Biorą też pod uwagę możliwość, że zniszczeń dokonał generał Xiang Yu, który wg podań, najechał na grobowiec po upływie mniej niż 5 lat od śmierci pierwszego władcy. Co ważne, wojowników da się uratować. Poza nimi archeolodzy znaleźli wiele różnych przedmiotów, w tym broń, rydwany, bębny, a także skrzynię o nieznanym przeznaczeniu. Mauzoleum odkryto w latach 70. ubiegłego wieku, ale ponieważ istnieją uzasadnione podejrzenia, że w grobowcu występują toksyczne stężenia rtęci, która miała zapewnić cesarzowi nieśmiertelność, nie ma planów dotarcia do samej komory grobowej. Trzecia tura wykopalisk rozpoczęła się w czerwcu ubiegłego roku. Dzięki niej znaleziono wiele cennych obiektów, m.in. nastoletnich żołnierzy z terakoty.
  4. dRoboty bojowe staną się codziennością w amerykańskiej armii. Dotychczas wykorzystywały je tylko siły specjalne lub oddziały formowane ad hoc do celów testowych. Teraz mają trafić do wszystkich jednostek liniowych. US Army ujawniła program "Brigade Combat Team Modernisation", który zakłada modernizację oddziałów bojowych. Zgodnie z nim już w bieżącym roku rozpocznie się wyposażanie wszystkich jednostek liniowych w roboty. Każda z nich otrzyma trzy rodzaje urządzeń. Small Unmanned Ground Vehicle (SUGV) to niewielki pojazd zdolny do operowania w budynkach, jaskiniach i tunelach, który może być wyposażony w celownik laserowy oraz chwytaki. Urządzenie nie jest uzbrojone, chociaż istnieje jego większa wersja zdolna do przenoszenia wyrzutni granatów i wystrzelenia 16 pocisków w ciągu sekundy. Kolejne urządzenie to Class I Unmanned Air Vehicle znany jako "Tarantula Hawk", czyli latający pojazd zwiadowczy, który dotychczas znajdował się tylko na wyposażeniu elitarnych jednostek specjalnych. Ostatni z robotów to Non Line of Sight Launch System, znany jako "Netfires" lub "Rocket in a Box". To urządzenie wielkości niedużej lodówki może być przewożone na samochodzie Humvee i jest w stanie zastąpić baterię artyleryjską. Wyposażono je w 15 rakiet, które możne wystrzeliwać zarówno z pokładu okrętu, podczas jazdy samochodem czy stojąc na ziemi. "Netfires" nie wymaga obsługi przez człowieka. Steruje ogniem dzięki rozkazom otrzymywanym z sieci bezprzewodowej. Rakieta, po wystrzeleniu, sama staje się węzłem sieci, może więc na bieżąco korygować swój lot i, korzystając z napływających na bieżąco danych, ścigać poruszający się cel.
  5. Włoscy archeolodzy odkryli pod piaskami Egiptu broń z brązu, srebrne ozdoby i setki ludzkich kości. Niewykluczone, że trafili na legendarne szczątki zaginionej armii perskiej króla Kambizesa II. Jak dowiadujemy się z "Dziejów" Herodota: Kiedy w swoim pochodzie przybył do Teb, oddzielił od swojego wojska około pięćdziesięciu tysięcy ludzi i tym polecił ujarzmić Ammoniów i spalić świątynię Zeusa [Ammona - red.]; sam zaś z resztą wojska ruszył na Etiopów. [...] Ci zaś, których wysłano na wojnę przeciw Ammoniom, wyruszywszy z Teb, maszerowali z przewodnikami i przybyli, co jest rzeczą pewną, do miast Oasis [Oasis Maior, które było położone w pobliżu dzisiejszego el Kharegh - red.], zamieszkałego przez Samijczyków, którzy podobno pochodzili z gminy ajschrionijskiej; od Teb są oni oddaleni o siedem dni marszu przez piaski, a ta okolica nazywa się w języku Hellenów Wyspą Szczęśliwości. Aż do tej okolicy miało wojsko dotrzeć, odtąd zaś nikt inny, prócz samych Ammoniów i tych, którzy od nich słyszeli, nie umie nic o nich powiedzieć. Bo ani do Ammoniów nie przybyli, ani też nie wrócili do domu. Sami Ammoniowie tak opowiadają: Kiedy z owej Oasis ciągnęli przeciwko nim przez piaski, znaleźli się mniej więcej w środku między nimi a Oasis, a gdy właśnie spożywali śniadanie, zawiał ku nim wielki i niesamowity wiatr południowy, który, niosąc ze sobą góry piasku, zasypał ich - i w ten sposób zniknęli. Wydarzenia te prawdopodobnie miały miejsce w 525 roku p.n.e, a przyczyną wysłania armii na Ammoniów i chęci zniszczenia świątyni był fakt, że jej kapłani nie chcieli uznać władzy Kambizesa nad Egiptem. Kambizes II (zm. w 522 roku p.n.e) był synem Cyrusa Wielkiego, twórcy imperium Persów. Rozszerzył państwo podbijając Egipt, podjął też nieudaną wyprawę na Kusz. Bliźniacy Angelo i Alfredo Castiglioni uważają, że ich znalezisko stanowi pierwszy dowód, iż wspomniana przez Herodota zaginiona armia nie jest legendą. Bracia dokonali swego odkrycia, gdyż uznali, że armia Kambizesa nie poszła drogą karawan, która była najbardziej prawdopodobną trasą jej wyprawy. Zaginionej armii szukali archeolodzy i awanturnicy już w XIX wieku. Nikomu nie udało się trafić na jej ślady. Włosi na ślady perskiej armii trafili przy okazji innej wyprawy archeologicznej. Dokonane odkrycia bardzo uprawdopodabniają historię opisaną przez Herodota. Znaleziona broń i liczne kości wskazują na obecność dużego oddziału wojska. Z kolei srebrna bransoleta bez wątpienia jest perska i pochodzi z okresu panowania Achemenidów, do której to dynastii należał Kambizes. Co więcej odkopane kolczyki i fragmenty naszyjnika są bardzo podobne do tego typu ozdób pochodzących z terenu Turcji i datowanych na V wiek p.n.e. Bracia Castiglioni, po przestudiowaniu starożytnych map uważają, że armia Kambizesa nie poszła drogą karawan która wiodła przez oazy Dakhla i Farafra. Persowie powędrowali z el Kargha na zachód do el Kebir, przeszli przez Wadi Abd el Melik i skierowali się na północ do Siwa Oasis, która stanowiła cel ich podróży. Wybór takiej drogi był, zdaniem Włochów, mądrym posunięciem. Persowi mogli bowiem zaatakować Siwa Oasis od niespodziewanej strony, a ponadto nie przechodzili przez miejsca kontrolowane przez egipskie wojska, z którymi musieliby toczyć walki. Hipotezę włoskich archeologów potwierdza fakt, że na proponowanej przez nich trasie przemarszu znaleziono pozostałości po studniach, a badania wykazały, że powstały one 2500 lat temu. Okazało się również, że Beduini od dawna znali cmentarzyska kości. Mieszkańcy pustyni opowiedzieli Włochom m.in. o pięknym mieczu, który znaleźli i sprzedali amerykańskiemu turyście. Obecnie wśród kości można znaleźć groty perskich strzał czy ozdoby uprzęży, identyczne z tymi, które widzimy na przedstawieniach perskich wojowników. Archeolodzy uważają, że niemal całą perską armię uda się odnaleźć pod piaskiem na głębokości około 5 metrów.
  6. Internetowy Wielki Brat obchodzi dzisiaj 14. urodziny. Dnia 23 października 1995 w USA wydano pierwszą sądową zgodę na podsłuch sieci komputerowej. Podsłuch prowadzony był do grudnia przez Biuro Prokuratora USA dla Okręgu Massachusetts. Wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej. W sierpniu 1995 roku Marynarka Wojenna odkryła włamanie do swojej sieci komputerowej, w której były przechowywane ważne - ale nie tajne - informacje na temat budowy satelitów, samolotów i radarów. Ustalono, że napastnik zainstalował w systemie sniffera, który zbierał loginy i hasła użytkowników, a więc umożliwiał przestępcy zalogowanie się do systemu. Administratorzy ustalili też, że włamania dokonano z systemu komputerowego Wydziału Nauk i Sztuk Pięknych Uniwersytetu Harvarda. Śledztwo prowadzone przez Służbę Kryminalną Marynarki Wojennej we współpracy z administratorami Harvarda wykazało, że wcześniej doszło do włamania do sieci uniwersytetu, a napastnik wykorzystał konta jej użytkowników do dalszych ataków na liczne sieci wojskowe i akademickie. W związku z tym, że napastnik dobrze się maskował, konieczne było podsłuchanie jego komunikacji. Wcześniej wojskowi podsłuchiwali sieci komputerowe, jednak zawsze działo się to za zgodą użytkowników monitorowanego systemu. Tym razem, po raz pierwszy w historii USA, wydano sądową zgodę na podsłuch sieci. Śledczy szybko dowiedzieli się, że podejrzany posługuje się pseudonimem El Gritón (hiszp. krzykacz) i łączy się z Buenos Aires. Dzięki pomocy Telecom Argentina, z której sieci korzystał griton, namierzono mieszkanie cyberwłamywacza. Argentyńczycy aresztowali tam ojca i trzech synów. O aresztowaniu na pierwszej stronie pisał najważniejszy argentyński dziennik, a dalsze śledztwo wykazało, że przestępcą jest 21-letni Julio Cesar Ardita. Okazało się, że włamywał się on do sieci Departamentu Obrony i uzyskał dostęp do ważnych informacji związanych z Marynarką Wojenną, Armią i NASA. Mimo, iż jego ojcec był emerytowanym wojskowym i konsultantem argentyńskiego Senatu, amerykańscy śledczy wykluczyli, by włamywacz miał związki z rządem Argentyny. W marcu 1996 roku w USA przygotowano akt oskarżenia. Ardita przez dwa lata odwoływał się od kolejnych wyroków argentyńskich sądów, próbując uniknąć ekstradycji do USA. W końcu w maju 1998 roku stanął przed sądem w Bostonie i przyznał się do winy. Został skazany na 50 000 dolarów grzywny i trzy lata dozoru sądowego. Obecnie Julio Cesar Ardita pracuje w firmie Cybsec, która specjalizuje się w zapewnieniu bezpieczeństwa ponad 400 klientom na całym świecie.
  7. Badacze z Oklahoma State University wraz z agencją zaawansowanych projektów obronnych DARPA pracują nad urządzeniem, które może pośrednio poprawić skuteczność amerykańskich żołnierzy. Jest to pojazd bezzałogowy wystarczająco mały, by zmieścił się w kieszeni. Jego istotną cechą jest nowoczesny układ napędowy pozbawiony ruchomych części. Mowa o silniku plazmowym, w którym ciąg jest uzyskiwany przez naładowane cząsteczki gazu, rozpędzane w polu elektrycznym. Wspomniany silnik co prawda nie dysponuje dużą mocą, ale wystarcza dla samolotów o rozmiarach kilkunastu centymetrów. Jak twierdzą konstruktorzy, ich ostatecznym celem jest wyprodukowanie "sześciopaków" niewielkich pojazdów rozpoznawczych, które po wyjęciu z opakowania będą natychmiast gotowe do użycia na polu walki. Samoloty takie mogłyby przejąć część zdań zwiadowczych od znacznie większych maszyn bezzałogowych, obecnie wykorzystywanych przez amerykańską armię. Jak łatwo zauważyć miniaturyzacja przyniesie znaczne korzyści stronie dysponującej tą technologią – natychmiastowy i precyzyjny zwiad taktyczny jest niezwykle przydatny w niezliczonych sytuacjach, jakie zdarzają się na wrogim terytorium.
  8. Amerykańska Armia przez kilka ostatnich lat twierdziła, że prowadzone przez żołnierzy blogi czy też zamieszczane przez nich w Sieci zdjęcia i filmy, narażają wojsko na niebezpieczeństwo. W blogach znajduje się ponoć wiele informacji, które mogą zostać wykorzystane przez przeciwników. Przeprowadzony ostatnio audyt wykazał jednak, że najwięcej potencjalnie niebezpiecznych informacji można znaleźć nie na blogach czy serwisach ze zdjęciami i filmami, ale na... oficjalnych stronach sił zbrojnych. Audyt prowadzony był przez Army Web Risk Assesment Cell (AWRAC – Wojskowa Komórka Oceny Ryzyka w Sieci). W jego ramach pomiędzy styczniem 2006 a styczniem 2007 monitorowano 594 blogi. Znaleziono w nich 30 przypadków naruszenia polityki bezpieczeństwa (OPSEC). W tym samym okresie na oficjalnych stronach sił zbrojnych znaleziono 3900 przypadków naruszenia OPSEC. Podobnych przykładów jest więcej. We wrześniu 2006 specjaliści przejrzeli 209 000 stron blogów i nie znaleźli na nich żadnych nieprawidłowości. Badanie, które prowadzono przez poprzednie trzy miesiące (czerwiec-sierpień) odkryło 3 przypadki naruszeń. Tymczasem pomiędzy czerwcem a wrześniem tylko na witrynach Armii znaleziono 571 przykładów zlekceważenia OPSEC. A trzeba pamiętać, że Armia to tylko jeden z rodzajów sił zbrojnych USA (obok Marynarki Wojennej, Lotnictwa, Korpusu Marines i Straży Wybrzeża). Pomimo wyników badań Armia nadal chce wprowadzić ścisły nadzór nad blogami żołnierzy i wymaga, by do prowadzenia bloga konieczna była zgoda przełożonego. Z taką postawą usiłują walczyć prawnicy Electronic Frontier Foundation. Uważają oni, że żołnierze, którzy prowadzą blogi i unikają ujawniania tajemnic, robią dużo dobrego dla wojska oraz są znacznie bardziej odpowiedzialni niż osoby, których zadaniem jest prowadzenie oficjalnych witryn sił zbrojnych. To jasne, że prawdziwym zagrożeniem dla bezpieczeństwa są oficjalne witryny Armii, a nie blogi żołnierzy – stwierdziła Marcia Hofmann z EFF.
  9. Stany Zjednoczone prowadzą badania nad nowymi rodzajami broni nie zadającej ran. Ostatnio informowaliśmy o powstaniu, wykorzystującego mikrofale, Systemu Aktywnego Powstrzymywania (ADS) zwanego Silent Guardian. Okazuje się jednak, że nie jest to jedne urządzenie tego rodzaju. Zarząd Technologii Lotniczych (Aviation Applied Technology Directorate - AATD) opracował system, który paraliżuje tłumy za pomocą... światła. Wykorzystuje on technologię firmy Peak Beam Systems, która produkuje bardzo jasno świecące latarki i system oświetlenia, wykorzystywane m.in. przez wojsko i policję. Nowy system korzysta z ksenonowych źródeł światła, których jasność wynosi 7,3 miliona kandeli. Wykorzystany zostanie też efekt stroboskopowy, czyli szybkie migotanie światła. Zdaniem naukowców wystarczy to do wywołania krótkotrwałych efektów, takich jak np. paraliż, u osób, które znajdą się w zasięgu promienia świetlnego. Obecnie trwają szczegółowe prace, które mają na celu zbadanie, w jaki sposób takie światło wpływa na człowieka i czy na pewno nie wyrządzi mu jakiejś szkody. Uczeni szukają też optymalnej do osiągnięcia założonych celów częstotliwości i modulacji amplitudy promienia świetlnego. Nowy system ma zostać przystosowany do montowania na samochodach, samolotach oraz do używania ręcznego. Jego testy rozpoczną się w marcu i potrwają przez około rok.
  10. Podczas X Międzynarodowego Kongresu Ufologicznego, który odbył się w Chile, po raz pierwszy pokazano zdjęcia i filmy nieznanych obiektów latających, wykonane przez chilijskich wojskowych. Materiały takie, ze względu na wiarygodne źródło, ponownie każą nam zadać sobie pytanie, czy jesteśmy sami we wszechświecie. Armia, w przeciwieństwie do miłośników UFO, jest źródłem znacznie bardziej obiektywnym. Ma poza tym lepsze możliwości obserwowania takich obiektów. Dysponuje nowoczesnymi samolotami i radarami. Pomimo sceptycyzmu i posiadanych możliwości wojskowi musieli przyznać, że nie wszystkie zjawiska są w stanie wytłumaczyć. W ciągu ostatnich 60 lat wojsko Republiki Chile udokumentowało około 600 spotkań z nieznanymi obiektami. W 1979 roku jeden z chilijskich wojskowych wykonał zdjęcie nieznanego obiektu unoszącego się nad Antarktydą. Zdjęcie ujawnił dopiero w 1996 roku. Z kolei na jednym z filmów, którzy nagrali piloci uczestniczący w ćwiczeniach wojskowych, widać w oddali jakiś obiekt, który porusza się z szybkością około 1000 kilometrów na godzinę. Nagrania dokonano przypadkiem, filmując manewry, a obiekt zauważono dopiero, gdy wojskowi oglądali film. Przed 10 laty podczas uroczystości w jednej z jednostek artyleryjskich zauważono, że nad grupą śmigłowców, które brały w niej udział, unosi się jakiś obiekt. Żaden ze specjalistów, którzy później przeglądali taśmę z filmem, nie był w stanie rozpoznać tego obiektu. Jednak do najbardziej spektakularnego spotkania doszło 22 listopada 2000 roku o godzinie 15.15. Spotkanie uwieczniono na filmie. Widać na nim, jak za chilijskimi okrętami wojennymi podąża błyszczący obiekt. Został on też uchwycony na radarach i przez jakiś czas był śledzony przez wojskowe śmigłowce. Podczas wspomnianego kongresu wystąpił kapitan Rodrigo Bravo z V Dywizji Armii. Uzyskał on zgodę Sztabu na zaprezentowanie odczytu pt. Obserwacje niezidentyfikowanych zjawisk powietrznych dokonane przez lotnictwo wojskowe i cywilne. Omówił w nim ostatnie 30 lat spotkań z takimi obiektami. Najbardziej znane miało miejsce 27 marca 2000 roku w miejscowości Rancagua. Gdy samolot wojskowy podchodził do lądowania w odległości około 1000 metrów pilot zauważył olbrzymi, 40-metrowej długości obiekt latający. W ciągu dwóch minut obiekt zniknął z pola widzenia. Chilijska armia to nie jedyna instytucja państwowa, która zdecydowała się na ujawnienie swoich materiałów dotyczących spotkań z nieznanymi obiektami latającymi. Przed kilkoma tygodniami ujawnienie takich materiałów zapowiedziała francuska agencja kosmiczna.
  11. Amerykańska armia w Iraku otrzymała oprogramowanie, które tłumaczy język angielski na arabski i arabski na angielski. System Mastor (Mutltilingual Automatic Speech-to-Speech Translator) to dzieło IBM-a. Na razie zainstalowany został na 35 laptopach będących w posiadaniu Korpusu Medycznego Armii, Dowództwa Operacji Specjalnych i Korpusu Marines. Tym, co wyróżnia Mastora od komercyjnych systemów tłumaczących jest fakt, iż te drugie potrafią tłumaczyć zaprogramowane wcześniej frazy. Mastor radzi sobie bez ich znajomości. Celem naukowców, którzy nad nim pracują, jest stworzenie systemu, który będzie w stanie przetłumaczyć znacznie wypowiadanych zdań nawet, jeśli w informacjach docierających do oprogramowania znajdą się niewielkie błędy popełnione przez mówiącego czy system rozpoznawania mowy. Gdy użytkownik systemu mówi do mikrofonu, oprogramowanie rozpoznaje i tłumaczy mowę na język docelowy. Zachowuje także wypowiedzi w formie tekstowej.
×
×
  • Create New...