Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Past hour
  2. KopalniaWiedzy.pl

    Wcisną się, gdzie inni nie przejdą...

    Nowe nanocząsteczki - katiomery blokowe o kształcie litery Y (ang. Y-shaped block catiomer, YBC) - mogą dostarczać leki przeciwnowotworowe do trudno dostępnych miejsc. YBC wiążą się z materiałem terapeutycznym, tworząc "pakunki" o szerokości zaledwie 18 nanometrów. To ok. 1/5 rozmiarów cząstek z wcześniejszych badań, nic więc dziwnego, że kompleksy z YBC mogą się przeciskać przez węższe szczeliny, np. do nowotworów mózgu czy trzustki. Naukowcy z Uniwersytetu w Tokio podkreślają, że jedną z metod walki z nowotworami jest terapia genowa. Dobre do tego celu mogłyby być małe interferujące RNA (siRNA), które przyłączają się do genu powodującego problemy i go dezaktywują. Niestety, są one bardzo delikatne i muszą być chronione przez nanocząstkę, inaczej ulegną rozłożeniu przed dotarciem do celu. siRNA [...] to następna generacja biofarmaceutyków, które mogłyby wyleczyć wiele różnych chorób, w tym nowotwory. Małe interferujące RNA są jednak łatwo usuwane przez rozkład enzymatyczny lub wydalanie. Nic więc dziwnego, że potrzeba nowych metod dostarczania - podkreśla prof. Kanjiro Miyata. Obecnie nanocząstki mają ok. 100 nanometrów szerokości. To wystarczy, by mogły one przeniknąć przez nieszczelną ścianę naczyń do wątroby. Inne nowotwory są jednak trudniej dostępne. Rak trzustki jest np. otoczony włóknistym zrębem, a nowotwory mózgu chroni bariera krew-mózg. W obu przypadkach przerwy mają wielkość poniżej 100 nm. Mając to na uwadze, Miyata i inni stworzyli nośnik siRNA, który jest na tyle mały, by się przez nie przecisnąć. By skonstruować małą i stabilną maszynę do dostarczania siRNA [...], wykorzystaliśmy polimery. Kształt i długość polimerowych komponentów są precyzyjnie dostosowane, tak by mogły się one wiązać z konkretnymi małymi interferującymi RNA. Można więc mówić o konfigurowalności. YBC ma kilka dodatnio naładowanych miejsc, które mogą się "wiązać" z ujemnymi ładunkami siRNA. Liczbę dodatnio naładowanych miejsc także można dostosowywać do rodzaju siRNA. Po połączeniu YBC z siRNA powstaje kompleks uPIC (od ang. unit polyion complex) o wielkości poniżej 20 nm. Badania, które opisano na łamach Nature Communications, prowadzono na myszach. « powrót do artykułu
  3. W Journal of Near Eastern Studies ukazał się artykuł, w którym Gianni Marchesi informuje o przetłumaczeniu niezwykłej inskrypcji z ruin miasta Karkemisz, którą wykonano za czasów władcy Asyrii, Sargona II. Inskrypcja, datowana na około 713 rok przed Chrystusem, opisuje, jak Sargon podbił, okupował i zreorganizował Karkemisz. Za Sargona II (721–705 r. p.n.e.) państwo nowoasyryjskie osiągnęło szczyt potęgi. Władca odzyskał dla Asyrii Babilonię, podbił Samarię, a część zamieszkujących ją Żydów wysiedlił do Mezopotamii i Medii. Wspomniana inskrypcja została znaleziona w 2015 roku w trzech fragmentach pochodzących z trzech różnych glinianych cylindrów. Marchesi, wykorzystując materiał referencyjny, literaturę fachową i inne gliniane tabliczki do zrekonstruowania brakujących fragmentów, odczytał w sumie 38 linii tekstu. Długość zachowanych napisów wahała się od 2/3 linii po mniej. Żadna z linii nie zachowała się w całości. Mimo to udało się odtworzyć większość oryginału, który ma olbrzymią wartość informacyjną. W przeciwieństwie do innych cylindrów Sargona, które zawierają dość standardowe inskrypcje lub rocznikowe podsumowania wydarzeń z czasów rządów tego władcy, Cylinder z Karkemisz to zupełnie nowa inskrypcja, która w wyszukanym literackim stylu odnosi się niemal wyłącznie do wydarzeń w tym nowo podbitym mieście u brzegów Eufratu, pisze Marchesi. W inskrypcji Sargon opowiada o „zdradzie”, jakiej miał się dopuścić Pirisi, hetycki król Karkemisz. Jego występek polegał na wymianie niepochlebnych opinii o Asyrii z Midasem, królem Frygii. Sargon najechał więc Karkemisz, deportował Pirisiego i jego zwolenników, zniszczył pałac, zabrał wszystkie jego dobra i włączył jego armię do swojej. Do Kerkemisz przesiedlił zaś Asyryjczyków. Inskrypcja informuje, że Sargon podczas oblężenia pozbawił Karkemisz wody, przez co lokalne mokradła wyschły. Obecnie zaś system irygacyjny jest odtwarzany, sadzone są orchidee i zakładane ogrody botaniczne. Uczyniłem zapach miasta słodszym niż zapach lasu cedrowego, stwierdza Sargon w inskrypcji. Opisana jest też ceremonia, w której Sargon otrzymuje podarunki od przedstawicieli asyryjskich prowincji i poświęca je bogom. Zaprosiłem do mego pałacu moich panów, bogów Karhuha i Kubaba, którzy zamieszkują w Karkemisz. Oferowałem im wspaniałe barany, gęsi, kaczki i ptaki latające po niebiosach, czytamy w przetłumaczonym tekście. Marchesi podkreśla, jak wiele uwagi poświęcił Karkemisz Sargon. W szczególności zaś na ceremonię inauguracyjną nowego miasta i zakładanie ogrodów botanicznych. Takie działanie są charakterystyczne dla stolic z pałacem królewskim, a nie dla lokalnej stolicy prowincji. Wspaniała przeszłość i pozycja strategiczna powodowały, że Karkemisz zasługiwało na zostanie czymś w rodzaju zachodniej stolicy Imperium Asyryjskiego. Było wspaniałym miejscem dla podkreślenia wielkości Asyrii, z którego można było kontrolować zachodnie i północno-zachodnie tereny imperium, czytamy w artykule Marchesiego. Jednak rola Karkemisz jako potencjalnej zachodniej stolicy nie utrzymała się długo. Miasto nie jest wspomniane w żadnym tekście następców Sargona. Niespodziewana śmierć Sargona w bitwie pod Tabal [Sargon II zginął próbując odzyskać zbuntowane od 711 roku Tabal, jego ciała nigdy nie odnaleziono – red.] prawdopodobnie spowodowała, że projekt nigdy nie został ukończony. Wydarzenie to negatywnie wpłynęło na przyszłość Karkemisz, które już nigdy nie cieszyło się zainteresowaniem królów Asyrii. « powrót do artykułu
  4. Today
  5. A co z wodorkiem litu HLi? To raczej chyba jest łatwiejszy do otrzymania niż wzmiankowany HEH+?
  6. Farby antydrobnoustrojowe mają zapewniać dodatkową ochronę przed bakteriami. Ostatnie badania zespołu z Northwestern University pokazały jednak, że w rzeczywistości mogą one wyrządzić poważne szkody. W ramach eksperymentu Amerykanie testowali bakterie występujące pospolicie w domach na próbkach płyty regipsowej pomalowanej antydrobnoustrojowymi farbami lateksowymi. Okazało się, że w ciągu doby zginęły wszystkie bakterie poza tworzącymi przetrwalniki Bacillus timonensis. Jeśli zaatakujesz bakterie związkami antydrobnoustrojowymi, zaczną się bronić. Pałeczki Bacillus są zazwyczaj nieszkodliwe, lecz przez atak można je skłonić do rozwoju lekooporności - wyjaśnia Erica Hartmann. Bakteriom sprzyjają gorące, wilgotne środowiska, dlatego większość z nich ginie na suchych i chłodnych powierzchniach w pomieszczeniach. Wg Hartmann, należy się więc zastanowić nad zasadnością wykorzystywania farb antydrobnoustrojowych, bo te mogą spowodować, że bakterie się wzmocnią. Przetrwalniki (endospory) to formy spoczynkowe, pozwalające organizmom przetrwać niekorzystne warunki, np. susze. Gdy sytuacja się poprawia, bakterie ulegają "reaktywacji". W formie spoczynkowej bakteriom można zrobić wszystko, a i tak przetrwają. Powinniśmy zachować ostrożność, zastanawiając się nad użyciem produktów antydrobnoustrojowych i upewnić się, że nie wystawiamy łagodnych bakterii na działanie czegoś, co zwiększy ich szkodliwość. Autorzy artykułu z pisma Indoor Air dodają, że problemem jest to, że wielu produktów antydrobnoustrojowych, np. farb, nie testuje się na bardziej rozpowszechnionych bakteriach. Producenci sprawdzają, jak wygląda przeżywalność patogenów, np. pałeczek okrężnicy (Escherichia coli) czy gronkowców, i w dużej mierze ignorują organizmy, z którymi ludzie mają większą szansę się zetknąć. E. coli to szczur laboratoryjny świata mikroorganizmów. Jej liczebność w środowisku jest [jednak] mniejsza, niż ludzie sądzą. Chcieliśmy zrozumieć, jak na powierzchnie antydrobnoustrojowe będą reagować prawdziwe bakterie z wnętrz, bo nie zachowują się one jak pałeczka okrężnicy. « powrót do artykułu
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Piwo zapewniało jedność imperium Wari

    Przed tysiącem lat na terenie dzisiejszego Peru istniało imperium Wari. U szczytu swojej potęgi rozciągało się ono na 1500 kilometrów. Powstało około 600 roku i upadło około roku 1100. Teraz archeolodzy badający kulturę Wari zauważyli, że ważnym czynnikiem, który pozwolił na istnienie imperium przez 500 lat był... stały dostęp do piwa. Nasze badania pomagają zrozumieć, w jaki sposób piwo przyczyniło się do powstania złożonej organizacji politycznej, mówi Ryan Williams, dyrektor Wydziału Antropologii w Field Museum i główny autor badań. Wykorzystaliśmy nowe technologie do zdobycia informacji na temat technik produkcji piwa i jego znaczenia dla społeczeństwa. Przed niemal 20 laty w Cerro Baul na południu Peru zespół Williamsa znalazł browar Wari. To był mikrobrowar, ale obok mogła znajdować się tawerna, wyjaśnia Williams. W browarze powstawała chicha, która nadawała się do spożycia jedynie przez tydzień, zatem nie mogła być transportowana na duże odległości. Ci, którzy chcieli się jej napić, przybywali do Cerro Baul z okazji różnych świąt. Święta te były dla Wari bardzo ważne. Do Cerro Baul mogło przybywać nawet 200 przedstawicieli lokalnej elity politycznej, którzy pili chichę z metrowej wysokości ceramicznych naczyń ozdobionych wizerunkami bogów i przywódców Wari. Ludzie przybywali tutaj, brali udział w uroczystościach i w ten sposób odtwarzali i potwierdzali swoje związki z rządzącymi Wari. Niewykluczone, że płacili wówczas trybut i przysięgali wierność Wari, mówi Williams. Piwo pozwalało więc na utrzymanie jedności imperium. Zespół Williamsa przeanalizował też pozostałości ceramicznych naczyń z Cerro Baul. Wykorzystali m.in. laser, za pomocą którego pozyskiwali z naczyń osady, a następnie je podgrzewali do bardzo wysokich temperatur i badali skład molekularny. Dzięki temu mogli zarówno stwierdzić, skąd pochodziła glina na naczynia oraz z czego robiono piwo. W badaniach tych schodzimy do poziomu atomowego. Liczymy atomy, próbujemy odtworzyć molekuły, określić ich masę, zbadać to, co zostało przed tysiącem lat uwięzione w porach ceramiki. To daje archeologom zupełnie nowy ogląd przeszłości, stwierdza Williams. Naukowcy nawiązali nawet współpracę z peruwiańskimi browarnikami i wspólnie testowali składniki, z których przed wiekami mogła powstawać chicha. Wytwarzanie chichy to skomplikowany proces wymagający umiejętności i doświadczenia. Eksperymenty wiele nas nauczyły na temat tego napoju oraz ilości pracy i samego procesu potrzebnego do jego wytworzenia, mówi profesor Donna Nash z Field Museum, która była odpowiedzialna za odtworzenie procesu produkcji chichy. Miłośników piwa z pewnością zainteresuje fakt, że na podstawie pracy Nas Field Museum oraz chicagowski Off Colour Brewing wyprodukowały różowe ale przyprawiane pieprzem. Trunek o nazwie Wari Ale będzie można kupić w okolicach Chicago w czerwcu. Badanie pozostałości piwa Wari zdradziło dwie ważne informacje. Po pierwsze, naczynia, w których się znajdowało, wykonano z lokalnej gliny. Po drugie chichę robiono z górskiego (pepper berry), który rośnie nawet podczas suszy. Oba te czynniki oznaczały, że piwo było ciągle dostępne. Nawet jeśli z powodu suszy był problem z uprawą kukurydzy, z której również wytwarzano chichę, nawet jeśli nie można było sprowadzać gliny z innych regionów, to pieprzowa chicha w naczyniach z lokalnej gliny zawsze była pod ręką. Autorzy badań uważają, że ta stała dostępność piwa była tym, co pomagało w utrzymaniu jedności imperium Wari. Był to olbrzymi organizm polityczny, który rozciągał swoją władzę na różne grupy ludności. Sądzimy, że to właśnie wytwarzanie i podawanie piwa było tym, co zapewniało jedność, stwierdza Williams. To ważne badania, gdyż pomagają zrozumieć, w jaki sposób tradycje tworzą więzy społeczne łączące ludzi o różnym pochodzeniu. « powrót do artykułu
  8. Mózg po chemii (ang. chemobrain) to zespół łagodnych zaburzeń poznawczych u pacjentów onkologicznych. Może występować na długo po zakończeniu terapii nawet u ok. 75% osób. Obejmuje luki pamięciowe, problemy z koncentracją, trudności w robieniu kilku rzeczy naraz, uczucie dezorientacji i ogólne wydłużenie czasu realizacji zadań. Biorąc pod uwagę wpływ chemobrain na codzienne życie chorych, naukowcom zależy na zidentyfikowaniu biomarkerów. Ostatnio okazało się, że jednym z nich jest wytwarzany przez korę nadnerczy siarczan dehydroepiandrosteronu (DHEAS). Identyfikując istotne klinicznie czynniki, które predysponują do mózgu po chemii, można dostosować interwencje do pacjentów w większym stopniu zagrożonych tym zespołem - podkreśla prof. Alexandre Chan z Narodowego Uniwersytetu Singapurskiego (NUS). Dotąd wiadomo było, że DHEA(S) - w ten sposób łącznie określa się DHEAS i dehydroepiandrosteron (DHEA) - pomagają regulować rozwój mózgu. Należało jednak jeszcze ustalić, czy ich stężenia korelują z funkcjonowaniem poznawczym lub czy wiążą się z początkiem mózgu po chemii. Autorzy publikacji z Pharmacotherapy: The Journal of Human Pharmacology and Drug Therapy wykazali, że pacjentki z wczesnym rakiem piersi z wyższym poziomem DHEAS przed chemioterapią są w mniejszym stopniu zagrożone rozwojem chemobrain w 2 konkretnych dziedzinach: fluencji (płynności) słownej i ostrości umysłowej. Akademicy zebrali grupę 81 chorych z wczesnym rakiem piersi. W związku z chorobą miały one przejść terapię, a wcześniej nie stykały się ani z chemio-, ani z radioterapią. Badanie prowadzono w latach 2011-16 w National Cancer Centre Singapore i KK Women's and Children's Hospital. By ocenić zakres mózgu po chemii, pacjentki były ocenianie zarówno pod kątem samopostrzegania, jak i obiektywnego funkcjonowania poznawczego przed, w czasie i po chemioterapii. Kwestionariusz obejmował różne dziedziny, w tym ostrość umysłu, koncentrację, pamięć, fluencję słowną czy wielozadaniowość. Komputerowe testy neuropsychologiczne wykorzystano zaś, by ocenić prędkość przetwarzania, czas reakcji, a także pamięć i uwagę. Oprócz tego chore wypełniały serię kwestionariuszy do oceny objawów zmęczenia, lęku i związanej ze zdrowiem jakości życia. Próbki osocza zebrane przed terapią wykorzystano do oznaczenia poziomów DHEA(S). Nasze wyniki sugerują, że pacjentki z wyższym stężeniem DHEAS przed terapią są w mniejszym stopniu zagrożone rozwojem samopostrzeganego zaburzenia poznawczego. Potrzeba dalszych badań, by ocenić wpływ DHEA(S) na poszczególne domeny poznawcze i by zweryfikować nasze ustalenia na niezależnych kohortach [grupach] - podsumowuje Toh Yi Long. « powrót do artykułu
  9. Znam temat i nie zmieszałem. Samochód ma koła i samolot też. Tyle że ZA u facetów te cechy może wzmocnić do skrajności. W książce "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" jest fajny test. Komplet punktów jest raczej niemożliwy bez ZA. To nie ma związku. Też "zbyt łatwo" sobie ze wszystkim radziłem i nadal zresztą radzę. Oprócz paru spraw, które zwykle nie tyle nawet dla mnie były problemem, co dla otoczenia. Dla mnie bardziej "z rykoszetu". Nie tylko to, a właściwie nie to. ZA (np. w moim przypadku, ale nie tylko) to przede wszystkim świat ludzi oglądany przez szybkę. Silne poczucie odrębności. Nie lepszości czy gorszości, ale właśnie oddzielenie. Np. faceci są dla mnie (od zawsze) w zasadzie tylko przedmiotami, z którymi nie wchodzę w żadne relacje psychiczne oprócz trzech stanów - obojętność, jest ok. ("zaprzyjaźnienie"), dać mu w mordę. Żadnych grup kumpelskich, wspólnych wyjść czy wyjazdów itp., itd. Rozmowy tylko albo chwilę o niczym, albo na bardzo konkretne tematy. Czas kontaktu mocno ograniczony. Dzieci nie istnieją (gorzej, że dzieci często mnie lubią, może też przez to, że nie rozmawiam z nimi "jak z dziećmi", bo nie potrafię). Czas kontaktu kilka minut, dłużej zwykle nie wytrzymuję. Dziewczyny to inny temat, ale to biologia. Społeczeństwo jako całość, wszelkie grupy, plemiona, narody, co tam jeszcze... beze mnie, nie czuję tematu. Itd. Inna sprawa ZA to raczej w ogóle zbyt wielki wór, który chyba powinien zostać podzielony na kilka.
  10. Yesterday
  11. Twórcy barrigones - rzeźb przedstawiających otyłe figury ludzkie - z rejonów pacyficznego wybrzeża dzisiejszej Gwatemali korzystali z głazów, w pobliżu których uderzył piorun. Za pomocą naturalnych magnesów określali położenie anomalii magnetycznych i tam umieszczali czoło, policzki i pępek postaci. Naukowcy, w tym geolog Roger Fu z Uniwersytetu Harvarda, badali za pomocą przenośnego urządzenia namagnesowanie 11 barrigones ze stanowiska Monte Alto (datują się one na 2. połowę 1. tysiąclecia przed naszą erą). Autorzy artykułu z Journal of Archaeological Science uważają, że rzeźbiarze sprzed ~2 tys. lat przybliżali do głazów kawałek magnetytu i patrzyli, w którym miejscu zostanie on odepchnięty. Barrigones przedstawiały zmarłych, ale nadal poważanych i czczonych przodków znamienitych rodów. Julia Guernsey, historyk sztuki z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, uważa, że w szybko rozrastających się społecznościach rzeźby odpychające namagnesowane obiekty były postrzegane jako manifestacja obecności i autorytetu zmarłych. Na różnych stanowiskach w Mezoameryce znaleziono co najmniej 127 barrigones. Zespół Fu zbadał 11 z nich - 6 głów i 5 całych "ciał". Przenośne czujniki potwierdziły doniesienia z 1997 r., że w okolicy prawej skroni i policzka 3 głów z Monte Alto występują sygnały magnetyczne. Skany pozwoliły określić powierzchnię i morfologię anomalii magnetycznych. W ten sposób wykazano, że ich położenie odpowiada umiejscowieniu specyficznych części ciała. « powrót do artykułu
  12. Jak czytam łuk i strzały to zawsze przychodzi mi na myśl ten gość:
  13. 3grosze

    Lokalne epidemie odry coraz bardziej martwią ekspertów

    Odpowikłać powikłań pochorobowych też nie.
  14. Bo ex nihilo zmieszał tu cechy ZA z cechami ogólnie przyjętymi za męskie ZA to oczywiście wór gdzie wiele innych osób też wrzuca ogólnie przyjęte za męskie cechy takie jak słabsza socjalizacja, mniejszy konformizm. Nie wiem czy i mi by nie zdiagnozowano ZA - gdyby mnie diagnozowano. Ale nie diagnozowano. Zbyt lekko sobie ze wszystkim radziłem żeby kiedykolwiek dać komukolwiek powód do próby diagnozowania. Maturę zdałem z rękami w kieszeni - bez stresu - 2 x 5. Była po prostu zbyt łatwa dla mnie na tamtym etapie życia. To samo z dostaniem się na studia. Nie musiałem sięgać po jakieś nietypowe rozwiązania, po prostu zrobiłem to co robiłem wielokrotnie wcześniej. Ale z kolei u syna już żona wymusiła diagnozę i coś tam wyszło. Osobiście jednak uważam że dla większości osób diagnozowanych - coś by po prostu wyszło.
  15. ex nihilo

    Lokalne epidemie odry coraz bardziej martwią ekspertów

    Wykitować też zawsze można, odkitować raczej trudno.
  16. 7c6f87865a

    Lokalne epidemie odry coraz bardziej martwią ekspertów

    Zaszczepić zawsze można, odszczepić się nie da.
  17. Munira Abdulla ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich miała 32 lata, gdy w 1991 r. po wypadku komunikacyjnym zapadła w śpiączkę. Po 27 latach wybudziła się w szpitalu w Niemczech. Kobieta doznała ciężkiego urazu mózgu po zderzeniu samochodu z autobusem. Prowadził jej szwagier. Czteroletniemu synowi Muniry Omarowi Webairowi, który również znajdował się w pojeździe, nic się nie stało. Miał tylko kilka siniaków. To Omar opowiedział o wypadku i dalszych losach matki w wywiadzie udzielonym gazecie The National. Nigdy się nie poddałem, bo czułem, że pewnego dnia się obudzi. Moja matka siedziała ze mną z tyłu. Kiedy zdała sobie sprawę, że zderzenie jest nieuniknione, osłoniła mnie własnym ciałem. Na pomoc trzeba było długo czekać. Kobieta została ostatecznie zabrana do szpitala, a później przeniesiono ją do Londynu. Tam stwierdzono stan wegetatywny. Po powrocie do Al-Ajn na wschodzie Zjednoczonych Emiratów Arabskich Munirę przenoszono do kolejnych ośrodków. W 2017 r. rodzina dostała dofinansowanie z Crown Prince Court (CPC) na zabranie chorej do Niemiec. Tam kobieta przeszła serię operacji, by skorygować przykurcz mięśni rąk i nóg. Zastosowano również farmakoterapię, która miała poprawić jej stan. Rok później Omar wdał się w pokoju matki w sprzeczkę, co jak się wydaje, stanowiło bodziec do wybudzenia. Wydawała dziwne dźwięki, zawołałem więc lekarzy, którzy po badaniu stwierdzili, że wszystko jest w porządku. Trzy dni później się obudziłem, bo ktoś wołał mnie po imieniu. To ona mnie wołała. Dosłownie latałem z radości. Przez lata marzyłem o tym momencie. Moje imię było pierwszym wypowiedzianym przez nią słowem. Z czasem pani Abdulla stała się bardziej reagująca. Teraz nie tylko czuje ból, ale i rozmawia. Obecnie kobieta znajduje się w Abu Zabi, gdzie przechodzi rehabilitację; chodzi głównie o poprawę postawy w czasie siedzenia i zapobieganie skurczom mięśni. Podobne przypadki należą do rzadkości. Nic więc dziwnego, że w 2003 r. media rozpisywały się o Terrym Wallisie z Arkansas, który wybudził się po 19 latach. W lipcu 1984 r. samochód, którym jechał jako 19-latek, wpadł do potoku. Kierowca nie przeżył, a Wallis został znaleziony przez ratowników dopiero dzień po zdarzeniu. « powrót do artykułu
  18. Archeolodzy odkryli miejsce zbiorowej egzekucji, które może potwierdzać legendę o wojnie sprzed 350 lat, która rozpoczęła się podczas... wypadku w czasie chłopięcej zabawy.. W XVII wieku przez Alaskę przetoczyła się seria konfliktów znana z historii jako „wojny łuku i strzały”. Jedna z legend ludu Yup'ik mówi, że konflikt rozpoczął się od wypadku w czasie gry w rzutki, gdy jeden z chłopców trafił innego w oko. Zgodnie z legendą, ojciec poszkodowanego wybił sprawcy oboje oczu. Wówczas krewny chłopca pozbawionego oczu się zemścił. W konflikt włączali się kolejni członkowie rodzin obu chłopców, w końcu seria wojen ogarnęła Alaskę i Yukon. To seria różnych opowieści. Na pewno wiemy, że wojny łuku i strzały toczyły się w okresie małej epoki lodowej, kiedy to temperatury w krótkim czasie spadły z tych nieco wyższych niż obecnie, do niższych, mówi Rick Knecht z University of Aberdeen. Ochłodzenie klimatu i mniejsza dostępność pożywienia są uważane za prawdziwe przyczyny wojen. Jednak teraz odkryto coś, co wpisuje się w serię legend o grze w rzutki. Knecht i Charlotta Hillerdal kierują wykopaliskami w pobliżu miasta Agaligmiut (Nunalleq). Znaleźli tam masowy grób, do którego trafiło 28 osób oraz ok. 60 000 dobrze zachowanych artefaktów. Pochowano w nim osoby, które zostały związane liną, a następnie zamordowane. Zwłoki leżały twarzami w dół, a niektóre z ofiar mają z tyłu czaszki dziurę, która może pochodzić od włóczni lub strzały. Datowanie miejsca pochówku nie jest pewne, jednak wiemy, że Agaligmiut był dużym kompleksem obronnym, który został zbudowany pomiędzy 1590 a 1630 rokiem, a zniszczeniu uległ w wyniku ataku i podpalenia pomiędzy rokiem 1652 a 1677. Wedle przekazów ustnych mieszkańcy Agaligmiut, dowodzeni przez człowieka imieniem Pillugtuq, zaatakowali wieś, której nazwa jest różnie przekazywana. Mieszkańcy wsi wcześniej dowiedzieli się o szykowanym ataku, przygotowali zasadzkę i zabili wszystkich lub prawie wszystkich wojowników przeciwnika. Jedna z legend mówi, że w walce brały też udział kobiety z zaatakowanej wioski przebrane za wojowników. Inna legenda wspomina szamana, który na krótko przed tym, jak wojownicy opuścili Agaligmiut, miał ostrzec Pillugtuqa, że jego miejscowość zostanie spalona. Ostrzeżenia zostały zignorowane. Po tym, jak Pillugtuq został pokonany, wojownicy ze zwycięskiej wioski ruszyli na Agaligmiut, zabili jego mieszkańców, a samą miejscowość spalili. Jako, że wcześniej pokonali wojowników, legendy mówią, że w Agaligmiut przebywały tylko kobiety, dzieci i starcy. Wykopaliska potwierdzają tę wersję. W zbiorowym grobie pochowano właśnie kobiety, dzieci i starców. Był tam tylko jeden mężczyzna w wieku, w którym mężczyźni byli wojownikami, mówi Knecht. Wśród 60 000 artefaktów znaleziono m.in. lalki, figurki, maski, kosze oraz groty strzał. Dzięki wiecznej zmarzlinie zabytki były bardzo dobrze zachowane. To niezwykłe. Wiele z tych rzeczy wciąż nadaje się do użytku. Czasami drewno jest wciąż jasne, nie pociemniało z upływem czasu, mówi Knecht. Najbardziej interesującymi artefaktami są drewniane maski używane w obrzędach tanecznych. Często przedstawiają one osobę zamieniającą się w zwierzę lub zwierzę zamieniające się w człowieka, dodaje uczony. Figurki i lalki miały różne przeznaczenie. Były używane w rytuałach religijnych oraz podczas zabawy. « powrót do artykułu
  19. Zdjęcia wykonywane przez nurków wskazują, że samice tawrosza piaskowego, zagrożonego gatunku rekina, powracają w okolice tych samych wraków u wybrzeży Północnej Karoliny. Taka wierność miejscu wskazuje, że wraki są ważnym habitatem dla tawrosza piaskowego. W latach 80. i 90. ubiegłego wieku liczebność tego gatunku spadła o ponad 75%. Nie wiemy, czy się ustabilizowała, czy wciąż spada, gdyż opieramy się głównie na przypadkowych spotkania z jego przedstawicielami, mówi Avery B. Paxton z Duke University, główna autorka najnowszych badań. Dzięki dowodom fotograficznym wiemy, że wraki statków są ważnym habitatem, do którego rekiny od czasu do czasu wracają. Możemy więc skupić się na jego badaniu, by lepiej zrozumieć, jak gatunek sobie radzi, wyjaśnia. Próbujemy teraz zrozumieć, dlaczego rekiny wracają. Mogą wykorzystywać wraki jako przystanek na drogach migracji, ale mogą też tutaj wracać by się łączyć w pary lub rodzić młode. Badamy wszystkie te hipotezy, dodaje Paxton. Badania pokazują, jak ważną rolę odgrywają we współczesnej nauce tzw. naukowcy społecznościowi. Zdjęcia, o których mówi Paxton, zostały dostarczone właśnie przez amatorów, głównie za pośrednictwem witryny działającej w ramach programu Spot A Shark USA. Ten obszar nazywany jest Cmentarzem Atlantyku, tam leżą setki wraków. My, jako naukowcy, nie jesteśmy w stanie obserwować ich wszystkich. Fakt, że amatorzy nurkowania i inni społecznościowi naukowcy biorą ze sobą aparaty i przesyłają nam zdjęcia, znacznie zwiększa nasze możliwości badawcze, dodaje uczona. Każdy tawrosz piaskowy ma na skórze unikatowy wzorzec brązowych plam, po których można go jednoznacznie zidentyfikować. To znakomicie ułatwia pracę. Paxton i jej koledzy przeanalizowali dostarczone im zdjęcia, z których najstarsze pochodziły z roku 2007, i stwierdzili, że sześć samic wraca do tych samych wraków lub do wraków w pobliżu w przedziałach czasowych rozciągających się od 1 do 72 miesięcy. Po raz pierwszy udało się nam udokumentować przywiązanie tawrosza do konkretnego habitatu na wodach wzdłuż Wschodniego Wybrzeża. Autorzy wcześniejszych badań wykazali podobne zachowania wzdłuż wybrzeży Australii, Afryki oraz u ujścia rzek do Zatoki Delaware. Odkrycie u wybrzeży Karoliny Północnej wpisuje się w globalny schemat, wyjaśnia Paxton. Uczona nie wyklucza, że podobną wierność miejscu mogą wykazywać też samce, jednak dotychczas na fotografiach nie znaleziono dowodu na takie zachowania. Może się to zmienić, jeśli naukowcy będą dysponowali większą liczbą fotografii. Ddzięki współpracy z Spot A Shark USA amatorzy nurkowania stali się społecznościowymi naukowcami i dostarczli nam danych niezbędnych do pogłębienia naszej wiedzy, stwierdził współautor badań Hap Fatzinger, dyrektor North Carolina Aquarium. « powrót do artykułu
  20. Związki z owoców czarnego bzu mogą hamować wnikanie i replikację wirusów grypy w ludzkich komórkach, a także wzmacniać reakcję immunologiczną na patogeny. Antygrypowe właściwości czarnego bzu są znane od dawna. Australijski zespół postanowił jednak uszczegółowić wiedzę na ten temat i przeprowadzić obszerną analizę mechanizmów działania fitozwiązków, a szczególnie głównej substancji czynnej: cyjanidyno-3-glukozydu (ang. cyanidin 3-glucoside, cyn 3-glu). Nasze badanie pokazało, że czarny bez wykazuje silny bezpośredni wpływ na wirusy grypy. Hamuje wczesne fazy zakażenia, blokując kluczowe białka [glikoproteiny] odpowiedzialne za przyłączanie się i wnikanie do komórek gospodarza - tłumaczy dr Golnoosh Torabian z Uniwersytetu w Sydney. Podczas eksperymentów naukowcy zastosowali ekstrakty pozyskiwane z czarnego bzu z upraw. Dodawano je do komórek przed, w czasie i po zakażeniu wirusami grypy. Okazało się, że czarny bez jest lekkim inhibitorem wnikania wirusów grypy do komórek. Znacznie silniejszy wpływ zaobserwowano w fazie poinfekcyjnej. To spostrzeżenie było dość zaskakujące i raczej istotne, bo blokowanie cyklu wirusa na kilku etapach daje większe szanse na zahamowanie infekcji wirusowej - podkreśla dr Peter Valtchev. Dodatkowo ustaliliśmy, że roztwór stymuluje komórki do uwalniania cytokin [które zapewniają komunikację między różnymi komórkami odpornościowymi i koordynują ich odpowiedź na patogeny] - dodaje prof. Fariba Deghani. Wg autorów raportu z Journal of Functional Foods, wzrastała ekspresja interleukin 6 i 8 (IL-6 oraz IL-8), a także czynnika martwicy nowotworu (TNF). Cyn 3-glu działała podobnie jak ekstrakt na wirusy, nie zaobserwowano jednak wpływu na ekspresję cytokin. « powrót do artykułu
  21. Niezwiązany z wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV) rak szyjki macicy jest bardziej agresywny. Hiszpańscy naukowcy podkreślają, że HPV-negatywny rak szyjki macicy jest stosunkowo rzadki. Niestety, często diagnozuje się go na bardziej zaawansowanych etapach z przerzutami do węzłów chłonnych. Stąd ograniczona przeżywalność. Główna przyczyna raka szyjki macicy to zakażenie wirusem brodawczaka ludzkiego (zwłaszcza o pewnym genotypie). Niewielki odsetek przypadków to jednak zmiany HPV-negatywne. Zespół badacza i patologa Jaume Ordiego z ISGlobal analizował guzy 214 kobiet ze zdiagnozowanym rakiem szyjki macicy. Były one hospitalizowane w Szpitalu Klinicznym w Barcelonie między 2012 a 2015 r. Ich losy śledzono przez 5 lat. Za pomocą wrażliwego testu bazującego na amplifikacji kwasów nukleinowych ustalono, że 10% przypadków (21) to zmiany HPV-negatywne. Kobiety z tym typem guza częściej diagnozowano na bardziej zaawansowanych etapach choroby wg FIGO (Międzynarodowej Federacji Ginekologów i Położników): 19/21 (91%) vs. 110/193 (57%). Pacjentki te cechował również wyższy wskaźnik przerzutów do węzłów chłonnych: 14/21 (67%) vs. 69/193 (36%). Ich średni czas przeżycia bez objawów choroby (ang. disease-free survival, DSF) okazał się o połowę krótszy niż u pacjentek HPV-dodatnich i wynosił 59,8 miesiąca, w porównaniu do 132,2 miesiąca. Podobnie było z przeżyciem całkowitym: 77 miesięcy vs. 153,8 miesiąca. Autorzy publikacji z pisma Modern Pathology dodają, że guzy HPV-negatywne częściej były rakami niepłaskonabłonkowymi (non-squamous): 9/21 (43%) vs. 37/193 (19%). Rezultaty potwierdzają wyniki naszych wcześniejszych badań na mniejszych próbach, [...] że guzy HPV-negatywne reprezentują bardziej agresywny typ raka z gorszymi prognozami, co należy uwzględnić, planując terapię takich pacjentek - podsumowuje Ordi. « powrót do artykułu
  22. Utrata pamięci i funkcji poznawczych u osób po wstrząsie septycznym to wynik działania cukru, który w przebiegu wstrząsu jest uwalniany do krwiobiegu i dostaje się do mózgu. Ten cukier dostaje się do hipokampa, w którym nie powinien się znajdować - podkreśla Robert Linhardt, profesor biokatalizy oraz inżynierii metabolicznej z Rensselaer Polytechnic Institute. Uważamy, że to prowadzi do przebudowy obwodów tej struktury i powoduje utratę pamięci. Obwody neuronalne są [...] uszkadzane albo nieprawidłowo łączone. Wstrząs septyczny to forma sepsy, czyli specyficznej reakcji organizmu na zakażenie. Jak podkreślają Amerykanie, 1/3 osób hospitalizowanych z powodu sepsy przejdzie wstrząs septyczny, z czego połowa umrze. W 2016 r. zespół, w którego skład wchodził m.in. Linhardt, opracował prosty, ale bardzo dokładny test pozwalający stwierdzić, czy pacjent we wstrząsie septycznym wyzdrowieje, czy umrze. Test z moczu pozwala ustalić stężenie glikozaminoglikanów (GAG), czyli polisacharydów, które zwykle powlekają komórki wyściełające naczynia krwionośne oraz inne powierzchnie w organizmie. Podczas wstrząsu septycznego ciało "zrzuca" fragmenty tych wielocukrów. Naukowcy zauważyli, że wyższe ich poziomy są prognostykiem śmierci. W dalszej kolejności ekipa postanowiła sprawdzić, czy istnieje związek między tymi wielocukrami i starzeniem umysłowym występującym po wstrząsie. Badanie, którego wyniki ukazały się w lutowym wydaniu Journal of Clinical Investigations, wykazało, że w czasie wstrząsu septycznego fragmenty pewnego glikozaminoglikanu - siarczanu heparanu - pokonywały barierę krew-mózg i dostawały się do hipokampa, regionu mózgu kluczowego m.in. dla funkcji pamięciowych. Dowody wskazywały, że siarczan heparanu może się wiązać z neurotroficznym czynnikiem pochodzenia mózgowego (ang. brain-derived neurotrophic factor, BDNF), który odgrywa kluczową rolę w hipokampalnym długotrwałym wzmocnieniu synaptycznym (ang. long-term potentation, LTP), a więc procesie odpowiedzialnym za tworzenie pamięci przestrzennej. Naukowcy stwierdzili także, że wyższa zawartość siarczanu heparanu w osoczu pacjentów przyjętych na oddział intensywnej opieki medycznej poprzedzała problemy poznawcze wykrywane 2 tygodnie po wypisie. By zyskać całkowitą pewność, Amerykanie chcieli jednak udokumentować losy siarczanu heparanu. By dobrze go "widzieć" w morzu innych cukrów z krwiobiegu, zespół Linhardta musiał zsyntetyzować siarczan heparanu oznakowany stabilnym izotopem węgla. Później wystarczyło przetestować postawioną hipotezę. Badania prowadzono na myszach. Okazało się, że u zdrowych gryzoni w ciągu 20 min 100% oznakowanego siarczanu ulegało wydaleniu z moczem. Nic nie trafiało do mózgu. U myszy ze wstrząsem niewielkie ilości otagowanego siarczanu trafiały jednak do hipokampa. Teraz znamy przyczynę problemów poznawczych związanych ze wstrząsem. To nam daje jasno określony cel terapeutyczny; potrzebujemy czegoś, co wiąże się z cukrem i go usuwa albo enzymu, który przekształca glikozaminoglikan w związek nieuszkadzający funkcji poznawczych. « powrót do artykułu
  23. Sztuczna inteligencja pomaga w diagnozowaniu stresu pourazowego (PTSD) u weteranów, analizując ich głos. W najnowszym numerze pisma Depression and Anxiety doniesiono, że opracowany na Uniwersytecie Nowojorskim (NYU) system sztucznej inteligencji potrafi z 89-procentową trafnością odróżnić osoby z PTSD od osób zdrowych. Wyniki naszych badań wskazują, że cechy charakterystyczne mowy mogą zostać wykorzystane do zdiagnozowania choroby. Chcemy by w najbliższej przyszłości nasz system, po jego udoskonaleniu i uzyskaniu odpowiednich zgód, trafił do codziennej praktyki klinicznej, mówi jeden z głównych autorów badań, dziekan Wydziału Psychiatrii, profesor Charles R. Marmar. Szacuje się, że ponad 70% dorosłych doświadcza w jakimś momencie życia traumy, a odsetek osób z PTSD jest w niektórych krajach szacowany nawet na 12% dorosłej populacji. Osoby cierpiące na zespół stresu pourazowego doświadczają, gdy zetką się z bodźcem przypominającym o traumie, silnego trwałego stresu. PTSD diagnozuje się podczas wywiadu klinicznego, jednak jest to metoda podatna na błędy. Dlatego też specjaliści od dawna poszukują obiektywnego fizycznego markera PTSD. Jego znalezienie nie jest jednak łatwe. Autorzy najnowszych badań stworzyli algorytm wykorzystujący metodę nauczania random forest, która pozwala klasyfikować np. osoby na podstawie dostępnych przykładów. W ten sposób, działając najpierw na treningowej bazie danych, sztuczna inteligencja udoskonala swoje modele i metody podejmowania decyzji. Najpierw naukowcy nagrali standardowy wielogodzinny wywiad diagnostyczny CAPS (Clinician-Administered PTSD Scale). Zarejestrowano wywiady z 53 weteranami z Iraku i Afganistanu, u których stwierdzono PTSD oraz z 78 weteranami, u których choroba nie występowała. Następnie materiał dźwiękowy został przetworzony przez oprogramowanie firmy SRI International, tej samej, która opracowała apple'owską Siri, a program wyodrębnił z nagrań 40 526 cech, które następnie były analizowane pod kątem występowania wzorców. Sztuczna inteligencja była w stanie powiązać poszczególne cechy z PTSD. Były wśród nich na przykład mniej wyraźna mowa czy pozbawiony życia metaliczny ton głosu. Wcześniej wiedziano o tych dwóch cechach, ale były one jedynie anegdotycznie uznawane za pomocne w diagnostyce. Diagnoza PTSD na podstawie głosu może o tyle mieć uzasadnienie, że teoria dotycząca przyczyn zespołu stresu pourazowego mówi, iż traumatyczne wydarzenia zmieniają połączenia między neuronami odpowiedzialnymi za przetwarzanie emocji i oraz za napięcie mięśniowe, co może wpływać na sposób artykulacji. Mowa jest atrakcyjnym kandydatem dla automatycznego systemu diagnostycznego, gdyż może być ona mierzona i badana w sposób tani, nieinwazyjny i zdalny, mówi główny autor badań, profesor Adam D. Brown. Możliwości analizy głosu stosowane w obecnych badaniach nad PTSD pokrywają się z możliwościami naszem platformy analitycznej SenSay Analytics. Oprogramowanie to analizuje słowa, częstotliwość, rytm, ton oraz cechy charakterystyczne artykulacji i na tej podstawie wyciąga wnioski co do stanu mówiącego, w tym co do jego stanu emocjonalnego, uczuciowego, poznawczego, zdrowotnego, zdrowia psychicznego i zdolności komunikacyjnych, dodaje Dimitra Vergyri z SRI International. « powrót do artykułu
  24. KopalniaWiedzy.pl

    Rekordowy lęg wśród kakapo

    Pojawiła się nadzieja na ocalenie kakapo, niezwykłych nielotnych papug z Nowej Zelandii. Jak poinformował krajowy Departament Ochrony Środowiska, w bieżącym roku wykluło się rekordowo dużo młodych kakapo. Ta nocna papuga, która porusza się po ziemi charakterystycznym kołyszącym krokiem, była w przeszłości najbardziej rozpowszechnionym ptakiem Nowej Zelandii. Obecnie zyje jedynie 147 dorosłych osobników, które przeniesiono na kilka bezludnych wysepek. Kakapo składają jaja co 2 do 4 lat, wyłącznie w latach, kiedy owocuje drzewo Rimu (Dacrydium cupressinum). W bieżącym roku wykluło się aż 76 młodych, a eksperci mają nadzieję, że 60 z nich dotrwa do wieku dorosłego. Kakapo znalazły się na skraju zagłady przez polowania, utratę habitatów i wprowadzenie przez Europejczyków inwazyjnych drapieżników. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku sądzono, że kakapo wyginęły, okazało się jednak, że przetrwały one na Wyspie Stewarta. W 1977 znano jedynie 18 kakapo. Nowa Zelandia rozpoczęła bardzo ambitny program odbudowy populacji. Niewykluczone, że to najbardziej intensywnie prowadzony program jakiegokolwiek gatunku na świecie. Papugi kilkukrotnie przenoszono na wyspy, gdzie tworzono dla nich jak najlepsze warunki. Zwierzęta są karmione specjalną dietą, która ma zwiększyć szanse na udany rozród. Każde z gniazd kakapo wyposażono w kamery, czujniki na podczerwień, urządzenia odstraszające drapieżniki i ogrzewające jajo, gdy samica opuszcza gniazdo. Każda z papug ma nadajnik, imię, a jej losy są śledzone. Jedna z kakapo, ptak imieniem Sirocco, podróżuje po kraju i zwiększa wśród obywateli świadomość dotyczącą potrzeby zachowania gatunku. Ludzie je kochają. One nie zachowują się jak ptaki, a trochę jak ludzie. Nawet wyglądają jak zrzędliwy starszy człowiek i każda z nich ma inną osobowość, mówi doradca naukowy Departamentu Ochrony Przyrody, doktor Andrew Digby. Zdaniem uczonego, w zwiększeniu liczby narodzin wśród kakapo mogło pomóc globalne ocieplenie, dzięki któremu pojawiła się obfitość owoców Rimu. Wiele samic kakapo złożyło jaja wcześniej, a niektóre zrobiły to dwukrotnie. Celem Departamentu Ochrony Środowiska jest zwiększenie liczby kakapo do co najmniej 500 ptaków. Wraz z każdym sezonem lęgowym specjaliści coraz bardziej się wycofują z życia papug i coraz mniej intensywnie dbają o gatunek.   « powrót do artykułu
  25. Last week
  26. Delor

    Lokalne epidemie odry coraz bardziej martwią ekspertów

    i jednocześnie @Andrzej Konopko Tego typu opinie raczej nie zachęcają do merytorycznych dyskusji. Z fanatykami ciężko się rozmawia.
  27. Jajcenty & co. ZA to nie gruźlica, to nie jest zero-jedynkowe. Porównałem to do wektora w nD różnych składowych. Waźny jest wektor w całości. Podobnie zresztą jak w innych przypadkach. I nie zaraża się tym jak gruźlicą w dowolnym wieku. Zaczyna się to w dzieciństwie, późniejsze zycie może wiele elementów maskować lub modyfikować. Akurat moje dzieciństwo było typowo aspergerowe, chociaż nie był to jakiś przypadek skrajny. Ale byłem wystarczającym dziwolągem, żeby trafić na badania kiedy miałem sześć czy siedem lat. Nie znam wyników, wiem tyle, że nie było zalecenia "zatłuc natychmiast", bo jakoś żyję Drugi raz polazłem sam, kiedy miałem koło 20. Chciałem sprawdzić czy to ja mam tak narąbane, czy może świat. Wyszło na remis mniej więcej, tyle że ja dostałem konkretną diagnozę, a świat tylko ogólną Testowanie było fajne, trwalo cały dzień - po każdym kolejnym teście pani psycholog miała coraz dziwniejszą minę i sięgała głębiej do szuflady po następny... skończyło się na teście przeznaczonym dla niereformowalnej recydywy W sumie zostałem wpakowany do worka "socjopaci i inni tacy", bo ZA zostało zdefiniowane 20 lat później (1994). Przyznać muszę, że pani psycholog byłą naprawdę dobra w swoim fachu - przyszłość praktycznie w całości potwierdziła jej przewidywania. Oczywiście nie dotyczyło to szczegółów, na które mogą mieć wpływ czynniki losowe, ale co do reszty... dosłownie "prorok jakiś, czy cóś" Później, po 2000 miałem potwierdzenie ZA od pewnego dosyć znanego psychoterapeuty, z który wdałem się w bardzo interesujący "pojedynek" Ale to osobna historia. To co wczoraj opisałem, to oczywiście tylko kilka oderwanych elementów, które u normalsów też mogą w różnym stopniu istnieć. Całość jest dużo bardziej skomplikowana. Wracając do "upośledzenia" - bo ja wiem... coś się traci, coś zyskuje. To co się traci znam tylko z opisów i obserwacji, co zyskuje, z własnego doświadczenia. Czy bym się zamienił z normalsem? Raczej nie. Z ZA (przynajmniej w takiej formie jak u mnie) chyba jest ciekawiej, chociaż dla otoczenia bywa to dosyć trudne. Dla aspergerowca zresztą też, ale jemu na ogół łatwiej, bo obserwuje innych ludzi trochę jak rybki w akwarium i łatwo przechodzi na swoją stronę szyby... Najlepiej dla wszystkich, kiedy po swojej stronie zostaje, ale nie zawsze się to udaje (tunelowanie? ).
  28. Niee, w ogóle nie czytałem. Otworzyłem tylko linka, aby sprawdzić czy to nie jest jakiś spam itp. Wzmiankę o sensie oparłem jedynie na tytule w linku i początkowych zdaniach. Pierwotnie chciałem napisać Ci, byś mimo wszystko nieobiektywnie nie oceniał tez gościa przez pryzmat tego, że jakiś autor tego artykułu/opracowania zilustrował go nieadekwatną grafiką (zadałem sobie trud wyszukania w Google Images prawdziwego oblicza) i szukałem kto jest tego autorem — jednak okazało się, że sam ów dr i wtedy rzucił mi się w oczy wyżej wspomniany dopisek.
  1. Load more activity
×