Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Gdy starsi ludzie pozostają fizycznie aktywni, w ich mózgach znajduje się więcej protein tworzących połączenia pomiędzy neuronami. Dzięki temu, zachowują tez sprawność umysłową. Zwiększoną ilość wspomnianych białek zaobserwowano podczas autopsji nawet w mózgach osób, które były pełne toksycznych protein powiązanych z chorobą Alzheimera i innymi chorobami neurodegeneracyjnymi. "Jako pierwsi wykorzystaliśmy tego typu dane, by wykazać, że regulacja protein w synapsach jest powiązana z aktywnością fizyczną i to właśnie ona może być przyczyną pozytywnych skutków ćwiczeń fizycznych w starszym wieku, które możemy obserwować", powiedziała główna autorka badań, profesor Kaitlin Casaletto z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco (UCSF). Badania Casaletto i jej grupy opierały się na danych pozyskanych w ramach Memory and Aging Project prowadzonego na Rush University w Chicago. W ramach tego projektu śledzono poziom aktywności fizycznej u starszych ludzi, którzy zgodzili się oddać po śmierci swoje mózgi do badań. Dlatego też uczeni z UCSF mogą pochwalić się przeprowadzeniem wyjątkowych badań na ludziach. Dotychczas bezpośredni związek pomiędzy aktywnością fizyczną a zdolnościami poznawczymi mogliśmy obserwować w ten sposób na myszach. Utrzymanie stabilnych połączeń pomiędzy neuronami może być kluczowym elementem ochrony przed demencją. To synapsy są tym miejscem, które decydują o naszych zdolnościach poznawczych. A utrzymanie aktywności fizycznej, co jest bardzo łatwe, może pomóc w poprawieniu funkcjonowania synaps, stwierdza Casaletto. Naukowcy nie tylko zauważyli, że dzięki aktywności fizycznej poprawia się jakość synaps, ale – ku ich zdumieniu – okazało się, że dobroczynne skutki wykraczają daleko poza hipokamp i dotyczą też innych obszarów mózgu. "Być może aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na cały mózg, wspierając i utrzymując prawidłowe funkcjonowanie protein odpowiedzialnych za wymianę sygnałów między synapsami", dodaje współautor badań, profesor William Honer z University of British Columbia. W mózgach większości osób starszych dochodzi do akumulacji białek tau i beta-amyloidu. To toksyczne proteiny powiązane z chorobą Alzheimera. Obecnie uważa się, że najpierw pojawia się beta-amyloid, a następnie tau i dochodzi do uszkodzeń synaps oraz neuronów. Casaletto już podczas wcześniejszych badań zauważyła, że u starszych osób z bardziej spójnymi połączeniami między synapsami – niezależnie od tego, czy badania były wykonywane z płynu mózgowo-rdzeniowego pobranego od żywych pacjentów, czy na podstawie autopsji mózgu – toksyczne działanie beta-amyloidu i białek tau było osłabione. Uczona podsumowuje, że biorąc pod uwagę oba wspomniane badania, widać, jak ważne jest utrzymywanie aktywności fizycznej w starszym wieku. « powrót do artykułu
  3. Zajrzałem do artykułu ( https://www.science.org/doi/10.1126/sciadv.abk3160 ) - wygląda na po prostu wzbudzanie molekuł we wnęce ... "baterię" w której >90% energii zamieniane jest w ciepło (?), chyba wolę kondensator. ps.
  4. Yesterday
  5. Literówka. Szczerze to mam już jakieś omamy i przeczytałem o superaborcji. Ratunku kaczki rzucają mi się na mózg.
  6. Pani Zuzanna Ptak z Koniakowa wykonała z córkami i wnuczką największą serwetę koniakowską. Szesnastego stycznia imponujące osiągnięcie zostało zatwierdzone przez polskie Biuro Rekordów. Serweta ma średnicę 5,32 m. Przed przyszyciem do czarnego materiału i nakrochmaleniem jej waga wynosiła 5 kg 550 g. Podczas 4-miesięcznego dziergania koronczarki zużyły 61 km nici (11 kłębków). Wspólne heklowanie Pani Zuzanna jest poważaną w Koniakowie koronczarką, zdobywczynią Nagrody Oskara Kolberga. Nad serwetą pracowały z nią córki Danuta Juroszek i Wiesława Juroszek, a także wnuczka Anna Juroszek. Jak podkreślono na profilu facebookowym Centrum Koronki Koniakowskiej, przy obróbce niestrudzenie pomagały znajome koronczarki, rodzina, przyjaciółki, uczennice pani Zuzanny. Na serwetę składa się 3338 motywów roślinnych, tzw. kwiotków. Szczególnym motywem jest orzeł (godło Polski). To znak rozpoznawczy pani Zuzanny. Ten motyw wykonywała już nieraz na szczególne upominki. Można powiedzieć, że to jej ukryta sygnatura – nawiązująca do jej nazwiska Ptak. [...] Jest to zarazem [...] symbol polskości, z którą związana jest koronka koniakowska. Orzeł sprawia, że gdziekolwiek koronka będzie prezentowana, będzie identyfikowana z krajem, w którym jest wykonywana. Orzeł to także symbol zwycięstwa, wolności, rozpostarcia skrzydeł do lotu. Tak samo nasza rekordowa serweta jest już w pełni gotowa do wylotu do Dubaju, gdzie będzie z pewnością jedną z głównych atrakcji światowej wystawy Expo 2020 Dubai - podkreśliła Lucyna Ligocka-Kohut, prezes Fundacji Koronki Koniakowskie, a zarazem koordynatorka i inicjatorka pobicia rekordu. Koniakowskie rekordy Po przedstawieniu historii dzieła przyszedł czas na oficjalne pomiary. Dokonała ich Paulina Plenzler z Biura Rekordów. Koniec końców na ręce pani Zuzanny wręczono certyfikat dla Fundacji Koronki Koniakowskie (to ona jest właścicielką serwety). Dokument poświadczał, że 16 stycznia w Istebnej ustanowiono Rekord Polski w kategorii "największa wyszydełkowana koronka". Warto przypomnieć, że koniakowskie koronczarki już wcześniej podejmowały wyzwania. Na witrynie Centrum Koronki Koniakowskiej można przeczytać, że gigantyczna serweta zgłoszona do Księgi rekordów Guinnessa powstała w 5 miesięcy - od kwietnia do sierpnia 2013 r. - w domu koronczarki Marty Haratyk, która zaprojektowała całość i tworzyła ją wspólnie z córkami Danutą Krasowską, Renatą Krasowską, Mariolą Legierską i przyjaciółką Urszulą Rybką. Wszystkie panie to mieszkanki Koniakowa. Serweta o średnicy 5 m obejmowała ponad 8 tys. motywów, układających się w 20 rzędów. Wykonano ją z przeszło 50 km bawełnianych nici. Przygotowania do Expo 2020 Od 26 stycznia do 3 lutego br. na Expo 2020 w Dubaju będzie prezentowana czasowa wystawa województwa śląskiego. Z tej okazji wraz ze 150 koronczarkami z Koniakowa Lucyna Ligocka-Kohut przygotowała liczne koronkowe serwety i inne wyroby, a także kolekcję 20 kreacji. « powrót do artykułu
  7. Ludzie latają w kosmos od kilkudziesięciu lat i od samego początku specjaliści badają skutki zdrowotne pobytu w przestrzeni kosmicznej. Wiemy, że długotrwałe przebywanie w stanie nieważkości prowadzi do osłabienia mięśni i kości, a niedawne badania sugerują, iż uszkadza również mózg. Teraz, dzięki badaniom finansowanym przez Kanadyjską Agencję Kosmiczną, dowiedzieliśmy się też, dlaczego astronauci cierpią na anemię. Dotychczas sądzono, że anemia kosmiczna to skutek szybkiej adaptacji organizmu do warunków związanych z przemieszczeniem się płynów do górnej części ciała. W procesie tym astronauci tracą około 10% płynu z naczyń krwionośnych. Sądzono, że w wyniku tego procesu dochodzi do spadku liczby czerwonych krwinek oraz że organizm przystosowuje się do nowej sytuacji w ciągu około 10 dni. Okazało się jednak, że przyczyna jest zupełnie inna. Doniesienia o kosmicznej anemii sięgają czasów pierwszych załogowych wypraw w kosmos. Jednak dotychczas nie wiedzieliśmy, co jest przyczyną jej występowania. Nasze badania pokazały, że już w momencie znalezienia się w przestrzeni kosmicznej organizm przyspiesza proces niszczenia czerwonych krwinek i przyspieszone tempo utrzymuje się przez całą misję, mówi główny autor badań, doktor Guy Trudel z University of Ottawa. Podczas pobytu na Ziemi nasz organizm tworzy i niszczy około 2 milionów czerwonych krwinek na sekundę. Naukowcy z Ottawy odkryli, że w czasie pobytu w kosmosie niszczonych jest około 3 milionów krwinek na sekundę. Posiadanie mniejszej liczby krwinek nie jest problemem w warunkach nieważkości, jednak gdy wylądujesz na Ziemi, innej planecie czy księżycu, gdzie masz do czynienia z grawitacją, anemia oznacza mniejszą liczbę energii, mniejszą wytrzymałość i siłę. A to może zagrażać powodzeniu misji. Kanadyjczycy zaprzęgli do badań 14 astronautów. Mierzyli zawartość tlenku węgla w wydychanym przez nich powietrzu. Jedna molekuła CO powstaje ze zniszczenia jednej molekuły hemu, czerwonego barwnika krwi. Na tej podstawie mogli oszacować tempo niszczenia komórek krwi podczas pobytu człowieka w przestrzeni kosmicznej. Uczeni nie badali produkcji czerwonych ciałek w kosmosie, ale przyjęli, że i ona musiała się zwiększyć. Gdyby bowiem tak nie było, każdy astronauta cierpiałby na ciężką anemię. Tymczasem wśród 13 astronautów, którym po powrocie na Ziemię pobrano krew, anemię miało 5. Dalsze badania pokazały, że anemia ta całkowicie ustępuje w ciągu 3-4 miesięcy po powrocie na Ziemię. Co ciekawe, gdy zbadano astronautów rok po zakończeniu misji, okazało się, że ich organizmy wciąż niszczą o 30% czerwonych krwinek więcej, niż przed misją. To zaś sugeruje, że w przestrzeni kosmicznej wystąpiły jakieś długotrwałe zmiany kontroli poziomu czerwonych ciałek krwi. Stwierdzono również, że im dłuższy pobyt w kosmosie, tym poważniejsza anemia. Badania kanadyjskich naukowców oznaczają, że przy planowaniu długotrwałych misji kosmicznych, z pobytem na Marsie i Księżycu, należy brać pod uwagę kwestię anemii i zastanowić się, jak jej zapobiegać. Można próbować to zrobić na przykład poprzez odpowiednią dietę. Nie wiemy też, jak długo po misji utrzymuje się stan, w którym dochodzi do podwyższonego tempa niszczenia czerwonych krwinek. « powrót do artykułu
  8. Ściśle mówiąc, równie dobrze może się okazać, że dla nich złoto i diamenty są tanie jak barszcz, bo ich możliwości techniczne pozwalają np. każdemu bez problemu wykopać sobie w ogródku tyle diamentów, ile zechce: https://kopalniawiedzy.pl/diament-Ziemia-kraton,28498 Na Ziemi tak było z solą, gdzieś tam w średniowieczu była bardzo cenna, a obecnie... wiadomo. Ale to tylko "szczegół". Dla mnie dużo ważniejszą sprawą jest to, że nie wydaje mi się, żeby cena czegoś wynikała z unikalności. Ani z niczego co można by określić jakimś jednoznacznym kryterium. Po prostu ludzkie decyzje są w wielu sytuacjach są w gruncie rzeczy absurdalne, oparte na jakichś przypadkowych "wymysłach", impulsach, zachciankach, modzie, wygodnictwie (które czasem bywa np. szkodliwe dla zdrowia, a i tak się tym nie przejmują), snobizmie, autosugestii, czy nawet manipulacji (w biznesie jest coś takiego jak "stwarzanie potrzeb", czyli w gruncie rzeczy przekonywanie klientów, że potrzebują nowo wymyślonego produktu, bez którego ludzie się do tej pory obywali) i wielu innych sprawach. Być może (w najlepszym przypadku dla tezy, że chodzi o unikalność) unikalność jest "warunkiem koniecznym", żeby cena była wysoka, ale co z tego? Pewien artysta konceptualny sprzedawał swoje kupy w puszkach (https://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3wno_artysty), nabywcy kupowali te puszki za ciężkie pieniądze, dlatego, że to były jego kupy, czyli Piera Manzoniego, a nie jakiegoś przeciętnego Jana Kowalskiego, więc warunek unikalności jest spełniony, niemniej jednak mogę nadal uważać, że to były zakupy "absurdalne". Proszek z rogów nosorożców jest cenny (i uważany przez Azjatów za środek leczniczy), bo jest unikalny/trudno dostępny, ale kupy nosorożców też mają dużą unikalność (bo jak nosorożców jest mało to i kup jest mało), niemniej jednak nie ma chętnych do ich kupowania (a bez trudu można sobie wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której ludzie wierzą, że to odchody mają moc leczniczą, a nie rogi i rogów nikt kupować nie chce). Antymateria ma b. dużą unikalność (i cenę podobno też, widziałem gdzieś zestawienie najdroższych substancji na Ziemi, antymateria na pierwszym miejscu), ale nie sądzę, żeby jacyś obrzydliwie bogaci miliarderzy pragnęli przechowywać ją w domu jako cenny eksponat. Każdy płatek śniegu jest inny, jednak nigdzie nie wykształciła się tradycja, żeby przechowywać niechby nawet pojedyncze płatki śniegu "bo drugi raz taki sam się nie powtórzy", (a można sobie wyobrazić alternatywną rzeczywistość, w której są przechowywane). I tak dalej i tak dalej. Część decyzji, jakie podejmują ludzie, wynika z potrzeby zadbania o własną egzystencję, a gdy egzystencja nie jest zagrożona, to ludzie wytwarzają jakieś "fanaberie", czyli "kulturę" (i część z tej "kultury" się ostaje jako coś chyba pożytecznego, a część odpada i po kilku wiekach ludzie się z tego śmieją). Więc jak dla mnie po pierwsze z tego wynika, że trzeba umieć zachować jakiś dystans do wszystkich "wynalazków", a z drugiej strony, nie bardzo rozumiem, dlaczego wybiórczo się koncentrować np. na byciu przeciw krypto a akceptować inne. Ja tam bym dużo bardziej przywiązywał wagę do użyteczności różnych towarów, a nie na "wartości" wytworzonej przez wyobrażanie sobie czegoś dodatkowego, ale trzeba jakoś żyć w tym społeczeństwie, jakie jest, a ono jest od dawna przesiąknięte jakimiś "wytworami umysłu".
  9. Trzy nowo odkryte egzoplanety znajdują się na krawędzi zagłady – informują naukowcy z Instytutu Astronomii University of Hawai'i. Gazowe olbrzymy, zauważone po raz pierwszy przez teleskop kosmiczny TESS, znajdują się na jednych z najbardziej ciasnych znanych nam orbit. Jedna z nich, TOI-2337b, jest tak blisko swojej gwiazdy, że zostanie przez nią zniszczona za mniej niż milion lat. Żadnej innej znanej nam egzoplanety nie czeka tak szybka zagłada. Takie badania są kluczowe dla zrozumienia ewolucji układów planetarnych. Dają nam one nowy wgląd na planety zbliżające się do kresu życia, bezpośrednio przed pochłonięciem ich przez gwiazdę, mówi główny autor badań, Samuel Grunblatt z Amerykańskiego Muzeum Historii Naturalnej. Naukowcy szacują, że masa wspomnianych egzoplanet wynosi od 0,5 do 1,7 masy Jowisza, a ich średnice to od nieco mniejszej od średnicy Jowisza, po 1,6 jego średnicy. Istnieją też znaczne różnice w gęstości planet, a wszystko to wskazuje na różne ich pochodzenie. Uczeni sądzą, że ich odkrycie to dopiero czubek góry lodowej. Dzięki takim systemom jak TESS spodziewamy się znaleźć setki, a nawet tysiące takich systemów planetarnych, co pozwoli nam poznać nowe szczegóły na temat interakcji planet pomiędzy sobą czy ich migracji w kierunku gwiazdy macierzystej, dodaje jeden z autorów badań, Nick Saunders. Wspomniane trzy planety zostały zaobserwowane przez teleskop TESS w roku 2018 i 2019. Grunblatt i jego zespół wykorzystali następnie Obserwatorium Keck na Hawajach, by potwierdzić istnienie egzoplanet i poznać szczegóły na ich temat. Obecnie obowiązujące modele przewidują, że planety powinny zbliżać się do swoich gwiazd, szczególnie w ciągu ostatnich 10% czasu życia gwiazdy. W miarę zbliżania się planety coraz bardziej powinny się nagrzewać, co spowoduje rozszerzanie się ich atmosfer. Z tych samych modeli wynika, że zbliżające się do gwiazdy planety będą jednocześnie zbliżały się do siebie, co zwiększa i ryzyko kolizji i ryzyko zdestabilizowania całego układu planetarnego. Autorzy odkrycia sugerują jednocześnie, że jednej z planet – TOI-4329 – powinien przyjrzeć się Teleskop Kosmiczny Jamesa Webba (JWST). Może on zauważyć w jej atmosferze ewentualne ślady wody lub dwutlenku węgla. Jeśli by je znalazł, specjaliści mogliby więcej powiedzieć na temat ewolucji tej planety. « powrót do artykułu
  10. Historia naszej planety, to historia 4,5 miliarda lat schładzania się. Dzięki temu, że Ziemia stygnie, uformowała się jej sztywna skorupa i mogło powstać życie. Jednocześnie dzięki temu, że nie wystygła, istnieją takie procesy jak tektonika płyt i wulkanizm. Gdy wnętrze planety wystygnie, te kluczowe procesy zatrzymają się. Nie wiemy jednak, jak szybko nasza planeta się wychładza i kiedy procesy przebiegające w jej wnętrzu zatrzymają się. Odpowiedzią na te pytania może dać zbadanie przewodnictwa cieplnego minerałów znajdujących się na granicy między jądrem a płaszczem Ziemi. To bardzo ważne miejsce, w którym lepkie skały mają bezpośredni kontakt z płynnym zbudowanym głównie z niklu i żelaza zewnętrznym jądrem. Gradient temperatury pomiędzy jądrem zewnętrznym a płaszczem jest bardzo duży, zatem potencjalnie może tam przepływać sporo ciepła. Warstwa graniczna zbudowana jest głownie z bridgmanitu. Profesor Motohiko Murakami ze Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego w Zurichuy (ETH Zurich) wraz z naukowcami z Carnegie Institute for Science opracowali złożony system pomiarowy, który pozwolił im na wykonanie w laboratorium oceny przewodnictwa cieplnego bridgmanitu w warunkach ciśnienia i temperatury, jakie panują we wnętrzu Ziemi. Wykorzystali przy tym niedawno opracowaną technikę optycznego pomiaru absorpcji diamentu podgrzewanego impulsami laserowymi. Dzięki tej nowej technice wykazaliśmy, że przewodnictwo cieplne bridgmanitu jest około 1,5-razy większe niż się przyjmuje, mówi profesor Murakami. To zaś wskazuje, że przepływ ciepła pomiędzy jądrem a płaszczem jest większy. A większy przepływ ciepła oznacza, że konwekcja w płaszczu zachodzi szybciej i Ziemia szybciej się ochładza. Tektonika płyt może więc w rzeczywistości spowalniać szybciej, niż się obecnie przyjmuje. Grupa Murakami wykazała jednocześnie, że szybsze wychładzanie się płaszcza zmieni fazy minerałów na granicy jądra i płaszcza. Schładzający się bridgmanit zmieni się w minerał, który będzie jeszcze efektywniej przewodził ciepło, zatem stygnięcie Ziemi jeszcze bardziej przyspieszy. Wyniki naszych badań rzucają nowe światło na ewolucję dynamiki Ziemi. Wskazują, że Ziemia, podobnie jak Merkury czy Mars, schładza się szybciej i stanie się szybciej nieaktywna, wyjaśnia Murakami. Trudno jednak powiedzieć, ile czasu minie zanim ruchy konwekcyjne w płaszczu ustaną. Wciąż wiemy zbyt mało, by określić, kiedy do tego dojdzie, przyznają naukowcy. Żeby się tego dowiedzieć, uczeni muszą najpierw lepiej rozpoznać w czasie i przestrzeni procesy konwekcyjne w płaszczu. Ponadto muszą wiedzieć, jak rozpad pierwiastków radioaktywnych we wnętrzu Ziemi, który jest jednym z głównych źródeł ciepła, wpływa na dynamikę procesów płaszcza. « powrót do artykułu
  11. Australijskim naukowcom udało się eksperymentalnie potwierdzić hipotezę superaborpcji, na której opiera się koncepcja kwantowych akumulatorów, urządzeń mogących zrewolucjonizować przechowywanie – i pośrednio – pozyskiwanie energii. Kwantowe akumulatory, wykorzystujące prawa mechaniki kwantowej, ładują się tym szybciej, im są większe, wyjaśnia doktor James Q. Quach z University of Adelaide. Teoretycznie jest możliwe, że moc ładowania kwantowych akumulatorów będzie rosła szybciej, niż ich rozmiary, co pozwala na opracowanie nowych metod szybkiego ładowania. Uczeni zbudowali mikrownęki o różnych rozmiarach. W każdej z wnęk znajdowała się różna liczba molekuł organicznych. Wnęki ładowano za pomocą lasera. Aktywna warstwa wnęk zawiera organiczny półprzewodnik, który przechowuje energię. Hipoteza o superabsorpcji kwantowych akumulatorów opiera się na założeniu, że dzięki kwantowej superpozycji wszystkie molekuły będą działały kolektywnie, jak jeden organizm, dodaje Quach. Eksperymenty wykazały, że wraz ze zwiększaniem się rozmiarów mikrownęk i wzrostem liczby molekuł, skracał się czas ich ładowania. To znaczący przełom i krok milowy w rozwoju kwantowych akumulatorów – stwierdzają autorzy badań. Kwantowe akumulatory mogą zmienić rynek wytwarzania i przechowywania energii ze źródeł odnawialnych. Obecnie szacuje się, że do roku 2040 ilość zużywanej energii będzie aż o 28% większa od ilości energii zużywanej przez ludzkość w roku 2015. Jako, że obecnie większość energii wytwarzamy z paliw kopalnych, jej produkcja wiąże się się olbrzymim obciążeniem dla środowiska. Kwantowe akumulatory, zdolne do jednoczesnego przechwytywania i przechowywania energii światła mogłyby znacznie wpłynąć na rynek energii. Byłyby tańszą alternatywą dla obecnych systemów wytwarzania i przechowywania energii ze Słońca, jednocześnie zaś zmniejszyłyby niestabilność i nieprzewidywalność tego źródła energii. Musimy jednak pamiętać, że to dopiero wstępne badania, podczas których wykazano zasadność teoretycznych podstaw działania tego typu akumulatorów. Mimo, że wyniki badań są bardzo obiecujące, przed naukowcami jeszcze długa droga. Teraz planują zbudowanie prototypowego akumulatora kwantowego. Eksperymenty z wykorzystaniem takiego urządzenia powiedzą nam więcej o potencjalnych ograniczeniach technologii, problemach, które należy rozwiązać oraz kosztach i możliwości wdrożenia tego typu urządzeń do masowej produkcji. Szczegóły badań zostały opisane na łamach Science Advances. « powrót do artykułu
  12. Wiadomo... czytacz KW jest mądrzejszy od zawodowego badacza i na podstawie popularnego omówienia zakłada u nich deficyt dedukcji. Jeżeli macie w sobie żyłkę odkrywcy, a nie amatorskiego krytykanta, to najpierw do żródła, w którym tę oczywistą ewentualność z marszu wyeliminowano: To determine whether low levels of polymorphism in gene bodies were indeed caused by reduced mutation rather than purifying selection, we analysed (...) i tu sobie poczytajcie, jak.
  13. Zdecydowanie Epsteina-Barr, po polsku. Natomiast zamiana SM na MS nie wydaje się kolosalnym błędem, bo w literaturze światowej funkcjonuje anglicyzm Multiple Sclerosis (MS).
  14. Nieporozumienie. Mutacje są losowe bo losowe jest ich pojawienie się, natomiast niektóre fragmenty genomu są bardziej podatne na ich wystąpienie i brak naprawy. Przypomina to znów słynny problem survivorship bias. Utrwalone i wykrywane podczas badań mutacje np. w housekeeping genes muszą być rzadkie, bo każda zmiana jest potencjalnie letalna - jeśli więc wystąpiły mutacje to ich ofiar już nie ma i ich się nie bada☠️
  15. Last week
  16. Specjaliści z Łodzi badają powstawanie i przebieg zaburzenia osobowości borderline (ang. borderline personality disorder, BPD). Interdyscyplinarnym zespołem kieruje dr hab. Monika Talarowska z Zakładu Psychologii Klinicznej i Psychopatologii Uniwersytetu Łódzkiego (UŁ). Zespół składa się nie tylko z psychologów. W jego skład wchodzą także naukowcy z Wydziału Biologii UŁ i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Eksperci zaangażowani w projekt „Wczesne nieadaptacyjne schematy oraz wybrane biologiczne korelaty osobowości w grupie osób z diagnozą osobowości borderline” zamierzają zbadać powiązania między psychologicznymi oraz biologicznymi zmiennymi mogącymi mieć znaczenie dla powstawania oraz przebiegu tych zaburzeń. U osoby z zaburzeniem borderline występuje silne pragnienie bardzo bliskiej (prawie wyłącznej) relacji z drugim człowiekiem. Z jednej strony towarzyszy temu obawa przed „wchłonięciem” przez tę osobę, a z drugiej – lęk przed porzuceniem przez nią. Ta emocjonalna ambiwalencja prowadzi do silnych napięć, skutkujących stanami psychotycznymi (np. urojeniami prześladowczymi), okaleczaniem się, a nawet podejmowaniem prób samobójczych - wyjaśniono w komunikacie UŁ. Oksytocyna na celowniku W ramach projektu łodzianie zamierzają zbadać zachowanie oksytocyny u pacjentów Kliniki Zaburzeń Afektywnych i Psychotycznych Uniwersytetu Medycznego z zaburzeniem z pogranicza i określić jej związek ze strukturą ich osobowości. Zadaniem psychologów będzie ocena funkcjonowania emocjonalnego i struktury osobowości za pomocą testów. Oznaczenia genetyczne przeprowadzą natomiast eksperci z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UŁ. Dlaczego naukowcy chcą się zająć właśnie oksytocyną? Ponieważ hormon ten i jego receptory występują w strukturach mózgu istotnych dla nawiązywania i podtrzymywania relacji społecznych. Ponieważ oksytocyna odgrywa ważną rolę w kształtowaniu bliskich relacji, może mieć znaczenie dla utrwalania schematów charakterystycznych dla borderline. Ważne pytania badawcze Przedstawiciele różnych dziedzin nauki szukają odpowiedzi na pytania, czy unikatowe dla jednostki doświadczenia, przebieg rozwoju oraz interakcje gen-środowisko mogą kształtować za pośrednictwem epigenetyki cechy naszej osobowości i czy cechy te możemy przekazywać następnym pokoleniom. Po przodkach dziedziczymy nie tylko kolor oczu czy skłonność do chorób. Najnowsze badania dowodzą, że mogą nam oni przekazać także nadwrażliwość emocjonalną na pozornie obojętne bodźce, głównie podatność na reakcje lękowe, wzmożoną impulsywność czy smutek. Odpowiadają za to mechanizmy epigenetyczne - mówi dr hab. M. Talarowska. Inną kwestią jest to, czy ryzyko zaburzeń osobowości jest wpisane w naszą naturę biologiczną. Badania łódzkich naukowców powinny w jakimś stopniu pomóc w znalezieniu odpowiedzi na te pytania. Ich pokłosiem będzie, miejmy nadzieję, lepsze poznanie czynników oddziałujących na powstawanie i przebieg zaburzeń osobowości borderline. Dzięki temu łatwiej będzie zaplanować psychoterapię czy wczesne interwencje u osób z kształtującymi się dopiero cechami zaburzenia z pogranicza. « powrót do artykułu
  17. No i mam zagwozdkę. Pisałem na wyczucie. Więc sprawdziłem. Tutaj https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/mononukleoza-zakazna;3943093.html jest w bierniku tak, jak napisałem - wirus Epsteina-Barra. Ale w wydawanych przez nich książkach i na stronach medycznych jest "wirus Epsteina-Barr". I chyba, skoro Barr była kobietą, to nie powinno się odmieniać. Więc po naszemu winno być Epsteina-Barr. Dzięki
  18. Jedźmy dalej - wszystkie pomiary miały wyniki wymierne, a to tylko pary liczb naturalnych.
  19. Długo będziesz trzymał, pewnie do śmierci - ale powodów do radości będziesz miał masę i często Być może nie dożyję uruchomienia pierwszego reaktora, który będzie dawał więcej energii niż pobiera. Ale powód do radości będę miał dopiero wtedy, gdy tego dożyję. Drugi powód do radości pojawi się, gdy takie coś zostanie wybudowane w Polsce, więc z tym „masę i często” trochę przesadziłeś, bo naliczyłem ich 2
  20. hm, też bym napisał 'Barra' tymczasem z wiki: nazwa pochodzi od Michaela Epsteina i Yvonne Barr, którzy odkryli go w 1964 roku. I tamże występuje jako wirus Epsteina-Barr Po naszemu to chyba winno być Epsteina-Barry ?
  21. Coś tak czułem, że te obiecanki z dostępem do konta Billa G. po szczepieniu to ściema. Wychodzą skutku uboczne
  22. Przyroda nie przestaje mnie zadziwiać (a chyba już to kiedyś pisałem ). Co ciekawe, nie mogę znaleźć nigdzie w Internecie zdjęcia tej ryby (Naopagetopsis ionah). Na tym zdjęciu gniazd widać je, jak siedzą na gniazdach, ale są za małe aby zorientować się jak te ryby wyglądają.
  23. Formalnie żadne liczby nie istnieją. Liczba to abstrakt matematyczny. Klasa abstrakcji w relacji równoliczności. Rzeczywisty czy urojony to tylko model rzeczywistości
  24. Ta szczepionka być może już jest. W Australii meldują o zanikaniu brodawek wirusowych po szczepieniach szczepionkami mRNA przeciw COVID: https://wydarzenia.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-australijczykom-znikaja-kurzajki-efekt-szczepienia-przeciwko,nId,5762233 PS @Mariusz Błoński stwardnienie rozsiane (sclerosis multiplex), powszechniejszy skrótowiec, to SM.W pierwszym wersie się udało, ale póżniej Twój Windows zamienił skrycie i po kumotersku na MS.
  25. A nawet zostało zmierzone wyłącznie przy pomocy liczb dodatnich. Przecież liczby ujemne też nie istnieją w świecie obserwowanym, a jedynie w stosunku do zera albo jako rezultat odejmowania. Można powiedzieć, że istnieją jedynie w relacji do liczb nieujemnych. Tak samo liczby urojone istnieją jedynie w relacji do rzeczywistych. Tak jak liczby ujemne są przeciwieństwem nieujemnych, tak urojone są przeciwieństwem rzeczywistych. W uproszczeniu można przyjąć, że liczby rzeczywiste reprezentują rzeczywistość fizyczną, a urojone rzeczywistość abstrakcyjną. Np. przestrzeń jest bardziej fizyczna niż czas, stąd opisywana tymi pierwszymi, a czas bywa modelowany za pomocą tych drugich.
  26. A co do rzodkiewnika, to chyba tu jest odwrócenie z poplątaniem. Które komórki dłużej żyją i zachowują stan genetyczny? Ludzkie czy rzodkiewnika? Wydaje mi się, że ludzkie bo możemy żyć ponad 100 lat, a taki rzodkiewnik chyba nawet nie zbliża się do tej ilości czasu. Prawdpodobnie więc podobne mechanizmy są już w ludzkiej komórce obecne i działają lub są nawet lepsze. Tylko być może jeszcze ich nie odkryliśmy.
  27. Stwardnienie rozsiane (SM), przewlekła nieuleczalna choroba neurodegeneracyjna, na którą cierpi około 2,8 miliona osób na całym świecie, jest prawdopodobnie powodowana przez infekcję wirusem Epsteina-Barr (EBV), donoszą na łamach Science naukowcy z Harvard T.H. Chan School of Public Health. Hipoteza, że SM jest powodowane przez EBV jest od wielu lat badana przez grupy naukowe z całego świata. Nasze badania są pierwszymi, które dostarczają przekonujących dowodów na istnienie związku przyczynowo-skutkowego, mówi profesor Alberto Ascherio. To olbrzymi krok naprzód, gdyż sugeruje, że większości przypadków SM można by uniknąć powstrzymując infekcję EBV, a skupienie się na wirusie może prowadzić do odkrycia leku na stwardnienie rozsiane, dodaje uczony. Ustalenie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy stwardnieniem rozsianym a wirusem Epseina-Barr jest o tyle trudne, że EBV infekuje około 95% dorosłych, SM jest dość rzadką chorobą, a jego objawy pojawiają się około 10 lat po infekcji EBV. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda, chcąc sprawdzić, czy istnieje związek pomiędzy EBV a SM, przejrzeli dane ponad 10 milionów młodych amerykańskich żołnierzy. Zauważyli, że u 955 z nich zdiagnozowano SM w czasie, gdy służyli w wojsku. Następnie uczeni przeanalizowali serum z próbek, które co dwa lata są pobierane od żołnierzy. Sprawdzili w ten sposób, czy w momencie pobrania pierwszej próbki żołnierz był zarażony EBV oraz czy mógł istnieć związek pomiędzy infekcją EBV a zdiagnozowaniem objawów SM. Na tej podstawie stwierdzili, że po infekcji EBV ryzyko pojawienia się stwardnienia rozsianego jest 32-krotnie wyższe, niż po infekcji jakimkolwiek innym wirusem. Ponadto okazało się, że w serum poziom lekkiego łańcucha neurofilamentów, biomarkera typowej dla SM degeneracji nerwów, rośnie tylko po zarażeniu wirusem Epsteina-Barr. Zjawiska tego nie można wyjaśnić żadnym innym znanym czynnikiem ryzyka MS, co sugeruje, że EBV jest główną przyczyną MS, stwierdzają autorzy badań. Profesor Ascherio mówi, że długi czas, jaki upływa pomiędzy infekcją EBV a rozpoznaniem stwardnienia rozsianego można tłumaczyć zarówno tym, że objawy choroby bardzo trudno jest rozpoznać na jej wczesnych stadium oraz ewoluującą relacją pomiędzy EBV a układem odpornościowym nosiciela, który jest wielokrotnie stymulowany, gdy uśpione wirusy się aktywują. Obecnie nie mamy żadnego sposobu, by zapobiegać lub leczyć infekcję EBV. Szczepionka przeciwko EBV lub leki antywirusowe zwalczające ten patogen mogłyby zapobiegać lub leczyć stwardnienie rozsiane, podsumowuje Ascherio. « powrót do artykułu
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...