Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. KopalniaWiedzy.pl

    Tlen sprzyja regenerującemu snowi

    Wystawienie na oddziaływanie wysokich stężeń tlenu sprawia, że mózg pozostaje w stanie snu wolnofalowego (NREM). Naukowcy z Uniwersytetu Alberty podkreślają, że o ile wpływ niskich ilości tlenu (hipoksji) na mózg zbadano dość dobrze, o tyle o oddziaływaniu hiperoksji (wyższego niż normalnie stężenia O2) wiadomo o wiele mniej. Określenie wpływu wdychania podwyższonych stężeń O2 w warunkach ciśnienia atmosferycznego jest istotne, bo zabieg ten stosuje się m.in. podczas znieczulania do operacji, w terapii udaru czy pourazowego uszkodzenia mózgu (ang. traumatic brain injury, TBI). Kanadyjczycy prowadzili badania EEG u szczurów poddanych anestezji i śpiących. Odkryliśmy, że kiedy podawaliśmy tlen, mózgi zwierząt wyłączały sen paradoksalny [REM] i przez cały czas pozostawały w śnie wolnofalowym [NREM]. Co ciekawe, gdy odstawiliśmy tlen, mózgi znów zaczynały przechodzić cykl snu z fazą REM - opowiada doktorant Brandon Hauer. NREM to faza, w której metabolity są usuwane z mózgu, a mięśnie rosną [...]. Sen wolnofalowy wydaje się dostosowany do regeneracji zarówno mózgu, jak i ciała. Jest też istotny dla konsolidacji pamięci. Jak podkreślają autorzy artykułu z Journal of Neurophysiology, podanie znieczulonym oraz śpiącym szczurom 100% O2 wywoływało znaczące i odwracalne wydłużenie czasu spędzanego w NREM. Towarzyszyły temu spadki tętna i tempa oddychania. Kiedy stężenie CO2 w podawanych gazach rosło do 5%, dawało to odwrotny skutek w stanach rejestrowanych przez EEG, prowadząc przede wszystkim do skrócenia czasu spędzanego w fazie NREM. Na tej samej zasadzie zmniejszenie stężenia O2 do 15% również skracało czas snu wolnofalowego. Ekspozycja na niższe niż zwykle poziomy tlenu sprawiała, że mózg pozostawał w fazie REM. Co ciekawe, potem obserwowaliśmy efekt odbicia, w ramach którego mózg przestawiał się na dłuższy sen NREM, tak jakby musiał sobie zrekompensować jego wcześniejsze pominięcie. Kanadyjczycy uważają, że uzyskane wyniki pozwolą opracować tlenoterapię dla różnych zastosowań klinicznych. « powrót do artykułu
  3. Mariusz Błoński

    Supernowa zabiła megalodona?

    Przyznaję, niejasno to napisałem. Już poprawiam
  4. Dzisiaj
  5. Larwy koralowców wolą się osiedlać w miejscach wypełnionych odgłosami życia. Przez zakwaszenie mórz i oceanów rafy koralowe wymierają. Naukowcy ścigają się więc z czasem, by nim będzie za późno, zdobyć jak najwięcej informacji o tych zwierzętach. Jednym z obszarów ich zainteresowań są czynniki, które decydują, że niesione przez wodę larwy zatrzymują się w danym miejscu i przekształcają w osiadłe polipy. Wcześniejsze badania wykazały, że larwy są wrażliwe na temperaturę, światło i związki wytwarzane przez inne istoty żyjące w morzu. By sprawdzić, czy dźwięk również odgrywa jakąś rolę, w Morzu Karaibskim rozmieszczono 18 pojemników z larwami (połowa miała przezroczyste ścianki). Pojemniki ustawiono na 3 stanowiskach, zróżnicowanych pod względem stopnia degradacji: od zdrowej rafy po pozbawioną życia pustynię. Oświetlenie było zbliżone, a największą różnicą miała być ilość hałasu generowanego przez innych mieszkańców. Na tętniącej życiem rafie występuje cała gama dźwięków o niskiej częstotliwości. Na pustyniach jest cicho, jedynym wyjątkiem są krewetki wydające dźwięki o wysokiej częstotliwości. Autorzy publikacji z Royal Society Open Science zostawili pojemniki na 2,5 dnia. Po upływie tego czasu wrócili, by sprawdzić, czy larwy znalazły odpowiednie miejsce, by się osiedlić. Okazało się, że gdy pojemniki umieszczano w zamieszkałych, a przez to hałaśliwych rejonach, 50% więcej larw osiedlało się w nowych domach. To oznacza, że dźwięki także wpływają na decyzję dot. założenia nowej kolonii. Zespół z Woods Hole Oceanographic Institution uważa, że można by więc nakłonić larwy do zasiedlenia pustyni, umieszczając w pobliżu głośniki do odtwarzania odgłosów rafy. « powrót do artykułu
  6. Jednoczesne wykorzystanie trzech zaawansowanych metod walki z czerniakiem – celowanej terapii molekularnej, blokady punktów kontrolnych oraz użycie wirusów onkolitycznych – może poprawić efekty leczenia. Stwierdziliśmy, że wirus onkolityczny T-VEC działa znacznie lepiej i skuteczniej zabija komórki nowotworowe, gdy zostanie połączony z inhibitorem MEK i blokerem PD-1. Wszystkie trzy terapie są już zatwierdzone przez FDA, zatem nasze badania pokazują tylko, że można ich łącznie używać. Teraz priorytetem powinno stać się rozpoczęcie badań klinicznych nad taką terapią, mówi główny autor badań, doktor Howard Kaufman. Wirus onkolityczny T-VEC zabija komórki nowotworowe. Co prawda zaraża on też zdrowe komórki, ale nie może się w nich namnażać, nie powoduje więc ich śmierci. Z kolei inhibitor MEK (kinaza kinazy aktywowanej mitogenem) wycisza szlak MAPK/ERK, który jest nadaktywny w niektórych nowotworach. Wspomniana cząsteczka PD-1 to białko, które hamuje odpowiedź układu odpornościowego, chroniąc nowotwór przed atakiem z jego strony. Około 50% przypadków czerniaka jest spowodowanych mutacjami w genie BRAF. Inhibitory BRAF i MEK znacząco poprawiają wyniki leczenia. Jednak często dochodzi do pojawienia się oporności na te leki, szczególnie wtedy, gdy podczas terapii wykorzystywanych jest wiele inhibitorów. Dobre wyniki leczenia zapewniają też inhibitory punktów kontrolnych, biorących na cel PD-1. Jednak łączenie inhibitorów punktów kontrolnych prowadzi do zwiększenia toksyczności leków. Podczas omawianych badań Kaufman i jego zespół najpierw połączyli inhibitor BRAF o nazwie vemurafenib z wirusem T-VEC. Badania prowadzili w laboratorium na ludzkich komórkach i na myszach z mutacją BRAF. Okazało się, że połączenie takie zwiększa liczbę zabitych komórek nowotworowych z mutacją BRAF. Jednak nie to zwróciło uwagę naukowców. Ze zdumieniem stwierdzili oni bowiem, że – użyte do porównania – połączenie T-VEC i inhibitora MEK o nazwie trametinib, zabija komórki czerniaka z mutacją BRAF i bez tej mutacji. Po bliższym przeanalizowaniu zaobserwowanego zjawiska okazało się, że dużą rolę odgrywa w nim m.in. reakcja zapalna związana ze zwiększoną ekspresją PD-1. Uczeni postanowili spróbować nowej kombinacji. Połączyli T-VEC, trametinib oraz przeciwciało monoklonalne blokujące PD-1. Taki potrójny atak okazał się niezwykle skuteczny. Podczas badań na myszach użycie samego T-VEC lub samego inhibitora MEK wywoływało pozytywną odpowiedź u około 20% zwierząt. Połączeni tych dwóch środków doprowadziło do pojawienia się pozytywnych wyników leczenia u 50% zwierząt, a dodanie do nich blokera PD-1 spowodowało, że niemal u 100% myszy zauważono, iż komórki nowotworowe giną. Połączenie trzech leków testowano też na myszach z rakiem jelita grubego. Terapia znacząco wydłużyła życie zwierząt, doprowadzając do zaniku guzów. Wciąż nie znamy mechanizmu odpowiedzialnego za skutki leczenia wszystkimi trzema terapiami. Badania nad myszami z rakiem jelita grubego sugerują, że nowa terapia może być pomocna nie tylko w przypadku czerniaka. Musimy przeprowadzić badania kliniczne, by przekonać się, czy terapia taka rzeczywiście pomaga ludziom, stwierdza doktor Kaufman. « powrót do artykułu
  7. Chcąc nastawić ludzi na współpracę, warto z nimi pójść do restauracji, gdzie je się ze wspólnego naczynia. Prof. Ayelet Fishbach (Szkoła Biznesu Bootha, Uniwersytet w Chicago) i Kaitlin Woolley (dziś Uniwersytet Cornella), autorzy publikacji z pisma Psychological Science, zastanawiali się, czy sposób podawania i spożywania posiłku może sprzyjać współpracy. Dzielenie się naczyniami jest typowe m.in. dla kuchni chińskiej czy indyjskiej. Amerykanie dywagowali, że skoro obyczaj wymaga, by ludzie koordynowali swoje działania podczas jedzenia, może to później wpływać na zachowanie w czasie negocjacji. Podczas eksperymentu ochotników, którzy byli obcymi dla siebie ludźmi, łączono w pary. Zachęcano ich, by częstowali się chipsami i salsą. Połowie par dawano jedną miskę chipsów i jedną miskę sosu, a w pozostałych przypadkach każda osoba miała swój zestaw przekąskowy. Później następował etap negocjacyjny. Jedna osoba była losowana do odgrywania roli kierownictwa, a druga miała reprezentować związki zawodowe. Celem było ustalenie w ramach 22 rund negocjacyjnych akceptowalnej płacy; każda runda odpowiadała jednemu dniowi negocjacji, a 3. dnia miał się zaczynać kosztowny strajk. Koszty strajku narastały szybko dla obu stron, dając bodziec do prędkiego dochodzenia do akceptowalnego dla wszystkich rozwiązania. Zespoły dzielące miski potrzebowały średnio 9 dni strajku, by dojść do porozumienia. W zespołach z własnymi naczyniami średnia wynosiła 13 dni. Różnica z pozoru niewielka, ale dzięki skróceniu strajku o 4 dni strony sporu obniżały straty aż o 1,5 mln dol. Psycholodzy uważają, że tym, co wpłynęło na wynik, nie były wzajemne odczucia, ale skoordynowane jedzenie. Kiedy eksperyment powtórzono z przyjaciółmi i obcymi sobie ludźmi, znajomi oczywiście szybciej dochodzili do porozumienia, ale wspólne jedzenie miało znaczący wpływ na obie grupy. Stopień, do jakiego ludzie czuli, że współpracują w czasie jedzenia (dzieląc się nim, a nie rywalizując o ostatni kęs), przekładał na się na odczucia dot. współpracy w czasie fazy negocjacyjnej. « powrót do artykułu
  8. Współzałożyciel Microsoftu, Paul Allen, przekazał 125 milionów dolarów na założenie Allen Institute for Immunology. Decyzja o donacji zapadła jeszcze przed śmiercią Allena, który zmarł 15 października tego roku z powodu chłoniaka Hodgkina. Instytut, którego powołanie zostało właśnie ogłoszone, zatrudni około 70 naukowców. Jego siedzibą będzie Seattle, gdzie istnieją już ufundowane przez Allena instytuty zajmujące się badaniem nad biologią komórkową i mózgiem. Początkowa inwestycja w wysokości 125 milionów dolarów będzie zwiększona dodatkowymi donacjami z majątku Allena. Na czele Instytutu Immunologii Allena stanie Thomas Burnol, były starszy wiceprezes w Lilly Research Laboratories. Pierwszym projektem instytutu będzie śledzenie przez 5 lat funkcjonowania układu immunologicznego trzech grup ludzi. Pierwszą grupę będą stanowili 4-latki, które otrzymują szczepionki, a ich układ odpornościowy właśnie styka się z patogenami z przedszkola. Pozostałe dwie grupy będą składały się ze zdrowych dorosłych w wieku 20–40 lat oraz 55–65 lat. Wszystkie trzy grupy zostaną wykorzystane jako modele do porównania funkcjonowania ich układu odpornościowego z funkcjonowaniem układu odpornościowego ludzi chorujących na szpiczaka mnogiego, czerniaka, reumatoidale zapalenie stawów, wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz chorobę Crohna. Jednym z celów Instytutu Immunologii Allena jest szybkie przekładanie wyników badań na konkretne terapie i leki. Ma być to możliwe dzięki zatrudnieniu menedżerów z przemysłu farmaceutycznego oraz ścisłej współpracy ze szpitalami i badaczami mającymi praktykę kliniczną. Paul Allen angażował się w wiele niezwykłych przedsięwzięć. Przeznaczył ponad 2 miliardy dolarów na projekty naukowe, technologiczne, edukacyjne i ekologiczne. Ufundował Allen Institute for Brain Science, Allen Institute for Artificial Intelligence, Allen Institute for Cell Science, Allen Telescope Array dla SETI, sfinansował ogólnoafrykański spis słoni, przekazał pieniądze na walkę z ebolą, wspierał Czerwony Krzyż, kupił specjalistyczny statek, który z powodzeniem odnalazł kilka słynnych wraków, ufundował też kilka lokalnych muzeów. « powrót do artykułu
  9. Nie jest tajemnicą, że ubożsi Amerykanie są bardziej narażeni na otyłość i cukrzycę. Od dawna jest znana negatywna korelacja pomiędzy przychodami gospodarstwa domowego, a wagę i zachorowaniem na cukrzycę. Jednak, jak donosi brytyjsko-amerykański zespół naukowy, ta korelacja pojawiła się przed zaledwie 30 laty. Od roku 1990 wzrost liczy osób otyłych i chorujących na cukrzycę jest największy w najbiedniejszych regionach USA, mówi Alexander Bentley z University of Tennessee. A wzrost ten jest skorelowany z upowszechnieniem się syropu glukozowo-fruktozowego, dodawanego do żywności. Tymczasem jeszcze przed 100 laty otyłość była czymś niezwykle rzadkim w krajach rozwiniętych. Bentley i jego zespół przeanalizowali dane z CDC dotyczące otyłości, poziomu aktywności fizycznej, dochodów oraz cukrzycy. Z kolei z danych zebranych w ramach Food Access Research Atlas dowiedzieli się, jaka jest dostępność do samochodów i jaka odległość od supermarketów i wielkopowierzchniowych sklepów spożywczych. Analizy wykazały, że jeszcze w roku 1990, gdy odsetek osób otyłych był w USA 3-krotnie niższy niż obecnie, nie istniała zależność pomiędzy otyłością a dochodami. Obecnie korelacja taka jest niezwykle silna. W takich stanach jak Alabama, Mississippi i Wirginia Zachodnia, w których średnie dochody gospodarstwa domowego wynoszą mniej niż 45 000 dolarów otyłych jest aż 35% osób. Natomiast w bogatszych Kolorado, Kalifornii i Massachusetts, gdzie średnie dochody to 65 000 USD, otyłych jest 25% mieszkańców. Z danych widzimy, że korelacja nie istniała w 1990 roku. Rozwinęła się ona w ostatnich dekadach, stwierdza Bentley. Zdaniem naukowców za eksplozję otyłości odpowiada obecność na rynku napojów i żywności zawierających dużą ilość syropu glukozowo-fruktozowego. W przeszłości w diecie mieszkańców USA było bardzo mało cukru i niemal nie było rafinowanych węglowodanów. Jeszcze w 1909 roku z cukrów pochodziło 12% energii spożywanej przez mieszkańca USA. Do roku 2000 odsetek ten wzrósł do 19%. Syrop glukozowo-fruktozowy pojawił się w amerykańskiej żywności w latach 70. Gwałtowny wzrost liczby osób otyłych jest zatem ściśle skorelowany z pojawieniem się pierwszego pokolenia żywionego tym produktem. Do roku 2000 przeciętny mieszkaniec USA zjadał rocznie 27 kilogramów syropu glukozowo-fruktozowego, czyli połowę całego spożycia cukru. Syrop ten jest głównym źródłem cukru w napojach gazowanych. Tymczasem w 2016 roku przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe wydawało na napoje gazowane 7% swoich dochodów, a w ubogich gospodarstwach domowych było to 9%. « powrót do artykułu
  10. tempik

    Ziemia coraz szybciej się ogrzewa?

    wydaje mi się że roślinność ma znacznie mniejsze możliwości wiązania co2 niż naturalne procesy geologiczne. W wytwarzaniu tlenu nie mają alternatywy, ale w wiązaniu co2 które ludzkość wytwarza raczej dużo nie pomogą. Cały naturalny obieg węgla jest układem zamkniętym i samoregulującym. Niestety te ułamki procentów co dokłada człowiek cały czas się kumulują. Zapewne jest jakaś granica po przekroczeniu której cały układ się zawali i już nie będzie drogi powrotnej, a przynajmniej nie będzie to możliwe do zrobienia przez człowieka. To jak dorzucanie małych kamyczków do wielkich głazów balansujących na szali, niby nie wiele się dokłada, ale jak się przekroczy pewną barierę to ten mały kamyczek spowoduje że wielki głaz spadnie i już własnymi rękami nie będzie możliwości naprawić układ.
  11. Rowerowiec

    Ziemia coraz szybciej się ogrzewa?

    Kiedyś na KW był artykuł na temat tego, że drzewa mające w otoczeniu większe stężęnie Co2 wolniej je wchłaniają i wolniej rosną. Więc nie jest to dla nich idealna sytuacja.
  12. Jajcenty

    Supernowa zabiła megalodona?

    Miony są zbyt efemeryczne by dotrzeć tu z supernowej. Myślę że w oryginale: But when this wave of cosmic rays hits, multiply those muons by a few hundred this wave odnosi się do promieniowania kosmicznego zwiększonego wybuchem supernowej. Oczywiście mogę się mylić i mion powszechnie znany jest z tego, że lubi polecieć dalej niż to wynika z jego czasu życia, ale przetrwanie lat w podróży na Ziemię, to jednak wymagałoby prędkości nadświetlnych :D.
  13. GodSI

    Ziemia coraz szybciej się ogrzewa?

    https://www.youtube.com/watch?v=epsaaswhFpQ Z głównej strony Youtuba wpisujemy Cern i Bóg i znajduje! propo Boga i Cernu,chyba się przyda! Niewiem kto ma rację,bo oboje mozecie mieć,nie,chyba? Taka grafika na rożlużnienie!
  14. KopalniaWiedzy.pl

    Supernowa zabiła megalodona?

    Na łamach Astrobiology ukazał się artykuł, którego autorzy twierdzą, że przed 2,6 milionami lat supernowa spowodowała wymieranie dużych zwierząt morskich, w tym megalodona, rekina wielkości autobusu. Od 15 lat prowadzą badania nad supernowymi i zawsze opierałem się na tym, co wiemy o wszechświecie, tylko mogłem przypuszczać, że tego typu zjawisko powinno pewnego dnia mieć jakiś wpływ na Ziemię. Tym razem jest inaczej. Mamy dowód, że supernowa się pojawiła, wiemy kiedy i w jakiej odległości się znajdowała. Mając te informacje możemy obliczyć, jak powinna wpłynąć na Ziemię i porównać wyniki naszych obliczeń z tym, co rzeczywiście się wydarzyło, mówi główny autor artykułu, emerytowany profesor fizyki i astronomii Adrain Melott z University of Kansas. Naukowiec przypomina, że w ostatnich latach ukazały się artykuły dowodzące, że około 2 milionów lat temu w pobliżu Ziemi wybuchła supernowa. W połowie lat 90. mówiono, żeby przyjrzeć się izotopowi żelaza-60, gdyż może ono pochodzić tylko z supernowej. Jako, że żelazo-60 jest radioaktywne, gdyby powstało wraz z Ziemią, już by go nie było. Musiało więc spaść na nas z kosmosu. Jeśli popatrzymy na obecność żelaza-60 na Ziemi, to zauważymy, że 2,6 miliona lat temu nagle jego ilość znacznie się zwiększyła. Melott i jego współpracownicy, Franciole Marinho i Laura Paulucci z Brazylii, twierdzą, że na całą serię wybuchów supernowych wskazuje istnienie Bąbla Lokalnego. W medium międzygwiezdnym mamy Bąbel Lokalny. My znajdujemy się na jego krawędzi. To wielki region o długości około 300 lat świetlnych. To po prostu obszar bardzo gorącego bardzo rozrzedzonego gazu. Niemal cały gaz został z niego usunięty. Najlepszy sposób na powstanie takiego bąbla są kolejne wybuchy supernowych, które czynią go coraz większym i większym, dodaje Melott. Niezależnie od tego, czy mieliśmy do czynienia z serią supernowych czy tylko z jedną, to supernowa, która przyczyniła się do zbombardowania Ziemi żelazem-60 wysłała w naszym kierunku olbrzymią ilość promieniowania kosmicznego. Dotarło one do Ziemi kilkaset lat po wybuchu supernowej i spowodowało pojawienie się w atmosferze olbrzymiej ilości mionów. Mion można opisać jak bardzo ciężki elektron, kilkaset razy bardziej masywny. I z łatwością penetrują one materię. Nawet w tej chwili wiele mionów przechodzi przez nasze ciała. Niemal wszystkie one przechodzą bez przeszkód, ale to z mionów pochodzi około 20% promieniowania, jakie naturalnie otrzymujemy. Gdy na Ziemię dotarła fala mionów wygenerowanych przez wybuch supernowej, ich liczba zwiększyła się kilkaset razy. Tylko niewielka ich część weszła w interakcje z organizmami żywymi. Ale, jako że było ich tak wiele i miały tak wielką energię, musiała pojawić się duża liczba mutacji i nowotworów. To był główny efekt biologiczny jaki wywołały. Sądzimy, że w przypadku organizmów o rozmiarach człowieka liczba nowotworów wzrosła o 50%, a im większy organizm, tym było gorzej, stwierdza naukowiec. Mniej więcej w czasie, w którym doszło do wybuchu supernowej, na Ziemi wymarła morska megafauna. Skończył się pliocen i rozpoczął pejstocen. Wyginęło około 36% gatunków zwierząt. Wymieranie dotknęło głównie wód przybrzeżnych, gdzie wielkie stworzenia morskie mogły otrzymać większą dawkę mionów. Autorzy artykułu zauważają, że schemat wyginięcia jest zgodny z ich hipotezą, iż przyczyną była supernowa. Im głębiej tym mniej zabójcze było działanie mionów. Jednym ze zwierząt, które wówczas wyginęły, był megalodon. Wyobraźmy sobie rekina ze „Szczęk” rozmiarów szkolnego autobusu. On był olbrzymi. I zniknął w tym mniej więcej czasie. Naszym zdaniem jego zniknięcie mogło mieć coś wspólnego z mionami. Im większe stworzenie, tym większy był wpływ promieniowania, mówi Melott. Tak naprawdę nie ma obecnie dobrego wyjaśnienia wyginięcia megafauny morskiej. Nasza hipoteza może wyjaśniać to zjawisko, dodaje uczony. « powrót do artykułu
  15. Wczoraj
  16. Jarkus

    Microsoft załatał 39 dziur

    Ja wiem, że Win7 ma już kilka lat. Ale żeby nazywać go starczą wersją?
  17. dexx

    Ziemia coraz szybciej się ogrzewa?

    Wrócilem do oglądania, ale nie mam czasu opisywać każdego stwierdzenia dokładnie tak wiec: Mówienie że CO2 jest pokarmem dla roślin i dlatego nie powinniśmy się nim przejmować bo potrzebujemy jedzenia jest głupotą. drzewa potrafią związać dużo wiecej co2 niż rosliny uprawne , a lasów się pozbywamy. Stwierdzenie że wyniku CO2 zwierzęta sa mniejsze - słusznie punktuje głupi argument bo nie wiem skąd ta korelacja. Zmiana pokrywy lodowej - ma trochę stare dane bo pokrywa lodowa na południowej półkuli zmniejszyła się znacząco i nie kompensuje tego przyrost pokrywy na półkuli północnej. Ilość huraganów - zmiany klimatu to bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe a nie koniecznie częstsze występowanie Rozumiem argument ze poziom oceanów zawsze się zmieniał, ale jeśli poziom wody się zmieni znacząco wpłynie to na życie nadmorski metropolii gdzie żyje większość populacji. Jeśli mamy wpły na te zmiany i możemy je spowolnić to powinniśmy to zrobić. Niedźwiedzie polarne - może ich populacja urosła ale poza nadmiernym przyrostem brak lodu morskiego znacznie utrudnia im polowania i duża cześć populacji obecnie głoduje. Wpływ samochów na globalne ocieplenie - sprytne posunięcie, zlależy w jakie dane spojrzeć ( nieuwzględniające argrokulture jako całość czy nie ) transport to w najgorszym przypadku 27% globalnej "produkcji" gazów cieplarnianych. Ale transport to nie tylko samochody, a ten pan to tak przedstawił. Nie ma wystarczających danych żeby odnieść się do argumentów z pokojem i zapałkami. Jak była "wielkość" atmosfery do porównania ? Zgadzam się z argumentem że rezygnacja z elektrowni atomowych w Niemczech to głupota, szczególnie że nie zrezygnowali z węglowej energetyki. Energetyka węglowa jest głupia bo jest droga i to nie przez limity CO2 tylko dlatego że w Polsce trzeba zjechać po węgiel kilometr pod ziemię a wiatr jest obecnie tańszy trzeba tylko go wspierać słońcem gazem i przede wszystkim atomem. A już najgorsze jest to że przez węgiel wpływamy bardziej bezpośrednio na nasze zdrowie - patrz smog. Informacja o tym że Nowy York miał na początku wieku problem jak zapewnić wystarczą ilość koni, mi osobiście zasugerowała po raz drugi w tym filmie że celem tego monologu jest obrona silnika spalinowego jako rozwiązania problemu ludzkości. To że ziemia się zmienia tak jak słyszymy w filmiku jest normalne tylko pytanie jest jak bardzo my przyśpieszamy te zmiany. Warto dodać że globalne ocieplenie to nie jest najlepsza nazwa, wyższe temperatury na ziemi już w występowały problemem jest efekt cieplaniany. Takie stężenia CO2 a szczególnie takie przyrost nie występował od co najmniej 400 tysięcy lat. Czyli człowiek nigdy ich nie doświadczył i problem będzie tak, że jak ziemia się nagrzeje bardzo długi czas zajmie ponowne wychłodzenie. Podsumowując, argumenty przedstawione w filmiku są słabe, a momentami niewłaściwe dla laureata nagrody nobla z fizyki.
  18. dexx

    Ziemia coraz szybciej się ogrzewa?

    Zobaczyłem pierwsze parę minut reszte dokończę wieczorem. Moje wnioski do tego co już widziałem: 1. 6:14: Zmiana temperatury z 288K do 288,8K -> 0.3% Równie dobrze mógł porównać do temperatury w jądrze słońca. Dla nas ludzi zakres temperatur w których żyjemy to coś pomiedzy -20 do 30 czyli 0.8 stopnia to 1.8% z tego zakresu. 2. 7:36 zmiany nie przez co2 tylko przez utwardzone drogi i ścinanie drzew. Serio ? nie miał innego przykładu ? gdzie się podziało to drewno? przecież nie schowaliśmy tego pod ziemię tylko w większości spaliliśmy -> uwolniliśmy do atmosfery uwieziony w nich węgiel. Widać że coś mu świta o tym że CO2 jest gazem cieplarnianym, ale 3. 8:57 Wystąpił z Amerykańskiego Stowarzyszenia Fizyków bo stwierdzili oni że dowody na globalne ocieplenie są bezsporne a masę protu uznają za sporną. Z tego co wiem to sporna jest dokładna wartość masy protonu nie samo to że jakaś masę posiada. Widocznie Stowarzyszenie Fizyków doszło do wniosku pewnie na podstawie jakiś badań, że globalne ocieplenie występuje a nie np. jak szybko następuję czy przyczyny są antropogeniczne itd. , wysunęli też wnioski żeby z tym walczyć poprzez zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. W czy problem ? skoro doszli do wniosku że średnia temperatura się zwiększa i będzie to miało negatywne skutki np. topniejące lodowce spowoduje podwyższenie się poziomu morza, to nawet jeśli zmiany wywołują kosmici podgrzewając nam ocean warto chyba z tym walczyć. Na więcej chwilowo nie mam czasu.
  19. Od początku bieżącego wieku liczba łosi w stanie Maine spadła o 10%, a w stanie New Hampshire aż o 50%. Badający niezależnie ten problem amerykańscy i kanadyjscy naukowcy – gdyż i we wschodniej Kanadzie doszło do spadku liczebności łosi – mówią o nowym niebezpieczeństwie czyhającym na te zwierzęta. O kleszczach z gatunku Dermacentor albipictus. Globalne ocieplenie i związane z nim krótsze zimy oraz lepsze warunki życiowe dla kleszczy spowodowały, że te pajęczaki stały się śmiertelnym zagrożeniem dla łosi. I wcale nie chodzi tutaj o przenoszone przez nie choroby. Dermacentor albipictus zwykle nie są nosicielami chorób, które są przenoszone przez inne kleszcze. Wiele łosi ginie, mimo że niczym się od kleszczy nie zaraziły. Pajęczaki dosłownie wysysają z nich życie. Pasożyty pożerają tak wiele krwi z łosi, że zwierzęta zapadają na ciężką anemię i giną. Kleszczy jest tak dużo, że na pojedynczym łosiu znajdowano ich nawet 90 000. W amerykańskich i kanadyjskich lasach coraz częściej można spotkać „łosie-duchy”, zwierzęta pozbawione olbrzymich połaci futra, które straciły ocierając się o drzewa, by pozbyć się pasożytów. Sytuacja najprawdopodobniej będzie się pogarszała, można się bowiem spodziewać coraz krótszych zim i wiosen wolnych od śniegu. Mniejsza liczba łosi oznacza zaś problemy dla całego ekosystemu, chociażby dlatego, że łosie przenoszą składniki odżywcze, potrzebne wielu roślinom. Stanowią też źródło pożywienia dla drapieżników. Helen Schwantje, weterynarz z ministerstwa zajmującego się lasami i zasobami naturalnymi Kolumbii Brytyjskiej alarmuje, że coraz częściej widzi się karibu na których w zimie żerują kleszcze. To zaś oznacza, że pajęczaki przenoszą się na nowe tereny i gatunki. Karibu już teraz są uznawane za zagrożone. Niektórzy specjaliści mówią, że rozwiązaniem problemu mógłby być zwiększony odstrzał łosi tak, by zagłodzić kleszcze i zmniejszyć ich populację. Trzeba jednak znaleźć równowagę, pomiędzy liczbą łosi, którą należy zabić, a liczbą, którą należy pozostawić dla zachowania zdrowej populacji. Problem jednak w tym, że takie działanie może się sprawdzić na krótką metę. W miarę postępów globalnego ocieplenia liczba kleszczy może wzrosnąć tak bardzo, że już nic nie uchroni łosi przed nimi. Schwantje podkreśla, że jeśli nawet kleszcze nie zabiją zwierzęcia bezpośrednio, to osłabiają je, powodując, że jest bardziej narażone na inne zagrożenia zdrowotne. Zwierzęta tak dużo czasu spędzają na drapaniu się i próbie pozbycia się kleszczy, że mniej jedzą, co odbija się na ich zdrowiu, stwierdza uczona. « powrót do artykułu
  20. Modne postarzane dżinsy można uzyskać w bardziej ekologiczny sposób - nie za pomocą wybielania, ale obróbki laserem CO2. Naukowcy z Instytutu Mody i Szkoły Nauk o Zdrowiu Metropolitalnego Uniwersytetu w Manchesterze skrupulatnie przetestowali nową metodę. Ustalili, że laser molekularny na dwutlenku węgla (laser CO2) może dawać wysokiej jakości cieniowania/wybarwienia i wzory, zmieniając kolor włókien na drodze odparowania barwnika. Co istotne, zabieg nie obniża wytrzymałości czy jakości materiału. To oznacza, że producenci mogą zrezygnować z tradycyjnych (szkodliwych dla środowiska i pracowników) metod obróbki, nie wpływając w negatywny sposób na ostateczny produkt, np. kurtkę czy spodnie. Warto też pamiętać, że stosowany dziś proces pozyskiwania "postarzonego" czy wyblakłego dżinsu jest drogi, a także bardzo czaso- i energochłonny. Obróbka laserem CO2 pozwala uzyskać przetarcia na całej gamie ubrań: od kurtek i spódnic po szorty i spodnie. Autorzy publikacji z Journal of Optics and Laser Technology podkreślają, że bez problemu można w ten sposób generować obrazy półtonalne w wysokiej rozdzielczości, co z pewnością będzie mieć znaczenie dla proekologicznych projektantów. Podczas testów multidyscyplinarny zespół z Manchesteru poddał denim działaniu lasera CO2. Po obróbce zbadano wytrzymałość materiału, trwałość koloru i przepuszczalność powietrza. Okazało się, że degradacja włókien była minimalna. Nie odnotowano zmian parametrów technicznych materiału. Naukowcy poznali zmiany koloru, które zachodzą przy różnych mocach oraz natężeniach promieniowania laserowego, tak by określić optymalne parametry dla uzyskania ciekawie wyglądającego, a zarazem wytrzymałego i nadającego się do noszenia produktu.   « powrót do artykułu
  21. dexx

    USGS odkryła największe złoże ropy i gazu w swojej historii

    Najgorsze jest to że akurat w Polsce szybciej nas dopadną inne skutki naszej polityki węglowej - pogorszenie jakości powietrza. Nawet jeśli nie jesteśmy jeszcze w punkcji bez powrotu to zgadzam się np. Elonem Musk że prowadzamy jeden z najgłupszych eksperymentów w dziejach ludzkości. https://youtu.be/xKCuDxpccYM?t=323 Najbardziej irytuje mnie kiedy usprawiedliwiamy bierność w temacie zmian klimatu interesem państwa, a może bardziej wybranym grupom zawodowym w tym państwie, tym bardziej ze przerabialiśmy to np. z ołowiem w paliwie też próbowano udowadniać że nie ma znaczącego wpływu na środowisko, a obecnie panuje w tym temacie konsensus.
  22. Jajcenty

    USGS odkryła największe złoże ropy i gazu w swojej historii

    Ponieważ kraje rozwinięte, w kryzysie, poradzą sobie dużo lepiej niż te nie rozwinięte, to można powiedzieć, że kraje rozwinięte dokonują masowego mordu. Ponieważ wydaje się, że przekroczyliśmy punkt bez powrotu, to właściwszy chyba jest tryb dokonany: dokonały masowego mordu.
  23. Symptomy chorób neurodegeneracyjnych, widoczne lata przed pojawieniem się objawów klinicznych, można wykryć podczas badań próbek medycznych za pomocą mikroskopii fluorescencyjnej. Warunkiem jest jednak użycie odpowiednio czułych i selektywnych barwników, wiążących się z konkretnymi strukturami amyloidowymi. Krokiem ku spersonalizowanej profilaktyce neuromedycznej przyszłości jest nowy barwnik, zaproponowany przez polsko-amerykańską grupę naukowców. Od zaburzeń pamięci po cieszące się szczególnie złą sławą choroby Creutzfeldta-Jakoba czy Alzheimera – aż kilkadziesiąt chorób ma związek z formowaniem się w komórkach włókien amyloidowych, czyli złogów o skomplikowanych kształtach. Odkładają się one w wyniku niewłaściwego zwijania się białek, głównie białka znanego jako amyloid beta. Są podstawy by sądzić, że już wkrótce w laboratoriach medycznych pierwsze oznaki neurodegeneracji będzie można zidentyfikować na wcześniejszych etapach rozwoju choroby mózgu, a przy tym w sposób znacznie bardziej precyzyjny niż do tej pory. Nowe możliwości detekcyjne otwierają się dzięki osiągnięciom polsko-amerykańskiego zespołu, w którego skład weszli naukowcy z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk (IChF PAN) w Warszawie, Politechniki Wrocławskiej, University of Michigan i University of California, Santa Barbara. Wraz ze starzeniem się społeczeństw rośnie znaczenie wczesnego wykrywania chorób neurodegeneracyjnych, z reguły objawiających się u osób w późnym wieku. Stawka jest niebagatelna, co widać choćby po danych dotyczących choroby Alzheimera. O ile wśród osób po 70. roku życia cierpi na nią 3% populacji, o tyle po 90. roku życia choruje już połowa populacji. Wiadomo jednak, że choroba ta prawdopodobnie zaczyna się nawet 20 lat przed wystąpieniem jej pierwszych objawów. W tej sytuacji wczesna i precyzyjna detekcja jej zwiastunów nabiera szczególnie istotnego znaczenia. Zanim laborant obejrzy pobraną od pacjenta próbkę płynu rdzeniowo-mózgowego pod mikroskopem fluorescencyjnym, musi w jakiś sposób oznaczyć poszukiwane związki chemiczne za pomocą świecącego barwnika. Zwykle stosuje się w tym celu cząsteczki niewielkich rozmiarów, tak dobrane, by łączyły się tylko z tropionymi cząsteczkami. My udowodniliśmy, że jako barwnika można z powodzeniem użyć pochodnej politiofenu, kryjącej się pod oznaczeniem PTEBS. To polimer, czyli naprawdę spora struktura atomowa. W praktyce okazało się, że rozmiary cząsteczek PTEBS nie tylko nie są ich wadą, ale wręcz sporą zaletą – mówi dr inż. Piotr Hańczyc (IChF PAN, obecnie Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego), pierwszy autor publikacji w czasopiśmie naukowym Journal of Luminescence. Badania zespołu pozwoliły stwierdzić, że za pomocą barwnika PTEBS można rejestrować obecność zarówno poszukiwanych cząsteczek chemicznych, jak i ich agregatów, na dodatek nawet wtedy, gdy w próbce występują one w istotnie mniejszych stężeniach niż wykrywane przez tioflawinę T, obecnie jeden z najpopularniejszych barwników fluorescencyjnych, stosowanych do znakowania agregatów białkowych. Kolejna ważna zaleta nowego barwnika jest związana z istnieniem form polimorficznych amyloidu, czyli z faktem, że podczas gdy jedna konfiguracja atomów w cząsteczce może odpowiadać za uruchomienie procesów neurodegeneracyjnych, inna okazuje się być niegroźna. Standardowe barwniki to cząsteczki o małych rozmiarach. Nie można z nimi zbyt wiele zrobić, na dodatek są doskonale przebadane i wiele już o nich wiadomo. Cząsteczki naszego barwnika są duże, a do głównego łańcucha mają dołączone liczne grupy podstawnikowe. Grupy te można w szerokim zakresie modyfikować i rozbudowywać, zwiększając powinowactwo barwnika nie tylko do wybranej formy amyloidu, ale nawet do jego konkretnej odmiany polimorficznej. To daje naprawdę spore pole do popisu – podkreśla dr Hańczyc. Nowy barwnik powinien pomóc m.in. w precyzyjniejszym niż dotychczas ustalaniu odmian polimorficznych odpowiedzialnych za przebieg procesów neurodegeneracjynych u pacjentów. Szczególnie obiecująco wyglądają jednak jego zastosowania w badaniach profilaktycznych. Pozwoliłyby one na dobieranie efektywniejszych strategii leczenia, spersonalizowanych pod kątem konkretnego pacjenta. Dzięki takiemu postępowaniu można byłoby znacząco opóźniać rozwój chorób neurodegeneracyjnych, a w dalszej przyszłości być może nawet całkowicie im zapobiegać. Po stronie polskiej badania sfinansowano z grantu International Brain Research Organization (IBRO). « powrót do artykułu
  24. dexx

    USGS odkryła największe złoże ropy i gazu w swojej historii

    I tu jest cały problem jaki ja mam z Twoja filozofia. Zmianami klimatu jest jak z bombą atomową, to nie jest problem kraju tylko ludzkości jako całości. To nie jest 500 plus gdzie na kredyt rozdasz trochę kasy i najwyżej jako państwo zbankrutujemy trochę pocierpią tylko obywatele ( patrz Wenezuela) . Tutaj kredyt zaciągamy wszyscy na jedno wspólne konto jeśli przekroczymy cienką czerwoną linię klimat też zbankrutuje i jest duże prawdopodobieństwo że większość gatunków w tym my tego nie przeżyjemy. Zamykanie wszystkiego w ramy kraju to jest rzecz która forsuje u nas PIS a np. w USA Trump i o ile w sprawie migrantów to jest kwestia danej kultury, moralności czy filozofii to klimat jest kwestią życia i śmierci , a przynajmniej komfortu życia dla przyszłych pokoleń.
  25. Na łamach Cell Reports czytamy, że połączenie leku przeciwcukrzycowego i leku przeciwnadciśnieniowego prowadzi do śmierci komórek nowotworowych poprzez odcięcie im dostaw energii. Przed dwoma laty naukowcy z Biocentrum Uniwersytetu w Bazylei odkryli, że powszechnie stosowany lek, metformina, wykazuje właściwości przeciwnowotworowe. Jednak w dawkach, zażywanych przez diabetyków, są one zbyt słabe by powstrzymać rozwój guzów nowotworowych. Uczeni, pracujący pod kierunkiem profesora Halla, zauważyli, że syrosyngopina, lek na nadciśnienie, wzmacnia przeciwnowotworowe działanie metforminy. Po dwóch latach badań szwajcarscy naukowcy wyjaśnili ten fenomen. Okazało się, że wspólne działanie obu leków prowadzi do zablokowania ważnego etapu produkcji energii, wywołując apoptozę komórek. Komórki nowotworowe mają wysokie zapotrzebowanie na energię. Czynnikiem limitującym dostawy energii jest molekuła NAD+, która odgrywa kluczową rolę w zamianie składników odżywczych w energię. Żeby maszyneria produkująca energię działała, NAD+ musi być wciąż produkowane z NADH. Okazuje się, że zarówno metformina jak i syrosingopina hamują regenerację NAD+, ale czynią to na różne sposoby, wyjaśnia główny autor badań, Don Benjamin. Metabolizm wielu komórek nowotworowych wykorzystuje proces glikolizy, co oznacza, że pozyskują energię głównie poprzez zamianę glukozy w mleczany. Jako, że akumulacja mleczanów blokuje szlak glikolizowy, komórki nowotworowe usuwają mleczany za pomocą specjalnych transporterów. Odkryliśmy, że syrosingopina blokuje dwa najważniejsze transportery mleczanów, uniemożliwiając ich usunięcie z komórki. A wysoka koncentracja mleczanów uniemożliwia zamianę NADH w NAD+, dodaje Benjamin. Jako, że metformina blokuje drugi szlak wytwarzania NAD+, połączenie metforminy i syrosingopiny oznacza, że komórki nowotworowe tracą zdolność do wytwarzania NAD+. Przez to nie są w stanie wytworzyć odpowiedniej ilości energii, co prowadzi do ich śmierci. Syrosingopina to lek, który został wynaleziony przed 60 laty przez szwajcarską firmę Ciba. Teraz okazuje się, że stary środek na nadciśnienie może przeżywać drugą młodość jako lek przeciwnowotworowy. « powrót do artykułu
  26. dexx

    Pierwsze zdjęcie Ziemi wykonane przez polskiego satelitę

    Jeśli nie będzie jakiejś organizacji która będzie zbierać know how i nim zarządzać, nalegać żeby jak najwięcej było z tego open source / hardware ( przynajmniej dla firm współpracujących z POLSA), to będziemy cały czas tylko robić małe satelity w projektach Uczelnianych. Firmy nie chcą się dzielić wiedzą, ale jeśli POLSA będzie wspierać finansowo te firmy i organizować je w większe projekty to będzie z tego można coś zrobić. NASA tak własnie działa ESA też, z tym że ESA jest bardziej platformy dla państwowych programów, my do tego worka wrzuciliśmy POLSA ale pod nią nic nie ma. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie że cześć przemysłu będzie już poza Ziemią, NASA, ISRO, CNSA, JAXA, Roscosmos i ESA będą wspierać dziłania w tym kierunku. Każda będzie się starała zrobić jak najwięcej z tego u siebie a dla nas POLSA powinna walczyć o jak największą część, a odnoszę wrażenie że tego nie robi.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×