Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

ex nihilo

Users
  • Content Count

    1720
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    73

Everything posted by ex nihilo

  1. Od końca (bo "koniec" i "początek" mogą się przenikać, o czym przekonał się już Uroboros ): można albo wyzerować cosie albo tych cosiów może po prostu nie być - w niczym to Nica nie zmieni. Jak dobrze się zastanowić, to takie czy inne odpowiedniki (lub interpretacje) drugiej zasady termodynamiki odnoszą się do całej praktycznie rzeczywistości. Jest to prawdopodobnie jedno z najbardziej uniwersalnych praw świata, być może nie tylko naszego. I właśnie, jak napisałeś: ""jedyna" taka realizacja"... czyli stan termodynamicznie skrajnie mało prawdopodobny... to co powinno się z nim stać? Nic częściowo należy do naszego świata, albo jako jego początek, albo jako fluktuacja prawdopodobieństwa (podobnie w innych światach, w których istnieje prawdopodobieństwo, albo działa determinizm, którego efektem końcowym jest Nic). Nie widzę powodu do odmawiania mu prawa do skorzystania z drugiej zasady, coby cosiem stać się mógł Faktem jest, że klasyczna logika słabo sobie radzi z Nicem (jak i np. kiciorem nam wszystkim znanym, i mnóstwem innych spraw, ale to osobny temat). Ale z wiecznotrwałym lub "pulsującym" cosiem jest jeszcze więcej problemów, i to nie tylko logicznych. Też np. termodynamicznych... Jak porównuję zabawę Nicem z zabawą wiecznym (wstecznie) Cosiem, nawet niematerialnym, to zabawa Nicem jest nieporównanie prostsza. Tyle że do "wiecznotrwałości" jesteśmy bardziej przyzwyczajeni - w skali społecznej od tysięcy lat, w skali indywidualnej - od dziecka. Wiesz zresztą przecież, jak filozofowie najwięksi w zeznaniach się plączą, żeby z tą wiecznością jakoś sobie poradzić Aż się zastanawiam, czy Nic nie jest zbyt intuicyjne, żeby mogło być prawdziwe Czego w czym? Siebie w sobie Nic nie ma kontaktu z istniejącym (jeśli istnieje) otoczeniem - dopóki jest Nicem, nie oddziałuje z nim. A jeśli otoczenie by nie istniało ("pierwszy" Nic), no to byłby tylko Nic i nic więcej . Przestrzeń możliwości. Daje ją absolutna symetria, brak jakichkolwiek ograniczeń. Ta przestrzeń możliwości jest nieskończona. Nawet to, że musi się rozpaść, tego nie ogranicza - on wewnątrz nie ma czasu, czyli może być dowolna ilość 'zerowych rozpadów wirtualnych' "równocześnie" z rozpadem rzeczywistym. Co do PF: PF nie wynika w sposób konieczny z Nica, ale fajnie do niego pasuje PF to pomysł na całkowite rozmycie determinizmu, nawet w odniesieniu do przestrzeni. A Nic + PF, to próba zmontowania świata całkowicie losowego, który sam się tworzy i organizuje na zasadach przez siebie ustalonych, z absolutnym minimum założeń na wejściu. Tą zerową entropię Nica też można pominąć, sama wyniknie - jako granica przy cofaniu się do początku i założeniu, że druga zasada albo od początku obowiązywała, albo w którymś momencie od stanu zerowego wystartowała, a jest to założenie całkiem naturalne
  2. @ Astroboy "Pole fundamentalne (PF)" - ok, fajne, niech tak zostanie "TOE" ma swój zakres stosowania: połączenie kwantówki z TW i odnosi się do naszego Wszechświata. Nie ruszam tego, bo i łapki za krótkie, i każdy wszechświat może(?) mieć swoją TOE. Nicologia to tylko (uniwersalna) hipoteza początku. Zakładam, że Nic, to stan (0,0,0, ...), niezależnie od tego, skąd się wziął - czy jako Nic "pierwotne", czy jako fluktuacja w "czymś" (np. zerująca się kombinacja fluktuacji PF), czy zapadnięcie się świata (światów) do zerowej sumy. To jest nieodróżnialne, nie zostaje zachowana żadna informacja dotycząca stanu wcześniejszego (jeśli był), bo ciągłość czasu (i wszystkiego innego) zostaje zerwana. Oczywiście, gdyby można obserwować to z zewnątrz, mając swój własny czas, możnaby stwierdzić, co było wcześniej... ale tylko w tym własnym czasie (stąd ta "maksymalna nieciągłość" ). Nic i PF. Nic może wytworzyć PF, ale nie musi. Podobnie jak nie musi zaistnieć kwantówka czy TW. Znamy tylko jeden Wszechświat, w którym w mikroskali rządzi kwantówka, a w makroskali OTW (to oczywiście uproszczenie), teraz dodajemy do tego PF, ale nie znaczy to, że tak musi być wszędzie. Pierwotne PF mogło ewoluować (np. zmiana statystyki itd.). To które jest teraz, może bardzo się różnić od pierwotnego, które nie wytworzyło jeszcze ograniczającego je "ekosystemu": 3D+t (?) w skalach >PF, pola kwantowe, energia/masa, ładunki, cząstki, stałe fizyczne, itd. I może się też różnić od tego, które będzie np. za 10100 lat, bo ewolucja Wszechświata cały czas trwa. Może też być różne w zleżności od lokalnych warunków - np. wnętrze czarnej dziury, przestrzeń międzygalaktyczna, itd., bo wpływ mogą mieć np. silne pola EM czy nawet oddziaływania znacznie słabsze. W sumie uważam, że pytanie o PFx nie bardzo ma sens, a Nic, w którym jest niezerowe PF (lub cokolwiek innego), oczywście nie jest już Nicem, a wszechświatem. Zasady zachowania. Traktuję je statystycznie. Zakładam, że suma rozpadu Nic jest z zasady zerowa (niezależnie od ilości "odłamków"), chociaż bym dopuścił wyjątki. A czego by miały dotyczyć zasady zachowania, to już sprawa samych "odłamków". Nic zachowuje tylko najbardziej ogólną "symetrię zera" (pomijając wyjątki). Nawet gorzej, bo rozpad to bajzel przed nastaniem chaosu Chaos to jeden z mechanizmów porządkowania. A jednocześnie Nic jest stanem maksymalnie uporządkowanym, ma zerową entropię Co zabawne, w Nic jest "niespontaniczność", i to bardzo silna - Nic musi się rozpaść, nie ma innego wyboru
  3. Niezależnie od tego, jakie składniki na zero się złożyły, zera są od siebie nieodróżnialne. I na tym m.in. zabawa w Nic polega
  4. To nie jest TOE, nicologia i domysły z nią związane to tylko próba eliminacji podstawowych "dlaczego?". Nie wynikają z tego żadne równania opisujące konkretnie nasz świat. Gdyby niektóre domysły - np. niejednoznaczność i fluktuacje geometrii na poziomie podstawowym - się potwierdziły, możnaby oczywiście próbować złożyć to do kupki z kwantówką i OTW. Widzę pewną wspólną linię - przejście od pełnej losowości rozpadu Nic, do coraz silniejszego determinizmu (statystycznego) ze wzrostem skali. Ale to może być moje złudzenie jak i cała reszta zesztą Pole podstawowe byłoby sumą fluktuacji geometrii, statystycznie ograniczonych geometrią istniejącą, która byłaby selekcjonującym środowiskiem. Możliwe wszystko (w tym Nic), ale prawdopodobieństwo, że jakaś fluktuacja byłaby na tyle silna, żeby rozwalić nam świat raczej minimalne, chociaż w skali wieczności całkiem realne. To by musiała być fluktuacja mająca oddziaływanie nielokalne. Coś podobnego mogło spowodować inflację. Walnięcie po calości. Powrót całości do Nic skrajnie mało prawdopodobny, zakładając nawet, że wszystkie odłamki Nica w naszej przestrzeni i fizyce siedzą - to jak z rozbitym jajkiem Ale w przypadku tworzenia Niców na poziomie podstawowym możliwe byłoby "parowanie" naszego Wszechświata, oczywiście w skali wieczności. "Rurka" mi się nie podoba i to mocno, z powodu ciągłości czasu ("od zawsze") i substancji. Tam nie ma miejsca na Nica (nawet w granicy), który jest maksymalną możliwą nieciągłością. Nie eliminuje ona żadnych "dlaczego", a tylko przesuwa je do wieczności... W sumie rurka to logiczne przeciwieństwo Nica (chociaż w innym wymiarze logicznym niż "wszystko" ). Materia (wszelka) jako struktury przestrzeni, którym udało się "przetrwać" bajzel t=0 (a może taczej t=0,0,0,...) i nieco późniejszej rewolucji, których względna trwałość wynika z układu wzajemnych oddziaływań. Rodzaj samoorganizacji, ekosystem. Czas... liniowy (1D) zawsze mnie wkurzał, całkiem po prostu wkurzał Dziwoląg jakiś... Zawsze miałem ochotę go rozmyć, podobnie jak rozmywa się linię (niekoniecznie całkiem ciągłą) w filtrze Gaussian blur, wpakować w niego rozkład prawdopodobieństwa i wsadzić do więcej wymiarowej przestrzeni "czasów":) I czy wszystkie wymiary mające podobne do czasu właściwości (określające następstwo zdarzeń) muszą być identyczne, mieć taką samą naturę? Może mogą istnieć (gdzieś tam) wymiary czasopodobne, których funkcja będzie podobna, ale "istota" inna? Fajna zabawa
  5. Wystarczyć powinna zerowa wartość sumy wszystkich pół w danym "punkcie". No i oczywiscie jest pytanie, czym jest to pole, i jak "głęboko" w dół skali wymiarów sięga oddziaływaniem. @ Astroboy Fajnie, że w pęczki nie wiążą Raczej bym do tego nie włączał samego Nic (tego "absolutnego"). Natomiast cała reszta jego "kumpli", czyli niezerowych fluktuacji "pola nicowego" byłaby tu ok. Zakładam, że na stan "pola nicowego" (może wygodniej "pola podstawowego") wpływa istniejąca geometria i fizyka. Nadal wszystko jest możliwe, ale nie wszystko równie prawdopodobne. Trochę podobnie jak z normalnymi kwantowymi fluktuacjami próżni. Przy okazji - podejrzewam, że mógłby istnieć czysto geometryczny (bez masy i energii lub z ich geometryczną interpretacją) odpowiednik zasady nieoznaczoności Co do czasu: w "glutku" czas byłby niejednoznaczny, niemożliwy do pomiaru. Kierunek i zwrot nadawała by mu (statystycznie) "bezwładność" istniejącej rzeczywistości. Edycja: @ Astroboy Do jednego z Twoich wcześniejszych wpisów: tak, to byłoby w pewnym sensie ciągłe "stawanie się", z tym, że teraz już z ograniczeniami wynikającymi z wyniku pierwszego rzutu kostką. W sumie to wszysto jest trochę podobne do ewolucji biologicznej - żadna mutacja nie przerobi ludzia na T. rexa No i selekcja środowiska, zajęte nisze ekologiczne itd. Najbardziej podstawowe zasady wszystkich ukladów swobodnie (bez świadomej ingerencji) ewoluujących są dosyć podobne. Gra losu i możliwości.
  6. Powinna go rozwalić zasada nieoznaczoności (E=0, t=0), ale to nie jest jedyny powód. Dla zabawy zacząłem teraz skladać do kupki całą nicologię w wersji 1.0, ale muszę jeszcze dać szamkę Capiorowi (to takie bydlę rogate), coby ze złości wszystkiego nie porozpieprzał, i się przespać, dlatego teraz nie uda mi się skończyć. A co do niezauważalności: zakładając niemal nieskończoną lub nawet nieskończoną ilość możliwych wariantów geometrii i fizyk, a to jedno z podstawowych założeń, prawdopodobieństwo, że efekty rozpadu nica "wpasują się" w naszą geometrię i fizykę w sposób zauważalny są minimalne. Być może pętają się po naszym wszechświecie jakieś "odłamki", które nie do końca odpięly się od naszego, ale nawet gdyby centralnie walnęły w jakiś detektor, pewnie by uznane zostały za błąd aparatury. Co się "tam" dzieje? To chyba jedyny powód, dla którego żałuję, że nie jestem nieśmiertelny... bo cała reszta tego coraz bardziej plastikowego świata równie coraz bardziej mnie wkurza. Nawet dziewczyny coraz częściej plastikiem ponadziewane... A za 20 lat... brrr.
  7. Szanse na poprawność pewnie niewielkie (nawet nie mam jak sprawdzić), ale pomysł mnie bawi Nic by raczej w czarnej nie siedział, to złe miejsce dla niego, szczególnie przy założeniu wzrostu determinizmu za horyzontem, a poza tym "siedzieć" nie może, bo ma obowiązek rozpaść się in statu nascendi, przynajmniej w naszym układzie odniesienia. Za to czarna byłaby bardzo fajnym miejscem dla tworu "rurkopodobnego", z deterministycznymi trajektoriami itd. Z przestrzennym zbliżaniem się do Nica ogólnie byłby problem jak wyżej - raczej w ogromnej większości przypadków byłby dla nas całkowicie niezauważalny, bo efekty rozpadu natychmiast zniknęłyby z naszego Wszechświata, tworząc własny (lub własne). Efektem dla nas odczuwalnym byłoby to, że naszego wszechświata by się zrobiło odrobinę mniej (raczej supermikroodrobinę) - efekt wyzerowania w danym "punkcie". Od dziesiątków lat jestem przyzwyczajony do spania i niespania w dowolych warunkach oświetlenia, nawet ze Słońcem dającym prosto w paszczę Zwykle zresztą w zimie śpię w dzień, żeby tego białego świństwa i reszty zimowych "atrakcji" nie widzieć. Jak z melatoniną? Nie wiem, chyba nie jest mi potrzebna - jak przełączę program na "spać", zasypiam najczęściej po kilkudziesięciu sekundach. Gorzej jest z wybudzaniem się. Kiedy nie trafię na odpowiednią fazę albo nie ma szybkiej dawki adrenaliny, trwa bardzo długo, zanim wejdę na normalne obroty. Edycja: Co do wykresu: i wtedy i teraz użyłem tego wyłącznie ilustracyjnie, z inną niż oryginalnie interpretacją, zresztą różną w obu przypadkach. A tak w ogóle... to moja ulubiona krzywa
  8. Łazi mi pod czaszką sprawa determinizmu w dziurskach czarnych. Pamiętasz może ten obrazek ewolucji równania Schroedingera, który tu jako ilustrację zmian determinizmu w zależości od skali wrzuciłem? W dziurach, w okolicach osobliwości (czymkolwiek ona jest) szpikulec krzywej mógłby wyciągać się w nieskończoność, a wszelkie nieoznaczoności i inne takie zwijać do zera, włącznie z określeniem stanu kiciora. Wujek Albert nie musiał by się już zastanawiać nad wynikiem rzutu kostką, bo kostka by była obliczalna na milion rzutów do przodu Deterministyczny koniec kwantologii, zostałaby tylko OTW (do którego momentu?). Na jednym końcu czasu rządziłaby kwantologia, albo i coś "gorszego", a na drugim OTW, albo i coś "gorszego" Kończy mi się "dzień nocny", idę się trochę przespać A przy okazji - jak się okazuje, całkiem nieźle się żyje w rozkładzie czasu +/- 9-3-9-3.
  9. Jeden to cud, mnóstwo to prawo Mogłoby być tak, że jeden by wyżarł wszystkie możliwe stany rzeczywistości, ale raczej na to nie wygląda, poza tym w tych "wszystkich możliwych" powinno się mieścić też "nic", czyli... @ Astroboy Nic raczej nie wyjdzie z kombinacji rurkowo-nicowej. To była inżynieria wsteczna: żeby uniknąć osobliwości wsadzili trajektorie Bohma, a one nie mogą przejść wstecznie przez stan "nic", zresztą to nie jedyny problem. Co do samego wiecznego "zarodka" - 1,4*1010, to absurdalnie mało w stosunku do 10inf. Na jaki cud czekał przez wieczność całą, żeby w końcu mu się zachciało? No to zróbmy mnóstwo zarodków (żeby częstotliwość zwiększyć), dodajmy im dodatkowy wymiar, żeby gdzieś się pomieściły, brany różne i inne takie... Pulsacja? Wchodzimy w determinizm. Itd., itp. W sumie wszelkie takie kombinacje, to tylko przesuwanie śmiecia kawałek dalej To powinien być jakiś proces, naturalny i powtarzalny, sprawdzający (losowo) różne możliwe kombinacje stanów (właściwości). Coś wykituje, coś wyżyje... Tu łupnie, tam walnie... i tak faktycznie przez wieczność całą można, po różnych liniach czasu czy "czasu", a raczej w metaprzestrzeni niezależnych od siebie wymiarów czasopodobnych, gdzie pytanie "co było pierwsze" straci sens. A "nic"? Bo matematycznie najprostsze: zero jest sumą wszystkich możliwych liczb ->(?) "nic" może być sumą wszystkich możliwych stanów rzeczywistości.
  10. :D No i przerobiłeś chłopakom ich rurkę na tasiemca jakiegoś segmentowanego, "prawienic-cosiowego", w dodatku praktycznie całkowicie deterministycznego (fujjj!). Obawiam się, że taki tasiemiec długo by nie pożył, szczególnie gdyby spotkał jakiegoś sobie podobnego, z którym chociażby tylko minimalna wymiana oddziaływań by mogła zajść. Czyli albo nic z wieczności, albo weterynarz byłby potrzebny, żeby paskudę naprawić
  11. Bez problemu zmieszczę - wejdzie na mocy definicji wszechmocy A pulsowanie (lub coś innego takiego) to następny warunek... im ich więcej, tym gorzej, bo całość nie chce działać "sama z siebie". Wracając do wcześniejszego Twojego wpisu - "in nihilum"? Jak najbardziej. Lokalnie,w mikroskali, na poziomie "podstawowym", to wcale nie powinno być rzadkie. Im większa skala, tym trudniej o "nica", ale to bez znaczenia, bo "nice" są nieodróżnialne, z samej definicji. Efektem byłby natychmiastowy rozpad "nic" na dowolne "coś", nawet cały pakiet "cosiów", których byśmy nie zauważyli, bo prawdopodobieństwo, że takie "coś" wpasuje się w naszą fizykę w sposób zauważalny jest skrajnie małe, zakładając, że ilość możliwych wariantów jest praktycznie nieograniczona. Przekonanie o niemożliwości istnienia bytu "nic" jest dla mnie tym samym co przekonanie, że musiał być "ktoś", kto petardę odpalił, "no bo samo się przecież nie zrobiło". "Nic" to po prostu idealna próżnia, wyzerowanie wszystkich właściwości - pól, ładunków, samej przestrzeni (zakładam, jak wiesz, że przestrzeń jest realnym graczem, a nie tylko rozkładem materii czy zdarzeń). W fizyce nie brakuje bytów w pewnym sensie podobnych do "nic", równie nietrwałych, czy nieuchwytnych za ucho - cząstki wirtualne, skrajnie nietrwałe, kwarki, i inne takie. Przyzwyczaiłem się do "nic" i nie jest to dla mnie już jakiś szczególny dziwoląg. Nie widzę powodu, żeby odmawiać mu prawa istnienia, chociażby wirtualnego, jako stanu przejściowego. Które "nic" było pierwsze? Nie istnieje odpowiedź - nie ma wspólnej linii czasu
  12. Ano... tym gorzej Bo stany początkowe (t=0) raczej powinny być maksymalnie niejednoznaczne, dające maksimum możliwych dróg ewolucji. Inaczej cud Wszechmocnego tylko (no prawie tylko, bo 10-178367829876489!) by mógł sprawić, cobyśmy my sobie tu w klawiatury klepali, albo takich zarodków wiecznych, z różnym nadzieniem, pęta się po n-wymiarach (gorzej, jak same sobie te wymiary muszą tworzyć, a jeśli nie, to skąd one) skolko ugodno. Co do osobliwości w "czarnej" - coraz bardziej mi się w tamtych okolicach determinizm podoba. Zakładając, że czarna dziura oprócz parowania nic ciekawego nie robi (wewnątrz też), to trajektorie wszystkiego (też stany itp.) mogą, a nawet chyba powinny, być przy zbliżaniu się do osobliwości (czymkolwiek ona jest) coraz bardziej deterministyczne, bo "swoboda wyboru" przestaje istnieć. Z nieskończonością ok, ale skąd ta skończona granica? A sama praca? Jasne, że warto się w takie zabawy bawić, bo nigdy nie wiadomo, co ciekawego... itd.
  13. No właśnie... czyli znowu mamy osobliwość, i to chyba bardziej osobliwą niż ta klasyczna. Do łba mi przyszło, że trajektorie Bohma (albo coś w tym rodzaju) do czarnej dziury bardziej by pasowały, niż jako "bita śmietana"w pierwotnej t=inf rurce - zarodku tego bajzlu, w którym żyjemy.
  14. Adsum No i sprowokowałeś mnie cobym tam: http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0370269314009381 polazł i spróbował coś z tego rozkminić... Na rurkę mi to wygląda, nieskończenie długą w czasie, której w pewnym momencie odbiło i w lejek zachciało się zamienić. I tu problem pierwszy: trajektorie Bohma to paskudy deterministyczne, czyli nie ma "zachciało się", a jakaś by musiała być przyczyna... jaka? Problem następny: co z entropią w tej rurce. W lejku wiemy (załóżmy, że wiemy), a w rurce? Jeśli też rosła, to teraz powinna być nieskończona, czyli rozπerducha na maxa, a na to nie wygląda. No i podstawowy - czy świat deterministyczny mógłby istnieć bez "zegarmistrza"? + parę innych, ale teraz muszę się przespać, bo "dzienny dzień" już mi się kończy
  15. Nie widzisz? Zajrzyj np. tu https://sites.google.com/site/oislamie/ksiega-jalmuzny, to zobaczysz. I to działa. Tak jak np. religijny zakaz lichwy http://pl.wikipedia.org/wiki/Bankowość_islamska. Itp., bo tego jest więcej. Co do "upośledzonych", jak przypuszczam chodziło Ci o upośledzonych umysłowo i chorych psychicznie. W społecznościach islamskich mają oni całkiem inną pozycję niż u nas - nie są "wariatami", a raczej ludźmi gdzieś na pograniczu świętości, tymi, którzy widzą to, czego "normalni" nie dostrzegają. W Sudanie miałem okazję być na przyjęciu u naczelnika prowincji. Jednym z najważniejszych gości był miejscowy "wariat", bardzo tam szanowany. Nie zamierzam usprawiedliwiać islamskich fanatyków rozwalających Niniwę czy posągi Buddy (też podrzynających gardła itd.), szczególnie że sam mieszkam w zabytku, od pół wieku jestem kolekcjonerem staroci, miałem zawodowe związki z archeologią itd. Ale... "tam" jest inne poczucie czasu, nie ma tak silnego podziału na przeszłość i teraźniejszość. Kiedy jest się "tam" trochę dłużej, nie jako turysta z przewodnikiem, traci się poczucie upływu czasu. Wszystko jest "teraz" - osły i Hiluxy, kamienne żarna i laptop (przy świeczce, bo prądu z generatorka tyle tylko, żeby akumulatory naładować)... domy z suszonej cegły zbudowane w roku 1990 nie różnią się niczym od tych z roku "0"... i tak dalej. Nie ma granicy oddzielającej "zabytek" od "niezabytku". To tak trochę na marginesie, chociaż pośrednio też łączy się z tematem. Jak przypuszczam mury Niniwy zburzone zostały nie z powodów religijnych, jak to prasa podaje, a dlatego, że przyciągają one turystów z Zachodu. I taki los może spotkać też inne podobne obiekty na tamtych terenach. A rzeź zabytków trwa i u nas, szczególnie w Polsce, gdzie obowiązuje hasło "nie chcemy żyć w skansenie". Wawelu nikt nie rozwala, przynajmniej na razie, ale... jeśli byśmy do kupki złożyli wszystko, co zostało rozpieprzone tylko w roku 2014, to Niniwa (w dużej części rekonstrukcja) pryszczem przy tym będzie... a wojny u nas nie ma. Rzezi tej podlegją też zabytkowe kościoły, kapliczki, przydrożne krzyże, stare cmentarze. I rzeźnikami nie są ani islamiści, ani ateisci, ani Marsjanie, a księża i parafianie...
  16. A niech ma! Ale pod warunkiem, że przetłumaczy z ichniego na nasze i nam tu wszystko ładnie rozkmini
  17. Dyskutujecie, paszczycie i pyszczycie, kioski z pietruchą i utopie... a to po prostu jest tak: (wykopane z sieci) Brakuje mi w tym jeszcze piątego obrazka: "a na ch.. mi to, wracam do 1." "Rozwój i postęp"... czy może raczej "rozbój i podstęp"? Hmm...?
  18. Niekoniecznie musi być to zwiąane z empatią - wystarczająca może być odruchowa reakcja na widok takiego świństwa, jak lód... Trzebaby zrobić test kontrolny, bez ludzia.
  19. A momy... Kcesz, to bier i rachuj, ino ni piskej, co paluchów ni styka : http://arxiv.org/pdf/1403.4687v2.pdf
  20. A jestem po ciemnej stronie (to już taka natura), chociaż nie po tej, do której mnie przypisujesz Graficznie by to można mniej więcej tak: cząstki(te"twarde") - fale - akuku!tusesiedze Podejrzewam, że jedyną substancją tego świata jest przestrzeń, znacznie bardziej skomplikowana niż ta, którą znamy jako 3D+t. Struktury, których względna trwałość jest wynikiem wzajemnych powiązań i oddziaływań. A cząstki, fale... może to okoń pod powierzchnią uklejki goni, a może Szuwarkowi się nudzi i kijkiem wodę miesza. Kiedyś pewnie się dowiemy. To dopiero 100 lat, na upartego 200, bardzo mało czasu. A może nigdy, bo będzie to poza naszą (Hs) możliwością rozumienia.
  21. ex nihilo

    Życzenia

    Zajrzyj tu: http://pl.wikipedia.org/wiki/Krautrock Na końcu jest lista (niepełna). Jak ma się ochotę na lekki odjazd bez ziółek, zawsze coś tam można wyklikać
  22. "Jakie jest"? Hmm... Kwanteologia mistyczna? @ thikim Fajne... jak i 137 innych fajnych pomysłów
  23. Dualizm... Falizm... Odpowiedź zależy od pytania. Ale czy wiemy już o co pytać, żeby dostać właściwą odpowiedź?
  24. ex nihilo

    Życzenia

    Jako że magie różne, zaklęcia, czary i zamawiania nieco poza moją rzeczywistością są, a też święta wszelkie i inne takie sprawy, zamiast życzeń: https://www.youtube.com/watch?v=oVphe18ZlWY @ Astroboy Palenie szkodzi... fakt (40 lat praktyki), ale jeszcze bardziej szkodzi entropia (60 lat praktyki)... czyli tak czy tak... zawsze szpak Wniosek: pomiędzy t0 a tmax najlepiej dobrze się bawić, bez nadmiernego zwiększania entropii w otoczeniu
  25. To by mogło na kreskowego kota wyglądać, albo jakieś oznaczenie fabryczne (numer części)...
×
×
  • Create New...