Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów ' globalne ocieplenie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 9 wyników

  1. W miarę wzrostu globalnego ocieplenia i w obliczu braku chęci redukcji gazów cieplarnianych, naukowcy coraz częściej biorą pod uwagę geoinżynierię. Jednak manipulowanie klimatem planety może przynieść nieoczekiwane, niekorzystne skutki. Zanim ktokolwiek tego spróbuje, musimy zbadać, jakie będą tego konsekwencje. Musimy dowiedzieć się, w co się możemy wpakować", mówi profesor Solomon Hsiang z University of California, Berkeley. Hsiang i jego zespół chcą zbadać, jakie skutki może przynieść celowe rozpylanie w atmosferze miniaturowych cząstek, które odbijałyby część promieniowania słonecznego. Zespół Hsianga skupił się tutaj na wpływie takich działań na produkcję rolniczą. Coraz więcej badań pokazuje, że rosnąca temperatura zaczyna wywierać tak niekorzystny wpływ na rośliny, iż można obawiać się o wielkość plonów. Powstrzymanie ocieplenia poprzez rozpylenie związków, mogących powstrzymać wzrost temperatury może powstrzymać spadek plonów i zapewnić ludzkości dostateczną ilość pożywienia. Ponadto niewykluczone, że rośliny wolą rozproszone światło, a takie zapewniłoby rozpylenie w atmosferze chroniących Ziemię cząstek. Jednocześnie jednak na powierzchnię naszej planety trafiałoby mniej światła, a to mogłoby negatywnie odbić się na plonach. Nie wiadomo, który z elementów przeważy i jaki wpływ na rolnictwo miałyby działania geoinżynieryjne tego typu. Hsiang i jego zespół postanowili więc bliżej przyjrzeć się dwóm dużym erupcjom wulkanicznym, wybuchowi Mount Pinatubo na Filipinach z 1991 roku oraz eksplozji meksykańskiego El Chichon z 1982 roku. Podczas obu erupcji do atmosfery przedostały się miliony ton dwutlenku siarki, gazu, który tworzy w atmosferze aerozole blokujące dopływ promieni słonecznych. Wiadomo, że po eksplozji Mt. Pinatubo średnie temperatury na Ziemi spadły na dwa lata o około 0,5 stopnia Celsjusza. Naukowcy wykorzystali dane satelitarne dotyczące obu erupcji oraz informacje o zbiorach kukurydzy, soi, ryżu i pszenicy ze 105 krajów z lat 1979–2009. Jako, że chcieli dowiedzieć się, jak przesłonięcie światła słonecznego wpłynęło na plony, pod uwagę wzięli też, w celu wyeliminowania tych czynników, inne zjawiska, jak np. wielkość opadów. Okazało się, że erupcja Mt. Pinatubo z pewnością zmniejszyła plony płodów rolnych. Zjawisko takie jest znacznie mniej widoczne w przypadku wybuch El Chichon, jednak erupcja ta jest znacznie słabiej poznana, co mogło wpłynąć na ostateczny wynik badań grupy Hsianga. Naukowcy wyliczyli, że wskutek wybuchu Mount Pinatubo światowe zbiory kukurydzy zmniejszyły się o 9%, a plony soi, ryżu i pszenicy spadły o 5%. Tak duże spadki były zaskoczeniem. Uczeni spodziewali się bowiem, że rozproszone światło będzie korzystne dla roślin. Wyniki analizy zastosowano do modeli klimatycznych i obliczono, jak mogą wyglądać przyszłe zbiory z geoinżynierią i bez niej. Okazało się, że wszelkie potencjalne korzyści z geoinżynierii są niweczone przez mniejszą dostępność światła. Geoinżynieria nie przynosi rolnictwu szkody, ale też mu nie pomaga. Dotychczas wielu sądziło, że jeśli zastosujemy geoinżynierię i nie dopuścimy dzięki niej do wzrostu temperatury, to rolnictwo na tym skorzysta, gdyż plony nie będą spadać z powodu gorąca. Jednak, jak się okazało, zmieni się tylko przyczyna spadku. Nie zmniejszą się one z powodu gorąca, ale z powodu mniejszej dostępności światła. Część naukowców przestrzega jednak przed wyciąganiem pochopnych wniosków, argumentując, że mamy zbyt mało danych, by cokolwiek jednoznacznie stwierdzać. Geoinżynieeria zmieni klimat w zupełnie inny sposób niż czynią to erupcje wulkanów, mówi David Keith, profesor fizyki z Harvard University. Po pierwsze geoinżynieria byłaby związana z ciągłym wypuszczaniem aerozoli do atmosfery. Wybuch wulkanu to jednokrotne gwałtowne wydarzenie. Przez to inna byłaby dynamika schładzania planety i inny wpływ geoinżynierii na klimat i różne jego aspekty, jak opady. Z kolei profesor klimatologii Alan Robock z Rutgers University zauważa, że rolnictwo i stosowane przezeń rozwiązania, ciągle się zmieniają, w zależności od sytuacji. Nie wiadomo, czy moglibyśmy stosować dzisiejsze rozwiązania gdy zaczniemy zajmować się geoinżynierią. « powrót do artykułu
  2. Wielka Rafa Koralowa traci zdolność do odradzania się po wydarzeniach powodujących jej uszkodzenia. Naukowcy z The University of Queensland, ARC Centre of Excellenece for Cora Reefs Studies i Australian Institute of Marine Science zauważyli, że w badanym przez nich okresie od 1992 do 2010 roku Wielka Rafa coraz gorzej radziła sobie z odradzaniem się po okresach bielenia, cyklonach czy nagłych wzrostach populacji niszczących rafę rozgwiazd. Główny autor badań, doktor Juan Ortiz, mówi, że w badanym okresie tempo regeneracji Wielkiej Rafy Koralowej zmniejszyło się aż sześciokrotnie. Po raz pierwszy obserwujemy tak olbrzymi spadek zdolności regeneracji raf koralowych, mówi uczony. Zdaniem naukowców zjawisko to jest spowodowana połączonym oddziaływaniem gwałtownych czynników, takich jak cyklony i bielenie ze zjawiskami długotrwałymi, jak pogarszająca się jakość wód i globalne ocieplenie. Jak podkreśla profesor Peter Mumby, to bardzo niepokojące zjawisko, szczególnie w obliczu coraz większego negatywnego wpływu globalnego ocieplenia na rafy koralowe. Jednak, zauważa uczony, nie wszystkie rafy doświadczają podobnych kłopotów i jest dla nich nadzieja. Myślę, że istnieje taki sposób zarządzania rafami, który pozwoli na poradzenie sobie z tą sytuacją, stwierdza Mumby. Nasze badania wskazują, że zdolność do odradzania się raf koralowych jest upośledzana przez złą jakość wody. Niektóre z raf mogłyby odzyskać dawną zdolność do odradzania się, jeśli poprawimy jakość docierających do nich wód, mówi. Autorzy badań uważają, że pomimo iż nie wszystkie fragmenty Wielkiej Rafy Koralowej zanikają, to niebezpieczeństwo wisi nad wszystkimi rafami. Spadek zdolności regeneracji zauważono bowiem u wszystkich badanych typów koralowców. Przyszłość Wielkiej Rafy Koralowej będzie zagrożona bez odpowiedniego zarządzania na poziomie lokalnym oraz bez działań na skalę globalną na rzecz ograniczenia ocieplania się klimatu, stwierdza doktor Ortiz. Jak wiemy z niedawnych badań, Wielka Rafa Koralowa doświadczyła 5 epizodów, w których niemal wyginęła. « powrót do artykułu
  3. W ciągu ostatnich 12 lat w całości lub częściowo uschło 9 z 13 najstarszych afrykańskich baobabów. To zjawisko na bezprecedensową skalę, czytamy w najnowszym numerze Nature Plants. Naukowcy obawiają się, że drzewa, w wieku 1100–2500 lat, mogły paść ofiarami ocieplającego się klimatu. To szokujące i niezwykle dramatyczne, że za naszego życia umiera tak wiele drzew, które liczą sobie ponad 1000 lat, powiedział jeden z autorów badań, Adrian Patrut z Uniwersytetu Babes-Bolyai w Rumunii. Wśród dziewięciu uschniętych drzew znajdowały się cztery największe afrykańskie baobaby. Przyczyny śmierci tych drzew nie są znane, jednak naukowcy podejrzewają, że są one przynajmniej częściowo związane ze zmianami klimatycznymi, które dotykają przede wszystkim południowych części Afryki. Obecnie naukowcy z Rumunii, RPA i USA prowadzą badania mające na celu ustalenie przyczyn usychania wiekowych drzew. W latach 2005–2017 przebadano wszystkie znane wielkie i potencjalnie stare afrykańskie baobaby. Drzew takich jest ponad 60. Naukowcy zauważyli, też, że większość z najstarszych i największych drzew uschła w trakcie badań. Wszystkie pochodziły z krajów południa Afryki, Zimbabwe, Namibii, RPA, Botswany i Zambii. Baobab to największe i najbardziej długowieczne kwitnące drzewo na Ziemi. Występuje ono na afrykańskich sawannach oraz na innych obszarach tropikalnych, na które zostało wprowadzone przez człowieka. Baobab może żyć około 3000 lat. Jeden ze starych baobabów w Zimbabwe jest tak wielki, że wewnątrz jego pnia pomieści się 40 osób. Baobaby są wykorzystywane jako sklepy, więzienia, domy, magazyny i przystanki autobusowe, czytamy na witrynie Parku Narodowego Krugera. Drzewo jest wielkim zbiornikiem wody, źródłem pożywienia dla ludzi i zwierząt. Można jeść jego owoce, liście po ugotowaniu przypominają szpinak, wykorzystuje się do produkcji leków. Naukowcy postanowili zbadać, w jaki sposób drzewa zyskują tak wielkie rozmiary. Jako, że baobaby nie mają typowych pierścieni przyrostu, ich wiek oceniano metodą radiowęglową. Baobaby są niezwykle odporne. Jak zauważyli uczeni, mają one nie jeden, a wiele rdzeni pnia. Można je palić, pozbawić kory, a one nadal będą rosły. Gdy umierają, wszystkie ich rdzenie gniją od środka i nagle upadają, pozostawiając po sobie włókna. Taki własne los spotkał cztery z najstarszych drzew. Inne umarły częściowo, tracąc jeden lub kilka rdzeni. Najstarsze drzewo, które zginęło w czasie badań, to Pankee z ZImbabwe, którego wiek oceniono na 2500 lat. Największe padłe drzewo to Holboom z Namibii, którego wysokość sięgała 30,2 metra. Najbardziej znanym ze wspomnianych baobabów jest Chapman. Był on pomnikiem narodowym Botswany, i można było na nim oglądać inicjały wyrzeźbione przez słynnego podróżnika Davida Livingstone'a. Drzewo zostało nazwane od myśliwego Jamesa Chapmana, który odwiedził je w 1852 roku. Licząca 1400 lat roślina padła nagle 7 stycznia 2016 roku, tracąc wszystkie 6 rdzeni. Naukowcy alarmują, że poza największymi i najstarszymi życie straciło też wiele mniejszych baobabów. Uczeni wykluczają, by przyczyną nagłej śmierci baobabów była jakaś epidemia. Nie znaleziono bowiem śladów żadnej choroby. « powrót do artykułu
  4. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) została zobowiązana przez sąd do przedstawienia badań, które potwierdzałyby wysuwane przez szefa Agencji stwierdzenia, jakoby to nie antropogeniczna emisja dwutlenku węgla była głównym czynnikiem powodującym globalne ocieplenie. Dotychczas szef EPA odmawiał przedstawienia dowodów na stwierdzenia, które podważają olbrzymią liczbę dotychczasowych badań prowadzonych przez największe światowe autorytety naukowe. Scott Pruitt, niedługo po tym jak został mianowany szefem EPA, pojawił się w prowadzonym przez CNBC programie „Squawk Box”. Dziennikarze zapytali go o dwutlenek węgla i globalne ocieplenie. Na to Pruitt odpowiedział nie zgadzam się, że dwutlenek węgla jest główną przyczyną obserwowanego globalnego ocieplenia. Następnego dnia organizacja Public Employees for Environmental Responsibility (PEER) złożyła na podstawie Freedom of Information Act (FOIA) wniosek do EPA z prośbą o udostępnienie badań, na których Pruitt oparł swoje stwierdzenia. We wniosku czytamy, że urząd proszony jest szczególnie o dokumenty potwierdzające, że aktywność człowieka nie jest głównym czynnikiem prowadzącym do zmian klimatycznych. Sędzia Beryll Howell z Sądu Okręgowego dla Dystryktu Kolumbii właśnie nakazał EPA, by spełniła prośbę PEER. Szczególnie niepokojące jest przypuszczenie, co do przyczyn, dla których EPA sprzeciwia się wypełnieniu ustawy FOIA. Przypuszczenie to zakłada, że polityka szefostwa lub stwierdzenia stanu faktycznego wysuwane przez szefostwo agencji, w tym dotyczące faktów naukowych na temat przyczyn zmian klimatycznych, nie opiera się na dowodach naukowych. Jeśli wyrok się uprawomocni, będzie to oznaczało, że EPA będzie musiała w najbliższym czasie przeprowadzić badania potwierdzające twierdzenia swojego szefa. Myślę, że przedstawione przez EPA dokumenty potwierdzą, że opinia Pruitta nie ma podstaw naukowych. To zaś może wywołać jeszcze większe zamieszania w społeczności zaprzeczającej istnieniu zmian klimatycznych, mówi Michael Gerrard, dyrektor Sabin Center for Climate Change Law na Columbia University. To również wzmocni sprawy sądowe toczące się przeciwko niektórym działaniom obecnej administracji, gdyż pokaże, że działania takie nie opierają się na solidnych podstawach, dodaje uczony. Dyrektor Pruitt i wielu członków administracji prezydenta Trumpa publicznie kwestionowali fakt, że globalne ocieplenie jest spowodowane głównie przez działalność człowieka. Nigdy jednak nie przedstawili na to żadnych dowodów naukowych. Obecna sprawa może być już drugą, w której sąd nakaże administracji prezydenta Trumpa przedstawienie badań przeczących ustalonym faktom dotyczącym globalnego ocieplenia. Poprzednia taka sprawa rozpoczęła się jeszcze w 2015 roku za prezydentury Obamy. Wtedy to 21 osób pozwało Biały Dom, sprzeciwiając się federalnej polityce, która mogłaby przyczynić się do przyspieszenia globalnego ocieplenia, takiej jak zgoda na poszukiwanie paliw kopalnych na terenach państwowych. Niewykluczone, w ramach tego sporu sąd nakaże władzom federalnym przedstawić wyniki badań naukowych wskazujących, że spalanie paliw kopalnych nie jest powiązane z globalnym ociepleniem. Jeśli w żadnej z tych spraw władze federalne nie przedstawią badań naukowych podważających obecny stan wiedzy, zostanie to wykorzystane do walki z działaniami prowadzącymi do globalnego ocieplenia. Na przykład Pruitt planuje zawiesić wprowadzone za Obamy standardy dotyczące efektywności samochodów spalinowych. Próby te mogą spalić na panewce jeśli okaże się, że sąd uzna, iż standardy wprowadzono opierając się na badaniach naukowych. Warto też przypomnieć, że Scott Pruitt nie ma nic wspólnego z badaniami nad klimatem czy pokrewnymi dziedzinami wiedzy. Z wykształcenia jest politologiem i prawnikiem, przed nominacją na szefa EPA był prokuratorem generalnym stanu Oklahoma. « powrót do artykułu
  5. Turystyka przyczynia się do globalnego ocieplenia znacznie bardziej niż się wydawało. Ruch turystyczny zwiększa się tak gwałtownie, że odpowiada już za emisję 8% gazów cieplarnianych. To czterokrotnie więcej niż dotychczasowe szacunki. Arunima Malik i jej koledzy z University of Sydney ocenili światową emisję gazów cieplarnianych z turystyki. Ich zdaniem w 160 krajach emisja ta wynosi około 4,5 gigaton równoważnika dwutlenku węgla. Dotychczas szacowano tę wielkość na 1-2 gigaton. Wyższe szacunki biorą się z faktu, że teraz oceniono nie tylko emisję bezpośrednią, pochodzącą np. z transportu, ale również pośrednią, czyli m.in. emisję z produkcji żywności dla turystów, emisję z hoteli czy produkcji pamiątek. Zespół Malik wykonał obliczenia dla wielu lat i stwierdził, że emisja szybko rośnie. Jeszcze w 2009 roku wynosiła ona 3,9 Gt, a w 2013 wzrosła do 4,5 Gt. Szacujemy, że jeśli nic się nie zmieni, to do roku 2025 emisja z turystyki wyniesie 6,5 gigatony ekwiwalentu dwutlenku węgla, mówi Malik. Ruch turystyczny wzrasta w miarę wzrostu zamożności ludzkości. Największym źródłem emisji są Stany Zjednoczone. To bogaty kraj, którego obywatele podróżują po całym świecie, a z drugiej strony wielu ludzi z całego świata podróżuje do USA. Jednak inne kraje szybko nadrabiają dzielących je dystans. Największy wzrost widać w szybko rozwijających się krajach, takich jak Chiny, Indie i Brazylia, których bogaci obywatele postanowili zwiedzać świat, stwierdza Malik. Wyniki badań Malik znajdują potwierdzenie w statystykach Światowej Organizacji Turystycznej. W 2017 roku Chińczycy, którzy masowo ruszyli na zwiedzanie świata, wydali na podróże zagraniczne 258 miliardów USD. To dwukrotnie więcej niż wydatki Amerykanów. Ci bowiem przeznaczyli na podróże 135 miliardów USD. « powrót do artykułu
  6. Inwestorzy coraz częściej domagają się od wielkich korporacji opracowywania planów uwzględniających globalne ocieplenie. Firmy takie jak Chevron czy Kinder Morgan muszą brać pod uwagę opinię wpływowych akcjonariuszy, którzy chcą coraz większej dbałości o środowisko naturalne. Nadchodzące tygodnie są nazywane „sezonem proxy”. To właśnie teraz większość wielkich notowanych na giełdzie firm zwołuje zebrania akcjonariuszy, podczas których ci mają prawo do przegłosowywania – niewiążących co prawda – opinii dotyczących planów firm. W bieżącym roku kwestie środowiskowe stały się jednym z najważniejszych elementów, jakie akcjonariusze biorą pod uwagę. Niektóre z firm notowanych na Fortune 500 ugięło się przed żądaniami inwestorów na długo przed walnymi zgromadzeniami akcjonariuszy. Takie fundusze jak zarządzający aktywami o wartości 6,3 biliona dolarów BlackRock czy Vanguard Group (zarządza aktywami o wartości 5,1 biliona USD) wymagają od koncernów, których są współwłaścicielami, by te brały pod uwagę zmiany klimatyczne. To zaś oznacza, jak mówi Aaron Ziulkowski z Walden Asset Management, że Wall Street uznaje zmiany klimatu za jeden z czynników ryzyka. Mamy tutaj do czynienia z wyraźną zmianą podejścia Wall Street. Kwestie zmian klimatycznych od lat były stawiane przez różnych inwestorów, którzy starali się, by były one uwzględniane w rezolucjach głosowanych na Walnych Zgromadzeniach Akcjonariuszy. Dotychczas jednak wnioski takie były  konsekwentnie odrzucane. Nagła zmiana nastąpiła w ubiegłym roku, gdy akcjonariusze Occidental Petroleum i ExxonMobil zganili rady nadzorcze tych firm i zażądali raportów o wpływie ich działalności na środowisko naturalne. Po raz pierwszy w historii udziałowcy dużych amerykańskich firm energetycznych poparli tego typu propozycje. To był moment zwrotny. W bieżącym roku można mówić już o całej lawinie. Dotychczas jeszcze przed WZA wycofano już około 20 rezolucji dotyczących prowadzonego biznesu i zmian klimatycznych, ale wycofano je właśnie dlatego, że zarządy firm postanowiły nie czekać na WZA i doszły do porozumienia z autorami rezolucji. Takie firmy jak Dominion Energy czy Devon Energy postanowiły spełnić żądania inwestorów, którzy biorą pod uwagę środowisko naturalne. Samo wymuszenie na koncernach opracowywania odpowiednich raportów jeszcze niczego nie zmienia. Jednak wymuszone przez akcjonariuszy raporty oraz ich późniejsza krytyczna analiza pokazują, że zarządy spółek giełdowych znajdują się pod coraz większą presją i coraz częściej zmuszane są do wprowadzania konkretnych zmian. Przykładem może być tutaj gigant Shell, który najpierw został zmuszony przez akcjonariuszy do pozbycia się złóż piasków bitumicznych, a następnie akcjonariusze postanowili, że 10% nagród dla zarządu będzie uzależniona od działań związanych z redukcją gazów cieplarnianych. Raporty środowiskowe, coraz częściej wymagane przez akcjonariuszy, spowodowały, że pomiędzy koncernami pojawiła się konkurencja. Zarządy, widząc, że akcjonariuszom coraz bardziej zależy na ochronie środowiska, podejmują coraz więcej działań w tym kierunku, mających na celu przyciągnięcie kolejnych inwestorów. W ubiegłym roku część akcjonariuszy Chevrona domagała się, by firma zwiększyła swoje zaangażowanie na polu energetyki odnawialnej. Propozycję odrzucono, ale będzie ona ponownie głosowana pod koniec maja. Zdaniem ekspertów, do prawdziwej zmiany w postępowaniu wielkich korporacji może dojść w ciągu kilku najbliższych lat. Pod warunkiem jednak, że inwestorzy będą wywierali ciągły nacisk. « powrót do artykułu
  7. KopalniaWiedzy.pl

    Miłośnik biegunów marzy o Kostaryce

    Czy z Pana perspektywy widać globalne ocieplenie? Czy jest coś, co szczególnie rzuca się w oczy osobie często przebywającej w okolicach biegunów? W rejonach polarnych pracuję od szesnastu lat. Jako naukowiec muszę podkreślić, że to oczywiście zbyt krótko, by moje obserwacje mogły o czymkolwiek świadczyć w skali globalnych procesów. O zmianach klimatu wiemy z innych badań, na przykład z odwiertów w lodowcach pozwalających nam badać klimat nawet setki tysięcy lat temu. Jednak nawet w tak krótkim czasie widzę, że zarówno w Arktyce, jak i w Antarktyce, jest coraz więcej ciepłych dni. Dwa lata temu byłem na Grenlandii i rozmawiałem z miejscowymi. Był piękny, słoneczny dzień, kilkanaście stopni ciepła. Mój rozmówca powiedział mi, że jeszcze niedawno w ciągu lata mieli po trzy–cztery takie dni, a teraz mają po trzy–cztery dni, kiedy jest zimno i wietrznie. Widzę też, że lodowce, które znam od kilkunastu lat, takie jak Lodowiec Ekologii w pobliżu stacji Arctowski, cofnęły się za naszej znajomości po kilkaset lub nawet po kilka tysięcy metrów. I to chyba właśnie najbardziej rzuca się w oczy. Przy każdym lodowcu, który odwiedzam, widać ślady na skałach świadczące o jego wcześniejszym zasięgu. Nieodmiennie kojarzy mi się to z kredowym obrysem sylwetki ciała ofiary na miejscu zbrodni. Jakie suplementy i jakie wyżywienie są dobre na wyprawy arktyczne lub dla osób pracujących w zimnych regionach? Co się je i czy trzeba liczyć kalorie? Je się dużo i syto. Na stacji polarnej trudno na przykład zachować dietę wegetariańską, o wegańskiej nie wspominając, bo roślinne produkty niezbyt dobrze się przechowują, są tylko mrożonki. Od wielu lat pracuję jednak jako przewodnik na statkach turystycznych, tam nie ma z tym problemu. Co do suplementów, to na stacji musimy brać mieszanki minerałów, bo woda, którą pijemy, pochodzi z roztopionego, bardzo czystego śniegu, czyli to prawie woda destylowana, która wypłukuje minerały z naszych ciał i nie dostarcza nowych. Można powiedzieć, że jest wręcz zbyt czysta. Na statku nie ma z tym problemu, jedzenie jest bardziej zróżnicowane i świeższe, więc nie trzeba brać żadnych suplementów. Kalorie spala się w czasie intensywnej pracy. Zawsze tyłem, płynąc na stację – to jest czterdzieści dni podróży z Polski, kiedy karmią polarników tak samo jak rosyjskich marynarzy, tylko oni dużo pracują, a my nie. Na stacji zawsze chudłem. « powrót do artykułu
  8. Arktyczne lodowce topią się obecnie znacznie szybciej niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 400 lat. Rosnące temperatury powodują, że latem na Mt. Hunter w alaskańskim Denali National Park topi się 60-krotnie więcej śniegu niż przed rewolucją przemysłową. Wyniki badań na ten temat opublikowano w Journal of Geophysical Research: Atmospheres. Nowe badania wykazały, że góry Alaska ogrzewają się bardzo szybko od co najmniej wieku. Glacjolog Dominic Winski i jego koledzy z Dartmouth College postanowili bliżej przyjrzeć się temu procesowi i probrali rdzenie lodowe z Mt. Hunter. Badania wykazały, letnie temperatury na szczycie Mt. Hunter są obecnie o co najmniej 1,2-2 stopni Celsjusza wyższe niż w XVIII, XIX i na początku XX wieku. Wzrost temperatury na szczycie góry jest niemal dwukrotnie wyższy niż u wybrzeży Alaski. Zdaniem badaczy za bezprecedensowe topnienie lodowców na Mt. Hunter odpowiada ocieplanie się tropikalnych obszarów Pacyfiku. Zjawisko to doprowadziło do zmiany sposobu przepływu powietrza z tropików w kierunku biegunów. Naukowcy uważają, że należy spodziewać się jeszcze większego przyspieszenia wzrostu temperatur na szczytach gór Alaski w porównaniu z wybrzeżami. Górskie lodowce są źródłem wody dla wielu ludzi na całym świecie ich zniknięcie spowoduje olbrzymie problemy. « powrót do artykułu
  9. Wyniki badań nad związkiem pomiędzy monarchami, trojeścią i globalnym ociepleniem wykazały, że zmiany klimatu nie tylko szkodzą motylom bezpośrednio, ale mogą spowodować, że ich pożywienie stanie się dla nich trucizną. Wiele badań nad zmianą klimatu koncentruje się na pojedynczych gatunkach i tym, w jaki sposób gatunek odczuje zmianę. Jednak wiadomo, że pomiędzy gatunkami dochodzi do interakcji i często są one ze sobą ściśle powiązane, mówi profesor Bret Eldert z Louisiana State University. Jednym z takich silnych powiązań jest zależność motyli monarchów od trojeści. Związek ten oraz wpływ nań globalnego ocieplenie badał Elderd, doktorant Matthew Faldyn z Teksasu oraz Mark Hunter z University of Michigan. Monarchy żerują na trojeści, składają na niej jaja, a ich gąsienice mogą rozwijać się tylko na niektórych gatunkach trojeści. Chcieliśmy zbadań, jak interakcja pomiędzy monarchami a trojeścią będzie zmieniała się w miarę zmiany klimatu, stwierdza Elderd. Istnieje wiele gatunków trojeści, ale wszystkie wytwarzają kardenolid, który jest toksyczny dla większości kręgowców. Kardenolid to glikozyd negatywnie wpływający na pompę sodowo-potasową. Monarchy są jednak do pewnego stopnia odporne na jego działanie. Składają więc jaja na trojeści i w ten sposób chronią swoje potomstwo przed pożarciem, gdyż większość zwierząt unika trojeści. Później gąsienice monarchów żywią się trojeścią, a dzięki wchłoniętemu kardenolidowi ich ciała mają okropny smak, co chroni je przed drapieżnikami. Zaś u dorosłych motyli kardenolid gromadzi się w skrzydłach. !RCOL Problem jednak w tym, że zbyt wysoki poziom kardenolidu w trojeści może zabić monarchy i ich gąsienice. To rodzaj ekosfery monarchów. Zbyt mało kardenolidu i trojeść nie ochroni gąsienic przed pożarciem. Jednak jeśli jest go zbyt dużo, to gąsienice rosną wolniej i mniej z nich rozwija się w motyle, mówi profesor Elderd. Monarchy nauczyły się wyszukiwać te gatunki trojeści, które mają odpowiedni dla nich poziom kadenolidu. Na południu USA ich ulubioną rośliną jest inwazyjna Asclepias curassavica, często sprzedawana w sklepach ogrodniczych. To wytrzymały gatunek. Ma zielone liście dłużej niż większość innych gatunków trojeści, a kwitnące przez cały rok kwiaty są atrakcyjne dla ogrodników, mówi Faldyn. Zreszta sama roślina jest sprzedawana pod hasłem "Upiększ swój ogród, uratuj motyle". Monarchy uwielbiają A. curassvica. Badania wykazały, że te, które żerują właśnie na tym gatunku lepiej się rozwijają i mają większą wagę. A. curassavica ma idealną zawartość kardenolidu. Jest go minimalnie poniżej granicy niebezpiecznej dla motyli. To jednak, jak ostrzegają naukowcy, może okazać się zgubne. Okazuje się bowiem, że A. curassavica w wyższych temperaturach wytwarza więcej kardenolidu. Jest to zapewne jej mechanizm obronny. Elderd i Faldyn przeprowadzili eksperymenty, w ramach których nad rosnącymi A. curassavica ustawili na trzy dni miniaturowe szklarnie. Okazało się, że tyle czasu wystarczyło, bo rośliny stały się trujące dla monarchów i ich larw. Rodzimy gatunek trojeści A. incarnata wytwarza mniej kardenolidu, a wyższa temperatura nie prowadzi do dużych zmian w jego poziomie. Można zatem przypuszczać, że w miarę ocieplania się klimatu poważne niebezpieczeństwo zawiśnie nad monarchami, które obecnie są w lepszej kondycji. Będą one bowiem nadal składały jaja na A. curassavica, nie wiedząc, że w ten sposób szkodzą swojemu potomstwu. Problem jest tym większy, że A. curassavica szybko się rozprzestrzenia i występuje na coraz to nowych terenach. Faldyn i Elderd chcą teraz przeprowadzić badania, których celem będzie określenie sposobów, w jaki można pomóc A. incarnata w konkurowaniu z A. corassavica. Upowszechnienie rodzimego gatunku trojeści pomoże bowiem uratować monarchy. « powrót do artykułu
×