Skocz do zawartości
Forum Kopalni Wiedzy

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów ' Chiny' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • Nasza społeczność
    • Sprawy administracyjne i inne
    • Luźne gatki
  • Komentarze do wiadomości
    • Medycyna
    • Technologia
    • Psychologia
    • Zdrowie i uroda
    • Bezpieczeństwo IT
    • Nauki przyrodnicze
    • Astronomia i fizyka
    • Humanistyka
    • Ciekawostki
  • Artykuły
    • Artykuły
  • Inne
    • Wywiady
    • Książki

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


Skype


ICQ


Jabber


MSN


AIM


Yahoo


Lokalizacja


Zainteresowania

Znaleziono 4 wyniki

  1. Chiny wystrzeliły dzisiaj satelitę telekomunikacyjnego, który zapewni łączność pomiędzy Ziemią z łazikiem, który ma w bieżącym roku wylądować po niewidocznej stronie Księżyca. Jak poinformowała Chińska Narodowa Administracja Kosmiczna, satelita Queqiao został wystrzelony przed świtem z centrum kosmicznego Xichang. Po 25 minutach lotu satelita oddzielił się od rakiety Długi Marsz 4C, rozwinął panele słoneczne oraz anteny i rozpoczął podróż do miejsca przeznaczenia. "Ten start to dla Chin kluczowy element osiągnięcia celu, jakim miękkie lądowanie i badanie za pomocą łazika niewidocznej strony Księżyca", mówi Zhang Lihua, odpowiedzialny za misję Queqiao. Satelita będzie przekazywał sygnał pojazdu Chang'e 4, który ma trafić na Srebrny Glob jeszcze w bieżącym roku. Celem misji jest Basen Biegun Południowy – Aitken. To największy krater księżycowy (średnia 2500 km, głębokości 13 km) i jeden z największych znanych nam kraterów uderzeniowych w całym Układzie Słonecznym. Chang'e-4 ma być drugim, po Yutu, chińskim łazikiem na Księżycu. Chiny już planują kolejną misję na ziemskiego satelitę. Łazik Chang'e-5 ma trafić tam w przyszłym roku, zebrać próbki i dostarczyć je na Ziemię. « powrót do artykułu
  2. W latach 80. ubiegłego wieku na Morzu Jawajskim u wybrzeży Indonezji pewien rybak odkrył wrak chińskiego statku handlowego sprzed wieków. Statek przewoził tysiące wyrobów ceramicznych i produktów luksusowych. Archeolodzy badają je od kilkudziesięciu lat i teraz, dzięki odkryciu napisu wskazującego na pochodzenie towarów, mogli dokładniej datować znalezisko. Wstępne badania prowadzone w latach 90. wskazywały, że statek pochodzi z drugiej połowy XIII wieku, ale teraz znaleźliśmy dowody, że jest prawdopodobnie o 100 lat starszy. Osiemset lat temu ktoś oznaczył ceramikę napisem odpowiadającym dzisiejszemu „Made in China”, a dzięki temu, że wspomniano tam miejsce wytworzenia, mogliśmy dokładniej datować wrak, mówi główna autorka badań, Lisa Niziolek z Field Museum w Chicago. Na ceramice umieszczono napis informujący, że została ona wytworzona w dystrykcie Jianning Fu. Jednak po inwazji Mongołów w 1278 roku dystrykt ten przemianowano na Jianning Lu. Napis pozwolił stwierdzić, że wrak i jego ładunek są starsze niż sądzono i mogą pochodzić nawet z roku 1162. Niziolek wyklucza, by towary zostały wyprodukowane przed mongolską inwazją i wysłane do odbiorcy po niej. Na pokładzie znajdowało się być może nawet 100 000 sztuk ceramiki. Wydaje się mało prawdopodobne, by kupiec płacił za ich przechowywanie przez dłuższy czas. Najprawdopodobniej zostały one wykonane na krótko przed wysłaniem i zatonięciem statku, mówi uczona. Na statku, wśród towarów luksusowych, były też kły słoniowe i żywica. Co prawda datowano je już wcześniej metodą C-14, która wskazała, że liczą sobie 700-750 lat, jednak w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat techniki datowania zostały udoskonalone. Ponowna analiza kłów i żywicy, analiza stylistyczna ceramiki oraz wzięcie pod uwagę wspomnianych oznaczeń pochodzenia wskazują, że wrak liczy sobie około 800 lat. Fakt, że wrak zatonął 800 a nie 700 lat temu jest ważny z punktu widzenia naszej wiedzy o historii tamtego regionu świata. Okazuje się bowiem, że do katastrofy doszło w istotnym historycznym momencie. To czas, gdy chińscy kupcy zaczęli prowadzić bardziej intensywny handel morski, większą wagę zaczęli przywiązywać do szlaków morskich niż do Jedwabnego Szlaku. Katastrofa miała miejsce w momencie ważnej historycznej zmiany, mówi Niziolek. Uczona podkreśla też wagę odkrycia. Zabytki zostały wydobyte w latach 90. przez firmę Pacific Sea Resoruces, która podarowała je Field Museum. Bardzo często krytykuje się prowadzenie badań na zabytkach dostarczonych przez komercyjne firmy, ale dzięki temu kolekcja zyskała dom i mogliśmy prowadzić badania. To wspaniałe, że mieliśmy możliwość wykorzystania najnowszych technik do ponownego zbadania starych rzeczy. Kolekcja ta może nam zdradzić wiele informacji i nie powinniśmy jej dyskredytować. « powrót do artykułu
  3. Jeden z najwybitniejszych ekspertów od ekologii i nauk przyrodniczych, profesor William Laurance z australijskiego James Cook University, ostrzega, że chiński plan „Jeden pas i jedna droga” to najbardziej ryzykowne pod względem ekologicznym przedsięwzięcie podjęte przez człowieka. Chiny mają olbrzymie ambicje. Ale wraz z nimi idzie olbrzymia odpowiedzialność, mówi Laurance. W artykule opublikowanym na łamach Nature Sustainability uczony dołącza do głosów naukowców, którzy wzywają Chiny stworzenia szczegółowego planu strategicznego oraz rygorystycznej oceny wpływu wspomnianej inicjatywy na środowisko. W ciągu najbliższych 30 lat w ramach projektu „Jeden pas i jedna droga” Chiny chcą przeprowadzić nawet 7000 projektów infrastrukturalnych i zainwestować 8 bilionów dolarów. Chiński plan obejmuje swoim zasięgiem co najmniej 64 państwa w Azji, Afryce, Europie i regionie Pacyfiku. Zdaniem World Wildlife Found jego realizacja będzie miała wpływ na ponad 1700 obszarów o krytycznej bioróżnorodności i na setki zagrożonych gatunków. Chiny twierdzą, że projekt „Jeden pas i jedna droga” będzie wzorem odpowiedzialnego rozwoju. Jednak by tak się stało Chiny musiałyby całkowicie zmienić swoje podejście do robienia interesów. Wiele chińskich firm i projektów finansowych jest bardzo słabo kontrolowanych przez ich rząd, pozwala się im na wszystko, bo są to bardzo dochodowe przedsięwzięcia, mówi profesor Laurance. Przez ostatnie dwie dekady widziałem niezliczone przykłady agresywnej, a nawet grabieżczej eksploatacji prowadzonej przez chińskie firmy. Szczególnie ma ona miejsce w krajach rozwijających się o słabych instrumentach kontrolnych, dodaje uczony. Autorzy krytycznego artykułu podkreślają, że Chiny stoją przed unikatową szansą zmiany swojego modelu rozwoju i zostania rzeczywistym światowym liderem odpowiedzialnego rozwoju. Chiny znacznie bardziej dbają o swoje własne środowisko niż o środowisko w innych krajach, zauważa Laurance. Wyprodukowali już całe góry dokumentacji i obietnic dotyczących projektu „Jeden pas i jedna droga”, jednak dokumentacja nie spowoduje, że lamparty z dnia na dzień przeniosą się w inne miejsce. Chiny stoją przed olbrzymią szansą, jeśli jednak będą postępowały tak jak zwykle, to koszty środowiskowe i ekonomiczne będą dla inwestorów przerażające. « powrót do artykułu
  4. W grudniu zeszłego roku w Chinach dziecko urodziło się 4 lata po śmierci swoich rodziców. W 2013 r. para zginęła w wypadku samochodowym. Wcześniej ludzie ci leczyli się z powodu niepłodności i licząc na skuteczność metody in vitro, zdecydowali się na zamrożenie kilku zarodków w szpitalu w Nankinie. Po ich śmierci rodzice obojga walczyli w sądzie o prawo do ich wykorzystania. Ponieważ nie było wcześniej precedensu dziedziczenia embrionów, sprawa ciągnęła się latami. Wreszcie zgoda została wydana. Wbrew pozorom przyznanie praw do zarodków wcale nie zakończyło sprawy. Embriony można było bowiem zabrać z placówki w Nankinie tylko po wykazaniu, że będą przechowywane w innym szpitalu. Ze względu na niejasności prawne związane z nieprzetransferowanymi zarodkami trudno było jednak znaleźć instytucję, która by się na to zgodziła. Zważywszy na to, że macierzyństwo zastępcze jest w Chinach nielegalne, najrozsądniej było poszukać surogatki za granicą. Ostatecznie współpracujący z wyspecjalizowaną agencją dziadkowie zdecydowali się na Laos. Ponieważ żadna z linii lotniczych nie zgodziła się na transport pojemnika z ciekłym azotem, zarodki przewieziono samochodem. Wreszcie w grudniu ubiegłego roku matka zastępcza urodziła chłopca - Tiantiana. Dziecko urodziło się w Chinach, bo korzystając z wizy turystycznej, surogatka przyjechała do Państwa Środka. By udowodnić pokrewieństwo, wszyscy dziadkowie i babcie poddali się testom DNA. « powrót do artykułu
×