Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 'Facebook' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 48 wyników

  1. KopalniaWiedzy.pl

    Facebook traci w USA

    Ciągły spadek zainteresowana Facebookiem w USA powoduje, że w ciągu 2-3 miesięcy straci on na rzecz YouTube'a pozycję drugiej najchętniej odwiedzanej witryny w USA. W ciągu ostatnich 2 lat ruch generowany na Facebooku przez Amerykanów zmniejszył się niemal o połowę. Tymczasem popularność YouTube'a ciągle rośnie. Badania przeprowadzone przez firmę SimilarWeb na zlecenie CNBC ujawniły, że miesięczna liczba odsłon Facebooka dokonywana z USA zmniejszyła się z 8,5 miliarda przed dwoma laty do obecnych 4,7 miliarda. Skandale takie jak ten związany z Cambridge Analytica pokazały, że serwis Zuckerberga nie potrafi upilnować danych użytkowników, co zniechęciło znaczną ich część. Co prawda aplikacje Facebooka są coraz popularniejsze, jednak te wzrosty nie rekompensują spadku odwiedzin witryny. Niezagrożona pozostaje pozycja Google'a. W lipcu bieżącego roku witrynę tę Amerykanie odwiedzili aż 15 miliardów razy. Poza nią, Facebookiem i YouTube'em w najpopularniejszej piątce witryn plasują się jeszcze Yahoo! i Amazon. Zaskakujący może być fakt, że Yahoo! jest wciąż popularniejsze od Amazona, jednak najprawdopodobniej zmieni się to w ciągu najbliższych miesięcy. Od ubiegłorocznych świąt Bożego Narodzenia Amazon notuje duże wzrosty liczby odwiedzin. Przejawem tego trendu był niezwykle udany Amazon Prime Day z lipca bieżącego roku, kiedy to w ciągu zaledwie 36 godzin klienci dokonali zakupów na kwotę niemal 4 miliardów dolarów. Z rosnącą popularnością Amazona wiąże się rosnąca zamożność jego właściciela. Majątek Jeffa Bezosa jest wyceniany obecnie na 150 miliardów dolarów i jest on najbogatszym człowiekiem na świecie. « powrót do artykułu
  2. Z 747-stronicowej dokumentacji przesłanej przez Facebooka do Kongresu USA dowiadujemy się, że dostęp do danych zbieranych przez serwis społecznościowy miały w przeszłości 52 firmy. Facebook udostępniał dane na temat użytkowników na podstawie specjalnych umów, których celem było upewnienie się, że urządzenia i aplikacji zewnętrznych firm będą współpracowały z serwisem. Wśród firm, którym Facebook udostępniał dane są Apple, Blackberry, Amazon czy Microsoft. Są wśród nich też chińskie firmy, jak Huawei i Alibaba. Co do niektórych z nich amerykańscy politycy i służby specjalne wyrażają obawy, związane z ich działaniami przeciwko amerykańskiemu bezpieczeństwu narodowemu. Facebook poinformował, że dotychczas zaprzestał współpracy z 38 z 52 wymienionych w raporcie firm. Do końca lutego zakończy kolejnych siedem kontraktów, a do końca października wygaśnie jeszcze jeden. Już teraz wiadomo, że Facebook nadal będzie współpracował z Amazonem, Apple'em i Alibabą. Koncern Zuckerberga zapewnił, że większość ze wspomnianych umów o partnerstwie zostało zawartych jeszcze przed rozpowszechnieniem się zaawansowanych smartfonów, które znakomicie ułatwiły dostęp do internetu. Gdy je podpisywano większość użytkowników korzystała z urządzeń mobilnych, które w bardzo ograniczony sposób pozwalały na używanie sieci. Wiadomo też, że przynajmniej niektórym partnerom, takim jak AOL, Audi, Panasonic czy aplikacja randkowa Hinge, udostępniono nie tylko dane użytkowników, ale również znajomych z ich listy kontaktów. Producenci aplikacji mieli więc np. dostęp do numerów telefonów ludzi, którzy z ich aplikacji nie korzystali. « powrót do artykułu
  3. Facebook przyznał, że od co najmniej 2010 roku udostępnia dane użytkowników co najmniej 4 chińskim przedsiębiorstwom. Część prywatnych danych użytkowników Facebooka trafia do Lenovo, Oppo i TCL. Dostęp do danych ma też firma Huawei, która według amerykańskich służb wywiadowczych stanowi potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA. Przedstawiciele Facebooka zapowiedzieli, że do końca bieżącego tygodnia wypowiedzą umowę z Huawei. Inne umowy pozostaną w mocy. Koncern Zuckerberga udostępnia prywatne dane użytkowników wielu przedsiębiorstwom, w tym Amazonowi, Apple'owi, BlackBerry i Samsungowi. Umowy, na podstawie których udostępniane są dane to część strategii, której celem jest przekonanie większej liczby użytkowników urządzeń mobilnych do korzystania z Facebooka. Dzięki nim producenci urządzeń mogli zaoferować takie funkcje Facebooka jak książki adresowe, przycisk „Lubię to” czy aktualizacje statusu. Chińskie przedsiębiorstwa uzyskały w ramach umów podobne uprawnienia co kanadyjskie BalckBerry. Mogą pobierać dokładne informacje o samych użytkownikach urządzeń mobilnych jak i o wszystkich ich znajomych. Senator John Thune, który stoi na czele Komitetu Handlu domaga się, by Facebook dostarczył Kongresowi szczegółowych danych na temat podpisanych umów. Kierowany przez Thune'a komitet nadzoruje Federalną Komisję Handlu (FTC), która bada, czy polityka prywatności Facebooka nie naruszyła zasad FTC. Amerykańskich prawodawców martwi przede wszystkim umowa z Huawei. Związki pomiędzy tą firmą a chińską Partią Komunistyczną są znane od lat. Facebook zapewnia jednak, że wszelkie informacje przekazywane Huawei były przechowywane na urządzeniach użytkowników, a nie na serwerach chińskiej firmy. Huawei to firma założona przez byłego inżyniera armii chińskiej. Firma otrzymała od państwowych banków miliardy dolarów kredytów na zagraniczną ekspansję. Amerykańskie władze od lat traktują to przedsiębiorstwo podejrzliwie i radzą swoim firmom telekomunikacyjnym, by unikały kupowania sprzętu Huawei. Facebook, który od 2009 roku jest zakazany w Chinach, od wielu lat próbuje powrócić na rynek Państwa Środka. « powrót do artykułu
  4. Po skandalu wokół firmy Cambridge Analytica, która pozyskała z Facebooka informacje o dziesiątkach milionów użytkowników i wykorzystała je do profilowania wyborców, serwis społecznościowy znacznie ostrożniej podchodzi do projektów związanych z przetwarzaniem danych. Przedstawiciele firmy oświadczyli, że wstrzymuje ona projekt pozyskania danych pacjentów z dużych amerykańskich szpitali. Informacje takie, po połączeniu ich z informacjami tych osób z ich kont na Facebooku, miały być wykorzystane w projekcie badawczym. Prace nigdy nie wyszły poza fazę planowania. Nie otrzymaliśmy ani nie analizowaliśmy żadnych danych, zdradził anonimowy przedstawiciel Facebooka. Środowiska medyczne od dawna wiedzą, że informacje dotyczące rodziny i przyjaciół pacjenta mogą być pomocne. Jednak, aby opracować odpowiednie terapie, konieczne jest głębsze zrozumienie tych zależności. Facebook, w porozumieniu ze szpitalami, chciał połączyć dane o zdrowiu pacjentów z danymi na temat ich rodziny, znajomych, aktywności czy zainteresowań, co w wielu przypadkach pozwoliłoby na stworzenie lepszego planu leczenia. Obecnie jednak, po tym, jak najwyżsi rangą menedżerowie Facebooka przyznali, że popełnili błąd dając Cambridge Analytica dostęp do użytkowników serwisu, opinia publiczna z uwagą przygląda się temu, co Facebook robi z danymi. Prowadzenie tego typu projektów będzie więc przez jakiś czas utrudnione. « powrót do artykułu
  5. Po ostatnim skandalu wokół firmy Cambridge Analytica, coraz więcej firm wstrzymuje się z reklamowaniem swoich usług na Facebooku. Przypomnijmy, że Cambridge Analytica nielegalnie pozyskała dane dziesiątków milionów użytkowników Facebooka i wykorzystywała je podczas kampanii wyborczych w różnych krajach, wpływając na wynik wyborów. Robimy sobie przerwę od Faceboka, oświadczyli przedstawiciele Mozilli. Firma nie kasuje jednak swojego konta i rozważy powrót do serwisu społecznościowego, jeśli wprowadzi on mechanizmy lepiej chroniące prywatność użytkowników. Niemiecki Commerzbank również oświadczył, że przerywa kupowanie reklam na Facebooku i przeprowadzi analizy dotyczące mechanizmów bezpieczeństwa stosowane przez serwis społecznościowy. Firma Sonos, sprzedająca elektronikę konsumencką, stwierdziła, że przez tydzień nie będzie reklamowała się na Facebooku, Twitterze, Instagramie i Google'u. Skandal wokół Cambridge Analytica, podobnie jak wiele innych informacji nadchodzących z Krzemowej Doliny, każe nam zadać pytanie, czy przemysł IT dobrze równoważy swój własny interes z jednym ze swoich największych obowiązków – dbaniem o prywatność użytkowników, czytamy na blogu tej firmy. Elon Musk oświadczył, że wyłącza facebookowe profile Tesli i SpaceX. Trzeba jednak zapytać, czy nie są to tylko gesty symboliczne. Facebook ma tak olbrzymi zasięg, że wielkie firmy nie mogą go ignorować. Z pewnością jednak ich postępowanie to problem dla serwisu społecznościowego. Firma Zuckerberga ma na głowie też co najmniej sześć pozwów związanych ze skandalem Cambridge Analytica. Wśród nich jest jeden pozew zbiorowy i trzy pozwy od akcjonariuszy. Śledztwo w sprawie serwisu prowadzą też stany Nowy Jork, Massachusetts i, podobno, Federalna Komisja Komunikacji. Niewykluczone, że dojdzie do przesłuchania przed Kongresem USA i Parlamentem Wielkiej Brytanii. Tymczasem brytyjskie władze przeszukały siedzibę Cambridge Analytica. « powrót do artykułu
  6. KopalniaWiedzy.pl

    Fałszywy admirał na Facebooku

    W ubiegłym roku ktoś założył na Facebooku fałszywy profil admirała US Navy Jamesa Stavridisa i zaprosił do niego wielu wysokich rangą oficerów, urzędników zajmujących się obronnością i polityków. Osoby te, dopisując się jako znajomi, ujawniły wiele swoich prywatnych danych, takich jak adresy e-mail, zdjęcia, numery telefonów czy dane swoich bliskich. Najprawdopodobniej profil został założony przez jedną ze służb wywiadowczych. I chociaż oficjalnie nikt nikogo nie oskarża, The Telegraph twierdzi, że zdaniem ekspertów fałszywka została stworzona przez chiński wywiad. Wybór Stavridisa nie był przypadkowy. Admirał jest szefem Naczelnego Dowództwa Połączonych Sił Zbrojnych w Europie. Przedstawiciele NATO zapewniają, że nie doszło do wycieku żadnych poufnych informacji, gdyż nikt w serwisie społecznościowym nie porusza tego typu tematów. Istniało już wiele fałszywych profili najwyższych dowódców. Wraz z Facebookiem je usuwamy. Nie wiemy, czy założyli je Chińczycy. Dla Facebooka najważniejsze jest usuwanie takich profili. Chcemy być przede wszystkim pewni, że opinia publiczna nie jest wprowadzana w błąd. Media społecznościowe odegrały ważną rolę podczas kampanii w Libii. Odzwierciedlały one poglądy opinii publicznej i otrzymaliśmy dzięki nim olbrzymią ilość informacji dotyczących lokalizacji jednostek bojowych libijskiego reżimu. To nam otworzyło oczy. Dlatego też chcemy, by ludzie ufali mediom społecznościowym - stwierdził rzecznik NATO.
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Zuckerberg podatkowym miliarderem

    Giełdowy debiut Facebooka powiększy majątek Marka Zuckerberga i jednocześnie sprawi, że może mu zostać naliczony podatek w wysokości nawet 2... miliardów dolarów. Zdaniem ekspertów, to jeden z najwyższych podatków osobistych. Nigdy nie widziałem podatku liczonego w miliardach. Widziałem podobne sumy, ale nie przekraczały miliarda - mówi Anthony Nitti, partner firmy Withum, Smith and Brown. Dzwoniłem do kilku znajomych z największych firm księgowych. Takie wymiar podatku widziało niewiele osób - dodaje. Kolosalna kwota, którą Zuckerberg być może zapłaci urzędowi podatkowemu wynika z tego, że ma on zamiar zrealizować swoje opcje na akcje. Założyciel Facebooka posiada obecnie 414 milionów akcji portalu, ale ma jeszcze prawo do zakupu po preferencyjnej cenie 6 centów za sztukę kolejnych 120 milionów akcji. Zuckerberg zapowiada, że zrealizuje to prawo, a następnie sprzeda część akcji, by móc zapłacić podatek. Papiery, jakie przysługują Zuckerbergowi, to taki typ akcji, który wymaga zapłacenia podatku nawet jeśli właściciel ich nie sprzedaje. To oznacza, że opodatkowana będzie różnica pomiędzy ceną zakupu akcji przez Zuckerberga a ich rynkową ceną w chwili realizacji zakupu. W złożonych przed Komisją Giełd dokumentach Facebook informuje, że spodziewa się osiągnąć cenę 29,73 USD za akcję, a to oznaczałoby, że papiery Zuckerberga będą wycenione w sumie na 3,6 miliarda dolarów. Eksperci spodziewają się jednak, że cena akcji portalu wyniesie od razu 40 dolarów, czyli akcje założyciela serwisu będą warte 5 miliardów dolarów. Od tego zapłaci on właśnie wspomniane 2 miliardy podatku. Tegoroczna najwyższa stawka podatkowa wynosi w USA 35%. Ponadto stan Kalifornia, w którym mieszka Zuckerberg, pobiera 10,3% podatku od osób, których dochody wyniosły co najmniej milion dolarów. Co prawda amerykańska skarbówka nie udziela informacji na temat poszczególnych podatników, jednak analizy za rok 2009 wykazały, że przeciętna wysokość podatku dochodowego, jaką zapłaciły osoby znajdujące się wśród 1% najlepiej zarabiających Amerykanów wyniosła 49 milionów dolarów. W sumie 400 najbogatszych obywateli USA zapłaciło 19,6 miliarda USD. Analitycy chwalą decyzję Zuckerberga. Podkreślają, że bańka dotkomowa z 2000 roku pokazała, iż po zakupie akcji po preferencyjnej cenie należy natychmiast część z nich sprzedać, by zapłacić podatek. W ubiegłej dekadzie wiele osób tego nie zrobiło i bardzo pożałowały swojej decyzji. Urząd skarbowy nalicza bowiem podatek w dniu zakupu akcji i jest on liczony od różnicy pomiędzy kwotą ich zakupu a ceną akcji w tym dniu. Gdy bańka dotkomowa rosła tysiące ludzi otrzymywało akcje po preferencyjnych cenach. Skarbówka naliczała podatek, a podatnicy czekali, aż ceny ich akcji jeszcze bardziej wzrosną. Gdy bańka pękła, ceny akcji poleciały na łeb na szyję, a podatek i tak trzeba było zapłacić.
  8. KopalniaWiedzy.pl

    Wkrótce giełdowy debiut Facebooka?

    The Wall Street Journal informuje, że najprawdopodobniej już w najbliższą środę Facebook złoży pierwszą w swojej historii publiczną ofertę sprzedaży akcji (IPO). Specjaliści uważają, że firma chce zebrać około 10 miliardów USD. Jeśli jej się to uda będzie to jeden z największych debiutów w historii amerykańskiej giełdy. Rynkowa kapitalizacja Facebooka może wynieść początkowo 75-100 miliardów USD. Źródła, na które powołuje się WSJ informują, że za przeprowadzenie oferty odpowiedzialny będzie najprawdopodobniej Morgan Stanley. Niewykluczone jednak, że odpowiednie dokumenty nie zostaną złożone w Komisji Giełd w środę, ale dopiero za kilkanaście tygodni. szefostwo Facebooka rozważa podobno dwa możliwe scenariusze. W drugim z nich mówi się o terminie pomiędzy kwietniem a czerwcem. Oferta Facebooka może być czwartym pod względem wielkości - po Visa, General Motors i AT&T Wireless - debiutem w USA. Będzie też największym na rynku internetowym. Dotychczas rekordzistą był Google, który zebrał w 2004 roku 1,9 miliarda USA, a początkowa giełdowa wycena firmy wyniosła 23 miliardy. Na razie Facebook, jako że nie jest spółką notowaną na giełdzie, nie musi upubliczniać danych na temat swoich finansów, zatem pozostaje tajemnicą. Firma eMarketer ocenia, że jeszcze w 2009 roku firma zarobiła na reklamach 738 milionów dolarów, by w roku 2011 zwiększyć tę kwotę do 3,8 miliarda. Nie wiadomo, czy Facebook jest dochodowy. Giełdowy debiut będzie wielkim sprawdzianem dla 27-letniego Marka Zuckerberga. Od dłuższego czasu mówiono, że dość niechętnie myśli on o debiucie giełdowym, gdyż obawia się, iż zniszczy on kulturę firmy. Zależy mu, by pracownicy skupiali się na dobrym produkcie, a nie na wycenie akcji przez rynek. Facebook szukając inwestorów sprzedawał części swoich udziałów w prywatnych ofertach. W 2010 roku szefostwo firmy zdało sobie sprawę z faktu, że już wkrótce liczba inwestorów może przekroczyć 499. A pojawienie się 500. inwestora zgodnie z amerykański prawem oznacza, że firma musi składać raporty dotyczące swoich finansów. Zuckerberg zdecydował zatem, że skoro i tak finanse firmy będą musiały zostać upublicznione, to korzystniej jest wejść na giełdę i zebrać pieniądze na rozwój firmy.
  9. Wikipedia poinformowała, że 162 miliony osób widziały witrynę w dniu protestu przeciwko SOPA. Osiem milionów przeszło do podstrony z danymi kontaktowymi swoich przedstawicieli w parlamencie. Z kolei na stronie Google’a petycję przeciwko SOPA podpisało 4,5 miliona osób, a Los Angeles Times informuje, że na Twitterze pojawiło się 2,4 miliona wpisów poświęconych ustawie. Ponadto umieszczony przez Marka Zuckerberga na Facebooku wpis przeciwko SOPA zyskał ponad 490 000 głosów poparcia. Swoje poparcie dla SOPA wycofało kilkunastu senatorów, dzięki czemu żadna ze stron nie ma obecnie większości. Zebrano również ponad 100 000 podpisów pod petycją do prezydenta Obamy by zawetował ustawę PIPA. W związku z tak dużym sprzeciwem, jest bardzo mało prawdopodobne, by Izba Reprezentantów i Senat nadal pracowały nad obiema ustawami w ich obecnym kształcie. Obie izby odwołały planowane głosowania. Stop Online Piracy Act i Protect IP Act przewidywały, że sąd będzie mógł nakazać amerykańskim firmom, by zablokowały dostęp do zagranicznych witryn podejrzewanych o rozpowszechnianie pirackich treści. Przewidziano też możliwość wydania zakazu przetwarzania płatności, wyświetlania reklam czy umieszczania odnośników dotyczących zagranicznych witryn z pirackimi materiałami. Ustawy przewidywały też, że właściciele praw autorskich mogli pozwać witryny, które podejrzewają o przechowywanie pirackich materiałów. Obie ustawy umożliwiały zatem podjęcie takich działań, jakie na podstawie Digital Millennium Copyright Act mogą być podejmowane wobec witryn znajdujących się na terenie USA. Przepisów DMCA nie można bezpośrednio stosować wobec witryn zagranicznych, stąd pomysł na uchwalenie SOPA i PIPA.
  10. W Nowym Jorku aresztowano 43 członków gangów podejrzewanych o dokonanie 3 morderstw. Policja informuje, że zidentyfikowanie sprawców było stosunkowo łatwe, gdyż przestępcy chwalili się swoimi działaniami na Twitterze i Facebooku. Łącząc ich wypowiedzi z prowadzonymi śledztwami detektywi byli w stanie odtworzyć cały przebieg wydarzeń - poinformował komisarz Raymond Kelly. Podejrzani mają od 15 do 21 lat i są członkami dwóch gangów działających na Brooklynie. Przestępcy są zamieszani w liczne strzelaniny, w których zginęły trzy osoby, a kilkunastu przechodniów zostało rannych. Wojna pomiędzy Wave Gang i Hoodstarz rozpoczęła się od strzelaniny w sierpniu. Zginął w niej przypadkowy przechodzień, a rany odniósł 9-letni chłopiec i jego ojciec. Gangsterom już postawiono zarzuty morderstwa, napaści, nielegalnego posiadania broni i rabunku. Grozi im kara dożywotniego więzienia.
  11. Paul Ceglia, który twierdzi, że należy do niego 50% Facebooka, został ukarany grzywną w wysokości 5000 dolarów. To jednak nie największe jego zmartwienie, gdyż sąd nakazał mu również, by pokrył część wydatków prawnych poniesionych przez Facebooka. Tutaj kwoty mogą sięgać już dziesiątków tysięcy USD. Ceglia został ukarany za niewykonanie jednego z nakazów sądu. W sierpniu ubiegłego roku otrzymał on bowiem polecenie dostarczenia dowodów, które miałyby potwierdzać, iż jego roszczenia wobec Facebooka mają uzasadnienie. Mężczyzna miał przekazać urządzenia oraz dane e-mail. Za radą swoich prawników nie zrobił tego mówiąc, że nie może znaleźć części dowodów. Przed dwoma miesiącami sąd nakazał Ceglii powrót do USA (obecnie mieszka on w Irlandii) i wyjaśnienie, co się stało z dowodami. Prawnicy Facebooka twierdzą też, że mają dowód, iż Ceglia dokonał oszustwa. Ponadto poinformowali, że atrament użyty do podpisania kontraktu, który przedstawił Ceglia, liczy sobie dwa lata. Dokument nie mógł być zatem podpisany przed ośmiu laty. Już przed paroma miesiącami przedstawiciele Facebooka poinformowali sąd, że zarówno na komputerze Ceglii jak i na serwerze firmy prawniczej Sidley Austin znaleźli oryginalną umowę, jaką zawarł z Ceglią Zuckerberg. Umowa ta nie daje Ceglii najmniejszych praw do udziałów w Facebooku, a swój pozew Ceglia opiera na sfałszowanej przez siebie umowie. Prawnicy serwisu społecznościowego twierdzą również, że specjalistyczne badania wykazały, iż Ceglia używał co najmniej 6 urządzeń USB, które - jak twierdzą - były wykorzystywane do sfałszowania oryginalnej umowy. Ich zdaniem co najmniej jedno z tych urządzeń zawiera folder o nazwie „Facebook File“ oraz plik graficzny „Zuckerberg Contract Page1.tif“. To właśnie te urządzenia miał dostarczyć Ceglia. Mężczyzna spekuluje, że to sam Zuckerberg lub wynajęci przez niego ludzie fałszują dowody.
  12. Przez najbliższe 20 lat Facebook będzie podlegał niezależnemu audytowi, sprawdzającemu w jaki sposób serwis dba o prywatność użytkowników. To wynik ugody zawartej z amerykańską Federalną Komisją Handlu (FTC). Urząd oskarżył serwis społecznościowy o przekazywanie użytkownikom niezgodnych z prawdą informacji, na podstawie których mogli oni sądzić, iż Facebook nie przekazuje nikomu ich danych. Na swoim blogu Mark Zuckerberg bronił polityki Facebooka, ale przyznał, że popełniono liczne błędy. FTC oskarżyła Facebooka m.in. o to, że po zmianie witryny w grudniu 2009 roku część informacji, które użytkownicy mogli zastrzec jako prywatne, stało się informacjami publicznymi (np. lista ich znajomych). Facebook nie ostrzegł użytkowników, ani nie uzyskał ich zgody. Ponadto serwis twierdził, że aplikacje firm trzecich, które użytkownicy instalują na swoich profilach, zbierają tylko te dane, które są im niezbędne. W rzeczywistości aplikacje te zbierały niemal wszystkie dane o użytkowniku. Większości z nich nie potrzebowały do działania. Serwis informował użytkowników, że mogą określić, komu udostępniają swoje dane. Mogli rzekomo ograniczyć dostępność tylko do grona znajomych. Jednak okazało się, że nawet po takim ograniczeniu z danych tych mogły korzystać aplikacje używane przez znajomych. Facebook twierdził też, że weryfikuje wiek użytkowników oraz certyfikuje aplikacje dostępne dla różnych grup wiekowych, obiecywał, że nie będzie udostępniał danych użytkowników reklamodawcom, że po wyłączeniu lub dezaktywacji konta wszystkie dane staną się niedostępne oraz, że postępuje zgodnie z zasadami US-EU Safe Harbor Framework, które określają sposób wymiany danych pomiędzy Unią Europejską a USA. Wszystkie te twierdzenia okazały się nieprawdziwe. W ramach ugody Facebookowi zabroniono wygłaszania nieprawdziwych i mylących stwierdzeń dotyczących bezpieczeństwa i prywatności, nakazano uzyskiwanie zgody użytkowników przy każdej zmianie, która wpływa na ustawienia prywatności, zobowiązano serwis do zablokowania dostępu do wszelkich danych w ciągu 30 dni od usunięcia konta oraz nakazano stworzenie odpowiedniej polityki prywatności. Ponadto w ciągu najbliższych 180 dni, a później co dwa lat przez najbliższych 20 lat Facebook będzie podlegał niezależnemu audytowi, którego celem będzie sprawdzenie, czy serwis przestrzega zasad uzgodnionych z FTC.
  13. KopalniaWiedzy.pl

    Giganci internetu przeciwko SOPA

    Google, Facebook, Mozilla, eBay, Twitter i Yahoo! dołączyły do grupy firm i organizacji protestujących przeciwko uchwaleniu ustawy SOPA (Stop Online Piracy Act). Ustawa daje Prokuratorowi Generalnemu prawo do nakazania wyszukiwarkom i dostawcom internetu, by zablokowali witryny, na których znajdują się pirackie treści. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni, gdyż ustawa w proponowanej postaci podważa dobrze działające mechanizmy opisane przez Kongres w Digital Millenium Copyright Act, które zapewniają bezpieczeństwo tym firmom, które działają w dobrej wierze i usuwają ze swoich stron zawartość naruszającą prawo - mówią przeciwnicy SOPA. Przyłączenie się internetowych gigantów do protestu i wysłanie przez nich listu spowodowało, że przedstawiciele tych firm zostali zaproszeni do wzięcia udziału w obradach Izby Reprezentantów. Zwolennicy SOPA, tacy jak MPAA, wynajęli już prawnika, któremu zlecili analizę ustawy pod kątem jej zgodności z Konstytucją USA. SOPA jest zgodna z Pierwszą Poprawką - napisał Floyd Abrams, znany ekspert specjalizujący się w prawie konstytucyjnym. O tym, jak wielką wagę ma opinia Abramsa świadczyć może chociażby fakt, że jest uznawany za najważniejszego w XX wieku interpretatora Pierwszej Poprawki. W dalszej części swej opinii Abrams stwierdza: ewidentna zgodność z Konstytucją przepisów zezwalających na wydanie nakazu powstrzymania się od działań naruszających prawa autorskie nie oznacza, co należy podkreślić, że nakaz taki musi być automatycznie lub zawsze być wydawany w przypadku naruszenia prawa, ani że środki stosowane celem wyegzekwowania nakazu mogą wykraczać poza granice wyznaczone Pierwszą Poprawką.
  14. Dziennikarze AFP jako pierwsi w historii przedstawiciele prasy otrzymali zgodę na odwiedzenie niepozornego budynku w Virginii, w którym mieści się należące do CIA Open Source Center. Pracujący tam zespół, zwany „mściwymi bibliotekarzami" zajmuje się białym wywiadem, czyli śledzeniem i analizą ogólnodostępnych źródeł informacji. Niezwykle ważnym narzędziem pracy są Twitter i Facebook. Pracownicy Open Source Center czytają codziennie nawet 5 milionów wpisów. Łącząc tak zdobyte wiadomości z informacjami z lokalnych gazet, radia czy podsłuchów telefonicznych tworzą raporty, które niemal codziennie lądują na biurku prezydenta USA. Z raportów tych prezydent dowiaduje się np. o bieżących nastrojach społecznych w wielu miejscach na świecie. W OSC pracuje bardzo wielu bibliotekarzy, a każdy z nich musi znać kilka języków. Czytają bowiem wpisy zarówno w mandaryńskim, urdu jak i arabskim. Praca centrum pozwala na przykład sprawdzić, jak obywatele różnych krajów odebrali zabicie Osamy bin Ladena czy przewidzieć, w którym kraju może dojść do rewolty. Dyrektor centrum, Doug Naquin, zdradził, że pracownicy OSC wiedzieli, iż w Egipcie dojdzie do powstania przeciwko Mubarakowi. Nie wiedzieli tylko, kiedy to nastąpi. OSC powstało po zamachach na World Trade Center. Obecnie zatrudnia kilkuset analityków. Większość z nich pracuje w Virginii, ale są też obecni w ambasadach USA na całym świecie. Naquin mówi, że najlepsi z jego analityków nie ustępują umiejętnościom Lisbeth Salander, bohaterki powieści „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", potrafiącej znaleźć informacje o których inni ludzie nie wiedzieli, że w ogóle istnieją. Od dwóch lat w centrum zainteresowania OSC jest Twitter, który w 2009 odegrał znaczącą rolę podczas fali protestów przeciwko ponownemu wyborowi Ahmadinedżada na prezydenta Iranu. W tamtym czasie farsi stał się trzecim co do popularności językiem w serwisach społecznościowych - zdradza Naquin. Co prawda nie zawsze wpisy na Twitterze da się połączyć z konkretną lokalizacją, ale pomaga język, którym posługują się internauci. Gdy zabito Bin Ladena większość osób posługujących się językiem urdu (Pakistan) i chińskim negatywnie oceniła amerykańską akcję. Z kolei gdy kilka tygodni później prezydent Obama wygłosił publiczne przemówienie dotyczące zagadnień bliskowschodnich w ciągu 24 godzin pojawiły się wpisy z Turcji, Egiptu, Algierii, krajów Zatoki Perskiej i Izraela. Osoby piszące po turecku lub arabsku uznały, że przemówienie było proizraelskie, internauci posługujący się hebrajskim stwierdzili, iż Obama sympatyzuje z Arabami. OSC pracuje obecnie nad stworzeniem porównania, które ma dać odpowiedź na pytanie, czy prawdziwa opinia publiczna jest lepiej widoczna w serwisach społecznościowych czy też lepsze wyniki daje jej badanie. Robimy co możemy, by brać poprawkę na fakt, iż w serwisach społecznościowych może być nadreprezentowana miejska elita - mówi Naquin. Zwraca jednak uwagę na fakt, że branie pod uwagę infrastruktury internetowej też może być mylące. W wielu wiejskich regionach nie ma sieci, jednak coraz więcej osób ma dostęp do telefonii komórkowej, zatem dostęp do internetu i sieci społecznościowych jest znacznie szerszy niż wynikałoby tylko z przyjrzenia się mapie ułożenia kabli w danym kraju. Jeden z zastępców Naquina, który ze względu na charakter swojej pracy pozostaje anonimowy, powiedział, że serwisy społecznościowe są też pomocne w śledzeniu błyskawicznie rozwijających się wydarzeń, jak np. tegoroczne rozruchy w Bangkoku. Wielu pracowników ambasady nie mogło opuścić swoich domów, na ulicach było niebezpiecznie, wkroczyło wojsko i dziennikarze też z opóźnieniem informowali o rozwoju wydarzeń. Ale w ciągu godziny ludzie zaczęli wszystko opisywać na Twitterze i Facebooku - mówi wicedyrektor. CIA nie zostawia niczego przypadkowi. Źródła są szczegółowo weryfikowane i na podstawie doświadczeń z przeszłości wybierani są najbardziej wiarygodni autorzy wpisów. W przypadku rozruchów w Bangkoku analitycy opierali się na relacjach zaledwie 12-15 użytkowników Twittera.
  15. Istnienie Facebooka przyczyniło się do utworzenia 182 000 nowych miejsc pracy, a to oznacza miliardy dolarów zarobione przez pracowników i ich firmy. Badania przeprowadzone przez uczonych z University of Maryland wykazały, że przy najbardziej optymistycznych założeniach stworzenie przez Zuckerberga serwisu społecznościowego mogło przyczynić się do powstania ponad 235 tysięcy miejsc pracy. W bieżącym roku zarobki osób, które pracują dzięki istnieniu Facebooka wyniosły od 12,19 do 15,71 miliarda dolarów. Nasze badania potwierdzają, że platformy społecznościowe stworzyły nową gałąź gospodarki - stwierdził Il-Horn Hann. Wraz ze wzrostem Facebooka i innych tego typu serwisów, będziemy świadkami wzrostu tej gałęzi i jej coraz więĸszego wpływu na gospodarkę - dodaje uczony. Facebook ma 750 milionów użytkowników na całym świecie. Na potrzeby serwisu powstają dziesiątki tysięcy aplikacji, przy rozwoju których pracuje olbrzymia liczba osób. Każdego dnia użytkownicy Facebooka instalują 20 milionów nowych aplikacji. Z wyliczeń Hanna i jego zespołu wynika, że w samych tylko firmach tworzących oprogramowanie liczba miejsc pracy zwiększyła się dzięki istnieniu Facebooka o 53 000. Miejsca pracy powstają najpierw w firmach tworzących oprogramowanie. Później powstają dzięki temu, że nowo zatrudnieni programiści i właściciele firm wydają zarobione pieniądze - stwierdza naukowiec. Podaje on przykład Zyngi, firmy, która stworzyła tak popularne na Facebooku tytuły jak „Mafia Wars" czy „Farmville". Zatrudnia ona ponad 2000 osób, a jej wartość wynosi obecnie 15-20 miliardów dolarów.
  16. KopalniaWiedzy.pl

    10 milionów użytkowników Google+

    Google ustami Larry'ego Page'a ogłosiło, że w dwa tygodnie po premierze serwisu Google+ liczba jego użytkowników przekroczyła 10 milionów. Zdaniem części analityków oznacza to, że Google w końcu, po wielu próbach, ma szansę na zaistnienie na rynku serwisów społecznościowych. Jednak o tym, że Google+ ma ponad 10 milionów użytkowników jako pierwszy poinformował Paul Allen [nie mylić ze współzałożycielem Microsoftu - red.], założyciel serwisu Ancestry.com, który doszedł do takich wniosków na podstawie danych statystycznych na temat liczby mieszkańców USA i danych dotyczących popularności różnych nazwisk na Google+. Allen prognozował również, że po najbliższym weekendzie liczba użytkowników nowego serwisu Google'a może się podwoić. Google+ ma być bezpośrednim konkurentem Facebooka i mimo że do portalu Zuckerberga, który ma 750 milionów użytkowników, dzieli go przepaść, to błyskawiczny serwisu Google'a musi być brany przez Facebooka pod uwagę.
  17. Reuters donosi, że amerykańskie organa ścigania coraz częściej otrzymują od sądów pozwolenie na przeszukanie profili użytkowników Facebooka. Od roku 2008 przeszukań takich dokonano ponad 20 razy. Od początku bieżącego roku sądy wydały 11 nakazów przeszukania, czyli dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Użytkownicy nie zawsze są informowani o przeszukaniach. W sądowych nakazach najczęściej pojawiają się żądania udostępnienia organom ścigania mechanizmów „Neoprint" i „Photoprint", czyli bardzo szczegółowych zestawów danych tekstowych i fotograficznych, które nie są nawet dostępne samym użytkownikom. Terminy te pojawiają się nawet w podręcznikach dla organów ścigania, instruujących jak uzyskiwać informacje z Facebooka. Sam Facebook nie chciał potwierdzić istnienia takich mechanizmów. Oprócz policji Facebooka przeszukiwało FBI, agencja antynarkotykowa (DEA) oraz urząd imigracyjny (ICE). Spektrum spraw, których dotyczyło przeszukanie, było bardzo szerokie - od podpaleń, poprzez gwałty po terroryzm. Co ciekawe, żadnego z nakazów przeszukań nie próbowano obalić na gruncie Czwartej Poprawki. Eksperci mówią, że mogło dziać się tak dlatego, iż osoby, których profile są przeszukiwane, nie są o tym fakcie informowane. Prawo jednak nie wymaga, by Facebook czy władze informowały podejrzanych o przeszukaniu ich profili internetowych. Mogą się oni o tym dowiedzieć w momencie postawienia zarzutów, gdyż prokuratura ma obowiązek przedstawienia materiału dowodowego. Wiadomo, że Twitter i wiele innych portali społecznościowych na własną ręką informują użytkowników o przeszukaniu ich profili. Co więcej przed paroma miesiącami Twitter skutecznie odwołał się od wyroku sądu, który zakazywał mu informowanie podejrzanych o przeszukaniach. Nie wiadomo, czy Facebook w ogóle informuje użytkowników. Wiadomo, że w kilku przypadkach tego nie zrobił. Tak było np. podczas śledztwa FBI przeciwko czterem młodym satanistom, który spalili kościół czy też w czasie dochodzenia prowadzonego przez DEA przeciwko psychiatrze z Hollywood, który rozprowadzał środki psychotropowe wśród celebrytów, a którego profil został przeszukany tydzień po aresztowaniu. Przeszukania profili społecznościowych rodzą interesujący problem prawny, który wcześniej czy później będzie musiał zostać rozstrzygnięty. Pojawia się bowiem pytanie, do kogo należą dane przechowywane w takich serwisach. W roku 1976 w sprawie United States v. Miller Sąd Najwyższy USA niejednogłośnie stwierdził, że bank nie musiał informować swojego klienta o przeszukaniu jego konta bankowego przez agentów Biura ds. Alkoholu, Tytoniu i Broni Palnej. Sąd uznał, że oskarżony nie może powoływać się na Czwartą Poprawkę i twierdzić, iż przeszukanie było nielegalne, gdyż dane były własnością banku. Kwestia danych w serwisach społecznościowych jest podobna, ale nie identyczna. Przechowywane są tam bowiem inne informacje i jest ich znacznie więcej. Sami sędziowie są podzieleni co do tej kwestii. Dlatego też eksperci uważają, że wcześniej czy później będzie ją musiał wyjaśnić Sąd Najwyższy. Na razie Sąd uniknął jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron. W czasie niedawnej sprawy Ontario v. Quon, w której policjant oskarżył pracodawcę o naruszenie Czwartej Poprawki, gdyż pracodawca przeszukał jego służbowy pager, z którego policjant wysyłał erotyczne wiadomości, Sąd stwierdził, że przeszukanie nie było nielegalne, ale nie określił, jak dużo prywatności można oczekiwać w sytuacji, gdy nasze dane elektroniczne są przechowywane przez strony trzecie.
  18. KopalniaWiedzy.pl

    Mark Zuckerberg królem Google+

    Niedawno Google uruchomiło kolejny serwis społecznościowy, który ma pokonać Facebooka. Serwis Google+ udostępnił właśnie statystyki najpopularniejszych kont. Okazało się, że najbardziej popularnym użytkownikiem Google+ jest... założyciel Facebooka Mark Zuckerberg. Zuckerberg ma obecnie 68 „przyjaciół" oraz 29 543 obserwujących, mimo że jego profil jest pusty. Na drugim miejscu uplasował się współzałożyciel Google'a Larry Page, który nie ma „przyjaciół", ale jego konto obserwuje 19 878 osób. Sergey Brin, drugi z założycieli Google'a, znalazł się na 4. miejscu z 15 646 obserwujacymi i bez „przyjaciół". Wśród 100 najpopularniejszych użytkowników znajdziemy też znanego blogera Roberta Scoble'a, Marissę Mayer, jedną z najbardziej znanych pracownic Google'a czy Michaela Della, właściciela koncernu Dell.
  19. Francuski rząd zakazał używania w radiu i telewizji słów Facebook i Twitter, chyba że stanowią one część wiadomości. Powołano się przy tym na dekret z 27 marca 1992, który nie zezwala na wymienianie komercyjnych nazw w formie reklamy. Conseil supérieur de l'audiovisuel (CSA), francuski odpowiednik naszej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, wyjaśnił, że nie powinno się konstytuować przewagi amerykańskich gigantów nad mniejszymi serwisami. Czemu dawać fory Facebookowi, który jest warty miliardy dolarów, podczas gdy tyle innych sieci społecznościowych walczy o rozpoznawalność? Stanowiłoby to pogwałcenie konkurencji, gdybyśmy zezwolili na wymienianie w czasie antenowym Facebooka i Twittera. Nastąpiłoby otwarcie puszki Pandory. Inne sieci społecznościowe zaczęłyby narzekać: a czemu nie my? - twierdzi rzeczniczka CSA Christine Kelly. Krytycy takiego podejścia zaznaczają, że teraz firmy nie będą mogły skierować klientów bezpośrednio do swojego profilu na Facebooku (a bardzo wiele firm takowy założyło) czy zachęcać do śledzenia wpisów na Twitterze. Pozostaje liczyć, że ktoś wejdzie na oficjalną witrynę firmy i akurat trafi na odsyłacz do serwisów społecznościowych. Taka ścieżka dostępu jest jednak o wiele bardziej czasochłonna i pewnie część internautów zrezygnuje z klikania w tak zwanym międzyczasie. Niektórzy blogerzy uważają, że zabieg władz znad Sekwany to przejaw zadawnionego francuskiego protekcjonizmu i odcinania się na siłę od wszystkiego, co amerykańskie. Przypomnijmy, że w 2003 r. minister kultury zakazał używania słowa e-mail w dokumentach, publikacjach oraz witrynach internetowych wszystkich ministerstw. Generalna Komisja Terminologii i Neologizmów stwierdziła bowiem, że francuscy internauci i tak często posługują się rodzimym wyrażeniem "courrier electronique" (w skórcie courriel).
  20. Google płaci swoim pracownikom najlepiej, a osoby zatrudnione w Facebooku są najbardziej zadowolone w porównaniu z pracownikami innych firm IT. Z kolei pracownicy IBM-a są najwierniejsi swojej firmie i spędzają w niej najwięcej lat. Takie informacje przekazała firma PayScale Inc. W swoich badaniach firma uwzględniła Amazona, Apple'a, Della, Facebooka, Google'a, Hewlett-Packarda, IBM-a, Intela i Microsoft. Pracownicy Google'a zarabiają średnio o 23% więcej od osób zatrudnionych w innych firmach na podobnych stanowiskach i spełniających podobne zadania i średnio o 10% więcej od osób z dużych firm IT. Najsłabiej opłacani są pracownicy HP, którzy zarabiają średnio o 5% mniej niż pracownicy innych firm oraz 15% mniej niż pracownicy innych dużych przedsiębiorstw IT. IBM ma najwierniejszych i najstarszych pracowników. Średni czas pracy dla IBM-a wynosi 8 lat, czyli aż o sześć lat dłużej niż średni czas pracy dla innych firm. Przeciętny pracownik IBM-a liczy sobie 44 lata. W innych firmach średnia wynosi 36 lat. Najmłodsi są pracownicy Facebooka, którzy średnio mają 26 lat. Są oni jednocześnie najbardziej usatysfakcjonowani ze swojej pracy. Najmniejszą satysfakcję daje się zauważyć u pracowników HP. Kobiety wciąż stanowią zdecydowaną mniejszość w firmach IT. Jest ich tam średnio 25%, podczas gdy w innych przedsiębiorstwach stanowią ponad 50%. Najbardziej elastyczną firmą pod względem urlopów i czasu pracy jest Microsoft. Przedsiębiorstwa z branży IT pozostają bardzo dobrymi pracodawcami. Wiele dużych firm z rynku nowoczesnych technologii płaci swoim pracownikom kwoty wyrażane sześciocyfrowymi liczbami. To nic dziwnego, biorąc pod uwagę liczbę dobrze opłacanych wysoko wykwalifikowanych inżynierów, których zatrudniają. Ale na tym nie koniec. Wypłacają też premie, które są średnio o 23% wyższe, niż premie otrzymywane przez osoby pracujące na analogicznych stanowiskach w ‚normalnych' firmach - mówi Al Lee, dyrektor ds. analitycznych PayScale.
  21. Serwis The Daily Beast informuje, że Facebook wynajął znaną firmę PR Burson-Marstellar do prowadzenia czarnego PR-u przeciwko Google'owi. W Krzemowej Dolinie od jakiegoś czasu mówiło się, że ktoś wynajął Burson-Marstellar. Redaktorzy The Daily Beast odkryli, kim jest tajemniczy klient. Zadaniem firmy miało być spowodowanie, by w mediach ukazały się artykuły nieprzychylne Google'owi oraz by wzywano w nich do rozpoczęcia śledztwa w sprawie oskarżeń, że Google narusza prywatność użytkowników. Głównym celem ataku miała stać się usługa Social Circle, która umożliwia użytkownikom Gmaila sprawdzanie informacji na temat swoich znajomych oraz znajomych swoich znajomych. Burson-Marstellar miał spowodować, by użytkownicy byli źli na Google'a za naruszanie ich prywatności. Sprawa wydała się, gdy jeden z wpływowych blogerów, który miał opublikować krytyczny tekst na temat Social Circle, doszedł w wniosku, że serwis ten nie jest tak zły, jak go przekonywano, i upublicznił maile, jakie wymieniał z Burson-Marstellar. Przedstawiciele Facebooka zaprzeczyli, by wynajęli firmę do prowadzenia czarnego PR-u. Twierdzą, że chcieli jedynie, by strony trzecie przekonały się, iż użytkownicy nie autoryzowali zbierania i wykorzystywania informacji na ich temat znalezionych m.in. na Facebooku i zamieszczania ich w Social Circle. Znany dziennikarz i autor fałszywego bloga Steve'a Jobsa, Dan Lyons mówi, że każdy wielki gracz w Dolinie Krzemowej odczuwa wielką presję i jest mocno zdesperowany. Jego zdaniem Facebookowi nie chodzi o prywatność użytkowników, a o to, że Google stara się, za pomocą Social Circle, wkroczyć na rynek serwisów społecznościowych. Oni są naprawdę wkurzeni, że Google zabiera ich informacje i próbuje tworzyć własną sieć powiązań społecznych - stwierdza. Opinię tę potwierdza jeden z ujawnionych e-maili, w którym Burson-Marstellar stwierdza, że Google nie tylko narusza prywatność milionów Amerykanów, ale narusza też zasady prywatności i prawa setki firm. Przedstawiciele Burson-Marstellar potwierdzili, że Facebook jest ich klientem i dodali, że firma Zuckerberga chciała zachować to w tajemnicy, gdyż wynajęła firmę PR tylko po to, by wyciągnęła na światło dzienne dostępne informacje oraz by zostały one później w sposób łatwy i niezależny opublikowane przez media. Jednocześnie jednak przyznali, że ich firma nie dochowała wszystkich standardów i że powinna odmówić przyjęcia takiego zlecenia. Eksperci komentujący całą sprawę uważają, że Facebook popełnił błąd. Takie działania pokazują bowiem, że firma wcale nie jest pewna swojej pozycji rynkowej, a tego nigdy nie powinna okazywać. Ponadto osłabiono w ten sposób oskarżenia kierowane przeciwko Google'owi. Teraz opinia publiczna będzie uważała za bezpodstawne stwierdzenia, że Google narusza prywatność. Profesor Irving Schenkler z New York University mówi, że przedsiębiorstwa często wynajmują firmy PR, by te przedstawiały je w dobrym świetle, a ich konkurentów w złym. Jednak różnica pomiędzy takim działaniem a czarnym PR leży w tym, iż czarny PR posługuje się niedopowiedzeniem i insynuacją. Jednak zdaniem Schenklera sprawa ta nie powinna wpłynąć negatywnie na obraz Facebooka. Zależy od tego, kim jesteś, jakie wyznajesz wartości, jak postrzegasz swoją pozycję i kogo słuchasz. Nie sądzę, by dla użytkowników Facebooka była to poważna sprawa - stwierdził uczony.
  22. KopalniaWiedzy.pl

    Przeciekający Facebook

    Symantec ostrzega, że dane użytkowników Facebooka mogły zostać przypadkiem ujawnione firmom trzecim, przede wszystkim partnerom reklamowym. Niewykluczone, że uzyskali oni dostęp do profili, zdjęć i czatów oraz mają możliwość pozostawiania wiadomości na tablicy. Oceniamy, że w kwietniu 2011 około 100 000 aplikacji umożliwiało taki wyciek. W ciągu ostatnich lat setki tysięcy aplikacji mogło przekazywać firmom marketingowym tokeny zabezpieczające dostęp użytkowników do serwisu - uważa Symantec. Co ciekawe, firmy te mogły nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że mają dostęp do takich danych. Specjaliści Symanteka poinformowali Facebook o problemie, a przedstawiciele serwisu potwierdzili, że doszło do wycieku. Podkreślili przy tym, że nie doszło do wycieku informacji osobistych. Ponadto zauważyli, że umowy pomiędzy Facebookiem a partnerami zabraniają wykorzystywania informacji o użytkownikach w sposób, który narusza politykę Facebooka. Malorie Lucich, rzecznik prasowa serwisu społecznościowego, poinformowała również, że stare wadliwe API zostało już usunięte.
  23. KopalniaWiedzy.pl

    Do kogo należy Facebook?

    Paul Ceglia, człowiek, który przed dwoma laty został wraz ze swoją firmą oskarżony przez prokuratora stanu Nowy Jork o oszustwo, złożył w ubiegłym roku pozew sądowy, w którym stwierdza, że połowa Facebooka powinna należeć do niego. Biorąc pod uwagę reputację Ceglii sprawa nie była warta wzmianki, gdyby nie fakt, że reprezentuje go wielka firma prawnicza, która najwyraźniej wierzy w prawdziwość przedstawionych ostatnio przez niego dowodów. Dowody te to e-maile, jakie w 2003 i 2004 roku mieli jakoby wymieniać Ceglia i Mark Zuckerberg. DLA Piper, która podjęła się reprezentowania Ceglii, to renomowana firma prawnicza, która ma 66 biur w 28 krajach i zatrudnia ponad 3700 prawników. Do jej klientów należą największe korporacje świata. Jest ona wymieniana na 39. pozycji wśród 50 najbardziej prestiżowych firm działających na rynku brytyjskim oraz na 53. miejscu 100 najbardziej prestiżowych amerykańskich kancelarii prawnych. Nic zatem dziwnego, że zanim zdecydowano się na reprezentowanie Ceglii przeprowadzono nie tylko szczegółowe analizy e-maili oraz dysków twardych mężczyzny, ale poddano go też wielogodzinnemu krzyżowemu przesłuchaniu. Później zdecydowano, że dowody przedstawione przez Ceglię są na tyle mocne, iż warto go reprezentować. Z przedstawionej korespondencji wynika, że wiosną 2003 roku Ceglia dał na Craiglist ogłoszenie, w którym poszukiwał kogoś, kto będzie pracował nad projektem internetowym o nazwie StreetFax. Zgłosił się Zuckerberg. Po negocjacjach dotyczących zapłaty i zakresu obowiązków Zucekerberg powiedział Ceglii, iż sam pracuje nad projektem zwanym „The Face Book" i stwierdził, że jeśli Ceglia go sfinansuje, to otrzyma 50% udziałów. „The Face Book" miał być interaktywną kroniką klasową, przeznaczoną początkowo dla studentów Harvardu, a później miał być oferowany także studentom innych uczelni. Obaj panowie zgodzili się, że za prace nad StreetFax Zuckerberg otrzyma 1000 USD, a kolejne 1000 USD zostaną przeznaczone na finansowanie „The Face Book" w zamian za połowę udziałów. Ceglia przygotował w domu kontrakt, który miał zostać podpisany 28 kwietnia 2003 roku w Bostonie. Doszło do podpisania umowy, a Ceglia twierdzi, że ma na to świadka. Umowa przewiduje, że Ceglia otrzyma 50% udziałów w „The Face Book" oraz po 1% za każdy dzień spóźnienia w realizacji projektu liczony od 1 stycznia 2004 roku. Ceglia zapłacił Zuckerbergowi 1000 USD. Pomiędzy latem 2003 a latem 2004 miała ponoć miejsce wymiana e-maili pomiędzy Ceglią a Zuckerbergiem. Omawiali szczegóły obu projektów. W liście z 30 lipca 2003 Zuckerberg informuje Ceglię, że udoskonalił wyszukiwarkę w StreetFax i pyta, czy mógłby wykorzystać jej kod do witryny przygotowywanej dla Harvarda (The Face Book). We wrześniu 2003 Zuckerberg pisze do Ceglii w sprawie modelu biznesowego The Face Book. Informuje go też, że domeny facebook.com i pagebook.com są zajęte. Ceglia odpowiada, proponuje własny model biznesowy (utrzymanie bezpłatnego dostępu do witryny i zarabianie na sprzedaży kubków i koszulek). Pod koniec listopada Zuckerberg pisze alarmujący list do Ceglii, w którym informuje, że dwóch starszych od niego studentów Harvardu (chodzi o braci Winklevossów) planuje uruchomienie podobnej witryny, mówi, że udało mu się spowodować, by tymczasowo prace nad nią zostały przerwane i prosi Ceglię o kolejny 1000 USD. W mailu tym padają słowa „facebook project". Przez resztę roku panowie omawiają projekt The Face Book oraz wspominają o braciach Winklevoss. Następnie 1 stycznia 2004 Zuckerberg informuje Ceglię, że serwis jest gotowy, do sieci trafi za kilka tygodni i twierdzi, że nie powinien być karany za opóźnienie. Prosi o aneks do umowy, który będzie zwalniał go z odpowiedzialności za spóźnienie. Ceglia nie zgadza się. Piątego stycznia pyta, kiedy witryna zostanie uruchomiona i stwierdza, iż zaczyna podejrzewać, że Zuckerberg go oszukuje. Grozi, że zadzwoni do jego rodziców. Drugiego lutego Zuckerberg pisze do Ceglii, że 1% udziałów za dzień opóźnienia jest nie w porządku i być może jest to nawet nielegalne. Sugeruje, że udziały powinny rozkładać się po 50%. Ceglia zgadza się na podział 50/50 i ponownie sugeruje Zuckerbergowi sprzedaż koszulek i kubków. W końcu 4 lutego 2004 roku do sieci trafia thefacebook.com. Ceglia jest zadowolony i naciska, by witryna zaczęła zarabiać sprzedając kubki i koszulki. Dwa dni później Zuckerberg odpowiada: czuję, że muszę przejąć kreatywną kontrolę i nie mogę ryzykować reputacji moich witryn akceptowaniem twojej propozycji sprzedaży jakichś śmieci studentom. Nie mam też zamiaru marnować czasu na dostarczanie bogatym studentom kubków. Witryna wygląda świetnie i na razie nie obchodzi mnie zarabianie na niej. Chcę zobaczyć, czy ludzie będą ją odwiedzali. Gdybym miał resztę pieniędzy, które jesteś mi winien za dodatkową pracę, którą dla ciebie wykonałem, nie musiałbym w ogóle zarabiać na witrynie. To pieniądze, które mi się należą i są moje. Ceglia się denerwuje, domaga się, by witryna zaczęła natychmiast zarabiać, jeśli nie na kubkach, to przynajmniej na reklamie. Dwa miesiące później Zuckerberg wysyła do Ceglii list, w którym twierdzi, że zamierza zamknąć „The Face Book", gdyż nie ma czasu nad tym pracować, a strona nie cieszy się popularnością. W rzeczywistości liczba odwiedzających błyskawicznie rośnie. List Zuckerberga doprowadza Ceglię do wściekłości. Oskarża Zuckerberga o przestępstwa. Obecnie wyjaśnia, że chodziło mu o sabotowanie przez Zuckerberga witryny StreetFax poprzez włamywanie się i zmiany kodu, co doprowadziło do jej zamknięcia. Zuckerberg miał to robić, gdyż Ceglia zapłacił mu tylko umówione 1000 USD, podczas gdy, jego zdaniem, powinien mu dopłacić coś za dodatkowe prace. W lipcu Zuckerberg proponuje Ceglii, że zwróci mu 2000 USD, jakie ten zapłacił mu za prace nad StreetFax i The Face Book. Wspomina, że jest w Kalifornii i pracuje. Nie wspomina jednak, że pracuje nad błyskawicznie rozwijającą się firmą o nazwie Facebook. Ceglia twierdzi, że ani nie otrzymał tych pieniędzy, ani nigdy nie zrzekł się swych praw do „The Face Book". Na podstawie omówionych powyżej e-maili Ceglia mówi, że należy mu się 50% udziałów w Facebooku. „Wykonaliśmy olbrzymią pracę analizując jego pozew. Sprawdzaliśmy dokumenty zarówno w formie elektronicznej jak i drukowanej" - mówi Robert Brownlie, partner w DLA Piper. Badano dyski twarde, przesłuchiwano samego Ceglię. I na tej podstawie zdecydowano, że dowody są mocne. Brakuje jednak bardzo ważnego dokumentu. Umowy, którą rzekomo podpisali Zuckerbert i Ceglia w kwietniu 2003 roku. Ceglia, o ile ją w ogóle miał, to musiał dość szybko ją zgubić, gdyż już 1 stycznia 2004 roku w odpowiedzi na prośbę Zuckerberga o niestosowaniu zapisów o karze za opóźnienie odpowiedział, że nie pamięta szczegółów umowy. Zuckerberg wysłał mu wówczas jej skan. Przedstawiciele Facebooka odrzucają w całości twierdzenia Ceglii.
  24. Sąd odrzucił wniosek braci Winklevossów, którzy ponownie chcieli pozwać Marka Zuckerberga o rzekomą kradzież ich pomysłu i kodu, na podstawie którego powstał Facebook. Dziewiąty Okręgowy Sąd Apelacyjny stwierdził, że Tyler i Cameron Winklevoss są na tyle inteligentni, że rozumieli co robią, podpisując w 2006 roku ugodę z Zuckerbergiem. Wówczas w zamian za odstąpienie od oskarżenia bracia otrzymali 20 milionów dolarów w gotówce oraz udziały w portalu społecznościowym. Obecnie są one warte ponad 160 milionów USD. Teraz Winklevossowie stwierdzili, że niedoszacowali wartości Facebooka, gdy podpisywali ugodę. W pewnym momencie pozew musi zostać rozstrzygnięty. W tym przypadku już to zrobiono - napisał sędzia Alex Kozinski w uzasadnieniu decyzji sądu. Obaj bracia argumentowali, że podpisując ugodę brali pod uwagę głośną umowę zawartą pomiędzy Microsoftem a Facebookiem, na podstawie której szacowano, iż akcja portalu społecznościowego może być warta 35,90 USD. Później jednak Microsoft stwierdził, że wycenia wartość akcji Facebooka na 8,88 dolarów. Bracia mówią, że gdyby znali ostateczną wycenę, domagaliby się większej liczby akcji. Sędzia Kozinski stwierdził jednak, że Winklevossowie byli dobrze przygotowani do negocjacji i przyprowadzili ze sobą pół tuzina prawników. Bracia mogą jeszcze poprosić Sąd Najwyższy o rozstrzygnięcie sprawy.
  25. KopalniaWiedzy.pl

    Pijani kierowcy trafią na Facebooka?

    Nie we wszystkich krajach wizerunek przestępców jest tak chroniony jak w Polsce. Przeglądając amerykańskie serwisy prasowe niejednokrotnie możemy zobaczyć w nich zdjęcia kryminalistów i ich nazwiska pojawiające się w informacjach o popełnionych przez nich czynach. Niektórzy sędziowie z USA zamiast skazywać złodziei sklepowych na kary więzienia, wolą zawstydzić ich przed współobywatelami i nakazują im np. przez określony czas stać przed okradzionym sklepem z zawieszoną na szyi tabliczką informującą o ich wykroczeniu. Teraz władze kalifornijskiego Huntington Beach chcą publicznie zawstydzać kierowców przyłapanych na prowadzeniu pojazdów pod wpływem alkoholu. Urzędnicy zastanawiają się, czy nie publikować zdjęć takich osób na specjalnym profilu w serwisie Facebook. Radny Devin Dwyer, który zaproponował takie rozwiązanie, twierdzi, że dzięki temu ulice staną się bezpieczniejsze. Jeśli dzięki zawstydzaniu ludzi będziemy ratować życie, to jestem za tym, by tak robić. Myślę, że to powstrzyma innych przed siadaniem za kółkiem po spożyciu alkoholu - mówi Dwyer. Początkowo Dwyer proponował, by na Facebooka trafiały zdjęcia każdego pijanego kierowcy. To jednak spotkało się ze sprzeciwem, więc obecnie radny chce, by prezentowane były fotografie tych, którzy zostali przyłapani więcej niż jeden raz. Sprawa jest o tyle poważna, że statystyki za 2009 roku wykazały, że Huntington Beach znajduje się na pierwszym miejscu kalifornijskich miast pod względem liczby osób, które zginęły lub zostały ranne w wypadkach z udziałem pijanych kierowców. Osób takich było we wspomnianym roku 195. Niektórzy twierdzą, że propozycja Dwyera to zbyt daleko idące naruszenie prywatności i twierdzą, że to tak, jakby nawoływano do linczu. Zwolennicy pomysłu uważają z kolei, że jeśli ktoś po raz kolejny kieruje pod wpływem alkoholu, to żaden sposób na zawstydzenie takiej osoby nie jest zbyt daleko idący.
×