Jump to content
Forum Kopalni Wiedzy

All Activity

This stream auto-updates     

  1. Today
  2. Można zapytać, na jakiej pozycji w "systemie trawiennym" znajduje się "state of the art"? Osobiście wydaje mi się, że wygląda to na pozycję w "czarnej d*ie".
  3. Też tak pomyślałam. Skoro nie ma planszy, nie wiadomo np., jakie ruchy pionów były dozwolone, a zasady mogły być skomplikowane i zupełnie inne od występujących we współczesnych grach. Ale grunt to wierzyć we własne możliwości
  4. Bardzo optymistyczne założenie, ciekawe ilu osobom sztuka udała się z GO czy szachami. Być może. Albo czegoś brakuje.
  5. Trzeba się porównywać ze "state of the art": https://everydayastronaut.com/raptor-engine/ To rozwiązują silniki aerostożkowe. Problemem jest to, że ISP w atmosferze nie jest aż tak krytycznym parametrem, pierwszy stopień jest "tani" masowo, a konstrukcja Starshipa nie umożliwia prostej wymiany. Gra niewarta świeczki. Tym bardziej że trzeba "budować niezawodność". Silniki ze spalaniem detonacyjnym aproksymują spalanie w stałej objętości, ale termodynamicznie jest to równoważne bardzo wysokim współczynnikom ekspansji. Seryjny Raptor ma expansion ratio w próżni na poziomie 200, a w atmosferze 50. Zwiększenie sprawności mechanicznej daje procentowo o połowę mniejszy przyrost ISP, więc rewolucji już nie będzie. Tutaj nie ma praktycznie nic do poprawy. Co innego w lotnictwie, tam można oszczędzić bardzo wiele na sprężarkach.
  6. "Rotujący silnik detonacyjny" sugeruje, że silnik się obraca, co nie jest prawdą, bo rotacja dotyczy fali detonacji, a nie silnika. Nie wiem jak to po polskiemu nazwać, ale chyba najwygodniejsze byłoby - "silnik RDE". Jednym z podstawowych problemów przy konstrukcji silników rakietowych jest optymalizacja kształtu strumienia gazów wylotowych, który zmienia się w zależności od warunków zewnętrznych (atmosfera, prędkość). Na tym są bardzo duże straty. Zresztą widać to na filmach ze startów, kiedy z ładnego, w miarę spójnego strumienia, robi się rozlazły pędzel, w którym znaczna część energii jest marnowana. Do tego dochodzi zwiększenie prędkości gazów wylotowych i uproszczenie konstrukcji (ciężar). Zusammen do kupki może to dać całkiem niezły efekt. W tym przypadku każdy dodatkowy % efektywności się liczy. Jak ktoś chce dokładniej, bo ja tylko przejrzałem: https://arxiv.org/pdf/1908.03116.pdf
  7. Zobaczymy, bo na razie w końcu "tylko": https://www.washington.edu/news/2020/02/18/simple-fuel-efficient-rocket-engine/?utm_source=UW News&utm_medium=tile&utm_campaign=UW NEWS
  8. Nie ma, ale są nowe z niewybrednym tytułem "zwalcza koronawirus" https://www.olx.pl/oferta/mydlo-przeciwko-koronawirus-dezynfekcja-CID628-IDDRtE5.html#677f5ff2e4;promoted Myślę, że sukces już jakiś jest, bo o ile wcześniej kosztowało 299, to teraz już "tylko" 129. Better late than never, czyli długo tentegowałeś w głowie i wyszło jak wyszło... Zdecydowanie kreślę się wielką literą i nie interesuje mnie z czego to robisz, ale с большой буквы to tylko Twój problem.
  9. Akceleratory cząstek są coraz większe, potężniejsze, ale i coraz droższe. Fizycy poszukują więc nowych sposobów na przyspieszanie cząstek. Jednym z pomysłów jest liniowy akcelerator z odzyskiwaniem energii (ERL – energy recovery linear accelerator). Prototypowy akcelerator tego typu z powodzeniem przeszedł kluczowy test. ERL wykorzystują energię spowalniających cząstek do nadania przyspieszenia kolejnym cząstkom. Konwencjonalne akceleratory możemy podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy z nich to akceleratory liniowe, gdzie wykorzystuje się silne pola elektryczne. Pola te są ciągle włączane i wyłączane, dzięki czemu cząstki można przyspieszać. Otrzymuje się tam gęste wiązki, ale zawierające stosunkowo niewiele cząstek. Z kolei w akceleratorach kołowych cząstki przyspieszane są przez elektromagnesy, które zakrzywiają ich tor, dzięki czemu cząstki mogą miliony razy krążyć po okręgu. Można tam ciągle wstrzykiwać nowe cząstki, dzięki czemu uzyskujemy wiązkę zawierającą bardzo dużo cząstek. Jednak wiązka taka rozprasza się w miarę przesuwania się po okręgu i jest mniej gęsta od tej z akceleratora liniowego. Profesor Georg Hoffstaetter, który stoi na czele zespołu badawczego prototypowego akceleratora CBETA (Cornell-BNL ERL Test Accelerator), będącego wspólnym przedsięwzięciem Cornell Universityi Brookhaven National Laboratory, mówi, że ERL łączą zalety obu typów akceleratorów. Mamy dwa tradycyjne typy akceleratorów: liniowy, który dostarcza bardzo gęste wiązki o niskiej energii oraz akceleratory kołowe, gdzie wiązki mają dużą energię, ale są mniej gęste. W ERL mamy obie zalety: gęstą wiązkę o dużej energii. Doprowadzenie do zderzeń cząstek nie jest łatwe, gdyż są one niezwykle małe. Jednak im bardziej gęsta wiązka i im wyższa energia, tym więcej zderzeń i pochodzących z nich danych. Na pomysł ERL wpadł już w 1965 roku fizyk Maury Tigner z Cornell University. Jednak dopiero w ostatnich latach pojawiła się technologia na tyle zaawansowana, by można było myśleć o ich zbudowaniu. W ERL cząstki są początkowo rozpędzane jak w typowym akceleratorze liniowym. Następnie magnesy zaginają je i cząstki wracają na początek. W CBETA cząstki dokonują ośmiu pełnych „przejść” przez akcelerator. W czasie czterech pierwszych elektrony są przyspieszane, zyskują energię. Jednak po czwartym przejściu są rozsynchronizowane i pola elektryczne, zamiast jest przyspieszać, spowalniają je. Cząstki tracą więc energię, ale nie jest ona marnowana. Przechodzi ona przez pole elektryczne, „popychając” kolejny przyspieszający elektron. Po czwartym etapie spowalniania, zatem po ósmym pełnym przejściu przez akcelerator, cząstki stają się bezużyteczne. CBETA może pochwalić się wyjątkowym osiągnięciem. Inne ERL również dowiodły, że są w stanie odzyskiwać energię, ale żaden z nich nie przeszedł dotychczas testu 8-pass energy recovery. ERL są bardzo trudne w obsłudze. Fakt, że przeszli ten test za pomocą magnesów stałych to znaczące osiągnięcie. Jestem bardzo podekscytowany. To przełom, mówi Ryan Bodenstein z Belgijskiego Centrum Badań Jądrowych. Sukces CBETA przyszedł w samą porę. Europejscy, japońscy i amerykańscy fizycy debatują właśnie o tym, jakie akceleratory należy zbudować w przyszłości. Udany 8-pass energy recovery test może ich skłonić do wzięcia pod uwagę konstrukcji ERL. Są one bowiem mniejsze, zużywają mniej energii elektrycznej, są więc tańsze w budowie i utrzymaniu. Już teraz wiadomo, że akcelerator ERL powstanie w Brookhaven. Przed ERL wciąż stoją wyzwania. Nie wiadomo, jak będzie sprawował się pełnowymiarowy akcelerator. Zderzanie elektronów z jonami czy innymi cząstkami może zaburzyć bardzo delikatną równowagę czasową momentu przekazania energii pomiędzy cząstkami. Myślę, że dalej należy prowadzić badania w tym kierunku. Nawet jeśli okaże się, że w rzeczywistości to nie zadziała, to sądzę, że dowiemy się wielu bardzo istotnych rzeczy, mówi Bodenstein. Od kilku lat w świecie akceleratorów wiele się dzieje. W 2018 roku świat obiegła wiadomość o zaakceptowaniu celów naukowych dla akceleratora zderzeniowego EIC, dowiedzieliśmy się, że planowany od dekady akcelerator ILC może jednak nie powstać, z kolei budowę nowych akceleratorów zaproponowały CERN oraz konsorcjum EuPRAXIA, a naukowcy stworzyli akcelerator w układzie scalonym. Nie powinniśmy też zapominać o niezwykłym kompaktowym akceleratorze na laserze BELLA. « powrót do artykułu
  10. Podczas ostatniej tury wykopalisk ratunkowych na cmentarzysku w Başur Höyük w południowo-wschodniej Turcji zespół dr. Haluka Sağlamtimura z Ege University odkrył brakujące figury gry sprzed ok. 5 tys. lat. Czterdzieści dziewięć pierwszych pionków znaleziono w 2012 r. W wywiadzie udzielonym agencji Anadolu dr Sağlamtimur powiedział, że wykopaliska ratunkowe zaczęły się w 2007 r. w związku z budową tamy Ilısu i hydroelektrowni. Podczas realizacji projektu udało się uzyskać ważne dane nt. historii Mezopotamii. Czterdzieści dziewięć pionków znaleziono w 2012 r. przy jednym z pochówków. O tym, że rzeźby były elementami gry, mają świadczyć rozmiary, standaryzacja kształtów oraz to, że wszystkie figurki danego kształtu są tego samego koloru. Paru elementów gry brakowało. Odkryliśmy je [jednak] w czasie ostatnich wykopalisk. Tym samym skompletowaliśmy zestaw. Ta gra jest bardzo istotna, gdyż mamy do czynienia z najstarszym zestawem do gry z dużego obszaru obejmującego Mezopotamię i Anatolię. Datuje się go na 2900-3100 r. p.n.e. Uważamy, że to prawdopodobnie dar grobowy. Nie wydaje się, by był szczególnie używany; nie ma na nim śladów zniszczenia. Sağlamtimur wyjaśnia, że zestaw uznano za "przodka szachów". Niestety, nie znaleźliśmy planszy [...]. Prawdopodobnie była w grobie, ale uległa rozkładowi. Gdybyśmy nią dysponowali, moglibyśmy wydedukować zasady gry. Zestaw składa się z kolorowych kamieni [...]. Dwie główne zwierzęce figury, które dały grze nazwę, to świnie i psy. Na podstawie kształtów i liczby kamieni, szacujemy, że gra opierała się na cyfrze cztery. Pionki można zobaczyć na wystawie w Batman Museum. « powrót do artykułu
  11. Najważniejszym przysłowiem którego doniosłość poznajemy przez całe swoje życie to "każdy mierzy innych swoją miarą". Cytat wskazywał tylko to, że jest to zasadniczo powtórzona zawartość. P.S. Nie używam drugiego imienia, a i tak wypadałoby napisać z wielkiej litery. "Better than best"
  12. Nikłe szanse. Expansion ratio w silnikach rakietowych to okolice 150, więc nie ma tam praktycznie żadnej energii którą można wycisnąć dzięki detonacji. Co innego silniki lotnicze. Rekordowy LEAP ma współczynnik kompresji 22:1, detonacja może pozyskać jeszcze około 10-15% więcej energii.
  13. Dla zainteresowanych, Atlantis miał podobny wypadek z uszkodzeniem poszycia podczas startu co Columbia, tylko uszkodzenie nie nastąpiło w krytycznym punkcie, a pod brakującym kafelkiem była wzmocniona metalowa osłona anteny o podwójnej grubości. Mieli więcej szczęścia. https://www.quora.com/How-did-STS-27-land-with-all-the-tile-damage-but-STS-107-didnt
  14. Kto wie jakie troski wypisywaliby teraz inżynierowie SpaceX, ale im nie wolno tego robić. Na korzyść Starship przemawia fakt, że nie ma tych czynników ryzyka które przyczyniły się do katastrof wahadłowców (odpadająca osłona termiczna i rakiety na stałe paliwo), a sam napęd ma ogromną redundancje. Do tego w dzisiejszych czasach mamy możliwość znacznie lepszej i tańszej kontroli jakości, oraz monitorowania niebezpiecznych zjawisk potencjalnie prowadzących do katastrofy w przyszłości. To pozwala na izolowanie pojedynczych czynników ryzyka i ich eliminację. Można przyjąć, że ryzyko katastrofy jest znacznie mniejsze (czynnik 10-20x jest praktycznie pewny) od tych z wahadłowców (jak nie skopali software). Musk jest zainteresowany tylko i wyłącznie lotem na Marsa, cała reszta to dla niego tylko środek. W takim kontekście kilka promili ryzyka katastrofy nic nie znaczy.
  15. Pierwszą w Polsce operację wszczepienia pionierskich, aktywnych implantów wykorzystujących przewodnictwo kostne dźwięku przeprowadzili specjaliści Światowego Centrum Słuchu w Kajetanach. To nowy etap w leczeniu zaburzeń słuchu występujących w obrębie ucha zewnętrznego i środkowego – twierdzi prof. Henryk Skarżyński. W informacji przekazanej PAP główny wykonawca zabiegu, prof. Skarżyński poinformował, że zastosowano urządzenie o nazwie BONEBRIDGE BCI 602 wykorzystujące zjawisko przewodnictwa kostnego. Polega ono na przekazywaniu sygnału dźwiękowego przez kości czaszki bezpośrednio do ucha wewnętrznego. Odbywa się to w ten sposób, że kości czaszki są stymulowane drganiami mechanicznymi. Drgania te kierowane są bezpośrednio do ucha wewnętrznego, gdzie następuje ich przetwarzanie podobnie jak w przypadku normalnie docierających dźwięków (pomijany jest odcinek między uchem zewnętrznym a środkowym). Nowy aparat, który to umożliwia, składa się z dwóch części: zewnętrznej, którą stanowi procesor mowy, oraz wewnętrznej, całkowicie schowanej pod skórą pacjenta. Prof. Skarżyński wyjaśnia, że system ten przeznaczony jest dla osób z trwałym ubytkiem słuchu po różnych operacjach ucha zewnętrznego i środkowego, a także z wadami rozwojowymi ucha zewnętrznego i środkowego oraz z głuchotą jednostronną. Mogą z niego korzystać również pacjenci z wrodzoną mikrocją i atrezją przewodu słuchowego zewnętrznego. Są to wady wrodzone polegające na całkowitym (anocja) lub częściowym (mikrocja) braku małżowin usznych. Nowe implanty mogą poprawić słuch pacjentom po wcześniej przeprowadzonych operacjach uszu, które nie dały oczekiwanego efektu lub nie można było wszczepić im innych urządzeń. Aparat ma niewielkie rozmiary, mogą z niego korzystać pacjenci z wadami anatomicznymi, takimi jak zbyt cienka kość, za mały wyrostek sutkowaty oraz innymi wrodzonymi deformacjami. To kolejny milowy krok w polskiej otochirurgii. Cieszę się, że te przełomowe operacje możemy wykonać w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach. Tworząc Centrum chciałem, aby jego działalność kliniczna nie tylko dawała wymierne korzyści polskim pacjentom, ale także upowszechniała współczesne światowe standardy medyczne – podkreśla prof. Skarżyński. Zabieg wszczepienia implantu – wyjaśnia specjalista - nie wymaga dalszych interwencji chirurgicznych, ponieważ wszystkie części podlegające wymianie znajdują się w zewnętrznym mikroprocesorze dźwięku. W części zewnętrznej znajdują się też zasilanie i elektronika, dzięki czemu możliwa jest ich wymiana po wielu latach użytkowania. System może być wciąż udoskonalany bez konieczności wykonania kolejnej operacji. Parametry pracy urządzenia ustawia się komputerowo w oparciu o wyniki diagnostyki audiologicznej i stosownie do indywidualnych potrzeb użytkownika. Technologia cyfrowa w procesorze pozwala tak go dopasować, by zapewnić użytkownikowi jak najlepsze rozumienie mowy oraz uzyskać możliwie naturalne brzmienie dźwięku w różnych sytuacjach akustycznych. « powrót do artykułu
  16. Zgłosiłem w OLX, ze stosownym komentarzem, to ogłoszenie jako oszustwo. Chociaż takich ogłoszeń zapewne jest "na pęczki"
  17. Wyniesienie ładunku w przestrzeń kosmiczną wymaga olbrzymich ilości paliwa. Loty pozaziemskie są przez to niezwykle kosztowne. Jednak nowy rodzaj silnika, zwanego rotującym silnikiem detonacyjnym (rotating detonation engine), może spowodować, że rakiety nie tylko będą zużywały mniej paliwa, ale będą też lżejsze i mniej skomplikowane. Problem jednak w tym, że w chwili obecnej silnik taki jest zbyt nieprzewidywalny, by zastosować go w praktyce. Naukowcy z University of Washington opublikowali na łamach Physical Review E opracowany przez siebie matematyczny model pracy takiego silnika. Dzięki temu inżynierowie mogą po raz pierwszy stworzyć testy pozwalające na udoskonalenie rotujących silników detonacyjnych i spowodowanie, by były one bardziej stabilne. Badania nad rotującymi silnikami detonacyjnymi wciąż znajdują się na wczesnym etapie. Mamy olbrzymią ilość danych na temat tych silników, ale wciąż nie rozumiemy, jak to wszystko działa. Spróbowałem na nowo przepisać nasze dane, ale patrząc na nie pod kątem występujących wzorców, a nie z inżynieryjnego punktu widzenia i nagle okazało się, że to działa, mówi główny autor badań, doktorant James Koch. Konwencjonalny silnik rakietowy spala paliwo i wyrzuca je z tyłu, by uzyskać ciąg. Rotujący silnik detonacyjny spala paliwo w inny sposób. Składa się z koncentrycznych cylindrów. Paliwo wpływa pomiędzy cylindry i tam zostaje zapalone, co powoduje gwałtowne uwolnienie się ciepła w postaci fali uderzeniowej. To silny impuls pochodzący z gazów o znacznie wyższej temperaturze i ciśnieniu, który porusza się szybciej niż prędkość dźwięku, wyjaśnia Koch. Proces spalania to tak naprawdę eksplozja, ale po tym pierwszym gwałtownym impulsie można tam zaobserwować liczne stabilne impulsy, podczas których spalane jest paliwo. Generowane są w ten sposób wysokie ciśnienie i temperatura, które generują ciąg, dodaje. W konwencjonalnych silnikach mamy ponadto liczne podzespoły odpowiedzialne za kierowanie i kontrolowanie reakcji spalania tak, by można było ją wykorzystać do uzyskania ciągu. Jednak w rotujących silnikach detonacyjnych te wszystkie podzespoły nie są potrzebne.  Napędzana procesem spalania fala uderzeniowa w sposób naturalny przemieszcza się w komorze spalania. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że nie można tego kontrolować. Gdy już wybuchnie, to reszta toczy się swoją drogą. To bardzo gwałtowny proces, dodaje Koch. Uczeni, chcąc stworzyć matematyczny model pracy takiego silnika, zbudowali taki niewielki silnik. Próbowali kontrolować różne jego parametry, takie jak np. rozmiary przestrzeni pomiędzy cylindrami. Wszystko nagrywali za pomocą szybkiej kamery. Mimo, że każdy z eksperymentów trwał jedynie 0,5 sekundy, to dzięki kamerze pracującej z prędkością 240 000 klatek na sekundę, byli w stanie szczegółowo obserwować cały proces. Na tej podstawie powstał opisujący go model matematyczny. To jedyny istniejący model opisujący zróżnicowane i złożone dynamiczne procesy zachodzące w rotującym silniku detonacyjnym, mówi profesor matematyki J. Nathan Kutz. Model nie jest jeszcze gotowy do wykorzystania przez inżynierów. Moim zadaniem było jedynie odtworzenie zachowania impulsów, które widzieliśmy podczas eksperymentów. Upewnienie się, że wyniki obliczeń są takie same, jak wyniki eksperymentów. Zidentyfikowałem główne zjawiska fizyczne i określiłem ich interakacje. Teraz mogę dokonać opisu ilościowego. Gdy już będzie on gotowy, możemy zacząć dyskusje na temat ulepszania silnika, wyjaśnia Koch. « powrót do artykułu
  18. W bursztynie z Dominikany sprzed 15-20 mln lat zachował się fragment lewej przedniej kończyny jaszczurki z rodzaju Anolis. Choć pod mikroskopem widać każdy szczegół rzadkiej skamieniałości, badacze z Uniwersytetu w Bonn podkreślają, że idealny, bliski oryginałowi stan to tylko pozory, gdyż kość w dużej mierze została chemicznie przekształcona. Ze względu na bardzo dużą wartość kręgowce w bursztynie nie były nigdy badane za pomocą metod analitycznych, co oznacza, że dotąd skład tkanki kostnej w bursztynie pozostawał nieznany. Wyniki badań, które ukazały się w piśmie PLoS ONE, zapewniają ważne wskazówki co do przebiegu fosylizacji. Bursztyn jest uznawany za doskonały środek konserwujący. Naukowcy z Uniwersytetu w Bonn zbadali niezwykłe znalezisko z Dominikany - drobną kończynę przednią jaszczurki z rodzaju Anolis, zamkniętą w bursztynie o wielkości zaledwie ok. 2 cm3. Warto dodać, że anolisy nadal współcześnie występują. Na co dzień okaz znajduje się w Staatliches Museum für Naturkunde Stuttgart. Opisywane studium stanowi część wspólnego projektu Uniwersytetu w Bonn i Niemieckiej Fundacji Badawczej, który ma przybliżyć przebieg procesu fosylizacji za pomocą metod eksperymentalnych i analitycznych. Inkluzje kręgowców w bursztynie są bardzo rzadkie. Większość stanowią skamieniałości owadów - opowiada doktorant Jonas Barthel. Pazury i palce jaszczurki są doskonale widoczne. Wygląda to tak, jakby kropla żywicy dopiero na nie opadła. Skany mikrotomograficzne wykonane w Instytucie Geonauk pokazały 2 złamania. Wygląd pierwszego wskazuje, że jaszczurka została prawdopodobnie zraniona przez drapieżnika. Do drugiego doszło już po zatopieniu w żywicy; występuje ono bowiem dokładnie w miejscu drobnego pęknięcia bursztynu. Analiza niewielkiego wycinka za pomocą spektroskopii Ramana ujawniła stan tkanki kostnej. W wyniku penetracji fluoru hydroksyapatyt (HAp) uległ transformacji do fluoroapatytu (FAp). To zaskakujące, gdyż zakładaliśmy, że otaczający bursztyn w dużej mierze chroni skamieniałość przed wpływami środowiskowymi. Możliwe jednak, że drobne pęknięcie sprzyjało przekształceniom chemicznym, bo przedostawały się przez nie roztwory bogate w minerały. Choć na tym etapie badań źródło F pozostaje raczej spekulatywne, wyniki analiz spektrometrii mas jonów wtórnych z analizatorem czasu przelotu (TOF-SIMS) sugerują, że były nim allochtony. Dodatkowo spektroskopia pokazała, że kolagen uległ degradacji. Utworzyła się też niezidentyfikowana faza węglanowa. Naukowcy tłumaczą, że zwykle bursztyn jest uznawany za dobry środek konserwujący. Dzięki żywicy mogliśmy poznać świat owadów sprzed milionów lat. W przypadku kości jaszczurki żywica mogła jednak przyspieszyć proces rozkładu - zawarte w niej kwasy prawdopodobnie zaatakowały apatyt, wywołując zjawisko przypominające próchnicę. Naukowcy wyjaśniają, że w archeologicznych próbkach holoceńskich kości to mikrobiologiczną proteolizę zidentyfikowano jako podstawowy proces degradacji i utraty kolagenu. Ten szlak jest jednak nieprawdopodobny w omawianym przypadku ze względu na zawartość w żywicy antyseptycznych związków (np. niespolimeryzowanych diterpenoidów). Ekipa przypomina, że podczas wcześniejszych badań dot. zachowania aminokwasów owadów z bursztynu w próbkach bursztynów z Dominikany, w odróżnieniu od innych złóż, nie udało się wykryć jakichkolwiek ich pozostałości. To wskazuje na środowisko degradujące białka. Odtwarzając przebieg zdarzeń, Niemcy dodają, że nie można jednak wykluczyć, że lotne związki z żywicy, takie jak mono- i seskwiterpenoidy, przereagowały z macierzą kolagenową już w momencie uwięzienia jaszczurki (np. w trakcie procesów wczesnej polimeryzacji i zestalania). Ponieważ niektóre mono- i seskwiterpenoidy hamują enzymy, mogło się to przyczynić do skądinąd świetnego zakonserwowania tkanek miękkich w bursztynie. Choć na tym etapie dokładny mechanizm "fluoryzacji" kości nie został jeszcze poznany, należy odnotować, że obecność macierzy żywicznej (tworzącej później kopal i bursztyn) niekoniecznie hamuje wymianę chemiczną między skamieniałością a środowiskiem bursztynu. Dlatego skamieniałe inkluzje kręgowców w bursztynie powinny być postrzegane jako rezultat złożonych procesów transportu i reakcji, w tym interakcji tkanki kostnej z 1) zewnętrznymi pierwiastkami i związkami, także roztworami wodnymi, 2) płynami ustrojowymi samej skamieniałości oraz 3) wysoce reaktywnymi związkami żywicy. Ponieważ to pierwsze szczegółowe badanie materiału kostnego z bursztynu, przyszłe analizy inkluzji kręgowców w bursztynach z innych złóż pokażą, który z powyższych procesów dominuje i czy jest nadal szansa na znalezienie nietkniętych makromolekuł w bursztynowych skamieniałościach. « powrót do artykułu
  19. Też zwróciłem na te fragmenty uwagę. Oszuści to prawdopodobnie są niewyedukowane głąby, inaczej wzięli by się na normalną robotę. Ale z drugiej strony przypomina mi to scam nigeryjski, w którym są najczęściej kompletne głupoty tylko po to, aby odsiać potencjalne ofiary, które mają chociażby chwilowe przebłyski inteligencji. Wszystko ma na celu zmniejszenie obciążenia scamera, który może się skupić tylko na najłatwiejszych celach, które nie zadają pytań.
  20. Oczywiście medycyna ma na przedłużenie życia największy wpływ. Ciekawostką jest jednak to, że Otzi miał miażdżycę tętnic w wieku 45 lat. Prawdopodobnie geny miały na to silny wpływ, ale dalej będę nazywał dietę paleo dietą miażdżycową https://www.livescience.com/47114-otzi-had-heart-disease-genes.html
  21. Najlepsze jest to, że mają rozwiązanie lepsze niż optymalne, bo "najoptymalniejsze" EDIT: Chociaż nie, muszę się poprawić. To jest równie dobre, a może i lepsze: "mocno zwalcza bakterie koronawirusa"
  22. Mutacje prowadzące do rozwoju nowotworów mogą być wywołane obecnością bakterii powszechnie występującej w naszych jelitach. Naukowcy z Hubrecht Institute i Princess Maxima Center w Utrechcie przeprowadzili eksperymenty laboratoryjne podczas których modelowe ludzkie jelita poddali działaniu jednego ze szczepów E. coli. Okazało się, że obecność bakterii wywoływała pronowotworowe zmiany w DNA. Takie same zmiany odkryto w DNA osób cierpiących na raka jelita grubego. To pierwsze badania, podczas których wykazano istnienie bezpośredniego związku pomiędzy obecnością bakterii zamieszkujących nasze ciało a pojawieniem się zmian genetycznych prowadzących do nowotworu. Jednym z gatunków bakterii, które mogą być dla nas szkodliwe, jest E. coli. Okazuje się, że jeden z jej szczepów jest „genotoksyczny”. Szczep ten wydziela związek chemiczny o nazwie kolibaktyna, który może uszkadzać DNA komórek naszego organizmu. Od dawna podejrzewano, że genotoksyczne E. coli, obecne u 20% dorosłych, może przyczyniać się do rozwoju nowotworów. Okazuje się, że te genotoksyczne E. coli można... kupić w sklepie. Na rynku obecne są probiotyki zawierające ten genotoksyczny szczep E. coli. Niektóre z tych probiotyków są nawet używane podczas testów klinicznych. Należy jeszcze raz dokładnie przebadać ten szczep. Mimo, że może on przynosić pewne krótkoterminowe korzyści, to probiotyki te mogą doprowadzić do rozwoju nowotworu dziesiątki lat po ich zażyciu, mówi Hans Clevers z Hubrecht Institute. Dotychczas nie było wiadomo, czy bakterie obecne w jelitach mogą prowadzić do kancerogennych mutacji w DNA. Holenderscy uczeni wykorzystali organoidy jelitowe. Organoidy to komórki hodowane w specjalnych trójwymiarowych środowiskach, tworzące miniaturowa narządy będące uproszczonymi modelami prawdziwych narządów w organizmie. Organoidy te zostały podane działaniu genotoksycznego szczepu E. coli. Po pięciu miesiącach naukowcy przeanalizowali DNA komórek organoidów i zbadali mutacje spowodowane przez bakterie. Uczeni stwierdzili, że genotoksyczna E. coli wywołuje dwa jednocześnie występujące rodzaje mutacji. Jedną z nich była zamiana adeniny (A) w którąkolwiek inną zasadę z DNA, a drugą była utrata pojedynczej adeniny z długiego łańcucha adenin. Jednocześnie, w obu mutacjach adenina pojawiała się po przeciwnej stronie podwójnej helisy, w odległości 3–4 par zasad od zmutowanego miejsca. Holendrzy odkryli też mechanizm działania kolibaktyny. Okazało się, że związek ten ma zdolność do przyłączania dwóch adenin w tym samym czasie i ich wzajemnego sieciowania (cross-link). To było jak ułożenie puzzli do końca. Wzorzec mutacji, jaki obserwowaliśmy podczas naszych badań można dobrze wyjaśnić strukturą chemiczną kolibaktyny, stwierdza Cayetano Pleguezuelos-Manzano. Gdy już poznali sposób działania kolibaktyny, postanowili sprawdzić, czy ślady tego oddziaływania można znaleźć u pacjentów. Naukowcy przeanalizowali mutacje w ponad 5000 guzach nowotworowych reprezentujących różne rodzaje nowotworów. Okazało się, że jeden rodzaj nowotworu zdecydowanie się tutaj wyróżnia. W ponad 5% guzów raka jelita grubego było widać wyraźne ślady takiej właśnie mutacji, podczas gdy w innych rodzajach nowotworów były one obecne w mniej niż 0,1% guzów, mówi Jens Puschhof. Ślady takie znaleziono w przypadku takich nowotworów jak nowotwory jamy ustnej czy pęcherza. Wiadomo, że E. coli może infekować te organy. Chcemy zbadać, czy genotoksyczność tej bakterii może wpływać na rozwój nowotworów poza jelitem grubym. Badania te mają olbrzymie znaczenie dla zapobiegania nowotworom. Niewykluczone, że w przyszłości badanie na obecność genotoksycznych E. coli stanie się jedną z metod identyfikowania grup podwyższonego ryzyka, że uda się wyeliminować z jelit szkodliwy szczep E. coli, czy też, że pozwoli to na bardzo wczesną identyfikację choroby. Badania opisano na łamach Nature. « powrót do artykułu
  23. Z wrodzonej upierdliwości - rzeki to też akweny, czyli "po rzekach i innych akwenach"
  24. Bezpośrednia śmiertelność to jedno, a drugie, i o tym jeszcze praktycznie nic nie wiadomo, jakie będą dalsze skutki zachorowania. No i ew. mutacje.
  1. Load more activity
×
×
  • Create New...