Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów ' zanieczyszczenie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 6 wyników

  1. W Morzu Bałtyckim występują największe na świecie martwe strefy, obszary pozbawione tlenu, gdzie większość stworzeń morskich nie jest w stanie przetrwać. Bałtyk od dawna cierpli na niedobór tlenu. Badania przeprowadzone właśnie przez naukowców z Finlandii i Niemiec wykazały, że utrata tlenu w bałtyckich wodach przybrzeżnych jest największa od 1500 lat. Zdaniem badaczy głównymi przyczynami utraty tlenu w Bałtyku są różnego typu zanieczyszczenia wprowadzane do morze przez człowieka, od nawozów spływających z pól uprawnych po ścieki bytowe. Rozszerzanie się przybrzeżnych martwych stref będzie miało tragiczne konsekwencje dla samego morza, jak i dla mieszkańców przybrzeżnych miejscowości. Należy liczyć się ze znacznym spadkiem populacji ryb i, być może, z masowym wymieraniem zwierząt morskich. W XX wieku Bałtyk został ciężko doświadczony przez zanieczyszczenia wprowadzane przez człowieka i wciąż odczuwa skutki takich działań, stwierdził profesor Tom Jilbert z Uniwersytetu w Helsinkach. Pomimo tego, że w ostatnich latach zredukowano ilość zanieczyszczeń, naukowcy nie zauważyli oznak odradzania się w badanym przez siebie obszarze pomiędzy Finlandią a Szwecją. Ich zdaniem może w tym przeszkadzać globalne ocieplenie, gdyż cieplejsze wody mniej efektywnie przechowują tlen. Zmiany klimatyczne nie są główną przyczyną powstawania obecnie istniejących martwych stref, ale są ważnym czynnikiem, który opóźnia odradzanie się tych obszarów, stwierdził Sami Jokinen z Uniwersytetu w Turku. Badacze przeprowadzili odwierty w dnie morskim, podczas których pozyskali 4-metrowe rdzenie z osadami. To pozwoliło na zbadanie poziomu tlenu na przestrzeni ostatnich 1500 lat. Badany okres obejmuje też średniowieczne optimum klimatyczne, kiedy to temperatury wzrosły w porównaniu z wcześniejszym okresem. Mogli więc porównać współczesne czasy z okresem, gdy temperatury rosły, ale człowiek znacznie mniej zanieczyszczał Bałtyk. Stwierdziliśmy, że na obszarach przybrzeżnych utrata tlenu jest obecnie wyjątkowo duża i ma to związek ze składnikami odżywczymi wprowadzonymi do wody przez człowieka, dodaje Jilbert. Badania wykazały, że do utraty tlenu doszło też w czasie średniowiecznego optimum klimatycznego. Jednak obecnie jest to zjawisko szczególnie dramatyczne. Obecnie obserwowany proces szybkiej utraty tlenu rozpoczął się na początku XX wieku. To całe dziesięciolecia szybciej, niż dotychczas sądzono i na długo przed prowadzeniem regularnych pomiarów jakości wód. To zaskakujące, gdyż dotychczas sądzono, że dopiero w latach 50. ludzie zaczęli wprowadzać do Bałtyku tyle materii organicznej, iż doprowadziło to do szybkiej utraty tlenu. Tymczasem okazało się, że zjawisko takie pojawiło się na początku XX wieku, stwierdza Jokinen. Wprowadzane przez człowieka zanieczyszczenia są źródłem pożywienia dla glonów. Gdy glonu wymierają, opadają na dno i są rozkładane przez bakterie, a proces ten prowadzi do zużycia tlenu z wody. Jeśli ludzie ograniczą ilość zanieczyszczeń, możemy spodziewać się zmniejszonego zakwitu glonów i kurczenia się martwych stref, mówi Jilbert. Problem w tym, że w martwych strefach rozkładające się glony uwalniają duże ilości fosforu, który przemieszcza się do wód powierzchniowych, gdzie powoduje rozrost populacji cyjanobakterii. Bakterie te wyłapują azot z powietrza. W wyniku tego procesu ogólna ilość składników odżywczych – fosforu i azotu – w wodzie pozostaje na wysokim poziomie nawet wtedy, gdy ludzie zmniejszą ilość zanieczyszczeń. To samopodtrzymujący się mechanizm. Mogą minąć dekady, zanim on wygaśnie, wyjaśnia uczony. Obecnie, i prawdopodobnie też w przyszłości, na badanym przez nas obszarze ciągle będzie dochodziło do utraty tlenu wskutek przenikania składników odżywczych z pól uprawnych, uwalnianie się fosforu z osadów dennych i jego wędrówki w górę kolumny wody oraz wskutek globalnego ocieplenia, dodaje Jokinen. Dobra wiadomość jest taka, że wiele krajów leżących nad Bałtykiem zredukowało ilość zanieczyszczeń, zatem jest nadzieja, że po kilku dekadach stan wód w Morzu Bałtyckim ulegnie poprawie. « powrót do artykułu
  2. WWF ostrzega, że Morze Śródziemne może się stać morzem plastiku. Jest ono bowiem jednym z najbardziej zanieczyszczonych zbiorników. Wg WWF-u, w Morzu Śródziemnym występuje rekordowo dużo mikroplastiku. Dostaje się on do łańcucha pokarmowego, ostatecznie zagrażając także zdrowiu ludzi. W porównaniu do otwartych mórz z innych części świata, stężenie mikroplastiku jest [tu] niemal 4-krotnie wyższe. Autorzy raportu "Out of the Plastic Trap: Saving the Mediterranean from Plastic Pollution" podkreślają, że plastiki stanowią aż 95% odpadów unoszących się w wodzie i znajdujących się na okalających morze plażach. Największa ich część pochodzi z Turcji i Hiszpanii. Na dalszych miejscach plasują się Egipt oraz Francja. WWF doradza, by państwa basenu Morza Śródziemnego nasiliły recykling i zakazały produktów jednorazowych, w tym toreb czy butelek. Ważne także, by do 2025 r. stopniowo wycofały mikroplastiki z detergentów czy kosmetyków. Przedstawiciele organizacji podkreślają, że przemysł również powinien postawić na nadające się do recyklingu/kompostowalne produkty z materiałów odnawialnych. Reszta zależy od konsumentów... « powrót do artykułu
  3. Bobry mogą pomóc w oczyszczaniu wody i zapobiec spływaniu cennych gleb z farm. Prowadząc badania, naukowcy z Uniwersytetu w Exeter odwołali się do testów, prowadzonych przez Devon Wildlife Trust na schwytanych bobrach. Okazało się, że zwierzęta te w znaczącym stopniu ograniczały wyciek ogromnych ilości gleby i składników odżywczych z pobliskich pól do lokalnego systemu rzecznego. Badania hydrologa prof. Richarda Braziera zademonstrowały, że już jedna bobrza rodzina świetnie sobie radzi z usuwaniem osadów, azotu i fosforu z wody przepływającej przez ich 2,5-ha "zagrodę". Rodzina bobrów, która od 2011 r. zamieszkuje objęte tajemnicą ogrodzone stanowisko w dystrykcie West Devon, zbudowała 13 tam. W ten sposób spowolnił się przepływ wody i wzdłuż czegoś, co początkowo było niewielkim strumieniem, powstała cała seria głębokich sadzawek. Autorzy publikacji z pisma Earth Surface Processes and Landforms określali ilość osadów zawieszonych oraz zawartość azotu i fosforu w wodzie dopływającej do stanowiska. Później wartości te porównywano do wskaźników zmierzonych w wodzie przepuszczonej przez bobrze bajorka i tamy. Oprócz tego naukowcy określali, ile osadów, azotu i fosforu tamy zatrzymały w każdej z sadzawek. Okazało się, że tamy zatrzymały ponad 100 ton osadów, z czego 70% stanowiła gleba "erodująca z intensywnie wykorzystywanych łąk w górze strumienia". Dalsze badania pokazały, że osady te zawierały duże ilości azotu i fosforu. To niedobrze, że obserwujemy duży stopień utraty gleby z ziem rolnych, który w znacznym stopniu przekracza tempo tworzenia gleby. Otuchy dodaje jednak odkrycie, że bobrze tamy mogą ograniczać to zjawisko i zatrzymywać zanieczyszczenia prowadzące do degradacji zbiorników wodnych [...] - podkreśla Brazier. Devon Wildlife Trust zajmuje się nie tylko bobrami z "zagrody". Od 2015 r. trwa też inny projekt, w którym biorą udział dzikie bobry z River Otter. « powrót do artykułu
  4. Zanieczyszczenie mikroplastikiem zagraża plażom, na których karetty (Caretta caretta) składają swoje jaja. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Florydy wykazali, że narastająca akumulacja mikroplastiku na plażach Zatoki Meksykańskiej może zmieniać skład piasku i zagrażać środowisku inkubacji jaj żółwi. W ramach studium Valencia Beckwith i jej zespół przyjrzeli się 10 stanowiskom lęgowym C. caretta na Florydzie. Próbki piasku pobrane w regionie pokazały, że mikroplastik jest wszędzie. Najwyższe jego stężenia wykrywano w wydmach, gdzie zazwyczaj karetty kopią gniazda. Przy umiarkowanych wzrostach temperatury plastik wykazuje tendencję do akumulowania sporych ilości ciepła. Jeśli w piasku jest wystarczająco dużo tworzyw, na obszarze tym może dojść do mierzalnych wzrostów temperatury. Jak tłumaczy Mariana Fuentes, dla żółwi temperatura ma zaś kluczowe znaczenie. U żółwi morskich występuje [bowiem] zależna od temperatury determinacja płci. Zmiana temperatury inkubacji może zmodyfikować proporcję płci. Na tym etapie [badań] nie wiemy jednak, ile mikroplastiku trzeba, by do tego doszło. W przyszłości Fuentes i Beckwith chcą ustalić, w jaki dokładnie sposób mikroplastik może zmieniać profil temperaturowy osadów na kluczowych dla żółwi plażach. "Pierwszym krokiem było sprawdzenie, czy żółwie morskie są wystawiane na oddziaływanie mikroplastiku. Później zajmiemy się jego potencjalnym wpływem". « powrót do artykułu
  5. Litr arktycznego lodu morskiego jest zanieczyszczony nawet 12 000 fragmentów mikroplastiku. Naukowcy z Instytutu Badań Morskich i Polarnych im. Alfreda Wegenera wykorzystali technikę spektroskopii fourierowskiej do zbadania zanieczyszczenia lodu morskiego mikroplastikiem. W czasie naszych badań zauważyliśmy, że ponad połowa mikroplastiku uwięzionego w lodzie ma wymiary mniejsze niż 1/20 milimetra. oznacza to, że plastik z łatwością może zostać połknięty przez orzęski czy widłorogi. Nikt nie wie na pewno, jak bardzo mikroplastik jest szkodliwy dla organizmów morskich i – w efekcie – dla człowieka, mówi główna autorka badań Ilka Peeken. Niedawno ukazały się badania, których autorzy donosili, że przeciętna osoba jedząca ryby spożywa w ciągu roku do 11 000 kawałków mikroplastiku. Mikroplastik to odpady z tworzyw sztucznych o wielkości poniżej 5 milimetrów. Znaczna część mikroplastiku do plastikowe opady, które trafiły do oceanów i tam uległy rozpadowi. Jednak mikroplastik wędruje do oceanów także za pośrednictwem systemów kanalizacyjnych, do których trafia on np. podczas prania tworzyw sztucznych, jak i z powietrza, w którym unoszą się np. resztki startych opon samochodowych. Najmniejsze fragmenty mikroplastiku, jakie zauważyli w lodzie niemieccy naukowcy, miały zaledwie 11 mikrometrów. Do sześciokrotnie mniej niż grubość ludzkiego włosa. Aż 67% fragmentów mikroplastiku należało do mniejszej kategorii o wymiarach poniżej 50 mikrometrów. W sumie znaleziono 17 rodzajów tworzyw sztucznych. Sześć z nich – polietylen, polipropylen, nylon, poliester, oktat celulozy i fragmenty farb – odpowiadały za połowę wszystkich zanieczyszczeń. Lód morski więzi mikroplastik przez 2-11 lat. Nie wiadomo, czy zanieczyszczenia te pozostają w Arktyce, czy też wędrują bardziej na południe. Wiadomo jednak, że mikroplastik dość szybko tonie. Jest on kolonizowany przez bakterie i algi, staje się coraz cięższy i coraz bardziej się zanurza. Podczas niedawnych badań dna morskiego w Cieśninie Fram stwierdzono, że na każdy kilogram osadów przypada tam 6500 fragmentów mikroplastiku,. « powrót do artykułu
  6. Niedawno w Polsce wprowadzono opłaty za torby plastikowe, które wcześniej rozdawano w sklepach za darmo. W wielu krajach podobne rozwiązania prawne pojawiły się już przed laty, a ich celem jest zmniejszenie liczby odpadów. Okazuje się, że tego typu działania przynoszą wymierne korzyści. W Science on the Total Environment ukazały się wyniki badań, z których dowiadujemy się, że po wprowadzeniu zakazu rozdawania toreb, liczba tego typu odpadów zalegających na dnie morskim zmniejszyła się o 30%. Badania bazowały na obserwacjach dna morskiego rozciągającego się od wybrzeży Wielkiej Brytanii po wybrzeża Norwegii. Były prowadzone w latach 1992-2017. W tym też czasie kolejne państwa Europy Zachodniej zakazywały rozdawania w sklepach plastikowych toreb. Najwcześniej, bo w 2003 roku uczyniły to Dania i Irlandia, najpóźniej, w roku 2017, Wielka Brytania. Po wprowadzeniu zakazu w samej Wielkiej Brytanii liczba plastikowych toreb używanych rocznie przez przeciętnego mieszkańca zmniejszyła się ze 140 do 25. A to pomimo faktu, że zakaz dotyczy tylko wielkich sieci handlowych. Rząd w Londynie zastanawia się obecnie nad rozszerzeniem go na inne sklepy. Im mniej toreb używamy, tym mniej wyrzucamy i mniej trafia do środowiska, mówi główny autor badań, Thomas Maes. Jeśli będziemy razem pracowali na rzecz środowiska, to możemy dokonać wielu zmian. Wciąż jednak zanieczyszczamy oceany plastikiem. Niedawno dowiedzieliśmy się, że Wielka Pacyficzna Plama Śmieci jest znacznie większa niż przypuszczano, ma bowiem 1,6 miliona kilometrów kwadratowych powierzchni i składa się na nią co najmniej 79 000 ton śmieci. Pojawiły się też doniesienie, że sól morska jest zanieczyszczona mikroplastikiem, a przed rokiem informowaliśmy, że plaże bezludnej, jednej z najbardziej oddalonych od siedzib ludzkich wyspy, są jednymi z najbardziej zanieczyszczonych plastikiem miejsc na Ziemi. Z drugiej jednak strony coraz częściej pojawiają się dowody, że wystarczy minimum wysiłku, chęci i odpowiedzialności, by uchronić Ziemię przed katastrofą ekologiczną. Mniej plastikowych toreb na dnie morza to dobra wiadomość. Podobnie jak informacja o tym, że gdy tysiące ochotników poświęciły 96 tygodni na oczyszczenie ze śmieci plaży Versowa w Mombasie, po dwóch latach plaża stała się miejscem lęgowym dla tysięcy żółwi. Naukowcy prowadzący opisane na wstępie badania zauważyli, że co prawda liczba plastikowych toreb na dnie morza się zmniejsza, ale rośnie liczba śmieci związanych z rybołówstwem. « powrót do artykułu
×