Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/23/20 in Posts

  1. 4 points
    Raczej były i są rzadkim widokiem. Abstrahując od tego, że obecnie wykorzystuje się maszyny, to typowe koniec pociągowe, zimnokrwistych ras, były i są raczej malo lub bardzo mało popularne w USA. Wzmiankowany clydesdale to koń rasy szkockiej. Na Dzikim Zachodzie wykorzystywano do zadań wymagających siły i wytrzymałości woły lub ewentualnie muły , konie raczej do tych z pogranicza szybkości/wytrzymałości. Oczywiście nie było to 100% regułą, ale w orce czy w westernowym wagon train, przemierzającym tysiace kilometrów bezdroży, używano przeważnie wołów, które nawet podkuwano, co było ponoć karkołomnym zajęciem. Swoją drogą, najbardziej przemyślany, praktyczny i wytrzymały wóz preriowy, conestogę, skonstruowali prawdopodobnie Niemcy. Mieli i mają skubańcy dryg do "motoryzacji". Typowy wagon train z Dzikiego Zachodu: Ps. A na przełomie XIX/XX w. w USA na masową skalę zaczęto w miejsce wołów (no i koni) wprowadzać w rolnictwie ciągniki parowe. Gdy się okazało, że taki ciągnik o mocy dochodzącej do 200 KM jest w stanie w dobę zaorać 25 ha pola, to zaczęto lamentować o bezrobociu jakie wyował mechanizacja...skąd my to znamy?
  2. 3 points
    Coby łatwiej było sobie to wyobrazić: Tutaj jest jeden elektron złapany w sztuczny atom (odpowiednio ukształtowane pole EM), ale więcej, kilka czy kilkanaście, zachowuje się podobnie - ich chmura pdp tworzy podobny dysk. Więcej szczegółów: https://www.unibas.ch/en/News-Events/News/Uni-Research/The-geometry-of-an-electron-determined-for-the-first-time.html
  3. 3 points
    http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C80546%2Cwynalazek-uczonego-uj-ogolnie-dostepny-google-nie-patentuje-rozwiazania.html Na KW był wątek wspierający dr Jarka Dudę. PS Tytuł zgodny z obowiązującym trendem.
  4. 2 points
    Najważniejsze, że Ty wiedzę czerpiesz z całkowicie "apolitycznej TVPiS". Może stąd cały rozgardiasz w Twoim umyśle.
  5. 2 points
    Formalnie zawsze jest absolutna pewność. Inaczej jest niewinny.
  6. 2 points
    Z perspektywy wirusa, sukcesem ewolucyjnym nie jest wybicie wszystkich hostów jak w grach komputerowych, tylko zadomowienie się na stałe w populacji. Byłem kiedyś na świetnym wykładzie o ewolucji ospy (od https://dblp.org/pers/hd/b/Bier:Martin) - że stała się istotna dość niedawno dzięki rozwojowi miast, początkowo była dużo bardziej zabójcza, ewolucyjnie uspokajając się i zadomowiając na stałe w populacji - pewnie coś podobnego czeka koronawirus: stanie się łagodniejszym powszechnym zjawiskiem typu przeziębienia czy grypy.
  7. 2 points
    Powołałem się na Ergo i wciągnęli mnie też do grupy mającej prawo głosu :DD Publikacja personaliów naukowców to rzeczywiście nie najlepszy pomysł, ale cała ścieżka finansowania powinna być jasna i dostępna publicznie, wyniki badań również. Jeśli wojsko finansuje prace nad nową zabawką masowego rażenia(zresztą zakazaną) to wyborcy powinni o tym wiedzieć.
  8. 2 points
    Po pierwsze, to nie ma problemu, a po drugie, niekoniecznie swojego, bo to Ty przez cały czas próbujesz skręcić dyskusję w stronę spraw psychicznych czy moralnych, a mnie to po prostu mało w tym przypadku obchodzi, o czym napisałem dużo wcześniej. Nie ludzie i ich motywacje są dla mnie w tej sprawie ważni, a zwierzaki, bo to do nich się strzela, a nie do ludzi. Uważam, że z punktu widzenia zwierzaków lepsza jest hodowla na wolności niż w warunkach przemysłowych, a myśliwy jest w tej sytuacji drapieżnikiem, który zresztą niemal w każdym przypadku zabija w sposób bardziej ""humanitarny" niż inne drapieżniki, głód i choroby czy kłusownicy. Interesuje mnie w tym przede wszystkim skutek a nie czyjeś motywacje. Nie wejdę w głowy wszystkim myśliwym, żeby stwierdzić, czy przyjemność sprawia im zabijanie, czy polowanie, a to nie jest to samo. Zabijanie jest tylko jednym z elementów polowania, a polowanie jest naturalnym instynktem Hs i innych drapieżników. Więcej łączy mnie z naturą niż z kulturą, cywilizacją. Właściwie jestem nie tyle "człowiekiem", co zwierzakiem z gatunku Hs zmuszonym przez okoliczności (data i miejsce urodzenia) do życia w warunkach cywilizacji, czyli dla mnie obcych, coś w rodzaju hodowli w klatce. Dlatego łatwo mi zrozumieć i zwierzaki i myśliwych, którzy na nie polują. Sam nie polowałem, ale ryby łowiłem. Łowiłem, zabijałem i zjadałem. Zabijanie nie sprawiało mi żadnej przyjemności. Była to tylko czynność techniczna, którą starałem się wykonać jak najszybciej i najskuteczniej. Rybę sprzedawaną w sklepie też ktoś przecież musi zabić. Nie widzę żadnej różnicy, czy zrobi to rybak, czy ja - ryba będzie nieżywa. No może różnica będzie tylko taka, że ja zabijając jedną czy dwie ryby, mogę zrobić to lepiej niż rybak, który nie ma czasu na przejmowanie się każdą rybą oddzielnie, a większość mu się i tak podusi, co zresztą dla tych ryb może i lepsze jest... Łowienie bardzo lubiłem i często mam ochotę na takie polowanie. Ale na pobliskiej kałuży obowiązuje zasadza "złowić i wypuścić", a w to bawić się nie mam zamiaru, bo ryby to nie zabawki, a poza tym nie widzę żadnego sensu żeby złowione ryby wypuszczać (pomijam wyjątki) i iść do sklepu po ryby, które złowił i zabił ktoś inny. Zdarzało się też, że z różnych powodów musiałem zabić inne zwierzaki. I to robiłem, a jeśli taka konieczność będzie, to zrobię. Nie ma w tym żadnej przyjemności, jest tylko coś, co zrobić trzeba. Emocje mogą być wcześniej czy później, ale nie w tym momencie - ważna jest tylko skuteczność. Dla przyjemności nie zabijam nigdy, nawet robali i innych takich. Nie czuję takiej przyjemności. "Niech to zrobi ktoś inny, bo ja (itd.)"? No chyba, że ten ktoś inny zrobi to skuteczniej. Dziewczynom odpuszczam. Wracając do myśliwych - z moich rozmów nie wynikało, że są to ludzie, którym zabijanie sprawia sprawia przyjemność. Polują, ale polowanie i przyjemność zabijania, to nie to samo. Na pewno są i tacy, których bawi samo zabijanie, zabijają dla przyjemności zabijania. Ale to raczej mniejszość. Jak ktoś tak bardzo lubi zabijać może zatrudnić się w ubojni - może wtedy zabijać bez ograniczeń. Nie twierdzę przy tym, że wszyscy w ubojniach lubią zabijanie. Co do tych ptaków - ptaki łowne w Polsce, to ptaki jadalne i do zjedzenia się na nie poluje. Hodowane w klatkach kury są nie mniej przepięknymi istotami niż one. Najpierw tych klatek trzeba się pozbyć. A i to nie zlikwiduje zabijania.
  9. 2 points
    Nie ma co, przejrzałeś tych oszustów. Postęp naukowy zatrzymał się wkrótce po tym, jak rząd USA skonfiskował patenty Tesli na darmową energię, zbyt potężne dla lobby energetycznego A tak na poważnie, to prawdopodobnie musisz zmienić źródła z których czerpiesz wiedzę. Możesz sam zbudować baterię o 10x większej pojemności przez połączenie 10 ogniw równolegle. A jeżeli chodziło ci o konwencjonalną baterię o 10x większej gęstości, to obstawiam, że jest to niemożliwe chyba, że chodzi ci o ten sam akumulator na niskiej orbicie Ziemskiej po uwzględnieniu jego energii potencjalnej Akumulator litowy (LiSOCl2) wg. Wikipedii ma gęstość energii na poziomie 2.5 MJ/kg. Zwiększenie 10x umieści go w okolicach paliw chemicznych takich jak: Etanol (30.0), Metanol (19.7) czy Hydrazyna (19.5). Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Gęstość_energii
  10. 1 point
    To zniewaga Dwie minuty? Proszę Cię.... interpreter pythona mam właściwie zawsze pod ręką (najlepszy kalkulator ever) >>> print('tępa tępota\r\n'*1000)
  11. 1 point
    Wielkie dzięki! Przyda mi się na pewno, akurat pracuję nad bardzo zaszumionym obrazem. Jak oni to zrobili: z widma (FFT) wycięli pasma w któych spodziewali się sygnału (znając częstość oddechu czy tętna u zwierzaka). Drobne oszustwo, ale działa Dla mnie najistotniejszy jest środek tego procesu: odszumianie.
  12. 1 point
    A dlaczego tam dopuszczasz? Jak długo trwało to losowanie? Czy na pewno Wielki Wybuch się skończył? Może nadal trwa, tylko teraz jest inna faza? Fajnie, tylko co rzeczywistość na to? Czy na pewno będzie miała ochotę na Wielki Kolaps? W dodatku ściśle symetryczny do Wybuchu? Jak na razie nie bardzo na to wygląda. Ludzie od zawsze szukali przyczynowości, bali się "ślepego losu", na który w żaden sposób by nie mogli wpływać. Dlatego powstała i magia, i bogowie, i nauka. Zmienne ukryte też No do tego może lepiej się nie przyznawać Tym bardziej, że matematyka z natury rzeczy jest abstrakcją, uproszczeniem. I w dodatku w niezwykle skomplikowany sposób próbuje (z różnym skutkiem) rozwiązać równania, których bezmózgie kwarki czy elektrony nawet nie potrzebują - może dlatego właśnie, że działają w dużym stopniu losowo. A po co byłyby diagramy Feynmana, wliczające wszelkie, nawet abstrakcyjnie mało prawdopodobne warianty, gdyby wszystko było ściśle deterministyczne? Wystarczyłby jeden, i jedziemy dalej... Tak, determinizm statystyczny w naturze istnieje. A ten "twardy"? Raczej tylko w matematyce.
  13. 1 point
    Też jestem pod wrażeniem, że się udało To link do publikacji: https://www.mdpi.com/1424-8220/19/24/5445
  14. 1 point
    za znęcanie się nad zwierzętami powinny być surowsze kary.
  15. 1 point
    Nie chce mi się wspierać tego projektu. Nie to, że jestem zimnym draniem, bo wspieram kilka organizacji, ale głównie zajmujących się dzikimi zwierzętami (życie morskie, tygrysy) oraz bezdomnymi i potrzebującymi leczenia sierściuchami w Polsce. Kilka razy wsparłem też badania nad rakiem oraz kilka projektów edukacyjnych takich jak Wikipedia. Wspieram też WOŚP z różnych powodów. Ogólnie wspieram ostatnio mniejsze, lokalnie działające organizacje, które mają mniej środków i mniej wydają na zarząd.
  16. 1 point
    lol, serio? Może lepiej założyć osobną kopalniewiary? ten pomysl brzmi troche tak, jakby na forum wegetarian załozyć dział o obróbce mięsa.
  17. 1 point
    I wyprodukowali ze 100 000 takich kombajnów: https://www.gismeteo.pl/news/wypadki/14991-roje-szaranczy-w-afryce-osiagaja-rozmiarow-miast-i-moga-wzrosnac-400-razy/
  18. 1 point
    Było Ci dobrze i byłeś w stresie. Da się: https://en.wikipedia.org/wiki/Eustress Bo tu i tam tętno rośnie, a ono w tym wątku intryguje Warai.
  19. 1 point
    Kiedyś amerykanie mieli zrzucać nam stonkę ziemniaczaną. A może koronawirus to wina .... pana na T (ale nie Trumpa) :-D
  20. 1 point
    To dotyczy tylko najtańszych produktów. Problem nie jest po stronie chińskiego producenta a polskiego konsumenta. Jak wysupłasz więcej, to dostaniesz produkt porównywalnej jakości. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to chińskie flagowce od Xiaomi i kilku innych marek. To jedna z wersji proponowanych przez towarzyszy z byłego KGB. Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza Broń biologiczna nie jest w wojsku popularna, bo trudno ją kontrolować. Artykuł na ten temat w cyberdefence24.pl: https://www.cyberdefence24.pl/stara-dobra-szkola-kgb-w-roli-odgrzewanego-kotleta-czyli-amerykanskie-pochodzenie-koronawirusa
  21. 1 point
    Oj Astro, po licznych rozmowach z ludźmi którzy go wychwalają mogę w skrócie tak podsumować możliwe odpowiedzi. Trump to mądry człowiek, jak na coś wpływa to ma to sens. Jeśli uważasz że jego działania są głupie to masz do wyboru przyczyny: 1. Błędnie interpretujesz jego decyzje lub ich rezultaty. 2. Nie widzisz całości / kontekstu pomijając w ten sposób w swojej ocenie prawdziwe cele i pozytywne skutki jego działań. 3. Interpretujesz te decyzje z perspektywy naszych czasów, w czasach kiedy On ją podejmował była ona jedyną słuszną i wtedy miała sens. Czyli jest dokładnie tak jak z wszystkimi innymi prawdami objawionymi.
  22. 1 point
    Po takim tekście ciężko traktować cię tu na forum poważnie.
  23. 1 point
    Fale dźwiękowe o niskiej intensywności mogą selektywnie zabijać komórki nowotworowe, nie uszkadzając przy tym zdrowej tkanki. Dotychczas w onkologii używano ultradźwięków o wysokiej intensywności, za pomocą których podgrzewa się komórki do wysokiej temperatury. Ta metoda zabija jednak wszystkie komórki na danym obszarze. Badania nad wykorzystaniem pulsujących ultradźwięków o niskiej intensywności (low-intensity pulsed ultrasound – LIPUS) rozpoczęły się przed pięcioma laty na California Institute of Technology (Caltech). Wtedy to profesor Michael Ortiz zzaczł się zastanawiać, czy fizyczne różnice pomiędzy komórkami nowotworowymi a zdrowymi – ich wielkość, grubość ściany komórkowej czy rozmiary struktur wewnętrznych – mogą wpłynąć na to, w jaki sposób wibrują pod wpływem ultradźwięków i czy w ten sposób można zabić komórkę nowotworową. Ortiz stworzył więc model matematyczny, za pomocą którego badał, jak komórki będą reagowały na ultradźwięki o róznej częstotliwości. W 2016 roku naukowiec poinformował, że istnieją różnice w rezonansie pomiędzy komórkami zdrowymi i nowotworowymi. Te różnice oznaczały, że – przynajmniej teoretycznie – precyzyjnie dobierając częstotliwość fali dźwiękowej, można wprowadzić komórki nowotworowe w taki rezonans, że ich ściany ulegną zniszczeniu. Jednocześnie zaś nie będzie to szkodziło zdrowym komórkom. Ortiz nazwał cały proces onkotripsją, od greckich słów ὄγκος (guz) i τρίβω (ścieram). Uczony, podekscytowany uzyskanymi wynikami, zaprosił do współpracy kilu innych naukowców z Caltechu, w tym wynalazcę Mory'ego Ghariba, który specjalizuje się w technologiach medycznych i ich komercjalizacji, współpracującego z nim doktoranta Davida Mittelsteina, pracującego nad różnymi protezami czy eksperta od ultradźwięków profesora Mikhaila Shapiro. Do grupy dołączyło też kilku ekspertów w dziedzinie onkologii. Gdy usłyszałem o tym pomyśle, byłem zaintrygowany. Jeśli to się powiedzie, powstanie rewolucyjna metoda walki z nowotworami, mówi profesor Peter P. Lee, dyrektor Wydziału Immunoterapii Onkologicznej w City of Hope, centrum badawczym w Duarte. Naukowcy zbudowali prototypowe urządzenie i rozpoczęli testy. Badali różne typy komórek nowotworowych, poddając je ultradźwiękom o różnej częstotliwości. Sprawdzali też, w jaki sposób częstotliwości te wpływają na zdrową tkankę. Profesor Lee mówi, że celem zespołu jest nie tylko zabijanie komórek nowotworowych, ale też przywabienie na miejsce zniszczonego guza komórek układu odpornościowego, by zabiły one te komórki, które przeżyły terapię ultradźwiękami. Guzy nowotworowe są heterogeniczne. Jest niemal niemożliwe znalezienie takiej częstotliwości dźwięku, by zabił on wszystkie komórki pojedynczego guza. Jeśli jakieś komórki przetrwają, to guz odrośnie, mówi Lee. Stąd potrzeba zaangażowania w terapii również układu odpornościowego. Każdego dnia w organizmie człowieka giną dziesiątki milionów komórek. Większość z nich umiera w wyniku naturalnego procesu zwanego apoptozą. Bywa jednak i tak, że komórki giną w wyniku infekcji czy zranienia. Układ odpornościowy potrafi odróżnić apoptozę od zranienia. Ignoruje śmierć komórki w wyniku apoptozy, gdy jednak komórka ginie w wyniku infekcji, komórki układu odpornościowego zjawiają się na miejscu, by walczyć z patogenami. Grupa Ortiza ma zamiar stworzyć taki system ultradźwiękowy, by układ odpornościowy otrzymywał informację, że doszło do śmierci komórek w wyniku ich uszkodzenia. To spowodowałoby mobilizację limfocytów, które po przybyciu na miejsce zabiją, jak mają naukowcy nadzieję, pozostałe przy życiu komórki nowotworowe. Na razie udane eksperymenty przeprowadzono na różnego typu komórkach hodowanych w laboratorium. Na ich podstawie udoskonalono prototypowe urządzenie do ultrasonografii. Dowiadujemy się coraz więcej na temat tego, jak wibrują poszczególne rodzaje komórek nowotworowych i jak pojawiają się u nich uszkodzenia, stwierdzają uczeni. W następnym etapie badań mają zamiar sprawdzić, jak system ultradźwiękowy poradzi sobie z całymi guzami nowotworowymi. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłości rozpoczną się testy na zwierzętach, a później na ludziach. Szczegóły badań ukazały się na łamach Applied Physics Letters, w artykule zatytułowanym Selective ablation of cancer cells with low intensity pulsed ultrasound. « powrót do artykułu
  24. 1 point
    Owszem, raczej założenie Boltzmannowskości jest tylko przybliżone, ale jest ono analogiczne do założenia Feynmanowskości w mechanice kwantowej - które w takim razie może też jest tylko przybliżone, co raczej uniemożliwiłoby działanie np. algorytmu Shora w większej skali niż kilka bitów. Co do rozkładu Boltzmannowskiego po trajektoriach np. w Isingu, definiujemy energię pary E_ij, energię ścieżki jako suma E_ij po tej ścieżce, zakładamy że prawdopodobieństwo ścieżki jest proporcjonalne do exp(-beta * energia ścieżki). To jest coś innego niż minimalizacja energii - która mówi że osiągamy jeden stan o minimalnej energii, w fizyce statystycznej dostajemy zespół stanów a nie samo minimum. Idealny ferromagnetyk zachowuje spin - można go używać jako kabel. Idealny anty-ferromagnetyk wymusza przeciwny spin - jak bramka NOT. Brak oddziaływania pozwala na dowolne przejścia (bramka X) - np. do przygotowania zespołu 2^w spinów, czy nie-mierzenia danego spinu dla łamania Bella. W QM dzieje się to w czasie - od strony przyszłości potrafimy tylko mierzyć, dostając losową wartość. Shor super to wykorzystuje - zespół Feynamnowskich trajektorii zostaje w ten sposób ograniczony do dających tą samą (zmierzoną) wartość, z tego ograniczonego zespołu dostajemy podpowiedź do faktoryzacji. Żeby wymuszać od strony przyszłości, potrzebowalibyśmy CPT-analog przygotowania stanu ... Mam pomysł na CPT-analog lasera ( https://physics.stackexchange.com/questions/308106/causality-in-cpt-symmetry-analogue-of-free-electron-laser-stimulated-absorbtion ), dla przygotowania stanu nie mam (?)
  25. 1 point
    Pewnie dlatego właśnie D-Wave stracił jakąkolwiek przewagę wydajnościowokosztową w stosunku do klasycznych komputerów. Co do tego mam wątpliwości, że fizyka realizuje obliczeniowy model Isinga, a dokładniej mam pewność, że nie bardzo. On tylko jakościowo przybliża zachowanie pewnych struktur rzeczywistych struktur. Takie odstępstwo fizyki od perfekcyjnego Isinga może zostać potraktowane analogicznie jak niestabilność numeryczna, i to najprawdopodobniej rozwala fizyczną realizację. Bardzo prosiłbym o odniesienie się do opisu "ścieżkowego" tego modelu obliczeń, bo taki poziom abstrakcji jest najbardziej zrozumiały. W sensie wskazania co jest poprawne a co złe i uzupełnienie kwestii relacji ścieżek z prawdopodobieństwami i energią stanów. Wygląda na to, że "ścieżka obliczeniowa" to tak naprawdę graf data-flow obliczeń, i obsadzone według statystyki Boltzmanna powinny być wszystkie możliwe ścieżki obliczeniowe według swojej energii? Jak rozumiem energia ścieżki zależy od stanów bitów (różne stany to różne poziomy energetyczne, można przyjąć konwencję że 1 to większa energia 0 niższa, ale też od przejść pomiędzy sąsiednimi bitami (co pozwala realizować "statystyczne" bramki obliczeniowe). Bramka NOT to duża energia dla stanów 00 i 11 oraz mała dla 10 i 01. Więzy wyznaczane są przez bardzo duże różnice energetyczne pomiędzy 1 i 0 w stanie pojedynczego bitu(czy mają być tego rzędu co różnice energii na bramkach, czy też powinny być "nieskończone")? Czy różnica poziomów energetycznych w poszczególnych bitach pozwala nam kodować coś użytecznego poza więzami? Zerowa różnica energii pozwala nam wyrazić pełną superpozycję możliwości obliczeń. Od strony fizycznej nie ma żadnego problemu aby "zamontować" dowolne bity w procesie obliczeniowym. Znacznie trudniejsze jest osiągnięcie takiego stanu układu który będzie równoważny rozkładowi boltzmannowskiemu tych trajektorii przy utrzymaniu zadanych bitów.
  26. 1 point
    jest nadzieja - z https://en.wikipedia.org/wiki/2019–20_Wuhan_coronavirus_outbreak
  27. 1 point
    Hmmm, zanim reakcja alergiczna wystąpi (i to nawet w postaci wstrząsu) to drapieżnik zdąży kota 3x zjeść. Że niby czynnikiem alergicznym koty chcą do siebie człowieka zniechęcić, bo chcą żyć na wolności? Życie "wolnego" kota domowego jest krótkie i niekomfortowe. Koty o tym wiedzą i zaraz po psie, są najbardziej zsocjalizowanym zwierzęciem.
  28. 1 point
    Dokładnie! Ale to wcale nie znaczy, że biolog, czy chemik (a tym bardziej fizyk) jest ważniejszy od lekarza. To, że operują na procesach pamięciowych, a nie twórczych, ratuje nas przed Pomysłowymi Dobromirami, którzy swoje "wynalazki" testowaliby na okazjonalnym pacjencie. A skąd ten stan ducha u lekarzy? Bo my ( pacjenci) wpoiliśmy im "tę moc". Można pod nosem na lekarzy psioczyć, ale ilość wyleczonych dzięki współczesnej medycynie przekłada się na wdzięczność pacjentów, wyrażoną różnorako.
  29. 1 point
    aa tego jeszcze nie zauwazyłem Tzn. chyba nastąpiło nieporozumienie, bo mi chodzi własnie o to że do pewnego stopnia temat zbadałem i sa prace naukowe mówiące o tym, że wprawdzie owszem MOŻNA (potencjalnie) zbilansować równie zdrową dietę wegetariańską jak inne, ale w praktyce to słabo wychodzi, bo jest zwyczajnie trudniejsze (trza się badac, suplementowac, nie mieć chorób, kwestia wieku i płci nawet gra rolę) + te art dot chorób psych i neuro. I na tej podstawie dopiero zauważam pewną dezinformację i nie chodzi mi nawet o to że towarzystwo dezinformuje (bo nie do końca) tylko ludzie używający tego stanowiska jako argumentu dezinformują nie wspominając o dodatkowym ryzyku zw z czynnikiem ludzkim i powiklaniami długoterminowymi (powiedzmy "metaryzyku").
  30. 1 point
    Ja nie pamiętam, ale najstarsze starowinki we wsi podejom, że światło na wsi było i przed moimi narodzinami. Przejedź się po Polsce. P.S. Miałem nadzieję, że "statystyczny Smith w Europie" to w oczywisty sposób również statystyczny Nowak (nie wiem, ale wydaje mi się, że więcej ich niż Kowalskich ).
  31. 1 point
    Profi kulturyści na prochach dochodzą do 4g/kgm.c. U mnie ok.1,2g i wystarczy do umiarkowanych i fizjologicznych przyrostów. Jak do tego dodać WPC (białko serwatkowe) i oliwę (potem trochę kłopotów z umyciem) to otrzymuje się posiłek zdrowszy od restauracyjnego.
  32. 1 point
    To może ja wyjdę przed szereg i zaproponuje coś Moim zdaniem nie chodzi o "mądrość lekarzy" lecz o "stereotyp lekarza". Należy odczarowywać fałszywe stereotypy o lekarzach co wpłynie z czasem na bardzij poprawne/bliższe prawdzie ich myślenie o sobie samym oraz myślenie i zachowanie Pacjentów w stosunku do nich. Należy im oddać to co jest prawdą, czyli wytrwałość, praca na wysokich obrotach "poznawczych" wieloe godzin, w stresie etc., dobrą pamięć ale odebrać to co nieprawda - czyli zawodowa elita intelektualna (czytaj: jako lekarz podejmuje najlepsze możliwe decyzje, zawsze lepsze od Ciebie Pacjencie. Co nie jest prawdą). Należy traktować lekarza jak partnera z wiedzą ekspercką, wymagać informacji i karać za jej nie udzielanie (dokładnie tak jak mechanika samochodowego). To co u nas się nazywa konsultacją to jest śmiech. Konsultacja nie polega na przekazaniu zestawu dyrektyw (jak to robią lekarze) a na przekazaniu wiedzy o którą pyta Pacjent.
  33. 1 point
    Peceed, krótko, świat jeszcze nie jest idealny (choć JA się staram), więc za przeproszeniem: nie miącz, tylko daj receptę!!! Skąd i jak wziąć mądrych lekarzy!!!
  34. 1 point
    @ex nihilo EOT święta rzecz, więc nie będę bezcelowo z Tobą już dyskutował, ale poczytaj jak były myśliwy potwierdza moje stwierdzenia m.in. o "chorym hobby" czy ilości ilości postrzałków https://wyborcza.pl/7,161389,25642257,nienawisc-w-puszczy-rozmowa-o-zabijaniu.html#S.zajawka_magazynowa-K.C-B.7-L.1.maly - Nie jest tak, że się strzela i zwierzę cicho gaśnie. Myśliwi sami piszą, że nawet w jednej czwartej przypadków ofiara jest dobijana, bo strzelają niecelnie. Psy tego rannego biedaka szarpią - leje się krew - rozmowa z Zenonem Kruczyńskim, autorem książki "Farba znaczy krew", byłym myśliwym . Kiedy pan zabił pierwszy raz? - Miałem 28 lat, zabiłem zająca. Pamięta pan? - Doskonale. Na polu zając biegnie do mnie, a obok cała linia myśliwych. Wiedzą, że strzelam pierwszy raz w życiu, więc robię wszystko, aby trafić. Strzelam raz, drugi, jakoś trafiam. Ulga, udało się, ale czuję się okropnie. Koledzy z koła winszują mi i robią chrzest. Smarują twarz krwią zabitego zająca. Czuję się nieswojo, ale uśmiecham się i odbieram gratulacje. Innym też jest trudno? - Znajomy, który strzelał pierwszy raz w życiu do dużego zwierzęcia, a była to łania, źle trafił, bo ręce latały mu ze zdenerwowania. Łania upadła, podniosła się, próbowała uciekać, a on ciągle strzelał i haratał ją kulami. Zabił za piątym razem, gdy ją w końcu doszedł i strzelił z bliska. Przez dwa dni pił wódkę. Poluje nadal? - Jak najbardziej. Jak już się zacznie, nie ma końca. Myśliwi mogą zabijać wciąż i wciąż. Tydzień w tydzień, czasami częściej. Strasznie dużo śmierci ciągnie się za nimi. To bardzo trudny los, proszę sobie wyobrazić, tak wciąż zabijać i mieć na rękach ciepłą krew. Ciągle wyrywać serca, wątroby, płuca. Dobijać ranne zwierzęta. Morze cierpienia, krwi i potrzaskanych kulami kości. Jak dają sobie z tym radę? - Każdy z nas, ludzi, ma w sobie wrodzoną wrażliwość i myśliwy, żeby zabijać, musi się od niej odciąć. To nie jest łatwe. Urodziłem się w rodzinie myśliwskiej, proces wypierania tej wrażliwości zaczął się u mnie w dzieciństwie. Bez tego nie da się uczestniczyć w polowaniach. Widzisz, jak śrut rozwala głowę lisowi, musisz wziąć w ręce rannego zająca, żeby go dobić, a jemu z nogi wystaje ostra kość piszczelowa. Trzeba nauczyć się tego nie widzieć. Kiedy pierwszy raz był pan na polowaniu? - Miałem osiem lat. Potem jeździłem z tatą regularnie. Gdy strzelał, patrzyłem, gdzie spada kaczka, i biegłem po nią. Żyjące trzeba było dobić, czyli chwycić za łepek i obrotem naderwać. Ale nie urwać. Czasami jednak głowa zostawała w dłoni, a z tułowia kaczki sterczał kikut skrwawionej szyi. Trzeba było ściskać rękoma dłuższy czas, bo kaczka żyła i żyła. Drastyczne. - Tata polował co tydzień. Jako dziecko widziałam, jak siekierą zabija się kury, nie mogłam na to patrzeć. - Zabijanie kur było dla mnie bardzo drastycznym przeżyciem. A dzikich kaczek nie? - Ja te kury znałem, a zwierzęta w lesie były obce i uciekały. Ciągle słyszałem od dorosłych, że trzeba przechytrzyć zwierzę. Wówczas strzelano z dubeltówek i żeby trafić, należało podejść na 40 metrów. Dziś używa się broni, z której z dwustu metrów albo i dalej można zastrzelić zwierzę. Trudno uwierzyć, że dziecku sprawiało to frajdę. - Mogłem być blisko taty, czułem się z tym bardzo dobrze, a było to możliwe jedynie podczas polowania. Urodziłem się 66 lat temu. Nikt wtedy specjalnie nie rozmyślał, jak wychowywać dzieci. Zanim nie narodziła się współczesna pedagogika, dzieci były dość tajemnicze dla swoich rodziców i dorośli radzili sobie jak umieli. U nas w domu było podobnie, tyle że dla ojca najważniejszą rzeczą w życiu były polowania. Tak jest z prawie wszystkimi myśliwymi. Pasja. - Nałóg. Patrząc, jakich atrakcji i emocji dostarcza polowanie, reszta życia wydaje się nudna. Większość myśliwych żyje, żeby polować. Wiem, o czym mówię, ponad 20 lat byłem skutecznym myśliwym. Zapytał mnie kiedyś znajomy myśliwy, co bym wybrał, jeśli żona postawiłaby mi ultimatum: albo ona, albo polowanie. Wyobraziłem sobie życie tylko z żoną i pomyślałem: "Polowanie". Nie powiedziałem tego nigdy głośno oczywiście. Dziś pana celem są myśliwi? - Nikogo nie ścigam, próbuję jedynie stanąć po stronie całkowicie bezbronnych leśnych istot. Mają jedynie skórę przeciwko karabinom. W Polsce legitymację ma 116 tysięcy myśliwych, rocznie zabijają około 1,5 miliona zwierząt, a wielką ilość ranią i tylko część udaje im się odnaleźć. Reszta umiera od ran w lesie. Na razie organizacjom pozarządowym działającym pod wspólnym szyldem Niech Żyją! udało się zastopować "ustawę marzeń" polskich myśliwych. - Zmagaliśmy się najpierw z lobby łowieckim w Sejmie poprzedniej kadencji. Przez ostatnie dwa miesiące pokazywaliśmy nowym posłom, czym jest myślistwo. Statystycznie Polak zjada rocznie 240 gramów mięsa dzikich zwierząt - to jeden kotlet na rok. Mięsa z uboju każdy z nas je ponad 80 kilogramów w roku. Łowiectwo nie odgrywa żadnej roli w wyżywieniu ludzi. Jest to wyłącznie krwawe hobby. 15 stycznia Jarosław Kaczyński na tajnym spotkaniu członków rządu, posłów i senatorów z PiS-u oznajmił, że zdecydował o wycofaniu nowelizacji ustawy łowieckiej, bo jest przeciwnikiem myślistwa. - I niech tak zostanie. Już w maju 2015 roku prosiliśmy posła Kaczyńskiego o spotkanie. Spotkania nie było, ale na początku stycznia dostaliśmy maila z biura prezesa PiS-u, że ustawa zostanie wycofana z procedowania. Badania opinii społecznej wskazują, że prawie 70 procent Polaków nie akceptuje współczesnego łowiectwa. Nie chcą, by myśliwi w psychopatyczny sposób traktowali zwierzęta jak przedmioty. Psychopatyczny?! - Polowanie to hałaśliwa, gruba operacja. Nie jest tak, że się strzela i zwierzę cicho gaśnie. Myśliwi sami piszą, że nawet w jednej czwartej przypadków ofiara jest dobijana, bo strzelają niecelnie. Psy tego rannego biedaka szarpią - leje się krew. Zwierzę zrobi wszystko, żeby przeżyć - chowa się i ucieka, więc dobija się je kolejnymi strzałami. Potem trzeba wypróżnić ciało z serca, wątroby, jelit. Wnętrzności porzuca się na miejscu, a resztę myśliwy zabiera do samochodu, zazwyczaj kładąc ciało na specjalne kratki, które wystają poza auto. Po co? - By krew nie kapała do środka. Straszne. - Każde zabijanie jest skrajnie drastyczne, a język, którym posługują się myśliwi, służy maskowaniu brutalności uśmiercania. Zamiast "przestrzeliłem jeleniowi nogę i złamałem kość", usłyszymy "dostał w przedni badyl". Słowo "krew" zastępuje "farba". Nie ma jelit i żołądka, tylko "miękkie". Na klatkę piersiową myśliwi mówią komora, a zamiast "odstrzeliłem dzikowi żuchwę" usłyszy pani "trafiłem w gwizd". Kolejne magiczne słowo to "zestrzał". Co to jest? - Sierść, krew, kawałek kości, płuc, wątroby, które leżą na ziemi w miejscu, gdzie stała ofiara w momencie strzału. Proszę sobie wyobrazić, że myśliwi zabijają także ciężarne samice, a potem je patroszą. Można je zabijać? - Przez cały rok samice są albo w ciąży, albo prowadzą młode i karmią je mlekiem, albo jedno i drugie jednocześnie - tak jest u jeleni. Ciężarne łanie myśliwi zabijają do końca czwartego miesiąca ciąży, która trwa ponad siedem, do sarny strzelają do końca szóstego miesiąca - poród następuje w dziewiątym. Panie dzikowe można zabić nawet na dzień przed rozwiązaniem. Gdy przecina się brzuch, z wymion leje się białe mleko i miesza z krwią. Pęcherz płodowy łani z maluchami w charakterystyczne paski odciąga się w krzaki. W województwie podlaskim, w związku z niemądrą histerią wokół afrykańskiego pomoru świń, można zabijać dziki, które wodzą młode. Urząd marszałkowski dopłaca myśliwemu 400 złotych za zabicie dzika. Każde dzikie zwierzę można zabić? - Jest specjalna lista Ministerstwa Środowiska. Są tam sarny, jelenie, dziki, ale także lisy, borsuki, zające i całe mnóstwo ptaków. Zabijanie zajęcy, kuropatw, gęsi i jarząbków - tego ślicznego leśnego drobiazgu - nie ma żadnego uzasadnienia! Oprócz przyjemności. Ot, szybki strzał do kolorowego, żywego rzutka. Straszną ilość ptaków się rani. Najgorsze są jednak polowania zbiorowe. Czeszą wszystko równo. Las przez dwa, trzy tygodnie wygląda jak wymarły. Na "zbiorówkach" rani się jeszcze więcej zwierząt niż normalnie. Myśliwi opowiadają o rozpoznaniu, selekcji - to bajki. Na zbiorowych polowaniach zwierzaka widzi się dwie, trzy sekundy i pada strzał. Skoro myśliwi mogą zabijać do woli, to czego jeszcze chcieli? - W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny nakazał znowelizować ustawę o Prawie łowieckim z 1995 roku, tak aby właściciele gruntów, na których powstają obwody łowieckie, mogli się jakoś odnieść do tej decyzji - do tej pory nie mieli prawa głosu. Posłowie mieli czas do 16 stycznia 2016 roku. Przy okazji nowelizacji myśliwi posłowie przygotowali korzystny dla siebie projekt ustawy, kolejny, konkurencyjny, powstał w rządzie, bo Ministerstwo Środowiska chciało uzyskać nieco kontroli nad Polskim Związkiem Łowieckim. Do konsultacji włączyły się organizacje pozarządowe. Zaproponowaliśmy poprawki, które miały choć trochę ochronić zwierzęta przed traumą polowań zbiorowych i szkodliwością dokarmiania. Zaproponowaliśmy też, by podobnie jak w ustawie regulującej ubój towarzyszenie dzieci przy zabijaniu było surowo karane. Stara ustawa łowiecka nie pochylała się nad tym problemem. I co? - Obydwa projekty, poselski i rządowy, zostały scalone w jeden i skierowane do prac w podkomisji. Z siedmiu jej członków sześciu było myśliwymi, efekt był do przewidzenia, powstała ustawa kuriozum. Postulaty organizacji społecznych wylądowały w śmietniku. Jak rozwiązano nakaz Trybunału? Właściciel, na którego gruncie ma być wytyczony obwód łowiecki, mógł wystąpić do sądu z wnioskiem o zakaz polowania. Musiał jednak uzasadnić swoją prośbę przekonaniami religijnymi lub wyznawanymi zasadami moralnymi. Jak ma to udowodnić? - No właśnie, jak? Podczas prac nad ustawą działy się cuda. Nowelizację ustawy miała zaakceptować komisja ochrony środowiska, a tam na 27 członków 15 było myśliwymi. Opracowaną w podkomisji ustawę przepchnięto "w ciemno" na wniosek ówczesnego posła PiS Jana Szyszki, bez dyskusji i poprawek. Co więcej, ówczesny wiceminister środowiska nie ujawnił ważnych opinii MEN oraz Rzecznika Praw Dziecka i psychologów o szkodliwości udziału dzieci w polowaniach. Zorganizowaliście protest w Warszawie. - Tak, słaliśmy też petycje, jak się okazało, skutecznie - we wrześniu Sejm zakończył kadencję i projekt ustawy przepadł. Ale PiS wygrał wybory i już 22 grudnia posłowie mieli kolejny projekt ustawy. - Tym razem myśliwi naprawdę się nie ograniczali. Projekt był poselski, droga procedowania krótka - myśliwi z Sejmu zachowali się, jakby wystarczyło sięgnąć po swoje. Skąd ta pewność? - Poluje minister Szyszko, dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski także - to zaprzysięgli myśliwi. Mąż premier Szydło również. Sejmowa maszynka do głosowania działa idealnie, więc czego mieli się obawiać? Ich projekt był jeszcze gorszy? - Tak. Właściciel gruntu nadal miał udowadniać swoje przekonania religijne przed sądem, żeby na jego terenie nie polowano. Lista zwierząt łownych miała być wpisana do ustawy, więc by np. przestać polować na zagrożone gatunki ptaków, a większość jest zagrożona, konieczne byłyby obrady parlamentu. Żadne z naszych postulatów nie zostały spełnione, na przykład o ograniczeniu toksycznej amunicji ołowianej. W Europie odchodzi się od ołowiu. Myśliwi wstrzeliwują w glebę i wodę do 600 ton ołowiu rocznie, gdy cały przemysł i transport w Polsce emituje do środowiska 347 ton. To ile oni strzelają? - Bardzo dużo. Weźmy posła Pawła Kukiza, który chwali się, że uwielbia strzelać do ptaków. W prasie można przeczytać, że ostatnio kupił tysiąc sztuk amunicji. Przedstawia siebie jako zaciętego myśliwego. Jest przy tym, delikatnie mówiąc, przyrodniczo niezbyt lotny - wygaduje szkodliwe banialuki. Czyli? - Na YouTubie opowiada, że "lisów było mnóstwo i to one przyczyniły się do tych zajączków, że ta populacja się zmniejszyła, że kuropatw nie ma". W "Do Rzeczy" chwalił się, że ma dwie jednostki broni długiej na wszelki wypadek. Podczas wojny na pewno nastąpiłaby destabilizacja gospodarcza, więc karabin się przyda, aby upolować zwierzynę i przetrwać z rodziną. I jeszcze sprawa pistoletów - Tak, jeden z zapisów ustawy mówił, że myśliwi będą mogli kupić bez specjalnych pozwoleń broń krótką. Tłumaczą się, że po krzakach łatwiej będzie im biegać z pistoletem i dobijać ranne zwierzęta. To kompletna bzdura! Myśliwy już ma broń. Jeżeli nie umie się nią posługiwać i nie potrafi z niej dobić poranionego przez siebie biedaka, to jego koledzy powinni zabrać mu legitymację, bo ten człowiek stwarza zagrożenie. To o co chodzi? - Posiadanie broni łaskocze i podbudowuje męskie ego. Długiej broni myśliwskiej nie schowasz za pazuchę - każdy widzi, że jesteś uzbrojony. Natomiast broń krótka, która została skonstruowana do zabijania ludzi, jest noszona w ukryciu - gdy jestem w tajny sposób uzbrojony, dodaje mi to pewności siebie. Które jeszcze z waszych postulatów nie zostały wprowadzone do ustawy? - Chcieliśmy, by zakazano używania zwierząt do trenowania psów. Żywych zwierząt? - Przytoczę historię z pisma łowieckiego. Myśliwy opisuje, jak uczył młode psy aportowania dzikiej gęsi. Przestrzelił skrzydło, zapakował ptaka do bagażnika, przywiózł na podwórko i wypuścił młode psy. Ptak zdołał się obronić zdrowym skrzydłem i dziobem, więc myśliwy puścił doświadczonego wyżła, który pokazał, jak się chwyta i zabija. Gdyby takie okrucieństwo spotkało zwierzę domowe, ten człowiek mógłby nawet trafić do więzienia. My, społeczeństwo, milcząco te wszystkie myśliwskie straszliwości tolerujemy. Zwracaliśmy także uwagę na bezsensowność dokarmiania. To niebywale szkodliwe. Dokarmianie w co najmniej 90 procentach odbywa się na nęciskach. Myśliwi przyzwyczajają zwierzęta do jedzenia, a gdy te spokojnie żerują, zabijają je przez okienko ambony z 30 metrów. Rok w rok na jednym nęcisku można zastrzelić nawet kilkadziesiąt zwierząt - to jest jatka. Pełno tych ambon. - Dziwna nazwa "ambony". Stoją wszędzie, jak wieżyczki z obozów jenieckich. Podjeżdża się samochodem sto metrów od wieżyczki, wchodzi z bronią po drabinie, bywa że wypije piwko, zastrzeli zwierzaka, wypatroszy i jedzie się do domu. To zwykła egzekucja wykonana niebywale zaawansowaną technologicznie bronią. I wolno strzelać zaledwie sto metrów od zabudowań. Bardzo blisko. - Mieszkam na skraju Puszczy Białowieskiej, dziki bardzo lubią mirabelki, które rosną sto metrów od domu. Owocują w sierpniu, pełnia księżyca, okna w nocy otwarte i nagle ze snu podrywa mnie grzmot! Strzał, jakby ktoś huknął przy furtce. Inny przykład - jakiś myśliwy upodobał sobie Polanę Białowieską, pewnie ma blisko z domu, postanowił, że będzie tam strzelał i zabijał zwierzęta. Polana leży między wsią a rezerwatem ścisłym - to jest miejsce, gdzie przychodzi mnóstwo turystów przez cały rok, a zwłaszcza podczas rykowiska. Nasłuchujących przyrody w nocy. A na polanie stoją cztery ambony, dwie są niecałe 200 metrów od rezerwatu ścisłego! Tu w końcu coś tragicznego się stanie. Rozmawiałem o tym z nadleśniczym. I co? - Nic. Chodzę po Puszczy i jest mi coraz bardziej głupio, bo nawet gdy jestem w rezerwacie ścisłym, zwierzęta uciekają ode mnie panicznie. Wstyd mi, że jako człowiek jestem przez wszystkie istoty postrzegany jako morderca. Na szczęście projekt ustawy przepadł, ale Sejm nie wykonał orzeczenia Trybunału. Co teraz? - Według niektórych prawników odpadnie podstawa prawna nie tylko do zmiany granic istniejących obwodów, ale w ogóle podstawa prawna podziału wszystkich już istniejących. Obywatel będzie też mógł zwrócić się do sądu o zakaz polowania na jego gruntach. Bitwę o zwierzęta częściowo wygraliście, teraz kolejna potyczka - o Puszczę Białowieską. Z powodu kornika ma zostać przetrzebiona ze świerków. - Z punktu widzenia przyrody zwiększona ilość kornika nie jest czymś niezwykłym - co jakiś czas występuje w każdym lesie, w którym rosną świerki. Od 1915 roku zjawisko jest dokumentowane i opisywane przez naukowców. Gradacja trwa kilka lat i zamiera. Potem pojawi się nowa. To naturalne zjawisko charakterystyczne dla lasów świerkowych. A dlaczego się pojawia? - To jest papierek lakmusowy wskazujący na zaburzenie równowagi. Naukowcy pracujący w Białowieży obserwują, że od dziesięciu lat obniża się poziom wód gruntowych, a ostatnie lato było niebywale gorące. W sierpniu nie spadła ani kropla deszczu, a temperatury dochodziły do 38 st. C. Pojawiła się susza glebowa, świerk wymaga dużo wilgoci i do tego ma płaski system korzeniowy. Nic więc dziwnego, że świerki porastające Puszczę osłabły. Na osłabione drzewa najpierw wchodzą grzyby glebowe znajdujące pożywkę na zamierającym systemie korzeniowym. Następnie pojawiają się różne gatunki opieniek. I wtedy otwierają się drzwi dla przeciekawego chrząszcza - kornika drukarza. System "immunologiczny" osłabionego drzewa działa już zbyt słabo i nie jest ono w stanie obronić się. Gdy kornik próbuje dostać się do tkanki zdrowego drzewa, zostaje zalany żywicą i po sprawie. Teraz pożre wszystkie świerki z Puszczy? - Nie, 26 procent drzew w Puszczy to świerki rozproszone wśród drzew liściastych. Po skomasowaniu można wyliczyć, że zamarło cztery tysiące hektarów Puszczy, to tak, jakby na każde 100 metrów kwadratowych lasu 6 metrów było uszkodzonych. Chodząc po lesie, można tego w ogóle nie zauważyć. Naukowcy i leśnicy mówią, że nie ma żadnego zagrożenia dla trwałości przyrodniczej Puszczy. Tak funkcjonuje las, nie ma w tym nic groźnego. Tak? - Przed laty na dużym obszarze lasu z monokulturą świerkową, który był podzielony granicą pomiędzy Czechy i Niemcy, zdarzyła się gradacja. Czesi podeszli do sprawy jak nasi leśnicy - wycięli i wywieźli wszystkie zaatakowane przez kornika drzewa. Niemcy postąpili odwrotnie - czekali, aż las sam się upora. Dziś, po 20 latach, Park Narodowy Szumawa wygląda jak krajobraz po klęsce ekologicznej, a po stronie niemieckiej rośnie fantastyczny, bujny Las Bawarski. Leśnicy jednak wiedzą swoje. A może oni mają rację? - Poprosiłem niedawno o spotkanie profesora Jerzego Gutowskiego z Instytutu Badawczego Leśnictwa w Białowieży. Potwierdził, że na skutek stosowania przez leśników wycinki nazwanej "ochroną czynną" zginie więcej drzew, niż gdyby nie robiono nic i zostawiono naturę w spokoju. Może chodzi o kasę? - Pieniędzy z masakrowania Puszczy nie ma i nie było - to mity. Aby trzy nadleśnictwa puszczańskie: Białowieża, Browsk i Hajnówka, mogły egzystować, Fundusz Leśny kilkanaście lat temu dopłacał rocznie 8 milionów złotych, a dziś kwota wzrosła do 20. To ludzie nie żyją tutaj z lasu? - Kiedyś owszem, ale teraz już nie. Najbrutalniej eksploatowali Puszczę Niemcy na początku XX wieku i Polacy w latach 60. i 70. Gdy zwarto w 2011 roku kompromis, można było wyciąć 48,5 tysiąca metrów sześciennych drzew rocznie. Mniej więcej połowa z tego idzie na potrzeby opałowe miejscowej ludności, zresztą po paskarskich cenach. Pozostałe drewno jest sprzedawane na aukcjach. Dane GUS z końca 2015 roku pokazują, że mimo ograniczonej wycinki drzew przez ostatnie cztery lata dochód w powiecie hajnowskim cały czas rośnie. Co więcej, podczas tych badań, które miały wskazać, w jakich gminach poziom życia jest najwyższy, okazało się, że gminy puszczańskie są w krajowej czołówce. I jest to jedyny obszar w Polsce o najwyższym poziomie życia, który nie jest związany z jakąś dużą aglomeracją. Powiat hajnowski związany jest z Puszczą Białowieską. Plany, żeby zacząć ciąć pięć razy więcej drzew niż dotychczas, zaszkodzą, a nie pomogą okolicznej ludności. Dlaczego? - Bo do Puszczy przyjeżdża 200 tysięcy ludzi rocznie i zostawia w regionie pieniądze. Przedstawiciele Rady Europy, którzy byli w Puszczy dwa miesiące temu, mówili jasno: wszędzie na świecie społeczności żyjące na obszarach przyrodniczo cennych, które są chronione - mają się dobrze. Mieszkańcom Białowieży i okolic bardziej opłaca się wynajmować kwatery, niż biegać z piłą po lesie. Zresztą pilarze zarabiają niewiele, dyrekcja Lasów pozbawiła ich etatów wiele lat temu, dziś robotnicy leśni nazywani "zulami", od Zakładu Usług Leśnych, pracują na samozatrudnieniu i zarabiają między 700 a 1000 złotych miesięcznie. Skąd bierze się niechęć miejscowych do ludzi walczących z wycinką? Sama słyszałam w autobusie o "pieprzonych ekologach", którzy się wtrącają. - W trzech puszczańskich nadleśnictwach na etatach jest prawie setka personelu i leśników - zarabiają średnio od 6 do 9 tysięcy złotych, a niektórzy pewnie więcej. Do tego rozmaite apanaże, przede wszystkim pięknie położone domy w prestiżowej Puszczy Białowieskiej, służbowe samochody, sorty mundurowe, nisko oprocentowane kredyty. Leśna korporacja dobrze ich opłaca, ale trzyma na złotym łańcuchu. W tej grupie tylko nieliczni nie polują, reszta - to myśliwi. Poza wszystkimi "konfiturami", jakie dostają od korporacji, z lasem wiąże ich łowisko, a powiedzieć, że myśliwy jest przywiązany do łowiska, to nic nie powiedzieć. Myśliwy kocha nad życie swoje łowisko! Z tej miłości w Puszczy Białowieskiej zabija się około tysiąca dużych zwierząt rocznie. Jaki jest związek między polowaniem a wycinką świerków? - Leśnicy chcą żyć w tym miejscu, zarabiać i polować! Przez kilkadziesiąt lat nikt im nie patrzył na ręce, teraz to się zmienia i aby zachować swoje status quo, robią bardzo dużo. Najpierw ustawa łowiecka, teraz walka o Puszczę - krew im się gotuje -"obcy" próbują wtrącać się do tego, jak rządzą się w państwowym skądinąd lesie. Ktoś powiedział, że lasy w Polsce należy znacjonalizować. Na jednej z narad w dyrekcji Lasów prominentna osoba oznajmiła: "Puszczy bronimy jak Stalingradu - nie oddamy! Jak polegniemy tu, polegniemy i w innych miejscach. Rozleje się na cały kraj". Puszcza jest bardzo prestiżowym łowiskiem. Polować w dzikiej puszczy to myśliwski rarytas. Tutaj nie strzelają zwykli myśliwi, to tereny należące do Administracji Lasów Państwowych, nazywane Ośrodkami Hodowli Zwierzyny, stanowią tylko 8 procent powierzchni obwodów łowieckich w kraju. Ale zabija się w nich prawie jedną czwartą zwierząt ginących podczas polowań. Niech pan powie, jak wygląda ten Stalingrad. - Miejscowi leśnicy, wspierani przez szefostwo Lasów Państwowych, podburzają i wykorzystują mieszkańców do załatwiania swoich interesów, a mają w regionie Puszczy duże wpływy. Przykro mi to wszystko mówić, mam dobrych znajomych wśród różnych leśników w kraju. Ale tutaj dopuszczają się niegodnej manipulacji, to jest przejaw braku szacunku dla społeczeństwa mieszkającego w regionie Puszczy. Przecież leśnicy wiedzą, że ze zwiększonego etatu cięć ludzie stąd nie będą mieli złamanego grosza więcej. Trzy tygodnie temu w okolicznych kościołach i cerkwiach na zakończenie mszy księża i popi prosili wiernych o podpisywanie apelu w sprawie zwiększenia limitów wycinki drzew z powodu kornika. Wierzą tylko leśnikom. Nie wierzą naukowcom, parkowcom, socjologom, ekonomistom środowiska, GUS-owi, organizacjom turystycznym, politycznym i przyrodniczym głosom z Unii Europejskiej i ze świata. Coś jeszcze? - Na razie wypuszczono balon próbny i w grudniu do konsultacji społecznych trafił aneks do planu urządzania lasu w nadleśnictwie Białowieża. Przewidywał prawie pięciokrotne zwiększenie wycinki drzew. Na początku stycznia zaczęły się obywatelskie protesty, w Warszawie był Marsz Entów, kilka dni później minister Szyszko spotkał się z komisarzem Unii ds. środowiska Karmenu Vellą, który wyraził zaniepokojenie wycinką Puszczy. A jeśli to nie pomoże? - Będzie dramat. Jak wygląda trzebiona Puszcza, każdy może się przekonać w Rezerwacie Szafera, biegnie przez niego szosa wjazdowa z Hajnówki do Białowieży. Potężne świerki leżą po obu stronach szosy. Tną pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa. Teoretycznie mogą ciąć, bo Lasy są odpowiedzialne za bezpieczeństwo przy szlakach i drogach. To widowiskowy manifest siły i obecnej poprawności politycznej wobec ministra środowiska. Rzeczywiście, mijałam dziesiątki upiłowanych olbrzymów. - Jeśli piły pójdą w ruch, będą koleiny do kolan wyryte w miękkim gruncie przez wielkie koła leśnych kombajnów. Łańcuchowe piły będą wyły na najwyższych obrotach w tumanach siwych spalin o ostrym, chemicznym zapachu. Wielkie naczepy drogowe załadowane do pełna kłodami drzew będą rozjeżdżały puszczańskie drogi. Hałas będzie trwał przez lata. Potem nastąpi cisza. Wszędzie będą ślady ponurej przemocy. Naturalny z wyglądu las odrodzi się za 60-80 lat. Z punktu widzenia przyrody taki czas nic nie znaczy, pewnie nie wzruszy nawet ramionami. Dla mnie trudne do przyjęcia jest zachowanie leśników. Co pan ma na myśli? - Czarny leśny piar doprowadził do tego, że w Puszczy gotuje się od wzajemnej nienawiści. Być może leśnicy rzeczywiście wierzą, że lasu należy bronić piłą, a naukowcy i organizacje społeczne to oszołomy. Kilka dni temu podszedłem do leśniczego, który nadzorował wycinkę przy szosie w Rezerwacie Szafera, robotnicy wokół ogniska jedli posiłek, rozmawialiśmy chwilę. Jeden z pilarzy wskazał na suche drzewo i powiedział: "Ten świerk usechł przez takich jak pan". Gdy wracałem do samochodu, drwal z piłą w ręku poszedł za mną i wykrzyczał mi w twarz: "Spierdalaj stąd, ty gnido, bo cię, k**wa, pochlastam piłą na miejscu". Koledze z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot miejscowi grozili, że utopią go w bagnie. Czy leśnicy stąd mogą zobaczyć swój udział w tym wszystkim? Kiedy się zaczęło? - Leśnicy przebudzili się, kiedy PiS zaczął górować w sondażach. Jeszcze zanim przejął rządy, leśnicy już zaczęli machać do polityków ręką z Puszczy: "Myślimy jak pan minister, jak pan dyrektor. Będziemy ciąć, proszę popatrzeć - już tniemy...". Ustawa o lasach nakazuje sumiennemu urzędnikowi walkę z kornikiem polegającą na wycince. W lesie gospodarczym - dobrze, ale w Puszczy Białowieskiej?! Leśnicy w jedną powyborczą noc z ludzi w miarę czujących przyrodę stali się suchymi urzędnikami. Nadleśniczy to stanowisko polityczne. Na Jana Szyszkę raczej nie ma co liczyć. - Jest starszym panem, schorowanym, jak mówi, czyta "Nasz Dziennik", ogląda Telewizję Trwam i to mu wystarcza. Kiedyś był podobno niezłym naukowcem, ale teraz mam wrażenie, że nie nadąża za wyzwaniami klimatycznymi i środowiskowymi. Entomolog, specjalizował się w biegaczowatych. Te chrząszcze dobrze się mają na zrębach, może dlatego ministrowi podoba się wycinanie drzew. To zaprzysięgły myśliwy, mówi, że "myślistwo wyssał z mlekiem matki", jego traktowanie natury jest wyłącznie eksploatacyjne, zgodnie z tezą, że ziemia została dana nam, ludziom, we władanie. Wielu ludzi uwierzyło w to. W końcu ziemia się otrząśnie z naszego kłopotliwego gatunku. Dyktatorzy trwają długo, ale ostatecznie wszyscy dają szyję. Jednak świadomość ekologiczna rośnie. - Sprawa Rospudy pokazuje, że Polacy potrafią walczyć o przyrodę. Pamiętajmy, że zdarzyło się to za poprzedniego ministrowania Szyszki. Jak informacja o planowanej wycince w Puszczy dotarła do społeczeństwa, zagotowało się. Ludzie stoją w blokach startowych i czekają, żeby bronić lasu. Białorusini, do których należy dwie trzecie Puszczy, z całości zrobili park narodowy. Odkąd przeprowadziłem się do Białowieży, codziennie wędruję po tym prastarym lesie - ciężko mi myśleć, że jeśli leśnicy się nie opamiętają, zostanie zmasakrowany. Pan wyprowadził się z Gdyni rok temu? - Od wielu lat myślałem o Białowieży, mieszkał tu mój najlepszy przyjaciel, regularnie go odwiedzałem. To była szybka decyzja, podczas spaceru zobaczyliśmy z żoną, że na skraju wioski, tuż przy Puszczy, jest działka na sprzedaż - kilka tygodni później była nasza. Zbudowałem drewniany dom, a kiedy syn jesienią zaczął studiować w Warszawie, przenieśliśmy się tutaj z Dorotą na stałe. A dlaczego przestał pan zabijać? - To był proces. Przełomem okazał się moment, gdy zastrzeliłem psa. Stałem pod drzewem i patrzyłem na dwie sarny. Z żyta wyskoczyły psy i zaczęły je gonić. Strzeliłem odruchowo. Pies nie zginął na miejscu, uciekł. Skonał w krzakach. Wtedy poczułem, że już nie mogę zabijać. Proces "zdrowienia" był bolesny - przeżyłem dość długi okres retrospekcji i przygnębienia. Zobaczyłem z całą wyrazistością niepotrzebne cierpienie i śmierć, które zadawałem kulami i śrutem. Przestałem polować ponad 20 lat temu. Dziś uważam, że aby móc nieść los myśliwego, trzeba mieć bardzo twarde serce. Nie można zabijać w sobotę i niedzielę, a od poniedziałku dla rodziny i przyjaciół mieć pełne miłości i współczujące serce.
  35. 1 point
    Nie, to tylko przesłanka aby zbyt optymistycznie nie podchodzić do zdolności adaptacyjnych wysokorozwiniętych państw. Sam jestem zwolennikiem teorii Ray'a Kurzweil'a, o wykładniczym postępie technologicznym. I o ile wiele rzeczy da się pewnie w XXI w. rozwiazać pod kątem technologicznym (w kwestii adaptacji), to słabym punktem moga być właśnie niedostatki organizacyjne. Weźmy sytuacje w Nowym Orleanie, po przejściu Katriny. Najpotężniejsze państwo świata straciło w zasadzie kontrole nad kawałkiem swego terytorium. Dopiero wprowadzenie do miasta jednostek Gwardii Narodowej, które powracały z Iraku i były doświadczone w walkach miejskich, pozwoliło przywrócić względną normalność. A przed ich przybyciem to było jak w Mad Maxie, nawet zdecydowana i nieźle wyszkolona lokalna policja nie dawała sobie zupełnie rady. A takich zjawisk pogodowych o ekstremalnie niszczycielskiej sile będzie coraz więcej, fizyki atmosfery nie oszukasz. Teraz bardziej paląca kwestia - uchodźcy klimatyczni. UE, jeden z najpotężniejszych organizmów gospodarczych świata, dysponujący zaawansowanymi technologiami, dostępem do ogromnego kapitału, także ludzkiego, dał się ogrywać w tej kwestii jak dziecko. UE była rozgrywana nie tylko przez wielkie, światowe mocarstwa jak USA, Chiny czy Rosję, ale też pomniejsze regionalne mocarstwa jak Turcja, Iran czy Arabia Saudyjska, a nawet Izrael czy Egipt. To jest właśnie zagrożenie klimatyczne dla bogatych państw, zwłaszcza Europy.
  36. 1 point
  37. 1 point
    "Przypadki losowe" to pochodna naszej niewiedzy, mechanizmy są. Od fagów w Gangesie po infekcje wirusowe atakujące guzy nowotworowe. Nie wspominając o tym, że układ odpornościowy generuje przeciwciała losowo i w końcu może zaskoczyć. Jak komuś nagle wyprostuje się krzywo zrośnięta noga, to możemy zacząć rozmawiać o cudach, przy najmniej zanim pojawi się nanotechnologia i ( będziemy mogli zignorować możliwość istnienia kosmitów realizujących programy rozrywkowe). Proszę odnieść się do tez. Nie odnosiłem się do tego co siedzi im w głowach, tylko do tego co czynią. Co do głowy mogę się domyślać w nie większym stopniu niż w przypadku każdego innego człowieka, mając jednak sporą próbkę do bezpośrednich obserwacji (jestem "czarną owcą" w de facto fundamentalistycznej rodzinie) i dostęp do gigantycznej ilości pism religijnych/teologicznych. W takim razie co robią traktaty teologiczne? "Trzeba mieć otwarty umysł, ale nie aż tak że mózg wypada". Elektroniczny? Bo w mechanicznym jak się sprężynka rozładowuje, to może stanąć w przypadkowym momencie. Wystarczy szybkie podniesienie zegarka (sprawdzamy o której ktoś umarł) i mamy to samo. Czyli całkiem typowy scenariusz. I co ważne - zegar zawsze stanie w dokładnie w momencie, kiedy gwałtownie sprawdzamy godzinę. Wynika to z konstrukcji balansu torsyjnego. Czyli ktoś zobaczy jeszcze tik, i zegar stanie dokładnie w momencie kiedy spojrzy. Ale to wolny kraj, i można wierzyć w psychokinezę. Nauka nie ignorowała "paranormalnych" tematów, po prostu wszystkie zostały sfalsyfikowane i od ponad 100 lat nikt poważny już się tym nie zajmuje. Ano nie. Pomiędzy Feynmanem a nauczycielem fizyki jest mniej więcej taka różnica, jak pomiędzy papieżem a katechetą.
  38. 1 point
    Dodam, że nie zawsze jest tak pięknie po odstawieniu węglowodanów. U ludzi lipolizie towarzyszy glukoneogeneza, czyli glukozę organizm czerpie również z białek, których rezerwuarem są cenne mięśnie. Cenne, bo u HS coraz mniej tej tkanki, która oprócz funkcji mechanicznej, pełni ważną rolę wydzielniczą (miokiny).
  39. 1 point
  40. 1 point
    Mea Culpa nie zweryfikowałem tego co pisałem, a to jedno zdanie wyjaśnia większość moich zarzutów i klaruje to mój obraz kół łowieckich. Niestety wynika z tego, że przygniatającą większość naszych lasów traktuje się jako hodowle zwierząt do odstrzału wiec nie ma tam miejsca na zrównoważony ekosystem, jest to bardzo po drodze z Lasami Państwowymi które prowadzą monokultury leśne, które mają maksymalizować zyski. Wychodziłem z głupiego założenia, że lasy to dobro wspólne gdzie można spotkać naturalne habitaty itd. Teraz już wiem że 70 polski należy do rolników, miast itd. na 29% Lasy Państwowe hodują sobie drzewa wspólnie z myśliwymi którzy hodują sobie zwierzątka do których mogą sobie w czasie wolnym postrzelać, a 1% to parki narodowe z czego 70% to lasy, 10 wody a pozostałe powierzchnie to 20%.
  41. 1 point
    Zabijanie zwierząt powinno się ograniczać do minimum, tzn. tylko należy zabijać szkodniki lub dla pożywienia. Kiedyś jeszcze się zabijało dla skóry w celu ochrony ciała, ale dziś to już zbyteczne. Z ekonomicznego punktu widzenia problem optymalnego kłusownictwa można rozwiązać za pomocą ewolucyjnej teorii gier: http://www.alchemicus.pl/grywalizacja-rulez/25,teoria-gier-ewolucyjnych " Prawdopodobieństwo to możemy obliczyć ze zestawienia wartości średnich dostosowań (wypłat) dla danej strategii. Suma prawdopodobieństw napotkania danego osobnika w populacji musi być równa 100%, czyli możemy założyć, że ilość jastrzębi to x, natomiast gołębi to 100%-x. Średnie przystosowania liczymy z macierzy wypłat (czytając pionowo) dla każdej strategii: dla jastrzębia będzie to suma prawdopodobieństwa napotkania jastrzębia x wymnożonego przez (W-K)/2 oraz prawdopodobieństwa napotkania gołębia 100%-x wymnożonego przez W; analogicznie postępujemy dla gołębi. W ten sposób otrzymujemy następujące równanie: x*(W-K)/2 + (100-x)*W = x *0 + (100-x)*W/2 Po prostych przekształceniach uzyskujemy: x=W/K*100 " Należy tu dodać ograniczenie x<=100. Za jastrzębia wstawiamy człowieka, z 100-x zwierzęta. Jeżeli koszty stają się za duże w stosunku do zysku, K > W, to znaczy zwierząt jest za mało, aby starczyło dla ludzi, wtedy należy ograniczyć kłusownictwo. W przypadku szkodników W prawdopodobnie będzie zawsze większe od K i dlatego x zostanie ograniczone do 100%, czyli człowiek całkowicie je wyeliminuje.
  42. 1 point
    Sporo jest myśliwych którzy siedzą całymi dniami w lesie, budują karmiki, grodza pola i ogólnie nie tylko chodzą do lasu żeby sobie postrzelać. Problematyczne jest jednak: - Polowania à la Szyszko na bażanty i polowania grupowe z naganiaczami gdzie stresuje się zwierzęta i daje im się bardzo mała szanse na ucieczkę są ewidentnie dla przyjemności myśliwego. Skoro mieli te bażanty już w klatce mogli je zabić w humanitarny sposób. - Postrzałki nie są wcale takie rzadkie. Dziki często padają po czasie i równie często szukane są dopiero jak się rozjaśni i to wiem od myśliwskich a nie z ich statystyk. - Nie jest dla mnie jasne tak jak to opisujesz @ex nihilo. Z jednej strony myśliwi mówią, że muszą kontrolować populację z drugiej dokarmiają zwierzęta. Jeśli celem jest produkcja żywności niech o tym oficjalnie powiedzą wpiszą sobie w statut a nie ubierają swoją działalność w jakieś szlachetne szaty. Rzeźnicy nie chodzą po ulicy i się nie chwalą ile to zwierząt zabili i nie wieszają ich sobie w domu na ścianie. - Polowania na gatunki pod ochroną. Jest tajemnicą poliszynela, że gatunki pod ochroną bywają odstrzelone w polsce. Sam pan Szyszko posiadał skórę rysia u siebie w domu. -Zawłaszczanie prawie wszystkich lasów w Polce. Myśliwi mówią że muszą regulować populację, a nie próbują nawet odtworzyć równowagi. Wilki z lasów są przeganiane bo są szkodnikami dla myśliwych. O dziwo ich występowanie nie jest zbyt często zgłaszane przez myśliwych bo załatwiają tą sprawę po swojemu - wilk po prostu znika . Ale uważam oficjalnie i dużo głośniej potępiać należy niedojadanie mięsa i wyrzucanie go do śmieci. Mój dziadek mimo że posiadał psy zawsze pilnował żeby jedzenie się nie marnowało, a mięso zawsze było zjedzone. To co ktoś sobie nałożył na talerz miał zjeść, jak jakieś mięso z obiadu zostało to było jedzone na kolację lub kolejnego dnia. Brakuje mi kampanii społecznych, które by ten własnie temat poruszały.
  43. 1 point
    Zjadamy tygodniowo 5 gramów plastiku, a robimy poważną sprawę z kwestii ładowarki kupowanej raz na 2 lata.Jeżeli by chcieć naprawdę coś zmienić, to trzeba by zmienić cały styl życia.I pewnie kiedyś zaczniemy zmieniać, ale dopiero gdy negatywne skutki zanieczyszczenia, globalnego ocieplenia itp. staną się dla nas bardziej odczuwalne.
  44. 1 point
    To jest konstrukcja tzw. X8 ma dwa silniki na jednym ramieniu przy dobrych algorytmach jest w stanie wylądować bez jednego silnika.
  45. 1 point
  46. 1 point
    Inny problemem jest transparentność rozwiązań IoT, które są zaprojektowane z myślą o zwykłym użytkowniku i skonfigurowane tak, aby po prostu działały. Bez zacięcia IT ciężko ogarnąć, co urządzenie robi na co dzień, jakie ma całkowite/maksymalne możliwości, gdzie i jakie dane są wysyłane oraz jak potem przetwarzane. Po kilku latach okazuje się, że inteligentne żarówki czy akwarium dla rybek uploadowało 10GB danych na serwer w Chinach, który udostępnił je w niezabezpieczonej bazie MongoDB. Inny przykład z zeszłego roku: Źródło: https://www.forbes.com/sites/kateoflahertyuk/2019/02/18/china-facial-recognition-database-leak-sparks-fears-over-mass-data-collection/
  47. 1 point
    No właśnie też mam takie wrażenie tym bardziej że tak właśnie działają lampy terapeutyczne. Nie chodzi w nich o konkretną długość fali (przynajmniej nie to zapewnia efekt) a właśnie o natężenie światła.
  48. 1 point
    Znów nieudolnie grzebią w prawie, bo ekologizm stał się zagrożeniem, a zwierzęta to przecież towar. Jeśli los zwierząt nie jest Wam obojętny, nie uważacie, że wystarczy tylko "nie pochwalać", możecie wykazać się odrobiną aktywności, wobec innych bierności. Proponuję najpierw przeczytać, https://lublin.wyborcza.pl/lublin/7,48724,25616121,znecali-sie-nad-psami-teraz-pracuja-nad-ustawa-o-ochronie-zwierzat.html#S.main_topic-K.C-B.6-L.2.maly:undefined a po przemyśleniu zajrzeć tu: https://www.petycjeonline.com/petycja_przeciwko_zlikwidowaniu_prawnej_ochrony_zwierzat_w_polsce ...................................................................................................................... Pamiętam dobrze @ex nihilo, jak składając kiedyś tu na forum życzenia noworoczne, apelowałeś aby dla dobra zwierzaków, nie strzelać tymi głupimi fajerwerkami. To tak a propos naszego siłowania się w wiadomym temacie i tak Twój stosunek do "braci mniejszych" był dla mnie oczywisty.
  49. 1 point
    Nastąpiła tu zwięzła autopsychoanaliza z wynikiem: narcyzm.
  50. 1 point
    Mnie jeszcze zastanawia co jest aktualnym/starym cyfrowym bogiem...
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+01:00
×
×
  • Create New...