Skocz do zawartości


ex nihilo

Rejestracja: 28 kwi 2014
Poza forum Ostatnio: 51 minut temu
-----

#128152 Dlaczego liście są zielone?

Napisane przez ex nihilo w 29 czerwiec 2017 - 02:48

Astro & co. ;)

 

Nie wiem ile jest możliwości w miarę skutecznego żarcia światła dla organiki wszelkiej, bez szybkiego wykitowania. Nie mam czasu w tym pogrzebać.

 

Ale... załóżmy, że jest ich kilka.

I drugie ale... organizm to całość, a żarcie światła to tylko jedna z jego funkcji.

Jak dodamy te "ale", to wyjdzie na to, że wcale to żarcie światła nie musiało być decydujące. Być może (ale tylko być może) zdecydowało coś całkiem innego, a  że akurat toto, które miało "to coś", światło żarło chlorofilem, no to mamy zielone.

Czyli być może szukać trzeba całkiem gdzie indziej, a nie w "zielonym".


  • 1


#125357 Nauka w San Escobar

Napisane przez ex nihilo w 15 luty 2017 - 19:51

ze zwolennikami PIS, jak z fanatykami

 

To "jak" jest niepotrzebne - PiS to nie jest partia polityczna, która by się mieściła w standardowej klasyfikacji politycznej. To jest polityczno-religijna sekta, która jest bezpośrednio powiązana z sektą religijno-polityczną (toruńską).

Kaczyzm odwołuje się praktycznie tylko do emocji wyborców/wyznawców, i to tych emocji najprymitywniejszych: kompleksów, nacjonalizmu, nienawiści, strachu i tak dalej. Mięso wyborcze kaczystów, to w większości wyznawcy toruńskiego grzyba, od którego przejęte zostały też techniki propagandowe. W zasadzie nawet nie są to techniki propagandowe, a zwykłe warunkowanie na symbole.

Nie istnieje możliwość merytorycznej dyskusji z kaczyzmem: w tym po prostu nie ma meritum, jest wyłącznie gra na emocjach. MY (prawdziwi Polacy-katolicy) i ONI (oderwana od koryta ubecka żydokomuna). Stara leninowska zasada: "kto nie z nami, ten przeciw nam".

Normalne partie polityczne starają się łączyć ludzi, którzy mają różne poglądy, kaczyści przeciwnie - maksymalizują podziały. Od czasów wczesnokomuszych nie było takiej napierdalanki, jak jest teraz. Nawet w czasie wojny polsko-jaruzelskiej.

I tak dalej, bo mi się nie chce więcej pisać.


  • 1


#124677 Udało się uzyskać metaliczny wodór? Nie wszyscy w to wierzą

Napisane przez ex nihilo w 28 styczeń 2017 - 23:58

Tu jest oryginalny artykuł:

https://arxiv.org/pdf/1610.01634v1.pdf

 

Co do "podkładki" - nie jest to podkładka, a uszczelka (gasket), kołnierz z rodu (Rh). Próbka siedzi w dziurze w tym kołnierzu, ściskana jest pomiędzy dwoma diamentowymi "kowadełkami". Średnica próbki 8 mikronów, grubość 1,2 mikrona.


  • 1


#123332 Dane z LIGO przeczą teorii Einsteina?

Napisane przez ex nihilo w 13 grudzień 2016 - 23:47

Wychodzi mi na to, że autor chciał coś fajnie i prosto opisać, a trochę pozapętlał sprawę.

Popatrz na to co Jarek wrzucił:

4x4 tensor krzywizny = stała * tensor energii-pędu (...+stała kosmologiczna)

 

Po prawej jest "tensor energii-pędu". Żeby takich paskudnych bluzgów nie rzucać, w uproszczeniu zwykle mówi się "masa", ale masa (m0), to tylko jeden ze składników tego bigosu, którym jest tensor e-p. Poza masą w tym tensorze siedzą wszystkie rodzaje energii, jakie obiekt może mieć - wiązań, kinetyczna ruchu postępowego i obrotowego, cieplna...

 

Weźmy sobie sytuację taką:

mamy ciało idealnie jednorodne (bez składników), doskonale sztywne, dokładnie nieruchome i całkiem zimne - czyli samą masę. W dodatku w lokalnie pustej przestrzeni.

To ciało (tensor e-p) zakrzywia wokół siebie 4D, czyli tworzy się pole grawitacyjne (tensor krzywizny). I koniec, nic więcej nie będzie się działo:

tensor e-p = const.

czyli:

tensor krzywizny = tensor e-p = const.

i tak będzie do końca świata.

 

A teraz dodajmy drugie ciało, np. takie samo. Zaczną się "przyciągać", poruszać względem siebie -> pojawi się dodatkowy składnik tensora e-p - ruch (pęd/en. kin.). Czyli tensor e-p obu ciał zacznie być zależny od parametrów tego ruchu, a tym samym tensor krzywizny też przestanie być const.

 

Chyba z rok temu, przy okazji BH, bawiliśmy się takim samym efektem (suma wszystkich rodzajów energii), tyle że bez bluzgania tensorami i innymi takimi (coby wilk nas banem nie ugryzł ;)). Na końcu zabawy robiła się z tego wszystkiego BH, i jak widzę autor tego tekstu, którego fotkę dałeś, też na następnej stronie do BH przechodzi.

 

Czyli w sumie nie jest to samonapędzanie się grawitacji - w przypadku pojedynczego ciała nic by się nie napędzało, grawitacja (krzywizna 4D) pozostała by niezmienna. Ale gdyby np. to ciało zaczęło wirować, czyli pojawił by się moment pędu (dodatkowy składnik tensora), to miałoby to wpływ na krzywiznę 4D, czyli "grawitację".

 

Uff... może mi się udało ;) :)


  • 1


#123323 Dane z LIGO przeczą teorii Einsteina?

Napisane przez ex nihilo w 13 grudzień 2016 - 16:02

Thikim

 

Dalej się zapętlasz...

Masa zakrzywia 4D i to zakrzywienie to "grawitacja".

Grawitacja nie zakrzywia 4D, bo by musiała zakrzywiać sama siebie, czyli zakrzywienie w ułamku sekundy by się zrobiło nieskończone.

Grawitacja nie pochodzi też od zakrzywienia, bo tym zakrzywieniem jest. To są równoważne opisy. Czy nazwiesz to "grawitacja" (Newton), czy "zakrzywienie 4D" (Einstein), to będzie to samo.


  • 1


#121231 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 29 wrzesień 2016 - 01:30

Trochę tak, i trochę nie... A ile? A ch.. to wie ;)

 

Ale... w ścisłym sensie masą spoczynkową ("masą własną", masą Higgsa) jest masa wynikająca z oddziaływania z polem Higgsa. Oczywiście w przyjętym modelu, w jego podstawowej wersji +/- ogólnie akceptowanej. Natomiast masa obserwowalna (jako spoczynkowa) może być inna - mogą w nią wchodzić energie wiązań (oddziaływań, pól), które łącznie z masą Higgsa dają to, co jako masę obiektu obserwujemy. I ta masa jest wpisywana do H z daszkiem, bez rozdziału na składniki. Ale gdybyśmy sobie to rozdzielili, dostaniemy coś takiego: Mo = Ms(H) + Ew, czyli to co napisałem będzie prawdziwe, chociaż pewnie warte uzupełnienia.

 

A co do spraw ilościowych - nie jest to jednoznaczne. Dopiero kiedy kwarki uda się (?) jakoś wyizolować, będzie wiadomo co i jak. Jak wiesz, na razie sporo w tym prowizorki i spraw wymagających sprawdzenia. Coś tam "przyjmuje się", i tyle :)

 

To czemu łączysz mojego buta z moim glutem w jeden obiekt kwantowy?

 

Jeśli chcesz kapcia zostawić, to proszę bardzo - poluzuj sznurówki tak, żebyś z niego wyskoczył ;) Jeśli ucapisz się krzesła, będzie trzeba i krzesło do gluta dodać.

 

Tak samo nie ma sensu łączenie wszystkich atomów myszy w jednego gluta kwantowego i tunelowanie tego jako całości.

 

Odpowiadasz sobie w następnym zdaniu:

Ruszając ręką pokonuje barierę w postaci pola grawitacyjnego - dzięki wiązaniom między cząsteczkowym i atomowym tę barierę pokonuje jednocześnie cała masa moich atomów.

 

Ustawianie granicy na poziomie atomów nie bardzo ma sens - cząsteczka chemiczna to w sumie taki wielojądrowy atom. Te same wiązania są w "jednojądrowym" atomie, jak i w cząsteczce. Tymi samymi wzorami to można opisać. Atom H to proton + elektron, molekuła H2 to dwa protony i dwa (wspólne) elektrony. Itd., aż do DNA, czy innych superzłożonych cząsteczek. A te z kolei takimi samymi oddziaływaniami (wiązaniami) połączone są z innymi, co zusammen do kupki daje myszę. To wszystko jest jedno pole EM. Możesz je dzielić na składowe, ale możesz i łączyć w zależności od tego, co w danym przypadku Cię interesuje. Podobnie jak możesz pytać o np. tunelowanie całego atomu, albo tylko elektronu z niego.

 

Nie ma powodu aby nawet jeśli wszystkie jadra zatunelują w lewo o 0,0000000000000000000000000000000000001 nazwać to jednym tunelowaniem a nie przypadkowym zbiegiem biliardów tunelowań w lewo pojedynczych jąder.

 

Powód jest, a nawet dwa: pierwszy to, że interesuje mnie mysz jako całość; a drugi, który uprawnia pierwsze, to oddziaływania pomiędzy tymi atomami, które z biliardów atomów robią mysz. Jeśli mysza wykituje, to po pewnym czasie pytanie o tunelowanie myszy straci sens - to już będzie biliard niepowiązanych atomów, a nie mysz. To jak z H2 - dopóki istnieje, może tunelować jako H2, a kiedy się rozsypie na dwa oddzielne H, pytanie o tunelowanie H2 straci sens.

 

Tunelowanie w tym przypadku faktycznie jest nie tyle "w lewo", co "w górę", bo tam jest bariera potencjału, która uniemożliwia klasyczne przesunięcie się lewo (tarcie). To "lewo" dodałem tylko (zakładam, że w lewo mógłbyś bez tunelowania), żeby było bardziej obrazowo, do tunelowania wystarczyłby minimalny podskok "w górę".

 

Równie dobrze możesz powiedzieć że: da się ująć jednym równaniem mnie i Astro mimo iż jesteśmy w odległości załóżmy 100 km a barierą będzie dla nas ziemskie pole grawitacyjne.

 

Jeśli masz takie długie grabki, coby stworzyć z Astro jeden fizyczny obiekt połączony wspólnymi oddziaływaniami, to nie ma przeszkód :)


  • 1


#120840 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 07 wrzesień 2016 - 22:26

Nie mogłeś tak od razu.

 

A było... no może nie tak brutalnie jak tu :)

 

Rozumiem, ze każdy obiekt kwantowy posiada kilka "zazębiających się" w ten sposób w tym samym czasie parametrów (jak te przechodzące lub odbijające się na przeszkodach na wykresie), z których jedne przez przeszkodę przechodzą w całości - zmieniając co najwyzej charakterystykę, inne się całkowicie odbijają, a inne po części przechodzą i odbijają?

 

No nie całkiem tak. Nie ma tam czegoś takiego, że coś przechodzi, a coś nie. Fala (rozwiązanie równania S) w każdym swoim fragmencie zawiera niepodzielną* informację o stanie kwantowym całego układu, np jonu jako całości. Nie może być np. tak, że elektrony przelezą, a jądro się odbije. Ta fala też się nie dzieli na takiej czy innej przeszkodzie, nie robią się z niej połówki czy ćwiartki. Cały czas jest jedna, w całości - powstają tylko lokalne maksima, np. przed przeszkodą i za nią. Tych maksimów może być skolko ugodno - 2, 5, 50, 500...

lrSl2 tej fali (pdp oddziaływania, lokalizacji) działa w taki sposób: załóżmy, że dwa lokalne maksima (przed przeszkodą i za nią). Chcesz poszukać swojego jonu w okolicy takiego maksimum. Bierzesz "młotek szczęścia" (np. CN- do K+) i walisz nim w wybrane maksimum. Jak szczęście masz, pole da ci K+ (zawsze i tylko w całości!) i zrobisz sobie KCN. Jak szczęścia nie masz, próbuj jeszcze raz... i tak do skutku. Zasada jest prosta - albo dostajesz fanta w całości, albo wcale. Możesz losować dalej, ale znowu to samo - fant w całości, albo nic. Tu nie ma nagród pocieszenia: nie dostaniesz na otarcie łez np. trzech elektronów z jednym protonem i dwoma neutronami. ;)

 

a angielskiego nigdy nie miałem

 

He, he... ale ja angielskiego nie znam! Gdyby to była jakaś trochę bardziej skomplikowana powieść, pewnie do drugiej strony bym nie dotarł, bo by mi to w ogóle do łba nie wchodziło, totalnie by mnie to nie interesowało. A "takie" artykuły czytam dosyć swobodnie, i zupełnie mnie nie obchodzi, że to angielski. Po prostu tam jest jakaś treść, w miarę znana mi terminologia, w razie draki pomogą obrazki czy jakieś prostsze robale... i wchodzi. Samo i tak jak jest - nie tłumaczę tego na polski. Zaciął bym się natychmiast. W ogóle nie potrafię czytając w obcych językach tłumaczyć tego na polski - albo załapię treść "jak jest", albo przeczytam jeszcze raz. Czytam jednym ciurkiem, i nie bardzo mnie obchodzi, że czegoś nie łapię - wyjaśni się później, albo później, jak załapię ogólnie całość, wrócę do tego szczegółu. To bardzo skuteczna metoda. Kiedyś, kiedy zajmowałem się robalami, musiałem czytać teksty w kilkunastu językach. Gdybym próbował się ich uczyć, nigdy bym tego nie zdążył przeczytać. Np. dużo wtedy czytałem tekstów czeskich i słowackich - nie rozróżniałem i do teraz nie rozróżniam języka czeskiego od słowackiego :D Nie wiem czy to co czytam jest po czesku czy po słowacku. I kompletnie mnie to nie obchodzi. Do łba ma mi wleźć treść, przekaz, i to wszystko. A ogólnie, to jestem totalnym antytalentem językowym, przynajmniej kiedy próbuję się jakiegoś języka uczyć... bez szans. W szkole rosyjski, francuski, angielski - zawsze tróje na szynach i to z łaski :) A czasem nawet się starałem, nic z tego. Podobnie zresztą z polskim, gramatyka i inne takie, to dla mnie sprawy bardziej skomplikowane niż kwadrat kwantologii przemnożony przez OTW ;) A po co to napisałem? A po to, cobyś się nie przejmował, że angielskiego nie znasz, i po prostu przeczytał, porządnie przejrzał. Nie całość, wystarczy wstęp i wnioski + obrazki. Na początku raczej nic nie skumasz, ale dziesiąty czy dwudziesty taki artykuł sam Ci pewnie do głowy wejdzie. W którymś momencie załapiesz, że po prostu i zwyczajnie rozumiesz, jakby to nie po angielsku było :)

 

Jeszcze tylko sprawa tych drgań. Co drga (cząstki elementarne, atomy złożone, cząsteczki - np woda) i dlaczego - bo tego nie rozumiem?

 

A wszystko drga. Fizyczny świat to fale, a fale to drgania... :)

Ale tutaj będzie chodziło o konkretny rodzaj drgań - drgania cieplne. W gazie, gdzie cząsteczki gazu mają dużą swobodę, podgrzewane rozpędzają się, a jak trafią na drugą, to walą w nią (polem EM powłoki elektronowej w jej pole). W cieczach, a przede wszystkim ciałach stałych, takiej swobody już nie ma, szczególnie np. w kryształach. Cząsteczki są uwięzione w węzłach sieci krystalicznej. Podgrzewane nie mogą się rozpędzić, chociaż próbują. I z tego właśnie próbowania robią się drgania cząsteczek w węzłach sieci. A jeśli energia tych drgań przekroczy wartość krytyczną (wytrzymałość wiązań sieci), to kryształ się topi albo rozpada... Związki chemiczne są w tym podobne do kryształów - atomy są uwięzione przez łączące je wiązania (wspólną powłokę elektronową), rozpędzić się nie mogą, mogą tylko drgać. Jon, który znajdzie się w polu oddziaływania pola EM molekuły, szczególnie takiej bardziej skomplikowanej, też będzie miał ograniczoną swobodę. Nawet jeśli wcześniej gdzieś tam pędził, zostanie przynajmniej częściowo wyhamowany, a jego energia kinetyczna ruchu postępowego zamieniona zostanie na energię drgań cieplnych. Odpowiedni rezonans pól jonu i molekuły może taki jon "chłodzić" lub "podgrzewać". Drgania rezonansowe przeciwne w fazie będą taki jon chłodzić.

Reszta jak przeczytam. Dzisiaj tego nie zrobię, muszę co innego klepać (termin niestety).

 

P. S.

Ciągle coś mi się zieleni pod tekstami :) Dzięki, fajnie, że się podoba. Mam nadzieję, że te skrajnie uproszczone (dalej już ściana, i to taka, której nie da się przetunelować) intuicje kwantologiczne pomogą wejść w temat, cholernie ciekawy. To tylko początek początku... Mam też nadzieję, że udaje mi się unikać błędnych sugestii - ale to jest zawsze do poprawienia, kiedy ktoś będzie chciał iść dalej :D


  • 2


#120822 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 06 wrzesień 2016 - 22:27

Dopadłem oryginał:

http://arxiv.org/pdf/1206.0637v1.pdf

Z szybkiego przejrzenia wynika, że powinno mi się udać na "nasze" to przerobić, ale muszę to dosyć porządnie przeczytać (a trochę tego jest, 13 str.) i pod kopułą przemielić. Wygląda na to, że taki schemat ogólny, jaki wczoraj opisałem, pdp się z grubsza utrzyma (dojdzie sporo szczegółów), ale nie wiem jeszcze jak będzie z tym tunelowaniem - jest tam, czy go nie ma. Ogólnie artykuł bardzo fajny, wygląda na napisany bardzo przystępnie, tak że dobrze chyba będzie, jeśli Ty to przejrzysz przed moją "na nasze" przeróbką... a później przypuszczam, że do artykułu wrócisz.

 

Jednak zanim... przyda się - jak widzę po Twoim wpisie - trochę intuicji związanych ze sprawą energii. Rzecz jasna, na naszym przedszkolnym poziomie, ale powinno Ci to ułatwić zrozumienie sprawy, bo...

 

energia w kwantologii (i nie tylko) jest... no wiadomo czym jest (chociaż właściwie nie bardzo wiadomo :)). Dotychczas tym się tu nie bawiliśmy, coby nie komplikować. Zakładaliśmy, że jedyna energia, jaką ma układ (pole, cząstka, fala, dowolny inny obiekt fizyczny) to energia w postaci masy spoczynkowej, którą można traktować jako energię zawartą w oddziaływaniu (sprzężeniu) z polem Higgsa. Zgodnie z wzorem E0 = m0c2 jest to energia/masa spoczynkowa, którą można przerobić na dowolny inny rodzaj energii. Energią kinetyczną przyjmowaliśmy jako zaniedbywalnie małą, chociaż wystarczającą do bardzo powolnego przemieszczania się naszych obiektów wewnątrz pudełka. A są też inne rodzaje energii - drgań, wiązań itd.

 

W kwantologii energia jest operatorem, czyli czymś, co wpływa na stan i ewolucję układu. I to operatorem chyba najważniejszym. Całkowita energia obiektu kwantowego (suma wszystkich rodzajów energii układu) siedzi w operatorze Hamiltona (hamiltonian) i w takiej postaci wchodzi do rS. I to od tej całkowitej energii (i ew. jej zmian) przede wszystkim zależy ewolucja stanu układu. Dla naszych potrzeb i jak zwykle w maksymalnym uproszczeniu - im ta całkowita energia jest większa, tym obiekt robi się "mniej kwantowy". Przekładając to na lrSl2 - im większą obiekt ma energię, tym lepiej będzie zlokalizowany, trudniej będzie rozmywał. Im większa energia, tym obiekt bardziej będzie się zachowywał jak "cząstka", a mniej jak fala. Tych falowych właściwości nigdy całkowicie nie utraci, mogą one jednak stać się niemierzalnie małe.

 

W przypadku tego artykułu ważna będzie energia kinetyczna (ruchu postępowego) i energia drgań, która możemy tu traktować jako energię "cieplną" i jej przede wszystkim dotyczyć będzie "schładzanie". Masa jest stała. Kierunek działania energii kinetycznej ruchu postępowego i prędkość tego ruchu wyznaczone są przez różnicę potencjałów (+ i -) pola po obu stronach membrany. Przyjmijmy, że też ta energia też jest stała. Pozostają drgania.

 

W świecie kwantowym wszystko drga. Zajrzyjmy do wnętrza rS - jest to paczka falowa, której wyobrażenie można pokazać np. tak:

https://www.youtube....h?v=sydEGMnSMgg

(super to jest, warto też zwrócić uwagę na tunelowanie, przejście przez "dołek" potencjału (z częściowym odbiciem!), przechodzenie przez niskie bariery, itd.)

 

Upraszczając do oporu - im bardziej drga (= większa energia drgań), tym mocniej trzyma się kupy ("cząstka"), a im mniej drga, tym lepiej się rozłazi (rozmyta fala)... Popatrzmy na wielokilometrowe długie fale radiowe i promieniowanie gamma (praktycznie "cząstkowe"). Fizycznie to w zasadzie samo: fotony, strumienie fotonów. Tyle że fotony długich fal radiowych mają bardzo małą energię drgań, a fotony gamma bardzo dużą.

 

W przypadku przejścia jonów K przez membranę będzie chodziło o to, żeby zachowywały się bardziej jak te radiowe fale niż jak promieniowanie gamma, dlatego trzeba będzie maksymalnie wytłumić ich drgania. Ale to już po artykule :)


  • 1


#120789 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 05 wrzesień 2016 - 16:58

Pogoda dzisiaj paskudna, ciągle deszczami mnie straszy, to i ja paskudny być mogę i też trochę postraszyć - przestrzenią Hilberta - oczywiście tych, którzy matmy się boją, bo Ci, którzy jej się nie boją, to raczej mnie postraszyć mogą ;)

 

Kiedy cokolwiek z kwantologią związanego się czyta, to wcześniej czy później przestrzeń Hilberta z jakiegoś kąta wyskakuje... Wektory stanu w przestrzeni Hilberta i inne takie. Co to za cudo Hilbert wymyślił, zajrzyjmy do Wiki:

"rzeczywista lub zespolona przestrzeń unitarna (tj. przestrzeń liniowa nad ciałem liczb rzeczywistych lub zespolonych z abstrakcyjnym iloczynem skalarnym), zupełna ze względu na indukowaną (poprzez normę) z iloczynu skalarnego tej przestrzeni metrykę. Jako unormowana i zupełna, każda przestrzeń Hilberta jest przestrzenią Banacha, a przez to przestrzenią Frécheta, a stąd lokalnie wypukłą przestrzenią liniowo-topologiczną." A do tego może być nieskończenie wymiarowa.

 

No faktycznie, pokraka jakaś nieziemska... kołek tylko jakiś porządny wziąć i tłuc zarazę, aż do zerowego wymiaru się skurczy.

 

Czy jednak na pewno?

Weźmy sobie nasze zapisy stanu pola:

S0 = (0, 0, 0, 0)

Se = (1, -1)

Sp = (1839, +1)

...

To są po prostu wektory stanu w przestrzeni Hilberta :D W pierwszym przypadku czterowymiarowej, w drugim i trzecim w jej dwuwymiarowej podprzestrzeni.

Dlaczego wektory? Przecież żadnej wektorowej szczałki tam nie ma. Nie ma? No to zaraz będzie. Coby prościej było, weźmy sobie dwuwymiarową pH, np: z wektorem Se = (1, -1). Narysujmy zwykły układ współrzędnych (x, y), na osi x będzie nasza elektronowa masa (1), na y ładunek (-1). I tak jak to się normalnie robi, wyznaczmy sobie punkt (1, -1). A teraz od (0, 0) do tego (1, -1) narysujmy kreseczkę ze strzałką w kierunku punktu... no i mamy wektor stanu w przestrzeni Hilberta. :)

 

Przestrzeń Hilberta jest przestrzenią wektorową, punkty w niej wskazuje się przy pomocy wektorów przeciągniętych od (0, 0, 0, ... 0) do danego punktu. Liczy się też na zasadzie rachunku wektorów. Czyli dodawanie wektorów to będzie taki romb, jaki w podstawówce pokazywali. Itd. Można sprawdzić, że nasze prymitywne rachunki stanów pola wektorowo dadzą wyniki dokładnie takie same, jak sobie to pisaliśmy, np. atom wodoru (Sp + Se) będzie miał zapis (1837, 0). Jak ktoś będzie chciał sprawdzić, wygodniej dla protonu przyjąć np. (3, +1), wynik będzie wtedy (4, 0).

 

To samo można zapisać i liczyć w postaci macierzy, czyli tabelek, z wpisanymi w odpowiedni sposób wektorami, siedzących pomiędzy dwoma kwadratowymi nawiasami.

 

I ta najprostsza możliwa intuicja przestrzeni Hilberta, dla kibiców kwantologii w zasadzie jest wystarczająca. Wiadomo po prostu o co chodzi, kiedy autor pisze o wektorze stanu w przestrzeni Hilberta. Rzeczywiste rachunki, dla faktycznych stanów i ich dynamiki, często są cholernie skomplikowane, ale ogólna intuicja tego wszystkiego wygląda mniej więcej tak, jak w naszych przedszkolnych wyliczankach. ;)

 

 

A dlaczego akurat w przestrzeni Hilberta się toto liczy? Bo najwygodniej :)


  • 1


#120764 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 03 wrzesień 2016 - 02:05

Czyli jak? Co decyduje, że atom sodu stuneluje?

 

Decyduje to samo, co w przypadku każdego innego tunelowania - pdp wynikające z dynamiki lrSl2 w danych warunkach. lrSl2 można określić dla dowolnego obiektu.

 

Stunelowanie większej części jądra? :)

 

Równie dobrze mógłbyś zapytać o większą cześć protonu :)

 

Nikomu nie udało się tunelować myszy :) Więc gdzie jest granica?

 

Granicy nie ma, jest pdp asymptotycznie zbliżające się do zera.

Mysza? Policz masę, o ile rzędów większa od masy protonu. Miałem ochotę zrobić to dla średnio wypasionej bakterii, ale nie miałem czasu.

Tu:

https://books.google...n atoms&f=false

masz wynik doświadczenia z interferencją atomów neonu (1994). Ponoć (bo nie mam dokładnych danych) robili to już też z chemicznymi glutami po kilka tys. mas protonu, a zabierali się do interferencji małych wirusów. Gdzie jest granica?

 

Barierą potencjału nie musi być odległość, na którą przemieści się cały obiekt (w ogóle nie musi nią być odległość), może nią być dowolne przejście ze stanu A do stanu B wymagające (klasycznie) jakiejś tam energii. Np. załóżmy, że jesteś sześcianem 1 m3, w koordynatach "stan A". Żeby przemieścić się o 1 mm ("stan B") potrzebujesz (klasycznie) energii E, której nie masz, masz np. tylko E/3. Ale znaleźli Cię w koordynatach "stan A + 1 mm", czyli w stanie B... to znaczy, że przetunelowałeś przez barierę potencjału równą 2/3E, chociaż niemal nie ruszyłeś się z miejsca. Nie mam już teraz łba do wymyślania ciekawszych przykładów, całkiem bez przesunięcia w przestrzeni, a w przypadku chemii to by mogło być najważniejsze. Np. konieczność przejścia przez jakieś stany wzbudzone itp.

 

Czekam na to, co glaude po powrocie zapoda :)


  • 1


#120689 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 31 sierpień 2016 - 22:45

Nie zam publikacji, o których napisałeś, w wolnej chwili poszukam, może coś w sieci wygrzebię. Ale niezależnie od tego, czy jest to wnętrze bakterii, czy wnętrze Słońca, dioda tunelowa czy tunelowy mikroskop, czy tunelował będzie elektron, czy jon (w tym przypadku będzie to pewnie H+, czyli proton), fizyczny mechanizm tunelowania jest zawsze taki sam. Z całkiem przyzwoitym przybliżeniem, wystarczającym do wytworzenia w miarę poprawnej intuicji, był on opisany 23.08. 00:29 (# 55).

 

Przekładając to na chemię: mamy jakiś związek chemiczny (ZC) i jon H+, konfiguracja pola EM wytworzona przez strukturę chemiczną ZC powoduje, że ZCH nie może powstać w sposób czysto chemiczny (klasyczny), chociaż ZCH ma chemicznie poprawną budowę. Załóżmy, że ZC jest w postaci jonu ZC-. W całości jego ujemny ładunek przyciąga  H+, ale pole to jest niejednorodne - dostępu do miejsca, gdzie H+ mógłby zostać wbudowany broni "bramka" dodatniego potencjału pola odpychająca H+. Czyli H+ jest przyciągany w okolice bramki, ale samej bramki klasycznie przejść nie może - musiałby mieć energię wystarczającą do pokonania tego odpychania (tak zwyczajnie, na siłę). Cząstka klasyczna (kulka, piłeczka) nie przejdzie takiej bramki nawet jeśli brakuje jej jakiegoś ułamka procenta energii - odbije się od tej bramki. Będzie znowu w jej okolicę przyciągnięta, i znowu się odbije. I tak do us..... . Ale H+ jest obiektem kwantowym, rozmytym w przestrzeni stanem pola. Kiedy zbliża się do bramki, jakaś część jego funkcji falowej (rS) zawsze bramkę przechodzi, jest po "wewnętrznej" stronie bramki. A to daje prawdopodobieństwo wynikające z lrSl2, że tam, "wewnątrz", H+ zostanie przechwycony, zlokalizowany i połączy się z ZC- w ZCH. Ogólnie tak mniej więcej będzie to wyglądać, a szczegóły zależą od chemicznej budowy (= struktury pola EM) ZC-.   

 

Cząsteczka wody jako całość jest elektrycznie obojętna, ale jej pole EM jest silnie spolaryzowane:

220px-Water-charge-surface.png

(Z https://pl.wikipedia.org/wiki/Woda)

Obszar czerwony jest naładowany ujemnie, niebieski dodatnio. Załóżmy, że to nie jest obojętna elektrycznie cząsteczka wody, a nasz skomplikowany organiczny ZC-, który może przyłączyć H+ tylko w taki sposób, że H+ wlezie "od dołu" przez ten niebieski dodatnio naładowany obszar, który będzie go odpychał (bariera potencjału, bramka). Gdyby H+ miał wystarczającą energię kinetyczną, mógłby klasycznie przebić się przez ten obszar jak kula przez deskę. Ale aż takiej energii nie ma: ZC- jako całość przyciąga go zbyt słabo. Jednak jako rozmyta cząstka kwantowa H+ ma szansę przetunelować przez niebieski obszar i zostać przechwycony (zlokalizowany) przez "czerwone". No i mamy ZCH :)

 

Edycja:

Ta skala miniaturyzacji poraża!!!

 

Eee tam, przyzwyczajenie :D Gdyby taka bakteria dowiedziała się o Twoim istnieniu, pewnie skichała by się z przerażenia, że może istnieć coś tak ogromnego jak Ty i w dodatku działać. ;) 99,99(9)% zdarzeń dzieje się takiej i mniejszych skalach - dziwolągiem na tym świecie są zdarzenia w naszej skali... to tylko 0,00(1)% wszystkich zdarzeń :D

 

I tak sobie myślę teraz, ze i tak jestem za głupi, zeby to zrozumieć.

 

Pogadamy o tym za miesiąc, a może i jutro... ale najpierw wypieprz w πzdu wszystkie kulki i inne takie ;)

Obrazek z wodą pokazuje Ci bardzo ładne pole, na którym widać rozkład potencjałów (stanów) tego pola (+ i -), możesz sobie określić gradienty, kierunki przyciągania i odpychania ładunków (jonów) + i -... i tak dalej. Kulka tam nie przelezie, stan pola przelezie. Z tego różowego w rogu trójkąta zrobi najpierw białe, a potem lekko niebieskie i wtedy to czerwone na górze go do środka może "wciągnąć", trochę tak (ale tylko trochę), jak surowe jajko przez dziurkę (wirtualną tylko) w skorupce :D


  • 1


#120620 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 30 sierpień 2016 - 00:23

No w końcu podniosłem dzisiaj ten kamień... Coś było tam, gdzie miał być proton, ale było to od cholery razy większe i jak spleśniałe wglądało, albo jak żabi skrzek jakiś. Podobno UV pleśnie zabija. No to wsadziłem to cuś pod kwarcówkę i ustawiłem pełną moc. Faktycznie po chwili tak jakby na moment pleśń zniknęła, a może mi się tylko tak wydawało, bo tylko coś tam błysnęło i było jak na początku. Jednak po kilku takich błyskach rzeczywiście pleśń wzięli diabli. To ja szybko protonka w garść i do pudełka, żeby znowu jakiegoś numeru mi nie wywinął.

 

Ok, mamy proton w pudełku, w którym siedzi już elektron... no może nie całkiem siedzi, bo porozłaził się po całości. Pewnie gdzieś jest większa szansa go złapać, gdzieś mniejsza, ale po operacji kosmetycznej lrSl2 tego się już się nie doliczymy, nie ma szans. Proton to rzecz jasna też będzie stan pola, jak wszystko u nas. W naszym zapisie będzie to Sp = (1836, +1). 1836, bo jego masa (energia) spoczynkowa jest ok. 1836 razy większa niż elektronu, którego masę przyjęliśmy jako jednostkę. Jak i w przypadku elektronu przyjmujemy, że ma jakąś energię kinetyczną, ale w naszych rachunkach pomijalnie małą. Ładunek elektryczny protonu ma wartość taką samą jak elektronu, ale znak odwrotny (+, co jest całkowicie umowne).

 

Czyli patrząc z zewnątrz na pudełko mamy tam:

S0+e+p = S0 + Se + Sp = (0, 0, 0, 0) + (1, -1) + (1836, +1) = (1837, 0, 0, 0)

Pole w pudełku solidnie zyskało na masie, ale stało się dla nas elektrycznie neutralne.

 

Zajrzyjmy do środka zobaczyć, jak się nam tam proton po polu porozmywał. Otwieramy, i lekki zonk - proton jaki był, to praktycznie taki jest. Możemy go łatwo zlokalizować. Oczywiście proton też zachowuje się zgodnie z rS, ale jego kwantowe dziwactwa są dużo słabsze niż elektronu - nie tylko ma dużo większą masę (energię), ale do tego jest cząstką złożoną, stale zachodzą w nim oddziaływania pomiędzy jego składnikami: kwarkami (3 szt.) i gluonami. O kwarkach coś tu już było, no to teraz gluony - to oczywiście też stany pola (kwanty pola Younga-Millsa), przenoszące oddziaływania pomiędzy kwarkami. Ogólnie, w teorii pola (właściwie pól fizycznych), oddziaływanie "cząstek" między sobą polega na wymianie między nimi kwantów pola (cząstki też są kwantami odpowiednich pól). Nośnikiem oddziaływania elektromagnetycznego są fotony - kwanty pola EM. Gluony "sklejają" kwarki, mogą też oddziaływać pomiędzy sobą. Tymi sprawami zajmuje się chromodynamika kwantowa (QED), paskudnie pokręcony matematycznie dział QFT.

 

My tu potraktujemy proton jako stan pola, będącego sumą wszystkich pól, w których siedzi i z nimi oddziałuje. Na nasze potrzeby ograniczymy to do masy (pole Higgsa) i ładunku (pole EM), czyli sumarycznie (1836, +1).

 

I co się tam dzieje w pudełku? Mający niewielką energię kinetyczną proton powoli się po pudełku przemieszcza, jako glutkowaty stan, którego rozmycie będzie zgodne z wyliczonym dla niego lrSl2. Jak widzieliśmy w przypadku wrzuconego do pudełka elektronu, ładunek elektronu (-1) natychmiast zaczął polaryzować próżnię, zmieniać jej stan (statystykę) wokół siebie. Jak łatwo się domyśleć, dokładnie tak samo, tylko "w odwrotną stronę", będzie z naładowanym dodatnio protonem. Ładunki ujemne powstających wirtualek będą się kierowały się w jego stronę. Pomiędzy obszarami o różnym ładunku elektrycznym będzie przepływać masa wirtualnych fotonów. Jeśliby spróbować to opisać jakoś obrazowo, można by powiedzieć, że proton i rozmyty elektron zaczną się "szukać". Ponieważ w tym niedużym (tak zakładamy) pudełku na pewno siedzi stan (1, -1), czyli kwant pola Diraca, wcześniej czy później praktycznie na pewno dojdzie do tego, że ładunki pola ułożą się w taki sposób, że w jakiejś odległości od protonu stan pola będzie równy (1, -1), czyli w tym obszarze zlokalizowany zostanie elektron. Nie dokładnie ten, którego tam wrzuciliśmy, ale "jakiś", bo nie da się go zidentyfikować.

(1, -1) = (1, -1) = (1, -1) = (1, -1) ...

I to jest ta pleśń, która pod kamieniem pokryła mojego elektronka i zrobiła z niego atom wodoru - też stan pola :D , który w naszym systemie zapisu możemy sobie zapisać jako:

Sw = Se + Sp = (1, -1) + (1836, +1) = (1837, 0)

 

"W jakiejś odległości od protonu". Odległość ta zależy od energii elektronu. Kiedy połknie foton, jego energia zwiększy o wartość tego fotonu, co "odrzuci" go od protonu na odpowiednią odległość, nawet taką, że prawdopodobieństwo połączenia się z protonem we względnie stabilny układ (atom) będzie w praktyce zerowe. Ale elektron może tego fotonu się pozbyć. Jeśli mu się to uda, a nie będzie jeszcze zbyt daleko od protonu, wróci w okolice protonu (na "orbitę"). Niekoniecznie jednym skokiem, ale będzie minimalizował swoją energię pozbywając się kolejnych fotonów, aż znajdzie się w minimalnej dopuszczalnej przez równanie falowe odległości. I właśnie coś takiego działo się, kiedy pod kwarcówką próbowałem oczyścić protonka z pleśni, która się do niego pod kamieniem przyczepiła. Z pierwszym razem się nie udało, elektron za słabo oberwał kwantem UV, zdołał go natychmiast odrzucić, ale za którymś razem dostał porządnie... i diabli go wzięli. Dokąd? Tylko oni wiedzą, jeśli wiedzą, bo raczej też nie wiedzą :D

 

A co będzie z protonem, jeśli ścianki pudełka nie będą idealne i proton mógłby (?) tunelować? Zrobi to? A dlaczego by nie... też jest kwantowym stanem pola i nic co kwantowe nie jest mu obce. Tyle że jednym łatwiej coś przychodzi, innym może być trudniej. lrSl2 protonu jest dużo słabiej rozmyte niż elektronu, czyli prawdopodobieństwo tunelowania protonu jest mniejsze niż elektronu (w analogicznych warunkach), ale protony dosyć często tunelują - nawet w nas, w naszym DNA :D Zresztą bez tunelowania protonów w ogóle by nas pewnie nie było - Słońce (też stan pola) by nie świeciło... nie wysyłałoby nam fotonów, które tak lubimy (no chyba, że ktoś jest całkiem mrozoodporny, i wystarczyłoby mu, że Ziemia jeszcze nie całkiem ostygła).

 

No i tyle na dzisiaj... a jutro (właściwie już dzisiaj) następna porcja stanów pola, które tak lubię... fotonów - od podczerwieni do bliskiego UV :D

 

(o wybaczenie proszę za błędy wszelkie, literówki i takie inne, ale nie będę już edycji robił)


  • 2


#120588 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 27 sierpień 2016 - 21:24

Ja bym tak szybko nie przekreślał strunowców.

 

Na razie oni sami jeden po drugim rezygnują. To co zrobili zostaje i oczywiście zawsze będzie do tego można wrócić, jeśli będzie jakiś powód. Mnie to jakoś nigdy specjalnie nie zainteresowało. Właściwie sam nie wiem dlaczego, ale na pewno nie przez te wymiary :)

 

Jednak dla mnie niemożliwe jest wyobrażenie sobie większej liczby wymiarów jak 3. Nie jestem w stanie zrozumieć jak może istnieć przestrzeń z np. 20. wymiarami?

 

Matematycznie sprawa wielowymiarowości nie jest trudna - zwykle to po prostu dodatkowy parametr czegoś tam. Opisując jakiś przedmiot możesz do trzech wymiarów przestrzennych i czasu (ruch) dodać np. kolor i już masz pięć wymiarów (x, y, z, t, c), a ponieważ kolor możesz przedstawić jako trójwymiarowe RGB lub czterowymiarowe CMYK, to można sobie zrobić z tego przestrzeń (x, y, z, t, C, M, Y, K), no i masz przedmiot opisany w ośmiowymiarowej przestrzeni. Tak to mniej więcej wygląda czysto matematycznie. Natomiast faktycznie dużym problemem jest wyobrażenie sobie geometrii przestrzeni wielowymiarowej, ale też nie zawsze. Wymiar może być np. zwinięty, tak jak w strunach. Np. każdy wymiar przestrzenny będzie miał "nawinięty" na siebie w skali submikro dodatkowy wymiar. Takie coś nietrudno sobie wyobrazić. Gorzej, kiedy miałyby być to równorzędne sobie nieskończone wymiary. Wtedy faktycznie taka geometria jest na tyle różna od tej, do której przystosowany jest nasz mózg, że potrzebny jest bardzo długi trening, żeby w jakikolwiek sposób nawet w przybliżeniu sobie to wyobrażać. Ale matematycznie to też nie zawsze musi być problem. Ogólnie dla matematyków wielowymiarowość jest jednym z najmniejszych problemów, jakie im zwoje prostują ;)

 

Może i się sprawdza doświadczalnie, ale jednak oddziaływanie grawitacyjne wyłamuje się z formuł matematycznych.

 

To nie wina kwantologii - równie dobrze można stwierdzić, że OTW to tylko 1/4 :D Z tym, że z formuł matematycznych i w ogóle z fizyki grawitacja się nie wyłamuje, siedzi w tym bardzo mocno, tyle że nie udaje się jej skwantować i nie wiadomo, czy będzie to w ogóle możliwe, chociaż raczej będzie możliwe. Ale pewnie będzie to zabawka czysto teoretyczna - kwantowa grawitacja, jeśli będzie, to będzie działać tylko w skrajnych warunkach, we wnętrzu czarnych dziur (osobliwość), czy w okolicach t=0. W normalnych warunkach poprawki kwantowe będą w praktyce całkowicie zaniedbywalne. Ale teoretycy cały czas kombinują, też polscy.

 

z tego co się zorientowałem ich bardziej interesują zjawiska "nanoelektryczne" i ich zastosowanie praktyczne w komputerach.

 

To kwantologia. I faktycznie kwantologia dotycząca tego, co dzieje się w ciałach stałych i stanów takich jak splątanie, w ostatnich latach bardzo się rozwinęła - teoretycznie i praktycznie. To jest bezpośrednio przydatne, jest na to też forsa, no to się to robi. I dużo to wnosi do całej kwantologii i w ogóle fizyki.

 

-------

 

A protonek pewnie jutro, no chyba, że jeszcze dzisiaj mi się zachce spod kamienia go wypuścić :)


  • 1


#120525 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 24 sierpień 2016 - 20:57

Ale nie słyszałem o fluktuacjach rozwiązania równania Schroedingera. I trochę mnie to zaskakuje. Wydawało mi się że owszem nie mamy pewności ale prawdopodobieństwo możemy policzyć ściśle. W takim ujęciu to prawdopodobieństwo fluktuując nie jest już ścisłe.

 

Bawimy się tu podstawowymi zasadami i intuicjami QFT (teorii pola), ale bez formalizmu tej teorii, bo dosyć trudny. Zamiast tego, coby było intuicyjnie, wziąłem równianie Schroedingera (dalej rS), a dokładniej kwadrat modułu rS. To nie jest przestępstwo. Ale rS jest z trochę innej wersji kwantowej bajki - rS nie przewiduje istnienia wirtualek i bajzlu, jaki one wprowadzają. Czy podoba Ci się jednoznaczne i precyzyjne określenie prawdopodobieństwa np. na dokładnie 5% w danym punkcie bulgoczącego wirtualkami pola? No chyba nie, to nie pasuje do siebie, wygląda paskudnie. Dlatego zrobiłem rS małą operacje plastyczną: do każdego punktu krzywej rS przyporządkowałem "w poprzek" drugą taką samą krzywą, której całka jest wartością prawdopodobieństwa wg rS w danym punkcie. Graficznie wygląda to mniej więcej tak, jakby krzywą rS przepuścić przez rozmycie gaussowskie (Gaussian Blur). To takie rozmycie determinizmu rS. Trochę jazda po bandzie, sędzia wsadził już pewnie gwizdek w dziób, ale chyba jeszcze nie gwiżdże - albo się zakrztusił, albo przekopuje regulamin tej gry, czy taka operacja jest dozwolona ;) :D Tak czy inaczej zbliża to trochę rS do (wirtualnej) rzeczywistości QFT. O to właśnie chodziło, żeby prawdopodobieństwo nie było ścisłe. Ale może to nie tylko operacja plastyczna... ;)

 

Ale...czy jest w ogóle szansa na detekcję w ten sposób pojedynczej cząstki wirtualnej (a nie statystycznej całości - cząstki rzeczywistej)? Bo to by się sprowadzało do tego że możemy pojedynczego (każdego) wirtuala zaobserwować czyli zlokalizować w nim cząstkę rzeczywistą.

 

Co jest wirtualne, a co rzeczywiste? W zasadzie w QFT nie ma takiego pytania. Rzeczywiste jest to, co sobie jako rzeczywiste zaobserwujemy, i tylko w tym momencie. "Cząstka" to trochę sztuczne pojęcie, chociaż w praktyce wygodne. Stan, struktura, konfiguracja pola, nic "twardego". Jak wrzucę proton będzie łatwiej - proton jest trochę bardziej klasyczny od elektronu.

 

Jeśli jednak młotek ma być rzeczywisty (a tylko np. jest założenie myślowe że możemy jednocześnie użyć n młotków) to taki młotek może wykryć tylko rzeczywiste cząstki.

 

Tym rzeczywistym młotkiem będzie proton... on sobie elektronka "zrobi" (bo trudno to inaczej określić) ze stanu pola.

 

Dalej pojawia się kwestia szybkości lokalizacji (podejrzewam że to dokładnie ta sama szybkość co przy splątanych cząstkach i tunelowaniu). Natychmiastowa? Bardzo szybka? Błyskawiczna?

 

Nie wiadomo, być może w ogóle nie można jej jednoznacznie określić, ale najbliższe byłoby to chyba "natychmiastowej". Kwantologia, którą się tu zabawiamy, jest nierealistyczna (w sensie kwantowym) i nielokalna. "Cząstka" w niej nie istnieje poza momentem oddziaływania, a następstwa zdarzeń nie muszą być ograniczone c, jeśli nie następuje wymiana energii.

 

A właśnie od tej szybkości zależy co zrobi n młotków jednocześnie :)

 

Nie, od pola można wziąć "pożyczkę", ale trzeba ją szybko oddać :)

 

 

 

Tak więc nie do odróżnienia jest, który z elektronów znalazł się poza pudełkiem!

 

Żaden :) To całkiem nowy elektron, który się "zrobił" ze stanu pola.

 

Ex nihilo Czy model 2-wymiarowy ze zderzeniami kulek lepiej Ci pasuje, jako odpowiednik 3-wymiarowego pola kwantowego?

 

Zostaw już te wszystkie diabelskie wynalazki ;) One tylko Ci utrudniają. Trochę czasu potrzebne, a intuicja pola i jego stanu stanie się dla Ciebie tak naturalna, że sam będziesz się dziwił, że kiedyś mogło być inaczej i z osami i kulkami kombinowałeś.

Pola to cholernie wygodna intuicja - można jej używać w bardzo różnych sytuacjach. HorochovPL przypomniał tu niedawno "gaz muchowy"... nie wiem czy znasz sprawę. To taka zagadka z wagą, słoikiem i muchą w środku. Ile waży słoiik z siedzącą na dnie muchą, z uchą w nim latającą i z muchą wylatującą z niego. Ta zagadka naprawdę potrafi zwoje podpokrywkowe w pętelki pozwijać, a resztę zagotować. A im dłużej się o niej myśli, tym gorzej. Ale wystarczy przerobić muchę na pole muchowe (= gaz muchowy), a rozwiązanie jest natychmiastowe. Niedawno był tu temat elektronu "podzielonego" na 6 "części". W przypadku intuicji "cząstki" (a nawet kwazicząstki) można się zastrzelić - elektron nie składa się z żadnych części (albo w całości, albo wcale). Pole załatwia sprawę bezproblemowo - wystarczy nadać mu taką strukturę, żeby istniało 6 lokalnych maksimów prawdopodobieństwa... i pozostaje tylko sprawa techniczna, jak to zrobić w praktyce (rozwiązana, zrobili to). Itd. Mogę Ci zrobić np. pole ludzio-forsowe, nawet skwantowane, do tego mogę dodać pole ero-ludziowe itd. W sumie przerobić społeczeństwo na pole, które będzie sumą tych wszystkich pół :D


  • 1


#120495 Błyskawiczne tunelowanie

Napisane przez ex nihilo w 23 sierpień 2016 - 21:59

Dwa młotki...

Hmm... moja wersja byłaby raczej taka, że Afordancja ma szanse te dwa elektrony upolować, i to niezależnie od wyliczonych dla obu punktów prawdopodobieństw. Tyle że szansa na to jest paskudnie mała, a jednym z tych elektronów długo się nie nacieszy :)

 

Dlaczego? Bo wszystko, oprócz masy i ładunku elektronu* jest tu statystyką. Nasze (0, 0, 0, 0) i (1,-1, 0, 0), to wartości średnie, sumowane po czasie i przestrzeni (lepsze byłyby tu całki, ale nie chcę straszyć robalami bardziej poskręcanymi niż te z + i - tylko). Jeśli rozbijemy sobie to na zdarzenia elementarne (fluktuacje, wirtualki)), z których te średnie się składają, a jest tych zdarzeń nieskończona ilość, to wśród nich będą i takie, które dadzą nam te dwa elektrony, z tego jeden (obojętnie który) tylko na bardzo, bardzo krótki czas, tak że w zasadzie będzie to można uznać za błąd pomiaru. Będą i takie, które nam ten "dobry" elektron zabiorą, też na czas tak krótki, że możemy tego nawet nie zauważyć. W zasadzie można przyjąć, że wszystkie te zdarzenia elementarne zachodzą praktycznie jednocześnie. I jeszcze jedno - każda fluktuacja którejkolwiek wartości jest tym mniej prawdopodobna, im bardziej jest odległa od średniej. W sumie nawet walnięcie w czystą próżnię może na chwilę dać nam pobawić elektronem :) To tylko statystyka, a to co dla nas realne różni się od wirtualnego tym głównie, że bezpośrednio możemy to zarejestrować. Albo inaczej - zarejestrowane wirtualne staje się dla nas realne.

Jeśli ktoś będzie miał w tym momencie skojarzenia z całkami po trajektoriach (suma po historiach, itd.), to będą to dobre skojarzenia. Wędrówkę naszego elektronu można opisać diagramami Feynmana i odpowiednim formalizmem, ale byłby to opis znacznie bardziej skomplikowany technicznie niż uproszczona ewolucja równania Schroedingera.

* - przyjmuje się, że masa i ładunek elektronu są stałe, ale czy na pewno nie podlegają one jakimś fluktuacjom na pierdziesiątym miejscu po przecinku?

 

I jeszcze coś, w dużym skrócie - w przypadku tych zdarzeń elementarnych kierunek upływu czasu nie jest jednoznaczny. Przyszłość może się mieszać z przeszłością, i skutek (w naszym pojęciu) z przyczyną. Antyelektron (pozyton, e+) może być traktowany jako elektron przychodzący z przeszłości. Itd. Strzałkę czasu daje dopiero statystyka. Energie mogą być ujemne. Itd.

 

Co do wartości prawdopodobieństw w poszczególnych "punktach" - one też podlegają fluktuacjom, "pod nimi" siedzą wirtualki, które raz są takie, a raz śmakie.

 

Młotek do tłuczenia elektronów - milcząco przyjęliśmy założenie, że jest to młotek idealny, który nie ma żadnego wpływu na statystykę pola. Oczywiście każdy realny "młotek" taki wpływ będzie miał i i to by trzeba wliczyć. Też nasze pole jest czystą abstrakcją - skończona (w pudełku) lub nieskończona (poza nim) próżnia z pojedynczym elektronem... Ciekawe, czy ktoś nudząc się paskudnie zabawił się kiedyś w policzenie takiego dziwoląga na serio.

 

Jak znika fala prawdopodobieństwa w pudełku, jeśli złapiemy elektron poza nim... Można sobie to na różne sposoby tłumaczyć. W naszym modelu najlepszy będzie taki: pole w pudełku i poza nim, to to samo pole (ścianki były przenikalne w przypadku tunelowania) - ono po prostu szybkim kurcgalopkiem dochodzi do odpowiedniej statyki zdarzeń elementarnych (fluktuacji), odpowiedniej dla sytuacji, kiedy elektron został zlokalizowany poza pudełkiem.

 

I drobiazg na zakończenie dzisiejszej dobranocki: glaude złapał elektron i wrzucił go do pudełka, Afordancja utłukł elektron młotkiem poza pudełkiem. W świecie klasycznym naturalne jest przypuszczenie, że to ten sam elektron. W świecie kwantowym takie przypuszczenie jest całkowicie nienaturalne, co zresztą wynika też z naszego modelu, chociaż tak bardzo jest uproszczony. :)

 

glaude, i jak tam Twoje osy? Nie chciałem być świnią, ale chyba niechcący trochę je przytrułem... Żyją jeszcze? ;)


  • 1