Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Domowe kamery to bez wątpienia bardzo pożyteczne narzędzia, które ułatwiają nasze życie w wielu ważnych aspektach. Pozwalają lepiej chronić dobytek materialny, doglądać dzieci, obserwować zachowanie naszych zwierzaków i tak dalej. Niestety, podłączając podgląd naszego mieszkania do internetu, wystawiamy się także na ataki hakerskie. Czym grozi brak odpowiedniego zabezpieczenia domowych kamer? Niedawno pojawiły się informacje o grupie przestępczej, która poprzez aplikację Discord ma sprzedawać w internecie nagrania zarejestrowane w prywatnych domach. Według raportu Asia One spora część owych nagrań trafiła na znane serwisy pornograficzne. Do sprzedaży miały też trafić nagrania prezentujące dzieci, matki karmiące piersią oraz wiele innych sytuacji, które mają miejsce w naszych domach, ale nie chcemy, aby stały się one czymś ogólnodostępnym. Według doniesień liczba kamer, które zostały przechwycone przez internetowych przestępców, przekracza 50 tysięcy. Do sieci trafiło łącznie ponad 3 TB prywatnych, często bardzo intymnych nagrań. Pomimo że sprawa została ujawniona, Asia One informuje, iż przestępcy nadal działają. Ich klienci mogą podobno nie tylko zakupić nagrane materiały, ale nawet uzyskać dostęp do transmisji na żywo! Oznacza to po prostu tyle, że najprawdopodobniej duża część osób, które padły ofiarą ataku nadal nie ma świadomości tego faktu. Jak można chronić kamery domowe? Specjaliści podkreślają, że przed podłączeniem obrazu z kamer do internetu koniecznie należy zadbać o odpowiednie zabezpieczenie. Podstawowe i najbardziej efektywne metody w tym zakresie to: ●    VPN online, ●    ustawienie mocnych haseł dostępu do urządzeń (należy zmienić hasła domyślne na własne), ●    korzystanie z programów antywirusowych ●    regularne aktualizowanie zarówno antywirusa, jak i firewalla. Czy jednak przechwycenie przez przestępców dostępu do domowej kamery naprawdę jest tak łatwe? Niestety, w wielu wypadkach odpowiedź brzmi: tak. Od pewnego czasu rozgłosu nabiera sprawa związana z działaniem firmy Ring, której właścicielem jest Amazon. Ring to znany w USA oraz innych krajach producent systemów monitoringu domowego. O firmie zrobiło się głośno ze względu na liczne historie użytkowników, którzy nabyli ich systemy, a po jakimś czasie padli ofiarą cyberprzestępstw. W niektórych wypadków użytkownicy byli szantażowani: przestępcy żądali pieniędzy w zamian za nieujawnienie domowych nagrań, do których uzyskali dostęp. Ponadto, firmie Ring zarzuca się również zbyt liberalne podejście do kwestii współpracy z policją oraz przekazywania organom ścigania dostępu do kamer użytkowników. Jaki stąd wniosek? Korzystając z systemu domowych kamer, o swoje bezpieczeństwo musisz zatroszczyć się sam. W przeważającej większości wypadków sprzęt sam w sobie posiada bowiem kiepskie zabezpieczenia, na co zwróciło już uwagę między innymi Brytyjskie Narodowe Centrum Bezpieczeństwa. Według NCSC sprzęt sprzedawany przez producentów często nie oferuje odpowiedniego poziomu ochrony. Mylisz się jednak, jeżeli sądzisz, że stanowi to problem wyłącznie w Wielkiej Brytanii. Musisz pamiętać, że producenci sprzedający systemy domowego monitoringu oraz różnego rodzaju interaktywne gadżety to firmy o zasięgu międzynarodowym. Co gorsza, popyt na prywatne nagrania najwyraźniej jest tak duży, że pojawiły się nawet specjalne narzędzia, które ułatwiają przechwytywanie tego rodzaju danych. Jednym z nich jest wyszukiwarka Shotan: znacząco upraszcza ona proces wynajdywania oraz przejmowania źle zabezpieczonych kamer podłączonych do sieci. W ten sposób twoje ściśle prywatne nagrania mogą stać się zdobyczą nawet początkującego hakera. Co z kamerkami w laptopach? Najbardziej głośne sprawy ostatnich miesięcy dotyczą przechwytywania obrazu z kamer domowych. Czy jednak oznacza to, że kamera w twoim laptopie jest równie niebezpieczna? Odpowiedź brzmi: niestety tak. Na ryzyko przechwycenia dostępu do kamerki w laptopie narażasz się w wielu sytuacjach, które wydają się całkowicie banalne. Specjaliści, a nawet szef FBI James Comey, zalecają zasłanianie kamerek w komputerach. Jest to słuszna rada. Musisz jednak pamiętać, że jeżeli przestępca ma dostęp do twojej kamerki, to niemal na pewno posiada też dostęp do innych funkcji systemu oraz zasobów twojego komputera. Samo zasłanianie kamerki to więc zdecydowanie zbyt mało. Musisz też zapobiec sytuacji, w której przestępcy uzyskają dostęp do twoich danych. Virtual Private Network zapewni ci ochronę prywatności podczas korzystania z internetu. Pozostałe składniki, które stworzą wirtualną tarczę obronną, to antywirus, zapora ogniowa oraz… zdrowy rozsądek. Bardzo często tracimy bowiem dane w banalny sposób, np. klikając podejrzane linki, otwierając załączniki do wiadomości pochodzących od wątpliwych nadawców czy po prostu stosując słabe hasła. « powrót do artykułu
  3. Zegarki szwajcarskie utożsamiane są współcześnie z precyzją, wysoką jakością i tradycjami. Na niektórych czasomierzach pojawia się sygnatura „Swiss Made", która przeznaczona jest tylko dla zegarków o najlepszych parametrach. Co w praktyce oznacza ta sygnatura i jakie zegarek Swiss Made warto kupić? Podpowiadamy. Długa historia zegarków Swiss Made Oznaczenie Swiss Made po raz pierwszy pojawiło się w 1922 roku i odnosiło się do zegarków szwajcarskich, które były transportowane do Stanów Zjednoczonych. Już w tamtym okresie, prawie 100 lat temu, szwajcarskie czasomierze były bardzo popularne, ze względu na doskonałą jakość i zastosowane technologie. Po kilkunastu latach sygnatura Swiss Made stała się rozpoznawalna na całym świecie, jednak producenci oznaczali w ten sposób także i te zegarki, które wcale nie spełniały szwajcarskich wymagań. Właśnie dlatego w 1971 roku ukazało się Rozporządzenie regulujące korzystanie ze znaku jakości dla zegarków. W styczniu 2017 roku pojawiła się nowa aktualizacja dotycząca wymagań, które spełniać muszą zegarki Swiss Made. Sygnatura Swiss Made w praktyce - co to oznacza? Obecnie zegarki szwajcarskie są uznawane za utożsamiane z doskonałą precyzją, wysoką jakością, wieloletnią tradycją oraz wyjątkowymi rozwiązaniami. Rozporządzenie z 1971 roku umożliwiło Szwajcarom na ochronę swojego przemysłu czasomierzy, a pomogła w tym Federation Horlogere, która broniła interesów Szwajcarów. Zgodnie z podejściem Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarmistrzowskiego, czasomierze Swiss Made muszą spełniać następujące wymagania: •    szwajcarski mechanizm w zegarku, •    czasomierz został w całości złożony w Szwajcarii, •    kontrola końcowa także odbyła się w Szwajcarii, •    koszty produkcji w minimum 60% zostały wygenerowane w Szwajcarii. Dodatkowo, zegarki z sygnaturą Swiss Made muszą posiadać mechanizm, który został zamontowany i wyprodukowany właśnie w Szwajcarii, a także w tym kraju sam mechanizm został skontrolowany. Ponadto minimum 60% kosztów produkcji mechanizmu zegarka zostało wygenerowane w Szwajcarii. Warto zaznaczyć, że podobne wymagania dotyczą koperty zegarka, która aby była uznana za Swiss Made musi spełnić następujące kryteria: •    przynajmniej jedna z operacji takich jak tłoczenie, polerowanie, została wykonana w Szwajcarii, •    koperta w całości została zmontowana i skontrolowana w Szwajcarii, •    minimum 60% wartości części składowych pochodzi ze Szwajcarii, •    koszty produkcji w minimum 60% zostały wygenerowane w Szwajcarii. Właśnie dlatego wymagania dotyczące oznaczenia Swiss Made są uznawane za mocno wyśrubowane. Przykładowo zegarek, który posiada mechanizm szwajcarski, ale inne jego komponenty pochodzą z innego kraju, nie otrzyma sygnatury Swiss Made. Obecnie Federacja Szwajcarskiego Przemysłu Zegarmistrzowskiego reprezentuje około 90% producentów zegarków i mechanizmów ze Szwajcarii. W ten sposób udało się uratować tradycyjne rozwiązania, a także zadbać o to, aby czasomierze produkowane w innych krajach nie otrzymywały sygnatury Swiss Made. Zegarki Swiss Made - wysoka jakość i prestiż Wiele osób marzy o tym, aby mieć przynajmniej jeden zegarek szwajcarski, oznaczony sygnaturą Swiss Made. Okazuje się, że marzenie to jest jak najbardziej możliwe do spełnienia, a taki czasomierz wcale nie musi pochłonąć kilkumiesięcznej pensji. Na stronie https://www.zegarek.net/ można znaleźć naprawdę szeroki wybór zegarków szwajcarskich o wysokiej jakości. Na uwagę zasługują między innymi zegarki marki Tissot, na przykład model Tissot T116.617.11.047.01 z sygnaturą Swiss Made. Marka ta specjalizuje się w produkcji czasomierzy najwyższej jakości już od 1853 roku, a jej siedziba znajduje się w miejscowości Le Locle. Tissot tworzy zegarki innowacyjne z tradycjami, które spodobają się zarówno osobom, które cenią klasyczne rozwiązania, jak i tym klientom, którym zależy na nowych technologiach i nowoczesności. Marka Tissot pełni rolę Oficjalnego Chronometrażysty w trakcie zawodów sportowych, na przykład imprez kolarskich oraz hokeju na lodzie. Ciekawą propozycją są także zegarki marki Certina, która należy do Swatch Group. Certina jest Oficjalnym Partnerem i Chronometrażystą Rajdowych Mistrzostw Świata. Marka posiada w swojej kolekcji szeroki wybór zegarków, stworzonych zarówno dla fanów klasycznych rozwiązań, jak i dla tych, którym zależy na bardziej innowacyjnych lub sportowych czasomierzach. Na uwagę zasługuje model Certina C032.430.16.041.00 z sygnaturą Swiss Made. Ten model jest połączeniem zegarka klasycznego i luksusowego, który doskonale sprawdzi się w przypadku biznesmenów oraz osób, którym zależy na szykownym wyglądzie. Kolejną marką z zegarkami sygnowanymi Swiss Made jest Epos. Czasomierze tej marki są nieco droższe niż poprzednie propozycje, jednak Epos to przedsiębiorstwo o długich korzeniach, pielęgnowanych starannie tradycjach oraz bardzo precyzyjnych układach w zegarkach. Fanom nietypowych rozwiązań na pewno spodoba się model Epos 3442.136.22.16.56 Sportive, który posiada sygnaturę Swiss Made. Ten model charakteryzuje się złoconą kopertą i szkieletowym mechanizmem automatycznym Sellita SW200. Zakup zegarka szwajcarskiego z oznaczeniem Swiss Made to doskonały pomysł na prezent dla bliskiej osoby lub dla siebie. Takie czasomierze charakteryzują się niezwykle wysoką jakością, doskonałą precyzją i połączeniem rozwiązań tradycyjnych oraz nowoczesnych. « powrót do artykułu
  4. Tureccy archeolodzy odsłonili główną bramę pałacu w Harranie. Stanowisko to znajduje się w południowo-wschodniej Turcji, ok. 40 km na południowy wschód od Şanlıurfy. Jak powiedział Anadolu Agency prof. Mehmet Önal, dyrektor Wydziału Archeologii Harran Üniversitesi, wykopaliska są prowadzone od 6 lat. Odsłonięcie głównej bramy pałacu zajęło aż 2 lata. Całkowicie odsłoniliśmy jedną z dwóch znanych bram historycznego pałacu. Brama [z południowo-wschodniej jego części] ma ok. 7 m wysokości i jest zbudowana z bazaltowych bloków [...]. Önal dodał, że zespół natrafił na inskrypcje w języku arabskim, które pomogą w datowaniu konstrukcji. Oprócz tego naukowcy analizują symbole z pieczęci, pierścienie oraz groty. Önal przypomina, że to jeden z nielicznych pałaców, zachowanych od średniowiecza w krajach Bliskiego Wschodu. Jak wyjaśnia profesor, łaźnia odkryta podczas wcześniejszych wykopalisk została zbudowana w XII-XIII w. Pierwsze wykopaliska w Harranie rozpoczęły się w 1950 r. Harran, czyli biblijny Haran, zwany przez Rzymian Carrhae, ma niezwykle bogatą historię. Ślady nieprzerwanego osadnictwa sięgają tam 6000 lat przed Chrystusem. Miejscowość była centrum kultu Sina, boga Księżyca. O istnieniu jego świątyni wspomina gliniana tabliczka z około 1800 roku przed naszą erą. Harran był ważną stolicą prowincjonalną imperium asyryjskiego. Na tyle ważną, że rezydował tam ostatni władca imperium. Babilończycy odbudowali świątynię Sina i również uczynili z Harran prowincjonalną stolicę. Harran jest wielokrotnie wspominany w Biblii. To w nim osiedliła się rodzina Abrahama po opuszczeniu Ur. W czasach Seleucydów miasto było macedońską kolonią wojskową. Następnie przez jakiś czas było stolicą królestwa Osroene, które znalazło się w strefie wpływów Persji. To w bitwie z Persami pod Harranem zginął członek triumwiratu Marek Licyniusz Krassus. Rzym zdobył miasto dopiero 200 lat po śmierci Krassusa. W Harranie został zamordowany cesarz Karakalla, który przyjechał tam, by odwiedzić świątynię Sina. W Harranie też cesarz Julian Apostata złożył ofiarę Sinowi. Miasto niejednokrotnie przechodziło z rąk do rąk pomiędzy Rzymem, Bizancjum a Persją. Gdy w 639 roku zostało ostatecznie zdobyte przez Arabów zamieszkane było przez chrześcijan oraz, prawdopodobnie, wyznających gnostycyzm Sabejczyków. Niewykluczone, że harrańscy Sabejczycy – będąc źródłem wiedzy o greckiej filozofii i nauce – odegrali ważną rolę w kształtowaniu arabskiego życia intelektualnego. « powrót do artykułu
  5. Współczesne zegary optyczne pracują z dokładnością 1 sekundy na 20 miliardów lat. Dlatego też naukowcy z USA, pracujący pod kierunkiem Juna Ye z Narodowego Instytutu Standardów i Technologii postanowili wykorzystać tę precyzję oraz niezwykłą stabilność wykorzystywanych w nich kryształów krzemowych do uściślenia zakresu potencjalnych interakcji zachodzących pomiędzy ciemną materią a cząstkami i polami Modelu Standardowymi. O ciemnej materii wiemy niewiele. Mamy jedynie pośrednie dowody na jej istnienie, gdyż widzimy wywierane przez nią efekty grawitacyjne w skali galaktycznej i kosmologicznej. Jednym z elementów, które dotychczas wymykają się naukowcom poszukującym ciemnej materii są spodziewane oscylacje stałych fizycznych, jakie powinny zachodzić na styku ciemnej materii oddziałującej z cząstkami Modelu Standardowego. Ye i jego zespół zdali sobie sprawę, że jeśli za pomocą zegara optycznego nie uda się zaobserwować takich oscylacji, oznacza to, że siła interakcji ciemnej materii z materią jest znacznie mniejsza niż obecnie przyjmowana. Poszukiwania ciemnej materii prowadzone są w wielu laboratoriach na świecie. Cząstkami ciemnej materii mogą być hipotetyczne aksjony czy WIMP-y (słabo oddziałujące masywne cząstki) o masach sięgających 100 GeV. Jednak Amerykanie postanowili przyjrzeć się drugiemu krańcowi masy. Wykorzystali zegar optyczny do poszukiwania możliwych interakcji pomiędzy ciemną materią a materią przy masach znacznie poniżej 1 eV czyli o 500 000 razy mniejszych niż masa elektronu w czasie spoczynku. Zegary optyczne to rodzaj zegarów atomowych. Wykorzystują one drgania atomów strontu. Częstotliwość ich pracy jest bezpośrednio związana z niektórymi stałymi fizycznymi, co pozwala dokonywać niezwykle precyzyjnych pomiarów ewentualnych zmian. Ye i jego zespół użyli więc zegara optycznego do poszukiwania jakichkolwiek zmian stałej struktury subtelnej (α), która opisuje siłę oddziaływań elektromagnetycznych. W tym celu porównali częstotliwość drgań atomu strontu z krzemową wnęką optyczną. Częstotliwość obu jest definiowana przez α oraz inną stałą fizyczną, masę spoczynkową elektronu (me). Jednak w obu przypadkach zależności pomiędzy stałymi są różne, zatem ich stosunek do siebie pozwala na określenie ewentualnych zmian α. Używano już zegarów atomowych pracujących z częstotliwościami mikrofalowymi do określenia granic siły oddziaływania ciemnej materii. Nasza praca to pierwsza próba wykorzystania zegara optycznego do znalezienia oscylacji świadczących o istnieniu ciemnej materii, mówi Ye. Naukowcy porównali więc częstotliwość wnęki optycznej do częstotliwości zegara optycznego i dodatkowo użyli też częstotliwości wodorowego masera. Co prawda urządzenie to nie pozwala na tak precyzyjne pomiary jak zegar optyczny, jednak bazuje on na innym stosunku częstotliwości do α i me, a dzięki porównaniu tych właściwości z danymi krzemowej wnęki można sprawdzać ewentualne oscylacje wartości me. O ile oscylacje wartości a wskazywałaby na oddziaływania pomiędzy ciemną materią a polem elektromagnetycznym, to oscylacje me ujawniłyby jej interakcje z elektronem. Wykorzystanie w pomiarach krzemowej wnęki optycznej pozwala dodatkowo skorzystać z jej stabilności. Większość takich wnęk jest wykonanych ze szkła, które jest nieuporządkowanym amorficznym ciałem stałym. Nowa generacja krzemowych wnęk optycznych wykonanych z pojedynczego kryształu krzemu utrzymywanego w temperaturach kriogenicznych powoduje, że są one o cały  rząd wielkości bardziej stabilne. To podstawowa zaleta naszej pracy, mówi Colin Kennedy, jeden z autorów badań. Tak jak się spodziewano, nie zaobserwowano oscylacji podstawowych stałych fizycznych spowodowanych oddziaływaniem z ciemną materią. Oznacza to, że dla cząstek ciemnej materii o masie od 4,5 x 10-16 aż do 1 x 10-19 eV możliwa siła oddziaływań definiowana przez α jest nawet pięciokrotnie mniejsza niż obecnie zakładana. Dla stałej me i cząstek o masie 2 x 10-19 po 2 x 10-21 eV siła ta jest nawet 100-krotnie mniejsza. Ze szczegółami można zapoznać się w pracy Precision Metrology Meets Cosmology: Improved Constraints on Ultralight Dark Matter from Atom-Cavity Frequency Comparisons « powrót do artykułu
  6. Odnotowano rekordowe wzrosty liczebności 2 endemitów z Wysp Galápagos: pingwinów równikowych (Spheniscus mendiculus) i kormoranów nielotnych (Phalacrocorax harrisi). Pingwin równikowy to gatunek zagrożony, a kormoran nielotny jest gatunkiem narażonym na wyginięcie. Biorąc pod uwagę historyczne dane gromadzone od 1977 r., liczba kormoranów nielotnych sięgnęła rekordowych wartości. Liczba pingwinów równikowych jest najwyższa od 2006 r. - podkreślono w komunikacie Parku Narodowego Galápagos. Spis wykazał, że o ile w 2019 r. liczebność S. mendiculus wynosiła 1451, o tyle w roku 2020 wzrosła ona do 1940. W przypadku kormoranów rok temu odnotowano 1914, a w roku bieżącym aż 2220 osobników. Badanie przeprowadzili we wrześniu specjaliści z Fundacji Karola Darwina i Parku Narodowego Galápagos. Jak powiedział ekwadorski minister środowiska Paulo Proano, wyniki spisu odzwierciedlają dobry stan zdrowia populacji ptaków z archipelagu. Wg przedstawicieli Parku, do wzrostu liczebności obu gatunków przyczyniło się zjawisko La Niña, które zapewnia ptakom większą ilość pokarmu. Oprócz tego przez pandemię zmniejszył się ruch turystyczny i zakłócenia w okolicach gniazdowania pingwinów i kormoranów. « powrót do artykułu
  7. Kultura Clovis, przez dziesięciolecia uważana za najstarszą kulturę Ameryki Północnej, wciąż nas zaskakuje. Najnowsze badania artefaktów wykonanych przez przedstawicieli tej kultury wykazały, że wszystkie one powstały w bardzo krótkim czasie, pomiędzy 13 050 a 12 750 lat temu. Profesor antropologii Michael Wateraz, dyrektor Center for the Study of the First Americans, oraz antropolodzy David Carlson z Texas A&M University i Thomas Stafford ze Stafford Research wykorzystali metody datowania radiowęglowego do zbadania kości, węgla drzewnego i skamieniałych roślin z 10 znanych stanowisk kultury Clovis. Wciąż nie wiemy, dlaczego kultura Clovis tak nagle się pojawiła i tak szybko zniknęła, mówi Waters. Warto zauważyć, ze kultura Clovis pojawia się na 300 lat przed zniknięciem z Ameryki Północnej megafauny. Zniknięcie kultury Clovis przed około 12 750 laty zbiega się z wyginięciem mamutów i mastodontów, ostatnich przedstawicieli megafauny. Może broń kultury Clovis była wyspecjalizowana w polowaniu na te wielkie zwierzęta?, zastanawia się uczony. Waters przypomina, że jeszcze do niedawna Clovis uznawano na za pierwszą kulturę Ameryki. Jej przedstawiciele szybko rozprzestrzenili się po całym kontynencie. Kultura ta przetrwała jednak zbyt krótko, by jej przedstawiciele zdążyli skolonizować obie Ameryki. Co więcej, w ostatnich latach pojawiły się silne dowody wskazujące, że ludzie zamieszkiwali w Ameryce na tysiące lat przed pojawieniem się Clovis. Jednak kultura to pozostaje bardzo ważna, chociażby z tego względu, że wyraźnie odróżnia się od innych kultur i rozprzestrzeniła się po całym kontynencie północnoamerykańskim. Znakiem rozpoznawczym kultury Clovis są charakterystyczne groty niespotykane nigdzie indziej na świecie. Są one smukłe, liściowate, starannie retuszowane i dwustronnie kanelowane. Zwykle groty takie spotyka się na Wielkich Równinach i wschodzie USA. Są one współczesne innym typom grotów z zachodu USA oraz z Ameryki Południowej. Wskazuje to, że ludzie, którzy zamieszkali Amerykę Północną i Południową przed około 13 000 laty w różny sposób dostosowywali się do lokalnych warunków, zauważa Waters. Bardziej precyzyjne określenie czasu istnienia kultury Clovis przybliża nas do rozwiązania zagadki jej pojawienia się i nagłego zniknięcia. « powrót do artykułu
  8. Jacek Łyczko, doktorant w Katedrze Chemii UPWr, zdobył niemal 1,5-milionowy grant Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na stworzenie nowej generacji środków regulujących apetyt. Wykorzysta do nich naturalne i bezpieczne zapachy. Supermarkety zachęcają do zakupów zapachem świeżo pieczonego chleba. Centra handlowe przed świętami pachną goździkami, cynamonem i pieczonymi jabłkami. Od dawna wiemy, że nasze nosy mają duży wpływ na nasze zachowania. Jacek Łyczko, doktorant z Katedry Chemii UPWr postanowił wykorzystać tę wiedzę i stworzyć innowacyjne, bezpieczne i łatwe w użyciu środki regulujące apetyt. W obie strony. Około 18% naszego społeczeństwa to w tej chwili osoby po 65. roku życia. Wiele osób starszych, chorujących, szczególnie przebywających w różnych ośrodkach opiekuńczych, ma problem z obniżonym apetytem. 53% polskiego społeczeństwa to z kolei osoby z nadwagą lub otyłością. Jednocześnie rynek suplementów diety regulujących apetyt jest ogromny – kupujemy ponad 625 mln opakowań takich substancji rocznie. Problem polega na tym, że albo ich skuteczność jest dyskusyjna, albo wywołują wiele skutków ubocznych – mówi Jacek Łyczko, który na swoje badania zdobył grant w wysokości niemal 1,5 mln zł w ramach programu „Lider” Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Program to nie tylko środki na badania, ale i forma wsparcia w budowaniu kompetencji młodych naukowców w samodzielnym planowaniu, zarządzaniu i kierowaniu własnymi zespołami badawczymi podczas realizacji projektów, których wyniki mogą być wdrożone w gospodarce. Zespół, który dobrał i którym zarządzać będzie doktorant prof. Antoniego Szumnego, to przede wszystkim młodzi badacze przed trzydziestką. Z naturalnych i bezpiecznych olejków eterycznych i aromatów spożywczych stworzą specjalne kombinacje zapachowe na blotterach (tekturowych paskach, których używamy w perfumeriach) zwiększające lub zmniejszające apetyt. Najpierw w szeroko zakrojonych badaniach ankietowych zespół sprawdzi, jakie aromaty kojarzą się Polakom ze smacznym jedzeniem. Potem skomponuje odpowiednie zapachy, przebada je pod względem chemicznym, przedstawi do analizy ekspertom sensorycznym, a w rezonansie magnetycznym przetestuje ich oddziaływanie na odpowiednie ośrodki w ludzkim mózgu. Przeprowadzi też analizę morfologiczną odpadów po posiłkach, które zjedzą badani po powąchaniu blotterów – pozwoli to na ustalenie, czy, przykładowo, produkt może ograniczyć apetyt na dodatki skrobiowe, a zwiększyć na białko lub warzywa. Badania potrwają 3 lata. Paski redukujące apetyt absolutnie nie będą pachniały nieprzyjemnie. Naszym celem nie jest odstraszenie ludzi od jedzenia, wywoływanie negatywnych skojarzeń czy poczucia winy u osób ze zbyt dużą masą ciała. Chcemy wywołać uczucie sytości, które będzie kojarzyło się ze zjedzeniem pysznego, ciężkiego deseru, z popołudniową kawą, relaksem po obiedzie. Chcemy też skierować ich apetyt na zdrowsze produkty. Żeby miały na przykład ochotę na pełnoziarniste pieczywo, a nie na białą bułkę. Dzięki temu będą jadły mniej i lepiej – opowiada Jacek Łyczko, który w swoim doktoracie również zajmuje się zapachami – szuka takich metod suszenia roślin leczniczych i przyprawowych, które pozwolą uzyskać jak najwyższą wartość aromatyczną. W grancie Preludium z kolei ocenia korelacje pomiędzy materiałem roślinnym, składem jego olejków eterycznych a jakością zapachów na przykładzie różnych odmian mięt. Jestem też członkiem zespołu badawczego WBVG, którego liderem jest prof. Andrzej Białowiec i który bardzo nas motywuje do pisania i składania wniosków o granty. Kiedy w środku wakacji okazało się, że zostałem zakwalifikowany do drugiego etapu „Lidera”, a jest to rozmowa kwalifikacyjna, podczas której muszę w 5 minut zaprezentować swój pomysł i od której zależy, czy dostanę projekt, napisałem do zespołu z pytaniem, czy chcieliby wysłuchać mojej prezentacji, przegadać, może coś doradzić. I mimo, że wszyscy byli na urlopie, w rozjazdach, to się ze mną połączyli, podzielili swoimi opiniami, podpowiedzieli co poprawić, co zmienić, co jest OK. I ja to w zespole bardzo, bardzo doceniam. « powrót do artykułu
  9. Yesterday
  10. Tu zostały powtórzone te same błędy, które zdarzyły się w tekście artykułu, czyli brak przecinków we właściwych miejscach. A to tworzy atmosferę niedomówień.
  11. Czy w ogóle czytał kolega uzasadnienie dlaczego potrzeba zderzaczy nowej generacji? Tam nie ma niczego co można by nazwać "pustą obietnicą". No, chyba że pomija się oficjalne opracowania zastępując to twfurczością Sabiny Hossenfelder.
  12. Chyba ze trzy lata temu przestałem się tym kłopotać, choć na początku budziło to we mnie mieszane uczucia (spuścizna po HDD).
  13. Legacy hardware & software, czyli pozostałości z czasów kiedy w ułamku sekundy przodkowie musieli oszacować czy dwunożny sierściuch naprzeciwko jest przyjazny czy będzie próbował ubić ociosanym otoczakiem
  14. Odnosiłem się do całokształtu działalności i postępowania, bazując na jej tekstach. Do tego to jeden z niewielu przypadków, kiedy zwykła osoba widzi że coś jest nie tak już po samym zdjęciu, nie trzeba puszczać filmu Ale do tych widocznych zaburzeń dochodzi psychopatia, co już nie jest takie oczywiste, i nie jest tożsame. Obecnie nie dysponuję już wiedzą na której oparłem swój osąd, ale przykład był absolutnie modelowy.
  15. Nie jest tak źle. Do swapu system zrzuca najstarsze dane "na wieczne przechowanie" do następnego reboota, chyba, że ktoś ma bardzo mało pamięci i system żongluje pamięcią. Sam mam swap tylko dlatego, żeby w momencie wyczerpania się pamięci, co zdarza się sporadycznie, OS nie ubił aplikacji. A jak ktoś ma bardzo mało pamięci, to warto korzystać z SSD, bo jest znacznie szybszy niż dysk talerzowy. Taki RAM dla ubogich Normalne działanie systemu operacyjnego potrafi wygenerować spory ruch I/O, na przykład mielenie logów systemowych.
  16. Nie oglądałem całego filmu, bo sposób w jaki się wypowiada, abstrahując od treści, oraz mowa ciała wzbudza dyskomfort. To o to chodzi?
  17. Jeśli tylko ktoś nie używa dysku ssd do pliku wymiany.
  18. Myślałem kiedyś o podlinkowaniu jej głosu w muzyczne (no stara się; jak ktoś ma mocne nerwy i ucho przydepnięte przez słonia to znajdzie jej "protestsongi" ) , ale aż takich jaj w muzycznych sobie nie robię... Do tego kosztują sporo, na co "przemysł" nie bardzo chce się porywać, obaj jednak wiemy, że badania podstawowe to najlepsza inwestycja długofalowa (nobelek z ekonomii swego czasu). Nie sądzę. Co do mediów, to najwyraźniej nie wiesz jak funkcjonują* * Zmieszaj jedyny paradygmat związany z klikalnością/ oglądalnością, dodaj do tego abisalną niewiedzę redaktorów pop i masz "istotę funkcjonowania". To, że wielu naukowców dawno weszło w podobny kanał/ klimat nie dziwi, bo zdobywanie funduszy. Owa pani jest doskonałym przykładem.
  19. Och. Nie zganiaj na media. Media drukują wszystko co im "naukowcy" podpowiedzą. Na krasnoludki polują obecnie naukowcy. Strasznie upraszczasz aż do populizmu. Tak samo wyżej z mediami.
  20. Nie za miłe wiadomości - innych już chyba nie będzie...
  21. Z tego, co niedawno wyszperałem to Bennu jest obiektem typu NEO, czyli porusza się na bardzo zbliżonej orbicie do Ziemskiej. Podejrzewam, że mogliby przyspieszyć dostawę wykorzystując większe ilości paliwa, ale tak właśnie wygląda ekonomiczne podróżowanie po Układzie Słonecznym.
  22. Nie. Zdecydowano że już we wtorek, znacznie wcześniej niż zakładał plan misji, materiał zostanie przeniesiony do kapsuły w której trafi na Ziemię... Nie takie trudne jak się zastanowić. Do nękania Administracji służy takie 'zgłoś' w prawym górnym rogu.
  23. "W związku z tym zdecydowano, że materiał zostanie przeniesiony do kapsuły w której trafi na Ziemię już we wtorek. Czyli znacznie wcześniej niż zakładał plan misji. Najważniejszy jest teraz czas, mówi Thomas Zurbuchen, dyrektor NASA ds. misji naukowych.(...) Niezależnie od tego, ile materiału udało się zebrać, OSIRIS-REx pozostanie w pobliżu Bennu aż do marca. Marzec to – biorąc pod uwagę względną pozycję Ziemi i Bennu – najbliższy możliwy termin, w którym sonda może rozpocząć powrót. Próbki trafią na Ziemię w 2023 roku." Tutaj chyba jest niedomówienie.
  24. Klasyczna osobowość psychopatyczna, jak ktoś chce zobaczyć jak takowa działa w akcji to warto obejrzeć tę panią, i to jedyny sensowny powód. Podstawowe badania naukowe niczego nie obiecują, dlatego są finansowane przez państwo. W mediach funkcjonuje niezdrowa fiksacja na punkcie wyników "pozytywnych", zbyt mało uwagi poświęca się wynikom "nie znaleziono krasnoludków i smoków".
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...