Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'USA' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 129 wyników

  1. Stany Zjednoczone to kraj wyjątkowy pod wieloma względami. Także pod względem poglądów, jakie społeczeństwo ma na zmiany klimatyczne. Przeprowadzone przez australijskich naukowców badania wykazały, że w USA – jak w żadnym innym kraju – poglądy na kwestie zmian klimatycznych są kształtowane przez politykę. Jak wiemy, amerykańscy politycy tworzą odnośnie zmian klimatycznych sztuczny podział. Naukowcy zgadzają się, że zmiany takie zachodzą, że mamy do czynienia z globalnym ociepleniem i że odpowiedzialny jest za to człowiek. Jednak znaczna część amerykańskiego establishmentu politycznego twierdzi, że takiej zgodności nie ma i że naukowcy są w tej kwestii podzieleni. Matthew Hornsey, Emily Harris i Kelly Fielding z University of Queensland przeprowadzili ankiety wśród 5323 osób z 25 krajów. Uzyskane wyniki potwierdziły, że USA wyraźnie odstają od reszty. Badacze zadali respondentom pytania, które pozwoliły umieścić odpowiadających na czterech skalach sceny politycznej: lewica kontra prawica, liberałowie kontra konserwatyści, indywidualiści kontra komunitarianie oraz oraz elitaryści kontra egalitaryści. Zadano też pytania o różne teorie spiskowe, również i o tę mówiącą, że zmiany klimatu to oszustwo. Wyniki pokazały, że Stany Zjednoczone są jedynym krajem, w którym istnieje statystycznie istotna korelacja pomiędzy skalami poglądów politycznych a opinią na temat klimatu. Innymi słowy, jeśli respondent był Amerykaninem, to wystarczyło dowiedzieć się, w jakim miejscu spektrum politycznego się plasuje, by z dużym prawdopodobieństwem odgadnąć jego poglądy na kwestie klimatyczne. Podobną korelację zauważono pomiędzy spektrum politycznym, a teoriami spiskowymi, chociaż tutaj USA nie były wyjątkiem, gdyż w kilku innych krajach również korelacja taka występowała. Poza USA jeszcze w Australii i Kanadzie występowała korelacja pomiędzy trzem z czterech skal spektrum politycznego a poglądami na zmiany klimatyczne. Korelacja ta była jednak słabsza. W Brazylii korelację odnotowano w przypadku dwóch z czterech skal. Badacze zauważyli, że USA, Kanada, Australia i Brazylia mają ze sobą jeszcze jedną wspólną cechę. Są wśród krajów o najwyższej emisji gazów cieplarnianych na mieszkańca. To może być przypadek, ale nie musi. Jak stwierdzili badacze, nie można wykluczyć, że w krajach o wyższej emisji mamy do czynienia z większym zainteresowaniem kwestiami klimatycznymi, zarówno większym zainteresowaniem kolektywnym w postaci np. inwestycji dokonywanych przez przemysł wydobywczy, jak i zainteresowaniem indywidualnym, przejawiającym się chociażby rozważaniem, ile każdy obywatel musiałby poświęcić wysiłku, by zredukować generowaną przez siebie emisję. Australijscy badacze mówią, że ich wyniki pokazują, iż sceptycyzm klimatyczny to raczej fenomen kulturowy niż nieodłączna cecha ideologii politycznych. Już wcześniejsze badania wykazały, że w USA kwestie klimatyczne są powiązane z tożsamością kulturową. Takich powiązań nie znaleziono natomiast w przypadku większości tematów naukowych. Wydaje się, że wpływowi politycy czy liderzy opinii wprowadzają do grup, które się z nimi identyfikują pod względem kulturowym, poglądy na konkretny temat. W większości przypadków nie mają oni aż takiego wpływu, by idee te się rozpowszechniły. W przypadku sceptycyzmu klimatycznego to się udaje. Pomimo tego, że w większości krajów demokratycznych możemy wyróżnić wpływowe partie „konserwatywne” i „liberalne”, to jednak USA pozostają wyjątkiem. W innych krajach także grupy identyfikujące się z „konserwatystami” uznają zmiany klimatu za realne zagrożenie, z którym trzeba coś zrobić. « powrót do artykułu
  2. KopalniaWiedzy.pl

    Ekspansja wielbłądzich czekolad

    Al Nassma to pierwsza na świecie firma, która produkuje czekoladę z mleka wielbłądów. Działa w Dubaju. Powstała w październiku zeszłego roku, a już planuje ekspansję na nowe rynki. Wkrótce wyjątkowy produkt ma się pojawić w Europie, Japonii, USA i w różnych krajach arabskich. Martin Van Almsick, główny menedżer, wyjaśnia, że najpierw czekolada trafi do Arabii Saudyjskiej, a w ciągu kilku kolejnych miesięcy do Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu i Stanów Zjednoczonych. Pierwsza tona delikatesu dotrze do Arabii już wkrótce. Obecnie trwają rozmowy z brytyjskim Harrodsem i firmą Chocolate Covered z San Francisco. Na kontrolowanej przez rząd farmie Al Nassamy zgromadzono aż 3 tys. wielbłądów. Czekolady powstają dzięki współpracy z austriackim wytwórcą Mannerem. Słodycze są sprzedawane w sklepiku przy hodowli, a także w luksusowych hotelach i przez prywatne linie lotnicze. Na dniach rozpocznie się rozprowadzanie czekolady za pośrednictwem Internetu. Van Almsick zaznacza, że jako towar luksusowy czekolady z wielbłądziego mleka nigdy nie będą sprzedawane w supermarketach. Nie zawierają one dodatków chemicznych ani konserwantów. Ze względu na egzotyczny smak, który zawdzięczają m.in. lokalnym przyprawom, orzechom, w tym makadamii, pomarańczom czy daktylom, działają na turystów jak wabik. Praliny wypełnia się delikatnym nadzieniem z pistacji, nugatu lub kremu kawowego. Oprócz czekolady mlecznej można też nabyć gorzką (z 70% zawartością kakao). Za klejnot w koronie uznaje się owijane w złotą folię wielbłądy. Wydrążone w środku, ważą 130 lub 730 gramów. Chętni mogą się też zaopatrzyć w zapakowaną w gustowne pudełko karawanę.
  3. KopalniaWiedzy.pl

    Staruszek w służbie czynnej

    Kiedy w wiadomościach telewizyjnych widzimy jednostki amerykańskiej marynarki wojennej, większość z nas nie podejrzewa, że właśnie w US Navy pływa najstarszy pozostający w służbie czynnej okręt wojenny. Osoby interesujące się historią wojskowości zapewne wiedzą, że pierwszy w historii lotniskowiec o napędzie atomowym, zwodowany w 1961 roku USS Enterprise, wciąż jest wykorzystywany. Jednak to nie do niego, a do... drewnianej trójmasztowej fregaty USS Constitution należy miano najstarszego okrętu wojennego w służbie czynnej. Państwo bez floty Gdy zakończyła się amerykańska Wojna o Niepodległość (1775-1783) nowo powstałe państwo było tak ubogie, że sprzedało swój ostatni okręt wojenny, fregatę USS Alliance. W tym samym 1785 roku berberyjscy piraci z Algieru zajęli na Morzu Śródziemnym dwa statki należące do amerykańskich kupców. Wtedy to Thomas Jefferson, przedstawiciel USA we Francji, wezwał Kongres do powołania marynarki wojennej. Jednak przez wiele lat jego apele pozostawały bez echa. Wcześniej amerykańscy kupcy nie musieli obawiać się piratów, gdyż byli obywatelami Wielkiej Brytanii i chroniła ich potężna flota. Sytuacja jednak uległa radykalnej zmianie po uzyskaniu niepodległości. Nie tylko piraci, ale wiele państw zauważyło, że można bezkarnie atakować i przejmować amerykańskie jednostki handlowe. Gdy we Francji wybuchła rewolucja, nowy rząd zezwolił swojej flocie na zajmowanie jednostek handlowych USA podejrzewanych o prowadzenie interesów z Wielką Brytanią. To samo robiła flota brytyjska wobec statków podejrzewanych o handlowanie z Francją. Mimo to politycy z USA niechętnie myśleli o powołaniu własnej marynarki wojennej. Kraj był biedny, posiadanie floty postrzegano jako przejaw imperializmu, nie chciano też drażnić europejskich potęg. Dopiero gdy w 1793 roku piraci ponownie uderzyli przejmując 11 statków, Kongres i Izba Reprezentantów postanowiły działać. Pechowe początki W 1794 roku uchwalono Naval Act, który przewidywał budowę sześciu fregat. Zgodnie z sugestią konstruktora Joshui Humphreysa miały być one większe od francuskich i brytyjskich fregat, by móc nawiązać z nimi walkę, jednocześnie zaś miały być na tyle małe i zwrotne, by uciec przed okrętami liniowymi. Naval Act przewidywał jednocześnie, że jeśli pomiędzy USA a Algierem zostanie podpisany traktat pokojowy, budowa okrętów zostanie przerwana. Stępkę pod kilem USS Constitution położono 1 listopada 1794 roku, a imię dla okrętu wybrał sam prezydent George Washington. W maju 1796, po zawarciu pokoju z Algierem, prace nad fregatami zostały przerwane. Dopiero po gorących sporach i debatach prezydent wyraził zgodę na dokończenie trzech najbardziej zaawansowanych jednostek - Constitution, United States i Constellation. Budowę zakończono i 20 września 1797 roku na nabrzeżu portu w Bostonie zgromadzili się dostojni goście, wśród nich prezydent John Adams, by być świadkami zwodowania okrętu. USS Constitution ruszył po pochylni by... zatrzymać się po przebyciu nieco ponad 8 metrów. Okazało się, że okręt jest zbyt ciężki. Dwa dni później kolejna próba wodowania również zakończyła się niepowodzeniem - jednostka przesunęła się o kolejne 9 metrów. Ostatecznie okręt udało się zwodować 21 października 1797 roku. Pierwsze zadanie bojowe jednostka otrzymała już w maju 1798 roku, gdy jeszcze nie była w pełni gotowa. Wzięła wówczas udział w quasi-wojnie przeciwko Republice Francuskiej. Ta niewypowiedziana wojna toczyła się w latach 1798-1800 głównie na morzu.
  4. Do nowozelandzkiego sądu wpłynął wniosek o ekstradycję do USA Kima Dotcoma i trzech innych osób pracujących dla serwisu Megaupload.Dotcom i jego współpracownicy oskarżani są o umożliwienie użytkownikom nielegalnego pobierania chronionych prawem treści. Amerykanie dodatkowo stawiają im zarzuty wymuszenia, prania brudnych pieniędzy i defraudacji. Kim Dotcom odrzuca oskarżenia i w wywiadzie dla jednej z nowozelandzkich stacji telewizyjnych stwierdził: „Nie jestem królem piractwa. Oferowałem online’owy system przechowywania danych. I to wszystko“. Dotcom przebywa obecnie na wolności, musi jednak nosić elektroniczną bransoletkę. Nie wolno mu opuszczać Nowej Zelandii i korzystać z Internetu. Proces ekstradycyjny rozpocznie się 20 sierpnia.
  5. KopalniaWiedzy.pl

    Dotcom zwolniony za kaucją

    Nowozelandzki sąd zgodził się na zwolnienie za kaucją założyciela serwisu Megaupload, Kima Dotcoma. Idę do domu zobaczyć się z trójką moich małych dzieci i z ciężarną żoną - powiedział czekającym na niego reporterom Dotcom. Mężyczyzna pozostawał w areszcie od 20 stycznia, kiedy to policja dokonała nalotu na jego dom. Megaupload został zamknięty na podstawie międzynarodowego nakazu wystawionego w USA. Po wyjściu na wolność Dotcom będzie musiał mieszkać w niewielkim domu obok posiadłości, którą wynajmował oraz nosić elektroniczną bransoletkę. Ograniczono mu swobodę poruszania się, a sędzia zabronił też helikopterom lądowania w miejscu zamieszkania Dotcoma. Prokuratura twierdzi, że stoi on na czele grupy, która od 2005 roku zarobiła 175 milionów dolarów na nielegalnej dystrybucji filmów, muzyki i innych treści chronionych prawami autorskimi. Prawnicy Dotcoma odrzucają oskarżenia twierdząc, że firma ich klienta oferowała jedynie przestrzeń dyskową. Dotcom dwukrotnie starał się o zwolnienie za kaucją. Tym razem sąd uznał, że ryzyko jego ucieczki jest mniejsze niż wcześniej. Sędzia podkreślił też, że nie ma żadnych dowodów, jakoby Dotcom posiadał gdzieś nieujawnione konta, z których środki mogłyby pomóc mu w ucieczce. Dodał, że prokuratura nie znalazła żadnych śladów majątku, który nie zostałby jeszcze przez nią zajęty, a sam fakt, że Dotcom jest bogaty nie wystarczy, by stwierdzić, że powinien przebywać w areszcie. Dotcom czeka na decyzję dotyczącą wniosku ekstradycyjnego wystawionego w USA. Decyzja w tej sprawie zapadnie nie wcześniej niż 20 sierpnia. Formalnie wniosek jeszcze nie wpłynął do nowozelandzkiego sądu. Prawdopodobnie trafi tam na początku marca. Tymczasem w USA wielka ława przysięgłych dodała w ubiegłym tygodniu kolejne zarzuty przeciwko Megaupload. Stwierdzono, że serwis nielegalnie pobierał chronione prawami autorskimi treści udostępnione na YouTube.
  6. Upadek Związku Radzieckiego znacząco wpłynął na... matematykę w USA. Kirk Doran z University of Notre Dame i George Borjas z Harvard University opublikowali pracę pod tytułem Upadek Związku Radzieckiego a produktywność amerykańskich matematyków. Pracę opublikowano w piśmie Quarterly Journal of Economics. Badamy w niej wpływ pojawienia się znanych radzieckich matematyków na światową społeczność matematyczną - mówi Doran. Pomiędzy pojawieniem się a upadkiem komunizmu, radzieccy matematycy w izolacji rozwijali tę dziedzinę wiedzy, stosowali inne metody i specjalizowali się w innych kwestiach niż matematycy amerykańscy. To spowodowało, że po upadku Związku Sowieckiego jedne dziedziny matematyki praktycznie nie odczuły żadnych zmian, natomiast w innych pojawiła się olbrzymia liczba nowych pomysłów, twierdzeń i napłynęło wielu matematyków - czytamy w pracy. Przez 70 lat matematycy w ZSRR pracowali w izolacji. Wszelkie kontakty ze światem zachodnim były ściśle nadzorowane, limitowane i wymagały specjalnych zezwoleń. Stąd też niewiele idei powstałych na terenie komunistycznego imperium przeniknęło do nauki Zachodu. Nagłe pojawienie się rzesz matematyków z bloku komunistycznego spowodowało, że gwałtownie spadła produktywność tych matematyków z USA, których dziedziny wiedzy pokrywały się z dziedzinami rozwijanymi w ZSRR. Zmniejszyło się też prawdopodobieństwo, iż amerykański matematyk opublikuje pracę w renomowanym czasopiśmie. Zauważono też, że słabsi matematycy z USA zaczęli przenosić się do słabszych szkół i uczelni co niekorzystnie wpływa na możliwość ich dalszego rozwoju. Znaleziono też dowody na to, że studenci pracujący pod kierunkiem uczonych z dawnego ZSRR są bardziej produktywni, niż studenci innych naukowców z tej samej instytucji.
  7. Na oficjalnym blogu zespołu pracującego nad Windows ogłoszono, że kampania Microsoftu, której celem było zachęcenie użytkowników do porzucenia przeglądarki Internet Explorer 6 odniosła sukces. Z danych Net Applications wynika bowiem, że w USA IE6 jest używany przez mniej niż 1% internautów. W marcu ubiegłego roku Microsoft uruchomił specjalną witrynę, która miała za zadanie przyspieszyć proces porzucania przestarzałej przeglądarki. Chciałem poinformować, że USA dołączyły do Austrii, Polski, Szwecji, Danii, Finlandii i Norwegii, gdzie liczba użytkowników IE6 wynosi mniej niż 1 procent. Ponadto Czechy, Meksyk, Ukraina, Portugalia i Filipiny również zbliżają się do tego poziomu - czytamy na blogu. Microsoft od dłuższego czasu starał się o zmniejszenie popularności IE6, a jednym z najgłośniejszych wydarzeń stało się wysłanie przez firmę wiązanki kwiatów na „pogrzeb“ IE6 zorganizowany przez firmę Aten Design Group. Z okazji spadku udziałów IE6 w Microsofcie urządzono małe przyjęcie.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Chiny patentowym potentatem

    Zdaniem firmy Thompson Reuters Chiny wkrótce prześcigną USA w liczbie składanych wniosków patentowych. Do roku 2015 roczna liczba wniosków publikowanych na terenie Państwa Środka wyniesie 500 000. Obecnie w Stanach Zjednoczonych publikuje się 400 000, a w Japonii - 300 000 wniosków patentowych rocznie. Z Thomson Reuters Derwent World Patents Index dowiadujemy się, że od 2006 roku liczba wniosków patentowych publikowanych w Chinach zwiększa się o 16,7% rocznie. W 2010 roku złożono 314 000 wniosków. To właśnie Chiny są krajem, w którym najszybciej rośnie liczba nowych patentów i w ciągu najbliższych lat staną się one światowym liderem pod tym względem.
  9. KopalniaWiedzy.pl

    Hałaśliwa chińska flota

    Szybki rozwój gospodarczy Chin nie idzie w parze z równie szybkim rozwojem technologicznym. Przynajmniej nie we wszystkich dziedzinach. Amerykańscy wojskowi zdobyli ostatnio dane wskazujące, że produkowane przez Chiny okręty podwodne są bardziej prymitywne, niż przypuszczano. Ostatnie dwa lata przyniosły Amerykanom jednocześnie złe i dobre wieści. Z jednej strony Chiny znacznie zwiększyły aktywność swoich sił morskich. Jeszcze w 2005 roku żadna z chińskich łodzi podwodnych nie wyszła na patrol. Cała podmorska flota stała w portach z powodu ciągłych awarii oraz braku przeszkolonych załóg. W roku 2007 odbyło się zaledwie kilka rejsów. Brak rejsów powodował, że dla amerykańskich analityków chińskie okręty podwodne stanowiły zagadkę. Nie można było bowiem ich obserwować, a w szczególności nieznane były charakterystyki ich napędów. Amerykanie ostrożnie przewidywali, że chińska technologia budowy okrętów podwodnych jest o około 10 lat bardziej zacofana niż szczytowe osiągnięcia rosyjskich inżynierów. A to dawałoby Amerykanom około 20 lat przewagi technologicznej. Ostatnio Chiny znacząco zwiększyły swoje zaangażowanie na Pacyfiku, wzrosła liczba patroli łodzi podwodnych, co pozwoliło US Navy na śledzenie jednostek Państwa Środka. Amerykańscy analitycy ze zdumieniem odkryli, że chińskie łodzie podwodne można wykryć za pomocą sonaru z odległości nawet 40 kilometrów. Są zatem znacznie głośniejsze niż sądzono. W czasach zimnej wojny Amerykanie ustawiali swoje okręty podwodne w linii, w odległości 40 kilometrów od siebie i zyskiwali w ten sposób gwarancję, że żaden radziecki okręt podwodny nie przemknie się niezauważony. Taktykę tę zarzucono, gdy Rosjanie ulepszyli swoje łodzie podwodne. Teraz okazuje się, że będzie ona skuteczna w odniesieniu do chińskiej floty. Dla Amerykanów to dobra wiadomość, gdyż daje im pewność, że w razie konfliktu z Chinami US Navy będzie mogła obronić terytorium USA przed chińską flotą i przetrzeć sobie drogę do wybrzeży Państwa Środka. Tym bardziej, że ostatnimi czasy w Chinach doszło do spowolnienia budowy okrętów podwodnych, a w USA aż o połowę skrócono czas potrzebny na zwodowanie takiej jednostki.
  10. Za większością cyberataków na amerykańskie firmy i agendy rządowe stoi zaledwie 12 chińskich grup cyberprzestępczych. Są one w dużej mierze albo wspierane, albo wręcz sterowane przez rząd w Pekinie. Chiny tradycyjnie już odrzucają wszelkie oskarżenia o zaangażowanie w cyberataki. Wśród firm panuje przekonanie, że trwa wojna - stwierdził znany ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, emerytowany generał Marines i były wiceprzewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, James Cartwright. Od dawna domaga się on rozpoczęcia takich działań, które spowodowałyby, że kraje, z których terytoriów przeprowadzono ataki, były za to odpowiedzialne. W tej chwili jesteśmy w fatalnej sytuacji. Jeśli ktoś chce nas zaatakować, może zrobić co tylko zechce, ponieważ my nie możemy zrobić mu nic. To całkowicie bezpieczne - mówi były wojskowy. Jego zdaniem USA powinny powiedzieć, że jeśli nas zaatakujesz, to cię znajdziemy, coś z tym zrobimy, będzie to odpowiedź proporcjonalna, ale coś z tym zrobimy... a jeśli ukryjesz się w innym kraju, to poinformujemy ten kraj, że tam jesteś, jeśli oni cię nie powstrzymają, to przyjdziemy i cię dorwiemy. Zdaniem Cartwrighta, wiele firm jest sfrustrowanych brakiem odpowiedniej reakcji rządu. Podobnego zdania jest Jon Ramsey z Dell SecureWorks. Uważa on, że Biały Dom powinien zrobić coś, by zwiększyło się ryzyko związane z cyberatakiem na USA. Sektor prywatny zawsze będzie w defensywie Nie możemy nic z tym zrobić, ale ktoś musi. Obecnie nie istnieje nic, co powstrzymywałoby przed atakami na USA - stwierdził. Eksperci zwracają też uwagę na zmianę celu ataku. Jeszcze przed 10 laty napastnicy z Chin atakowali przede wszystkim amerykańskie agendy rządowe, od około 10-15 lat można zauważyć zmiany. Coraz częściej atakowane są firmy związane z przemysłem zbrojeniowym oraz z ważnymi działami gospodarki - energetyką czy finansami. Eksperci zauważają, że chińskich napastników można odróżnić od innych cyberprzestępców po kilku cechach charakterystycznych, takich jak np. sposób działania, kod czy komputery, których używają podczas ataków. Problem jednak w tym, że ataki stanowią też dla USA kłopot dyplomatyczny. Oficjalnie USA starają się unikać stwierdzeń, że za jakimś atakiem stał rząd Chin. Eksperci oraz analitycy nie mają takich oporów i w wielu przypadkach udało im się połączyć ataki np. z konkretnymi budynkami w Pekinie, które należą do rządu lub chińskiej armii. Czasami też są w stanie powiedzieć, do kogo konkretnie trafiła jakaś skradziona technologia. Specjaliści dodają, że wspomniane na początku grupy cyberprzestępców są wyspecjalizowane w atakach na konkretne działy przemysłu, czasami kilka grup otrzymuje zamówienie na zaatakowanie tego samego celu i rywalizują o to, która pierwsza je zrealizuje.
  11. KopalniaWiedzy.pl

    Apple przegrało w USA

    Apple, który w kilku krajach stara się zablokować sprzedaż urządzeń z Androidem, poniosło sromotną klęskę na najważniejszym rynku - w USA. Producent iPada oraz iPhone'a twierdzi, że Android odnosi sukcesy na rynku, gdyż jego twórcy ukradli wiele technologii. Jednak obecny spór nie dotyczył rozwiązań technicznych, a projektowych. W Niemczech sąd zgodził się, że tablet Samsunga wygląda podobnie do tabletu Apple'a i zabronił Samsungowi sprzedaży swojego urządzenia. Apple liczył na podobne rozstrzygnięcie w USA. Tymczasem sędzia Lucy H. Koh z sądu federalnego dla Okręgu Północnej Kalifornii odmówiła wydania wstępnego zakazu sprzedaży. Gdyby zakaz taki został wydany, Apple mógłby się na jego podstawie starać, by Samsungowi zakazano sprzedawania w USA wszelkich smartfonów. Apple nie musiałoby przy tym przechodzić pełnej procedury sądowej dotyczącej każdego urządzenia. Jason Kim, rzecznik prasowy Samsunga, stwierdził z zadowoleniem: Wyrok ten potwierdza, że wysuwane od dawna oskarżenia Apple'a są bezpodstawne. Sędzia Koh nie odrzuciła wszystkich argumentów Apple'a. Nie wykluczyła, że Samsung narusza jeden z patentów koncernu. Zdecydowanie jednak przeciwstawiła się działaniom Apple'a, które określiła, jako próbę pozostania jedynym producentem tabletów i smartfonów. Rozmiar urządzenia jakie może być wygodnie trzymane w ręku, wyświetlacz, stanowiący większą część smartfona oraz głośnik umieszczony na górze to cechy funkcjonalne, a nie estetyczne - stwierdziła pani sędzia. W związku z tym nie mogą być chronione patentami. Apple twierdzi, że ma wyłączne prawo do produkowania tabletów o „minimalistycznym" wyglądzie. Na razie takiej argumentacji uległ sąd w Niemczech. Stanowisko sędzi Koh oznacza, że Apple'owi trudno będzie dowieść, iż Samsung narusza firmowe patenty dotyczące wyglądu urządzenia. Jednocześnie, odnosząc się do drugiego z oskarżeń, dotyczącego naruszenia patentu opisującego sposób wykonania animowanego menu, sędzia stwierdziła, że nie daje on powodów do wyrządzenia Samsungowi olbrzymiej szkody, jaką byłby zakaz sprzedaży. Sędzia uznała jednak, że Samsung prawdopodobnie naruszył wspomniany patent i Apple ma szansę wygranie sporu dotyczącego tej kwestii. Amerykański koncern będzie mógł wnieść w tej sprawie pozew do sądu dopiero 30 lipca przyszłego roku.
  12. KopalniaWiedzy.pl

    Pierwsze wspólne cyberćwiczenia

    Cyber Atlantic 2011 to pierwsze wspólne europejsko-amerykańskie ćwiczenia w cyberbezpieczeństwie. Głównymi organizatorami są Europejska Agencja Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA) oraz Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA (DHS). W ramach ćwiczeń testowane są dwa scenariusze. Pierwszy to atak APT (advanced persistent threat), którego celem będzie próba kradzieży i publikacji danych z agend odpowiedzialnych za bezpieczeństwo cyberprzestrzeni w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. Ataki tego typu zdarzają się coraz częściej. To zaawansowane przedsięwzięcia podejmowane przez rządy lub dobrze zorganizowane grupy przestępcze dysponujące dużymi zasobami. Techniki ataku są na bieżąco dostosowywane do potrzeba, a ich zadaniem jest przełamanie zabezpieczeń konkretnego celu i uzyskanie doń długotrwałego dostępu. Drugi scenariusz to atak na systemy SCADA używane przez energetykę. Celem ćwiczeń jest sprawdzenie, w jaki sposób Unia Europejska i USA mogą sobie pomóc w przypadku ataku.
  13. Po raz pierwszy od 37 lat w Stanach Zjednoczonych zidentyfikowano nowy gatunek ptaka. Ornitolodzy oparli się na egzemplarzu znalezionym w 1963 r. na Midway. Nowemu, bardzo rzadkiemu, gatunkowi ptaka morskiego (burzyka) nadano łacińską nazwę Puffinus bryani. Człon bryani w nazwie wybrano, aby upamiętnić Edwina Horace'a Bryana Juniora, kuratora kolekcji B.P. Bishop Museum w Honolulu w latach 1919-1968. Początkowo specjaliści zwrócili uwagę na różnice w wymiarach i wyglądzie, potem genetycy ze Smithsonian Conservation Biology Institute przeprowadzili analizę DNA i potwierdzili, że mamy do czynienia z całkowicie nowym gatunkiem. Większość z ok. 10 tys. gatunków ptaków opisano przed rokiem 1900. Potem zdarzało się to dużo rzadziej. Gros nowych gatunków ptaków skatalogowanych od połowy XX w. znaleziono w odległych lasach deszczowych i mgielnych, głównie Ameryki Południowej i południowego wschodu Azji. P. bryani to pierwszy nowy gatunek na terenie USA i Hawajów, opisany od czasów hawajki czarnolicej (Melamprosops phaeosoma) w 1974 roku. P. bryani jest najmniejszym znanym burzykiem. Ma niebieskie nogi, niebiesko-szary lub czarny dziób i czarno-białe pióra. Egzemplarz, o którym wspominano na początku, znaleziono w norze na terenie kolonii petreli podczas Pacific Ocean Biological Survey Program w 1963 r. Ostatnio Peter Pyle z Instytutu Ptasich Populacji (Institute for Bird Populations) zajął się badaniem tego okazu i stwierdził, że jest zbyt drobny, by mógł to być burzyk mały (Puffinus assimilis). Zafrapował go także nietypowy wygląd ptaka. Rob Fleischer i Andreanna Welch ze Smithsonian podkreślają, że P. bryani jest bardzo różny genetycznie od innych przedstawicieli rodzaju Puffinus. Jego dalekim krewnym jest burzyk brązoworzytny (Puffinus boydi). W oparciu o dane genetyczne naukowcy stwierdzili, że P. bryani musiał się oddzielić w toku ewolucji od innych burzyków ponad 2 mln lat temu. Na razie nie wiadomo, gdzie znajdują się lęgowiska nowo opisanego gatunku (i czy w ogóle się gdzieś znajdują, bo gatunek rozpoznano tak późno, że w międzyczasie mógł nawet wyginąć). Biorąc pod uwagę intensywne badania tych obszarów w ramach Pacific Seabird Project, nie sądzimy, by [malutkie burzyki] rozmnażały się regularnie na Midway lub innych Północno-Zachodnich Wyspach Hawajskich – opowiada Pyle. Mimo że Projekt Pacyficznych Ptaków Morskich (Pacific Seabird Project) realizowano na atolach i wyspach północnego Oceanu Spokojnego od 1963 do 1968 r., ornitolodzy napotkali tylko jeden egzemplarz P. bryani.
  14. KopalniaWiedzy.pl

    Chiny największym rynkiem pecetów

    Wcześniej niż oczekiwano Chiny przegoniły USA pod względem zarówno liczby sprzedanych pecetów, jak i wartości sprzedaży. Z danych IDC wynika, że w drugim kwartale bieżącego roku w Państwie Środka sprzedano pecety o łącznej wartości 11,9 miliarda USD, podczas gdy mieszkańcy Stanów Zjednoczonych wydali na komputery osobiste 11,7 miliarda dolarów. Chińska sprzedaż pecetów wzrosła o 14,3% rok do roku i wyniosła 18,5 miliona sztuk. W USA sprzedano 17,7 miliona pecetów, czyli o 4,9% mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Chiny stały się tym samym największym rynkiem komputerów osobistych. Wcześniej analitycy uważali, że przegonią one USA dopiero w przyszłym roku. Do dużego zwiększenia sprzedaży pecetów w Chinach przyczyniły się większe niż spodziewane zakupy dokonywane przez sektor rządowy. W tym samym czasie wciąż trwający kryzys ekonomiczny i rosnąca popularność tabletów spowodowały w USA spadek liczby sprzedanych komputerów. USA prawdopodobnie wrócą na pozycję lidera w czwartym kwartale bieżącego roku, w związku ze zwiększonymi zakupami w okresie świątecznym, jednak w przyszłym roku prawdopodobnie na stałe stracą pozycję największego rynku pecetów.
  15. KopalniaWiedzy.pl

    Wykryto potężną operację hackerską

    Eksperci trafili na ślad potężnej operacji hakerskiej, w ramach której włamywacze przez ostatnich 5 lat ukradli tajemnice państwowe, dokumenty różnych firm i wiele innych treści. Ofiarami kradzieży padło ponad 70 prywatnych i państwowych organizacji z 14 krajów. „Operation Shady RAT", bo tak nazwano powyższe działania, wciąż trwa. Zdaniem ekspertów jest to - obok Operation Aurora, czyli ubiegłorocznego ataku na Google'a i inne koncerny - najpoważniejszy i najgroźniejszy przypadek publicznie ujawnionego szpiegostwa w internecie. Eksperci są zdania, że atak jest prowadzony bądź co najmniej inspirowany przez jakieś państwo. Nie stwierdzają jednak, kto za nim stoi. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że jego ofiarami padły instytucje i firmy w USA oraz większości krajów Azji Południowo-Wschodniej, że włamano się też do licznych przedsiębiorstw związanych z przemysłem zbrojeniowym, można przypuszczać, że atakującym są Chiny. Włamywacze dostali się również do sieci ONZ, Światowej Organizacji Antydopingowej, a przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie włamali się do komitetów w trzech krajach. Obecnie amerykańskie agencje rządowe próbują doprowadzić do zamknięcia serwerów koordynujących włamania.
  16. KopalniaWiedzy.pl

    Płot zagraża zwierzętom

    Słynna 1000-kilometrowa bariera, która ma powstrzymywać nielegalnych imigrantów przed przekraczaniem meksykańsko-amerykańskiej granicy, sprawia problemy zwierzętom, w tym gatunkom zagrożonym. Jesse Lasky, magistrant z University of Texas, opublikował w piśmie Diversity and Distributions wyniki swoich badań, z których wynika, że bariera najbardziej zagraża wyspecjalizowanym gatunkom zajmującym niewielkie habitaty. W niektórych przypadkach spowodowała ona zmniejszenie zasięgu występowania gatunków aż o 75%, stanowiąc bezpośrednie zagrożenie dla ich przetrwania. Wśród tak narażonych gatunków są cztery, które wymieniono jako zagrożone przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody - dwa gatunki żab, jeden żółwia oraz zagrożony w USA i Meksyku jaguarundi. Ustawiony płot najbardziej zagraża zwierzętom zamieszkującym wybrzeża Kalifornii, Teksasu oraz znajdujące się w południowo-wschodniej Arizonie tzw. Madrean Sky Islands. Jesse Lasky podaje przykład teksańskiej Rio Grand Valley, gdzie żyją m.in. oceloty. Na terenie USA pozostało mniej niż 50 tych zwierząt, a płot oddzielił ich populację od większej i bardziej zróżnicowanej genetycznie populacji w północnym Meksyku. Zapora przecięła wiele rezerwatów przyrody. Co prawda na żądanie US Fish and Wildlife Service (FWS) wycięto w niej wiele otworów ale, jak zauważa biolog Mitch Sternberg z FWS są one zbyt małe dla większych zwierząt, takich jak kojot czy ryś rudy. Ponadto, jak zauważa uczony, rysie chodzą utartymi szlakami i mogą nie trafić na otwory. Zwierzętom odcięto możliwość przemieszczania się - mówi Sternberg. Uczony śledzi ruchy rysiów od bardzo dawna. Badał je zanim jeszcze ustawiono płot i zaobserwował, że po jego pojawieniu się terytoria zwierząt uległy olbrzymim zmianom. Jedna z obserwowanych przez niego par została uwięziona po północnej stronie płotu i jedno z tych zwierząt zginęło na drodze, poszukując nowego terytorium. Inny samiec, w poszukiwaniu terytorium, zapuścił się do miasta - co samo w sobie jest niezwykłym zjawiskiem - i wpadł tam pod samochód. Uczony obawia się, że wiele ze zwierząt, które obserwował, nie żyje, a przyczyną ich śmierci stało się właśnie ustawienie zapory. Co prawda budując barierę postanowiono, że na kwestie związane z ochroną przyrody i zminimalizowanie wpływu płotu na środowisko naturalne przeznaczone zostanie 50 milionów dolarów, jednak w bieżącym roku zmieniono przepisy i nie przekazano zaplanowanych 30 milionów USD.
  17. KopalniaWiedzy.pl

    Apple jak w latach 90.

    Po raz pierwszy od początku lat 90. ubiegłego wieku udziały komputerów Apple'a w sprzedaży na amerykańskim rynku sięgnęły 10%. Najnowsze dane wskazują, że w ostatnim kwartale maszyny z logo jabłka stanowiły 10,7% sprzedaży wszystkich komputerów. Wzrost zainteresowania produktami Apple'a to wyraźny sygnał zaufania do tej firmy, tym ważniejszy, że ma on miejsce w czasie, gdy rynek pecetów przeżywa kłopoty. Zdaniem analityków, jedną z głównych przyczyn tych kłopotów jest rosnąca popularność iPada. Przedstawiciele Gartnera szacują, że w USA sprzedaż pecetów liczona rok do roku spadła o 5,6%, według analityków IDC spadek wynosił 4,2%. „Biorąc pod uwagę szum, jaki robiony jest wokół tabletów, sprzedawcy bardzo ostrożnie podchodzą do zamawiania pecetów. Wolą oferować tablety. Niektórzy producenci pecetów zostali zmuszeni do ogłoszenia promocji, co pozwoliło im opróżnić magazyny. Tymczasem Apple zanotowało rok do roku wzrost sprzedaży szacowany przez Gartnera na 8,5%, a przez IDG na 14,7%. Tak czy inaczej koncern Jobsa jest obecnie trzecim największym sprzedawcą komputerów w USA. Liderem rynku jest HP, na drugim miejscu plasuje się Dell.
  18. KopalniaWiedzy.pl

    "Sześć ostrzeżeń" w USA

    W Europie próbuje się forsować „prawo trzech ostrzeżeń", tymczasem administracja prezydenta Obamy proponuje wprowadzenie w USA „prawa sześciu ostrzeżeń". Cel obu ma być taki sam - walka z piractwem. Zgodnie z rządową propozycją najwięksi amerykańscy dostawcy internetu - AT&T, Comcast, Verison, Cablevision i Time Warner - zostaliby zobowiązani do wysyłania internautom ostrzeżeń, jeśli właściciel praw autorskich zgłosiłby przypadek piractwa. Po pięciu lub sześciu ostrzeżeniach internauta musiałby się liczyć z karą, taką jak „czasowe znaczne obniżenie prędkości transferu danych, przekierowywanie na witrynę z ostrzeżeniem tak długo, dopóki nie skontaktuje się z dostawcą i nie wyjaśni sprawy lub też inne metody, uznane przez ISP za odpowiednie". Jeśli przepisy takie wejdą w życie, będzie to oznaczało przerzucenie kosztów egzekwowania prawa z państwa na prywatne firmy. Te z pewnością będą chciały obniżyć koszty i wynajmą firmy trzecie, co z kolei będzie budziło obawy o prywatność czy rodziło podejrzenia o możliwe nadużycia.
  19. KopalniaWiedzy.pl

    Pół biliona dolarów na Smart Grid

    Electric Power Research Institute (EPRI) opublikował nowe dane dotyczące przewidywanych kosztów zastosowania w USA technologii Smart Grid. Obecne szacunki przewidują, że - w porównaniu z tymi z roku 2004 - koszty będą 2- lub 3-krotnie wyższe. Na szczęście większe będą też przewidywane korzyści. Smart Grid to nic innego, jak inteligentne systemy dystrybucji energii, które pozwalają na komunikację pomiędzy wszystkimi uczestnikami rynku energii, pozwalają na obniżenie kosztów oraz zwiększenie efektywności usług i zintegrowanie w jeden system rozproszonych źródeł produkcji energii. EPRI szacuje obecnie, że koszt objęcia całych USA platformą Smart Grid wyniesie od 338 do 476 miliardów USD. W roku 2004 szacunki mówiły o 165 miliardach. Korzyści z zastosowania tej technologii mają sięgnąć 1,2 do 2 bilionów dolarów (wcześniej przewidywano 660 miliardów). Tak duża różnica pomiędzy szacunkami bierze się z faktu, że poprzednio EPRI nie brało pod uwagę stacji ładowania samochodów elektrycznych i hybryd, źródeł energii odnawialnej, systemów magazynowania energii czy systemów pozwalających konsumentom na dostosowanie własnego zużycia energii do dynamicznie zmieniających się cen. Większość kosztów budowy Smart Grid - 231-339 miliardów - pochłonie stworzenie samego systemu dystrybucji energii. Kolejne 32,3 miliarda trzeba będzie wydać na system IT, a 3,7 miliarda na jego zabezpieczenie. EPRI przewiduje też, że 6 miliardów pochłonie budowa sieci 70 000 czujników i urządzeń do zarządzania. „Wiele urządzeń w systemie elektrycznym jest starszych, niż przewidywany okres ich pracy. Na przykład średni wiek podstacji wynosi obecnie 42 lata, a były one projektowane z myślą o 40 latach pracy" - mówi Clark Gellings z EPRI. Już obecnie rząd USA przeznaczył na budowę Smart Grid 43 miliardy dolarów. Koszt stworzenia platformy zostanie rozłożony na wszystkich użytkowników energii. W 2007 roku było ich 142 miliony, a w 2030 ma być ich 165 milionów. Większość z tej grupy - około 143,9 miliona - będą stanowiły w roku 2030 gospodarstwa domowe. Każde z nich zapłaci za budowę Smart Grid około 12 dolarów miesięcznie. W ciągu dekady będzie to kwota 1455 USD. Ponadto każdy z 20,2 miliona użytkowników biznesowych zapłaci około 84 USD miesięcznie, czyli w sumie około 10 000 dolarów. Użytkownicy przemysłowi, których będzie ponad 900 000 będą płacili po 1266 dolarów miesięcznie, czyli w sumie 151 000.
  20. KopalniaWiedzy.pl

    Chiny nową naukową superpotęgą?

    Brytyjskie Royal Society stwierdza w swoim raporcie, że w najbliższym czasie Chiny mogą stać się największą potęgą naukową świata. Zdaniem autorów Knowledge, Networks and Nations, już w roku 2013 liczba artykułów publikowanych przez chińskich naukowców w czasopismach recenzowanych przekroczy liczbę artykułów publikowanych przez Amerykanów. Zdarzy się tak pod warunkiem, że utrzymane zostanie dotychczasowe tempo wzrostu publikacji Chińczyków. Jeśli tak się nie stanie, to do przegonienia Amerykanów w publikacjach dojdzie nie później niż w roku 2020. W raporcie stwierdzono również, że nieco więcej czasu musi upłynąć, by chińscy autorzy byli cytowani równie często jak Amerykanie. Royal Society zauważa również, że w liczbach bezwzględnych Chiny od dwóch lat wydają więcej pieniędzy na naukę niż Japonia, a w najbliższych latach przegonią też USA. Od roku 1999 chińskie rządowe wydatki na badania i rozwój rosną co roku o 20% i w roku 2007 sięgnęły 100 miliardów USD. To 1,44 ówczesnego chińskiego produktu krajowego brutto. Chiny chcą, by do roku 2020 wydatki na R&D stanowiły 2,5% PKB. Ponadto specjaliści przewidują, że do roku 2028 Chiny przegonią Japonię pod względem liczby patentów uzyskiwanych w USA. Korea Południowa zostanie prześcignięta przez Chiny do roku 2018. Jednocześnie autorzy raportu podkreślają, że liczba publikacji i patentów nie oddają dobrze obrazu aktywności naukowej. Lista liderów była przez długi czas zdominowana przez ‚naukowe superpotęgi', takie jak USA, Europa Zachodnia czy Japonia. Teraz sytuacja stała się płynna. W najbliższych latach Chiny, Brazylia, Indie i Korea Południowa awansują na tej liście. Awans czeka też inwestujące w naukę kraje Bliskiego Wschodu, Azji Południowo-Wschodniej, północnej i południowej Afryki, plasujących się obecnie w środku tabeli Kanady i Australii oraz niektórych z mniejszych państw Europy - czytamy w raporcie.
  21. Amerykańskie siły zbrojne zablokowały dostęp do wielu popularnych witryn, takich jak YouTube, Amazon, eBay, ESPN czy MTV. Użytkownicy wojskowych sieci nie będą mogli przez jakiś czas korzystać z tych serwisów. Blokadę założono po to, by zwolnić zasoby sieciowe na potrzeby pomocy Japonii w poradzeniu sobie z następstwami trzęsienia ziemi. Rząd Japonii zwrócił się do USA z prośbą o pomoc, a ta zostanie udzielona m.in. przez siły zbrojne. Dlatego też Dowództwo Strefy Pacyfiku zwróciło się z prośbą o zwolnienie zasobów sieciowych. Podjęto zatem decyzję o zablokowaniu tych serwisów, które nie są konieczne w pracy zawodowej, a najbardziej obciążają sieci. W sumie wojskowi stracili dostęp do 13 witryn.
  22. Po wielu miesiącach pracy Ralph Langner, jeden z najbardziej znanych badaczy Stuxneta, oficjalnie stwierdził, że robak jest dziełem amerykańskich i izraelskich służb specjalnych, a jego celem był atak na irańskie instalacje atomowe. Występując podczas konferencji TED w Kaliforni, Langner powiedział: uważam, że zaangażowany jest w to Mossad. Ale pierwsze skrzypce grał kto inny - Stany Zjednoczone. Już wcześniej specjaliści zauważyli, że stworzenie Stuxneta wymagało olbrzymich zasobów i wiedzy. Zdaniem Symanteka napisanie takiego kodu wymaga półrocznej pracy 5-10 ekspertów. Langner dodaje jeszcze jedno. By go napisać, twórcy musieli mieć pochodzące z wewnątrz informacje o tym, jak działa cel Stuxneta. Zaangażowane musiały być zatem agencje wywiadowcze przeciwników Iranu. Stuxnet atakował centryfugi o parametrach takich, jakie są używane przez Iran podczas procesu wzbogacania uranu. Ostatnio Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej poinformowała, że rosyjscy specjaliści usunęli z irańskiego reaktora w Buszerze 163 pręty paliwowe. Iran twierdzi, że pręty zabrano, gdyż miały one defekt i nie ma to nic wspólnego z działaniem Stuxneta.
  23. KopalniaWiedzy.pl

    Ciężkie czasy dla alergików z północy

    Z artykułu w Proceedings of the National Academy of Sciences dowiadujemy się, że na północnych terenach Stanów Zjednoczonych i w Kanadzie zaobserwowano znaczne wydłużenie się sezonu alergicznego. To wynik zmian w wegetacji roślin wywołanych globalnym ociepleniem. Uczeni zebrali dane z lat 1995-2009 z US National Allergy Bureau oraz kanadyjskiego Aerobiology Research Laboratories i nałożyli je na informacje uzyskane z amerykańskich stacji pogodowych oraz danych Canadian National Climate Data and Information Archive. Zauważyli, że w mieście Saskatoon w Saskatchewan sezon alergiczny wydłużył się od roku 1995 aż o 27 dni. Z kolei w Winnipeg w Manitobie trwa on o 25 dni dłużej. Alergicy mieszkający w Fargo (Dakota Północna) i Minneapolis (Minnesota) cierpią obecnie o 16 dni dłużej. Jednocześnie w stanach południowych, w Arkansas i Teksasie, zaobserwowane skrócenie trudnego dla alergików okresu. Dane takie zgadzają się z informacjami IPCC mówiącymi o większym wpływie ocieplenia na tereny położne bardziej na północy. Autorzy badań stwierdzili, że wydłużenie się sezonu alergii związane jest przede wszystkim z późniejszym nadejściem pierwszych jesiennych przymrozków. Generalnie nasze dane pokazują, że powyżej 44. stopnia szerokości północnej doszło od roku 1995 do wydłużenia okresu pylenia ambrozji od 13 do 27 dni - czytamy we wspomnianym artykule. Na ambrozję uczulonych jest w różnym stopniu około 30% Amerykanów.
  24. KopalniaWiedzy.pl

    Bing bliski 30%

    Wygląda na to, że połączenie Binga i Yahoo! zaczęło przynosić efekty na amerykańskim rynku. Z danych Experia Hitwise wynika, że Bing jest używany już podczas 27,44% wyszukiwań. Jeszcze w grudniu było to 25,77%, zatem wyszukiwarka Microsoftu zanotowała 6-procentowy wzrost. W tym samym czasie udziały Google'a spadły z 69,67 do 67,95%. Coraz większa liczba firm badawczych twierdzi, że udziały Binga w USA zbliżają się do granicy 30%. Zdaniem ComScore w grudniu wynosiły one 24,4%. Danych za styczeń jeszcze nie podano. Co więcej Bing nie tylko rośnie w siłę ale, jak wynika z informacji Experia Hitwise, skuteczniej kieruje internautów na witryny, co jest ważne dla reklamodawców. W styczniu aż 81% wyszukiwań dokonanych za pomocą Binga zakończyło się odwiedzeniem jednej ze znalezionych witryn. W przypadku Google'a odsetek ten wynosił 65%. Wyniki z USA niekoniecznie muszą znaleźć przełożenie na resztę świata. Obecnie udziały Google'a w rynku światowym wynoszą 85,37%, do Yahoo! należy 6,14% a do Binga 3,68%.
  25. KopalniaWiedzy.pl

    Polska jak Virginia

    Nie od dzisiaj wiadomo, że gdyby Kalifornia była niepodległym państwem, to zaliczałaby się do ścisłej czołówki gospodarek świata. Specjaliści z pisma The Economist pokazali interaktywną mapkę, w której porównali PKB poszczególnych stanów USA do najbliższego odpowiadającego im państwa. Wspomniana na wstępie Kalifornia, mimo iż ostatnio przeżywa kolosalne kłopoty, uplasowałaby się na 8. miejscu największych światowych potęg gospodarczych. PKB Kalifornii (1,9 bilionaUSD) jest podobne do PKB Włoch (2,1 biliona). Inny wielki stan USA Teksas (1,1 biliona) niewiele ustępuje pod względem produktu brutto PKB Rosji (1,2 biliona). Skoro jesteśmy przy dużych stanach, to Alaska (45,7 miliarda) dorównuje Omanowi (46,1 miliarda), a Floryda (737 miliardów) może mierzyć się z Holandią (796 miliardów). Dla stanu Nowy Jork (1,1 biliona USD) najbliższym odpowiednikiem jest PKB Australii (994 miliardy), a niewielki Massachusetts (365 miliardów) dorównuje Arabii Saudyjskiej (376 mld). Na mapie znalazła się też i Polska. Nasz kraj z PKB rzędu 431 miliardów dolarów może się równać ze stanem Virginia (408 miliardów). Trzeba jednak pamiętać, że Virginia jest trzykrotnie mniejsza i ma sześciokrotnie mniej mieszkańców niż Polska. Dane o PKB poszczególnych stanów i krajów pochodzą z roku 2009 lub 2010.
×