Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'las' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 18 wyników

  1. Lokalne negatywne efekty utraty dużych połaci leśnych są dobrze poznane: zmniejszenie wilgotności gleby, silniejsze wiatry, zwiększona erozja, utrata habitatów oraz zacienienia. Badacze z University of Washington wykazali teraz, że utrata lasów w konkretnych regionach USA wpływa na wzrost roślin w innych odległych regionach. Najbardziej dramatyczny wpływ ma utrata lasów w Kalifornii, regionie, który w ostatnich latach nękany jest potężnymi pożarami. Niewielkie obszary leśne mają wpływ na cały kontynent i musimy brać to pod uwagę, gdy myślimy o zmianach zachodzących w środowisku naturalnym, mówi główna autorka badań Abigail Swann z University of Washington. W ramach badań wykorzystano podział terytorium USA na 18 regionów, jaki jest używany przez National Ecological Observatory Network. Następnie za pomocą modeli klimatycznych badano, co się stanie, gdy z jednego z 13 najbardziej zalesionych regionów zostaną usunięte drzewa. Najmniejszym ze wszystkich badanych regionów jest Pacyficzny Południowozachodni, który pokrywa większość Kalifornii. Okazało się jednak, że usunięcie stamtąd drzew ma największy negatywny wpływ, gdyż doszłoby wówczas do znaczącej redukcji pokrywy roślinnej na wschodzie USA. Szczegółowy mechanizm tego zjawiska nie jest znany. Jednak utrata lasu przerwie lub zmieni wzorce przepływu powietrza w atmosferze, co doprowadzi do niewielkiej zmiany letniego klimatu na wschodzie kraju, mówi Swann. Podobnie byłoby, gdyby w doszło do utraty lasów na północy Gór Skalistych lub w regionie Wielkiej Kotliny. Odbiłoby się to negatywnie na roślinności na wschodzie kraju. Wszystkie wspomniane regiony intensywnie tracą drzewa. Od roku 2010 w samej tylko Kalifornii ubyło 130 milionów drzew. Giną one wskutek suszy, upałów, chorób i ataków insektów. Czasami drzewa może zabić susza, jednak w wielu przypadkach są one tylko osłabiane przez suszę, a zabijane przez insekty lub giną z innych przyczyn, mówi Swann. Najnowsze badania sugerują, że już teraz utrata drzew na zachodzie USA ma negatywny wpływ na wzrost roślin, jednak zmiany te są na tyle małe, że trudno jest je wykryć. Musimy zacząć myśleć o tym, jak zmiana pokrywy roślinnej w jednym miejscu wpływa na rośliny w innych miejscach. Jest to szczególnie ważne w obliczu zmian klimatycznych. « powrót do artykułu
  2. KopalniaWiedzy.pl

    Lasy przetrwały zlodowacenie

    Dotychczas sądzono, że podczas ostatniego zlodowacenia wyginęły wszystkie skandynawskie lasy, a obecna roślinność to potomkowie drzew, które po ustąpieniu lodu stopniowo migrowały z południa. Grupa naukowców z Danii Szwecji dowiodła, że część lasów przetrwała przez tysiące lat zlodowacenia, a po jego ustąpieniu zwiększyły swój zasięg. Uczeni z Uniwersytetów w Kopenhadze, Uppsali i Tromso University Museum twierdzą, że różne gatunki, przede wszystkim świerki i sosny, zachowały się w wolnych od lodu enklawach i rosły tam przez tysiąclecia. Nasze badania wykazały, że nie wszystkie skandynawskie iglaste mają tych samych, pochodzących z nieodległych czasów, przodków. Znaleźliśmy świerki i sosny, których przodkowie przetrwali zlodowacenie w niewielkich wolnych od lodu enklawach. Drzewa rosły w nich przez tysiące lat, a po ustąpieniu zlodowacenia rozprzestrzeniły się. Z kolei inne świerki i sosny pochodzą z wolnych od zlodowacenia obszarów południowej i wschodniej Europy. Możemy zatem mówić o ‚oryginalnych’ oraz o ‚wprowadzonych’ w sposób naturalny gatunkach drzew iglastych rosnących na terenie Skandynawii - mówi profesor Eske Willerslev. Odkrycia udało się dokonać dzięki analizie DNA współcześnie rosnących drzew oraz resztek roślinności z osadów. Jednym z takich wolnych od lodu azyli okazała się wyspa Andoya w południowo-wschodniej Norwegii. Innym jest Trøndelag w centralnej Norwegii. Naukowcy spekulują, że drzewa mogły przetrwać na nunatakach, czyli szczytach wzgórz wznoszących się ponad powierzchnią lądolodu.
  3. KopalniaWiedzy.pl

    Mapa wysokości ziemskich lasów

    Specjaliści z należącego do NASA Jet Propulsion Laboratory (JPL), University of Maryland oraz Woods Hole Research Center stworzyli szczegółową mapę wysokości lasów. Pomoże ona zrozumieć rolę, jaką odgrywają lasy w zmianach klimatu oraz w jaki sposób ich wysokość wpływa na zamieszkujące je gatunki. Mapę stworzono za pomocą umieszczonego na orbicie lasera, który zbadał wysokość lasów wysyłając w ich kierunku 2,5 miliona impulsów świetlnych. Dane z odbicia światła były następnie szczegółowo analizowane i porównywane z informacjami uzyskanymi z 70 stacji naziemnych. Badania wykazały, że, ogólnie rzecz ujmując, wraz ze wzrostem szerokości geograficznej, spada wysokość drzew. Najwyższe rośliny znajdują się w tropikach, a im bliżej biegunów, tym są niższe. Znaczącym wyjątkiem jest roślinność Australii i Nowej Zelandii znajdująca się w okolicach 40. stopnia szerokości południowej. Rosną tam eukaliptusy, należące do najwyższych roślin na Ziemi. Najnowsze pomiary wykazują, że lasy na naszej planecie są wyższe, niż wcześniej szacowano. Dotyczy to w szczególności lasów w tropikach i tajgi. Niższe za to niż sądzono są lasy na obszarach górskich. Nasza mapa to jeden z najdokładniejszych dostępnych obecnie pomiarów wysokości lasów na Ziemi - mówi Marc Simard z JPL. Nawet jednak te pomiary nie są doskonałe. Na ich dokładność wpływa bowiem zarówno stopień w jakim człowiek na poszczególnych obszarach zniszczył lasy, jak i różnice w wysokości poszczególnych drzew. Dla niektórych części globu pomiary będą zatem znacznie bardziej dokładne niż dla innych.
  4. KopalniaWiedzy.pl

    Człowiek zachwiał Amazonią

    Działalność człowieka zaczęła zmieniać cykl obiegu wody i energii w Amazonii. Artykuł opublikowany w najnowszym Nature pokazuje, że istnieje związek pomiędzy wycinką lasów, pożarami a zmianami klimatycznymi, a całość tych zjawisk może wpłynąć na obieg węgla, opady oraz poziom wody w rzekach. Badania prowadzone były pod kierownictwem specjalistów z Woods Hole Research Center przez 13 brazylijskich i amerykańskich uczelni, agend rządowych i organizacji pozarządowych. W ramach programu Large-Scale Biosphere-Atmosphere Experiment in Amazon (LBA) badany jest związek pomiędzy zmianami klimatu, zwiększaniem areałów ziemi uprawnej, wycinką drzew a ryzykiem wystąpienia pożarów. Jednym z bardzo ważnych wskaźników poważnego zachwiania równowagi jest duża liczba wielkich pożarów, które są produktem ubocznym celowego wypalania lasu. Takie pożary występują niezwykle często, co kilka lat, podczas gdy w przeszłości zdarzały się raz na kilkaset lat - mówi Jennifer K. Balch, współautorka badań. W ostatnich dziesięcioleciach aktywność człowieka w basenie Amazonki gwałtownie się zwiększa, a wskutek działalności Homo sapiens zaczyna dochodzić do zachwiania równowagi ekosystemu. Jego zniszczenie może mieć katastrofalne skutki dla całej planety, gdyż z Amazonii pochodzi około 20% światowych zasobów słodkiej wody, a w tamtejszych lasach uwięzione jest około 100 miliardów ton węgla. Tymczasem naukowcy dowodzą, że już w tej chwili można zauważyć zmiany w przepływie rzek, tworzeniu się osadów i przedłużaniu okresu suchego w południowych i wschodnich częściach basenu Amazonki. To czy zmiany takie wystąpią też w innych jego częściach będzie zależało od decyzji, które ludzie podejmą w najbliższych latach oraz od zmian klimatycznych - mówi Eric Davidson z Woods Hole. Badania wykazały też, że Amazonia jest odporna na coroczne zmiany klimatyczne, jednak nie radzi sobie z przedłużającymi się lub szczególnie ciężkimi suszami. Brazylia odniosła już pewne sukcesy w walce o zachowanie Amazonii. Przed ośmioma laty corocznie wycinano niemal 28 000 kilometrów kwadratowych lasu. W 2010 roku liczba ta spadła do 7000 km2. Niestety, w tym samym czasie nie zmniejszyła się liczba wielkich pożarów, które prowadzą do dalszej degradacji lasu.
  5. Utratę lasów uważa się zwykle za czynnik przyczyniający się do wzrostu globalnych temperatur. Zespół pracujący pod kierunkiem uczonych z Yale University dowodzi jednak, że wycinanie drzew na szerokościach północnych ochładza lokalny klimat. Jeśli wycinasz tajgę powyżej 45 stopnia szerokości północnej, doprowadzasz do ochłodzenia - stwierdził Xuhui Lee, główny autor badań. Co prawda uwalniasz w ten sposób węgiel do atmosfery, ale zwiększasz też efekt albedo. Więcej promieni słonecznych odbija się od powierzchni - wyjaśnia. Lee i jego koledzy z 20 instytucji odkryli, że powietrze nad obszarami bezleśnymi na północy jest chłodniejsze niż nad pobliskimi lasami, gdyż więcej promieni Słońca jest odbijanych. W nocy, gdy efekt albedo nie występuje, obszary bezdrzewne ochładzają się szybciej. Ludzie zastanawiają się czy zalesianie północnych szerokości to dobry pomysł. Jeśli sadzisz drzewa, pozbywasz się węgla z atmosfery, co jest korzystne dla klimatu. Jednocześnie jednak powodujesz, że okolice się ogrzewają, bo drzewa są ciemniejsze od innych roślin, więc absorbują więcej promieni słonecznych - mówi Lee. Uczony stwierdził, że na północy Minnesoty, czyli na 45. stopniu szerokości północnej, wycinka lasów doprowadziła do spadku lokalnych temperatur średnio o 1,5 stopnia Fahrenheita. Tymczasem zanik lasów w Północnej Karolinie (35. stopień szerokości) prawdopodobnie podniósł lokalne temperatury,. Pomiędzy tymi szerokościami zauważono „statystycznie nieistotne" ochłodzenie. Naukowcy prowadzili swoje badania posługując się danymi zbieranymi od Florydy po Manitobę. Zauważyli, że efekt chłodzący jest zależny od szerokości. Im bardziej na północ, tym większy spadek temperatury powodowany zanikaniem lasów. Można też spojrzeć na to z drugiej strony. Im więcej drzew sadzonych jest na niższych szerokościach, tym większy efekt chłodzący. Naukowcy wzywają, by stacje badawcze, które w zdecydowanej większości umieszczane są na terenach pozbawionych drzew, budować też w lasach.
  6. Samce i samice pandy wielkiej przez większość czasu przebywają w innych habitatach. Samice wolą położone na stokach lasy iglaste i mieszane, ponieważ tam mogą znaleźć nory zdatne do urodzenia młodych, a także schronienie wśród bambusów. Samce lubią zaś swobodnie przemierzać stosunkowo duże obszary, które przeważnie są kilkakrotnie większe od areałów samic. Dunwu Qi i Fuwen Wei z Instytutu Zoologii Chińskiej Akademii Nauk badali przemieszczanie się pand żyjących w górach Liangshan. Odnotowywano pandy, które udało się zobaczyć oraz odchody tych zwierząt. Na podstawie DNA z ekskrementów można było określić płeć wydalającego. Dotąd biolodzy dysponowali ogólnymi informacjami nt. ulubionych habitatów pand. Wiadomo było, że upodobały sobie lasy na wysokości powyżej 1500 m n.p.m. i unikają szczytów pozbawionych bambusów oraz położonych niżej rejonów zamieszkanych przez człowieka. Gdy wzięto pod uwagę płeć, okazało się, że i samce, i samice wybierają położone wyżej obszary z wyższym lasem. Samice wydają się jednak ograniczać swoje wędrówki do położonych wysoko lasów iglastych i mieszanych, a także lasów, gdzie kiedyś dokonano wyrębu zupełnego. Najbardziej lubią stoki nachylone pod kątem 10-20 stopni, ponieważ sprzyjają one wychowaniu młodych. Często wybierają jamy u podstawy dużych drzew iglastych, których wiek przekracza 200 lat. Naukowcy uważają, że będą zatem rzadziej występować na terenach objętych wyrębem. Osoby zajmujące się ochroną tego gatunku muszą wziąć pod uwagę fakt, że samice mają bardziej sprecyzowane gusta odnośnie do miejsca zamieszkania i prawdopodobnie utrata habitatu i działalność ludzka w tutejszych lasach wpływają na nie silniej niż na samce.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Gęstszy las to mniej węgla

    Badania fińsko-amerykańskiego zespołu wykazały, że lasy Europy i Ameryki Północnej absorbują coraz więcej węgla, mimo że ich powierzchnia się nie zwiększa. Dzieje się tak dzięki coraz większej gęstości lasów. Nawet w Ameryce Południowej, gdzie mamy do czynienia z wycinaniem lasów na dużą skalę, poziom węgla w atmosferze nie zwiększa się zbytnio, właśnie dzięki rosnącej gęstości terenów zielonych. Naukowcy z Rockefeller University, Connecticut's Agricultural Experiment Station oraz Uniwersytetu Helssińskiego przeanalizowali dane z 68 krajów, w których znajduje się 72% światowych lasów. Uczeni doszli do wniosku, że nie tylko zwiększanie powierzchni lasów, ale dbanie o to, by lasy były gęste, powoduje absorbowanie przez nie większych ilości dwutlenku węgla. Jeśli mówimy o zdolności do absorbowania węgla, musimy wyjść poza samo mierzenie powierzchni i zastosować metody wykorzystywane do pomiaru masy produkowanego drewna - mówi Paul E. Waggoner z Connecticut's Agricultural Experiment Station. Lasy są jak miasta. Mogą rosnąć albo rozprzestrzeniając się, albo zwiększając zagęszczenie - dodaje Iddo Wernick z Rockefeller University. Uczni dodają, że w niemal wszystkich krajach leżących w umiarkowanej strefie klimatycznej można zauważyć utrzymywanie się powierzchni lasów na niezmienionym poziomie. Po setkach lat niszczenia zasobów leśnych proces ten został zatrzymany. Pekka Kauppi, z Uniwersytetu w Helsinkach powiedział, że badania wykazały, iż w 45 spośród 68 badanych krajów zwiększyła się zarówno powierzchnia jak i gęstość lasów. Ponadto zmiany w powierzchni i gęstości miały pozytywny wpływ na pochłanianie węgla w 51 krajach.
  8. Dr Mateusz Ciechanowski z Uniwersytetu Gdańskiego wykazał, że owadożerne nietoperze korzystają na współdzieleniu habitatu z reintrodukowanymi w Polsce po II wojnie światowej bobrami. Powalając drzewa, Castor fiber przerzedzają lasy i zagajniki, ułatwiając lotnikom polowanie. Ze względu na mniejszą liczbę przeszkód jest ono bezpieczniejsze. Co więcej, tamy na rzece powodują, że tworzą się rozlewiska, gdzie owady, np. ochotkowate (Chironomidae), wspaniale się namnażają. Przed badaniem gdańszczan w ramach studiów nad wpływem bobrzych działań analizowano zwierzęta żyjące w wodzie lub jej pobliżu. Analizowano m.in. ptaki blaszkodziobe (Anseriformes), płazy i skorupiaki. Tymczasem na pracach wodno-lądowych bobrów korzystają zwłaszcza borowce wielkie (Nyctalus noctula), karliki drobne (Pipistrellus pygmaeus), karliki malutkie (Pipistrellus pipistrellus) i karliki większe (Pipistrellus nathusii). Nietoperze są bardzo zręcznymi lotnikami, ale te gatunki, które chwytają ofiary w powietrzu, nie mogą skutecznie polować w gęstym lesie – wyjaśnia Ciechanowski. Namierzając smaczne kąski, latające ssaki polegają na echolokacji, jednak gdy drzewo rośnie tuż przy drzewie, dźwięki odbijają nie tylko potencjalne łupy, ale i liczne gałęzie, pnie czy liście. Porównywanie charakterystyk dźwięków wydanych z echami nie ma więc większego sensu. Sytuacja myśliwych wygląda o wiele lepiej w rejonach, gdzie bobry powaliły drzewa, żerując lub budując tamy. Idealne warunki stwarzają zalane lasy z przecinkami. Co ciekawe, na działalności bobrów nie korzystają za bardzo gatunki nietoperzy, które polują blisko powierzchni wody, a więc np. nocki rude (Myotis daubentonii). Nietoperze te żywią się owadami i innymi drobnymi bezkręgowcami, chwytanymi w locie nad zbiornikami o niezarośniętej tafli. Zespół Ciechanowskiego sądził, że o ile wąskie cieki nie nadają się dla nocków, o tyle spokojnie będą one mogły polować nad terenami wokół tam. Niestety, rozlewiska tworzone przez młode bobry szybko porastają rzęsą, co zakłóca echo podobnie jak gęste korony drzew. Wygląda więc na to, że bobry najlepiej współpracują z lotnikami preferującymi wysokie pułapy.
  9. Amerykańscy naukowcy znaleźli dowody na to, że wyginięcie mamutów przyczyniło się do ocieplenia klimatu. Jeśli ludzie przyłożyli rękę do ich wymarcia, nie ryzykując wiele, można powiedzieć, że spowodowana działalnością naszego gatunku zmiana klimatu rozpoczęła się o wiele wcześniej niż sądzono (Geophysical Research Letters). Mamuty żywiły się liśćmi i młodymi gałązkami. Dlatego m.in. Ameryka Północna, Europa i Azja pozostawały terenami niezalesionymi. Olbrzymy szczególnie upodobały sobie trawiaste łąki Beringii (mostu lądowego Beringa), czyli pasa lądu, który w okresie zlodowacenia łączył dzisiejszą Syberię z Alaską. Ok. 15 tys. lat temu liczebność tutejszej populacji mamutów zaczęła spadać, a w tym samym czasie doszło do gwałtownej "eksplozji demograficznej" brzóz (Betula). Chris Doughty z Carnegie Institution for Science i jego zespół postanowili sprawdzić, czy te dwa zjawiska były ze sobą jakoś połączone. Naukowcy posłużyli się rdzeniami glebowymi. Porównali zapis kopalny pyłków Betula w próbkach z Beringii i Syberii. Następnie przyjrzeli się zapisom dotyczącym mamutów, by stwierdzić, kiedy zniknęły z analizowanego rejonu. Amerykanie poświęcili też sporo uwagi zwyczajom żywieniowym współczesnych słoni, by oszacować, jaki wpływ na łąki miałoby wyeliminowanie mamutów. Na końcu przyszedł czas na wykorzystanie modeli klimatycznych do wyliczenia wpływu wymarcia Mammuthus primigenius na wegetację i temperatury globalne. Okazało się, że gdy zabrakło mamutów, brzozy rozprzestrzeniły się po moście lądowym Beringa, zastępując ok. ¼ łąk. Ciemniejsze od trawy liście pochłaniały więcej promieniowania słonecznego, a pnie oraz gałęzie drzew działały na podobnej zasadzie również zimą. Doughty i inni wyliczyli, że wyginięcie mamutów dodało do średniego wzrostu globalnej temperatury co najmniej 0,1˚C, a na Beringii ociepliło się nawet o 0,2˚C. Doughty sądzi, że wyginięcie mamutów pod koniec epoki lodowcowej było jednym z wielu wydarzeń, które wpłynęły na szybką zmianę klimatu w tym okresie. Nie wszyscy akceptują całość opisanej teorii. Felisa Smith, paleoekolog z Uniwersytetu Nowego Meksyku, podkreśla np., że wzrost ilości pyłków brzozowatych miał miejsce kilka tysięcy lat przed wymarciem mamutów.
  10. KopalniaWiedzy.pl

    Wymarł z głodu

    Jeleń olbrzymi, zwany też łosiem irlandzkim, był jednym z największych jeleniowatych, jakie kiedykolwiek zamieszkiwały Ziemię. Do tej pory pozostawało tajemnicą, czemu nagle wyginął ok. 10600 lat temu. Analiza zębów wykazała, że Megaloceros giganteus nie przetrwał zmiany klimatu. Północna Europa stawała się coraz chłodniejsza i bardziej sucha, przez co zmniejszał się dostęp do pokarmu (Palaeogeography, Palaeoclimatology, Palaeoecology). Szczątki jelenia odkryto na początku XIX wieku. Przywołano wiele teorii nt. przyczyn wyginięcia ssaka: od biblijnego potopu po wytrzebienie przez człowieka. Dane archeologiczne sugerują jednak, że tym razem przedstawiciele naszego gatunku nie przyłożyli do tego ręki, ponieważ pierwsi osadnicy przybyli do Irlandii po zakończeniu ostatniej epoki lodowcowej, czyli już po śmierci większości jeleni. Nie ma też danych, które świadczyłyby o tym, że Megaloceros giganteus miał na Zielonej Wyspie jakichkolwiek naturalnych wrogów w postaci drapieżników. Dużą popularnością cieszyła się hipoteza, że wskutek doboru płciowego rogi jelenia olbrzymiego stały się zbyt duże. Dość powiedzieć, że ich rozpiętość sięgała nawet 3,6 m, a waga 40 kg. Samicom podobały się byki ze sporym porożem i to z nimi chętniej kopulowały. Wg zwolenników opisywanej teorii, ciężar noszony na głowie doprowadził do grzęźnięcia samców w gliniastej ziemi. Jak się to kończyło, nietrudno zgadnąć. Kendra Chritz, autorka najnowszego studium, która obecnie pisze doktorat na University of Utah, podkreśla, że takie wyjaśnienie nagłego wyginięcia doskonale wcześniej prosperującej populacji jeleni było zbyt dużym uproszczeniem. Stąd pomysł na zbadanie szkliwa zębów 7 skamielin samców jelenia olbrzymiego. Analizując stężenie izotopów węgla i tlenu, a także kostniwo pokrywające korzenie zębów, członkowie zespołu mogli określić porę roku, kiedy urodził się dany osobnik, jego dietę oraz ewentualne zmiany zwyczajów/zachowania w miarę upływu lat. Stosunek izotopów ujawnił, że ekosystem stawał się coraz bardziej suchy. Las przekształcił się w tundrę. Nastąpiło ogólne ograniczenie wegetacji. Jelenie rodziły się wiosną lub wczesnym latem, lecz w okresie wymierania gatunku średnie temperatury roczne spadły. Młodym jeleniom bardzo trudno było sobie poradzić ze wszystkimi zmianami związanymi z epoką lodowcową, podobnie zresztą jak z zaspokajaniem potrzeb energetycznych rosnących organizmów – zaznacza Chritz. Badanie kostniwa, które przyrasta każdego roku jak słoje drzewa, wykazało, że jelenie olbrzymie żyły od 6,5 do 14 lat Najwięcej szczątków Megaloceros giganteus znaleziono w Irlandii, lecz gatunek ten występował także w Azji Północnej i północnej Afryce. Choć na większości tych obszarów jeleń wyginął pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, na Syberii znajdowano szczątki datowane na 7 tys. lat. Oznacza to, że zwierzęta ze stałego lądu znalazły sobie jakieś ostoje. Mogły migrować w poszukiwaniu lepszego środowiska. Jelenie z Irlandii wpadły w pułapkę wyspy i nie miały gdzie pójść.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    W kółko Macieju

    Kiedy się zgubimy, naprawdę chodzimy w kółko, nie jest to więc jeden z tzw. mitów miejskich czy chwytów filmowych. Naukowcy z Instytutu Biologicznej Cybernetyki Maxa Plancka w Tybindze dokładnie zbadali trasy ludzi błądzących po pustyni oraz gęstym lesie i zaproponowali wyjaśnienie zaobserwowanego zjawiska (Current Biology). Niemcy przyglądali się trajektorii marszu ludzi, którzy przez kilka godzin przechadzali się po Saharze w Tunezji lub po lesie Bienwald w Niemczech. Naukowcy posłużyli się GPS-em i nagrywali trasy przemieszczania się badanych. Okazało się, że uczestnicy eksperymentu potrafili iść na wprost tylko wtedy, gdy widzieli słońce bądź księżyc. Jeśli jednak znikały one, zasłonięte przez chmury, wszyscy zaczynali krążyć po swoich śladach, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jedno z wyjaśnień tego zjawiska, jakie przedstawiano w przeszłości, jest takie, że ludzie mają jedną nogę dłuższą lub mocniejszą od drugiej, co skutkuje systematycznym odchyleniem w określonym kierunku. Chcąc przetestować to wyjaśnienie, poinstruowaliśmy ochotników, by starali się iść prosto z zawiązanymi oczami. W ten sposób wyeliminowaliśmy wpływ wzroku. Większość badanych chodziła w kółko, często zataczając bardzo niewielkie kręgi (o średnicy mniejszej niż 20 m) – opowiada Jan Souman. Jedno się jednak nie zgadzało. Rzadko kiedy kręgi zataczano stale w tym samym kierunku i dlatego jedna i ta sama osoba raz zakręcała w lewo, a raz w prawo. Chodzenie w kółko nie może być zatem wynikiem różnic w długości lub sile nogi. To raczej efekt niepewności, gdzie to "przed siebie" w ogóle jest. Z czasem niewielkie, przypadkowe błędy w sygnałach zmysłowych wskazujących na kierunek ruchu się sumują, przez co to, co człowiek uznaje za marsz przed siebie, odchyla się od rzeczywistego na wprost – tłumaczy Souman. Marc Ernst dodaje, że nawet gdy ludzie sądzą, że idą prosto, nie zawsze mogą ufać swojej percepcji. Aby naprawdę przemieszczać się na wprost, potrzebne są dodatkowe (bardziej rozumowe) strategie. W otoczeniu muszą się znajdować punkty orientacyjne, np. skały, słońce czy charakterystyczne drzewo. W przyszłości Niemcy zamierzają sprawdzić, jak są wykorzystywane różne wskazówki. Posłużą się rzeczywistością wirtualną, w tym dookolną bieżnią – tzw. cyberdywanem. Zadanie badanych będzie polegało na znalezieniu drogi przez cyfrowy las. Ponieważ nie opuszczą laboratorium, łatwo będzie kontrolować dostępne informacje.
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Groźne pożary lasów

    Co jeszcze, oprócz ognia i spadających konarów drzew, może zagrażać strażakom gaszącym płonące lasy? Zdaniem naukowców z Pacific Northwest National Laboratory (PNNL), istotnym zagrożeniem są także... alkaloidy uwalniane ze spalających się fragmentów roślin. Do badania wykorzystano sosny żółte (Pinus ponderosa), bardzo pospolite w amerykańskich lasach. Celem eksperymentu było zbadanie składu dymu powstającego podczas ich spalania oraz ustalenie wpływu jego składników na zdrowie człowieka oraz kondycję środowiska. Jak wykazali badacze z PNNL, wiele spośród substancji uwalnianych do środowiska wraz z dymem może wywierać istotny wpływ na ekosystemy lądowe oraz morskie. Szczególną uwagę autorzy zwrócili na alkaloidy - związki wytwarzane przez rośliny głównie w celu ochrony przed patogenami. To nie pierwszy raz, gdy udało się wykryć alkaloidy w dymie znad płonących roślin, lecz dotychczas brakowało technologii pozwalających na wykonywanie precyzyjnych pomiarów ich stężenia. Przełom nastąpił, gdy naukowcy z Uniwersytetu Stanu Kolorado udostępnili badaczom z PNNL specjalnie zmodyfikowany aparat do spektroskopii masowej - jednej z najdokładniejszych i najbardziej czułych metod chemii analitycznej. W zależności od badanej próbki, alkaloidy stanowiły od 10 aż do 30 procent zidentyfikowanych związków. Co ciekawe, obecności aż 7 na 10 substancji z tej puli nie stwierdzono nigdy wcześniej w dymie znad płonących roślin. Właściwości alkaloidów sprawiają, że wpływ pożarów lasów na ekosystemy znacznie wykracza poza ryzyko związane z występowaniem ognia. Wysokie stężenie związków z tej grupy może wywierać istotny wpływ na kondycję organizmów zamieszkujących okolice miejsca pożaru. Niewykluczony jest także niekorzystny wpływ na zdrowie samych strażaków. Co więcej, zasadowy odczyn wielu alkaloidów znacząco ułatwia powstawanie chmur oraz opadów. O odkryciu dokonanym przez badaczy z PNNL informuje czasopismo Environmental Science & Technology.
  13. Ważne fragmenty Puszczy Amazońskiej są wyeksploatowane do tego stopnia, że zbliżają się do "punktu krytycznego", po przekroczeniu którego regeneracja lasu nie będzie możliwa. Jeżeli nikt nie podejmie szybkiej i skutecznej interwencji, rejonom tym grozi trwała przemiana w... sawannę. Niepokojące dane są efektem badań przeprowadzonych przez Mônikę Carneiro Alves Sennę, doktora meteorologii z Uniwersytetu Federalnego zlokalizowanego w brazylijskim mieście Viçosa. Głównym elementem studium przeprowadzonego przez badaczkę była komputerowa symulacja zniszczeń, jakich może dokonać człowiek w wyniku deforestacji (usuwania drzew) na terenie Mato Grosso, najbardziej zniszczonego fragmentu Puszczy Amazońskiej. Efekty deforestacji nie kończą się, niestety, na ogołoceniu fragmentu ziemi. Oprócz oczywistych strat w faunie i florze, niszczenie roślinności wywołuje zmniejszenie opadów, ponieważ parowanie wody znad wilgotnych lasów zwiększa prawdopodobieństwo powstania chmur. Co więcej, niszczenie drzew (a także usunięcie ich resztek z lasu, prowadzące do zmniejszenia zasobów składników odżywczych zawartych w biomasie) powoduje gwałtowne pogorszenie jakości gleb, co prowadzi do powolnej transformacji w sawannę. Rezultaty symulacji przeprowadzonych przez zespół dr Senny są bardzo niepokojące. Wynika z nich, że jeżeli z terenu Mato Grosso zniknie łącznie 20% drzew (obecny stopień eksploatacji tego terenu to 17%), ilość opadów na tym terenie spadnie o 0,5 mm dziennie w stosunku do stanu pierwotnego. Podwojenie symulowanego poziomu deforestacji powodowało zmniejszenie ilości opadów o kolejne pół milimetra. Wydaje się, że to niewiele, lecz zmiana taka swobodnie wystarcza, by zaburzyć lokalny mikroklimat na co najmniej 50 lat. Co więcej, nic nie wskazuje na to, by ilość deszczu spadającego na ten obszar wróciła kiedykolwiek do poziomu sprzed rozpoczęcia eksploatacji amazońskich lasów. Warto wspomnieć o tym, że badania przeprowadzone przez dr Sennę nie uwzględniają wielu czynników mogących dodatkowo pogorszyć sytuację drzewostanu Puszczy Amazońskiej. Nie wzięto pod uwagę m.in. stopniowego pogarszania się stanu gleby ani dynamicznego rozwoju inwestycji na tym terenie - naukowcy założyli jedynie pewien początkowy poziom zniszczeń i symulowali rozwój zmian powodowanych wyłącznie przez naturę, bez uwzględnienia działalności człowieka. Nie wzięto pod uwagę także globalnych zmian klimatycznych, które, jak wskazują inne badania, mogłyby doprowadzić do powstawania gigantycznych pożarów, występujących obecnie m.in. w Kalifornii i Australii. O swoim odkryciu badacze poinformowali na łamach czasopisma Journal of Geophysical Research.
  14. W ostatnich latach pojawiło się kilka pomysłów na zwalczanie pożarów w lasach, jednak w większości przypadków problemem jest zasilanie urządzeń obsługujących takie systemy. Badacze z MIT opracowali bardzo interesujące rozwiązanie, które pozwala na pokonanie tej niedogodności. Opracowany przez Amerykanów system wykorzystuje energię tzw. gradientu pH, czyli różnicy kwasowości pomiędzy wnętrzem korzenia i otaczającą go glebą. Ponieważ kwasowość środowiska jest równoznaczna z obecnością nadmiaru jonów wodorowych H+, zaś zasadowość oznacza przewagę ujemnie naładowanych jonów OH-, obie te strefy przypominają przeciwległe elektrody baterii. Powstający w ten sposób "obwód elektryczny" ładuje standardowy akumulator, a ten z kolei zasila sensory rejestrujące temperaturę i wilgotność otoczenia. Informacje uzyskane z odpowiednio dużego obszaru są następnie przekazywane do stacji zasilanej ze standardowych źródeł (było to konieczne ze względu na pobór energii), która wysyła je za pośrednictwem łącz satelitarnych do komputera, który przewiduje ryzyko powstania pożaru. Standardowo dane są przesyłane cztery razy dziennie, lecz w przypadku wykrycia ognia wiadomość trafia do systemu natychmiast. Przedstawiciele przedsiębiorstwa planują na wiosnę uruchomienie eksperymentalnego pola doświadczalnego o powierzchni około 4 hektarów. Zalesiony teren, na którym zostanie przeprowadzony test, zostanie udostępniony przez U.S. Forest Service - amerykańską instytucję odpowiedzialną za zarządzanie terenami leśnymi. Bez wątpienia będzie ona szczególnie zainteresowana skorzystaniem z urządzeń produkowanych przez Voltree Power. Jaka jest wydajność systemu? Dr Mershin ocenia wstępnie: oczekujemy, że będziemy potrzebowali zaopatrzyć w nasze urządzenia cztery drzewa na akr [1 akr to ok. 0,4 hektara - przyp. red.]. Obecnie trwają prace nad minimalizacją zużycia energii przez poszczególne elementy systemu skomunikowanych ze sobą urządzeń.
  15. KopalniaWiedzy.pl

    Warto dbać o stare lasy

    Jeszcze do niedawna sądzono, że jedynie młode lasy, głównie z tropików, pochłaniają więcej dwutlenku węgla, niż same wydzielają. Stare lasy uważano za "neutralne" pod tym względem. Najnowsze badania wykazały, że i one przyczyniają się do zmniejszenia ilości CO2 w atmosferze. Wiele lasów rosnących w zimniejszych regionach globu nie jest w ogóle branych pod uwagę przy podpisywaniu umów międzynarodowych, a kraje, na terenach których się znajdują, nie otrzymują pieniędzy za ich zachowanie. Ponadto aż 30% światowych lasów w ogóle nie jest w żaden sposób zarządzanych, a połowa z nich to właśnie lasy bardzo wiekowe. Profesor Sebastiaan Luyssaert z uniwersytetu w Antwerpii przeanalizował wraz ze swoim zespołem olbrzymie bazy danych dotyczące przepływu dwutlenku węgla w światowych ekosystemach i odkrył, że stare lasy także absorbują go więcej, niż wydzielają. Z obliczeń międzynarodowego zespołu pracującego pod kierunkiem Luyssaerta wynika, że same tylko stare lasy Kanady, Rosji i Alaski usuwają rocznie z atmosfery około 1,3 miliarda ton CO2. Zespół Luyssaerta apeluje o ochronę starych obszarów leśnych. Powinno się je zachować nie tyle ze względu na to, ile dwutlenku węgla absorbują, ale na to ile już zaabsorbowały. Jeśli zniszczymy stare ekosystemy leśne, które pochłaniały CO2 przez setki lat, do atmosfery zostaną uwolnione olbrzymie ilości węgla, które dodatkowo przyczynią się do podgrzania naszej planety. Dlatego, zdaniem uczonych, międzynarodowe dotyczące ochrony lasów czy zapobiegania globalnemu ociepleniu powinny też brać pod uwagę lasy Kanady i Rosji.
  16. KopalniaWiedzy.pl

    Straż pożarna szkodzi lasom?

    Naukowcy od dawna wierzą, że walka z pożarami lasów jest jednocześnie walką z globalnym ociepleniem. Ocalone drzewa mogą nadal rosnąć, absorbując z powietrza węgiel. Nowe badania sugerują jednak, że zapobieganie najmniejszym nawet pożarom może... przyczyniać się do ocieplenia klimatu. Pożary powstające z przyczyn naturalnych (np. z powodu uderzenia pioruna) niszczą niższe drzewa i krzewy, umożliwiając nieskrępowany wzrost wysokim roślinom. Od mniej więcej roku 1910 w USA prowadzona jest polityka gaszenia każdego pożaru lasu. Spowodowała ona, że w amerykańskich lasach rośnie więcej niż zwykle krzaków i małych drzew. Naukowcy obliczyli, że lasy USA absorbują każdego roku 50 milionów ton dwutlenku węgla. To 14% całej emisji z terenu Stanów Zjednoczonych. Ekolog Michael Goulden z Uniwersytetu Kalifornijskiego z Irvine, wraz z jednym ze swoich studentów, porównali, zebrane w latach 30. ubiegłego wieku, dane dotyczące 269 obszarów lasów Kalifornii z informacjami o 260 mniej więcej tych samych miejscach, które zgromadzono 60 lat później. Okazało się, że liczba drzew uległa zwiększeniu o 4%. Uczeni uważają, że przyczyniła się do tego walka z pożarami. Jednocześnie, ich zdaniem, ilość absorbowanego przez drzewa węgla zmniejszyła się o 34 procent. Goulden stwierdził, że polityka gaszenia każdego pożaru spowodowała, iż wielkie drzewa muszą konkurować z drzewami mniejszymi oraz z krzewami. Przez to są słabsze, bardziej podatne na działanie wiatru, suszy i na ataki insektów. Wielkie drzewa szybciej usychają i nie absorbują węgla tak skutecznie. Zarówno sam Goulden jak i inni naukowcy są zaskoczeni wynikami badań. Trzeba bowiem przyznać, że przeczą one zdrowemu rozsądkowi. Wydawałoby się, że bujniejsza roślinność będzie absorbowała więcej węgla, niż mniej bujna. Peter Teensma z Departamentu Spraw Wewnętrznych przyznaje, że badania Gouldena mogą wpłynąć na politykę przeciwpożarową. Mówi on, że być może rozwiązaniem problemu byłoby celowe wywoływanie niewielkich kontrolowanych pożarów, które likwidowałyby konkurencję dla wielkich drzew. Badania Gouldena zbiegły się w czasie z pracami urzędników nad nowa polityką przeciwpożarową, która ma zostać przedstawiona w przyszłym roku.
  17. KopalniaWiedzy.pl

    Lasy ocieplają Ziemię?

    Grupa amerykańskich i francuskich klimatologów uważa, że powszechne mniemanie jakoby drzewa przyczyniały się do zmniejszania efektu cieplarnianego, gdyż absorbują dwutlenek węgla, może być błędne. Zdaniem uczonych to, czy rośliny te zwalczają ocieplenie, czy też nie, zależy od miejsca, w którym drzewo się znajduje. Lasy tropikalne ochładzają planetę, ponieważ absorbują węgiel i przyczyniają się do zwiększenia zachmurzenia – mówi Gofindasamy Bala z Lawrence Livermore National Laboratory w USA. Bala i jej zespół użyli komputerowego modelu, który miał im powiedzieć, jak wyglądałby rozkład temperatur na Ziemi w roku 2100 gdyby w roku 2000 z powierzchni planety zniknęły wszystkie lasy. Symulacja ta różniła się od poprzednio dokonywanych, gdyż naukowcy nie skupili się jedynie na absorbowaniu węgla. Uwzględniono również parę wodną, którą uwalniają drzewa oraz ciepło absorbowane przez liście. Lasy tropikalne otrzymują więcej światła słonecznego, dlatego mają więcej energii, którą mogą przeznaczyć na absorbowanie dwutlenku węgla. Dlatego lepiej zapobiegają efektowi cieplarnianemu niż lasy z innych szerokości geograficznych. Zdaniem zespołu Bali na tych szerokościach lasy absorbują dużo energii cieplnej jednak mało dwutlenku węgla, dlatego też... przyczyniają się do ocieplenia naszej planety. Zdaniem zespołu Bali, jeśli w 2000 roku wszystkie lasy zniknęłyby z powierzchni Ziemi, to temperatura naszej planety w roku 2100 byłaby o 0,2 stopnia Celsjusza niższa, niż w przypadku, gdyby lasy pozostały nietknięte. Oczywiście, podkreśla uczona, lasy mają do spełnienia wiele innych pożytecznych ról.
  18. Wzrost liczby wielkich pożarów może być skutkiem globalnego ocieplenia. Analiza danych od 1970 roku wskazuje, że w latach 80. nastąpił gwałtowny wzrost liczby wybuchających pożarów, w dodatku sezon "ogniowy" wydłużył się. Dan Cayan, współautor raportu, szef sekcji badającej zmiany klimatyczne w Scripps Institution of Oceanography, zauważa, że wzrost liczby wielkich pożarów dzikich terenów wydaje się częścią reakcji łańcuchowej, zapoczątkowanej przez ocieplenie klimatu. Według niego, część wzrostu można wyjaśnić naturalnymi fluktuacjami, dowody wskazują jednak na związki łączące go z wywołanym działalnością człowieka ociepleniem. W ubiegłych latach naukowcy w coraz większym stopniu skupiali swoją uwagę na ilości dwutlenku węgla dostającego się do atmosfery w wyniku spalania paliw kopalnych. Jak wiele osób wierzy, wskutek efektu cieplarnianego średnia światowa temperatura wzrosła w ciągu ubiegłego stulecia. Badacze z Arizony i Kalifornii przeanalizowali dane amerykańskich służb leśnych dot. 1166 pożarów, które objęły obszar ponad 1000 akrów. Wyniki opublikowano w czwartkowym (6 lipca 2006) wydaniu on-line magazynu Science. Poczynając od 1987 roku, zaszła następująca zmiana. Trwające średnio ok. tygodnia rzadkie pożary ustąpiły miejsca częstszym, trwającym niejednokrotnie 5 tygodni i dłużej. Okres zagrożenia pożarowego wydłużył się do 78 dni. Zmiany są najprawdopodobniej związane z temperaturami wiosny i lata. Więcej pożarów wybucha w latach gorętszych niż w chłodniejszych. Badacze odnaleźli również powiązania między wczesnymi roztopami wiosennymi w regionach górskich a występowaniem pożarów lasów. Wcześniejsza odwilż może prowadzić do wcześniejszego nadejścia i wydłużenia pory suchej, a to oznacza większe szanse na zaprószenie ognia. Wielu ludzi myśli, że środowisko zareaguje na zmiany klimatyczne za 50-100 lat, ale to nieprawda. Odpowiedzią ekosystemu leśnego są właśnie ogromne pożary.
×