Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Dominik Machowski

Users
  • Content Count

    14
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

About Dominik Machowski

  • Rank
    Fuks

Informacje szczegółowe

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Poznań
  • Zainteresowania
    Chemia kwantowa, chemia fizyczna, opera, malarstwo, ogród, literatura piękna, Tolkien, gry planszowe, biologia (człowiek), zielarstwo, medycyna naturalna.

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Świetnie widzimy, że związki małżeńskie tracą swą moc, wraz z upadkiem religijności. Pojawia się rozwiązłość. Małżeństwa monogamiczne są afirmowane przez naszą religię. Stąd poligamia jest źle widziana i nieaprobowana. Zdrady kończą się rozwodami, procesami sądowymi, notariuszami i krzywdą dzieci. Ludzie! Piszecie krocie postów, patrząc tylko na czubek nosa homo, czy hetero. Pochylcie się proszę nad dziećmi! Czyż to nie one są najważniejsze w związku? Historia rodzin usiana jest dramatami. Jeden dysfunkcyjny rodzic nastręcza trudności całej strukturze rodziny. Jeżeli oboje, mówimy wtedy z żalem o dramacie. Dziecko takie, często ma splugawioną psychikę. Czy będzie kluczyć życiem, równie szczęśliwie, co dziecko obdarzane przez rodziców obu rękami? Czy nie jest tak, że stan dziecka jest zwierciadłem rodziny? W której więc rodzinie dziecko wyrośnie jak w cieple drożdże, a w której zostanie zatęchłą breją? Skrzypek, naukowiec, śmieszek miły sercu. Agresor, zapalczywiec, "patolus". Połączmy rzeczowniki z modelem dobrej, oraz złej rodziny. Rozpoznajemy drzewo po owocach. Patologiczne rodziny charakteryzuje kryminalność, zaburzenia społeczne, dysfunkcje psychiczne. Brak zainteresowania ze strony rodziców wprowadza stagnację w rozwoju dziecka, depresję, narkotyki. Tacy ludzie dzieci mieć nie powinni. Lecz, czy ktokolwiek z nas ma prawo wskazać palcem, mówiąc "ty dzieci mieć nie będziesz, ponieważ te dziecko nie zazna szczęśliwego życia". Skąd biorą się homoseksualiści? Jakie rodziny dają taki owoc? Czy pytaliście homoseksualistów o ich dzieciństwo? Jacy byli ich ojcowie? Raczej nie bardzo byli. A matki? Czy winą dziecka jest to, że ma takich, a nie innych rodziców? Piszę o tym, ponieważ jest to bardzo bliskie mojemu sercu. Ze względu na pojedynczych, bardzo bliskich mi ludzi, będących homoseksualistami. Po wielu przedumanych godzinach, rozpłatanych argumentach, mnogich rozmowach doszedłem do wniosku, że każdy z nas ma tendencję do homoseksualizmu. Lecz jest to jedynie ziarno. One, aby wyrosło, musi trafić na żyzny grunt(dysfunkcyjna rodzina), i być pieczołowicie podlewane (zachowaniami ojca, matki). Faworyzowanie jednego z męskich bliźniąt przez ojca, a odtrącanie drugiego - a przez co te zagarnia matka - jest wyśmienitą pożywką dla homoseksualizmu. Stąd 3/4 znane mi przypadki (cztery pary bliźniąt męskich) wykazują rozbieżność seksualną (jeden homo, drugi hetero). To nie może być przypadek. Najbardziej bawi potem reakcja rodziny, ojca "jak to jesteś gejem?!". I nie rozumie, że te dziecko, to jego owoc. Odstręcza mnie tak okrutna nieświadomość. Nie można więc gejów winić, za to, że gejami są. To nie jest tak, że oni dokonują wyboru. Bo losy życia na ten wybór targnęły. Niech więc się kochają, niech wyrażają swoje uczucia. Niech uprawiają - jeśli tego chcą - seks. Czy mógłbym zadecydować za niego? Jeśli ktoś chce, to niech i to robi z szarlotką. Jednakże. Pisałem wyżej o dysfunkcyjnych rodzinach, jako przedsłowie dla wniosku tutaj. Obaj mężczyźni homoseksualni dźwigają brzemię dysfunkcyjnej rodziny. W ich psychice coś uległo znieprawieniu. Więc założona rodzina, z pewnością (może na początku będzie z pozoru) nie będzie normalna. Nie da się. Mężczyzna nigdy nie zastąpi dziecku matki. Nie wytworzy siary. Nie wytworzy tyle oksytocyny. Nie da się - ze względów hormonalnych. I tu jest kwintesencja istoty sprawy. Mężczyzna nie jest i nie będzie kobietą, ponieważ ma inną gospodarkę hormonalną. A jeżeli tak, to skąd dziewczynka weźmie przykład jak kokietować, uśmiechać się, być kobiecą? 2 lata temu jechałem regionalnym pociągiem, do Poznania. W pociągu siedziałem na przeciwko dwóch mężczyzn homoseksualnych. Na oko mieli z 43 lata. I mieli dziecko, dziewczynkę. W wieku około 11 lat. Ta dziewczynka była taka... no niedziewczęca. To na pewno będzie/jest lesbijka. Była taka wypaczona. Bardzo męska, harda. Twarda. Nie da rady. Mężczyźni biologicznie dziecka mieć nie mogą. Tak samo, jak kobiety. Nie da się. Tutaj nie ma polemiki. Więc po cóż ją wprowadzać? Przejdę do podsumowania. Geje, tak. Niech będą, niech się całują. Małżeństwa dla gejów, no na upartego można - bo to tylko regulacja prawna, ale czy to naprawdę aż takie ważne? Czy naprawdę warto tak drzeć gębę tylko po to żeby dostać nic nie znaczący papier od urzędasa? Co ten świstek zmieni w relacji? Mam dwójkę znajomych (on i ona), oboje należą do czegoś w rodzaju sekty ("Kościół Mocy"). Wzięli tam ślub udzielony im przez lidera. I oni na zabój są ze sobą związani. To małżeństwo na śmierć i życie, na dobre i na złe. Nie był im potrzebny urzędnik. Po cóż homoseksualistom urzędnik. Czy urzędnik różni się od księdza, czy od lidera jako człowiek. To są ludzie. Ludzie ludziom udzielają ślubu. Więc niech powstanie organizacją LGBT udzielająca ślubu gejom. I będzie po problemie. Dla hetero istnieje kościół. Sprawa też załatwiona. Po co brać ślub cywilny? Żeby dzielić majątek na poły, a potem były draki na rozwodach? A dzieci mieć nie mogą, bo się nie da - więc tutaj koniec tematu, czyż nie? Stąd: kochajmy się jak chcemy. Olejmy świstki urzędowe. I nie wykraczajmy poza to, co daje nam natura. (i wtrącenie co do "zmian orientacji" - też się nie da. Mój przyjaciel "leczył się - tragedia co oni mu tam robili" 4 lata, i skończył w szpitalu z zaburzeniami osobowości. Gej będzie gejem, i niech tak zostanie. Tak samo ja będę heteroseksualistą, i tego nie zmienię - nie wymieniłbym mojej dziewczyny nawet za tyłek Achillesa.) Życzę szanownemu gronu miłego dnia
  2. 22 Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. 23 Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! Mt 6,22-23. Jestem katolikiem, właśnie zaraz idę na Mszę Świętą dla studentów na 20 Pozdrawiam, Dominik Machowski
  3. W prywatnej wiadomości wysłałem Ci zdjęcie mojego ciała. Jutro załączę do postu analizę ciała. Zdecydowanie dożyję sędziwego wieku. Pozdrawiam, i życzę więcej wiary w ludzi mankomaniaku. Miłego dnia Niestety nie można do Ciebie napisać. Wyślij mi proszę swój adres e-mail wiadomością. Jeśli zdjęcie nie wystarczy; mogę dla niewiernego Tomasza nagrać filmik wideo gdzie robię hiperpoprawne podciągnięcia
  4. Witam serdecznie :)! Natomiast ja mam zgoła inne rozwiązanie! Jak wygląda moje "ćwiczenie"? Nie uchybiając prawdzie, może raz, dwa razy w tygodniu podciągnę się te 20 razy, czy zrobię kilkadziesiąt pompek. Często i te tygodniowe ćwiczonko zaniedbam. Wieczorem doślę wam analizę składu mojego ciała. Dopowiem, że 8. pak ma permanentną audiencję na moim brzuchu. Od zamierzchłych czasów niezłomnie obstawałem przy zdaniu, że siłownia jest zbędna, a naturalność powinna wieść w naszym życiu prym. Ciężary obciążają stawy, budują sylwetkę kulturysty. Jednak takowe treningi, często posiłkowane suplementacją, odpłacają rykoszetem pięknym za nadobne, wypaczając zdrowie. Te wcięcie to jedynie przestroga, a bardziej jeszcze: grożący palec. Ćwiczenie rano. Ale, czego oczekujemy? Porozrywania sarkomerów, licząc na przyrosty, czy maksymalnie wydajnego oddychania tlenowego z wydajnym cyklem Krebsa? Jeżeli nastawimy się na spalanie, miejmy świadomość, aby organizmowi nie dostarczyć przed i po (około 40. minut) glukozy. W pierwszej kolejności to ową glikoliza się posili. Jeśli już ćwiczenia poranne, ćwiczyć na czczo i zachować wstrzemięźliwość od pokarmów do chociażby 30 minut po treningu. Spowoduje to lizę tłuszczy, celem pozyskiwania z tychże glukozy. Trening powinien być krótki i wyczerpujący. Niewiele osób może pozwolić sobie na takowe zagospodarowanie czasem z rana. Wynika to z konieczności spożycia posiłku przed pracą (dobra porada: moje jedne z wielu śniadań które polecam. Zemleć po jednej garści: sezamu, siemienia lnianego, lnu złocistego, pestek z dyni, nasion słonecznika - w elektrycznym młynku do kawy, bądź żarnowym. Do całości dodać miodu gryczanego (wersja dla niedźwiadków), erytrolu, stewii (bądź innej substancji słodzącej - nie konieczne). Zalać mlekiem migdałowym/konopnym/sojowym (ew. krowim bez laktozy). Delikatnie pogrzać. Dodać cynamon cejloński /inne przyprawy. Smacznego :)! Preferuję (jeśli już) trening o przedwieczornej porze. Znużenie przypadnie na wieczorną porę. Dłuższy czas podwyższonej pracy metabolicznej. Ranny trening może skutkować nadwyżką kortyzolu. Jednak jest dobry na rozpoczęcie dnia (ukrwienie mięśni po nocy). Więc, trzeba samemu rozważyć za, i przeciw. Teraz odnośnie mnie. Nie ćwiczę, a mam piękne ciało bez tkanki tłuszczowej (tej zbędnej). Wieczorem podeślę profesjonalny skład ciała, gdy wrócę do akademika. A jeśli nie znajdę czasu, to dopiero jutro. Jak? Sekret jest trywialny. Energiczność. Jestem niesamowicie energiczny zaraz po przebudzeniu.Staję się senny przed północą. Śpię 4, 6 albo 8 godzin. Chodzę spokojnie 2, 3 razy szybciej niż przeciętni ludzie. Podczas prac, wykazuję się maksymalnym skupieniem. Szybko chodzę, myję naczynia, robię zakupy, mówię, jeżdżę rowerem, wbiegam po schodach. Pytając: ile ćwiczę? Odpowiedzieć mogę w cudzysłowie: cały dzień :)! Oczywiście wykluczając czas gdy siedzę, bądź się nie ruszam. Jednak każde dalsze przemieszenie wiąże się z przestawieniem na oddychanie tlenowe. I tak już wiele lat. Efekty są. Dodam, że mam bardzo zdrową dietę. Bardzo dużo ziół piję (znajomość na zielarstwie), jem kasze, orzechy, nasiona. Piekę sam chleb bezglutenowy, własne ciastka na erytrolu i tak dalej. 2 razy w tygodniu jem tłustą rybę (polecam makrelę: wersja dla studenta - kupić z bebechami i łbem, samemu wypatroszyć. Wersja dla bogatszych: łosoś, bądź pstrąg. Wybrałem te ryby jako "najlepsze"). Pozdrawiam, życząc powodzenia w zdrowym i świadomym życiu. Podkreślam, że dieta jest najważniejsza, oraz ćwiczenie naszego mięsistego przyjaciela umysłu Dominik M.
  5. Faktycznie, w rozmachu popełniłem błąd w nazewnictwie - niemniej myślę, że przekaz jest jasny. Z drugim również błąd - stąd nocą zasypiamy, że światło doń nie dociera (jeśli mowa o melatoninie); bądź co bądź o serotoninę się rzecz rozwodziła; no i z melaniną - to nie szyszynka Dziękuję, że czuwasz i korygujesz Świetny awatar! Pozdrawiam! *Z bratem (bliźniakiem xd) będę się widział za tydzień, on miał jakieś publikacje na ten temat (tak mi się wydaje); więc doślę.
  6. "Piąteczka" Szarówa jest naszym nieodłącznym czynnikiem geograficznym. I tak lepiej w ojczyźnie, niż na Brytyjskiej obczyźnie - tam słotna pogoda rozsiada się okrakiem przez większą część roku. A trzeba zauważyć, że jest tam spory odsetek populacji czarnej. Chodzą oni w kurtkach, nawet przy łaskawszej pogodzie, gdyż jest im zimno. Tym samym zasłaniają ciało, ciało zawierające krocie melatoniny - restrykcyjnie czerpiące z dobrodziejstw promieniowania UVB. Stąd tegoż promieniowania trafia doń tyle co na lekarstwo. Skutkiem są słabsze ciała, niższy poziom neuroprzekaźników, i w szerokim tego słowa znaczeniu depresja. Na Wyspach okno (gdzie słońce ustawia się pod takim kątem do warstwy ozonowej, by UVB się przedarło) czasowe, przypada na godziny 11:30-13:00. Gdy ludzie dodatkowo zasłaniają się przed słońcem ubraniami, są znaczne niedobory witaminy D3. To powoduje depresje. Stąd tak popularne są wśród ciemnoskórych narkotyki na terenach Ameryki, czy Wysp (na każdym rogu tam stoi murzyn z ziołem). Ratunkiem od tego stała się jasna cera, dużo wrażliwsza na promieniowanie. A oprócz tego niebieskie oczy (są dużo wrażliwsze na światło słoneczne - w tym znaczeniu, że przy świetle o wyższym natężeniu, bądź albedo (z doświadczenia) "bolą"; a światło jest wręcz nieznośnie ostre) są przystosowaniem do odbierania informacji o stymulowaniu szyszynki do produkcji melatoniny, czy to serotoniny. Stąd tak ważne jest by do oka wpadało światło. Zakładanie okularów słonecznych przy pięknym mocnym świetle jest nieporozumieniem. W Polsce rama czasowa na UVB przypada w godzinach 11-14. Co nam mówiono w szkołach? "Nie wychodzicie w południe na słońce, bo udaru dostaniecie". Wierutne brednie! Wychodzicie i siedźcie ile się da. Kto hula z wrażliwszą cerą, niech zaopatrzy się w krem z filtrem (no raka też nie chcemy xd). Jeszcze co do rasy czarnoskórej w naszych szerokościach geograficznych. Są oni nie przystosowani do życia w tych warunkach. Ich skóra jest zbyt niewrażliwa na tak skąpe ilości promieniowania, w oko wpada światła tyle co u nich podczas afrykańskiego zmierzchu. Stąd chorują na depresję, a często nie chce im się pracować. Rozwiązanie: suplementacja witaminą D3+K2, oraz zakup lamp emitujących promieniowanie UVB - naświetlanie się tymi co najmniej pół godziny dziennie. I białej rasie to zalecam. Zrezygnować z zasłon w oknach; ciała odsłaniać ile wlezie, nie nosić okularów gdy to niekonieczne (ogólnie okulary zakładać tylko gdy trzeba, mi tym sposobem zmalała wada wzroku z -1.75 na -1.25 - trenowałem oko). Pozdrawiam, miłego dnia, DM
  7. Zauważyłem, że większość profesorów u mnie ma błękitne oczy; i to perfidnie czyste; nie wiem, czy ma to coś do rzeczy - ale myślę, że to nie przypadek... Mutacja związana z niebieskim kolorem oczu powstała 10tys lat temu. Czynnik Rh- pojawił się 25-35tys lat temu (mam A Rh-). Mutacje te powstały i są dobre. Dobre mutacje - są dobre. Można też poważyć się o stwierdzenie, że im młodsza dobra mutacja, tym człowiek jest "nowszej generacji"; z najnowszych składowych genów.
  8. O widzisz! I tak dobrze, że napisałem - tak bym nigdy nie wpadł na materiały które tutaj przedstawiłeś Akurat pije kakao z DecoMorreno w słoiku (w kubku to za mało na rozbudkę) Xd Poczytam trochę inne książki, a potem bliżej południa wezmę się trochę za przedłożone materiały Jak masz inne fajne materiały, to rad byłbym gdybyś mi ich zdziebko uszczknął, bodaj w wiadomości, za moją skromną namową ^^ Miłego dnia, chyba czas upiec piernika
  9. Uważam, że: Barion i mezon, występują naprzemiennie - to jest barion staje się mezonem, a mezon barionem w procesie rekonfiguracji pentakwarków. To jak ładunek jest rozmieszony w tych pentakwarkach wynika z rozszczepienia orbitali d - czy niskospinowe, czy wysokospinowe, efekt Jahna-Tellera, ile tych elektronów jest; stąd trzeba by było zrobić obliczenia z modelowania kwantowo-chemicznego (akurat w poniedziałek mam z tego 2 kolokwia xd). Masa jest gdzieniegdzie inna - to wynika właśnie z rozmieszczenia ładunku, i wpływu nań zewnętrznego pola elektrycznego - generowanego przez elektrony. Chętnie rzuciłbym okiem na te wyniki badań. Ciekawe jaki wpływ ma to wszystko na gluony - śmiem twierdzić, że i one są z części składowych :)! Ciekawe jakie wyniki dałyby atomy z orbitalami f? Jak fizyczny sens funkcji falowej podniesionej do kwadratu wpłynąłby na wnętrze jądra? Podejrzewam, że rozszczepienie mogłoby ulec zgoła zmianie. A być może jedno z drugim ma się jak piernik do wiatraka? Mam skromną teorię na temat tego jak atomy, ich jądra i otoczenie się formowały. Jednak to wszystko jeszcze poczeka, najpierw muszę marudzić by ktoś mnie w ogóle na licencjat przygarnął Xd pozdrawiam z UAM'u DM
  10. Regeneracja nastąpiła - pierwotna do miesiąca, potem tkanka zaczynała być bardziej stabilna. Po usuwaniu jej mechanicznie - przestała odrastać po pół roku ;P
  11. Ciekawostka z autopsji. Tkanka chrzęstna nosa ludzi ma zdolność do regeneracji - odrośnięcie części "medial crura" po konchoplastyce.
  12. Właśnie nie zamarzałbyś, a zimny prysznic by Cię nie zabił - taki ot co paradoks Tylko potem zjeść batonika (bądź przed), czy czekoladę - i szybko do łóżka. Ja lubię efekt flush (gdy nikt mnie nie widzi), ogólnie zimą często chodzę w samej bluzie (tak do -2 stopni C), pół zimy spałem z otwartym oknem, cały czas chodzę w samych bokserkach - po akademiku również xd chodzę około dwukrotnie szybciej niż przeciętni ludzie, po schodach wbiegam, zakupy robię w kilka minut. Co 3 dzień ćwiczę (podciągnięcia/pompki), mam znaczną masę mięśniową - przy znikomych ilościach (zewnętrznej) tk. tłuszczowej. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Boostować metabolizm. Nie pić ciepłego. Szybciej chodzić, spożywać cukry proste gdy zimno (cukierki w kieszeni wskazane - i wtedy wysiłek fizyczny, nie widzę nic złego w robieniu pompek bodaj w toalecie gdy nikogo nie ma). Gdy siedzisz trzęś nogą. Szukaj okazji do przebiegnięcia się. Nie wegetować pod kołdrą! Aktywny tryb życia! Zwłaszcza w zimę! Jak chcecie ogrzać organizm, sztucznie go ogrzewając i siedząc przed "kompem" - w dodatku oglądając filmy. Więcej się kochać - to też sposób Koniecznie się wysypiać (polecam system 1x 3h i 2x po 1.5h), z tym, że te 2 drzemki koniecznie do godziny 17 muszą być wykorzystane. Pozdrawiam, DM
  13. Twierdzę, że znoszenie ciepła przez organizm jest warunkowane stopniem sprawności tarczycy (główne i najważniejsze! -> przebadać.) układu krwionośnego (cholesterol, złogi), oraz sprawności metabolicznej jelit (sprawdzić: zespół jelita drażliwego, przecieki jelit - kontrolowanie wydalanego kału (jego forma, stopień zmielenia))- w jakim stopniu z pokarmu pozyskiwane są wartości energetyczne. Rozwiązanie krótkofalowe: Niacyna - jedzona w ilości 2.5g łyżeczką, efekt: flush - wystrzał krwi do naczyń krwionośnych (+czerwona twarz, jeśli komuś to przeszkadza - jeść mniejsze ilości); oprócz tego boostery organizmu zwiększające metabolizm: kofeina, sarsaparilla, l-karnityna, żeń-szeń, tauryna. Lecz przede wszystkim niacyna, w ilościach przekraczających %RSW. Rano zimny prysznic. Przyspieszenie codziennego chodu (staraj się chodzić dwa razy szybciej). Nie spożywać ciepłych napoi! (informacja dla tarczycy "jest ciepło"). Stąd na pustyni pije się ciepłe herbaty/kawy - by organizm dostał informacje, że jest ciepło i zaczął proces wychładzania. Pozdrawiam, DM
  14. Mam podobne symptomy co wspomniana Szkotka. Wielce rzadko odczuwam ból. Tego nie czułem prawię wcale po operacji nosa. Po drugiej - gdzie operacja trwała 40minut, zażądałem 15-20 minut po operacji (na którą długo zresztą czekałem) opuszczenie szpitala, czułem się dobrze, trochę mi krew leciała w tramwaju, ale to tyle. Mam zdecydowanie podwyższony poziom neuroprzekaźników (własne obserwacje). Podejrzewam, że mam znaczny problem z kręgosłupem, w odcinku lędźwiowym - jednak ból mi nie doskwiera. Zmógł mnie raz, nieznacznie po forsownej pracy w Belgii na farmie kabaczków - gdzie schylałem się o prostych kolanach do ziemi przez kilka godzin (musiałem zarobić na dalsze studia z syntezy organicznej). Absolutnie nie mam depresji, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi - płomyk w ciemnościach, dobra duszyczka. Nie odczuwam lęku, moja pewność siebie wykracza wręcz poza skalę. W teście na makiawelizm uzyskałem kolejno 23, a potem 25 punktów/100 (link: https://openpsychometrics.org/tests/MACH-IV/results.php?s=28 ). Mam brata bliźniaka - czysto błękitne oczy. Poziom IQ zdecydowanie ponad normę - w maju będę miał testy. Życzę miłego dnia, w głębokim ukłonie, Dominik Machowski (23l. student chemii)
×
×
  • Create New...